Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

życie po rozwodzie

Rozpoczęte przez ~arion, 05 lut 2018
  • ~Kowal
    ~Kowal
    Napisane 02 marca 2018 - 21:42
    Nie odpuszczaj bracie, wiem co mowię. Przeczytałem wszystko co tu napisane fajnie sie czyta. Aniołek i Robert mają sporo racji. Znajdź sobie jakieś fajne zajęcie potem jakaś kobietę i nie przejmuj się stary. Ale jedno Ci powiem kobity są w sądzie bezwzględne. Obiecują ze bedzie kulturalnie a jest ostra jazda. Ja odpuściłem i żałuję

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 03 marca 2018 - 08:03
    Kowal dałeś mi do myślenia

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kowal
    ~Kowal
    Napisane 03 marca 2018 - 20:37
    Olej starą jak walnęła Cie w rogi to tym bardziej niech ma to czego chce po co robić problemy? Ale kurna zatroszcz sie o siebie samego przede wszystkim bo nikt tego za Ciebie nie zrobi.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 03 marca 2018 - 21:03
    robię co się da ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 04 marca 2018 - 11:19
    Arion a co konkretnie robisz? ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 04 marca 2018 - 17:39
    Już piszę,teraz mieszkamny osobno,poszła w świat coś z tamtym niemcem sobie układa a ja wrociłem do tego co robiłem ,właśnie wróciłem z fajnych warsztatów ,tai chi - robię to od dawna przez ten cyrk zaniedbałem ale wracam,pogadałem ze znajomymi,posłuchałem ich historii....no cóż,nie jestem sam ;) oni dali radę ja też.To trochę jak z wpisami tutaj,potrzeb z kimś pogadać a wcześniej w to niewierzyłem.Wiem jedno,to nie ja nawaliłem i spieprzyłem 25 lat życia. ;)
    Córka robi kolację,ogarniemy razem wszystko jak należy.Co będzie dalej nie wiem,ale jakoś się zbieram.W sprawach podziału majątku ujętego w pozwie napiszę do byłej czy przyszłej byłej bo potrzebuję samochodu i o ile nie złożyła pozwu to może go ująć a jak nie kupi go córka.Z była żoną tylko sprawy konkretne dotyczące rozwodu i podziału majatku,dość już innych i nie ma co wracać do przeszłości.To trochę potrwa ale myslę ,że się ogarnę ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 04 marca 2018 - 18:54
    Arion jestem pod wrażeniem i naprawdę Ci kibicuję, będzie raz lepiej raz gorzej ale tak jak napisałeś to nie Ty jesteś odpowiedzialny za całe zamieszanie, natomiast świat się przecież nie zawalił... chociaż ten który sobie podkładałeś pewnie tak...przykro jest to wiadomo, ale dalsze życie może naprawdę Cię pozytywnie zaskoczyć:) Wierzę że tak będzie :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~arion
    ~arion
    Napisane 04 marca 2018 - 20:08
    troszkę wiary odzyskałem ;)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 04 marca 2018 - 21:29
    ~arion napisał:
    .Wiem jedno,to nie ja nawaliłem i spieprzyłem 25 lat życia. ;)


    I o to chodzi chłopie... Jak ona sp...iła sprawę, to niech teraz pije piwo, którego naważyła. Co do podziału majątku, to nie byłbym taki pobłażliwy. Razem na niego pracowaliście, wspólnota była... to teraz nic tylko to wszystko sprawiedliwie podzielić - po prostu po połowie. Każde dobro materialne nadaje się do jakiejś wyceny. Skoro tak, to pada określona kwota za wszystko i... dzielicie ją na pół. Połowa dla Ciebie, połowa dla niej. Pewnie, że nie policzysz każdego widelca, ale chociaż z grubsza. Samochód - zatrzymujesz sobie i wchodzi on w ciężar rozliczenia. Dom/mieszkanie/gospodarstwo rolne czy co tam jeszcze macie, też do podziału. Nie odpuszczaj tutaj. Pamiętaj jeszcze jedno - sprawa rozwodowa, to jedyna okazja, kiedy załatwiasz wszystko za jednym zamachem. Potem o każdą pierdołę musisz wszczynać osobne postępowanie z całym splendorem dowodowym i wszelkimi procedurami. Dlatego doradzam Ci wzięcie sobie adwokata - on dopilnuje Twoich interesów, bo sam możesz nie dać rady. U mnie przebiegło wszystko sprawnie, bo byliśmy zgodni, a majątek też podzieliliśmy jakoś w miarę polubownie, choć nie bez zgrzytów. Jednak u Ciebie, skoro kobita się sroży i żąda, to może tak gładko nie pójść. Prawnik po Twojej stronie będzie wskazany, szczególnie, że niewykluczone, że i ona sobie weźmie papugę...
    Przemyśl to :-).
    Powodzenia Ci życzę, Trzymaj się.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 04 marca 2018 - 21:45
    ~Aniołek napisał:
    Robercie jeszcze jedno, napisałeś cyt.:
    "Jak jej zależy na facecie, zrobi to w taki sposób, by on od niej nie odszedł - one się doskonale znają na tym rzemiośle :-)"

    Jeśli tak rzeczywiście sądzisz w żaden sposób nie byłeś i nadal nie jesteś w stanie zrozumieć swojej ex-żony. Przerzucasz bowiem odpowiedzialność tylko na nią i w ogóle nie dostrzegasz powodu zasadniczego, z którym przyszło Wam się zmierzyć w Waszym związku. A co jeśli jej zależało, ale nie była w stanie zrobić wszystkiego dla Ciebie?


    Może i zależało, ale ja w końcowym etapie stawiałem sprawę już nawet na zasadzie: 'żyjmy razem, mieszkajmy razem, czy nawet osobno, współistniejmy i żyjmy obok siebie, bez wzajemnych roszczeń - jak dwoje znajomych i twórzmy namiastkę rodziny dla dzieci' Mówiłem jej, że ja mogę wyjeżdżać na weekendy - na studia - ona w tygodniu - do jakiejś pracy - dom byłby zamieszkały, spotykalibyśmy się, dzielilibyśmy obowiązki i wszystko mogłoby jeszcze kilka lat się tak pokulać do jakiego takiego wydoroślenia dzieciaków. Ona nie chciała na to przystać. Przecież taki układ by ją za bardzo nie obciążał, na pewno mniej, niż jest obciążona teraz. Nie chciała. Nic nie poradziłem wtedy i nic nie mogę poradzić teraz.

    Co do wyczuwania przez Was - kobiety - subtelności związanych z emocjami, to chyba się nie zrozumieliśmy. Napisałem, że macie nad nami na tym polu przewagę i my - faceci - żeby móc się z Wami tu zmierzyć, musimy przejść sporo treningu i wiele ćwiczeń mentalno-emocjonalnych, a i tak ciężko nam dorównać Wam ;-) wierz mi. Nie piszę tego złośliwie, czy uszczypliwie, takie są fakty. Dla nas często nie ma żadnej różnicy, a Wy... dostrzegacie całą gamę niuansów. Dlatego kobieta w związku jest stroną spajającą, integrującą, nadającą odpowiedniej barwy wszystkiemu. Gdy kobieta chce, bo jest zaangażowana emocjonalnie, jest w stanie więcej zdziałać, niż gdyby większe zaangażowanie było po stronie faceta. On jest bardziej grubociosany w wielu sprawach. Stąd moje stwierdzenie, że gdy ona będzie chciała, a będzie mądra, to tak rozegra sprawy sporne, że on będzie przeświadczony, że decyduje, podczas gdy tak naprawdę będzie realizował jej postanowienia w błogiej nieświadomości, że jest sterowany ;-)... Tu się chyba zgodzisz...?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 04 marca 2018 - 21:45
    ~Aniołek napisał:
    Robercie jeszcze jedno, napisałeś cyt.:
    "Jak jej zależy na facecie, zrobi to w taki sposób, by on od niej nie odszedł - one się doskonale znają na tym rzemiośle :-)"

    Jeśli tak rzeczywiście sądzisz w żaden sposób nie byłeś i nadal nie jesteś w stanie zrozumieć swojej ex-żony. Przerzucasz bowiem odpowiedzialność tylko na nią i w ogóle nie dostrzegasz powodu zasadniczego, z którym przyszło Wam się zmierzyć w Waszym związku. A co jeśli jej zależało, ale nie była w stanie zrobić wszystkiego dla Ciebie?


    Może i zależało, ale ja w końcowym etapie stawiałem sprawę już nawet na zasadzie: 'żyjmy razem, mieszkajmy razem, czy nawet osobno, współistniejmy i żyjmy obok siebie, bez wzajemnych roszczeń - jak dwoje znajomych i twórzmy namiastkę rodziny dla dzieci' Mówiłem jej, że ja mogę wyjeżdżać na weekendy - na studia - ona w tygodniu - do jakiejś pracy - dom byłby zamieszkały, spotykalibyśmy się, dzielilibyśmy obowiązki i wszystko mogłoby jeszcze kilka lat się tak pokulać do jakiego takiego wydoroślenia dzieciaków. Ona nie chciała na to przystać. Przecież taki układ by ją za bardzo nie obciążał, na pewno mniej, niż jest obciążona teraz. Nie chciała. Nic nie poradziłem wtedy i nic nie mogę poradzić teraz.

    Co do wyczuwania przez Was - kobiety - subtelności związanych z emocjami, to chyba się nie zrozumieliśmy. Napisałem, że macie nad nami na tym polu przewagę i my - faceci - żeby móc się z Wami tu zmierzyć, musimy przejść sporo treningu i wiele ćwiczeń mentalno-emocjonalnych, a i tak ciężko nam dorównać Wam ;-) wierz mi. Nie piszę tego złośliwie, czy uszczypliwie, takie są fakty. Dla nas często nie ma żadnej różnicy, a Wy... dostrzegacie całą gamę niuansów. Dlatego kobieta w związku jest stroną spajającą, integrującą, nadającą odpowiedniej barwy wszystkiemu. Gdy kobieta chce, bo jest zaangażowana emocjonalnie, jest w stanie więcej zdziałać, niż gdyby większe zaangażowanie było po stronie faceta. On jest bardziej grubociosany w wielu sprawach. Stąd moje stwierdzenie, że gdy ona będzie chciała, a będzie mądra, to tak rozegra sprawy sporne, że on będzie przeświadczony, że decyduje, podczas gdy tak naprawdę będzie realizował jej postanowienia w błogiej nieświadomości, że jest sterowany ;-)... Tu się chyba zgodzisz...?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 04 marca 2018 - 21:53
    Robert napisał:
    "(...)Razem na niego pracowaliście, wspólnota była... to teraz nic tylko to wszystko sprawiedliwie podzielić - po prostu po połowie. (...)Nie odpuszczaj tutaj. Pamiętaj jeszcze jedno - sprawa rozwodowa, to jedyna okazja, kiedy załatwiasz wszystko za jednym zamachem. (...)"

    Arionie mogę się pod tym podpisać rękoma i nogami :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 04 marca 2018 - 23:11
    Robercie,
    Cieszę się, że napisałeś i trochę obszerniej naświetliłeś sprawę kobiecych emocji, mechanizmu sterowania facetem :-) oraz propozycji którą wysunąłeś swojej ex-żonie.
    Dzięki temu rozumiem Twoją sytuację, a przede wszystkim Twój punkt widzenia na wiele spraw.
    Nie zastanawiałam się nigdy nad tym czy wykorzystuję czy też nie swój, nazwijmy to, "urok osobisty" czy jak to określiłeś "mądrość", by sterować facetem, by osiągnąć to co chcę. Zawsze wydawało mi się, że wszystko, co dzieje się między mną a mężem było NATURALNE, że tego chcieliśmy i oboje o to dbaliśmy...
    Robercie, dziękuję, bo rozumiem nareszcie o co chodziło Tobie z tymi kobiecymi emocjami. Pewnie się domyślasz, że mam trochę inną teorię (czytałeś taką książkę "Inteligencja emocjonalna"?-polecam), ale przyznaję wiele kobiet potrafi, jeśli tylko tego chce zadbać o tzw. atmosferę ogniska domowego, o ciepło, o to że do domu chce się wracać na skrzydłach... i nie chodzi mi tutaj o jakąś manipulację w stosunku do faceta :-)

    Pisząc o Twojej Żonie chciałam pokazać Tobie nieco inną perspektywę. Problem, z którym przyszło mi się zmierzyć a który potraktowałam śmiertelnie poważnie, początkowo mnie przytłoczył do tego stopnia, że nie chciało mi się żyć, nie widziałam żadnego sensu i nie wiedziałam co dalej. Zrozumiałam jednak, że to nie moja wina, a bycie mężem po prostu przerosło mojego męża, mimo że starał się z całych sił. Dlatego pomyślałam sobie, że po prostu mogło się tak zdarzyć i w Twoim przypadku, że bycie żoną przerosło Twoją żonę, zakładając, że orientacja o której mówiła jest prawdą. Piszesz, że zaproponowałeś jej tuż przed rozwodem pewien układ... żebyście nadal mieszkali razem jak znajomi...nie chciała się na to zgodzić...
    Robercie, wiedz, że mój mąż również proponował mi taki "układ"... przedyskutowaliśmy wiele godzin i doszliśmy wspólnie do wniosku, że mieszkając dalej razem nauczymy dzieci fikcji, udawania, tchórzostwa... Nie da się Robercie na co dzień odgrywać przed dziećmi roli kochających się małżonków, zważywszy że to nastolatki. Nastolatki są oceniające, są krytyczne, są wrażliwe. Teoretycznie doskonałe rozwiązanie w praktyce obarczone było pewnym "ale" na tyle istotnym, że zdecydowaliśmy się na rozwód i ostatecznie zamieszkanie osobno. Wiem, że dzieci są dla mojego męża ważne, ja pewnie też, ale w zupełnie innej roli - roli matki jego dzieci i przyjaciela (widzę i czuję, że darzy mnie ogromnym zaufaniem). Nie zmienia to jednak faktu, że każde z nas ma swoje życie. Jesteśmy jeszcze oboje na tyle młodzi, że chcemy układać je osobno.
    Tyle na dziś :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 05 marca 2018 - 10:31
    ~Aniołek napisał:
    Robercie, (..)
    Pisząc o Twojej Żonie chciałam pokazać Tobie nieco inną perspektywę. (...) że po prostu mogło się tak zdarzyć i w Twoim przypadku, że bycie żoną przerosło Twoją żonę, zakładając, że orientacja o której mówiła jest prawdą.


    Ja tą perspektywę doskonale znam i... jak wcześniej już pisałem, zaakceptowałem to długo przed rozwodem, kiedy jeszcze nie było mowy o rozstaniu. Próbowałem wszystko łatać i nie wyszło. Uznałem więc, że nie ma sensu się szarpać, bo wszelkie starania z mojej strony były niweczone - wyglądało to tak, że ja dla tzw. 'dobra sprawy' coraz bardziej się podkładałem, a ona zamiast mnie traktować po partnersku, dokręcała coraz bardziej śrubę. Nie było temu końca i doszedłem wówczas do wniosku, że to sensu dalej nie ma. Zaznaczę, że w naszym domu nie było jakichś głośnych kłótni, czy awantur. Wszelkie sprawy między nami załatwialiśmy spokojnie i wręcz po cichu. Starałem się być do bólu szczery i uczciwy. Nic to nie dało, uznałem zatem, że musimy się rozstać - o rozwodzie moja żona mówiła już od jakiegoś czasu, ale ja na początku nie byłem na takie rozwiązanie gotowy. Potem stało się.
    Sęk w tym, że ja jej wręcz pomagałem, nie robiłem żadnych przeszkód, wspierałem ją kiedy sobie szukała mieszkania, wywoziła potem 'swoje' rzeczy. Nie walczyłem o drobiazgi, bo bez sensu się jeszcze na koniec spierać o jakiś 'skrzywiony widelec, czy zapierdzianą kołdrę'... ;-). Wyprowadziła się, zamieszkała w wynajętym mieszkaniu i doszło do rozwodu - wszystko gładko i bez zbędnych awantur. Problem zaczął się potem...
    Ja nawet chciałem z nią utrzymywać koleżeńsko-przyjacielską relację, przychylność. Chciałem ją wspierać, może nawet się spotykać co jakiś czas towarzysko, razem te dzieci wychowywać. Nie dało się. Ona po rozwodzie zaczęła się awanturować! Nie wiem nawet o co jej chodziło i wątpliwe, żeby ona sama to wiedziała.
    Pamiętam jak dziś, kiedy zaczęła mi coś przy dzieciakach wykrzykiwać - czego wcześniej nigdy nie było - chciała jakichś pieniędzy, wysuwała coraz to nowe żądania wobec mnie - który już byłem formalnie dla niej obcym facetam. Pierwsze miesiące upłynęły mi pod znakiem uników i defensywnej postawy wobec jej zaborczości. Ona chyba nie od razu zrozumiała czym w istocie jest rozwód. Dla mnie jest to akt rozstania - oficjalny - kiedy według prawa stajemy się dla siebie całkowicie obcy. Kwestią naszej dobrej woli jest utrzymywanie dalszych kontaktów i podtrzymywanie relacji. Ja tego chciałem, ale jej warunki były dla mnie absolutnie nie do przyjęcia. Zacząłem się bronić przed nią, bo o ile z dziećmi chciałem się widywać, o tyle kontakty z nią były naznaczone jakimiś niekończącymi się pretensjami właściwie o wszystko. Wymaganiami co do tego, czy owego, gdzie - po rozwodzie - mogła domagać się ode mnie jedynie alimentów, które zresztą płaciłem i płacę skrupulatnie. O pozostałe rzeczy - co by to nie było - mogła mnie jedynie grzecznie poprosić licząc, że będę na tyle przychylny, że zdecyduję się na spełnienie jej prośby. Ona wolała stosować próby wymuszenia i nacisku.
    No sorry... ja ugodowy gość jestem i długo potrafię doznawać dyskomfortu, po to, by potem było lepiej, ale... jak ktoś przesadzi, to też jestem gotów przegrać, czy nawet poddać ze dwie - trzy bitwy, by potem wygrać całą wojnę. Musiałem się okopać i tak na pozycjach defensywnych trwać. Nie wiem czy ona to wreszcie zrozumiała, ale po paśmie skandalicznych zagrywek wobec mnie już nie mam ochoty się z nią w żadnej sprawie dogadywać - nie muszę w końcu.
    Teraz piłka jest po jej stronie. O ile będzie jej zależało na odbudowaniu jakich-takich relacji koleżeńskich, to niech się postara, bo ja starałem się przez długie miesiące i skończyło się na wbiciu topora wojennego. Jak wykaże chęć zrozumienia i odkręcenia chociaż ze dwóch-trzech ostatnich afer, to ja zastanowię się, czy zmienić swój stosunek do niej - bezwzględnie będzie to jednak stosunek ostrożny, bo naciąłem się już zbyt wiele razy, żeby teraz jej ufać.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 05 marca 2018 - 20:15
    Robercie napisałeś cyt.: (...) jak ktoś przesadzi, to też jestem gotów przegrać, czy nawet poddać ze dwie - trzy bitwy, by potem wygrać całą wojnę. Musiałem się okopać i tak na pozycjach defensywnych trwać. (...) już nie mam ochoty się z nią w żadnej sprawie dogadywać - nie muszę w końcu.
    Teraz piłka jest po jej stronie."

    Robercie,
    Przeczytałam wszystko z wielką uwagą, jesteś bardzo szczery opisując to co czułeś, czujesz, jak widzisz to wszystko co zostało, choć właściwie śmiało mogę chyba napisać, że nie zostało niestety wiele, choć na pewno zostały Wasze dzieci. Dzieci, które obserwują Ciebie i Twoją byłą Żonę, dzieci, które wyciągają wnioski, które same uczą się przecież jak żyć, jak powinno rozwiązywać się w życiu sytuacje bardzo trudne. Jak robią to dorośli. Wiem, że nie masz ochoty się z nią dogadywać ... nawet się niespecjalnie dziwię, ale czy rzeczywiście nie musisz? Może nie musisz... w sumie niczego nie musisz, jesteście po rozwodzie... sam piszesz, że teraz Ona to dla Ciebie obcy człowiek. Z tym niestety nie mogę się zgodzić. Czy tego chcesz czy nie ona nie jest i nie będzie obcym człowiekiem. Jest kobietą, o której gdzieś wcześniej napisałeś "była kobietą mojego życia".
    Jaką wojnę chcesz wygrać Robercie? Z nią już niczego nie wygrasz ani nie przegrasz. Ten etap jest zamknięty. Jeśli rozważać cokolwiek w kategoriach wygranej to wygraną będzie na pewno Twoja współpraca w sprawie wychowania dzieci.
    To trochę tak jakbyś Ty miał teraz jedną piłkę, a Twoja Żona drugą i zamiast przerzucać te piłki między sobą zacznijcie po prostu grać wspólnie z dziećmi. Jeśli na początku nie da się razem to spróbuj naprzemiennie... naprawdę warto, zważywszy na fakt, że jeszcze do niedawna byliście normalną rodziną, bez awantur i patologii.
    Posiedź sobie w tych okopach... obmyślaj jednak strategię pt. JESTEM NAJFAJNIEJSZYM TATĄ NA ŚWIECIE.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 06 marca 2018 - 07:48
    ~Aniołek napisał:

    że teraz Ona to dla Ciebie obcy człowiek. Z tym niestety nie mogę się zgodzić. Czy tego chcesz czy nie ona nie jest i nie będzie obcym człowiekiem. Jest kobietą, o której gdzieś wcześniej napisałeś "była kobietą mojego życia".
    Jaką wojnę chcesz wygrać Robercie?
    (..) naprawdę warto, zważywszy na fakt, że jeszcze do niedawna byliście normalną rodziną, bez awantur i patologii.
    Posiedź sobie w tych okopach... obmyślaj jednak strategię pt. JESTEM NAJFAJNIEJSZYM TATĄ NA ŚWIECIE.



    Prawnie całkowicie obcy, mentalnie... no cóż ;-)... to już kwestia bardzo indywidualnego spojrzenia na sprawę i tych zależności jakie uda się wspólnie wypracować. Na dzień dzisiejszy wszelkie sentymenty zniknęły, a raczej zostały zniszczone. Była kobietą mojego życia i miałem nadzieję, że u jej boku się zestarzeję. Tak się nie stało, chciałem w takim razie zachować jakieś przyjacielskie, czy może chociaż koleżeńskie relacje - nie dało się. Każde moje wypowiedziane zdanie bywało przepuszczane przez dziwny filtr - to groteskowe. Okazało się, że się bardzo pomyliłem - dość, że odeszła i zdewastowała całą budowlę mojego życia, chciała zatruć to, co mi zostało po dewastacji, jaką przeprowadziła.
    Jaką wojnę chcę wygrać...? A no wojnę o moją niezależność od jej toksycznej osobowości. I tylko tyle. Nie interesuje mnie, co ona sobie tam robi w wolnych chwilach, czym się interesuje, co ją zajmuje i jakie ma problemy. Interesuje mnie tylko tyle, by już więcej nie usiłowała swoich zaniedbań i własnej bezmyślności przerzucać na mnie - o to cały czas toczyła się batalia. Wydawało się kobiecie, że nadal będę na podorędziu i wszelkie jej bolączki będę wspaniałomyślnie brał na swoje barki - NIE BĘDĘ !!! Dość się nadźwigałem na swoich barkach jej roztargnienia, niedbalstwa, czy wręcz niechlujstwa za dawnych czasów. Teraz - kiedy jesteśmy formalnie obcy - już nie czuję się do tego ani zobowiązany, ani nie mam na to najmniejszej ochoty.
    Teraz pozostaje przesłanie ostatniego zdania (pięknego zdania i bardzo Ci dziękuję, że ono tu padło) - posiedzieć w okopach i obmyślać strategię jak być owym najlepszym tatą na świecie. To jest kwintesencja.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek
    ~Aniołek
    Napisane 06 marca 2018 - 09:47
    Robercie napisałeś cyt.:
    "Teraz pozostaje przesłanie ostatniego zdania (pięknego zdania i bardzo Ci dziękuję, że ono tu padło) - posiedzieć w okopach i obmyślać strategię jak być owym najlepszym tatą na świecie. To jest kwintesencja."

    Robercie,
    Tak, masz rację to jest kwintesencja. Takie myślenie naprawdę pomaga skierować spojrzenie w innym i dużo istotniejszym kierunku. Na pewno nie chodzi o to, by teraz całe swoje życie podporządkować dzieciom, by żyć nie daj Boże ich życiem, ale obmyślenie strategii jak być najlepszym tatą/mamą jest naprawdę bardzo mądrym, a przede wszystkim konstruktywnym pomysłem w całym tym zamieszaniu.
    Wiesz miałam i mam to szczęście, że przez mój dom zawsze przewijało się i nadal się przewija całkiem sporo ludzi. Wszystkie koleżanki i koledzy naszych dzieci lgną do nas, często wpadają bez zapowiedzi, opowiadają naprawdę różne historie, proszą o radę, czasami chcą być po prostu wysłuchani. W ich domach układa się różnie i to nie są patologiczne rodziny. Niezależnie od tego czy rodzice są po rozwodzie czy nie są przewija się jeden motyw... BO MOICH RODZICÓW TO NIE INTERESUJE, BO ONI NIE MAJĄ CZASU I SĄ ZAJĘCI SOBĄ.
    Doświadczenia rozmów z obcymi dzieciakami, dla których czujesz, że jesteś autorytetem skłaniają naprawdę do głębokiej refleksji.
    Zastanawiasz się wówczas jakim jesteś rodzicem? Jakim chciałeś/chciałaś być a jakim naprawdę jesteś?
    Relacja z byłym mężem czy z byłą żoną jest taka lub owaka :-), czasami po prostu nie można inaczej jak odciąć się od wszelkich kontaktów, ale relacja z dzieciakami to coś o co warto zadbać niezależnie od tego w jakim wieku mamy dzieci.

    Ja zapytałam syna jak wyobrażałby sobie spotkania z Tatą, zapytałam czego potrzebuje, nie narzucałam niczego. Odpowiedział mi, że chciałby czasami spotkać się tylko z nim tak sam na sam, pogadać tak od serca... ale czasami chciałby żebyśmy razem usiedli wszyscy przy stole jak dawniej i przegadali jakiś problem wspólnie. I tak się dzieje.
    Staram się nauczyć dzieci, że nie mamy wpływu na wiele rzeczy w życiu, ale przejmować się należy tym, na co mamy wpływ. To bardzo bardzo trudne.



    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Kowal
    ~Kowal
    Napisane 07 marca 2018 - 13:00
    A ja się kurde właśnie zastanawiam jak mam być najlepszym tatą na świecie skoro dzieciaki nie mieszkają ze mną a z matką-wariatką? A wariatka ogranicza kontakty z ojcem do minimum i ciągle ma jakieś pretensje byle bić pianę. Nawet jak jej nie widzę to słyszę co mówią dzieciaki. Sądy z reguły przyznają opiekę matkom i nikogo nie obchodzi czy to dobre czy złe rozwiazanie. No bagno Panowie i Panie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 07 marca 2018 - 14:08
    No właśnie ta matka - wariatka...
    Moja ex trochę z tonu spuściła, ale na początku też dawała czadu. Nie wiem jakie masz dzieci, jak są malutkie, to jest faktycznie problem, moje są już starsze, a matka też sama zauważyła, że ojciec jest dzieciom potrzebny i ona sama im go nie zastąpi. Ograniczeniem teraz jest wstrzelenie się z kontaktami między inne sprawy i sam dojazd - gdzie muszę godzinę w jedną stronę.
    No wesoło nie jest i wszystko zależy kogo tak naprawdę masz po drugiej stronie - jak dogadać się nie da, to niewiele zrobisz. Znam przypadek kiedy ojciec jeździł z południa Polski na północ, żeby się z własną córeczką zobaczyć, a tam mu jej w ogóle nie pokazywali - po prostu gdzieś ją zabierali i pod umówionym adresem jej nie było. No dramat.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 07 marca 2018 - 14:08
    No właśnie ta matka - wariatka...
    Moja ex trochę z tonu spuściła, ale na początku też dawała czadu. Nie wiem jakie masz dzieci, jak są malutkie, to jest faktycznie problem, moje są już starsze, a matka też sama zauważyła, że ojciec jest dzieciom potrzebny i ona sama im go nie zastąpi. Ograniczeniem teraz jest wstrzelenie się z kontaktami między inne sprawy i sam dojazd - gdzie muszę godzinę w jedną stronę.
    No wesoło nie jest i wszystko zależy kogo tak naprawdę masz po drugiej stronie - jak dogadać się nie da, to niewiele zrobisz. Znam przypadek kiedy ojciec jeździł z południa Polski na północ, żeby się z własną córeczką zobaczyć, a tam mu jej w ogóle nie pokazywali - po prostu gdzieś ją zabierali i pod umówionym adresem jej nie było. No dramat.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty