Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Wspaniała piątka grunge’u. Nirvana, Pearl Jam i dużo więcej!

Muzyka
|
20.11.2021

Z grunge’em trochę jest tak, że albo się go kocha, albo nienawidzi. Niezależnie od punktu widzenia trzeba oddać temu gatunkowi jedno – był objawieniem i rewolucją początku lat 90. w muzyce rockowej. I chociażby z tego powodu warto poświęcić mu nieco miejsca.

Tagi: rock , metal

Muzyka Wspaniała piątka grunge’u. Nirvana, Pearl Jam i dużo więcej!

Choć początki grunge’u datowane są na połowę lat 80. XX wieku, prawdziwa kumulacja przełomowych wydawnictw nastąpiła w okresie od 1990 do 1991 roku. Przez nieco ponad 12 miesięcy pojawiły się najważniejsze płyty, które zdefiniowały gatunek, a także nadały rozpędu jego popularyzacji na całym świecie. Na początku lat 90. to właśnie grunge stał się podstawą muzyki rockowej, odsyłając do lamusa chociażby jeszcze do niedawna szalenie popularny glam. Ta zmiana była nieoczekiwania i nastąpiła naprawdę szybko.

Choć grunge obecnie nie jest specjalnie popularny wśród młodych twórców, to co wydarzyło się cztery dekady temu, już na stałe wpisało się do historii muzyki rockowej, a tacy wykonawcy jak Nirvana, Alice in Chains czy Pearl Jam stali się legendami. Nie tylko grunge’u, ale szeroko rozumianego rocka. Wciąż są inspiracją dla nowych wykonawców, choć – jak wspomniałem – ich muzyka nie ekscytuje już tak bardzo, jak kilkadziesiąt lat temu.

Ten złoty okres grunge’u obfitował w dziesiątki świetnych wydawnictw. Kilka jednak znacznie wybijało się ponad przeciętną. W mojej ocenie definiujące dla całego gatunku są następujące płyty:

Alice In Chains – Facelift (1990)

Ponieważ lista jest chronologiczna, rozpoczynamy od debiutu zespołu Alice in Chains. Layne Staley, Jerry Cantrell, Mike Starr i Sean Kinney stworzyli wydawnictwo przełomowe, które było krokiem milowym w rozwoju grunge’u. Płyta wyprodukowana przez Dave’a Jerdena to surowe brzmienie łączące ze sobą wiele gatunków – po za oczywistym, również metal alternatywny oraz hard rock. Kluczem do sukcesu okazał się singiel „Man in the Box”, który regularnie – wraz z teledyskiem – pojawiał się w stacji MTV. Wtedy miało to ogromne znaczenie. Nikomu nieznany zespół zaczął zyskiwać popularność w całych Stanach Zjednoczonych, a o grunge’u zaczynało robić się naprawdę głośno. Choć Nirvana miała za sobą już wydawniczy debiut, dopiero w 1990 roku gatunek zyskał pokaźną grupę fanów, a to za sprawą znakomitej płyty od Alice in Chains i nieodżałowanego Layne’a Staleya.

Temple of the Dog – Temple of the Dog (1991)

Nirvana? Jeszcze nie czas! Najpierw Temple of the Dog, czyli wspólny projekt muzyków grunge’owych z Seattle, którzy postanowili spotkać się w studiu nagraniowym. Efektem tej współpracy jest absolutne mistrzostwo, jeśli chodzi o grunge. Płyta przełomowa, spójna i pełna znakomitych kompozycji. Ale nie powinno to dziwić – wspólnie zagrali bowiem Chris Cornell, Eddie Vedder, Jeff Ament, Stone Gossard, Mike McCready, Matt Cameron oraz Rick Parashar. Czy to mogło się nie udać? Album zatytułowany po prostu „Temple of the Dog” ukazał się w kwietniu 1991 roku i szybko doceniony został przez krytyków oraz fanów rocka. Obecnie uważany jest za dzieło kultowe. W pełni zasłużenie!

Pearl Jam – Ten (1991)

No i przyszedł czas na kolejny genialny debiut. Tym razem zespołu Pearl Jam, który – tak na marginesie – wciąż tworzy i występuje, ale jego twórczość nie ma obecnie zbyt dużego związku z grungem. Jednak w 1990 roku było to dzieło wpisujące się doskonale w rozwijający się gatunek. Najpopularniejsze pochodzące z niego utwory to „Even Flow”, „Black” czy „Oceans”, ale zdecydowanie największym uznaniem cieszą się (nawet obecnie) „Alive” oraz „Jeremy”. Zespół z Seattle rozpoczął swoją wydawniczą karierę doskonale, stawiając kolejny ważny krok w rozwoju muzyki grunge’owej. Płyta szybko została doceniona i przyniosła zespołowi Pearl Jam zasłużoną popularność.

Nirvana – Nevermind (1991)

Pozycja obowiązkowa! Drugi album Nirvany to dzieło wybitne z wielu powodów, o których pisałem przy okazji opublikowanego na łamach zestawienia wszystkich płyt zespołu. Cobain, Grohl i Novoselic osiągnęli artystyczne mistrzostwo, tworząc wydawnictwo przełomowe, które czczone jest przez fanów rocka aż do dziś. To właśnie na tej płycie znalazł się grunge’owy hymn – „Smells Like Teen Spirit”, ale również takie znakomite kompozycje jak „In Bloom”, „Lithium” czy „Polly”. W opinii wielu to nie tylko najlepszy album w dorobku Nirvany, ale również w całej historii grunge’u. Trudno mi z takim postawieniem sprawy polemizować...

Soundgarden – Badmotorfinger (1991)

Na koniec jeszcze jedna ikona grunge’u, czyli zespół Soundgarden. Ostatecznie zdecydowałem się wskazać ich trzeci album, który pojawił się w październiku 1991 roku. Wszystko dlatego, że jest on najbardziej spójny i wpisujący się w założenia gatunkowe. Jednocześnie jest najlepszym dowodem na to, jak ogromny progres zrobili muzycy względem swojego studyjnego debiutu – albumu „Ultramega OK” z 1988 roku. Lider formacji, Chris Cornell, napisał teksty do takich przełomowych utworów jak „Jesus Christ Pose”, „Rusty Cage” czy „Room a Thousand Years Wide”. Genialna płyta, która po prostu musiała znaleźć się na mojej liście!

Michał Grzybowski

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie