Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Czy jesteś odpowiedzialny za swoje szczęście?

Męska psychologia

Przeprogramuj swój mózg, by postrzegać świat w jasnych barwach. Optymizm ochroni cię przed depresją, zapewni lepsze zdrowie, wyższe osiągnięcia i dłuższe życie, może czasem za cenę nieco mniejszego realizmu – głosi Martin Seligman, papież psychologii pozytywnej. A wiadomo, że papież nie myli się nigdy. Ale czy na pewno?

Tagi: depresja , coach , pozytywne myślenie , pozytywne nastawienie , samorozwój , samobójstwo

pozytywne myślenie a samobójstwa
Bezkrytyczne pozytywne nastawienie może prowadzić do depresji a nawet samobójstwa

Kim Marcin Luter był dla Kościoła, tym Svend Brinkmann jest dla psychologii pozytywnej – heretykiem, obrazoburcą, buntownikiem. Obala dogmat, według którego trzeba wyobrazić sobie, jak wyglądałoby nasze życie bez ograniczeń, a wtedy zwiększymy swoje szanse na idealną pracę, dom z basenem i miłość jak z bajki. Wykładowca na Uniwersytecie w Aalborgu (Dania) twierdzi, że ulegając takim iluzjom fundujemy sobie frustrację. Bez skupienia się na tym, co negatywne, osuwamy się w coraz głębsze odmęty rozczarowania i absurdu – uświadamia profesor. Szkoda, że opamiętanie zwykle przychodzi po czasie.

Swoje nieortodoksyjne tezy Brinkmann wyłożył w przetłumaczonym na kilkanaście języków bestsellerze „Poczuj grunt pod nogami. Jak uciec z pułapki samorozwoju”. Książka przysporzyła mu tyluż zwolenników, co wrogów. Do krytyki zdążył się przyzwyczaić dużo wcześniej. Po raz pierwszy ściągnął na siebie gromy z 10 lat temu, gdy ledwie zaczął sceptycznie wypowiadać się o psychologii pozytywnej. Najpierw od czci i wiary odsądził go kobiecy magazyn, potem dziennik „Berlingske Tidende”. Na domiar złego trzech duńskich naukowców zarzuciło mu publicznie nierzetelność i wysłało skargę do najwyższych władz uczelni. Na szczęście przełożeni Brinkmanna nie chcieli zachować się jak Święta Inkwizycja i oddalili oskarżenie.

Tyrania optymizmu

Z czym dokładnie walczy Brinkmann? Z przekonaniem, że szczęście jest naszym osobistym wyborem. Rzekomo nawet największy ponurak z pomocą sprawdzonych technik może zmienić swoją chmurną naturę w pogodną. Właśnie tak sprawę stawia psychologia pozytywna, której najwyższym kapłanem jest Martin Seligman, były prezes Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychologicznego. Jego zdaniem o sukcesie decyduje nie tyle to, co nas spotyka, ile właściwe przyjęcie uwarunkowań. Seligman zaleca optymistyczny styl wyjaśniania. W kryzysie trzeba widzieć szansę, w problemie wyzwanie, a w porażce lekcję. Kto zaś narzeka na swój los, pokazuje, że się nie chce rozwijać.

W ten nurt myślenia wpisują się poradniki typu: „Jak pokonałem stres – i co dzięki temu zyskałem”. Według Svenda Brinkmanna ludzie pokroju Seligmana zbyt dużo oczekują od zwykłych śmiertelników. „Nie dość, że przeżywamy stres czy zapadamy na choroby, a w końcu umieramy, powinniśmy do tego uważać, że to pouczające i wzbogacające doświadczenie” – nie kryje ironii Duńczyk. Społeczeństwo nie lubi, gdy jesteśmy przygnębieni i smutni, każe nam robić dobrą minę do złej gry. Tę presję skandynawski autor nazywa tyranią pozytywności. Jednym z jej przejawów jest „obwinianie ofiary”. Polega to na tym, że „wszelkie formy ludzkiego cierpienia lub niemocy tłumaczy się faktem, iż dana osoba nie miała wystarczająco optymistycznego i pozytywnego podejścia do życia”. Innymi słowy: przyciągamy do siebie swoje przeznaczenie – jeśli masz raka, najwidoczniej skupiałeś się na negatywnych aspektach egzystencji. Brinkmann domaga się przywrócenia ludziom prawa do wyrażania opinii, że coś jest złe, również wtedy, gdy z narzekania nie wynika nic konstruktywnego.

Nie myśl o białym niedźwiedziu

Jak przejść na jasną stronę mocy? Szkoły są dwie. Pierwsza wzywa do odwracania uwagi od tego, co negatywne. Jeśli podpadłeś szefowi, spłukałeś się w kasynie lub żona zagroziła ci rozwodem, po prostu o tym nie myśl. Pogrążając się w pesymistycznych rozważaniach, jeszcze bardziej sobie zaszkodzisz. Brzmi rozsądnie, prawda? Szkopuł w tym, że metoda ta przynosi skutek odwrotny do zamierzonego.

Słyszeliście anegdotę o Fiodorze Dostojewskim i białym niedźwiedziu? Jeśli pisarz chciał kogoś zdenerwować (a zwykle był to jego brat), proponował mu, by przez minutę starał się nie myśleć o białym niedźwiedziu. Kto przyjmie wyzwanie, po kilku sekundach zorientuje się, że w starciu z polarnym misiem w swojej głowie jest bez szans. O niczym innym nie będzie myślał, tylko o przeklętym białym niedźwiedziu. Podobnie jest z każdą próbą wyrugowania z umysłu wszelkich smutków, obaw i zmartwień: one nie tylko nie znikają, ale stają się silniejsze – uzmysławia Oliver Burkeman, autor książki „Szczęście. Poradnik dla pesymistów”.

Drugi nurt pozytywności każe koncentrować się na tym, co dobre. Nie wszystkim przychodzi to naturalnie. Od czego są jednak tzw. afirmacje? Zaleca się nam powtarzanie formułek, że jesteśmy wspaniali i wyjątkowi, a nasze życie zmienia się na lepsze. Ale to również nie działa. Optymistyczne frazesy („nikt mnie nie pokona”, „wszystko mam pod kontrolą”, „czuję się coraz młodziej”) wprawiają zdołowane osoby w euforię, ale potem czują się one dużo gorzej – ostrzegają psycholodzy z kanadyjskiego Uniwersytetu w Waterloo. Każda niezasłużona pochwała – argumentują – wywołuje stwierdzenie przeciwne: tak naprawdę jestem do niczego i nic mi się nie uda. Wtedy rozwiewają się wszystkie pozytywne iluzje – o błyskotliwej karierze, obrzydliwie dużych pieniądzach i romansie jak z Harlequina, do których namawia Seligman.

Od euforii do samobójstwa

Dlaczego wmawianie ludziom, że szczęście jest kwestią nastawienia i wyboru, powinno być zabronione? Bo prowadzi do depresji i zwiększonej liczby samobójstw – ciekawie odpowiadał o tym na konferencji TED Alain de Botton, kolejny wybitny krytyk wariactw spod znaku psychologii pozytywnej. „W rozwiniętych krajach indywidualistycznych jest więcej samobójstw niż w jakiejkolwiek innej części świata. Jednym z powodów jest fakt, że ludzie odbierają wszystko, co się im przydarza, bardzo osobiście. Czują się autorami swojego sukcesu, ale też porażki” – wyjaśniał de Botton. Ujmując to inaczej: jeśli szczęście jest naszym osobistym wyborem, to brak szczęścia jest naszą osobistą odpowiedzialnością. Najwidoczniej za mało pracowaliśmy nad przeprogramowaniem mózgu, który jest przecież niezwykle plastyczny. Nie dorośliśmy do swoich marzeń.

Gdy w dawnych czasach ludzie za swoje klęski obwiniali Pana Boga, państwo lub krwiożerczych kapitalistów, dziś obwiniają tylko siebie. Dopuścili się najgorszej z możliwych zbrodni: pozostania przy swoim negatywnym nastawieniu. Oczywiście, nie ma zbrodni bez kary – tę zaś muszą wymierzyć sobie sami.

„Niebo to dobre miejsce dla naiwnych, ale tu ich nie ma, wymiotło wszystkich aż do dna…” – śpiewał Jacek Skubikowski. Oby jego słowa okazały się prorocze. Na szczęście są odważni przeciwnicy religii pozytywności, iluzji raju na ziemi. Obrazoburcy w rodzaju de Bottona, Burkemana czy Brinkmanna przywracają nam rozsądek i grunt pod nogami.

Miro Konkel

 

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook