Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Romans i zdrada

Romans singla z mężatką

Rozpoczęte przez ~, 18 gru 2012
  • ~Uwaga
    ~Uwaga
    Napisane 02 września 2018 - 13:57
    Nata46, a ja powiedziałabym, że generalnie w życiu nic nie trwa wiecznie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 02 września 2018 - 14:13
    ~Uwaga napisał:
    Kristof ale ja czekam na punkt 3 :-):-):-)
    Nie rozpraszaj się Damą Kier...proszę pisz dalej, to bardzo ciekawy punkt widzenia...


    Dobra.
    Ale teraz wiosluje.
    Tu jest duzo wody, jacys ludzie.. Krowy konie... Plyniemy...

    A... O romansie ti... To pozniej... Pozniej...

    Ja... Ja teraz plyne

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 02 września 2018 - 14:15
    ~Uwaga napisał:
    Nata46, a ja powiedziałabym, że generalnie w życiu nic nie trwa wiecznie.


    Tak jak w ck dezerterach

    -zycie jest jak wielki zelazny most!
    -czemu!!??
    -nie wieeem!!

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 02 września 2018 - 18:00
    ~Nata napisał:
    W romansie nic nie trwa wiecznie ,kradzione chwile pod strachem ile się da,znam to ,obietnice na chwilę ,zasady które prędzej czy póżniej zostaną złamane ,zaufanie ,, rzadkość a wszystko podszyte strachem i niepewnością ,drugi raz w to nie wchodzę szkoda nerwów ,powodzenia Kristof


    Tak jak w malzenstwie.
    Nic nie trwa wiecznie.
    Milosc przemija, ustepuje przyjazni, przywiazaniu... A do tego dzieci, kredyty, rodziny, wtopienie sie w relacje, zaleznosci, biznesy... A ustalenia z przed lat bledna.

    Ja sie nigdy niczego i nikogo nie balem.
    Jak sie ktos boi niech siedzi w domu, nie tyle niech nie szuka chlop kochanki... Niech sie chlop tymbardziej nie zeni!
    Tu dopiero trzeba miec jaja.

    Ja nie jestem dzieckiem.
    Wiem czemu i po co szukalem romansu i partnerki.
    To nie przyplyw chwili, to kilka lat przemyslen itd...
    Obietnice?
    A co przyzekal maz mojej nowej kobiety?
    Milosc, szacunek, w zdrowiu i w chorobie itd... A dziewczyna dopiero teraz dowiaduje sie ze jest piekna, ale zarowno cialem jak i dusza. Zdziwiona, zawstydzona, uciekajaca wzrokiem... Stlamszona przez meza debila, ktory myslal ze ma darmowa panienke do lozka jak mu sie zachce, traktowana juz zupelnie bez czulosci i tego wszystkiego co kobiecie sie nalezy bo na to zasluguje.
    Urodzila mu dzieci, ktore jak przyszly na swiat to chlop uciekl z domu na 3 miesiace bo nie mogl zrozumiec ze dzieci placza...

    O czym my rozmawiamy???!!!
    Jakie obietnice, jakie klamstwa...

    Niestety zycie jest bardziej skomplikowane...

    Ale o tym mozna godzinami.

    Mowiac krotko... Romans jesli sie nawiazuje to ma swoje przyczyny w szwankujacych zwiazkach. Kropka.
    Czasem nie da sie go naprawic... Ale wiem wiem... Wiem jakie moga byc odpowiedzi na to co napisalem.
    Znam je na pamiec.

    Zycie jest brutalne i prozaiczne, a to ze powiemy ze powinno byc to i tamto nie spowoduje ze zycie takie bedzie.
    Bo zycie jest jakie jest.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 02 września 2018 - 22:22
    3. Przestrzeganie ustalonych zasad.

    Z wlasnych doswiadczen i opowiesci innych wiem ze sam romans wywoluje czesto jakies irracjonalne dzialania tzw "akcje".
    Nagle ukochana dostaje pierdolca i zasypuje partnera placzliwymi smsami w srodku nocy lub podczas np wyjazdu na ktorym kontakt jest utrudniony... Ustala sie wczesniej ze np w niedziele nie bardzo mozemy porozmawiac wiec musimy wytrzymac do poniedzialku.
    W naszym wypadku nikt nikomu nie robi syfu gdy bylo ustalone ze go nie robimy.

    Ale sprawa ma tez inny wymiar.
    Nasz spokoj w zwiazku zyskujemy dzieki tej zasadzie prawdy. My poprostu wiemy ze sie kochamy, ze tesknimy, ze to nie zabawa.
    Po pierwsze jestesmy dorosli wiec tak sie zachowujemy, a czasem ludzie w romansie dostaja pierdolca, zrywaja sie ze szurka i zaczynaja szalec, lazic za kochanka do pracy itd itd... Tak naprawde niszcza romans chcac go strasznie utrzymac.

    My poprostu jestesmy siebie pewni, zaufalismy sobie, a bez zaufania taki zwiazek mozna spisac na straty.
    Ale to wymaga naprawde ogromnej pracy i rozmow... Rozmow i jeszcze raz rozmow... Wszystkie problemy, watpliwosci sa omawiane, wyjasniane. Przyznaje ze to trudne ale efekcie ona wie co czuje i jest mnie pewna a ja wiem co czuje ona i tez jestem jej pewny.

    Oczywiscie ze moze kiedys za jakis czas sie to wszystko rozleciec, no ale jak sie tak stanie to trzeba bedzie sie z tym pogodzic.
    Musielismy sobie zaufac bo inaczej nie ma sensu sie w to bawic.

    Nie szalejemy poprostu.
    Mamy siebie i jest super.

    Ale tj mowie, kosztuje to sporo trudnych czasem przykrych rozmow, ale to dziala.

    Jesli jednak jedna ze stron cos kreci... Szybko wychodzi to na jaw.

    A co bedzie dalej?

    Kto wie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Uwaga
    ~Uwaga
    Napisane 04 września 2018 - 14:28
    ~Kristof napisał:

    Ty masz stary racje.
    ...
    No dobrze. Tyle ze nie dajesz odpowiedzi co zrobic aby bylo dobrze.
    Zdiagnozowales stan w zlym zwiazku, ale mnie interesuje ciag dalszy.
    Z tego co zycie mnie brutalnie nauczylo wiem z pewnoscia jedno, zwiazek to sztuka kompromisu i uniku. Ale mozna ja stosowac z osoba ktora to rozumie i jest kims o szerszych horyzontach.
    ...
    A jesli zwiazek zbudowany jest z przecietnych jednostek nic nie pomoze.
    Bedzie to poprostu przecietny zwiazek

    Kristof, przeanalizowałam wszystkie Twoje przemyślenia i zakładam, że Twój związek z żoną także nie jest przeciętny. Wiesz dlaczego?Zakładam po prostu, że nie związałbyś się z kobietą przeciętną.
    Zatem mając u boku kobietę nieprzeciętną po co Ci kolejna? Czy nie dlatego, że nowe wydaje się zawsze atrakcyjniejsze?
    Ustalenie zasad czy to w związku z żoną czy z kochanką jest zawsze obarczone dużym ryzykiem.
    Rozumiem to co napisałeś, ale jedno mnie zastanawia.
    Piszesz, że zawsze byłeś odważny. Okey, pytanie czy na tyle odważny, by szczerze powiedzieć żonie...o romansie?
    Albo, by powiedzieć tak, pojawił się ktoś w moim życiu, gdy romans się wyda?
    Myślę, że zaraz mi odpowiesz, ale po co mam jej mówić? Nie chcę jej krzywdzić.
    A dlaczego nie założysz, że Twoja nieprzeciętna żona i tak wie co jest na rzeczy, tylko przymyka na to oko?


    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Uwaga
    ~Uwaga
    Napisane 04 września 2018 - 14:39
    ~Kristof napisał:

    Ale sprawa ma tez inny wymiar.
    Nasz spokoj w zwiazku zyskujemy dzieki tej zasadzie prawdy.
    ...
    My poprostu jestesmy siebie pewni, zaufalismy sobie, a bez zaufania taki zwiazek mozna spisac na straty.
    Ale to wymaga naprawde ogromnej pracy i rozmow... Rozmow i jeszcze raz rozmow... Wszystkie problemy, watpliwosci sa omawiane, wyjasniane. Przyznaje ze to trudne ale efekcie ona wie co czuje i jest mnie pewna a ja wiem co czuje ona i tez jestem jej pewny.

    Oczywiscie ze moze kiedys za jakis czas sie to wszystko rozleciec, no ale jak sie tak stanie to trzeba bedzie sie z tym pogodzic.
    Musielismy sobie zaufac bo inaczej nie ma sensu sie w to bawic.

    Nie szalejemy poprostu.
    Mamy siebie i jest super.

    Ale tj mowie, kosztuje to sporo trudnych czasem przykrych rozmow, ale to dziala.

    Jesli jednak jedna ze stron cos kreci... Szybko wychodzi to na jaw.

    A co bedzie dalej?

    Kto wie.

    I jeszcze jedno.
    A gdyby zakres ustaleń z kochanką przełożyć na związek z żoną?
    Gdyby wyjaśniać z Nią wszystko na bieżąco?
    Czy bez tego wszystkiego, bez zaufania, taki związek z Żoną ma sens?
    Czy sam nie spisałeś go na straty?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 04 września 2018 - 20:29
    ~Uwaga napisał:

    Kristof, przeanalizowałam wszystkie Twoje przemyślenia i zakładam, że Twój związek z żoną także nie jest przeciętny. Wiesz dlaczego?Zakładam po prostu, że nie związałbyś się z kobietą przeciętną.
    Zatem mając u boku kobietę nieprzeciętną po co Ci kolejna? Czy nie dlatego, że nowe wydaje się zawsze atrakcyjniejsze?
    Ustalenie zasad czy to w związku z żoną czy z kochanką jest zawsze obarczone dużym ryzykiem.
    Rozumiem to co napisałeś, ale jedno mnie zastanawia.
    Piszesz, że zawsze byłeś odważny. Okey, pytanie czy na tyle odważny, by szczerze powiedzieć żonie...o romansie?
    Albo, by powiedzieć tak, pojawił się ktoś w moim życiu, gdy romans się wyda?
    Myślę, że zaraz mi odpowiesz, ale po co mam jej mówić? Nie chcę jej krzywdzić.
    A dlaczego nie założysz, że Twoja nieprzeciętna żona i tak wie co jest na rzeczy, tylko przymyka na to oko?


    Z przyjemnoscia czytam te dwa posty. Zupelnie powaznie to mowie.

    Problem jednak w tym ze w pewnym sensie jestem kilka krokow przed Tobą, tak jak napisalem, znam wszelkie mozliwe riposty, znam na pamiec... I niestety ale Cie zawiode... Jest trudniej mnie ugryźć niz myslisz.

    A wiec zaczynajmy.

    Nowe nie wydaje sie atrakcyjniejsze. Niestety ale brew stereotypowi w tym nowym zwiazku partnerka jest starsza, jest w moim wieku. Nawet Cie zaskocze... Moja zona ma figure nastolatki... Z pewnoscia jest zgrabniejsza... Uroda rzecz wzgledna... Obydwie ladne.
    Ten argument odpada.

    Inna sprawa to niepelne informacje, ktore masz, bo nie wszystko pisze. Niektore rzeczy zbyt intymne, trudne i moje.

    Nowa partnerka otworzyla we mnie pewne dawne zakopane problemy, ktore jednak nie zostaly rozwiazane. I pojawil sie problem, ktory przerasta moje, Twoje i wielu innych wyobrazenia.

    Niestety ten romans, zwiazek to juz inna klasa... To juz niestety nie takie proste... Sprawy sie skomplikowaly o wiele bardziej.
    Tu juz nie chodzi o kochanke... Zone... Ale o mnie... I pewne nierozwiazane sprawy. Trudne... Bardzo trudne.... Dla mnie.

    Tak, jak romans sie wyda ja w zasadzie ide za ciosem. Tak, powiem zonie o tym ze jest ktos.
    Ja w sumie to na to czekam.
    Na chwile obecna wybralem stan zawieszenia, bo to najrozsadniejsze wyjscie.
    Mam za malo danych zeby dzis rozwalic zycie dwoch rodzin. Swiezy romans, oraz dziesiecioletnie malzenstwo.
    Przyznanie sie teraz do prawdy to nie odwaga lecz glupota.
    Jednak nie staje w tym miejscu i upajam sie chwila.
    Ja tego stanu nie zamierzam utrzymywac wiecznie.
    Bede wiec obserwowal... I zone... I kochanke...
    Ja juz kiedys finalnie odszedlem od zony i tez w efekcie kochanki, bo ja jednak tak czy inaczej jestem kilka krokow do przodu.
    Potrafie to robic... Dedukowac, analizowac, szukac optymalnych decyzji.
    Przyznasz ze nie wygladam na debila.
    Ja najczesciej biore udzial w grze jaka jest zycie... I staram sie zawsze miec swoje wlasne alternatywne wyjscie z sytuacji.
    Ta alternatywa to najczesciej samotne oderwanie sie od tych ktorzy mnie chca trzymac przy sobie ale nie maja odwagi zrobic tego konkretnie.

    To nie takie proste kolego...

    To juz poszlo za daleko.

    Borykam sie z pytaniami wyzszej powagi niz te o odwadze i powiedzeniu zonie o kochance.
    To pierdoly w porownaniu z tym co musze zrobic.

    Ale zrobic musze. Bo mnie to zabija.

    Z zona mamy juz za soba kilka powaznych rozmow... Kolego, problemy ktore odkopalismy praktycznie zlamaly malzenstwo jak patyk.
    Ja cos krylem, ona skrywala przez 10 lat... Uwierz mi... Kochanka przy tym to pryszcz na dupie.

    Jest gorzej niz myslisz.
    Jest trudniej niz myslisz.

    Pamietaj tez o jednym. Posiadanie sily i odwagi nie jest wystarczajacym warunkiem do dzialania... To juz teoria konfliktu... Jeszcze musi byc do uzycia sily odpowiedni czas...miejsce.
    Samo uzycie odwagi i sily... Zwieksza jedynie ilosc zabitych.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 04 września 2018 - 22:19
    ~Uwaga napisał:

    I jeszcze jedno.
    A gdyby zakres ustaleń z kochanką przełożyć na związek z żoną?
    Gdyby wyjaśniać z Nią wszystko na bieżąco?
    Czy bez tego wszystkiego, bez zaufania, taki związek z Żoną ma sens?
    Czy sam nie spisałeś go na straty?


    Od ponad tygodnia wyjazniamy.
    Powiedzialem brutalna prawde o tym z czym sie borykam.
    Masz racje, moja zona jest ponadprzecietna... Jest jedyna osoba na tym swiecie ktora mnie rozumie... I zaczelismy rozmawiac.
    Bo nasz zwiazek byl idealny poza jedna sfera.

    Ja ja ukrywalem a zona ukrywala co innego.

    Z szafy wysypaly sie trupy...

    Traumy, oraz pewne moje mechanizmy obronne z poprzedniego malzenstwa powrocily ale ze zwielokrotniona sila.
    Zdewastowaly mnie i moj swiat ktory stawal sie... Zdawal sie tym szczesliwym.

    Malzenstwo sie zalamalo... Jak wielki most... Runal do wody.
    Jednak my wytworzylismy silna wiez na innych plaszczyznach.
    Jest troche tak ze stoimy na przeciwnych brzegach... Rozmawiamy ze soba... Jak zwykle... Bo rozumiemy sie od lat.

    Ja usiadlem na swoim brzegu.... I stwierdzilem ze chce tu byc... Sam... Niewazne czy z kochanka czy bez.

    Jednak rola kochanki, nowej kobiety jest kluczowa.... Ona pokazala mi gdzie byl problem... Dlaczego cierpialem jakies ostatnie 5 lat.

    Skad te wszystkie romanse i inne brednie.

    Kolego... To juz kosmos... Powoli wymiekam. Intelekt zaczyna nie wystarczac

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Uwaga
    ~Uwaga
    Napisane 05 września 2018 - 01:15
    Kristof,
    Moje słowa to nie riposta, czy chęć ugryzienia, wypunktowania etc. lecz analiza tego o czym sam napisałeś.
    Moje słowa to próba pokazania Ci innej perspektywy. Próba zrozumienia faceta.

    Nie wiem kim jesteś, nie wiem czy wyglądasz czy nie wyglądasz na debila. To nie ma najmniejszego znaczenia.
    Piszesz składnie, choć w porywach operujesz niedopowiedzeniami na pograniczu absurdu.
    Co ciekawe twierdzisz, że jesteś dalej...dalej niż ja...a skąd ten wniosek???
    Nie znasz mnie, nic o mnie nie wiesz.

    Chcę zrozumieć to co piszesz, bo opisujesz bardzo ciekawie przypadek, w którym facet dwukrotnie żonaty spotyka mężatkę, a ta uświadamia mu...coś tam. I to coś tam jest takim odkryciem, że faceta powala na łopatki. I on facet odważny nie portafi inaczej jak tylko powiedzieć swojej drugiej cudownej żonie, że ma problem, którego nie rozwiązał, a problem kładzie się cieniem na ich relacji. Ona mówi, że w sumie też ukrywała to czy tamto..
    Czy tak?
    Możesz jaśniej i wprost???

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 05 września 2018 - 04:56
    ~Uwaga napisał:
    w którym facet dwukrotnie żonaty spotyka mężatkę, a ta uświadamia mu...coś tam. I to coś tam jest takim odkryciem, że faceta powala na łopatki. I on facet odważny nie portafi inaczej jak tylko powiedzieć swojej drugiej cudownej żonie, że ma problem, którego nie rozwiązał, a problem kładzie się cieniem na ich relacji. Ona mówi, że w sumie też ukrywała to czy tamto..
    Czy tak?
    Możesz jaśniej i wprost???



    Niedopasowanie temperamentow w sferze seksualnej... Jak stad do Vegas.
    Uswiadomienie sobie ze jakies 25 lat zylem w sumie zawsze dla kogos... Czyli uszczesliwianie drugiej strony kosztem swojego szczescia.
    Troche o tym wiedzialem.. Podswiadomie czulem, ze to cos nie tak... Ze czegos brak.
    Szukalem wiec zawsze czegos... Na boku.

    Poszukiwania seksu na boku, tego w klasie w ktorej jestem byly raz owocne raz niszczace.
    Problem w tym ze ta cala sfera zostala pominieta w pierwszym malzenstwie, gdzie seks byl... To znaczy go nie bylo.
    Ja... Mlody, zakochany do granic absurdu... Czekalem do "po slubie" i tlumilem w sobie naturalny poped seksualny.... Jak debil.
    Bylem tak kurwa naiwny, ze czekalem dziewiec lat na seks, ktory po slubie jak sie dowiedzialem "jest bez sensu bo sie czlowiek poci" "a ty jestes jakis zboczony bo chcialbys seksu".

    Nie masz pojecia co to znaczy... A moze masz... Jakie zniszczenia poczynilo tamto zycie, z jakas dziwna kobieta, ktora w sumie kompletnie nie potrzebowala seksu... A ja spadlem na samo dno w sensie meskosci.
    To bylo jakies surrealistyczne, absurdalne...

    Bylem debilem, zakochanym kretynem, ktory kurwa dal sie nabrac no prawie ze na biale malzenstwo.

    A ja mam dosyc duzy temperament, nie ze cuda na kiju, poprostu lubie i potrafie.. I w zasadzie wiele razy spotykalo sie kobiety ktore tez lubily i potrafily. Wiec tak sobie zylem.
    Pare lat, praca, praca, tam ktos, tu ktos.
    Tam znajoma, tam kochanka... Zylem.
    Odrabialem zaleglosci.
    To byl czas pracy, zarabiania i seksu, raz na czas, a czasem trzy razy w ciagu dnia bo kochanki sie nakladaly w terminarzu, wiec trzeba bylo ogarnac.
    Ech... To byl okres w ktorym sie dowiedzialem ze jednak nie jestem "nienormalny, ze seks taki jak ja lubi 80% populacji a ja do tego jestem dobry w te klocki... Bo i fantazja i kreatywnosc w lozku mi wychodzi.

    No to kolego kreowalem co sie da.

    Az mi sie wreszcie znudzilo.
    Zmeczylem sie troche jak Forrest Gump swoim bieganiem....
    Przystanalem wiec...
    I przestalem.

    Pojawila sie pustka, troche nagle... Nie wiadomo skąd.

    Praca, pieniadze, samochod jeden i drugi... Mieszkanie... Tyle ze puste.

    Obecna zona to wypelnila.
    Rzeczywiscie jest kims ponad przecietnym.
    Szybko stworzylismy fajny, normalny zwiazek.
    Zadnych klotni, nie konczace sie rozmowy, fajne wspolne zycie... Naprawde.
    Seks, taki jak trzeba... Ale tu rozpoczelo sie troche oszukiwanie siebie... Seks jednak nie zaspokajal moich potrzeb. Byl naprawde fajny, ale ja mam wieksze mozliwosci, a ona sporo mniejsze.

    Myslalem, ze to wystarczy.

    Cala reszta... Idealna.

    Ja nie mam wymowki jak czesto bredza inni faceci...idac na kurwy. A ze zona niedobra blablabla.

    Po dziesieciu latach jednak niedopasowanie w tej sferze wywalilo w kosmos. Czulem ze to sie zbliza, bo znowu historia zaczela sie powtarzac.

    Tyle ze seks to nie wszystko.
    Bylismy razem, w zdrowiu i w chorobie, w problemach gdy sie pojawily.. A to praca, a to firma.
    Zawsze razem. Seks przy tym wszystkim umarl... Wygasl...

    Bo doszlo do ciekawego, samonapedzajacego sie zjawiska.
    Ja nigdy nie domagalem sie seksu, bo to wyuczone bylo jakby wczesniej... Zeby nie inicjowac, bo mozna uslyszec przykre rzeczy... Troche zawily proces, ale tak robilem dla ochrony swego meskiego ego.
    A ona zinterpretowala to po swoich przezyciach poprzedniego zwiazku, czy zwiazkow ze jest beznadziejna... No ale beznadziejna nie byla, bylo fajnie, moze bez calonocnych festiwali ale jednak potrafilismy sie bawic.

    Zamknela sie... Zamykala sie powoli, niezauwazalnie.

    Az zgaslo wszystko.. .

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 05 września 2018 - 04:57
    Mam do napisania epilog... Ale spac mje sie chce.

    Dobranoc

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Uwaga
    ~Uwaga
    Napisane 05 września 2018 - 22:55
    W sumie przecież czekając na epilog mogę coś tam napisać w Twojej sprawie Kristof.

    Dobra, zaczynam...
    Tak na gorąco....

    Niedopasowanie temperamentów w sferze seksu zdarza się bardzo często.

    Uświadomienie sobie, że żyło się bardziej dla innych niż dla siebie zdarza się bardzo często.

    Posiadanie żony i kochanki zdarza się bardzo często.

    Cóż zatem sprawiło, że sprowokowałeś mnie swoją historią do napisania na forum.

    Oczywistość, której nie dostrzegasz.

    Naprawdę trudno mi uwierzyć, że nie widzisz tego co oczywiste. Powielasz schemat.
    Chcesz żyć po swojemu. Zdarza się często.

    Żyjesz jak singiel, czujesz się jak singiel, nawet piszesz jak singiel a jesteś w związku. Równocześnie twierdzisz, że żyjesz dla kogoś... Dla kogo? Dla Żony?

    A może jest zupełnie inaczej niż myślisz...
    Może to TYLKO uzależnienie? Przyjemne owszem, fizycznie tak, natomiast psychicznie często trudne, wykańczające, momentami męczące, szczególnie dla ludzi analizujących, świadomych siebie?

    Seks to nie wszystko?
    Czy to hasło masz wdrukowane w podświadomość?
    Może i nie wszystko, ale nawet niewielki brak małego elementu zburzyć potrafi niejedną piękną i prawie idealną budowlę.

    Prawie idealną...
    Szkoda, że powielając wyuczony schemat pozwoliłeś na to, by Twoja idealna Żona zamknęła się na Ciebie w sferze, która była i nadal jest dla Ciebie ważna.
    Uzupełniając braki na zewnątrz żyłeś, niech będzie, że pełnią życia, ale dla mnie to co opisałeś to pajęcza sieć...
    Siedzisz w tej sieci i tego nie widzisz.

    Czekam na Twój epilog



    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 06 września 2018 - 06:19
    ~Uwaga napisał:
    W sumie przecież czekając na epilog mogę coś tam napisać w Twojej sprawie Kristof.

    Dobra, zaczynam...
    Tak na gorąco....

    Niedopasowanie temperamentów w sferze seksu zdarza się bardzo często.

    Uświadomienie sobie, że żyło się bardziej dla innych niż dla siebie zdarza się bardzo często.

    Posiadanie żony i kochanki zdarza się bardzo często.



    Zwiazki w ktorych maz napierdala zone po pysku zdarzaja sie bardzo czesto.
    Zony prane po pysku usprawiedliwiaja swych mezow bardzo czesto.
    "wprawdzie pierze mnie po mordzie ale znowu nie tak czesto".
    Maz chlejacy raz na dwa tygodnie, robiacy awantury zdarza sie bardzo czesto.
    Dzieci wyrastajace na wtornych żuli bo tata pili zdarzaja sie bardzo czesto.
    Traumy u ludzi mijanych na ulicy, ktore widze zdarzaja sie bardzo czesto.

    Ten sposob usprawiedliwiania stanu rzeczy tez widze bardzo czesto.
    W zasadzie powielasz schemat:
    "a moze to tylko uzaleznienie?"
    To samo mowi mama do mojej kobiety
    "tak jest w malzenstwie, musisz jakos sie z tym pogodzic, ja tez bylam nieszczesliwa z ojcem"

    Robisz to samo, mowisz mi ze to co przezywam to cos co okreslasz slowem TYLKO.

    problem w tym ze nie.
    To juz nie TYLKO.

    Nasze spotkanie sie spowodowalo spore zmiany, u mnie w tej sferze seksualnej... U niej w matrixie i pajeczej sieci w ktorej zyla.
    Na chwile obecna to co mnie dreczylo powoli sie uklada, pierwszy raz od lat, wreszcie czuje ze przejmuje kontrole nad sfera ktora byla oderwana od reszty.
    Wlasnie w tym rzecz... Dobrze w sumie trafiles! Ale tj mowie, znow jestem o dwa kroki dalej.

    Ja pierwszy raz w zyciu czuje sie normalnie, seks mi nie zaslepia oczu i rozumu.
    Sfera erotiko poszla na swoje miejsce i zostala jakby pochwycona przez inne czesci ktore nami steruja.

    Ja Ci mowilem, ze to trudniejsze niz myslisz.

    Stale kpiaco piszesz o mojej zonie.

    Nie podoba mi sie to.

    ....
    Stwierdziles pewna oczywistosc, ktora ja znam i rozumiem, no i tez jest to dla mnie oczywistosc.

    Z ktorej jednak nic nie wynika.

    Stwierdziles innymi slowy "stary, wszyscy tak zyja, maja zony, kochanki i kurwy, zony chwytaja po mordzie a mezowie chleja... Wiec co sie przejmujesz... To TYLKO.... To nic takiego... Napijmy sie...."

    Alleluja i do przodu.

    Ale ja nie chce zyc wbrew sobie.
    Znow dla kogos.
    To trudne.
    Ale zawsze to czulem... Silna potrzebe niezaleznosci... I zona to wie... Takiego mnie wziela...

    Dlatego to takie trudne... Bo nikt nie zawinil.

    Stalo sie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 06 września 2018 - 06:49
    A teraz z innej strony, czy z innej perspektywy.

    Łączymy swe opinie, diagnozy.
    Nie dyskutujemy i polemizujemy lecz łączymy dwa punkty widzenia dla doradzenia mojej skromnej osobie co zrobic.

    Bo wiesz o tym ze postawic diagnoze stosunkowo latwo? Prawda?

    No wiec zalozmy ze postawilismy diagnoze tego co mi dolega.

    No to teraz kolego strzelaj!
    Co zrocic w takiej sytuacji?

    Troche trudniej co?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Uwaga
    ~Uwaga
    Napisane 07 września 2018 - 14:51
    ~Kristof napisał:
    A teraz z innej strony...
    Bo wiesz o tym ze postawic diagnoze stosunkowo latwo? Prawda?

    No wiec zalozmy ze postawilismy diagnoze tego co mi dolega.

    No to teraz kolego strzelaj!
    Co zrocic w takiej sytuacji?

    Troche trudniej co?


    Kristof, nie zamierzam Ci doradzać i uwaga! Nie kpię z Twojej Żony, nie wiem skąd Ci taki pomysł przyszedł do głowy.

    Co o Tobie wiemy?
    Jesteś zachwycony Mężatkami. Wypracowałeś przez lata swój własny mechanizm obronny, dowartościowując się na zewnątrz.
    Gdy przestałeś poczułeś pustkę, czyli to trochę tak jak na odwyku prawda? Odstawiasz czynnik, który uzależnia i...odczuwasz pustkę. I jest Ci z tym bardzo źle.
    Nowa kobieta pojawiła się niedawno i uświadomiłeś sobie, że może należałoby zrobić coś inaczej niż zwykle. Zatem wdrożyłeś 3 punkty, które opisałeś powyżej (nie jest to coś niesamowitego)i co najistotniejsze...panujesz nad swoim popędem.
    Myślisz o nowej kobiecie, tak to Ona sprawiła, że wreszcie od dłuższego czasu mogę nad tym panować. Tymczasem to nie Ona tylko Ty sam do tego doszedłeś.
    Czy trudno jest radzić nie we własnej sprawie? Z pewnością to nie jest proste.

    Zakładając, że jesteś uzależniony od seksu należałoby moim zdaniem:
    1. Powiedzieć o tym sobie i zapytać siebie co jest mi niezbędne, bym czuł się szczęśliwym człowiekiem. Czy chcę być uzależniony czy mi z tym źle?
    2. Zapytać siebie czy w ogóle widzę się w jakimkolwiek związku i jeśli chcę to należałoby pogadać przede wszystkim z Nią. Szczerze i bez emocji, co nie będzie łatwe.
    3. Jeśli Żona będzie chciała iść obok Ciebie gdy będziesz starał się wyzdrowieć to super.
    4. Może się zdarzyć, że ani Ty ani Żona będziecie chcieli się rozstać wówczas zostaje ta Druga- Kochanka. I tu masz trochę gorzej, bo Ona sama ma swoje problemy, z którymi powinna uporać się sama.

    Kristof, możesz żyć sobie w zawieszeniu do końca życia, ale pod warunkiem kiedy takie właśnie życie wydaje sie Tobie spełnieniem marzeń, że tego naprawdę chcesz.
    Rozwiązań jest wiele:
    Tylko Żona
    Tylko Kochanka lub Kochanki i życie singla
    I Żona i Kochanka
    I Żona i Kochanki, co rusz to inna
    Otwarty Związek...

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Uwaga
    ~Uwaga
    Napisane 07 września 2018 - 14:54
    Najfajniejsze rozwiązanie, na które może być za późno to poświęcić naprawdę dużo czasu na to by pokazać Żonie jak fajny może być seks.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 08 września 2018 - 07:29
    ~Uwaga napisał:
    Najfajniejsze rozwiązanie, na które może być za późno to poświęcić naprawdę dużo czasu na to by pokazać Żonie jak fajny może być seks.


    Ech i znowu jestem ale juz bardzo daleko.
    Bylismy u seksuologa. Z zona.
    Potwierdzil wstepnie moje wlasne diagnozy, ze problem z przeszlosci nie wypracowany np w psychoterapii powrocil.
    Powrocil tak ze zrobil jesien z dupy sredniowiecza naszemu malzenstwu.
    My nie spotkalismy sie wczesniej z takim konfliktem w malzenstwie. Nie znamy tego stanu. Nie potrafimy sie w nim zachowac.

    Wygrywa moj intelekt jednak, wygrywa zona bo jest ponad to wszystko, ona wyprzedza tez mnie o pare krokow. Tyle ze w sferze emocji.

    Kohanka jest i pewnie bedzie bo najwyrazniej potrzebuje obok kogos takiego jak ja... No w sumie sie nie dziwie... Przeciez ja sam siebie potrzebuje bo sie bardzo lubie... Bo kurwa jestem zajebisty.

    Kochanka ewidentnie wymieka.
    Byla u niej wczoraj wizyta, przyszla pani proza, przyniosla teczuszke z setkami karteczek a na nich hasla "kredyt, dzieci, mieszkanie, zrozpaczony maz itd"
    Zrobila zwrot i mysli ze tego nie wyczulem.

    Wyczulem w 20 sekund.

    Powiedzialem zeby natychmiast uciekala, bo ja to wszystko widzialem.
    Wiem jak wyglada mechanizm tej calosci... Romansu, jak kobieta zmienia kursy itd.

    Romans utknal na mieliznie, ja ide dalej.
    U mnie nie ma poczekalni... Nie czekam nigdy na nikogo, niech dojdzie ktos pozniej.

    Zona bez wielkich rozmow i analiz sie otwarla.
    W sumie seksuolog potwierdzil nasze przypuszczenia ze zona tez sie blokuje.

    Rano zona zrobila ze mna co chciala.

    Jest ok.

    Jedna z opcji ktora przewidzialem sie wypelnia.

    Romans ugrzazl. Nie ruszy z miejsca nie ma jak sie spotykac, nie ma zwyczajnie kiedy.

    Chuj z tego bedzie. Ale ona chce mnie i nie puszcza.
    Nie dziwie sie jej. Jestem poprostu zajebiscie wyjatkowym facetem hahaha!!!!

    Wiec niech se mnie trzyma. Wszystko mi jedno.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kristof
    ~Kristof
    Napisane 08 września 2018 - 07:34
    Epilog jest taki:
    Wszystko jest fikcją.
    Iluzją.
    I o dupe rozbic.
    Uwielbiam moje zdolnosci analityczne.
    A zona jest nie do stracenia.

    Jest juz na innej warstwie... Poziomie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Uwaga
    ~Uwaga
    Napisane 08 września 2018 - 09:12
    ~Kristof napisał:
    Epilog jest taki:
    Wszystko jest fikcją.
    Iluzją.
    I o dupe rozbic.
    Uwielbiam moje zdolnosci analityczne.
    A zona jest nie do stracenia.

    Jest juz na innej warstwie... Poziomie.

    Niektóre elementy nie trzymały się kupy, ale co ciekawe Kristof, znam taki przypadek.

    Mądra żona czy kochanka to skarb.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty