Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Jak niewiele potrzeba

Książka, film

Cartahena nigdy nie śpi. - Petro mruknął stare powiedzonko i ruszył przed siebie, delikatnie rozpychając się łokciami. Nim dotarł do dzielnicy biurowej zaczął siąpić deszcz, zalewając twarze przechodniów czarnymi strugami zanieczyszczeń. Administrator nasunął kaptur na łysą głowę i wbił pięści w kieszenie.

Po pół godzinie - ociekając smolistą cieczą, która wciąż leciała z nieba - dotarł do biurowca.

Większość jego zmiany była już na miejscu, nie musiał więc przynajmniej czekać w kolejce do bramek dla pracowników jego szczebla. Szybko zrzucił z siebie wierzchni toges i oddał go recyklatorowi. Zaprogramowany automat zespolony z kadłubem skazanego na trepanację mordercy, czy może heretyka-opozycjonisty odebrał jego okrycie. Czynnik ludzki był pożądany na każdym szczeblu pracy, gdyż - póki co - organizmu ludzkiego nie dało się zhackować. Minął już wiek od Pandemii Hackerskiej, która zburzyła ekonomiczne fasady Ziemi, wprowadziła chaos informacyjny, ograbiła narody z ich zasobów - ale i pomogła Augustowi przejąć władzę. Nowy imperator wyciągnął z tego naukę. Ten kto kontroluje maszyny ten ma władzę. A że zniszczył wszelkie przejawy sztucznej inteligencji musiał zadbać o to by odpowiednio zindoktrynowani, posłuszni mu ludzie robili to co chce.

Każda maszyna musiała więc mieć kontrolujący pierwiastek ludzki. Cyborgi stały się więc najlogiczniejszym rozwiązaniem - po prostu zwykły człowiek był mniej efektywny. Wolniejszy, słabszy, bardziej wrażliwy. Zresztą nie było już nawet potrzeby marnować ludzkiego ciała - kryminalistom czyszczono pamięć lub wycinano część osobowości (wraz ze sporymi partiami mózgu) i łączono z prostymi maszynami odpowiadającymi, przykładowo, za sprzątanie i wywóz śmieci. Nikt już nie zwracał uwagi na zlobotomizowanych, usprawnionych mechanicznie pomocników.

Petro zdążył już ruszyć przez hol biurowca gdy automat szczeknął przez syntezator mowy:

Dziękuję Administratorze Burke. Twój toges będzie oczyszczony i przygotowany na koniec twojej doby pracy. Niech Boski August cię strzeże.

Petro szedł wzdłuż żółtego pasa namalowanego na podłodze. Ten sam kolor miał na kamizelce i opaskach roboczego kombinezonu. Docierając do windy spojrzał przez szklaną przegrodę na wysiadających z osobnych wind Seniorów. Mężczyźni i kobiety w prawdziwych śnieżnobiałych togach przechodzili wąskim korytarzem prowadzącym do wydzielonego parkingu. Każdy z nich, ze sztucznymi fasetkowymi oczami, potrafiącymi przetworzyć do dwunastu i pół tysiąca holokolumn na minutę, z elektrokorą mózgową wspomagającą i rozszerzającą możliwości pracy mózgu; oraz ze stykami łączącymi ich z kilkunastoma komputerami na bieżąco przetwarzającymi tetrabajty danych i wykonującymi setki operacji w ciągu kilkunastu sekund - mogli dosłownie koordynować ruchy całych flot transportowych, decydować o wektorach handlu czy przetwarzać miliony transakcji barterowych. Burke, za każdym razem gdy ich widział, z zazdrością spoglądał na skryte pod obszernymi szatami wypukłości kompresorów, które filtrowały tlen pompując go wprost do płuc, żył i mózgu; przetwarzały ekskrementy i wtłaczały w organizmy substancje odżywcze (a czasem również używki) sprawiając, iż cyborgi nie musiały robić żadnych przerw w dobowej pracy.

Dodatkowe kończyny, które większość z nich wszczepiała sobie by usprawniać pracę na panelach dotykowych, tym bardziej upodabniały ich do cudacznych insektów, coraz bardziej odróżniając od zwykłych ludzi.

Administrator westchnął. Każdy z SNRów - jak w skrócie ich nazywano - był wart dla Corpu co najmniej dwudziestu zwykłych Adminów, dlatego też traktowano ich ze szczególną troską. Każdy z nich jeździł własnym mobilem. Każdy miał dostęp do prywatnej opieki cybermedycznej i własny dom pod kopułą chroniącą od pyłu i zanieczyszczeń. Seniorzy byli sercem korporacji. Admini zaś byli tylko malutkimi trybikami, które dało się zastąpić z minuty na minutę, mimo że każdy z nich dla polepszenia statusu wykupował szereg cybernetycznych usprawnień, by już na początku kariery dać się przykuć do Klęcznika - sprzężonego z komputerem ni to krzesła ni leżanki umożliwiającej przyspieszony transfer danych i operacje online na kilku kontach jednocześnie, oraz zaawansowane kalkulacje księgowe. Firma od dawna nie zatrudniała nikogo, kto nie posiadałby choć najprostszego elektrozłącza - chyba, że na stanowisko czyściciela zbiorników na ekskrementy w głównym magazynie. Dawała za to możliwość samodoskonalenia - każdy Admin odkładał ile mógł, by w klinikach Corpu, po "promocyjnych" cenach usprawniać swoje ciało. Nieliczni, którym naprawdę zależało i którzy zostawali po godzinach - w końcu, po latach, mieli dostateczny kapitał, by w pełni zcyborgizować się do roli Seniora, a firma nagradzała ich mieszkaniem pod kopułą. Inni zaś zbierali wszepka po wszczepce, pracując z miesiąca na miesiąc na nowe usprawnienia i ich serwis.

Petro uśmiechnął się pod nosem - jeszcze 10 dniówek i będzie go stać na wymianę przedsionka żołądka, dzięki czemu wreszcie nie będzie musiał robić przerwy obiadowej, a poranna mieszanka wystarczy mu na całą dobę pracy.

Dzyń! - dzwonek windy wyrwał Burke'a z rozmyślań. Jeśli się nie pospieszy będzie potrzebował jeszcze 11 dniówek. Admin wszedł do kabiny, wcisnął przycisk 17. piętra i kilkukrotnie uderzył w ikonę zamykania drzwi. Po chwili pędził już na swój poziom. Z windy wbiegł do przedsionka socjalnego; miał jeszcze dwie minuty na łyk elektrolitów. Wpadł do kuchni akurat w środek rozmowy dwójki jego najbliższych współpracowników.

- Widziałaś Matijasa – wymienił już sobie cały korpus, a wczoraj ponoć sprawił sobie syntżołądek i najnowszą pompę układu krwionośnego z dwudziestoletnią gwarancją! – emocjonował się ledwo przyjęty na stanowisko Ario.

- Szlag... - Warknął Petro łapiąc pierwszą lepszą szklankę z suszarki i przyglądając się młodym przyjaciołom. - Jego starzy pakują w niego wszystkie oszczędności. Dzieciak potrzebuje jeszcze fasetek i dodatkowej pary rąk. Zobaczycie za rok awansuje na Seniora! - Syn górnika nie mógł pogodzić się z tym jak łatwo niektórym przychodziła zmiana korporacyjnego statusu.

- To nie fair! - Zapiszczała mała Adi. - Czemu ten bubek nie poszedł w ślady tatusia i nie zajął się handlem transorbitalnym?

- Bo jego stary chce mieć swojego w Corpie, żeby pomagał mu namierzyć wektory transportowe floty i zawierać lepsze kontrakty...

- To nielegalne. - Przerwał mu Burke. - Daj już temu spokój Ario. - Dodał nalewając płynu z dozownika. On sam całkiem niedawno boleśnie przekonał się jak często przedsionek bywał na nasłuchu.

- Dobra, dobra masz racje, przesadziłem, niech mi Boski August litościwie wybaczy moją bezczelność. - Wzdrygnął się chłopak, widocznie przypominając sobie naganę jaką kilka miesięcy dostał Petro za nieudowodnione zarzuty na współadmina. Przez chwile zapadła cisza. Potem wśród chrząknięć i pomruków, z elektrolitami w rękach wszyscy rozeszli się do swoich przegródek.

Jeszcze zanim zdążył przypiąć się do Klęcznika, Adi wychyliła się zza cienkiej ścianki, która odgradzała ją od starszego kolegi.

- Petro? - Zapytała konspiracyjnie.

- Mhm? - Mruknął mężczyzna wkładając w port na potylicy końcówkę światłowodu, łączącą go ze stanowiskiem pracy.

- A słyszałeś o "Ostatniej Karczmie"?

- O czym?

- Wczoraj na obiedzie Matijas opowiadał o tym, że jego znajomi, no wiesz ci co już są Seniorami...

- Masz na myśli te dwie pomarszczone pajęczyce i tego pedała?

- Obywatelu Burke to nie ładnie rzucać takie oskarżenia. - Zmarszczyła brwi, jakby próbując odgadnąć czy drugi Admin z niej żartuję, albo ją sprawdza. Ucichła, patrząc jak Petro opiera kolana na poduszkach Klęcznika i przysuwa się do pulpitu komputera.

- Powtarzam tylko znane fakty i obiegowe opinie, które zasłyszałem w kuchni. - Uśmiechnął się ironicznie i puścił do niej oko, by rozładować napięcie. Następnie oparł się wygodnie o pochylone oparcie i złożył głowę na zagłówku.

- No tak, no tak. - Przytaknęła i uśmiechnęła się szczerze. - Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.

- Właśnie, ej nie powinnaś się już wpinać.

- Muszę zresetować terminal, od wczoraj mam jakiś błąd. Spokojnie, zgłosiłam to - nie zetną mi dniówki.

- No dobra to co z tą, jak to nazwałaś?

- Ostatnią karczmą - ponoć to jakaś nowa gra SNRów.

- Jakiś Virtual?

- Nie wiem, myślałam że może Ty coś wiesz?

- A skąd? - Zdziwił się Burke spoglądając na błękitne kolumny danych które wyświetliły się na jego ulepszonej siatkówce płynąc wprost z terminala przez złączkę w jego mózgu.

- No bo przecież masz dostęp do ich transakcji - jak to jakieś MMO to na pewno płacą abonamenty. - Dziewczyna sięgnęła po hełm wizyjny i wpięła go w port na szyi. Nie było jej jeszcze stać nawet na proste implanty gałek ocznych, które już zdążył sprawić sobie Petro, a które miały być zalążkiem jego przyszłych Fasetek.

- Nie kojarzę, zresztą wirtualne gierki już mnie nie cieszą.

- To ponoć coś innego, lepszego. - Rzuciła Adi przez ściankę usadzając się na swoim klęczniku. Burke poprawił się na wąskim siedzisku, które miało tylko nieznacznie odciążać kolana od utrzymywania ciężaru całego ciała.

- Zobaczymy. - Mruknął do siebie wchodząc w rejestry Corpu.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty