Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

walczyć o małżeństwo, czy nie?

Rozpoczęte przez ~Loo, 02 lis 2012
  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 04 października 2013 - 23:15
    Akurat ZAUFANIE, nie jest ciężkim tematem...tak albo nie....tu nie ma innych wariantów....to najprostsze co może łączyć ludzi...w pracy, w życiu, w miłości....albo jest albo go nie ma.....i to nie ma nic wspólnego z daniem komuś szansy naprawienia utraconego zaufania.....można ją komuś dać.....ale czy odzyska się zaufanie???

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~mała rybka
    ~mała rybka
    Napisane 04 października 2013 - 23:32
    ~alutka napisał:
    Akurat ZAUFANIE, nie jest ciężkim tematem...tak albo nie....tu nie ma innych wariantów....to najprostsze co może łączyć ludzi...w pracy, w życiu, w miłości....albo jest albo go nie ma.....i to nie ma nic wspólnego z daniem komuś szansy naprawienia utraconego zaufania.....można ją komuś dać.....ale czy odzyska się zaufanie???

    zaufanie to fundament, na którym buduje się związek. Gdy pojawi się na nim nawet mała rysa, można ją na chwilę czymś zamaskować, na dłuższą metę nie da się jej naprawić... takie są moje doświadczenia...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 04 października 2013 - 23:44
    Trzeba by najpierw ustalić, czym jest zaufanie dla każdego....dla mnie, tylko jednym, świadomość, że mogę zawsze liczyć na daną osobę, że mnie nie zawiedzie, bo dał mi do zrozumienia, że moje zasady, są Jego zasadami....że posługujemy się tym samym językiem, i obie strony za to samo uznają, co dobre a co złe....co się robi a czego się nie robi....czy można się sprzedać czy nie można....czy można oszukiwać czy nie można........kiedy ktoś da Ci poczucie, że myśli podobnie, a postępuje inaczej.....to dla mnie nadużycie zaufania....
    Ja ufam ludziom bezgranicznie.....dlaczego? bo mi można ufać....
    To teoria oczywiście, nie raz nadużyłam czyjeś zaufanie, bo np. w nerwach czy po alkoholu powiedziałam coś, czego nie powinnam mówić...nieświadomie...ale są osoby, które poczuły się zdradzone w pewnym sensie.....czy odzyskam ich zaufanie???? wątpię.....szansa? jaka szansa? mogę być już tylko i wyłącznie osobą, która raz zawiodła....i nigdy nie wiadomo, czy zrobię to drugi raz....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Roma
    ~Roma
    Napisane 05 października 2013 - 19:55
    Witaj @alutka ....mam takie pytanie czy kiedyś dalas druga szanse człowiekowi nie pytam o męża ale np.o kolegę, koleżankę ,pracownika,lekarza ,prawnika...itp? .......a drugie pytanie .......wiem , za jesteś kobieta z zasadami czy kiedykolwiek zlamalas swoje zasady ?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 06 października 2013 - 01:00
    ~Roma napisał:
    Witaj @alutka ....mam takie pytanie czy kiedyś dalas druga szanse człowiekowi nie pytam o męża ale np.o kolegę, koleżankę ,pracownika,lekarza ,prawnika...itp? .......a drugie pytanie .......wiem , za jesteś kobieta z zasadami czy kiedykolwiek zlamalas swoje zasady ?

    Oczywiście, że dałam kilku osobom pierwszą szansę naprawienia jakiegoś błędu....drugiej, nigdy....koledze, koleżance, TAK....................lekarzowi i prawnikowi? nie dane mi było akurat spotkać wśród tych zawodów, człowieka...........ale tylko jednej z nich, udało się go naprawić......ja, z reguły, nie zrywam z nikim znajomości, ale czasami to już są tylko znajomości....tak jak wspomniałam o osobach, które zawiodłam, które nigdy już nie powierzą mi już swoich tajemnic, tak ja, nie powierzę swoich, osobie, która zawiodła mnie......
    A co do pytania drugiego...... TAK, złamałam swoje zasady.....nie łamie ich tylko ROBOKOP.......ale czy je łamiemy, czy nie, to ważne by je w ogóle mieć i mieć świadomość kiedy je się łamie i dlaczego....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 06 października 2013 - 09:54
    Mam nadzieję, że nie obraziłam tu żadnego lekarza czy prawnika......sama mam jedną koleżankę prawniczkę, którą można by stawiać za wzór cnót i zasad.....ale Ona by się nie obraziła za moje stwierdzenie, bo jak sama mówi, Jej środowisko to pazerne hieny.... A co do lekarzy.....to może takie czasy, taki system w PL, że każdy próbuje jakoś żyć......i ja to rozumiem, ale jednak pewne zawody do czegoś zobowiązują i nie powinny być nastawione tylko na zysk.....a w oparciu o moje doświadczenia z lekarzami, mogłabym napisać książkę....i nie byłby to z pewnością hymn pochwalny...a najgorsze w tym wszystkim jest fakt, że nie mówię tu o moich chorobach i z tym związanych doświadczeniach, a o chorobach mojego syna, DZIECKA, z którym od małego biegałam po szpitalach....nie wiem, może Ci ludzie muszą się tak znieczulić by moc wykonywać tą pracę, ale wierzcie mi, że nigdy nie dałam żadnej pielęgniarce nawet kwiatów, bo nie miałam za co :(
    .i dodam jeszcze, że nigdy nikomu nie dałam w łapę, stąd może moje problemy, i myślę, że w niejednej medycznej placówce, wisi moje zdjęcie z napisem, NIEMILE WIDZIANA :)
    Dane mi było również, nie mieć męża w tych szacownych zawodach, bo myślę, że miałabym duży problem, gdybym spytała się : kochanie skąd mamy kasę na budowę domu? a usłyszała odpowiedź : kochanie, nie zaprzątaj sobie tym swojej ślicznej główki !!! no i te wakacje na przysłowiowych Karaibach....a On tylko wypisuje recepty, bo poprosiła Go o to jakaś firma farmaceutyczna, fundując szkolenie!!!! na końcu świata......
    Ale może ja , jestem jakaś dziwna.....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 06 października 2013 - 10:38
    W kraju, w którym teraz przebywam, nie zamyka się mieszkań ani samochodów... rowery wszędzie i żaden nie przypięty ani nie owinięty łańcuchami..... warzywniaki przy drodze, bez obsługi i tylko puszka na zapłatę, tego co sami sobie kupujemy.....
    Wczoraj była sobota....imprezy i dyskoteki....rowery porzucone.....ale gdy właściciel wróci po niego za tydzień, to go znajdzie dokładnie w tym samym miejscu.... kiedyś siedziałam na molo i zostawiłam kurtkę...wróciłam po nią po 3 dniach i leżała....
    Zastanawiałam się, dlaczego u nas tak nie jest??? odpowiedź może być tylko jedna, oczywiście, BIEDA, której tu nie ma.....Tutaj, nikt nie zna tego słowa, bo nawet za zasiłek, żyje się tu dostatnio....ale przecież w PL nie kradną tylko ludzie biedni....a wręcz czasami odwrotnie.....dlaczego tak się dzieje?
    No i przypomniał mi się film, który widziałam z 30 lat temu, rosyjski.....gdzie była para On i Ona...miłość...wspólne cele....tylko, że Jego zabrali w kamasze czytaj: do wojska na jakieś 5 lat .....Ona czekała, tęskniła.....Kiedy wrócił po latach z żoną.....powiedział : To nie moja wina, że nie stacjonowałem na pustyni, bo wtedy byłbym Ci wierny.....ale stacjonowałem w wielkim mieście, gdzie było pełno pokus....no i nie mogłem dotrzymać obietnicy, tam poznałem przyszłą żonę.....
    Jaki z tego morał???

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 06 października 2013 - 13:53
    A co do małżeństwa...to jest ono dla mnie również, wyjątkową i specyficzną umową.....dlatego właśnie powinno być dobrze przemyślane i z właściwą osobą.....bo to jakieś zobowiązanie w sumie obejmujące wszystkie aspekty życia przez 24 h.... nawet przy zatrudnianiu kogoś przeprowadza się rozmowę kwalifikacyjną, po co? no właśnie, po to, żeby obie strony, były zadowolone, żeby zgrać pewne oczekiwania z możliwościami.....
    Niepotrzebnie chyba, z góry jest narzucona przysięga małżeńska.... to sformułowanie, że nigdy nie opuszczę Cię, aż do śmierci..... nawet jeżeli wielu z nas tak czuje w dniu ślubu, to ja osobiście, nie wiem, czy złożyłabym taka właśnie deklarację, gdybym miała wybór......może powiedziałabym : kocham Cię i zrobię wszystko, żeby nam się udało....
    A już z pewnością nie uważam za wystarczający powód do ślubu CIĄŻĘ.... i proszę tu o wyrozumiałość kobiety....sama mam syna i tak mu zawsze mówiłam, że z tego powodu musiałby wziąć całkowitą odpowiedzialność za dziecko, jego dalsze losy i losy matki Jego dziecka.....ale naprawdę, drogie panie, to że zrobiło się komuś dziecko, to nie oznacza wcale, że chce się resztę życia spędzić z Jego matką.....
    I nie mówiłabym inaczej gdybym miała córkę.....no, bo z czego miałabym się cieszyć? że moja córka wyszła za kogoś, kto został przyparty do muru? i jakoś to będzie...?
    Mogłabym przytoczyć tu kilka przykładów dalszych losów takich małżeństw..... mówię tylko i wyłącznie o parach, gdzie nie było uczucia, gdzie było tylko dziecko....a odpowiedzialność nie oznacza dla mnie ślubu, tylko byciem dobrym ojcem i porządnym człowiekiem......... niestety większość konfliktów powstaje właśnie z powodu, że każdy z nas ma inne pojęcie o człowieku porządnym.....
    A ponieważ nie ma szans, żeby ustalić jedną wspólną definicję, należałoby ja ustalić chociaż z osobą, z którą idzie się do łóżka......ja wiem, że jak się ma 17 czy 18 lat, to niewiele się dyskutuje..........ale właśnie tym bardziej, jako rodzic, nigdy nie nakłaniałabym tak młodych ludzi do podejmowania takiej życiowej decyzji, jaką jest małżeństwo....
    A w późniejszym wieku? niech napisze jakaś kobieta może, która z tego powodu własnie wyszła za mąż i ślub okazał się nieporozumieniem...albo mężczyzna, który wg Niego, ożenił się, bo tak wypadało, sam nie chciał...a potem jednak okazało się, że żyli długo i szczęśliwie.....
    No i mam tylko nadzieję, że nie oberwę zaraz pomidorem :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Czeladnik
    ~Czeladnik
    Napisane 06 października 2013 - 15:22
    ~alutka napisał:
    No i mam tylko nadzieję, że nie oberwę zaraz pomidorem :)


    Wszystkie pomidorki skroiłem do sałatki, nie obawiaj się niczego @alutko z "obcych krajów". Pozdrawiam.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~aga40
    ~aga40
    Napisane 06 października 2013 - 15:25
    ~alutka napisał:
    A co do małżeństwa...to jest ono dla mnie również, wyjątkową i specyficzną umową.....dlatego właśnie powinno być dobrze przemyślane i z właściwą osobą.....bo to jakieś zobowiązanie w sumie obejmujące wszystkie aspekty życia przez 24 h.... nawet przy zatrudnianiu kogoś przeprowadza się rozmowę kwalifikacyjną, po co? no właśnie, po to, żeby obie strony, były zadowolone, żeby zgrać pewne oczekiwania z możliwościami.....
    Niepotrzebnie chyba, z góry jest narzucona przysięga małżeńska.... to sformułowanie, że nigdy nie opuszczę Cię, aż do śmierci..... nawet jeżeli wielu z nas tak czuje w dniu ślubu, to ja osobiście, nie wiem, czy złożyłabym taka właśnie deklarację, gdybym miała wybór......może powiedziałabym : kocham Cię i zrobię wszystko, żeby nam się udało....
    A już z pewnością nie uważam za wystarczający powód do ślubu CIĄŻĘ.... i proszę tu o wyrozumiałość kobiety....sama mam syna i tak mu zawsze mówiłam, że z tego powodu musiałby wziąć całkowitą odpowiedzialność za dziecko, jego dalsze losy i losy matki Jego dziecka.....ale naprawdę, drogie panie, to że zrobiło się komuś dziecko, to nie oznacza wcale, że chce się resztę życia spędzić z Jego matką.....
    I nie mówiłabym inaczej gdybym miała córkę.....no, bo z czego miałabym się cieszyć? że moja córka wyszła za kogoś, kto został przyparty do muru? i jakoś to będzie...?
    Mogłabym przytoczyć tu kilka przykładów dalszych losów takich małżeństw..... mówię tylko i wyłącznie o parach, gdzie nie było uczucia, gdzie było tylko dziecko....a odpowiedzialność nie oznacza dla mnie ślubu, tylko byciem dobrym ojcem i porządnym człowiekiem......... niestety większość konfliktów powstaje właśnie z powodu, że każdy z nas ma inne pojęcie o człowieku porządnym.....
    A ponieważ nie ma szans, żeby ustalić jedną wspólną definicję, należałoby ja ustalić chociaż z osobą, z którą idzie się do łóżka......ja wiem, że jak się ma 17 czy 18 lat, to niewiele się dyskutuje..........ale właśnie tym bardziej, jako rodzic, nigdy nie nakłaniałabym tak młodych ludzi do podejmowania takiej życiowej decyzji, jaką jest małżeństwo....
    A w późniejszym wieku? niech napisze jakaś kobieta może, która z tego powodu własnie wyszła za mąż i ślub okazał się nieporozumieniem...albo mężczyzna, który wg Niego, ożenił się, bo tak wypadało, sam nie chciał...a potem jednak okazało się, że żyli długo i szczęśliwie.....
    No i mam tylko nadzieję, że nie oberwę zaraz pomidorem :)

    Alutka zdecyduj się czy bycie razem ma być wynikiem dobrze przemyślanej decyzji czy wynikiem miłości wzajemnej.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 06 października 2013 - 16:22
    Bycie razem powinno być wynikiem miłości wzajemnej......a małżeństwo, dobrze przemyślanej decyzji.....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~aga 40
    ~aga 40
    Napisane 06 października 2013 - 21:21
    ~alutka napisał:
    Bycie razem powinno być wynikiem miłości wzajemnej......a małżeństwo, dobrze przemyślanej decyzji.....

    Przecierz to się wzajemne wyklucza. .

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 07 października 2013 - 07:50
    @aga40.....nie za każdego kogo się kocha, powinno się wychodzić za mąż i mieć z Nim dzieci.......tu nic niczego nie wyklucza.....czasami po prostu źle lokuje się swoje uczucia i małżeństwo z góry byłoby skazane na niepowodzenie...... konsekwencje nieudanej miłości, są niewielkie, w porównaniu do nieudanego małżeństwa....
    jeżeli zakochasz się w przysłowiowym draniu, to kochaj Go sobie, karm się tą miłością, ale nie wychodź za Niego za mąż, to przynajmniej, nie będziesz musiała potem sama karmić jego dzieci.....
    Małżeństwo, to nie tylko przysięga, to również prawne konsekwencje tego kroku....
    Nigdy nie kochałaś kogoś, kto absolutnie i od początku w ogóle nie nadawał się na męża?
    mogę zrozumieć kobietę, która jest z kimś, bo kocha, mimo, że On pije, ogląda się za innymi i gra w automaty, ale nie mogę....że bierze z Nim ślub.....bo myśli, że Go zmieni....
    Panowie rzadko popełniają taki błąd.....kochają przeróżne kobiety, ale na ogół, dobrze wybierają kandydatkę na żonę....
    A zatem, kochaj kogo chcesz, ale przemyśl, czy wychodzić za Niego za mąż.....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Roma
    ~Roma
    Napisane 07 października 2013 - 09:25
    ~alutka napisał:
    Związki idealne nie istnieją, i co do tego chyba wszyscy się zgadzamy....ale dla mnie muszą być zaspokojone chociaż podstawy, jak, uczucie, bezpieczeństwo i zaufanie....wiele osób tu pisze, że warto jednak zawalczyć o małżeństwo, co też robi czy robiło.....a ja wciąż czekam na wypowiedź kogoś, komu udało się po wypaleniu, odbudować ponownie relacje i odzyskały wymienione przeze mnie elementy.... czy można w ogóle odzyskać raz utracone zaufanie??? i mam pytanie do wszystkich, którzy jeszcze walczą....czego oczekujecie w efekcie końcowym? o co tak naprawdę walczycie? o posklejany wazon? jeżeli odleciało tylko ucho, to ok....jak u @olki, ale Ona nie walczyła, tylko wybaczyła, bo mąż sam to ucho natychmiast przykleił....rozbity wazon w drobny mak, można posklejać, ale zajmie to chyba resztę waszych dni, a zatem efektu końcowego bym się raczej nie spodziewała..... dla mnie, to po prostu wspólne zajęcie do emerytury.....
    I to nie jest wcale tak, że ja jestem o tym święcie przekonana....ja czekam wręcz, żeby ktoś mnie wyprowadził z błędu......
    ..............................dla mnie małżeństwo z dwudziestoletnim stażem to nie wazon z jednym uchem a dzban z dwoma uchami ,.......... dlaczego twierdzisz , że u @olki odleciało tylko ucho , a u innych wazon rozpadł się w drobny mak ? to czas pokaże czy było to tylko ucho .....tak jak u innych ten rozbity wazon może okazać się tylko przyklejeniem ucha .....
    .....ta naprawa wypalonego związku zależy tylko od partnerów .....nie od pierwszych słów ...przepraszam ....wybacz....nie chciałem .......ta prawdziwa naprawa następuje dopiero po nich ..........nieraz może się okazać , że tzw. nazwę to łatwy przypadek @olki nie wytrzyma próby czasu a ten ciężki @zuzy wytrzyma ....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Roma
    ~Roma
    Napisane 07 października 2013 - 09:32
    dla mnie małżeństwo -papierek - ......a związek bez papierka to to samo ..... jest tylko jedna różnica .....związek w którym żyje z partnerem 24 h na dobę a związek gdzie widuję się z nim trzy razy w tygodniu albo tylko w weekendy....to tak jak dzban do kubka...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 07 października 2013 - 11:00
    Wspólnota finansowa, to nie to samo co niezależność finansowa......wspólne mieszkanie, wspólne kredyty i zobowiązania......ślub z kimś niewłaściwym, potrafi z naszego życia zrobić istne piekło......kiedy kobieta liczy tylko na siebie, zupełnie inaczej pokieruje swoim życiem.....nigdy nie obudzi się z ręką w nocniku....
    A co do przypadków przez Ciebie wspomnianych, ja nigdy nie powiedziałam, że @Zuzie się nie uda......ja, pytam tylko, na co liczy w efekcie końcowym? no i nie wiem, jakiego innego przykładu miałabym użyć, niż rozbity dzban w drobny mak, żeby obrazowo opisać powtórny romans? a oberwanym uchem nazwałam, pojedynczą zdradę, natychmiast naprawioną.....przypomnę również, że obie dziewczyny, zdrady nie akceptują, przynajmniej, tak zrozumiałam.....nigdy nie krytykowałam @Zuzy, że nie wie co zrobić, nigdy też nie namawiałam Jej żeby zakończyła swoje małżeństwo.....staram się zawsze pisać, co ja sama bym zrobiła.....a Ją zachęcam tylko do jednego, żeby była szczęśliwa....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Roma
    ~Roma
    Napisane 07 października 2013 - 14:06
    @alutka wspólnota finansowa powiadasz tak pojmujesz małżeństwo (związek) ?..........podałam przykład @olki i @zuzy tylko obrazowo równie dobrze mogłam napisać @kaśka i @baśka .......chodziło mi o to ,że często te cięższe przypadki , te trudne kończą się naprawą związku a te z pozoru łatwiejsze się rozpadają.................

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Roma
    ~Roma
    Napisane 07 października 2013 - 14:42
    ~alutka napisał:
    Trzeba by najpierw ustalić, czym jest zaufanie dla każdego....dla mnie, tylko jednym, świadomość, że mogę zawsze liczyć na daną osobę, że mnie nie zawiedzie, bo dał mi do zrozumienia, że moje zasady, są Jego zasadami....że posługujemy się tym samym językiem, i obie strony za to samo uznają, co dobre a co złe....co się robi a czego się nie robi....czy można się sprzedać czy nie można....czy można oszukiwać czy nie można........kiedy ktoś da Ci poczucie, że myśli podobnie, a postępuje inaczej.....to dla mnie nadużycie zaufania....
    Ja ufam ludziom bezgranicznie.....dlaczego? bo mi można ufać....
    To teoria oczywiście, nie raz nadużyłam czyjeś zaufanie, bo np. w nerwach czy po alkoholu powiedziałam coś, czego nie powinnam mówić...nieświadomie...ale są osoby, które poczuły się zdradzone w pewnym sensie.....czy odzyskam ich zaufanie???? wątpię.....szansa? jaka szansa? mogę być już tylko i wyłącznie osobą, która raz zawiodła....i nigdy nie wiadomo, czy zrobię to drugi raz....
    .................. a zrobiłabyś ? jeśli ktoś dałby Ci szansę i ponownie zaufał zawiodłabyś go ?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 07 października 2013 - 15:51
    Tak, małżeństwo dziś postrzegam tylko i wyłącznie jako instytucję, drugi raz bym za maż nie wyszła..... Ja, nie wiem czyje małżeństwo się rozpadnie a czyje nie, tak jak nie wiedziałam również, że moje własne się rozleci.... piszesz, że są małżeństwa, którym udało się naprawić fakt, że związek ich praktycznie przestał istnieć w pewnym momencie, ja nie znam, dlatego chętnie posłucham każdej osoby, której się to udało.....
    A pytanie drugie zadaj mężowi @Zuzy.....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 07 października 2013 - 16:03
    Ale skoro pytasz się mnie...to też Ci odpowiem....
    .nie wiem czy drugi raz bym zwiodła, czy nie, na pewno bym się starała, ale tak jak za pierwszym razem wygadałam się, pewnie znów umiałabym to zrobić.....
    bo tu nie o chęci wcale chodzi a umiejętność samą w sobie......gdybym będąc w związku zakochała się.....to myślę,że potrafiłabym również zakochać się ponownie po raz drugi.....

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook