Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Czterdziestolatek na szosie. Etap 3. Sklep z zabawkami

Rowery

Rowery Czterdziestolatek na szosie. Etap 3. Sklep z zabawkami

Temat, który u wielu dorosłych facetów wywołuje wypieki na twarzy, a u naszych kobiet uśmiech politowania: gadżety. Kiedy już mamy upragniony rower, często zaczynamy kombinować, czym go wzbogacić i w jakie czujniki wyposażyć, żeby jeździć lepiej i szybciej. Czy to niezbędne? Absolutnie nie. Można po prostu wsiąść na rower i pojechać przed siebie – tak, jak robiliśmy to w dzieciństwie. Ale skoro XXI wiek przyniósł nam nieprzebrane zasoby nowych technologii, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby z nich korzystać i w efekcie jeździć mądrzej i bezpieczniej.

Tagi: sport dla faceta po 40. , rower dla faceta , velo 40+ , kolarstwo szosowe

Rowery Czterdziestolatek na szosie. Etap 3. Sklep z zabawkami

Trójkąt Bermudzki: prędkość, kadencja, moc

Złośliwi powiadają, że są trzy stopnie wtajemniczenia w kolarstwo: prędkość, kadencja i moc. Ja uważam, że o ile pomiar mocy rzeczywiście wymaga doskonałej świadomości tego, jak przy danym obciążeniu i w konkretnych warunkach reaguje nasz organizm, o tyle do tematu kadencji warto przymierzyć się od razu, bo jest to jeden z parametrów, dzięki któremu możemy szybko wypracować optymalną dla siebie technikę jazdy. A wówczas zaplanowany odcinek naturalnie przejedziemy szybciej, bo prędkość jest ostatecznie wypadkową wszystkich elementów jazdy.

O cóż zatem chodzi? Kadencja to rzecz jasna częstotliwość pedałowania, czyli po prostu liczba obrotów korby na minutę. Od indywidualnych preferencji kolarza będzie zależało, czy jeździ z większym obciążeniem, ale mniejszą kadencją – czyli po prostu pedałuje mocniej, na większym przełożeniu, czy kręci szybciej, ale z mniejszym obciążeniem. Ja osobiście najlepiej się czuję przy średnim obciążeniu i kadencji w przedziale 85-90 obrotów na minutę, co zazwyczaj pozwala mi osiągnąć na 80-100 km treningu średnią prędkość w okolicach 28 km/h.

No ale kadencję trudno mierzyć, nieustannie licząc w głowie obroty. Tu z pomocą przychodzi nam technologia, która pozwoli nam doposażyć rower w niezbędne czujniki i urządzenia, które przetwarzają i pokazują zbierane informacje. I tu zaczynają się schody: co wybrać?

Liczniki

Generalnie urządzenia pomiarowe można podzielić na trzy grupy: liczniki, komputery rowerowe i aplikacje do smartfonów. Liczniki z reguły należą do kategorii najprostszych urządzeń, których zadanie polega na prezentowaniu bieżących informacji: prędkości, kadencji, przejechanego dystansu dziennego i ogółem, czasu treningu itp. Niektóre, o ile są wyposażone w moduł Bluetooth, mogą się również komunikować z pulsometrem, którego stosowanie zdecydowanie polecam, zwłaszcza Facetowi po 40 ;) Decydując się na proste urządzenie zwróć uwagę na to, żeby czujniki były obsługiwane bezprzewodowo. Dane z niektórych liczników można gromadzić i analizować w komputerze, ale bardzo często podawane są w postaci prostych plików, np. csv, więc musisz naprawdę kochać excela…;)

Licznik rowerowy Sigma. fot. Materiały producenta

Komputery rowerowe

Od liczników odróżnia je przede wszystkim to, że z zasady są bezprzewodowe, znacznie łatwiej komunikują się z zewnętrznymi akcesoriami (komputer, smartfon itp.) oraz bardzo często wyposażone są w moduł GPS, pozwalający nie tylko zapisywać pokonaną trasę, ale też wcześniej ją precyzyjnie planować. Najbardziej zaawansowane modele udostępniają również takie udogodnienia, jak live-tracking, dzięki któremu ty będziesz sobie dziarsko pedałować, a partnerka w domu (o ile nie kręci z tobą, do czego zachęcam) będzie obserwować na ekranie komputera twoje postępy.

Komputer rowerowy Garmin. Fot. Materiały producenta

Aplikacje na smartfony

Na dobrą sprawę potrafią wszystko, co niezbędne dla zaangażowanego amatora: możliwość podłączenia wielu czujników, możliwość zdalnej synchronizacji i rzecz, którą wielu lubi najbardziej: możliwość natychmiastowego podzielenia się ze światem dobrą nowiną o odbytym treningu. To rozwiązanie ma jednak dość istotną wadę: ponieważ telefon w czasie pracy zbiera nie tylko informacje o twojej jeździe, ale również stale wyszukuje sygnał, łączy się z GPS-em, pobiera pocztę, odbiera sms-y i robi jeszcze mnóstwo innych rzeczy, o których nie mamy pojęcia, jego bateria wyczerpuje się błyskawicznie – zwłaszcza, kiedy informacje z czujników wyświetlamy cały czas na ekranie, który z uwagi na duży kontrast często świeci z maksymalnym natężeniem.

Zaletą tego rozwiązania jest z kolei relatywnie niski koszt, ograniczony do zakupu odpowiednich czujników i mocowania dla telefonu, który zazwyczaj większość z nas posiada.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty