Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

kogo kocha kochanke czy żone

Rozpoczęte przez ~nika, 01 sty 2014
  • ~Marisa
    ~Marisa
    Napisane 04 maja 2016 - 18:12
    o dzieciach jako alibi - z męskiego bloga


    Bardzo często, kiedy pisałem czy rozmawiałem z ludźmi, którzy żyją w nieudanych związkach słyszałem takie nieśmiertelne zdanie: Ja muszę z żoną, mężem, z nim, z nią być, bo mamy wspólne dziecko, dzieci.


    Oto Pani na Forum, na jakim czasami pisuję, pisze, że nie może już patrzeć na męża, inna nie może go dotykać, inny Pan nie ma seksu od iluś tam lat, jeszcze inny szuka kochanki, bo
    zwariuje gdyż żona poświęca się wyłącznie dla dziecka a jego ignoruje i tak dalej i tym podobnie.

    I są razem mimo, że ich już nic nie łączy poza...? Poza dzieckiem. Piszą ludzie bolesne listy o tym, jak cierpią w związkach, jak ludzie nie tak dawno kochający się teraz są dla
    siebie obcy, ale z dumą piszą, że robią to wszystko bo "mamy dzieci..." - i
    w tym momencie następuję wielokropek, zawieszenie dramatyczne głosu, potok łez
    i utyskiwań.

    Potem można wysłuchać przeróżnych opowieści – jak kobieta znosi poniżanie, bicie lub picie, kolejną kochankę, jak panowie muszą czasami przechodzić gehennę, bo żona mu milczy, do łóżka z nim nie chce iść, więc w końcu on ma kochanki, jedną po drugiej – ale zawsze i one i oni mówią, że dla dziecka, tacy w sumie już obcy ludzie, zawsze udają dla dzieci, że wszystko jest w najlepszym porządku...

    Małżeństwo jest już nim tylko z nazwy, rodzina jest już w rozsypce – dwoje ludzi do niedawna szalejących w sypialni, kochających się razem , teraz są tylko sublokatorami w swoim domu. Wracają do domu jak do hotelu, odbębnić często po łebkach obowiązki małżeńskie i rodzinne.

    I nagle jedynym motywem, który powstrzymuje Was od rozejścia się, bo przecież
    z Waszych małżeństw, rodzin zostały jeno gruzy - jest nieśmiertelne alibi: jestem z nią, jestem z nim "bo mamy dziecko".

    Też tak kiedyś tkwiłem w takim układzie - bez miłości, w awanturach, z ówczesną żoną dzisiaj już tylko Ex żoną dłuższy czas. Udawaliśmy nieudolnie przed dzieckiem, że jeszcze jesteśmy rodziną do czasu, kiedy awantury trwały i trwały a wszystko było już zgliszczami nie do odbudowania. Wtedy ja powiedziałem dość.

    Ona myślała, że dziecko nic nie wie, ja wiedziałem, że musi wiedzieć, bo jej awantury niosły się po całej okolicy. Potem siedliśmy całą rodziną, ja zaś powiedziałem 10-latkowi nieśmiertelne pytanie: "Chcesz nas o coś zapytać?" A moje ukochane zapytało: "Czy mnie jeszcze kochacie?"

    Rozmowa była trudna, bo jak wyjaśnić dziecku, że rodzice się już nie kochają, za to jego wspólnie kochamy i kochać będziemy. Były łzy - wszystkich, ale była spokojna dojrzała rozmowa. Na końcu, gdy już się wszystko zakończyło dziecko powiedziało: "Wiecie, ja wszystko widziałem, podsłuchiwałem Was jak się kłóciliście w kuchni, ale nie widziałem dlaczego, teraz wiem" wstało pocałowało mamę, tatę i poszedł się bawić. Rozstaliśmy się.

    Może Wasze dzieci ( no chyba, że są oseskami i ich ten problem w takiej skali jak dzieci już wiele rozumiejące nie dotyczy) - wiedzą, że między Wami jest źle, ale nie wiedzą dlaczego. Czują, czasami wiedzą więcej niż Wam się wydaje, że między Wami jest coś bardzo złego. Mówicie, udajecie przed nimi, że wszystko jest ok – ale one pamiętają, kiedy było ok i wiedzą dobrze, że to co widzą, to nie jest to samo co kiedyś. Nawet jeśli rozmawiacie bez dziecka, ono ma sprzeczne informacje. Bo wie, że rodzice powinni się kochać a nie wie czy to co widzi to miłość czy wojna. I nie wie, o co te krzyki miedzy tymi, których kocha. Cierpi
    chociaż to ukrywa, nosi to w sobie.

    A potem, kiedy dziecko już jest duże, ucieka z domu byle dalej. I samo nie potrafi ułożyć sobie życia, bo nie wie czemu ona czuje awersję do facetów, czemu on zalicza panienki ale nie potrafi w żadnej się zakochać, lub przy byle okazji biorą się za łby.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Marisa
    ~Marisa
    Napisane 04 maja 2016 - 18:13

    Bo jak potem Wasze dziecko ma wiedzieć - jak się Kochać, jak dochodzić do kompromisów, jak okazywać uczucia, jak budować związek, jak dbać o kochaną osobę - jeśli tego go nie
    nauczyliśmy? Cierpimy w imię odpowiedzialności za dziecko. A to wszystko to jest jedna wielka bzdura i po prostu alibi albo usprawiedliwienie..

    Bo dziecko nie wie jak całować i przytulać się, co znaczy być mężczyzną i kobietą, jak kochać i jak wybaczać, jak dochodzić do konsensusu, jak budować związek, jak uczyć miłości innych, jak dawać siebie i jak przyjmować... nie wie i w fikcji jaką niekochający się rodzice tworzą - nigdy się nie nauczy. Będzie przesiąknięte Waszym fałszem, będzie cierpiało i miało stresy, których źródła nie jest w stanie zlokalizować, bo nie zna prawdy. Bo nie rozumie, że to co słyszy, o miłości nie widzi albo to co widzi to raczej nienawiść albo już tylko obojętność.... I zadawać będzie sobie tysiące pytań nie znając odpowiedzi - a jak dorośnie, nie będzie rozumiało wielu rzeczy, jakby czegoś mu w życiu zabrakło a coś bardzo istotnego w ich życiu nie zaistniało. I tak luka może być jedną z wielu przyczyn zachowań a może i tego, że sami nie będą potrafili założyć i trwać w udanym związku.


    Będzie widziało rodziców śpiących osobno, kłócących się, znikających wieczorami lub na długie dni, milczących lub sztucznych na codzień, przy rodzinnym stole lub w gronie znajomych.

    Dla "dobra dziecka" tworzycie alibi, które niszczy, okalecza a później czyni z Waszych dzieci - dzieci emocjonalnie zubożone i tak na prawdę nieszczęśliwe.

    Sztuka mądrego rozstawania się - tu pokazuje klasę ludzi, szacunek i autentyczną miłość do dziecka. Dla dobra dziecka można się rozstać w przyjaźni, gdzie dziecko będzie szczęśliwe, że chociaż boli je, że rodzice się nie kochają, ale są „fajni razem kiedy oboje się o mnie troszczą”.

    Dziecko z bólem, ale łatwiej zaakceptuje rozstanie rodziców, bo samo ma w swoim otoczeniu inne dzieci z rozbitych małżeństw i w końcu zrozumie, że tak bywa. Jeśli nie wie, odkryje - że lepsza była prawda, niż życie w fałszu i kłamstwie. Bez prawdy będzie cierpieć całe życie, nawet będąc dorosłym, a może nawet oskarżając Was, żeście te swoje dzieci, dla ich dobra okaleczyli odbierając atmosferę miłości, spokoju, ciepła, którego potrzebują jak tlenu by stać się później normalnymi, kochającymi mężami, żonami, rodzicami.

    Jeśli oboje widzicie, że się nie kochacie - Wasze dziecko widzi to jeszcze boleśniej. Mówiąc, że będę z nim, z nią dla dobra dziecka – emocjonalnie okaleczacie swoje dzieci i odbieracie im wzorzec kochania. A nie mając go - mają wszystko ze swoimi przyszłymi związkami przerąbane na całe życie. A jeśli dzisiaj jest tak wielu ludzi, którzy nie umieją kochać – to jest to właśnie skutkiem tego potwornego procederu, jakim jest tkwienie w jednym domu dwojga nienawidzących się lub obojętnych na siebie rodziców, którzy zamiast się rozstać – są razem i jeszcze uważają się za męczenników dla dobra dziecka, powtarzając jak mantrę to wierutne kłamstwo: „Jesteśmy razem, dla dobra naszych dzieci”.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Dori
    ~Dori
    Napisane 10 maja 2016 - 14:15
    Bardzo dobry i dojrzały tekst.Przyznam, że łzy mi pociekły po policzkach :(

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Lowelas
    ~Lowelas
    Napisane 12 maja 2016 - 14:25
    ~Marisa napisał:

    Bo jak potem Wasze dziecko ma wiedzieć - jak się Kochać, jak dochodzić do kompromisów, jak okazywać uczucia, jak budować związek, jak dbać o kochaną osobę - jeśli tego go nie
    nauczyliśmy? Cierpimy w imię odpowiedzialności za dziecko. A to wszystko to jest jedna wielka bzdura i po prostu alibi albo usprawiedliwienie..

    Bo dziecko nie wie jak całować i przytulać się, co znaczy być mężczyzną i kobietą, jak kochać i jak wybaczać, jak dochodzić do konsensusu, jak budować związek, jak uczyć miłości innych, jak dawać siebie i jak przyjmować... nie wie i w fikcji jaką niekochający się rodzice tworzą - nigdy się nie nauczy. Będzie przesiąknięte Waszym fałszem, będzie cierpiało i miało stresy, których źródła nie jest w stanie zlokalizować, bo nie zna prawdy. Bo nie rozumie, że to co słyszy, o miłości nie widzi albo to co widzi to raczej nienawiść albo już tylko obojętność.... I zadawać będzie sobie tysiące pytań nie znając odpowiedzi - a jak dorośnie, nie będzie rozumiało wielu rzeczy, jakby czegoś mu w życiu zabrakło a coś bardzo istotnego w ich życiu nie zaistniało. I tak luka może być jedną z wielu przyczyn zachowań a może i tego, że sami nie będą potrafili założyć i trwać w udanym związku.


    Będzie widziało rodziców śpiących osobno, kłócących się, znikających wieczorami lub na długie dni, milczących lub sztucznych na codzień, przy rodzinnym stole lub w gronie znajomych.

    Dla "dobra dziecka" tworzycie alibi, które niszczy, okalecza a później czyni z Waszych dzieci - dzieci emocjonalnie zubożone i tak na prawdę nieszczęśliwe.

    Sztuka mądrego rozstawania się - tu pokazuje klasę ludzi, szacunek i autentyczną miłość do dziecka. Dla dobra dziecka można się rozstać w przyjaźni, gdzie dziecko będzie szczęśliwe, że chociaż boli je, że rodzice się nie kochają, ale są „fajni razem kiedy oboje się o mnie troszczą”.

    Dziecko z bólem, ale łatwiej zaakceptuje rozstanie rodziców, bo samo ma w swoim otoczeniu inne dzieci z rozbitych małżeństw i w końcu zrozumie, że tak bywa. Jeśli nie wie, odkryje - że lepsza była prawda, niż życie w fałszu i kłamstwie. Bez prawdy będzie cierpieć całe życie, nawet będąc dorosłym, a może nawet oskarżając Was, żeście te swoje dzieci, dla ich dobra okaleczyli odbierając atmosferę miłości, spokoju, ciepła, którego potrzebują jak tlenu by stać się później normalnymi, kochającymi mężami, żonami, rodzicami.

    Jeśli oboje widzicie, że się nie kochacie - Wasze dziecko widzi to jeszcze boleśniej. Mówiąc, że będę z nim, z nią dla dobra dziecka – emocjonalnie okaleczacie swoje dzieci i odbieracie im wzorzec kochania. A nie mając go - mają wszystko ze swoimi przyszłymi związkami przerąbane na całe życie. A jeśli dzisiaj jest tak wielu ludzi, którzy nie umieją kochać – to jest to właśnie skutkiem tego potwornego procederu, jakim jest tkwienie w jednym domu dwojga nienawidzących się lub obojętnych na siebie rodziców, którzy zamiast się rozstać – są razem i jeszcze uważają się za męczenników dla dobra dziecka, powtarzając jak mantrę to wierutne kłamstwo: „Jesteśmy razem, dla dobra naszych dzieci”.




    Oj gdyby kochanka potrafiła rozstać sie z godnością,częściej bywa że jest pomyłką.I prosze nie pisac ze jak zdradził nie kocha żony bo często jest tak ze zdaje sobie sprawe ze jednak zona to ta z ktorą chce byc i moze ją stracic.I nie piszcie ze czegos szukal bo nie kochał bo tak bywa zdajemy sobie sprawe z bledu jak mozemy stracic osobe ktora to jednak kochamy.Jestesmy ludzmi i popełniamy błędy.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~gość
    ~gość
    Napisane 13 maja 2016 - 12:21
    ~Lowelas napisał:
    ~Marisa napisał:

    Bo jak potem Wasze dziecko ma wiedzieć - jak się Kochać, jak dochodzić do kompromisów, jak okazywać uczucia, jak budować związek, jak dbać o kochaną osobę - jeśli tego go nie
    nauczyliśmy? Cierpimy w imię odpowiedzialności za dziecko. A to wszystko to jest jedna wielka bzdura i po prostu alibi albo usprawiedliwienie..

    Bo dziecko nie wie jak całować i przytulać się, co znaczy być mężczyzną i kobietą, jak kochać i jak wybaczać, jak dochodzić do konsensusu, jak budować związek, jak uczyć miłości innych, jak dawać siebie i jak przyjmować... nie wie i w fikcji jaką niekochający się rodzice tworzą - nigdy się nie nauczy. Będzie przesiąknięte Waszym fałszem, będzie cierpiało i miało stresy, których źródła nie jest w stanie zlokalizować, bo nie zna prawdy. Bo nie rozumie, że to co słyszy, o miłości nie widzi albo to co widzi to raczej nienawiść albo już tylko obojętność.... I zadawać będzie sobie tysiące pytań nie znając odpowiedzi - a jak dorośnie, nie będzie rozumiało wielu rzeczy, jakby czegoś mu w życiu zabrakło a coś bardzo istotnego w ich życiu nie zaistniało. I tak luka może być jedną z wielu przyczyn zachowań a może i tego, że sami nie będą potrafili założyć i trwać w udanym związku.


    Będzie widziało rodziców śpiących osobno, kłócących się, znikających wieczorami lub na długie dni, milczących lub sztucznych na codzień, przy rodzinnym stole lub w gronie znajomych.

    Dla "dobra dziecka" tworzycie alibi, które niszczy, okalecza a później czyni z Waszych dzieci - dzieci emocjonalnie zubożone i tak na prawdę nieszczęśliwe.

    Sztuka mądrego rozstawania się - tu pokazuje klasę ludzi, szacunek i autentyczną miłość do dziecka. Dla dobra dziecka można się rozstać w przyjaźni, gdzie dziecko będzie szczęśliwe, że chociaż boli je, że rodzice się nie kochają, ale są „fajni razem kiedy oboje się o mnie troszczą”.

    Dziecko z bólem, ale łatwiej zaakceptuje rozstanie rodziców, bo samo ma w swoim otoczeniu inne dzieci z rozbitych małżeństw i w końcu zrozumie, że tak bywa. Jeśli nie wie, odkryje - że lepsza była prawda, niż życie w fałszu i kłamstwie. Bez prawdy będzie cierpieć całe życie, nawet będąc dorosłym, a może nawet oskarżając Was, żeście te swoje dzieci, dla ich dobra okaleczyli odbierając atmosferę miłości, spokoju, ciepła, którego potrzebują jak tlenu by stać się później normalnymi, kochającymi mężami, żonami, rodzicami.

    Jeśli oboje widzicie, że się nie kochacie - Wasze dziecko widzi to jeszcze boleśniej. Mówiąc, że będę z nim, z nią dla dobra dziecka – emocjonalnie okaleczacie swoje dzieci i odbieracie im wzorzec kochania. A nie mając go - mają wszystko ze swoimi przyszłymi związkami przerąbane na całe życie. A jeśli dzisiaj jest tak wielu ludzi, którzy nie umieją kochać – to jest to właśnie skutkiem tego potwornego procederu, jakim jest tkwienie w jednym domu dwojga nienawidzących się lub obojętnych na siebie rodziców, którzy zamiast się rozstać – są razem i jeszcze uważają się za męczenników dla dobra dziecka, powtarzając jak mantrę to wierutne kłamstwo: „Jesteśmy razem, dla dobra naszych dzieci”.




    Oj gdyby kochanka potrafiła rozstać sie z godnością,częściej bywa że jest pomyłką.I prosze nie pisac ze jak zdradził nie kocha żony bo często jest tak ze zdaje sobie sprawe ze jednak zona to ta z ktorą chce byc i moze ją stracic.I nie piszcie ze czegos szukal bo nie kochał bo tak bywa zdajemy sobie sprawe z bledu jak mozemy stracic osobe ktora to jednak kochamy.Jestesmy ludzmi i popełniamy błędy.

    Kochanka też człowiek,a coś ty jej naobiecywał, i o jakiej godności mówisz, nie za dużo tych pomyłek na tym świecie?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Po40
    ~Po40
    Napisane 15 maja 2016 - 13:06
    ~Jaro napisał:
    @ Olena
    Skąd Ty się urwałaś dziewczyno?

    ". Zanim się w to wejdzie można przecież zadać sobie pytanie, czy potrafię odejść od żony, czy wiem jak poukładać swoje sprawy. "

    Przedstaw mi proszę hipotetyczną chociaż sytuację, kiedy należy zadać sobie to pytanie.
    W którym momencie?
    Nie ma drzwi z napisem ROMANS,
    nie ma momentu, zanim otworzy się te drzwi,
    nie ma sytuacji przed, żeby zastanowić się, czy odejdę od żony..

    Powtarzam.
    Są faceci, którzy zaliczają kobiety tylko, to problem kobiet, że się zaangażują, padły ofiarą oszusta, takich jest wielu..
    Są faceci, którzy się zakochują, nie planując tego, nie wiedzą co zrobić.
    Są faceci, którzy chcą odejść i czekają na powód, są też tacy którzy, nie chcą odchodzić i nie odejdą nigdy.
    Kiedy ma pomyśleć, czy jest gotowy na zmiany?
    jak umawia się z dawną miłością na kawę?
    jak odwozi koleżankę z pracy do domu?
    czy jak idzie z nią do łóżka?

    żaden z tych powodów nie jest wystarczający, żeby zadać sobie to pytanie.
    Bo, wg faceta nic się nie stało jeszcze.
    Niektórzy sypiają z kimś pół roku i jeszcze się nie zaangażowali uczuciowo.
    Dla nas sex to coś innego niż dla większości kobiet.

    Może Ty, tracąc głowę na chwilę i oddając się komuś myślisz o tym czy jesteś gotowa odejść od męża, większość facetów nie widzi związku między sexem a życiowymi decyzjami.
    Sporo kobiet też zachęca, kiedy facet się waha, ona mówi: no co Ty? przecież nie proszę Cię o rękę, to tylko sex..

    Facet kiedy idzie do łóżka z kobietą nigdy nie pomyśli, WŁAŚNIE ZACZĄŁEM ROMANS, najczęściej myśli, żeby to się nie wydało..
    Później różnie się to rozwija, ale chyba tylko kobiety wyobrażają sobie już wspólne dziecko.
    To dwa światy.

    Myślę, że wiele nieporozumień na forum wynika z braku opisu konkretnej relacji między kobietą i mężczyzną. Każdy pisze ogólnie a myśli o czymś innym niż rozmówca. Bez konkretnego przykładu, to rozmowy o niczym.


    @Jaro,
    Parę postów wcześniej napisałeś mniej więcej: nie ma kogoś takiego, jak "one wszystkie" i jak "oni wszyscy".
    A jednak, w tym poście, uogólniasz wyjaśniając niemożliwość zadania sobie przez faceta fundamentalnych pytań o swój dotychczasowy związek przy nawiązywaniu romansu. Zresztą, odnosisz to też do kobiet.
    Wybacz, ale z tym uogólnieniem się nie zgodzę. To prawda, co piszesz w ostatnim zdaniu, że każdy pisze bez konkretnego przykładu. Ale widzę tego kilka powodów:
    1. Dyskrecja: większość zapewne chce pozostać mimo wszystko anonimowym, dlatego niektóre szczegóły pomija, niektóre zmienia. Gdy piszemy swoje historie, wydaje się nam, że są one w tak oczywisty sposób z naszymi realnymi życiami powiązane, że odkrycie wszystkich szczegółów będzie równoznaczne z podpisaniem się z imienia i nazwiska. Więc wielu tego po prostu nie robi, ograniczając się do podawania zaledwie jakiejś części swych historii.
    2. Samousprawiedliwienie: gdy piszemy "faceci" lub "kobiety" zamiast "ja", dajemy sobie poczucie, iż nasze indywidualne wybory i decyzje są częścią ogólnej i niezmiennej reguły. Jesteśmy zatem pozbawieni wpływu na nasze czyny. A to oznacza, że jesteśmy niewinni. W końcu "wszyscy tak robią".

    Czytam ostatnio to forum dlatego, że rozmowa tutaj między Wami trzyma poziom oraz dlatego, że chciałbym zrozumieć, co czuje osoba zdradzająca, a wiele takich się tu wypowiada. W innym wątku opisałem nieco swoją historię, ale nie proszę o pomoc, dlatego że wiem, że moje życie muszę przeżyć ja sam, a odpowiedzialność za moje decyzje spoczywa wyłącznie na mnie. Odpowiedzialność wobec siebie samego. I wolałbym ograniczyć się do czytania.

    Jednka parę wypowiedzi budzi we mnie chęć dodania czegoś. By, tak, jak Jaro piszesz, nie było mówienia ogólnie.
    Otóż pytanie, o którym pisała Olena, jest możliwe do zadania i możliwe jest znalezienie odpowiedzi zanim się w coś zaplącze.
    Brak mi w tym poście znaków do rozwinięcia tematu, więc będę kontynuował w następnym poście.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Po40
    ~Po40
    Napisane 15 maja 2016 - 13:50
    c.d.
    Lena napisała:
    "Zanim się w to wejdzie można przecież zadać sobie pytanie, czy potrafię odejść od żony, czy wiem jak poukładać swoje sprawy."
    To pytanie może zadać sobie zarówno kobieta jak i mężczyzna. To, czy kazdy odważy się sobie je zadać, to już indywidualna sprawa. Ale wiem, że to pytanie zadać sobie można.
    Kiedy? W każdej chwili, również zanim się uczucie w ogóle zacznie zawiązywać w umyśle czy sercu. Wiem to z własnego doświadczenia. I wiem też, że pytania tego nie wystarczy zadać sobie raz.
    Przyszedł kiedyś taki moment, gdy obca mi osoba nagle stała się bardzo bliska. Gdy tak wiele w sposobie widzenia świata zdawało się być wspólne a jednocześnie tak wiele różniło, że w sercu zaczęło rodzić się zakochanie. I wtedy też padło w głowie to pytanie: czy jestem naprawdę nieszczęśliwy w swoim związku, czy też może po prostu chcę czegoś więcej? To pytanie bolało jak cholera, bo ostatecznie chodziło w nim o to, by uczciwie samego siebie ocenić. A ocenianie siebie samego boli. Zwłaszcza, gdy nie ma się najmniejszej ochoty na obiektywizm, a sytuacja, w której się znalazło, jest na tyle rozgrzana, że trudno też o chłodną kalkulację. Ale to, że boli, nie znaczy, że jest niemożliwe. Jest. I wiem, że można uniknąć wplątania się w coś poważnego zadając sobie właśnie tak, jak pisała Olena, podobne pytanie.

    Istnieją drzwi z napisem "Romans". Jest czas, który pozwala nam zastanowić się nad otwarciem tych drzwi. Bo myślę, że każdy, kto nie ma wrodzonego lub nabytego problemu ze swoimi emocjami, potrafi odczuć, przed wejściem w romans, choćby chwilę zawahania. Jeśli tak, to to są właśnie te drzwi i to jest ten moment. A o tym, czy się jednak "wejdzie" zadecyduje raczej to, na czym oprzemy swoją odpowiedź. To, kim jest dla mnie mój (moja) partner(ka) i co mnie z nim (nią) wiąże.
    Mnie życie samo nauczyło, że ludzie są różni i że dla każdego inne wartości są ważne. Nawet w związku dwojga ludzi, którzy gdzieś, kiedyś, postanowili wspólnie iść przez życie. Szkoda, że tak mało o tych wartościach w związkach między sobą rozmawiamy. Szkoda, że wychodzimy z założenia, że doskonale wiemy, czego ta druga osoba potrzebuje do szczęścia. Szkoda, że odbieramy innych przez pryzmat nas samych. Szkoda, że boimy się słuchać. Nawet po tym, co już się wydarzyło i czego konsekwencje trzeba ponieść, pozostajemy zamknięci we własnym postrzeganiu świata, w uogólnieniu do naszych pragnień i wartości. A przecież nasza zdradzona żona czy nasz zdradzony mąż nie był, gdy decydowaliśmy się łączyć z nimi życie, jak "wszyscy oni" lub "wszystkie one". Miał(a) i ma nadal swój własny, indywidualny system wartości i swoje własne pragnienia. Czy to możliwe, żeby w przeciągu związku mogły się zmienić, a nasi partnerzy z niepowtarzalnych stać się takimi, jak wszyscy? Jeśli tak, to pytanie, czy ta zmiana zaszła w partnerze, czy może wyłącznie w naszym jego postrzeganiu? A najważniejsze: dlaczego?

    @Jaro napisałeś:
    "Kiedy ma pomyśleć, czy jest gotowy na zmiany?
    jak umawia się z dawną miłością na kawę?
    jak odwozi koleżankę z pracy do domu?
    czy jak idzie z nią do łóżka?

    żaden z tych powodów nie jest wystarczający, żeby zadać sobie to pytanie.
    Bo, wg faceta nic się nie stało jeszcze."
    To nie powód jest wystarczający - decydująca i graniczna jest chwila, gdy pojawia się pragnienie a wraz z nim zawahanie. Czasami pojawia się ono jeszcze na długo przed pojawieniem się obiektu zakochania. Czasami przychodzi ono zanim jeszcze umówisz się z dawną miłością na kawę lub zanim zaproponujesz koleżance z pracy, że odwieziesz ją do domu.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Po40
    ~Po40
    Napisane 15 maja 2016 - 14:39
    ~kawaler napisał:
    Zastanawia mnie często co łączy kobiety, które posługują się tym przysłowiem " jak s..a nie da, to pies nie weźmie".
    Jedno na pewno, wszystkie myślą tylko o sytuacji, mąż i kochanka.
    A to dziwne.
    A jak było z Tobą? dopiero po ślubie? czy może przed, ale skoro razem byliście wolni, to można.. bo kiedy ktoś jest zajęty, to już nie można, To suka wtedy.
    A różnicy nie ma. Ty mu dałaś i druga mu dała. Coś czego chciał. Sam chciał.
    Ty mogłaś, a druga nie powinna? dlaczego? bo, moralność? czyja?

    Odpowiedzialność, za to z kim sypia ponosi tylko mężczyzna w tym przypadku. Nikt inny. On jeden i one dwie.
    A ja znam inne przysłowie. " macie to, na co się godzicie"
    Ludzie bywają podli, egoistyczni, wyrachowani, lekkomyślni i nieodpowiedzialni.
    Nie należy żądać by się zmienili.
    Nie odpowiada? odchodzisz..
    To działa w dwie strony.
    @moon pisze: ilu facetów odeszło z dnia na dzień, bo związek im nie odpowiadał?
    A ile kobiet?
    Wiele osób nie odchodzi.. z wielu powodów, uzależnienie, przyzwyczajenie, strach, niepewność..
    Facetom jest tak dobrze, mają wszystko w dwóch kobietach..
    Tego nie da się czasami połączyć..
    A gdy obie się na to godzą, to dlaczego on ma coś zmieniać? po co?
    bo obie cierpią? zawsze wybierze to, niż cierpienie własne..
    Podobno chęć posiadania kogoś na własność jest zaprzeczeniem miłości.
    A zatem kochają żony i kochanki, które godzą się na ten układ.
    Chcą , żeby to on był szczęśliwy.
    Kogo zatem kocha on w takiej konfiguracji?
    Siebie.
    U każdej z kobiet coś dostaje, ale za nic nie chce zapłacić.
    Nie chce ponosić żadnych kosztów swojej decyzji. Czeka na rozwój wypadków.

    To dwie niezależne relacje. mąż-żona, i mąż-kochanka, nie ma relacji żona -kochanka.. i póki Panie tego nie pojmą, to wątek nigdy nie umrze..
    Sam miałem romans z mężatką, ale nigdy nie miałem wyrzutów sumienia w stosunku do jej męża. w Tym układzie. to był jej problem, nie mój. Powinna wybrać. Bała się odejść. Została.
    Ale nigdy później nie miała mnie na telefon.
    W zasadzie nigdy już mnie nie miała.
    Przychodzi taki moment w romansie, że pada pytanie : co dalej?
    Chciałem żeby odeszła, nie zrobiła tego, a zatem czułbym się wykorzystywany by to ona była szczęśliwa. Być może jej nie kochałem.
    Ale z chwilą gdy przestało mi to wystarczać skończył się romans.
    Wybór miałem tylko jeden, być z nią albo sam. Z nią nie mogłem.
    Zostało, sam.
    To radzę kochankom.
    Układ Ci odpowiada, bądź przy nim.
    Kiedy przestaje. Odejdź.
    A żony? no cóż.. niewiele żon kocha tak naprawdę.. tu chodzi o tą całą resztę..
    Dlatego nigdy się nie ożenię.


    @kawaler, w twoich słowach jest bardzo wiele życiowej mądrości. O tej stronie, którą ja próbuję zrozumieć, ale również o tej, po której ja się znalazłem.
    Pytanie tylko, jak to jest, że ludzie decydują się być kochankami? Jeśli czegoś się boją (piszesz, że ty nie ożenisz się, bo wiesz, jakie są kobiety - tak to odczytuję), to dlaczego decydują się na związek z kimś, kto jest zaangażowany w inny związek? Dlaczego nie z osobą wolną?
    Czy wrzucanie przez kochanka wszystkiego na barki odpowiedzialności partnera zdadzającego nie jest wyrazem również miłości wyłącznie samego siebie? Jeśli wyciągam rękę po osobę związaną, to z jakiego założenia wychodzę? Ja mam wrażenie, że z takiego, iż osoba związana jest pewniejszym partnerem do zaspokojenia własnych potrzeb przez kochanka niż osoba wolna. Bo związek tej osoby jest swego rodzaju gwarantem, iż w razie czego, to ona będzie musiała wybrać, to ona będzie musiała zdecydować. Kochankowi czy kochance pozostaje jedynie wymagać i czekać. Bez brania na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności. W relacji z osobą wolną nieograniczoną wolność wyboru i decyzji mają obie strony. W związku zdradzająca-kochanek nieograniczoną wolność wyboru ma tylko kochanek. Ta dysproporcja jest tak wielka, że trudno chyba mówić o miłości ze strony kochanka i trudno porównywać te dwa typy relacji.
    Dramat zdradzającej i jej partnera jest jedynie ich sprawą? Moralnie - bardzo wątpliwe twierdzenie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Olena
    ~Olena
    Napisane 15 maja 2016 - 20:43
    Bardzo rozczarowująca była ta wypowiedź Jaro.
    Takie odsunięcie odpowiedzialności za swoje działania wobec innych osób i ich uczuć.
    Czysty egoizm.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Jaro
    ~Jaro
    Napisane 16 maja 2016 - 07:24
    @po40
    'decydująca i graniczna jest chwila, gdy pojawia się pragnienie a wraz z nim zawahanie. Czasami pojawia się ono jeszcze na długo przed pojawieniem się obiektu zakochania. Czasami przychodzi ono zanim jeszcze umówisz się z dawną miłością na kawę lub zanim zaproponujesz koleżance z pracy, że odwieziesz ją do domu."

    Czasami jest tak a czasami inaczej.
    O tym pisałem, o konkretnej sytuacji.

    Jeśli pada pytanie bezpośrednie: zostaniesz moją kochanką?
    To oczywistym jest, że zadający pytanie, świadomie przekroczył NIEWIDZIALNE DRZWI.
    Podane przeze mnie przykłady dotyczą osób, którym romans nie roi się w głowie, nie myślą o nim ani tym bardziej nie planują.
    Dlatego nie mają ZAWAHANIA, ani umawiając się na kawę ani podwożąc koleżankę.
    Nie ma również żadnego zawahania przy wymianie nr telefonów.
    Nie ma zawahania w odpowiedzi na smsa.
    Nie ma żadnego zawahania, ponieważ dotyczy to wszystko zwykłych zachowań, nie podszytych seksualnością. Nie ma się wtedy poczucia, że coś robi się nie tak.
    Nawet przespanie się z kimś, w konkretnych okolicznościach jak alkohol czy wyjazd integracyjny, nie musi być poprzedzony pytaniem CO JA ROBIĘ?

    "Zanim się w to wejdzie można przecież zadać sobie pytanie, czy potrafię odejść od żony, czy wiem jak poukładać swoje sprawy. "
    To pytanie najczęściej zadaje się sobie, już po drugiej stronie..

    Starając się nie uogólniać, powiem tak:
    JA sam, mogłem zadać sobie to pytanie i zadałem, ale mimo tego, że odpowiedź była na nie, świadomie wszedłem w romans, ponieważ dużo wcześniej kochałem moją przyszłą kochankę..
    Nigdy nie pisałem, że nie jestem egoistą.
    Na szali z myśleniem o innych, była równowaga.

    Odpowiadając jednak @ Olenie,
    miałem na myśl moich kumpli, którzy potwierdzają, że żadne czerwone światełko im się nie zapaliło..
    Kiedy zadali sobie to pytanie, było już za późno..

    Mogę zatem sprostować, są tacy , którzy stoją pod drzwiami z napisem Zdrada i je otwierają, są jednak też tacy, którzy weszli przez nie, bo były otwarte i nie zauważyli napisu.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Jaro
    ~Jaro
    Napisane 16 maja 2016 - 07:55
    @po40 piszesz:
    "Czy wrzucanie przez kochanka wszystkiego na barki odpowiedzialności partnera zdadzającego nie jest wyrazem również miłości wyłącznie samego siebie? Jeśli wyciągam rękę po osobę związaną, to z jakiego założenia wychodzę? Ja mam wrażenie, że z takiego, iż osoba związana jest pewniejszym partnerem do zaspokojenia własnych potrzeb przez kochanka niż osoba wolna. Bo związek tej osoby jest swego rodzaju gwarantem, iż w razie czego, to ona będzie musiała wybrać, to ona będzie musiała zdecydować. Kochankowi czy kochance pozostaje jedynie wymagać i czekać. Bez brania na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności."

    Uważasz, że osobie trzeciej bardziej zależy na uniknięciu podejmowania decyzji niż posiadaniu wpływu na rozwój wypadków?
    To jedyny podmiot całej tej układanki, któremu zależy na możliwości podjęcia decyzji za nich wszystkich.
    JEDYNIE wymagać i czekać..- jako łatwość?
    DECYDOWANIE - jako trudność?
    TAK - ale tylko dla współmałżonków.


    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Po40
    ~Po40
    Napisane 16 maja 2016 - 15:22
    ~Jaro napisał:
    @po40 piszesz:
    "Czy wrzucanie przez kochanka wszystkiego na barki odpowiedzialności partnera zdadzającego nie jest wyrazem również miłości wyłącznie samego siebie? Jeśli wyciągam rękę po osobę związaną, to z jakiego założenia wychodzę? Ja mam wrażenie, że z takiego, iż osoba związana jest pewniejszym partnerem do zaspokojenia własnych potrzeb przez kochanka niż osoba wolna. Bo związek tej osoby jest swego rodzaju gwarantem, iż w razie czego, to ona będzie musiała wybrać, to ona będzie musiała zdecydować. Kochankowi czy kochance pozostaje jedynie wymagać i czekać. Bez brania na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności."

    Uważasz, że osobie trzeciej bardziej zależy na uniknięciu podejmowania decyzji niż posiadaniu wpływu na rozwój wypadków?
    To jedyny podmiot całej tej układanki, któremu zależy na możliwości podjęcia decyzji za nich wszystkich.
    JEDYNIE wymagać i czekać..- jako łatwość?
    DECYDOWANIE - jako trudność?
    TAK - ale tylko dla współmałżonków.



    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Po40
    ~Po40
    Napisane 16 maja 2016 - 15:25
    Sory, pisałem odpowiedź ale widzę, że coś się posypało w edycji. Nie chcę drugi raz pisać. Może tak i lepiej. Każdy sobie może swoje wnioski wyciagnąć.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Ewa2
    ~Ewa2
    Napisane 16 maja 2016 - 21:46
    Ocena, poglądy, spojrzenie na wszystko,
    wynika zatem tylko i wyłącznie z sytuacji w jakiej sami się znajdujemy..

    Nie potrafimy inaczej postrzegać rzeczywistości..
    JA, i moja ocena tego co mnie otacza..
    Zarzucając jednocześnie innym, że myślą tylko o sobie..

    A my? sami?
    Czy jest ktoś, kto jest w stanie zapomnieć o sobie, o swoich pragnieniach, swoich potrzebach, myśleć tylko o innych?

    Reguła jest jedna:
    Oceniając innych, zupełnie zapominamy, że sami jesteśmy zdolni do tego samego, co robią inni, nie chcemy lub nie potrafimy o tym pamiętać, nie widzimy podobieństw, analogii, natychmiast wyłapiemy jeden jedyny szczegół, który pozwoli nam twierdzić, że to nie ta sama sytuacja, żeby usprawiedliwić siebie samego..

    Wszyscy jesteśmy egoistami.. i nie ma co się tego wypierać..

    @po40
    jestem osobą trzecią
    nie jest dla mnie łatwizną związek z osobą związaną, bo
    to ona musi podejmować decyzję..
    mam nadzieję, i zawsze miałam, że nie będzie umiał jej podjąć..
    dlaczego?
    bo, odpowiada mi układ..
    tak, jestem egoistką..
    i wcale nie uważam, że to coś złego..

    Kobieta, która mówi, że chce żebyś był jej przyjacielem, dokładnie tego chce..
    Niczego innego..
    To Ty, nikt inny musi teraz podjąć decyzję..

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Pogubiona
    ~Pogubiona
    Napisane 17 maja 2016 - 09:08
    ~Ewa2 napisał:


    @po40
    jestem osobą trzecią
    nie jest dla mnie łatwizną związek z osobą związaną, bo
    to ona musi podejmować decyzję..
    mam nadzieję, i zawsze miałam, że nie będzie umiał jej podjąć..
    dlaczego?
    bo, odpowiada mi układ..
    tak, jestem egoistką..
    i wcale nie uważam, że to coś złego..

    Kobieta, która mówi, że chce żebyś był jej przyjacielem, dokładnie tego chce..
    Niczego innego..
    To Ty, nikt inny musi teraz podjąć decyzję..


    Odpowiada Tobie ten układ bo albo masz powód by w nim tkwić, albo nie wiesz że odpowiadać Tobie będzie do pewnego czasu. Godzisz się aby facet podejmował za Ciebie decyzję i tak naprawdę dajesz sobą manipulować.
    Kiedy kobieta mówi że"...".. mów za siebie i powiedz"kiedy ja mowie" bo kochanki często muszą tak mówić, bo wiedzą że gdy powiedzą "kocham cie" to tracą faceta

    .

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Dori
    ~Dori
    Napisane 17 maja 2016 - 10:46
    ~Ewa2 napisał:


    jestem osobą trzecią
    nie jest dla mnie łatwizną związek z osobą związaną, bo
    to ona musi podejmować decyzję..
    mam nadzieję, i zawsze miałam, że nie będzie umiał jej podjąć..
    dlaczego?
    bo, odpowiada mi układ..
    tak, jestem egoistką..
    i wcale nie uważam, że to coś złego..

    Kobieta, która mówi, że chce żebyś był jej przyjacielem, dokładnie tego chce..
    Niczego innego..
    To Ty, nikt inny musi teraz podjąć decyzję..


    Sama nie wierzysz w to, co piszesz. jest Ci źle i dobrze to wiesz.
    Trzecia - jak o sobie piszesz :) życie w kłamstwie, w cieniu - to życie Twoich marzeń ? Gratuluję!
    Przyjaciel - żonaty. Marna podpora.


    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Monika
    ~Monika
    Napisane 18 maja 2016 - 16:03
    Mam kolezanke Ewe ma juz chyba 10tego zonatego kichanka .kazdy obiecuje jej zlote góry i jak co do czego pszychodzi zostawiają ją bez słowa.Nie rozumie jej i mowiłam i prosiłam zeby znalazła w koncu wolnego ale ona chyba lubi byc pożucana uważam ze stać ją na coš lepszego w życiu.Szkoda mi jej ale to jej wybór pytałam ją dlaczego czy tak czuje sie lepiej ze jest lepsza od zon a i tak zostaje samal.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~~mariusz
    ~~mariusz
    Napisane 15 czerwca 2016 - 22:27
    Co taka cisza?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~nadzieja
    ~nadzieja
    Napisane 28 czerwca 2016 - 23:09
    Witaj *mariusz..
    A może wszyscy czekają na Twoje posty? :)

    Ludzie zatem dzielą się na piszących i czytających..
    Niestety również na myślących i myślących inaczej.

    Jak sam myślisz, dlaczego przestali pisać?
    z kim i do kogo?
    Człowiek logiczny, przeczyta, może się nie zgodzić, podyskutuje,zastanowi się.. dowie się czegoś..zapyta. pomyśli.
    Człowiek tuman zna odpowiedź na wszytko, wie lepiej. Najpierw napisze, potem pomyśli.
    Po przeczytaniu forum mogę podzielić ludzi na dwie grupy, szukających odpowiedzi i straceńców, którym nic już nie pomoże..
    Spójrz na dwa powyższe posty.
    pani * DORI
    wie lepiej co czuje osoba pisząca, niż sama pisząca,
    mimo, że autorka postu twierdzi, że tak ma, bo chce,
    to w umyśle czyimś się to nie mieści, więc wypiera. To życie w cieniu i kłamstwie.
    A tak na marginesie, w czyim kłamstwie, tej Pani?

    post ostatni
    Pani *MONIKA
    Farciara, nie znam nikogo kto by był, ani znał kogoś kto miał 10 kochanków.
    Ona zna. No i ta groźba, kara największa dla człeka, ZOSTAĆ SAMEMU.

    Drogi *mariuszu..
    pisz sam, a ktoś kto zrozumie co piszesz, odpowie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kobieta
    ~Kobieta
    Napisane 07 lipca 2016 - 13:08
    Do @ Jaro
    Może przeczytasz.
    Jestem szczęśliwą kobietą. Nie liczę już ile minęło miesięcy od rozstania, od rozwodu.
    Poukładam sobie swój świat. Praca, wyjazdy, to mi daje dużą satysfakcję. Dzieci wciąż mnie odwiedzają, choć mam dla nich mniej czasu.
    Poznałam kogoś :)
    Pan po rozwodzie. Boję się. Spotykamy się od miesiąca. Kawa, spacer czasem kolacja
    Nie wiem, co będzie dalej. Nie nastawiam się na wiele, jestem bardzo ostrożna. Nie jestem zakochana, więc patrzę na tę znajomość dość obiektywnie.
    Pozdrawiam serdecznie. Mam nadzieję, że Tobie wszystko dobrze się układa.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook