Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Romans i zdrada

Zdradziłem żonę - czy mam się przyznać?

Rozpoczęte przez ~Krzysiek, 11 gru 2011
  • ~gość
    ~gość
    Napisane 14 listopada 2016 - 18:49
    Dzięku-jemy.
    Mam nadzieję, że nie tylko ja.
    :)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~72*C
    ~72*C
    Napisane 14 listopada 2016 - 18:57
    ~gość napisał:
    Dzięku-jemy.
    Mam nadzieję, że nie tylko ja.
    :)

    Pleasure is all mine, babe.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Carol
    ~Carol
    Napisane 10 grudnia 2016 - 09:26
    bardzo racjonalnie zgadzam się w 100%

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~zdradzona żona
    ~zdradzona żona
    Napisane 21 stycznia 2017 - 16:56
    Zgadzam się z Tobą.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~żona
    ~żona
    Napisane 21 stycznia 2017 - 19:02
    To przez takie jak wy cierpia rodziny, nie tylko zony

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Bartass
    ~Bartass
    Napisane 31 stycznia 2017 - 20:42
    Jak ktoś może twierdzić,że kocha swoją żonę,i zwala na alkohol fakt,że ją zdradził.Oczywiście,że jej nie kocha.Powiedzieć,czy nie powiedzieć? Po zdradzie to nie ma tak naprawdę to żadnego znaczenia na dłuższą metę.Związek jest już "uszkodzony".

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Loona
    ~Loona
    Napisane 02 czerwca 2017 - 11:58
    Zabiorę głos jako kobieta :) zdradzający Panowie, świetnie Was rozumiem. Ja zdradziłam męża przez bardzo kiepski seks. Długo wytrzymywałam, do czasu. Zanim pojawią się pytania: tak, kocham go i nie mam zamiaru zostawić, zdobywam to, czego nie mam w domu na zewnątrz. Nie wikłam się w romanse, bo tego mi nie potrzeba. Kolejna rzecz: nie powiem mu tego, bo po co? Gdyby on mnie zdradził, również wolałabym tego nie wiedzieć. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Szczerze mówiąc wolałabym nawet, żeby mnie zdradził, być może po nowych doświadczeniach nabrałby wprawy. Pozdrawiam

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Szkoda gadać
    ~Szkoda gadać
    Napisane 03 czerwca 2017 - 02:10
    Loona, twoje podejście do małżeństwa i do partnera jest czysto przedmiotowe. Pisząc "kocham go" nie masz pojęcia o czym piszesz.
    Seks dla niego z Tobą jest tak samo kiepski jak dla Ciebie. Bo nie może być dobrego seksu z kimś, kto chce tylko brać i oczekuje czytania w myślach. Facet sie wypala i ze stresu blokuje. Bo cały seks w jego małżeństwie sprowadza się do tego, że ma się postarać - ot wygodna, egoistyczne postawa kobiety. Już sam ten egoizm wyklucza miłość. Cynizmem jest mówić "kocham go, niech mnie wreszcie zdradzi, to może coś wniesie w nasz seks".
    Ty zdradzasz. I widzisz coś?
    Wolisz by zdradził zamiast samą zacząć nad waszym seksem, razem z twoim mężem, pracować. Wolisz by ktoś Cię wyręczył. A jak nie to... to problem Twojego męża ze taka dupa, bo przecież nie twój? Wieje, doprawdy miłością..
    A jak zdradzi i jakaś kobieta odkryje w seksie z nim to, czego Ty nie widzisz i nie doceniasz, to co? Droga wolna, prawda? Czy może ma zdradzić ale tylko pod warunkiem, że się podzieli tym czego się nauczy?
    Co tu jest wyrazem miłości do męża?
    Co do romansu z kolei: uwierz, ani się obejrzysz... Dla Twojego męża może jedyny ratunek - będzie wolny, z szansą na nowe życie. Ale najpierw przejdzie piekło. Już przechodzi. Bo nawet jeśli nie wie, to może czuje. Zdradzający naprawdę nie doceniają siły współodczuwania - to, że sami mają jego niedobór sprawia, że wychodzą z założenia, że każdy tak ma. Otoz nie, nie ma. I tu problem : czy mimo niedoboru empatii Loona to wszystko zrozumie?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Loona
    ~Loona
    Napisane 03 czerwca 2017 - 18:01
    Nie wiem, czy dla niego jest kiepski, to on ma orgazm, ja nie, to on chce, ja nie. Seks z nim jest dla mnie po prostu niekomfortowy, czasem wręcz boli, bo mąż nie ma wyczucia w niczym.
    Próbowałam mówić, sugerować, naprowadzać, nic to nie dało i tak było od zawsze. Być może jestem kiepską nauczycielką, ale podchodzę do tego w ten sposób - nikt nie może być najlepszy we wszystkim.
    Kolejna rzecz - nie dopasowaliśmy się tylko w seksie. Wolę być z kimś niedopasowanym tylko w seksie, niż z kimś, z kim dogaduję się tylko w łóżku. Dodam, że zanim zdradziłam nie uprawialiśmy seksu ponad rok. Kto wie, może on w tym czasie zaspokajał się gdzie indziej? Nie wnikam. Mój mąż o moich wyskokach też nie wie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Szkoda gadać (a może nie)
    ~Szkoda gadać (a może nie)
    Napisane 05 czerwca 2017 - 14:43
    Mówisz że Ty nie musisz być dobrą nauczycielką bo "nikt nie może być najlepszy we wszystkim" a jednocześnie twój mąż musi być dobry w seksie, bo dla Ciebie to ważne, bo skoro nie jest, to go zdradzasz.
    Skoro on zawsze był kiepski i zawsze bez wyczucia, to jakim cudem za niego wyszłaś i jakim cudem przy nim jesteś? Bo we wszystkim innym się dogadujecie?
    Więc po pierwsze, wrażenie jest takie, że nie kochasz jego, lecz kochasz go mieć.
    Po drugie: czy doprawdy się dogadujecie? On ani nie wie, że nie cierpisz seksu z nim, ani nie ma pojęcia że go zdradzasz... To nazywasz dogadywaniem się? Sorry, Ty mu nie dajesz szansy na to, by zajął swoje stanowisko w tej sprawie a tym samym w sprawie całego waszego związku. Ty nie wiesz co on o tym myśli, przyjmujesz jedną zakładaną przez ciebie możliwość, że on też Cię zdradza, za pewnik, ale nawet tego nie wiesz. Zgadzasz się na to, tylko że on o tym nic nie wie. Jeśli we wszystkim doskonale dogadujecie się, i w to wierzysz i na tym budujesz swój obraz waszego związku, to dlaczego nie powiesz mu o seksie i zdradach? Bo się boisz, że by tego nie zrozumiał i nie zaakceptował? Więc to nie jest jego decyzja. Więc nie, nie dogadujecie się, bo podstawą porozumienia jest szczerość i uczciwość we wszystkim, co dla związku jest ważne. Dla małżeństwa seks jest ważny. "Tylko seks" przestaje być tylko seksem w momencie, gdy prowadzi do łamania zasad partnerstwa, a tymi, jeśli tego inaczej nie "dogadaliście", są m.in. wierność, uczciwość, zaufanie.
    Teraz może w twoim odczuciu to bzdury oderwane od życia, ale przyjdzie dzień, gdy będziesz musiała dokonać wyboru i wtedy okaże się, że jedna z dróg - droga powrotu i naprawienia wszystkiego - będzie dla Ciebie w twoich oczach niemożliwa do pokonania. Bo oznaczać będzie szczerość i odbudowę zaufania. A jak tu powiedzieć mężowi o wszystkich nagromadzonych latach zdrady? Jak tu uwierzyć, że zrozumie, wybaczy, że będziecie znowu razem szczęśliwi, jeśli nie potrafisz o tym rozmawiać teraz? Nauczony umysł będzie chciał znowu wybrać drogę ucieczki, jak wybiera dziś. Będziesz miała siłę to pokonać? Jeśli tak, to dlaczego nie zrobisz tego już? Jeśli nie lub jest Ci to obojętne, to dlaczego nie zrobisz tego już? Zbudowałaś cały system samousprawiedliwień, ale czy one pomogą w decydującym momencie? Przyjmujesz założenia jak radzi sobie mąż i co on czuje i co przeżywa, ale to tylko twoje założenia, żadna prawda.
    Nie jest istotne jak radzi sobie z tym mąż tak długo, jak długo tego nie wiesz. I jak długo tego nie wiesz, nie jest to prawdą. Jedyną prawdą i rzeczywistością na którą masz wpływ jest to, co Ty robisz i czujesz.

    Nic mi do tego by budzić czyjś umysł do myślenia. Weźmiesz co zechcesz. To jest twoja odpowiedzialność za własne życie. Trudno tylko w milczeniu patrzeć, jak ktoś popełnia te same błędy, wiedząc, dokąd prowadzą. Chociaż może konieczne jest upaść na samo dno, by móc się od niego odbić. W takim przypadku pozostaje życzyć wiele siły.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Loona
    ~Loona
    Napisane 05 czerwca 2017 - 22:22
    Skąd założenie, że wymagam od męża bycia dobrym kochankiem? Nie, nie wymagam. Jak już napisałam, nie można być najlepszym we wszystkim. Kiedyś z mężem żartowaliśmy na temat zdrad, to mi powiedział ze śmiechem, że jeśli kiedykolwiek by zdradził, to nigdy bym się nie dowiedziała. Zresztą sama mu wtedy powiedzialam, że wolę nie wiedzieć. Dla mnie to potem była wskazówka i tym się teraz kieruję.
    Jak mówiłam - wolę być z kimś z kim nie dogaduję się w łóżku (a to można nadrobić na zewnątrz) niż z kimś, z kim dogaduję się jedynie w łóżku. O ile związek bez seksu (albo z seksem na zewnątrz) jest w stanie przetrwać (jest dużo przykładów choćby w tym wątku), tak zdrada emocjonalna najczęściej prowadzi do rozstań.
    Ty masz swoją wizję miłości, w której próbujesz mnie umieścić. Wybacz, że nie spełniam jej kryteriów. Nie dbam o to.
    Jemu nie powiem, bo tak samo ja nie chciałabym dowiedzieć się o jego skokach w bok. Nie przeszkadza mi myśl, że mogą istnieć, ale nie chcę mieć pewności. Oszukuję się? Być może. Wolę się oszukiwać i mieć spokój. Wiedza o zdradzającym mnie mężu nie jest mi do szczęścia potrzebna (wręcz przeciwnie). Tak jak jemu. I jeszcze jedno: nigdzie nie napisałam, że wiem, że mnie zdradza. Pisałam "jeśli mnie zdradza".
    Wiesz na czym polega nasze dogadywanie się? Na tym, że dogadujemy się w poruszanych przez nas sprawach. Wszystkich poruszać nie musimy.
    Szczerość i odbudowa zaufania oznacza, że najpierw trzeba będzie to stracić. Po to ja nie chcę wiedzieć o jego teoretycznych zdradach, i po to jemu nie mówię o swoich. Po co mam mu fundować cierpienie? Zależy mi na jego dobrym samopoczuciu.
    Wiem, wiem, zaraz mi będziesz mówić, że go zdradzam, więc mi nie zależy. Zależy mi również na moim dobrym samopoczuciu :)
    Na koniec: nie oczekuję Twojego zrozumienia. Kierujemy się kompletnie innymi wartościami i rozumujemy miłość inaczej. Ja nie mam tendencji do idealizowania.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~A może nie
    ~A może nie
    Napisane 06 czerwca 2017 - 00:42
    Loona, moje zrozumienie nie jest dla Twojego życia istotne, więc absolutnie rozsądnym jest z twej strony, że go nie oczekujesz.
    Mniej rozsądnym jest brać za potwierdzenie swoich wyborów przykłady z wątków portalu tego czy innych. To tylko zbiór zapisków z krótszych lub dłuższych chwil czyichś żyć, zawsze z perspektywy jednej strony i nigdy zapis całego życia, od początku do końca. Niczego nie dowodzi, jest tylko obrazem.
    Doskonale zdaję sobie sprawę, że to co piszę do Ciebie nie przemawia. Skupiasz się na różnicach w postrzeganiu i podejściu, tyle że postrzeganie i podejście nie zmienia istot rzeczy.
    Skłonności do idealizowania wyzbyłem się, nie ukrywam, zmuszony rzeczywistością i nie bez bólu. To, o czym Ci mówię, dyktuje mi doświadczenie osoby, ktora przed laty miała takie samo podejście jak Ty dziś. Dziś nie ma związku, pozostał tylko żal tego co i jak się zrobiło, czego brakło, co jest ważne, co się straciło. Jest takie przysłowie, że lepiej uczyć się na cudzych błędach. Problem z tą nauką polegaTo jest twoja odpowiedzialność za własne życie. Na tym, że w momencie popełniania błędu nie widzimy tego jako błąd. Więc ja tylko mówię: moje życie pokazało mi, że to jest błąd. Co z tym zrobisz - twoja sprawa. Nie próbuję Cię zrozumieć i nie zależy mi na tym, żebyś mi coś udowodniła. Dla mnie to już się wydarzyło, niezależnie od Twojego postrzegania rzeczy i niezależnie od milionów postów na milionach portali. Jestem tylko znakiem drogowym "Uwaga, zakręt ". Możesz polemizować, możesz zignorować, zakręt pozostanie zakrętem.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~A może nie
    ~A może nie
    Napisane 06 czerwca 2017 - 00:42
    Loona, moje zrozumienie nie jest dla Twojego życia istotne, więc absolutnie rozsądnym jest z twej strony, że go nie oczekujesz.
    Mniej rozsądnym jest brać za potwierdzenie swoich wyborów przykłady z wątków portalu tego czy innych. To tylko zbiór zapisków z krótszych lub dłuższych chwil czyichś żyć, zawsze z perspektywy jednej strony i nigdy zapis całego życia, od początku do końca. Niczego nie dowodzi, jest tylko obrazem.
    Doskonale zdaję sobie sprawę, że to co piszę do Ciebie nie przemawia. Skupiasz się na różnicach w postrzeganiu i podejściu, tyle że postrzeganie i podejście nie zmienia istot rzeczy.
    Skłonności do idealizowania wyzbyłem się, nie ukrywam, zmuszony rzeczywistością i nie bez bólu. To, o czym Ci mówię, dyktuje mi doświadczenie osoby, ktora przed laty miała takie samo podejście jak Ty dziś. Dziś nie ma związku, pozostał tylko żal tego co i jak się zrobiło, czego brakło, co jest ważne, co się straciło. Jest takie przysłowie, że lepiej uczyć się na cudzych błędach. Problem z tą nauką polegaTo jest twoja odpowiedzialność za własne życie. Na tym, że w momencie popełniania błędu nie widzimy tego jako błąd. Więc ja tylko mówię: moje życie pokazało mi, że to jest błąd. Co z tym zrobisz - twoja sprawa. Nie próbuję Cię zrozumieć i nie zależy mi na tym, żebyś mi coś udowodniła. Dla mnie to już się wydarzyło, niezależnie od Twojego postrzegania rzeczy i niezależnie od milionów postów na milionach portali. Jestem tylko znakiem drogowym "Uwaga, zakręt ". Możesz polemizować, możesz zignorować, zakręt pozostanie zakrętem.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Loona
    ~Loona
    Napisane 06 czerwca 2017 - 15:49
    Trzeba było nie zdradzać, a potem się nie przyznawać, lub dobrze ukryć ślady. Problemów by nie było. Chyba, że los spłątał Ci figla w formie choroby, lub ciąży kochanki. Wtedy sprawy faktycznie mocno się komplikują.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~A może
    ~A może
    Napisane 06 czerwca 2017 - 23:50
    I tak doszliśmy do sedna sprawy. Że niezależnie od naszych wysiłków los płata figle. Nie w dwóch formach a w tysiącach, trudnych nam samym do wyobrażenia o przewidzenia. W efekcie pozostaje: "trzeba było nie zdradzać". "Było" - to musztarda po obiedzie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~łoskot
    ~łoskot
    Napisane 05 lipca 2017 - 12:31
    Na Twoim miejscu bym nic nie mówił - nie po to, żeby się wybielać czy coś ale zwyczajnie dlatego że tak nadszarpniętego zaufania nigdy już nie odbudujesz. Teraz pozostaje Ci się modlić żeby sama nie poznała że coś nie gra i nie wynajęła detektywa ze spy shopu który wygrzebie wiadomości do koleżanki typu: to nic dla mnie nie znaczyło, kocham swoją żonę - bo to i tak dowód przyznania się do winy. I jako facet który naprawdę kocha podobno żonę radzę o tej zdradzie nigdy nie zapominać ale wyciągnąć z niej wnioski - jestem słaby, muszę się zmienić. I chcę dla żony jak najlepiej, zrobię wszystko, żeby czuła się kochana. I nie z poczucia winy, tylko dlatego, że ona na to po prostu zasługuje.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Zły
    ~Zły
    Napisane 07 lipca 2017 - 15:34
    „Czy mam się przyznać, czy nie” – to po prostu zakłamane pytanie.
    Zdradzając zniszczyłeś zaufanie bez względu na to, czy się przyznasz, czy nie. Pytanie: czy umiesz z tym dalej żyć w tym samym związku, czy nie.
    Co znaczy żyć nie mówiąc? Wokół jednego przemilczenia musisz z czasem budować mur kłamstw. Małych, dużych – nie ważne. Możesz to robić w dobrej wierze, postanawiając mocno, że już nigdy nie zdradzisz. Ale raz po raz mogą się zdarzyć momenty, gdy krew się w tobie zagotuje, a serce skoczy ci do gardła, bo pojawi się niespodziewanie coś, co może zdemaskować twój wyskok. Lub twoja partnerka (twój partner) powie coś, co sprawi, że będziesz gorączkowo zastanawiał się czy ona (on) wie. Jest szansa, że nigdy się nie wyda, ale jest też taka sama szansa, że któregoś dnia przyjdziesz do domu zobaczysz jej (jego) wzrok i od razu zrozumiesz – on (ona) już wie.. Możesz wtedy tłumaczyć, że to był tylko raz, że przez cały czas potem naprawiałeś (-łaś) to, tyle że... dlaczego ona (on ) miałaby tobie zaufać, uwierzyć? Zostaniesz rozebrany z każdego kłamstwa,każde twoje słowo, zanim wysłuchane, będzie rozważane : prawda czy kolejne kłamstwo? I, paradoksalnie, im więcej czasu minęło, tym więcej ma zdradzony do podważenia. Odbudujesz zaufanie, dasz radę to przejść, ona (on) da radę to przejść?
    A to tylko ten „pozytywny” czy też „lekki” wariant twojej zdrady. Co w przypadku, gdy zdradziłeś, nie powiedziałeś, ale też niczego nie zmieniłeś w swoim podejściu do związku: zdradzasz dalej, wiedziesz podwójne życie? Ten sam cyrk, co przy jednorazowym wyskoku, tylko niszczenie wszystkiego na maksa, z robrajającą obojętnością czy zakłamaniem, że to dla dobra związku... Jakiego związku?? Pytasz gdzieś w obojętnym internecie obojętnych tobie ludzi, którym i ty jesteś obojętny, czy masz się przyznać, czy nie... Po co?? Jedynie po to, by na chwilę uciszyć swoje sumienie, by na chwilę się rozgrzeszyć, usprawiedliwić. Zadając pytanie, czy masz się przyznać, czy też nie, przechodzisz nad samym faktem zdrady do porządku dziennego i każdy inny, kto chce zabrać głos w tej sprawie, ma też tak zrobić. Nie roztrząsać, nie pytać. I tak naprawdę chodzi o to, żeby partnerka(partner) też nie roztrząsali, nie pytali. A to możesz osiągnąć jedynie (i tylko na krótką metę) nie mówiąc o zdradzie Więc.. pytanie czy mówić, czy nie, nie ma sensu – bo ty wiesz, że nie chcesz powiedzieć. Tu nie chodzi o odpowiedź na to pytanie. Tu chodzi o usprawiedliwienie przez innych bez mówienia o tym temu, kto rzeczywiście został (czy też nieustannie jest) zraniony.

    Bez względu na to, czy przypadek „ciężki” czy „lekki”, nie mówiąc o swej zdradzie, od momentu zdrady budujesz swój związek już tylko na cienkiej skorupie lodu. W każdej chwili to, co jest twoim związkiem, może runąć. Po co więc go budujesz? Po co zabierasz komuś życie karmiąc go złudą? Dla dzieci? Bez sensu. Bo kiedyś ten zamek runie – kłamstwo ma naprawdę krótkie nogi. I co mają wtedy dzieci z tym zrobić? Równie dobrze możesz je już wziąć na stronę i powiedzieć: Słuchajcie, zdradziłem waszą mamę/waszego tatę, ale nic jej/jemu nie mówcie! Widok ich min – bezcenne...

    Chodzi tylko o zyskanie na czasie. Tylko o zbudowanie swego obrazu, który ma dać poczucie, iż ktoś może być po twojej stronie, gdy już rzecz się wyda. Dzieci, bliscy, przyjaciele.. By ktoś powiedział: ale starał / starała się... Chociaż tyle. I aż tyle.
    I nie zdajesz sobie sprawy, jak wiele osób poza twoją żoną/mężem może poczuć się oszukanym, gdy decydujesz się nie mówić..

    Oczywiście, istnieje jeszcze trzecia możliwość – jesteś do cna bezduszny/-a i zakłamany/-a i masz głęboko gdzieś, co inni uważają, czują, przeżyją. Ale wtedy pytanie „mówić czy nie” nie ma w ogóle sensu podobnie jak i odpowiadanie na nie.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~MalaMi7
    ~MalaMi7
    Napisane 02 listopada 2017 - 12:04
    Mój prawie były mąż kiedy zdradził pierwszy raz mial wyrzuty sumienia - przyznał sie ze łzami w oczach wybaczylam, nigdy więcej nie wróciłam do tematu - efekt uznał to na moje przyzwolenie na sex bez emocji co poskutkowało tysiącem kochanek, kręceniem filmów porno itp. Róznie bywa z tym przyznaiem i wybaczeniem. Najczęściej mężczyżni się przyznają aby zrzucić odpowiedzialnośc na żonę. Oczyścić się i grzeszyć dalej.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Olka
    ~Olka
    Napisane 09 listopada 2017 - 11:10
    Jestem kobietą i podzielam zdanie panów którzy się wypowiadali . Nie mów ani słowa !!! Kobeita nawet jak to przyjmnie do wadomości i zdecyduję się " wybaczyć " to zawsze użyje tego przeciwko Tobie wszędzie i o każdej porze !! Źle zrobiłeś byłeś pijany itd , zapomnij

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry
poprzednia
6 7 8 9 10 11 12 13 14 15
Strona 15 z 10
poprzednia Strona 15 z 15
Advertisement

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty