Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Męska przyjaźń

Wolne myśli

Przyjaźń jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu każdego człowieka. Większość z nas definiuje przyjaciela jako osobę, z którą można się dzielić najbardziej osobistymi przeżyciami, wspólnie spędzać czas, kogoś kto podtrzyma nas na duchu, wspomoże radą gdy zabraknie nam pomysłów, a gdy trzeba to i nadstawi za nas karku. Tymczasem lata mijają i okazuje się, że kiedyś bliscy przyjaciele i szerokie grona zaufanych znajomych zmieniają się w bardzo wąskie grupy najwyżej kilku osób, a czasem nikną w ogóle. Dlaczego tak jest, że z czasem mamy coraz mniej przyjaciół?

Tagi: relacje , przyjaciel , przyjaźń , przyjaźń męsko męska

Przyjaźń
Dlaczego z czasem tracimy przyjaciół?

Męska przyjaźń

Przyjaźń między dwoma facetami to bardzo szczególny rodzaj więzi. Różni się on od relacji, jakie łączą kobiety z kobietami lub kobiety z mężczyznami. Podczas gdy płeć piękna swoje pozytywne relacje z przyjaciółkami utrzymuje (i pielęgnuje) rozmową i emocjonalną wymianą poglądów, u mężczyzn sfera werbalna nie jest aż tak istotna. Tu bardziej liczy się wspólne spędzanie czasu, robienie czegoś razem, dzielenie się doświadczeniem. Kobiety budują skomplikowaną sieć zależności, w której spełnionych musi być wiele czynników, by "załapać" się na akceptację. Mężczyźni działają inaczej, są bardziej bezpośredni, mówią wprost, o co im chodzi. W efekcie inna jest natura męskiej przyjaźni - w niej nie tak bardzo jak u kobiet liczy się, co kto mówi, ale najważniejsze jest, co robi i jak sprawdza się w sytuacjach kryzysowych. Być może właśnie dlatego kobiece przyjaźnie wydają się łatwiejsze. Z pozoru łatwiej utrzymać więź i zbudować bliskość, jeśli następuje stała wymiana słów i myśli.

Męskie relacje są pozornie chłodniejsze, bo oszczędne w wyrażaniu gestów i emocji, ale to właśnie mężczyźni naprawdę potrafią rozumieć się bez słów. Chociaż też nie od razu. To, że jesteśmy nieco skryci, zamknięci w swoim świecie, bywa z początku poważną barierą w nawiązywaniu głębszych relacji. Z jednej strony chcielibyśmy mieć kogoś bliskiego, ale z drugiej, często nie potrafimy się przełamać by otworzyć przed kimkolwiek. Swoją cegiełkę wnosi tu też nasza specyficzna hierarchia wartości – podstawową rolę odgrywają w niej dom i praca. Zamiast rozwijać kontakty towarzyskie, wolimy – w miarę upływającego czasu – bez reszty się poświęcić rodzinie i karierze zawodowej, a to ogranicza potencjalny czas na umacnianie i rozwój jakiejkolwiek pozarodzinnej więzi.

Potrzebujemy przyjaźni

Niemal wszystkie badania naukowe pokazują, że człowiek do harmonijnego funkcjonowania potrzebuje przyjaciół. Spędzanie czasu z ludźmi na których nam zależy, nie tylko sprawia, że czujemy się lepiej psychicznie, ale też po prostu jesteśmy zdrowsi – bo bardziej spełnieni. Jak to więc jest, że właściwie większość dojrzałych facetów na przestrzeni kilku dekad swojego życia doświadcza zjawiska wręcz przeciwnego – w miarę upływu czasu nasze relacje towarzyskie ulegają samoograniczeniu i ochłodzeniu? Spotykamy się coraz rzadziej, wychodzimy mniej niż kiedyś, wreszcie grupa, z którą utrzymujemy przyjacielskie relacje, staje się coraz węższa i węższa. Dlaczego tak się dzieje i czy jest to naprawdę nieuchronne?

Mieć zbyt wielu przyjaciół, to jak nie mieć żadnego

Na pytanie z poprzedniego akapitu odpowiem z grubej rury: tak, to naprawdę nieuchronne. Ale wbrew pozorom nie jest to wiadomość zła ani tym bardziej smutna. Po prostu, jako ludzie zmieniamy się. Z upływem lat zmienia się też nasze życie, nasze potrzeby i obowiązki. Kiedyś jako ludzie bardzo młodzi, nie mający zbyt wielkich zobowiązań życiowych, mogliśmy sobie pozwolić na trwonienie czasu na tysiące mniej istotnych spraw. To samo dotyczy relacji z ludźmi. Mając dużo czasu pozwalaliśmy na to, by otaczały nas osoby, z którymi – gdyby się tym relacjom przyjrzeć z bliska – wcale aż tak wiele nas nie łączyło. Tymczasem w miarę jak zdobywamy życiowe doświadczenie, poznajemy świat i rządzące nim prawa, stajemy się też bardziej wymagający, zarówno dla siebie, jak i całego otoczenia. Z czasem po prostu zaczyna w nim brakować miejsca dla jednych, a wzmacniają się za to więzi z innymi. To naturalna kolej rzeczy.

I nie ma czego żałować. Jako ludzie ewoluujemy, przestają nas bawić huczne imprezy, zamiast ryzyka i przygód zaczynamy coraz częściej wybierać komfort i ciszę, spokój, który zapewnia nam domowe ognisko, a nie impreza w pubie. To oczywiście ma swój wpływ na ludzi, z którymi się zadajemy, z upływem lat niektóre kontakty się rozluźniają, bo przestają istnieć pola, które je spajały. Jeśli na przykład kiedyś jeździliśmy regularnie w góry, by z paczką kumpli chodzić po niebezpiecznych szlakach, a dziś wolimy wolny czas spędzać z dziećmi i partnerką, nie można się dziwić, że nasze kontakty z kompanami od tych przygód mogą się zacząć rozluźniać. W takim przypadku zanika spajająca tę konkretną męską przyjaźń wspólnota doświadczeń. Jednak zawsze jest tak, że ktoś zostaje. Są to najczęściej ludzie, z którymi łączyło nas najwięcej i to na nich w istocie najbardziej powinno nam od samego początku zależeć.

Ludzie odchodzą

Oczywiście nie jest tak, że wszystkie kontakty rozluźniają się z biegiem lat z jakichś konkretnych powodów. Na to, że przerzedzają się zastępy naszych znajomych i przyjaciół czasem po prostu nie mamy żadnego wpływu. Niektórzy ludzie, choć może to zabrzmieć brutalnie, zwyczajnie nie dojrzewają w takim samym tempie jak my, przez co nasze towarzystwo przestaje już im, z oczywistych względów odpowiadać. My mamy zobowiązania wobec rodziny, pracy, chcemy je spełniać nawet kosztem ograniczenia czasu przeznaczonego na życie towarzyskie. To część ludzi odstrasza, tak samo jak i nas mogą zniechęcać kłopoty i życiowe zamieszania u innych. Nagle zdajemy sobie sprawę, że różnice, które się pojawiają między nami a przyjaciółmi stają się nie do pogodzenia, a nasze relacje po prostu się ochładzają.

Swoje robi tu naturalna dla człowieka postawa, która polega na tym, iż w miarę upływu lat krystalizują się nasze poglądy na życie. Gdy jesteśmy bardzo młodzi, testujemy różne scenariusze, sami nie jesteśmy jeszcze do końca pewni co do kierunku, w którym chcemy zmierzać przez dalszą część życia. Jednak w miarę zdobywania doświadczenia, ścierania się wizji z praktyką, nasza osobista ścieżka coraz mocniej się utwardza i przyjmuje konkretny kierunek.

Efekt jest taki, że czasem po prostu nie ma innego wyjścia i musi dojść do rozstania, bywa, że z ludźmi, których uważaliśmy za prawdziwych przyjaciół. A oni, co jest ich pełnym prawem, także wybrali sobie kierunek – własną, inną od naszej drogę życiową.

Wyobrażenia są weryfikowane przez praktykę. Czasem relacji, która była uważana za trwałą i stabilną, może zagrozić jakiś drobny fakt. Odmówimy komuś wsparcia w z pozoru błahej sprawie, a ten ktoś odbierze to bardzo osobiście. I vice versa, nas też mogą spotkać afronty, które uznamy za zdradę tego co nas przez lata łączyło. I bywa, że choć nie mamy na to żadnych dowodów, osłabiamy taką relację tracąc zaufanie do drugiej strony.

Z czasem uczymy się też lepiej poznawać ludzi. Nie jesteśmy już młodzieńczo naiwni, nie jest łatwo nami manipulować. Nie dajemy się zwieść i przekonać byle czym. Stajemy się bardziej wymagający.

Poza tym dojrzali ludzie nie rzucają słów na wiatr, nie nazywają przyjaźnią luźnej znajomości. W efekcie możemy wyglądać na chłodnych, bardziej kunktatorskich i kalkulujących niż jesteśmy w rzeczywistości. Choć z pozoru nie wygląda to najlepiej, realnie staje się to naszym atutem. Zyskujemy umiejętność odróżnienia tych, którzy podzielają nasze wartości od tych, którzy działają wyłącznie z partykularnych, osobistych pobudek. Dostrzegamy, komu na nas zależy, a kto traktuje tę relację tak, jakby wynikała z przymusu. Tym samym na "polu bitwy" po latach zostają ludzie, którym niemal zawsze możemy bez problemu zaufać. I te przyjaźnie istotnie się umacniają. I nawet jeśli z dziesięciu "przyjaciół" w czasach szkoły średniej został nam w dojrzałym życiu jeden, ale oddany, możemy czuć się wyróżnieni.

Przyjaźń dojrzewa z wiekiem, ale nigdy nie jest na nią za późno

Prawdziwa przyjaźń dojrzewa powoli, bowiem aby kogoś naprawdę dobrze poznać, trzeba czasu. Możemy wtedy obserwować jego zachowania w różnych sytuacjach, osobiście przekonywać się, czy jego postawy i czyny pokrywają się z deklaracjami. Nie znaczy to jednak, że gdy w pewnym wieku i na skutek najprzeróżniejszych życiowych zawirowań zostaniesz w życiu sam, nie masz już szansy na zbudowanie przyjaźni na nowo. Przeciwnie, jest na to nie tylko szansa, ale i wielka potrzeba.

Dziś jest zdecydowanie więcej możliwości poznawania ludzi niż jeszcze kilkanaście lat temu. Są serwisy społecznościowe, internet. Dość łatwo znaleźć grupy ludzi o podobnych zainteresowaniach, towarzystwo do rozmowy i wymiany poglądów na wiele tematów. Sieć jest bardzo zróżnicowana, czasem można tam spotkać ludzi kultywujących najbardziej niszowe pasje. Wiele z takich grup organizuje wspólne spotkania, wyjazdy, zloty itp. Kiedyś było z tym zdecydowanie ciężej, bo wyjścia z domu w pewnym wieku ograniczały się albo do spotkań służbowych, albo do niezbyt lubianych imprez rodzinnych. Nie było sieci, nie było możliwości kontaktu innego niż na ulicy. Teraz to wszystko jest i warto z tego korzystać.

Zwyczajnie warto mieć przyjaciół, ba, nawet jednego, zaufanego i prawdziwego przyjaciela. Nie tylko dlatego, że przyjaźniąc się mamy z kim spędzać czas, robić to, czego zazwyczaj nie moglibyśmy wykonywać z partnerką czy dziećmi, ale także dlatego, że poprawia to zdecydowanie ogólny komfort życia. Ludzie mający przyjaciół rzadziej zapadają na depresje, społeczne fobie, a nawet zwykłe choroby somatyczne. Mając osobę, na której możemy polegać, po prostu łatwiej się żyje.

Tomasz Sławiński

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook