Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

kogo kocha kochanke czy żone

Rozpoczęte przez ~nika, 01 sty 2014
  • ~Motyl
    ~Motyl
    Napisane 29 sierpnia 2016 - 16:10
    Chciałabym zadać Tobie jedno pytanie..
    Jak będziesz się czuła dokładnie za rok o tej samej porze, tego samego dnia?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~kawaler
    ~kawaler
    Napisane 29 sierpnia 2016 - 16:28
    Pominęłaś kwestię zatracenia, to może rozwiniesz słowo NAMOLNA?
    Wiesz, co to znaczy?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Po40
    ~Po40
    Napisane 29 sierpnia 2016 - 22:10
    @kawaler:
    widzisz, nie zgodzę sie z Tobą, że kwestia etyki i moralnośći to kwestia wyłącznie jednej religii. Miłość, wierność, zdrada nie mieszczą się wyłącznie w kwestiach obyczajowości. Zdradzenie czyjegoś zaufania, zabicie czyjejś wiary w siebie, odarcie kogoś z godności, kłamstwo - to najzwyczajniej w świecie wyrządzanie komuś krzywdy. I nie trzeba być katolikiem by powiedzieć, że to jest moralnie złe.
    @ Motyl:
    ty nie widzisz związku między miłością do dziecka i do męża? Wytłumacz związek między decyzją syna o zmianie studiów a decyzją zdrady męża. Zmieniając studia syn nikogo nie zranił, podjął decyzję o swoim własnym życiu. Ma się to nijak do decyzji o zdradzie.
    Oczywiście, że każdy ma prawo żyć własnym życiem, dokonywać wyborów, podejmować decyzje. Ale wyrazem szacunku dla drugiej osoby, która tak samo jak ty oddała swoje życie tobie, jest szczerość, otwarta rozmowa, uczciwość. Tym daje się komuś szansę równą sobie na podjęcie decyzji. Zdrada to m.in. odebranie komuś tego prawa. I nie ma sensu porównywać swojej decyzji do decyzji syna, bo to nie te same kategorie i można przypadkiem wyrządzić olbrzymią krzywdę synowi.

    Mam wrażenie, że panująca tutaj tendencja wśród osób, które zdradziły czy które są kochankami, to usprawiedliwienie siebie. Najczęściej winne są emocje, motyle, gwiazdy, przeznaczenie. To bardzo zaskakujące biorąc pod uwagę, że jeszcze kilka, kilkanaście, może kilkadziesiąt lat temu, gdy wchodziły w okres dorosłego życia, chiały przede wszystkim decydować o sobie. To była ta wymarzona dorosłość. Chciały same podejmować decyzje.
    Teraz, gdy okazuje się, że decyzje wiążą się z konsekwencjami, gotowe są odebrać sobie prawo do decycji i zrzucić je na emocje i gwiazdy. "Nie mam na to wpływu", "przed tym nie da się uciec", "to jest miłość"...
    Więc jako ten, którego czyjaś decyzja dogłębnie i długotrwale zraniła mówię wam otwarcie: To ani nie jest miłość, ani też nie jesteście marionetkami w rękach losu czy własnych pragnień.
    Jeśli kochasz swoje dziecko, to wiesz doskonale, co to znaczy. M.in. że nie chcesz wyrządzić mu krzywdy. I instynktownie wiesz, że nie przerzucisz swojej miłości na inne dziecko kosztem krzywdy twojego dziecka. Wiesz instynktownie, że miłości się nie daje i nie odbiera w miarę zachcianek. Zaskakujące jest, że robisz w pojmowaniu miłości wyjątek dla swojego partnera/partnerki.
    Emocje i biologia są silniejsze? Powiedz, proszę, ilu ludzi w życiu już zabiłeś, ilu pobiłeś, ilu okaleczyłeś? Czyż nie potrafisz zapanować nad gniewem?
    Ile razy zapolowałeś na krowę, świnię czy inne zwierzę? Nie zrobiłeś tego mimo uczucia, że jesteś głodny i że "zjadłbyś konia z kopytami"? Potrafisz zapanować nad instynktami?
    Gdy ktoś ukradnie ci coś, gdy szef nie zapłaci tobie za wykonaną pracę, gdy lekarz nie zaangażuje się w wyleczenie ciebie, gdy pozdrowiona na ulicy osoba napluje ci w twarz - jesteś w stanie przyjąć to z pełną wyrozumiałością dla takiej oto możliwości, że ktoś, kto robi tobie krzywdę właśnie wybrał swoją drogę życia, że jest wierny swoim instynktom, że idzie drogą swego szczęścia, że płynie za głosem gwiazd?
    Więc dlaczego robisz wyjątek dla pożądania? Dlaczego gwiazdy nie są w stanie zmusić cię do latania z łukiem po mieście, emocje do utopienia płaczącego dziecka gdy nie masz już sił by ustać na nogach, biologia nie jest dla ciebie wytłumaczeniem dla krzywdy wyrządzonej tobie przez kogoś? Ale pożądanie wystarczy, by wyrządzić krzywdę komuś..

    Jesteśmy tylko ludźmi. To oznacza, że w przeciwieństwie do zwierząt, posiadamy emocje i jesteśmy w stanie nad nimi panować. Posiadamy rozum i potrafimy go używać. Potrafimy podejmować decyzje - tak się rozwijamy. Ich podejmowanie nie jest złe - jest naszą naturą. Złe jest trwanie w zakłamaniu, unikanie odpowiedzialności, zaprzeczanie konsekwencjom, robienie z siebie ofiary tam, gdzie jest się sprawcą konkretnej krzywdy przez konkretną własną, indywidualną, osobistą decyzję.
    To, czy miłość była pielęgnowana - to sprawa obu stron. Zdrada - to decyzja jednej.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Motyl
    ~Motyl
    Napisane 30 sierpnia 2016 - 06:40
    Drogi po40
    Opisujesz swój przypadek a zwracasz się do mnie.
    Moją decyzją nie była zdrada sama w sobie, ale odejście od męża, dokładnie w tym momencie. Zdrada była mi do tego potrzebna. Pozwoliła mi uwolnić się wreszcie z niechcianego już małżeństwa. Po tym wydarzeniu, wszystko stało się dla mnie proste.
    Ale do rzeczy.
    Dla mnie powinna być zachowana równowaga. Daję, kocham oraz otrzymuję i jestem kochana. U mnie tak nie było. Było natomiast przyzwyczajenie i ciężar oczekiwań innych,
    Zmiana studiów przez syna, bardzo rozczarowała męża i całą rodzinę, chcieli wszyscy, że by przejął kiedyś praktykę po mężu, który obraził się na syna. Na mnie też się obraził, kiedy wyprowadziłam się z domu.
    Zachowuje się jak ofiara a sam krzywdził nas przez lata.
    W moim przypadku, pożądanie wystarczyło, żebym sobie samej nie robiła więcej krzywdy. Czasami musisz wybierać.
    Nie mogłam wcześniej odejść. A teraz mi się to udało. To wszystko.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~asdfgh
    ~asdfgh
    Napisane 30 sierpnia 2016 - 08:57
    napisał:
    Pominęłaś kwestię zatracenia


    Ze słownika języka polskiego PWN - zatracenie - utrata poczucia rzeczywistości wskutek intensywnego zainteresowania się kimś lub czymś.

    Czy starszy człowiek, który oddaje oszczędności życia obcemu człowiekowi nie traci poczucia rzeczywistości? Gdyby oszust przyszedł i uprzejmie poprosił o pieniądze, jak łatwo się domyślić, nie dostałby ich. Oszust o tym wie, dlatego pierwsze co robi, to denerwuje starszą osobą, opowiadając najczęściej o jakimś strasznym wypadku wnuczka, żeby starsza osoba przestała logicznie myśleć. Starsza osoba dosłownie traci rozum i oddaje swoje pieniądze sama nie wie komu.

    Podobnie zakochany człowiek. Emocje są tak silne, że zakochany także traci rozum i robi różne głupoty, których normalnie by nie zrobił. Jak to ujęła użytkowniczka Motyl - dopóki nie wdała się w romans, nie przyszło jej do głowy zostawiać męża. Mąż najpewniej nie był wcale zły, skoro wiele lat z nim przeżyła. Jak doznała emocjonalnego haju (wdała się w romans), mąż okazał się być złym mężem, bo nie był w stanie wywołać w Motylu silnych emocji, których doznała w romansie. Zanim wzięli ślub, mąż był tak samo dobry jak kochanek, ale emocjonalne haje związane z zakochaniem trwają maksymalnie kilka lat. Motylowi zdaje się, że się wyrwała ze złego małżeństwa, a tymczasem drugie z kochankiem będzie dokładnie takie same. To się dopiero biedaczka rozczaruje za kilka lat. He he he.

    napisał:
    Zachowuje się jak ofiara a sam krzywdził nas przez lata.


    Człowiek naprawdę zestresowany i skrzywdzony nie będzie się wdawał w romanse, bo głównym jego zajęciem jest PRZETRWANIE. Nie mogę sobie wyobrazić jak stłamszona, bita, wyzywana, przerażona, zastraszona, nękana, bez kasy (niepotrzebne skreślić) kobieta na boku wdaje się w ognisty romans. Widać, że w takim stanie nigdy nie byłaś i wyolbrzymiłaś krzywdy doznane od męża (5 lat temu drań zapomniał o twoich urodzinach), żeby się usprawiedliwić.

    napisał:
    ale nie widzę związku, dzieci i rodzice to pokrewieństwo, miłość naturalna, biologiczna


    Miłość jest tylko jedna, tylko miłość do dziecka wyraża się inaczej, a do męża inaczej. Niektórzy zostawiają swoje dzieci albo starszych rodziców na pastwę losu i żadne pokrewieństwo i biologia nie są w stanie zmusić ich do przynajmniej poprawnego zachowania się w stosunku do nich. Tak więc biologia wcale nie ma takiego znaczenia jak ci się zdaje.

    napisał:
    to może rozwiniesz słowo NAMOLNA?


    Nie wiedziałam, że pisanie na forum to namolność, ale cóż. Jak uważasz.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Po40
    ~Po40
    Napisane 30 sierpnia 2016 - 12:19
    Droga Motyl,
    w swoim poprzednim poście absolutnie nie opisuję swojego przypadku. Nie opisuję żadnego przypadku. Jednym zdaniem wspominam jedynie o swoim doświadczeniu. Poza tym piszę, że zdrada jest złem wyrządzonym drugiej osobie, które to zło, jak widzę, wielu próbuje usprawiedliwić na wszelkie sposoby.
    Podejście do konsekwencji podjętych decyzji kształtuje dalszą drogę życia. Życzę dobrego podejścia do wszystkich decyzji: tych dobrych i tych złych.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Motyl
    ~Motyl
    Napisane 30 sierpnia 2016 - 17:10
    Mąż wywoływał we mnie bardzo silne emocje.
    Najczęściej miałam ochotę strzelić go w pysk.
    Czekałam aż dzieci dorosną.
    I oczywiście więcej nie zamierzam wychodzić za mąż.
    Także, pudło.
    Widzę, że próbujesz wszystkich wcisnąć w jakiś schemat.
    Ale ja się nie gniewam. Teraz już mi nic nie przeszkadza. Każdy może pisać co chce, i na szczęście robić. Podobno nie mamy wpływu na innych. Możemy tylko sami się zmienić. Mi się udało. Ja nie szukam odpowiedzi czy uda mi się w następnym związku. Gdyby nawet nie, to nie jest ważne. Mogę być już teraz nawet sama. I nigdy więcej nie będę żyła tak jak kiedyś.
    Dlaczego ktoś tego nie rozumie, potępia i krytykuje? nie wiem.
    To moje życie.

    Czytając Twoje wpisy, można wywnioskować, że jesteś osobą, która ma zasady, ale dlaczego narzucasz je innym? Twój sposób na życie nie musi być dobry dla wszystkich. Dla mnie nie był. Małżeństwo mnie rozczarowało. Zrobiłam swoje, Wychowałam dzieci na dobrych ludzi.

    Jesteś po 40tce? wychowałaś dzieci? spędziłaś 20 lat z kimś?
    To co się wypowiadasz...
    Chyba sama się zatraciłaś, jesteś oderwana od rzeczywistości.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~asdfgh
    ~asdfgh
    Napisane 31 sierpnia 2016 - 11:41
    Poczytaj sobie jakiekolwiek forum dla kobiet, które doświadczają przemocy domowej. Są zastraszone, sponiewierane, przerażone, zahukane, z urazami etc. Walczą o przetrwanie i nie myślą o kochankach.

    napisał:
    I oczywiście więcej nie zamierzam wychodzić za mąż. Także, pudło.


    Nie chodzi o sam ślub, tylko o stały związek. To, czego doświadczasz w romansie, kiedyś minie. Twój aktualny kochanek też jest tylko człowiekiem z wadami i zaletami. Teraz oboje jesteście jeszcze "znieczuleni" hormonami, macie tzw. różowe okulary i motylki w brzuchu, pijecie z dzióbków, więc zdaje ci się, że to prawdziwa miłość. Ale za jakiś czas to minie i będzie podobnie jak z mężem. Kochanek też cię będzie irytował i będziesz miała ochotę go bić.

    napisał:
    Dlaczego ktoś tego nie rozumie, potępia i krytykuje?


    Wiesz, teoretycznie, to co robisz to twoja sprawa. Ale nie żyjemy na tym świecie zupełnie sami. Łączy nas system naczyń powiązanych. Każda akcja ma reakcję. Każdy czyn ma swoją konsekwencję. Ktoś będzie musiał ponieść konsekwencje twoich czynów. Gdybyś te konsekwencje ponosiła tylko sama, to pal licho. Chciałaś, to masz. Ale nie jesteś sama. Konsekwencje poniosą np. twoje dzieci, które właśnie nauczyłaś, że problemów nie trzeba rozwiązywać, że wystarczy oszukiwać współmałżonka (romans), nie dotrzymać obietnic (przysięga małż.), wywinąć się jak piskorz (rozwód) i sprawa załatwiona. Ach, i jeszcze zwalić winę na kogoś innego. Bo ty przecież nie jesteś niczemu winna, tylko twój mąż. On cię ZMUSIŁ do kłamania i zdrady. Tak samo jak morderca jest zmuszony do zamordowania, złodziej do kradzieży, gwałciciel do gwałtu itd - z tego powodu, zresztą, więzienia są pełne "niewinnych" ludzi. Każdy z nich MUSIAŁ i NIE MIAŁ WYJŚCIA.

    napisał:
    Czytając Twoje wpisy, można wywnioskować, że jesteś osobą, która ma zasady, ale dlaczego narzucasz je innym?


    A cóż ja mogę tobie/wam narzucić? Ja tylko piszę na forum. Może ktoś przeczyta, zobaczy jak wygląda świat z innej perspektywy i pójdzie po rozum do głowy.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Motyl
    ~Motyl
    Napisane 31 sierpnia 2016 - 16:14
    Ty niczego nie rozumiesz.
    Ja nigdy nie myślałam o kochankach, Spotkałam faceta, z którym chcę być i jestem.
    Rozwiodłam się szybko a zatem nie mam romansu. Nowy stały związek? nie wiem co masz na myśli? tu nie chodzi o to, czy jest to małżeństwo czy wolny związek. Mi bardziej zależy na tym, żeby nie mieć już nigdy z nikim żadnej wspólnoty. Mam swoje mieszkanie, swoje pieniądze, swoje konto i mam faceta. Gdy się nie uda. Zostanie mi wszystko pozostałe. Od nikogo nie jestem zależna. I na tym zależało mi najbardziej.
    Odejście od męża rozwiązało moje wszystkie problemy. Nie rozumiem dlaczego uważasz, że taka decyzja nie jest rozwiązaniem problemów? moich, była.
    Czego nauczyłam dzieci? że każdy problem można w sumie rozwiązać.
    To upieranie się, że powinno się najpierw odejść, jak związek nieudany a później ewentualnie mieć inny związek, czyli zakończyć jedno zanim zacznie się drugie jest sztucznie stworzoną wysoką poprzeczką aby jak najmniej osób zrobiło taki krok.

    Jak sama twierdzisz, nie przestaje się kochać z dnia na dzień, To działa jak kotwica. Stara i zardzewiała ale trzyma. Presja otoczenia, Jak on, ona. oni to zniosą... To wykańcza człowieka, który chce a czuje , że nie może.
    Być może nigdy tego nie przeżyłaś. Ale są sytuacje w życiu, gdzie kochanek/kochanka jest jak...hmm.. tratwa może, wchodzisz żeby przeżyć.
    Byłam wiele lat nieszczęśliwa, chciałam się tylko podzielić dobrą nowiną z innymi, dlatego napisałam. że coś, co wydawało mi się niemożliwe, stało się możliwym.

    Sama zdrada nigdy nie jest dobra, ale w moim przypadku nie miała znaczenia. Dla małżeństwa. Dla mnie ogromne. Była motorem do działania.
    Na tym kończę.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Po40
    ~Po40
    Napisane 31 sierpnia 2016 - 18:05
    @Motyl,
    nie wiem jak to powiedzieć. Może zacznę od tego, że czytając pierwszą część Twojego wpisu poczułem olbrzymi gniew.
    Przeczytałem jednak do końca, a potem jeszcze raz całość. I nagle dotarło do mnie, że oto mam może jedyną okazję usłyszeć to, czego nigdy nie powiedziała mi żona i co bała się powiedzieć.
    Prawda - nie rozumiem do końca tej olbrzymiej potrzeby niesamotnej samotności. Ale słucham i staram się otworzyć. Szkoda olbrzymia, że nie z ust żony...

    Widzisz, gdyby o tym uczciwie z mężem porozmawiać, gdyby zaufać mu, że kocha; gdyby zrozumieć do czego jest miłość zdolna - to można było swoje szczęście być może już wcześniej odnaleźć. To, oczywiście, gdybanie. Ale - odnoszę to już do swojej konkretnej sytuacji - myślę, że bym zrozumiał. Gdy ktoś naprawdę kocha, nie chce być ciężarem dla ukochanej osoby i potrafi dać jej to, czego potrzebuje - też wolność. Bo, widzisz, człowiek prawdziwie kochający potrafi być szczęśliwy i przyjmując, i dając.

    A tak, latami kłamstw, zdradą, zadało się rany tak bardzo bolesne. I to nie tylko mężowi. Sobie samemu również - choć może w euforii zakochania tego jeszcze nie czuć. Ale boję się, że to może z czasem wypłynąć i zakochania zamienią się w ucieczkę od siebie samego. Choć może nie mam podstaw zakładać takiego rozwoju sytuacji, w końcu tak mało wiedziałem o swojej żonie...

    Dziękuję Ci, w każdym razie, za Twoje wpisy. Przynajmniej poznałem inną perspektywę. Wiesz, ja bardzo chciałbym, żeby moja żona ze mną uczciwie i szczerze porozmawiała. Oczywiste - to ja, mój problem, mój świat. Ale może kiedyś pomoże Ci świadomość, że i taka opcja istnieje.

    Trochę głupio tak pisać to wszystko w nicość, ale chyba nie różni się to zanadto od siedzenia przy barze i picia z barmanem... Trudno, trzeba zbierać się z baru nim wyrzucą w noc :) Tam tylko latarnie i krawężniki :)

    Trzymaj się, Motyl.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~WenuszMarsem
    ~WenuszMarsem
    Napisane 31 sierpnia 2016 - 20:50
    Jesteś mądrym, świadomym człowiekiem, aż w człowieku serce rośnie, mało teraz takich. Czytam ciebie z wielkim zainteresowaniem. Po40, oby więcej takich LUDZI

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~asdfgh
    ~asdfgh
    Napisane 01 września 2016 - 13:11
    napisał:
    Ty niczego nie rozumiesz.


    Ależ rozumiem. Czujesz wyrzuty sumienia w związku z tym co zrobiłaś, dlatego wyszukiwałaś taki temat w internecie i znalazłaś ten wątek na forum, gdzie możesz się usprawiedliwić i wytłumaczyć.

    napisał:
    Czego nauczyłam dzieci? że każdy problem można w sumie rozwiązać.


    Tak. I że warto go rozwiązać nieuczciwą drogą. Że można zdradzać, kłamać, oszukiwać, a zwłaszcza kogoś, komu się obiecywało UCZCIWOŚĆ. No może to dobre nauki na dzisiejsze czasy.

    napisał:
    To upieranie się, że powinno się najpierw odejść, jak związek nieudany a później ewentualnie mieć inny związek, czyli zakończyć jedno zanim zacznie się drugie jest sztucznie stworzoną wysoką poprzeczką aby jak najmniej osób zrobiło taki krok.


    To się nazywa uczciwość. Słyszałaś kiedyś o niej?

    napisał:
    Ale są sytuacje w życiu, gdzie kochanek/kochanka jest jak...hmm.. tratwa może, wchodzisz żeby przeżyć.


    Posiadanie kochanka ratuje życie? Wow, wow, wow. I jeszcze raz wow. Myślałam, że od tego jest np. policja, niebieska linia, ośrodki dla ofiar przemocy w rodzinie albo zwyczajnie rodzina i przyjaciele. Ach, wiem. Kochanek był twoim przyjacielem i cię uratował. Ale zanim to zrobił to uprawiał z tobą seks, żeby cię zachęcić. Tak... to zdecydowanie lepsze niż niebieska linia.

    napisał:
    Sama zdrada nigdy nie jest dobra, ale w moim przypadku nie miała znaczenia.


    Rozumiem, że jak obecny kochanek znudzi się tobą i zacznie zdradzać (a skoro się znudził, to by znaczyło, że cię już nie kocha) to nie będzie to miało dla ciebie znaczenia? Wtedy ewentualnie zobaczysz, jak to jest i czy zdrada ma znaczenie, czy nie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~buba
    ~buba
    Napisane 02 września 2016 - 11:12
    ~Motyl napisał:
    Ty niczego nie rozumiesz.
    Ja nigdy nie myślałam o kochankach, Spotkałam faceta, z którym chcę być i jestem.
    Rozwiodłam się szybko a zatem nie mam romansu. Nowy stały związek? nie wiem co masz na myśli? tu nie chodzi o to, czy jest to małżeństwo czy wolny związek. Mi bardziej zależy na tym, żeby nie mieć już nigdy z nikim żadnej wspólnoty. Mam swoje mieszkanie, swoje pieniądze, swoje konto i mam faceta. Gdy się nie uda. Zostanie mi wszystko pozostałe. Od nikogo nie jestem zależna. I na tym zależało mi najbardziej.
    Odejście od męża rozwiązało moje wszystkie problemy. Nie rozumiem dlaczego uważasz, że taka decyzja nie jest rozwiązaniem problemów? moich, była.
    Czego nauczyłam dzieci? że każdy problem można w sumie rozwiązać.
    To upieranie się, że powinno się najpierw odejść, jak związek nieudany a później ewentualnie mieć inny związek, czyli zakończyć jedno zanim zacznie się drugie jest sztucznie stworzoną wysoką poprzeczką aby jak najmniej osób zrobiło taki krok.

    Jak sama twierdzisz, nie przestaje się kochać z dnia na dzień, To działa jak kotwica. Stara i zardzewiała ale trzyma. Presja otoczenia, Jak on, ona. oni to zniosą... To wykańcza człowieka, który chce a czuje , że nie może.
    Być może nigdy tego nie przeżyłaś. Ale są sytuacje w życiu, gdzie kochanek/kochanka jest jak...hmm.. tratwa może, wchodzisz żeby przeżyć.
    Byłam wiele lat nieszczęśliwa, chciałam się tylko podzielić dobrą nowiną z innymi, dlatego napisałam. że coś, co wydawało mi się niemożliwe, stało się możliwym.

    Sama zdrada nigdy nie jest dobra, ale w moim przypadku nie miała znaczenia. Dla małżeństwa. Dla mnie ogromne. Była motorem do działania.
    Na tym kończę.

    A po co ty tłumaczysz coś komus kto wie lepiej?Zastanawiam się tylko czasem dlaczego niektórzy ludzie muszą poświęcić swoje życie żeby drugiemu było lepiej ,i nie włączać do tego dzieci bo to wbrew temu co tu ciumka asdf.... jest inną sprawą.Jeśli nie ma w związku równowagi zawsze ktoś jest pokrzywdzony ,ktos poświęca się bardziej i jest tak w większości związków.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~gość
    ~gość
    Napisane 02 września 2016 - 18:00
    Czytałam ostatnio wywiad z panią TERKLIKOWSKĄ.
    Małżeństwo nr 1 w RP.
    O nagonce jej męża na kolejne dziecko, zaangażował w to nawet dzieci..
    w końcu uległa.. mają kolejne.
    Kiedy wyrwała się na 2 dni do innego miasta, spotkać się z koleżankami, telefon się urywał, gdzie? kiedy? jak? KIEDY BĘDZIESZ? jak wyłączyła tel., dzwonił do koleżanek.

    2 dni
    ale koniecznie chciał kolejne dziecko. po co?
    może to nie w temacie, ale tak mi przyszło do głowy gdy czytałam o braku równowagi w związku, jeden chce dostać, drugi musi dać, póki obojgu to pasuje, to ok, gdy jedno mówi NIE GODZĘ SIĘ, zaczyna się kryzys..
    nierozwiązywalny..
    coraz więcej kobiet składa pozwy rozwodowe.. i nie chcą już wiedzieć kogo on kocha. chcą jeszcze pożyć. Oczywiście wspieram.
    Nie trzeba się tłumaczyć z potrzeby bycia szczęśliwym. Każdy oczywiście po
    swojemu.
    Ja nie krytykuję pani T, ja się dziwię tylko. Ja bym tak nie chciała. I tak nie mam.

    I nigdy tak mieć nie będę.
    Wspieram wszystkich nieszczęśliwych w związkach. To tylko kwestia niewiary w siebie samego. Pomyśl raz jeszcze, jak byś chciał żyć i zrób to..

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~buba
    ~buba
    Napisane 03 września 2016 - 08:33
    ~gość napisał:
    Czytałam ostatnio wywiad z panią TERKLIKOWSKĄ.
    Małżeństwo nr 1 w RP.
    O nagonce jej męża na kolejne dziecko, zaangażował w to nawet dzieci..
    w końcu uległa.. mają kolejne.
    Kiedy wyrwała się na 2 dni do innego miasta, spotkać się z koleżankami, telefon się urywał, gdzie? kiedy? jak? KIEDY BĘDZIESZ? jak wyłączyła tel., dzwonił do koleżanek.

    2 dni
    ale koniecznie chciał kolejne dziecko. po co?
    może to nie w temacie, ale tak mi przyszło do głowy gdy czytałam o braku równowagi w związku, jeden chce dostać, drugi musi dać, póki obojgu to pasuje, to ok, gdy jedno mówi NIE GODZĘ SIĘ, zaczyna się kryzys..
    nierozwiązywalny..
    coraz więcej kobiet składa pozwy rozwodowe.. i nie chcą już wiedzieć kogo on kocha. chcą jeszcze pożyć. Oczywiście wspieram.
    Nie trzeba się tłumaczyć z potrzeby bycia szczęśliwym. Każdy oczywiście po
    swojemu.
    Ja nie krytykuję pani T, ja się dziwię tylko. Ja bym tak nie chciała. I tak nie mam.

    I nigdy tak mieć nie będę.
    Wspieram wszystkich nieszczęśliwych w związkach. To tylko kwestia niewiary w siebie samego. Pomyśl raz jeszcze, jak byś chciał żyć i zrób to..

    Tak własnie w zycu jest,byc samemu szczęśliwym czy byc po to by ktos inny był szczęśliwy,wybór jakże trudny, ale jak śpiewał klasyk " w życiu piękne są tylko chwile , to moze czasem warto dac ponieść się chwili.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Jenka
    ~Jenka
    Napisane 03 września 2016 - 18:00
    Motyl napisała, że odeszła, bo w końcu poczuła to, czego w związku jej brakowało. Po40 został opuszczony, zapewne właśnie dla ... stadka motyli. Ona odeszła, bo wreszcie mogła rozmawiać, została wysłuchana i zrozumiana. On nie miał możliwości, by porozmawiać. I tak sobie myślę, czy nie o to właśnie chodzi: o porozumienie, umiejętność spojrzenia na drugą osobę bez oceniania i oczekiwań, o - po prostu - bycie razem, a nie obok siebie.
    Wiem, jak trudna to umiejętność, choć chyba w relacjach miedzyludzkich najważniejsza. Mimo to nigdzie jej nie uczą: ani w szkole, ani w Kościele, czasem tylko w domu. Mnie, przyznaję, nie nauczono. A przecież bez niej żadne zauroczenie, źaden haj i motyle pierwszych miesięcy nie przetrwają próby czasu. Więc uczę się tego, staram z całych sił i ... czekam. Na kogoś, kto będzie chciał to zrozumieć.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Po40
    ~Po40
    Napisane 03 września 2016 - 21:30
    @ WenuszMarsem: dziękuję za miłe słowa. Gdy je przeczytałem zrobiło mi się naprawdę miło na sercu. Trochę fajnieszym widziałem się w lustrze :)
    @ Jenka - to prawda, dla stadka motyli. Ale wiem, że mnie bardzo kochała i kocha. Jednak bywają chyba ludzie o takiej konstrukcji, w której miłość oznacza: za wszelką cenę nie zranić. Za wszelką cenę być idealnym. Ale to prowadzi do jakiejś diabelskiej pętli, bo "nie zranić" oznacza m.in. "nie mówić o tym, czego mi brakuje, nie mówić o swoich marzeniach i potrzebach, bo, a nuż, zranię. Być ideałem". Ale tak się nie da na dłuższą metę. I z czasem ukochana osoba staje się jednocześnie największym wrogiem. Dlaczego? Bo to dla niej wyrzekam się siebe, bo to dla jej dobra milczę, bo dla niej żyję życiem, które chcę zmienić. I w końcu gdzieś coś pęka. I, jedną z dróg, jest zdrada. Jako wyraz gniewu, buntu, pozwolenia sobie wreszcie na coś, czego mi brakowało.
    Problem polega tylko na jednym szczególe. Otóż te wszystkie ograniczenia, te wszystkie wysokie wymagania, to oczekiwanie bycia ideałem - to nie zawsze jest wola partnera, lecz czasem wyobrażenie o miłości w głowie tej osoby, która temu modelowi się podporządkowuje. Masz Jenka rację - gdyby już od samego początku rozmawiać o swoich marzeniach, problemach, obawach, pragnieniach - to ten niewykonalny ideał nigdy by nie narósł, a partner nigdy nie stałby się przekleństwem, od którego chce się uciec. Tylko jak rozmawiać, gdy ktoś boi się mówić?
    Wiesz co w takiej sytaucji boli? Pytanie: dlaczego mi nie zaufała? Dlaczego się nie otwarła? Dlaczego nie uwierzyła, że nie musi być ideałem i że jest kochana taką, jaką jest? To oczywiste dlaczego... Czegoś brakło... I to kolejny powód do bólu odrzucenia - nigdy być może nie dowiedzieć się czego.
    Jenka, tak myślę, że żeby znaleźć, nie można czekać, lecz szukać. Żeby być zrozumianym - trzeba mówić. I słuchać. Chcieć też zrozumieć. I żeby komuś zaufać, trzeba wierzyć w siebie, ufać samemu sobie. Wiem , to banały, truizmy. Ale to też ogólny szkic. Od czegoś trzeba zacząć.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~gość
    ~gość
    Napisane 04 września 2016 - 09:43
    po40
    Dlaczego Ci nie zaufała?
    aż tak ,nikt nikomu nie ufa, żeby się otworzyć zupełnie. Zresztą nikt nie ma takiej potrzeby chyba. Dzielić się z kimkolwiek wszystkimi swoimi myślami? to nierealne..
    Ty tak robisz?
    Odwróć sytuację.. wyobraź sobie, że żona już cię nie pociąga, mówisz jej o tym?
    Nie sądzę.
    Najpierw sam zaczynasz się zastanawiać co się dzieje, zamykasz się automatycznie, uważasz, że to Twój problem ,nie wasz, zaczynasz dobrze się czuć kiedy jesteś sam, bo nie ma konfrontacji, bo masz czas na zrozumienie tego...ale zapewniam Cię, że gdy to dotyczy bliskiej osoby, nie lecisz do niej w podskokach i się z tym nie dzielisz..
    Problemy z zewnątrz chętnie rozwiązujemy z partnerem, gdy dotyczą samego związku, szybciej opowiesz o tym obcej osobie, niż partnerowi.
    A zresztą uczucia nie zmieniają się drastycznie jednego dnia.. one kapią po kropli..
    Dopiero pełną szklankę można zobaczyć. A wtedy między wami już jest przepaść.
    Trudno się wraca z oddalenia..
    Myślę, że nie powinieneś jej oceniać. To nie przytrafiło się jej, tylko wam obojgu.
    Pewnie tego nie zauważyłeś, ale ona ciągle jest po tej samej stronie co Ty, po drugiej jest osoba trzecia..
    To wasz wspólny dramat.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~gość
    ~gość
    Napisane 04 września 2016 - 10:07
    Kiedy ktoś się zakocha, "NIE ZATRZYMASZ MIŁOŚCI"...
    Domaganie się by zerwać kontakt, jest oszukiwaniem samego siebie..
    Obietnice, nie do spełnienia..
    Jedyną szansą wg mnie na uratowanie związku, jest pozwolić, odejść, a gdy ten/ta nie chce, zrobić to samemu..
    Nigdy jednak nie na ścieżce wojennej. Należy zostawić drzwi uchylone..
    Niestety niewielu się to udaje.
    Moją przyjaciółkę mąż odwiózł do kochanka. Mieszkała tam 3 miesiące,, do niego pierwszego zadzwoniła..pewnie wielu wyda się to chore, ale oni znów są razem.
    Zawsze mi powtarza, on jedyny nigdy mnie nie zostawił..

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kobieta
    ~Kobieta
    Napisane 14 września 2016 - 12:13
    @Jaro
    Wróciłam z kolejnego urlopu. Zwiedziłam piękne miejsca całkiem sama. Sama zaplanowałam wakacje, sama wykupiłam bilet na samolot, wynajęłam pokoje w hotelach. Nawet nie wiesz ile daje mi to siły do życia :-) Świat jest naprawdę piękny.
    Na wakacjach myślałam o Twoim życiu. O tym, że nie masz lekko, ale też nie ma lekko Twoja b. żona. Ja jestem w dużo lepszej sytuacji. Mam dorosłe dzieci i nie widuję byłego męża Łatwiej mi nabrać dystansu.
    Daj żonie czas i miej dla niej dużo wyrozumiałości. Porzucona kobieta jest jak ranne zwierze. Często w tym bólu rani innych
    Coraz bardziej rozumiem też Ciebie. Życie w niesatysfakcjonującym związku, życie z osobą której się nie kocha - po powolna śmierć.
    Wierzę, że Twoja żona stanie kiedyś na nogi i wtedy będzie Wam prościej.
    Ja nie jestem gotowa na nowe znajomości. Sądzę że długo jeszcze nie będę. Ale jest mi coraz lepiej ze sobą.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook