Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

życie po rozwodzie

Rozpoczęte przez ~arion, 05 lut 2018
  • ~Kowal
    ~Kowal
    Napisane 08 marca 2018 - 12:32
    Zadzwoniłem dzisiaj z życzeniami do mojej starej i co? Usłyszałem a coś Ty raptem taki romantyk? Żal Ci d.... ściska co? No i bądź tu miły no nie da się.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Centrum Psychoterapii VIDE
    ~Centrum Psychoterapii VIDE
    Napisane 09 marca 2018 - 10:32
    Nie można od razu wszystkiego skreślać, warto rozmawiać. Zapraszamy do naszych doświadczonych terapeutów www.centrumvide.pl

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 09 marca 2018 - 12:29
    ????

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 11 marca 2018 - 22:15
    Dzisiaj pomyslałam sobie, że często albo za szybko rezygnujemy z bycia w związku albo zbyt późno postanawiamy coś w nim zmienić. Brakuje nam też myślę odwagi, by zamykać te związki, które nas nie satysfakcjonują, bo nie wierzymy, że istnieją osoby, z którymi możemy zbudować lepsze relacje. Ja mam wewnętrzną pewność, że gdy otworzę moje drzwi za nimi będzie to wszystko czego będę potrzebowała, by czuć się w pełni szczęśliwa. I On też tam będzie :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 12 marca 2018 - 06:53
    ~Aniołek napisał:
    Dzisiaj pomyslałam sobie, że często albo za szybko rezygnujemy z bycia w związku albo zbyt późno postanawiamy coś w nim zmienić. Brakuje nam też myślę odwagi, by zamykać te związki, które nas nie satysfakcjonują, bo nie wierzymy, że istnieją osoby, z którymi możemy zbudować lepsze relacje. Ja mam wewnętrzną pewność, że gdy otworzę moje drzwi za nimi będzie to wszystko czego będę potrzebowała, by czuć się w pełni szczęśliwa. I On też tam będzie :)


    Wydaje mi się, że w związek małżeński wstępuje się w dużej mierze pod wpływem społecznym... W dawnych czasach ludzie się ze sobą łączyli tym węzłem, bo rodzice tak sobie wymyślili i młodzi mieli wielkie g... do gadania :-). Czy to było dobre? Pewnie i w takich, aranżowanych małżeństwach zdarzały sie udane związki, bo i tak na tzw. dłuższą metę chodzi o dojrzałość obu, albo przynajmniej jednej ze stron. Niedosyt związany z niemożnością dokonywania własnego wyboru pewnie zawsze gdzieś był, tylko w tamtych czasach nikt takimi niuansami się nie przejmował - wszyscy znali swoje miejsce w szeregu i nie kwestionowali obowiązującego porządku. Problem pojawił się dziś. Ludzie kiedy mają zbyt duży wybór, mają też więcej dylematów ;-). Większość kobiet z mojego otoczenia w określonym wieku, o określonym wzroście, może i wadze oraz o pewnej urodzie - choć to rzecz bardziej dyskusyjne :-) - jest potencjalnymi kandydatkami do ułożenia sobie życia. Przeszkodą może być jedynie brak mojej własnej chęci oraz chęci drugiej strony. Kiedy pierwsze iskry się posypią, to już tylko od osobistej dojrzałości zależy, czy związek się utworzy i czy będzie szczęśliwy, udany. Przecież o związek dwojga ludzi trzeba zabiegać i to z obu stron.
    Stwierdzasz, że kiedy się drzwi otworzą, to będzie tam właściwa osoba. Życzę Ci tego z całego serca, ale wiedzieć należy, że ten właściwy partner, to trochę jak los na loterii. Nigdy nie wiesz, jakie ma schematy myślowe, zwyczaje, dążenia i głębokie cele życiowe. To okazuje się dopiero w tzw praniu i... z pozycji faceta przed pięćdziesiątką po przejściach stwierdzam, że ideału nie znajdziesz nigdy. Tu trzeba się do czegoś nagiąć i Twój partner też musi się do czegoś tam nagiąć. Ty musisz stolerować pewne niewygodne rzeczy i zwyczaje oraz osoba Tobie towarzysząca też musi coś tam stolerować. Mówi się, że klucz ma pasować do zamka, ale czy tak faktycznie jest... i co oznacza ten klucz? Najważniejsze byśmy wiedzieli czego sami chcemy i potrafili to wyartykułować swojemu partnerowi i żeby on zrobił to samo. Należy umieć mówić o swoich potrzebach i umieć wsłuchać się w potrzeby drugiego człowieka - tak... człowieka :-) - bo Twój partner to przede wszystkim człowiek, co nie dla wszystkich wydaje się oczywiste.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 12 marca 2018 - 13:15
    Robercie napisałeś cyt.:
    (...)Większość kobiet z mojego otoczenia w określonym wieku, o określonym wzroście, może i wadze oraz o pewnej urodzie - choć to rzecz bardziej dyskusyjne :-) - jest potencjalnymi kandydatkami do ułożenia sobie życia.
    (...)
    Nigdy nie wiesz, jakie ma schematy myślowe, zwyczaje, dążenia i głębokie cele życiowe.
    (...)
    Twój partner to przede wszystkim człowiek, co nie dla wszystkich wydaje się oczywiste."

    Robercie, widzisz...uświadomiłam sobie jakiś czas temu, że całe życie podejmuję decyzje inaczej niż większość ludzi wokół mnie.
    Żeby podjąć jakąś decyzję musisz wiedzieć czego szukasz, czego Ci brak. Mi właściwie niczego nie brakuje :-) Nie dlatego chciałabym z kimś iść razem przez życie, by nie czuć się samotną... bo równie dobrze mogę iść sama.
    Wszyscy ważni mężczyźni w moim życiu to osoby patrzące na świat podobnie jak ja, to mężczyźni odważni, inteligentni, głęboko analizujący rzeczywistość, to mężczyźni o charakterze "produktywnym" i określonym typie osobowości.
    Piszesz, że partner to przede wszystkim człowiek... tak człowiek ale to wnętrze tego człowieka jest tym co jest w nim dla mnie najistotniejsze. Dlatego staram się zawsze poznając ludzi patrzeć głębiej. Oczywiście musi być to coś co przyciąga
    To co widzisz... to tylko "fasada", to czego nie widzisz to dopiero wyzwanie. Może dla Ciebie wybór spośród wielu potencjalnych kandydatek (musi jakoś wyglądać a potem się dopasujemy)jest jedynym słusznym wyborem... ja dokonuję takich wyborów inaczej. Skąd mam pewność, że on będzie stał po otworzeniu drzwi? Po prostu to wiem.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 12 marca 2018 - 13:54
    ~Aniołek napisał:

    Może dla Ciebie wybór spośród wielu potencjalnych kandydatek (musi jakoś wyglądać a potem się dopasujemy)jest jedynym słusznym wyborem... ja dokonuję takich wyborów inaczej. Skąd mam pewność, że on będzie stał po otworzeniu drzwi? Po prostu to wiem.


    Nie wiem skąd Ci coś takiego przyszło do głowy... ;-) ja czegoś takiego nie napisałem - że ma być wygląd, a reszta się dopasuje. To zdecydowanie nie w moim stylu. Chodziło mi przede wszystkim o to, że właśnie wnętrze, czyli to co stanowi o wartości człowieka, jest najważniejsze i to stanowi o trwałości związku. A czy to właściwa osoba..., nigdy nie wiesz i wiedzieć nie będziesz, dokąd w życiu nie pojawią się faktyczne trudności i cięższe chwile - mówi się, że prawdziwą osobowość poznaje się w chwilach kryzysowych - czyli takich, które wymagają wyższego zaangażowania, uwagi i bardziej emocjonują niż tylko odświętne spotkanie na randce. Coś w tym musi być.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 12 marca 2018 - 14:24
    Robercie jeszcze jedno, napisałeś:
    "Problem pojawił się dziś. Ludzie kiedy mają zbyt duży wybór, mają też więcej dylematów (...)
    Najważniejsze byśmy wiedzieli czego sami chcemy i potrafili to wyartykułować swojemu partnerowi i żeby on zrobił to samo. "

    A czy nie jest tak, że ludzie nadal mają ten sam wybór... tylko mówi się im, podobnie jak było kiedyś gdy mówiono, że jedyną słuszną drogą jest małżeństwo z tzw. rozsądku, że ten wybór jest zbyt duży, bądź że jedyną słuszną drogą jest "najpierw ciało, potem jakoś to będzie, jakoś się dopasujecie?" Dlaczego nie spróbować patrzeć na ludzi (kobiety i mężczyzn), na związki inaczej? Sam gdzieś wcześniej napisałeś "czym jest seks z przypadkową osobą?"
    Robercie o ile zgadzam się, że najważniejsze, byśmy wiedzieli czego sami chcemy, o tyle nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, by wyartykułować mojemu partnerowi, by zrobił to samo. Mój kolejny partner po prostu będzie to wiedział.
    Nie dajmy sobie wmówić komukolwiek, że takie spojrzenie czy inne jest złe. To co jest dobre dla Roberta niekoniecznie jest dobre dla mnie, dla Ariona, dla Kowala... czy dla Klary ;-)
    Niby oczywiste... ale czy na pewno?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 12 marca 2018 - 14:33
    Robercie,
    Uważam, że osoba z którą się idzie przez życie powinna być charakterologicznie/ osobowościowo jak najbardziej podobna do mnie, powinna postrzegać świat i innych ludzi podobnie... wówczas stanowi to gwarancję, że w sytuacjach kryzysowych damy radę, bo myślimy, czujemy podobnie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 12 marca 2018 - 20:24
    ~Aniołek napisał:

    by wyartykułować mojemu partnerowi, by zrobił to samo.


    Koleżanko 'Aniołek' myślę, że to, że zastosowałem pewien skrót myślowy, nie jest równoznaczne z tym, że można sprawę upraszczać. Odnoszę wrażenie, że dość dosłownie i w sposóbu bardzo uproszczony bierzesz sobie moje słowa ;-). Mówiąc 'by wyartykułować mojemu partnerowi, by zrobił to samo' miałem na myśli, że tak ja artykułuję swoje potrzeby jej, jak i ona artykułuje swoje potrzeby mnie, byśmy mieli zwyczajną jasność co do wzajemnych oczekiwań. Mało tego... nie robimy tego jednorazowo, robimy to za każdym razem, kiedy partner/partnerka się - mówiąc wprost - zapomni. Po prostu chcemy, by tak nasze, jak i jej racje były uwzględniane równorzędnie, na zasadach absolutnej równoprawności. i nic więcej... :-) Widzę, że ciężko byłoby się nam dogadać w tzw. realu - może mam trudny charakter, ale lubię jasność i kompletny brak niedomówień. Po wyjaśnieniach okazuje się zwykle, że mówimy dokładnie o tym samym, tylko się nie rozumiemy ;-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 12 marca 2018 - 20:24
    ~Aniołek napisał:

    by wyartykułować mojemu partnerowi, by zrobił to samo.


    Koleżanko 'Aniołek' myślę, że to, że zastosowałem pewien skrót myślowy, nie jest równoznaczne z tym, że można sprawę upraszczać. Odnoszę wrażenie, że dość dosłownie i w sposóbu bardzo uproszczony bierzesz sobie moje słowa ;-). Mówiąc 'by wyartykułować mojemu partnerowi, by zrobił to samo' miałem na myśli, że tak ja artykułuję swoje potrzeby jej, jak i ona artykułuje swoje potrzeby mnie, byśmy mieli zwyczajną jasność co do wzajemnych oczekiwań. Mało tego... nie robimy tego jednorazowo, robimy to za każdym razem, kiedy partner/partnerka się - mówiąc wprost - zapomni. Po prostu chcemy, by tak nasze, jak i jej racje były uwzględniane równorzędnie, na zasadach absolutnej równoprawności. i nic więcej... :-) Widzę, że ciężko byłoby się nam dogadać w tzw. realu - może mam trudny charakter, ale lubię jasność i kompletny brak niedomówień. Po wyjaśnieniach okazuje się zwykle, że mówimy dokładnie o tym samym, tylko się nie rozumiemy ;-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 12 marca 2018 - 20:31
    ~Aniołek napisał:
    Dlaczego nie spróbować patrzeć na ludzi (kobiety i mężczyzn), na związki inaczej? Sam gdzieś wcześniej napisałeś "czym jest seks z przypadkową osobą?"


    No nie... widać tu jawnie, że się absolutnie nie rozumiemy... ;-).
    Seks z przypadkową osobą jest jak robienie sobie dobrze w tzw. łazience. Nie da sie tego w żaden sposób porównać z seksem z ukochaną osobą, którą darzy się głębokim uczuciem i z którą planuje się długoletnią wspólną przyszłość, czy realizuje się wspólne pożycie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 12 marca 2018 - 20:46
    ~Aniołek napisał:
    Robercie,
    Uważam, że osoba z którą się idzie przez życie powinna być charakterologicznie/ osobowościowo jak najbardziej podobna do mnie, powinna postrzegać świat i innych ludzi podobnie... wówczas stanowi to gwarancję, że w sytuacjach kryzysowych damy radę, bo myślimy, czujemy podobnie.


    A nie bierzesz czasem pod uwagę, że różnice i odmienności mogą się uzupełniać...? Przecież to, że ktoś myśli i czuje dokładnie tak samo jak ja, wcale nie musi dawać gwarancji, że w trudnych sytuacjach się nie pokłócimy :-)... może okazać się, że owszem charakterologicznie jesteśmy zbieżni, ale już w tych konkretnych życiowych sytuacjach, nie mamy sobie nic w sumie do powiedzenia, bo... postrzegamy te same problemy zupełnie inaczej i dostrzegamy zupełnie inne wyjścia z kłopotliwej sytuacji... Mamy zupełnie inne schematy myślowe zaprogramowane przez naszą przeszłość i inne sposoby reagowania na dane okoliczności. To, co nas może spajać, trzeba wspólnie wypracować - na określanie pewnych zdarzeń, czy sytuacji wypracowujemy sobie dla nas tylko właściwe określenia, dla nas tylko słuszne sposoby reakcji, wspólne spojrzenia i wyrazy twarzy..., ale to nie przychodzi ze zbieżności charakterologicznej, tylko ze wspólnie wypracowanych schematów. Słowem... żyjemy razem, żyjemy sobą, razem przeżywamy dziesiątki i setki trudnych i łatwiejszych momentów, wypracowujemy sobie nasz własny kod komunikacji. Nie potrzeba tu wcale niesłychanej zgodności charakterów, potrzeba zgodności dążeń. W różnorodności też może być siła... naprawdę :-) Zgodność charakterów nie musi spajać, ale zgodność dążeń będzie spajała zawsze... warto o tym pamiętać. To trochę na zasadzie 'cel uświęca środki', ale nie zrozum tego - proszę - znowu zbyt dosłownie :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 13 marca 2018 - 11:58
    Robercie napisałeś zdanie, które spowodowało od rana wielki uśmiech na mojej twarzy. Odpowiem na spokojnie później... chociaż zastanawiam się czy Arion i cała milcząca reszta zniesie te nasze dalsze dywagacje :-)
    To zdanie to cyt:

    "Koleżanko 'Aniołek' myślę, że to, że zastosowałem pewien skrót myślowy, nie jest równoznaczne z tym, że można sprawę upraszczać."

    Pozdrawiam serdecznie
    Koleżanka Aniołek ;-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 14 marca 2018 - 19:53
    owszem czytam te dywagacje choć to w rzeczywistości dywagacje ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 14 marca 2018 - 20:01
    ~Robert1971 napisał:
    ~Aniołek napisał:
    Robercie,
    To, co nas może spajać, trzeba wspólnie wypracować - na określanie pewnych zdarzeń, czy sytuacji wypracowujemy sobie dla nas tylko właściwe określenia, dla nas tylko słuszne sposoby reakcji, wspólne spojrzenia i wyrazy twarzy..., ale to nie przychodzi ze zbieżności charakterologicznej, tylko ze wspólnie wypracowanych schematów. Słowem... żyjemy razem, żyjemy sobą, razem przeżywamy dziesiątki i setki trudnych i łatwiejszych momentów, wypracowujemy sobie nasz własny kod komunikacji. Nie potrzeba tu wcale niesłychanej zgodności charakterów, potrzeba zgodności dążeń. W różnorodności też może być siła... naprawdę :-) Zgodność charakterów nie musi spajać, ale zgodność dążeń będzie spajała zawsze... warto o tym pamiętać. To trochę na zasadzie 'cel uświęca środki', ale nie zrozum tego - proszę - znowu zbyt dosłownie :-)

    nie biorąc tego zbyt dosłownie ;) muszę się zgodzić,wszystko zależy od decyzji,wyboru i odnosząc to do moje sytuacji tej zgodności zabrakło.Nic tu nie ma do gadania zgodność charakterów.Czytałem tekst na tym portalu o tym dlaczego kobiety odchodzą od tych,których kochają.Tych,którzy ich obecność uznali za zbyt oczywistą,żeby o nią się starać.Uznaję sam system myślenia,ok.Tylko czy mamy się starać o kobietę czy o nas, o życie,o rodzinę...czy jak to zwał - zgodność dążeń?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 14 marca 2018 - 22:26
    Wypracowanie pt. "Dlaczego bardziej podobni niż różni"

    W każdym człowieku tkwi tendencja do rozwoju i jednocześnie opór przed zmianą. Każda kobieta i każdy mężczyzna w większym lub mniejszym stopniu chciałby kochać i czuć się kochanym. Każdy ma chwile, że chciałby być z kimś blisko i równocześnie odczuwa potrzebę odosobnienia. Każdy z nas się zmienia (i fizycznie i psychicznie), a nie zmienia się tylko ten, który...leży już w trumnie. Czas płynie, a my doświadczeni, po 40stce nadal mamy w życiu takie chwile, takie sytuacje, gdy stwierdzamy: "WIEM, ŻE NIC NIE WIEM".
    Skoro każdy z nas ma takie myśli, dlaczego nie wychodzą nam nasze relacje. Moim zdaniem głównie dlatego, że na początku niektórych relacji popełniamy zupełnie nieświadomie pewien błąd...Błąd popełniamy my lub druga strona. Zachwyceni, oczarowani, zapowietrzeni dobieramy się przypadkowo w pary, będąc skrajnie różnymi w obszarach, w których powinniśmy być jak najbardziej podobni. Nie bierzemy też pod uwagę tego, że zmiany jakie zachodzą w nas niekoniecznie w ten sam sposób zachodzą w naszym partnerze. Ktoś zmienia się fizycznie i przestaje nam się podobać. Komuś zmienia się jego sposób bycia, ktoś uświadamia sobie, że w sumie to on chyba nigdy nie kochał... Czy da się coś z tym zrobić?
    Uniknąć się tego nie da, ale można taki stan maksymalnie zniwelować będąc świadomym siebie.
    Moim zdaniem dzieje się źle w naszych relacjach dlatego, że nie każdy z nas potrafi naprawdę szczerze zapytać siebie KIM NAPRAWDĘ JESTEM i CZEGO/KOGO MI POTRZEBA?
    To trochę tak jak z poszukiwaniem nowej pracy... czy nie podejmujemy często jakiejkolwiek pracy byle ją mieć? Czy potrafimy świadomie zrezygnować z pracy i znaleźć taką której naprawdę szukaliśmy i która dawałaby nam oprócz wynagrodzenia również radość i satysfakcję?
    Niestety podświadomie wzorujemy się na innych, nie wierzymy, że tylko wówczas, gdy odpowiemy sobie szczerze na tak postawione pytania będziemy wiedzieli naprawdę czy ten, z którym idziemy przez życie to ten, z którym iść chcemy. Boimy się prawdziwej naszej odpowiedzi. Boimy się zaufać sobie, a co dopiero komuś... Często zwyczajnie nie wiemy KOGO SZUKAMY czy KOGO NIE SZUKAMY. Zdajemy się na przypadkową osobę, byle nie być samemu. Często jesteśmy zachowawczy.
    Co ciekawe wielu ludzi podejmujących w życiu decyzje zachowawcze, bo przecież "lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu", zna odpowiedź na pytanie czego/kogo mi potrzeba, ale większość z nich zaraz tłumaczy sobie... no tak ale przecież to niemożliwe...w moim wieku bezpieczniej będzie postąpić tak czy tak...Tłumaczymy swoje postępowanie, a gdzieś głęboko w nas znamy odpowiedzi na wszystkie pytania.
    Idąc z kimś przez życie przekonujemy siebie często na siłę, że przecież nie jest aż tak źle, nie chcemy już żadnych zmian, bo zainwestowaliśmy w daną relację już tyle czasu i nie mamy siły ochoty zaczynać od nowa. Udajemy więc, ale zapominamy, że ten drugi idący z nami niekoniecznie chce udawać. Przesypiamy moment, w którym powinniśmy się obudzić i szczerze zapytać siebie nawzajem co się dzieje. Wysłuchać przede wszystkim i zrozumieć to, co się usłyszało.

    My ludzie potrafimy pożądać i potrafimy kochać.
    Najczęściej jednak pożądamy nie kochając i kochamy nie pożądając i często nie jesteśmy tego świadomi.
    Uważam, że dopasowanie fizyczne to nie tylko odczuwanie pożądania to przede wszystkim podobne temperamenty. Myślę, że dla większości to oczywiste. Dlaczego zatem o ile w SFERZE FIZYCZNEJ tak ważna jest dla nas ZGODNOŚĆ to jest ona tak mało istotna w SFERZE PSYCHICZNEJ?
    Myślę, że nie doceniamy znaczenia podobieństwa charakterologicznego, nie szukamy podobieństw w kluczowych dla nas sprawach i nie zwracamy uwagi na przykład na:
    - podejście do świata i ludzi
    - otwartość na zmiany
    - prawdomówność
    - wyrachowanie
    - odpowiedzialność
    - stopień wrażliwości drugiego człowieka
    - aktywność/pasywność partnera
    - optymizm

    Patrzymy co najwyżej na zaangażowanie, a nie zdajemy sobie sprawy z prawdziwych intencji drugiej stron.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 14 marca 2018 - 22:44
    Nie szukamy tego co nas zachwyca w duszy drugiego człowieka, bo świat mówi nam, że to pogląd przestarzały... Tak myślą stare pryki :-) Nie dostrzegamy tego, że często różnice charakterologiczne, sposób w jaki radzimy sobie z emocjami kładą się cieniem na naszych relacjach.

    A co ze zgodnością dążeń? Skąd mam mieć pewność, że dążenia drugiej osoby są zgodne z moimi? Pewności nie ma, ale jest bardzo duże prawdopodobieństwo, gdy partner ten będzie posiadał pewne konkretne cechy, na które zawsze zwracam uwagę np. mądrość, inteligencja emocjonalna, umiejętność słuchania i milczenia, empatia, prawość, wspólna pasja.





    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 14 marca 2018 - 22:56
    Robercie dla mnie zgodność dążeń jest pewną wypadkową i nie jest gwarancją udanego związku.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 15 marca 2018 - 10:53
    ~Aniołek napisał:
    Robercie dla mnie zgodność dążeń jest pewną wypadkową i nie jest gwarancją udanego związku.


    Wyobraź sobie, że dla mnie podobnie, z pewną modyfikacją.
    Dla mnie nic oprócz obopólnego i systematycznego zaangażowania w związek, nie jest gwarancją jego trwałości. Zgodność charakterów może być jedynie narzędziem do uzyskania zgodności dążeń, ale nie musi. Podobnie ze zgodnością dążeń... Jednak uważam, że nic tak nie spaja ludzi jak wspólne cele, sprawy, pasje, zainteresowania, dążenia (gdzie oboje są jednakowo zaangażowani rzecz jasna :-)).
    Oczywiście gdy spotkamy osobę której brakuje podstawowych przymiotów, których oczekiwalibyśmy od potencjalnego partnera, ciężko mówić, że w ogóle coś zaiskrzy. Jednak po spełnieniu pewnych - nazwę to 'granicznych' - wymogów co do cech charakteru, można zakładać, że mimo jakichś różnic w pozostałych obszarach, jest szansa na udaną relację.
    Z czasem wynikają coraz to nowe cechy których nie akceptujemy, bo życie pokazuje coraz głębsze warstwy osobowości, ale za każdym razem robimy pewien rachunek. Wreszcie zbiera się pewien bagaż i stajemy przed sakramentalnym pytaniem 'co dalej?'. Jeżeli ten bagaż nas przytłacza na tyle, że czujemy się skrajnie niekomfortowo i nie mamy żadnej dla niego przeciwwagi, to czas na rozstanie. Jeżeli natomiast niedogodności jakie dostrzegamy w związku z małymi konfliktami pojawiającymi się na codzień nie są dokuczliwe z naszego punktu widzenia i jakoś dajemy radę, ciągniemy to dalej :-).
    Nie wierzę w to, że istnieje idealna i uniwersalna recepta na udany związek.
    Nie istnieje.
    Związek dwojga ludzie to zawsze struktura dynamiczna i bez pracy nad nim, będzie się degradował. Ideałów nie ma.
    Natomiast porzucanie istniejącego związku z powodu braku iskrzenia - w mojej ocenie - nie jest porównywalne z porzuceniem starej i znalezieniem nowej pracy. Z pracą jest inaczej :-).
    Pracujemy po to, by mieć pieniądze i czuć się potrzebnym w społeczeństwie. W związku realizujemy pewne potrzeby należące do bardzo intymnej sfery, których nie zapewnia nam nic innego - nie mamy zatem alternatywy. Albo w związku tkwimy godząc się na deficyt, albo go opuszczamy i wówczas ów deficyt będzie występował siłą rzeczy.
    Z pracą jest inaczej. Jeżeli mamy zapewnione środki do egzystencji - jakieś dochody pasywne, zaskórniaki, czy inne aktywa - możemy sobie pozwolić na rezygnację z pracy i dać sobie czas na znalezienie tego co będzie nas w pełni satysfakcjonować. Co jednak gdy nie mamy kasy i nie mamy za co żyć? Ze związkiem (małżeństwem), sprawa wygląda tak, że alternatywy raczej nie mamy - ciepła i bliskości nam nie zapewnią panienki z agencji, a o to chyba chodzi w związku - przynajmniej dla mnie..
    Wiesz... tutaj dochodzimy do tego, co wynikło nam już na samym początku - różnic w postrzeganiu związku między mężczyznami, a kobietami. Dla Was - kobiet - związek jest zupełnie czymś innym, niż dla nas - mężczyzn. Wy jesteście emocjonalne, a my pragmatyczni. I tylko tak mogę wszystko w temacie podsumować :-).
    Wy musicie całkowicie subiektywnie ocenić wartość mężczyzny jako partnera, my... określamy pewnego rodzaju przydatność towarzyszki życia dla nas jako osoby która ma funkcjonować w społeczeństwie. I znowu nie zrozum mnie źle... ;-).
    Spójrz wyżej co napisał arion. Wyraził wątpliwość, czy jako mąż u schyłku małżeństwa powinien walczyć o jego odchodzącą żonę, czy walczyć o nich - jako całość. Ja optuję za drugą opcją. Jak nie z tą - bo wzgardziła dobrocią mężczyzny - to z inną, facet jest w stanie stworzyć sobie dom i dobrze się w nim czuć. On da kobiecie to czego ona potrzebuje pod warunkiem, że ona zrobi wobec niego rzecz analogiczną :-). To mu wystarczy, jej raczej nie i dlatego ona jest w gorszej sytuacji. Można tu przytoczyć oklepane frazesy, ale oddają one w dużej mierze istotę sprawy. Dla niego 'tego kwiatu jest pół światu', a ona będzie szukała 'księcia z bajki'.
    I wiem, że nie zgadzasz się ze mną, ale taki jest mój - męski - punkt widzenia ;-).

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook