Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Jack Ma - od chińskiego pucybuta do milionera

Oni nas inspirują

Choć dziś Jack Ma, właściciel chińskiej platformy Alibaba jest jednym z najpotężniejszych na świecie ludzi w branży e-commerce, z majątkiem szacowanym na 35 mld dolarów, to na początku jego życiowej kariery nic nie zapowiadało aż tak oszałamiającego sukcesu. Jak to się stało, że przedstawiciel chińskiej biedoty nie tylko zdołał przebić się do świata gigantycznego biznesu, ale zajął w nim jedno z czołowych miejsc?

Tagi: sukces , biografia , inspiracje , bogactwo , milionerzy , portrety , człowiek sukcesu

Jack Ma
Jack Ma jest jednym z kilkunastu najbogatszych ludzi na świecie

„Jestem bardzo prostym facetem, nie jestem mądry. Wszyscy myślą, że Jack Ma jest bardzo inteligentny. Może i wyglądam inteligentnie, ale mój mózg jest bardzo głupi.”

Początki były trudne. Jack Ma urodził się 10 września 1964 w Hangzhou w Chinach, właściwie w przededniu wybuchu krwawej rewolucji kulturalnej. Sprawiło to, że wczesne dzieciństwo Ma przypadło na okres wielkich niepokojów, ale i doniosłych politycznych oraz społecznych przemian w Państwie Środka. To w czasie jego młodości doszło do próby - początkowo siłowego - zniszczenia tradycyjnych chińskich wartości, by jednak przewrotnie, w finale tego procesu nagle otworzyć kraj na świat pod koniec lat 70.

Życie, właściwie od samego początku rzucało Ma liczne kłody pod nogi. Pochodził z bardzo biednej rodziny, co nie ułatwiało mu ani realizacji marzeń, ani nawet zdobycia edukacji. Języka angielskiego uczył się samodzielnie, przez 9 lat oprowadzając wycieczki zachodnich turystów wokół jednego z najpopularniejszych turystycznie miejsc w Chinach - Jeziora Zachodniego. Podjął nawet pracę w miejscowym hotelu, do którego codziennie dojeżdżał rowerem wiele kilometrów, a wszystko to po to, by mieć styczność z tym najpopularniejszym zachodnim językiem.

„Jeśli się nie poddasz, wciąż masz szansę. A gdy jesteś mały, musisz polegać na własnej inteligencji, a nie sile.”

Nauka innych rzeczy - poza angielskim - nie szła mu zbyt dobrze, przez co mimo trzech podejść nie był w stanie zdać egzaminu wstępnego na lokalny uniwersytet. Marzył też o studiach na amerykańskim Harvardzie, ale jego wnioski o przyjęcie były tam odrzucane 10 razy. W końcu udało mu się ukończyć anglistykę w Instytucie Nauczycielskim w rodzinnym Hangzhou, co umożliwiło podjęcie pracy w zawodzie nauczyciela - jak później sam wspominał - z pensją wynoszącą zaledwie 120 juanów miesięcznie, co w tamtych czasach było równowartością 15 dolarów.

Szczęściem Jacka było to, że w czasie, gdy dorastał, władze chińskie postanowiły po latach całkowitej izolacji otworzyć to wielkie i ludne państwo na nowoczesny świat. To stworzyło wiele okazji do robienia intratnych biznesów, a przede wszystkim pozwoliło na wejście do Chin technologicznego know-how z Zachodu.

Początkowo ambicją Ma były rzeczy proste - jak choćby próba podjęcia pracy we wchodzącej na tamtejszy rynek sieci restauracji KFC, co się zresztą nie udało, gdyż - jak sam wspomina, był jedynym kandydatem (z 24 ubiegających się o posadę), którego odesłano wówczas z kwitkiem.

„Zatrudnij osobę, która najlepiej pasuje do danej pracy, a nie najbardziej utalentowaną. Jeśli chcesz uruchomić traktor, nie ma sensu instalować w nim silnika samolotu.”

Ta bolesna lekcja uzmysłowiła Jackowi, że znacznie lepszym pomysłem na życie, zamiast pracy najemnej, będzie postawienie na własny biznes. Wykorzystał swoją znajomość angielskiego i stworzył firmę, która ułatwiała kontakty handlowe między przedsiębiorcami ze świata i Chin, pomagając w eliminacji trudnej do złamania bariery językowej.

Prawdziwy przełom w życiu Jacka Ma nastąpił jednak później, bo w 1995 roku, kiedy podczas pierwszej podróży do USA zetknął się tam z raczkującą jeszcze siecią Internet. Gdy skorzystał z jednej z ówczesnych wyszukiwarek internetowych i wpisał tam słowo "piwo", nie uzyskał żadnego wyniku z Chin, co bardzo go zdziwiło i jednocześnie uzmysłowiło, że jest tu potencjalny rynek do zagospodarowania.

Po powrocie do kraju stworzył "Chińskie Żółte Strony", pierwszy w Państwie Środka projekt internetowy, którego głównym celem było umożliwienie lokalnym chińskim firmom zaistnienia w globalnej sieci web. Chociaż koncepcja ta nie skończyła się jakimś spektakularnym sukcesem (przyniosła 800 tys. dolarów w cztery lata), po raz kolejny dała tu o sobie znać wielka wytrwałość i pracowitość Ma. Podczas tworzenia nowego serwisu myślał on wielowymiarowo i perspektywicznie, zdobył liczne wewnętrzne oraz międzynarodowe kontakty. Stworzył bazę wiedzy o firmach i ich potrzebach, która okazała się przydatna i zaprocentowała z całą mocą już kilka lat później.

„Jeśli chcesz mieć wielką firmę, pomyśl, jaki problem społeczny możesz rozwiązać.”

Owo "później" nastąpiło już w 1999 roku, kiedy to wraz żoną i 17 znajomymi skrzyknął się i (inwestując 2 tysiące dolarów) powołał do życia Alibabę, firmę, która szybko przyniosła mu międzynarodowe uznanie oraz wymierny finansowy sukces. Jednak początki i tu nie były łatwe. Choć Ma od razu myślał o szerokiej działalności na całym świecie (stąd nazwa nie kojarząca się z Chinami) to zaczęło się od problemu - wkrótce po założeniu działalności okazało się, że domena WWW o tej nazwie jest już zajęta. Ryzykując wszystko, Ma nie tylko nie poddał się, ale kosztem 10 tys. dolarów, napinając do granic możliwości budżet startującego przedsiębiorstwa, odkupił zajętą domenę i rozpoczął komercyjną działalność.

Początkowo firma była nastawiona raczej na obsługę firm i instytucji. Na stronie internetowej projektu chińscy producenci zamieszczali portfolio swoich wyrobów, a zagraniczni partnerzy mogli dokonywać zamówień. Koniunktura na chińskie towary była coraz większa, a eksport szybował, toteż zapotrzebowanie na podobną platformę było ogromne. Firmie nie przeszkodziło nawet pęknięcie spekulacyjnej bańki internetowej z 2001, które co prawda zmusiło Ma do chwilowej redukcji etatów (zwłaszcza poza granicami Chin), jednak nie zastopowało rozwoju biznesu.

Jack Ma nie spoczął jednak na laurach i szybko uruchamiał kolejne projekty, w tym "Poszukiwacza skarbów”, czyli serwis TaoBao, który był tym samym co eBay w USA i Allegro w Polsce. Umożliwiał właściwie to samo, co wczesny Alibaba, ale już nie tylko firmom, a wszystkim indywidualnym użytkownikom sieci Internet. W efekcie tej strategii już w 2002 r. wszystkie serwisy Ma miały ponad milion użytkowników, a liczba ta szybko się zwiększała.

Perłą w koronie okazał się pomysł na to, jak społeczeństwo chińskie, które w owych czasach niemal w ogóle nie posiadało kart kredytowych, ma opłacać swoje transakcje w sieci. Ma wpadł na pomysł nieskomplikowanej dla odbiorcy platformy płatności, za pomocą której każdy mógłby regulować należności za swoje zakupy. Stworzono sieć powiązanych kont bankowych we wszystkich wiodących chińskich bankach, co ciężar przelewania rozliczania przeniosło z klienta na samą platformę. Tak powstało AliPay, które dziś kontroluje 50% chińskiego rynku transakcji internetowych i ma 800 mln użytkowników.

To jednak nadal nie było wszystko, co miało narodzić się w głowie naszego wizjonera. Do pakietu projektów wkrótce dołączyły AliExpress oraz Tmall, które także osiągnęły spektakularne, rynkowe sukcesy.

Jack Ma

„Wiele lat temu chciałem zmienić świat. Teraz myślę, że jeśli chce się zmienić świat, trzeba zmienić siebie. Zmiana siebie jest ważniejsza i łatwiejsza niż zmiana świata.”

Jack Ma to postać pod wieloma względami fascynująca. Z jednej strony niesamowicie pracowity i wytrwały, często zresztą przywoływany jako przykład ucieleśnienia kariery "od pucybuta do milionera". Z drugiej, styl Ma jako przywódcy wielkiej grupy biznesowej jest naprawdę wyjątkowy i chyba inny niż te najbardziej znane na Zachodzie (a tym bardziej w Azji).

W odróżnieniu od wielu ludzi sukcesu w branży e-commerce w USA czy Europie, Ma nie jest bowiem inżynierem ani nawet samoukiem z branży technologicznej. Jak sam przyznał w wywiadach, nigdy w swoim życiu nie napisał nawet jednej linijki kodu programu, strona techniczna nieszczególnie go interesuje. Swój pierwszy komputer nabył zresztą dopiero w wieku 33 lat. Tymczasem liderzy branży e-commerce z Krzemowej Doliny często zaczynali od napisania własnych algorytmów, czy wręcz opracowania pierwszych działających maszyn cyfrowych w przydomowych garażach. U Ma siłą napędową nie była była biegłość technologiczna, a wizja, zdolność i wyczucie pozwalające na znalezienie i zagospodarowanie rynkowej niszy oraz zdolność zaprzęgnięcia technologii do tego, by efektywnie zaspokajać potrzeby pojedynczego użytkownika.

„Chcąc poprawić świat, mogę poprawiać warunki pracy w swojej firmie – mieć pewność, że mój zespół jest zadowolony. Bo jeśli zespół jest zadowolony, to moi klienci będą zadowoleni.”

Ma - wbrew częstym wyobrażeniom, jakie mamy na temat przedsiębiorców azjatyckich, nie jest ani przesadnie skryty, ani zapatrzony w siebie. Pojawia się publicznie i to przy najprzeróżniejszych okazjach. A to śpiewa szlagiery na koncercie dla własnych podwładnych, a to udziela ślubów firmowym parom. Jest aktywny i udziela wielu wywiadów. Zaskakujące może być to, że przy całym dynamizmie i otwartości Ma, przebija z nich coś na kształt rezerwy do własnych osiągnięć.

Kiedyś w wywiadzie ten wizjoner - bo tak go trzeba nazwać - powiedział wręcz wprost, że najszczęśliwszym okresem w jego życiu nie był rekordowy debiut i triumf giełdowy Alibaby, ani też sukcesy jego innych przedsiębiorstw. Za najradośniejszy czas uznaje on bowiem lata, gdy był nauczycielem angielskiego w prowincjonalnej szkole i z trudem wiązał koniec z końcem. To dawało mu realne, namacalne szczęście.

Dziś spółki, które kontroluje Ma, mają setki milionów użytkowników na całym świecie i są warte wiele miliardów dolarów. Osobisty majątek biznesmena szacuje się na 35 mld, co stawia go w gronie kilkunastu najbardziej majętnych ludzi świata. To żywy przykład na to, jak upór, niezłomność i wierność własnym ideom, bez względu na przeciwności losu prowadzą do upragnionego sukcesu, jest to jednak także i memento o tym, że to nie pieniądze i władza dają człowiekowi prawdziwą satysfakcję.

"Dziś jest okrutne. Jutro nawet bardziej okrutne. Pojutrze jest piękne."

Być może właśnie to trzeźwe spojrzenie spowodowało, że ten jeden z najpotężniejszych ludzi w Chinach (i na świecie) ogłosił niedawno, iż stopniowo zrezygnuje ze wszystkich zajmowanych funkcji biznesowych. Już we wrześniu 2019 r. przestanie być prezesem Alibaba Group, a niespełna rok później w ogóle zrezygnuje z zasiadania w zarządzie koncernu. Nie będzie to jednak całkowite usunięcie się w cień. Jack Ma, na żądanie akcjonariuszy, niejako "na odchodne" przygotował specjalny, aż 10-letni kompleksowy plan zarządzania koncernem, który wyznacza kluczowe kierunki działań do wdrożenia już po jego odejściu oraz inicjuje szeroką zmianę pokoleniową w całym kierownictwie firmy. Formalnym następcą lidera został ogłoszony Daniel Zhang, który zresztą już od 2015 r. zasiada w ścisłym kierownictwie grupy.

Czym po odejściu zajmie się Ma? Po przejściu na zasłużoną emeryturę chce poświęcić się - podobnie jak wielu innych światowych liderów, chociażby Bill Gates - działalności charytatywnej i edukacyjnej. Sam mówi, że nie wyklucza nawet powrotu do osobistego nauczania, które kiedyś dawało mu wielką satysfakcję. Ma też prężną fundację, która zajmuje się szeroko rozumianym zdrowiem publicznym, ochroną środowiska i właśnie edukacją.

Ciekawą kwestią pozostaje też to, czy i jak długo ten chiński wizjoner wytrzyma odpoczynek na uboczu. Praktyka światowa pokazuje bowiem, że ludziom tak bardzo wpływowym naprawdę trudno dłużej utrzymać dystans do bieżących wydarzeń i powstrzymać się od wywierania wpływu na bieg najważniejszych spraw. Jak będzie w tym przypadku, zobaczymy wkrótce.

Tomasz Sławiński

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook