Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

konkurs

Wymyśl hasło na kultowy T-shirt faceta po 40.!

Na luzie

No limits? Tylko dla koneserek? Najlepsze przede mną?
Na nasze kultowe T-shirty trafiają najlepsze teksty Waszego autorstwa. Weź udział w konkursie i przyślij nam swoją propozycję - być może to własnie Twoje hasło będą nosili z duma faceci po 40.!

więcej »

Książka: Polscy terroryści i zamachowcy. Od powstania styczniowego do III RP

Książka, film

Czy każdy terrorysta zasługuje na potępienie? Czy zbrodnia popełniona w imię szlachetnej idei przestaje być zbrodnią? Czy walka o najwyższą wartość, jaką jest wolność, może usprawiedliwiać zamachy dokonywane przez Polaków w czasie historycznej zawieruchy? Na te i inne pytania będziecie poszukiwać odpowiedzi podczas lektury tej arcyciekawej książki.

więcej »

Konkurs świąteczny z marką BRAUN

Dobry wygląd

Czego chciałbyś życzyć sobie i swoim najbliższym? Napisz oryginalne życzenia i zdobądź jeden z pięknych prezentów dla siebie lub dla kogoś bliskiego!

więcej »

Zdobądź hybrydowego Lexusa z Mobil 1

Samochody

Producent syntetycznych olejów silnikowych Mobil 1 zorganizował zabawę, w której nagrodą główną jest Hybrydowy Lexus CT200h. Warte podkreślenia jest to, że aby wziąć udział w akcji, nie musisz nic kupować. Liczy się tylko twoja wyobraźnia!

więcej »

Książka: Uwaga, szpieg! Dzieje wywiadu od Noego do Bonda

Książka, film

Wywiad kojarzy nam się zwykle z nieczystymi zagraniami, szantażem, zabójstwami czy innymi niekoniecznie etycznymi działaniami. Autor przedstawia jednak w zupełnie innym świetle historię służb wywiadowczych, od biblijnych szpiegów po elektroniczną inwigilację.

więcej »

Książka: Cudowna broń, Philip K. Dick

Książka, film

Światu grozi zagłada ze strony obcych. Projektanci broni, pracujący dotąd w dwóch zwalczających się obozach, muszą teraz ramię w ramię stanąć do pracy nad skuteczną bronią, która uratuje świat.

więcej »

Książka: Komandos. Historia człowieka, który zastrzelił bin Ladena

Książka, film

Niezwykła i zdumiewająca opowieść dotycząca m.in. wydarzeń, które śmiało można uznać za najsłynniejszą współczesną operację militarną. Najogólniej mówiąc, dowiadujemy się z niej, jak zachować życie i pozostać przy tym człowiekiem, mając tak wiele do czynienia ze śmiercią, zniszczeniem i walką.

więcej »

„Atak paniki” już na Blu-ray™ i DVD

Książka, film

Entuzjastycznie przyjęta przez widzów i krytyków brawurowa komedia. W rolach głównych: Dorota Segda, Grzegorz Damięcki, Magdalena Popławska, Artur Żmijewski, Aleksandra Pisula, Julia Wyszyńska, Bartłomiej Kotschedoff.

więcej »

„M jak morderca” już na DVD

Książka, film

Emerytowany detektyw, Ray Archer (w tej roli Al Pacino) wraz z kryminalnym profilerem Willemem Ruineymem (Karl Urban) i dziennikarką Christi Davies (Brittany Snow) próbują schwytać seryjnego mordercę. Sprawa staje się jedną z najtrudniejszych w karierze policjantów, wciągając całą trójkę w wisielczą grę.

więcej »

„NAJLEPSZY” na Blu-ray™ i DVD

Książka, film

Już 23 maja na Blu-ray™ i DVD ukaże się jeden z najważniejszych polskich filmów – „Najlepszy”. Historia inspirowana życiem Jerzego Górskiego, który wyszedł z piekła narkotyków, ukończył bieg śmierci oraz ustanowił rekord świata w triathlonowych mistrzostwach na dystansie Double Ironman.

więcej »

„Bękarty” już na Blu-ray™ i DVD

Książka, film

Przezabawna opowieść o tym, że nie zawsze powinniśmy wiedzieć wszystko o naszych rodzicach.

więcej »

„Na skrzydłach orłów” już na DVD

Książka, film

Oparta na faktach, poruszająca historia mistrza olimpijskiego Erica Liddella, który poświęcił życie, aby bezinteresownie nieść pomoc innym.

więcej » 1

Książka: Alienista

Książka, film

Napisana w duchu klasycznych kryminałów emocjonująca powieść, doskonale oddająca klimat Nowego Jorku pod koniec XIX wieku. Tytułowy alienista, Laszlo Kreizler, robi wszystko, by stworzyć profil psychologiczny mordercy i tym samym rozwikłać sprawę serii makabrycznych zabójstw chłopców-prostytutek. Zaczyna działać w nowatorski dla kryminalistyki sposób…

więcej »

Książka: Europa jesienią

Książka, film

Wejdź do raju szpiegów i przemytników w Europie, która rozsypała się w puzzle. Brawurowa powieść Dave’a Hutchinsona została uznana za najlepszą powieść SF 2016 roku wg. British Science Fiction Association! Była też nominowana do Arthur C. Clark Award.

więcej »

„Cicha noc” już na Blu-ray™ i DVD

Książka, film

Dawid Ogrodnik, Tomasz Ziętek, Agnieszka Suchora i Arkadiusz Jakubik w znakomitym debiucie fabularnym Piotra Domalewskiego. Uhonorowana dziesięcioma statuetkami Polskich Nagród Filmowych Orły 2018, w tym dla najlepszego filmu „Cicha Noc” zadebiutował na Blu-ray™ i DVD już 11 kwietnia.

więcej »

Jak niewiele potrzeba

Książka, film

Opowiadanie przesłane przez czytelnika i nagrodzone w ramach konkursu portalu FACETpo40.pl pod hasłem "Jaki będzie świat w roku 2118?".

więcej »

Książka: Inwazja z Ganimedesa

Książka, film

Wspólne dzieło Philipa K. Dicka oraz Ray’a Nelsona o inwazji obcych na Ziemię zostało po raz pierwszy wydane w języku polskim.

więcej »

Książka: Byłem bogiem

Książka, film

Zostało mu nie więcej niż kilkanaście tygodni życia. Szybko zdaje sobie sprawę z tego, że jest praktycznie bezkarny. Może ukraść, zniszczyć, nawet zabić.

więcej »

Ciebie też porwie „TO”

Książka, film

Brawurowa ekranizacja powieści mistrza horroru Stephena Kinga jest już dostępna na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray™ i DVD.
Nieważne czy jest to potwór pod twoim łóżkiem czy istoty czające się w ciemności, w horrorze „To” będziesz musiał stawić czoła swoim największym lękom.

więcej »

Wymyśl hasło na T-shirt faceta po 40.!

Na luzie

Nie dla idiotek? To nie siwizna - to platyna? Najlepsze przede mną?
Te i inne hasła widnieją na naszych kultowych T-shirtach. Wkrótce ich pula może powiększyć się o kolejne, niezapomniane teksty Waszego autorstwa!

więcej »

"Westworld" już na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray™ i DVD

Książka, film

Jeden z największych przebojów w historii telewizji HBO już na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray™ i DVD. Dziesięcioodcinkowy serial „Westworld” to mroczna odyseja o narodzinach sztucznej inteligencji i ewolucji grzechu z Anthonym Hopkinsem, Edem Harrisem i Evan Rachel Wood w rolach głównych. Fascynująca powieść o świecie, w którym każdy człowiek może zrealizować nawet najbardziej wyrafinowane fantazje.

więcej »

Książka: Szybciej, wyżej, dalej. Skandale Volkswagena

Książka, film

Gdy we wrześniu 2015 roku rozpoczęła się afera spalinowa związana z tzw. „czystym dieslem” Volkswagena, z dnia na dzień największy producent samochodów na świecie stał się symbolem chciwości i kłamstwa. Klienci byli oburzeni, inwestorzy wpadli w panikę, a firma musiała stawić czoło widmu bankructwa.

więcej »

Braun Series 7 – inteligentna golarka

Dobry wygląd

Dzięki inteligentnej technologii dźwiękowej golarka foliowa Braun Series 7 analizuje zarost i automatycznie dopasowuje się do jego potrzeb. Elastyczna głowica 8D porusza się w 8 kierunkach, dzięki czemu golenie staje się dokładne i wydajne.

więcej »

Książka: Ostatni policjant

Książka, film

Apokalipsa. Strach. Bezprawie. A może szansa na naprawienie popełnionych błędów? Sprawdź sam i przeżyj historię „Ostatniego policjanta”. 6 miesięcy, 2 tygodnie i 4 dni - tyle czasu ci zostało. Co zrobisz?

więcej »

Książka: Koronny nr 1. Pseudonim Masa

Książka, film

To nieprawda, że świadkowie koronni są skruszonymi przestępcami. Nie żałują swoich ofiar. Zostali świadkami, ponieważ to się opłacało. Chociaż nagrzeszyli, odpuszczono im winy. Zyskali bezkarność, a niektórzy zachowali fortuny, które wcześniej zdobyli nielegalnie.

więcej »

Książka: Psy wojen

Książka, film

Byli członkowie GROM-u, antyterrorysta z jednostki specjalnej, żołnierz FORMOZY, gangster, a potem świadek koronny oraz młokos z prowincji szukający przygód i zarobku – co ich wszystkich łączy?

więcej »

Kong powraca!

Książka, film

Już na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray 3D™, Blu-ray™ i DVD. King Kong, jeden z najbardziej znanych filmowych „potworów” powraca w nowej superprodukcji opowiadającej o początkach jego legendy!

więcej »

Książka: Kombinat zbrodni. Władcy Mokotowa

Książka, film

Historia najbardziej brutalnej grupy przestępczej w Polsce.
Polska mafia ma na swoim koncie wiele krwawych porachunków, ale dwie egzekucje były przełomowe. Pierwsza to zabójstwo Pershinga, szefa grupy pruszkowskiej, podczas jego wyjazdu wypoczynkowego. Druga – żony Bajbusa, powiązanego z grupą mokotowską. Zabijając matkę dwójki dzieci, złamano żelazną zasadę, że w męskich wojnach nie strzela się do rodzin.

więcej »

Książka: REAL MADRYT. Strategia sukcesu

Książka, film

Steven G. Mantis opisuje, jak działa i funkcjonuje jeden z najbardziej rozpoznawalnych klubów na świecie. Książka nie tylko pozwala zajrzeć za kulisy działalności znakomitego klubu, ale i precyzyjnie ukazuje niedościgły model biznesowy.

więcej »

„Doktor Strange” na Blu-ray 3D, Blu-ray i DVD!

Książka, film

Doktor Strange to jeden z najbardziej interesujących superbohaterów komiksowego uniwersum Marvela. Genialny chirurg obdarzony potężną mocą, w postać którego w filmie wcielił się Benedict Cumberbatch, podbił serca widzów i krytyków na całym świecie. Film jest już dostępny na Blu-ray 3D™, Blu-ray™ i DVD.

więcej »

„Księgowy” na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray™ i DVD

Książka, film

Trzymający w napięciu film sensacyjny w reżyserii Gavina O’Connora, autora nominowanego do Oscara „Wojownika”. W rolach głównych zdobywcy Oscarów Ben Affleck i J.K. Simmons oraz nominowana do Oscara Anna Kendrick.

więcej »

Książka: Łowcy nazistów

Książka, film

Ponad siedemdziesiąt lat po zakończeniu drugiej wojny światowej umierają ostatni nazistowscy zbrodniarze. Dobiega końca ich czas, a także czas tych, którzy przez kilkadziesiąt lat bez wytchnienia na nich polowali.

więcej »

Książka: Krüger

Książka, film

Marcin Ciszewski, autor bestsellerowego cyklu Wojna.pl (WWW) przedstawia Wilhelma Krügera. Stworzono go, by zadziwiał Świat, lecz on ten Świat postanowił podbić.
Inteligentny, bezwzględny, drapieżny. Złodziej. Doskonale przystosowany do czasów,
w których przyszło mu żyć.

więcej »

Książka: 2017. Wojna z Rosją

Książka, film

Przerażający scenariusz wydarzeń w Europie – generał NATO ostrzega: wojna z Rosją jest wizją bardzo bliskiej przyszłości, która może się spełnić, jeśli nie zrozumiemy zagrożeń stwarzanych przez obecnego prezydenta Rosji.

więcej » 1

Książka: Czarodziej wiatru

Książka, film

Mówią o nim, że umie czarować wiatr. Karol Jabłoński – człowiek legenda, który całe swoje życie spędził na wodzie i lodzie. Budował jachty, żeglował na całym świecie z najlepszymi, z monarchami i bogaczami. Jest najbardziej utytułowanym polskim żeglarzem i bojerowcem. To historia człowieka, który wszystko postawił na jedną kartę i podporządkował pasji. W książce snuje opowieść o swoim życiu, marzeniach, tęsknocie za ojczyzną i o podróży, która ciągle trwa.

więcej »

Braun Series 9 - złota era golenia

Dobry wygląd

Golarka foliowa Braun Series 9 łączy opatentowaną technologię SyncroSonic™, która analizuje gęstość zarostu i pokryty tytanem trymer HyperLift&Cut z wyszukanym designem. Jej dokładne działanie i ekskluzywny wygląd docenią najbardziej wymagający mężczyźni.

więcej » 2

Książka: Montecristo

Książka, film

Aktualny, trzymający w napięciu thriller ze świata bankowców, maklerów giełdowych, dziennikarzy i polityków – oto tajemniczy scenariusz brzemiennego w skutki skandalu finansowego.

więcej »

Książka: Bear Grylls. Płonące Anioły

Książka, film

Myślał, że stracił bliskich na zawsze. Teraz zrobi wszystko, by ich odzyskać…
Druga część trzymającego w napięciu thrillera autorstwa znanego podróżnika i propagatora survivalu, Bear'a Grylls'a.

więcej »

Książka: Czysta anarchia

Książka, film

Pełen surrealistycznego i absurdalnego humoru, gier słownych, jadowitej satyry i czystego szaleństwa zbiór tekstów Woody’ego Allena.

więcej »

Książka: Xango z Baker Street. Sherlock Holmes w Brazylii

Książka, film

Jest rok 1888. W Rio de Janeiro giną cenne skrzypce Stradivariusa. Na pomoc lokalnej policji cesarz Brazylii Piotr II wzywa Sherlocka Holmesa.

więcej »

Książka: Królowa mafii

Książka, film

Tajemnicza i ekscytująca Monika Banasiak, czyli Słowikowa. Oskarżono ją o kierowanie gangiem. Po wyjściu z aresztu zdecydowała się przerwać milczenie i opowiedzieć o swoim niezwykłym życiu.

więcej »

Serialowe nowości na DVD

Książka, film

Na DVD zadebiutowały właśnie najnowsze sezony seriali: „Dolina krzemowa”, sezon 2, „Kontra: Ostatnie uderzenie” oraz „Mentalista”, sezon 6. Premiera serialu „Gracze”, sezon 1 już 10 czerwca!

więcej »

„DETEKTYW” Sezon 2. na DVD

Książka, film

Uznany przez krytyków, hipnotyzujący serial HBO powraca z nową sprawą do rozwiązania i w nowej gwiazdorskiej obsadzie z Colinem Farrellem, Vince’em Vaughnem, Rachel McAdams i Taylorem Kitschem w rolach głównych. Nietypowe morderstwo sprawia, że krzyżują się losy trzech policjantów i pewnego przestępcy.

więcej »

Książka: Gen Atlantydzki

Książka, film

Największa tajemnica wszech czasów... Historia pochodzenia człowieka zostanie ujawniona. 70.000 lat temu ludzkość niemal wymarła. Przeżyliśmy, ale nikt nie wie jak. Aż do teraz. Odliczanie do następnego etapu ewolucji człowieka właśnie się rozpoczyna. Tym razem ludzkość może tego nie przetrwać…

więcej »

Książka: Donald Trump. W pogoni za sukcesem

Książka, film

Cała prawda o Donaldzie Trumpie. To pierwsza pełna biografia miliardera: od pierwszych biznesowych projektów, poprzez burzliwe życie miłosne, po zagadkę triumfu w wyścigu o nominację republikanów w wyborach prezydenckich 2016.

więcej »

„W samym sercu morza” na Blu-ray™ 3D, Blu-ray™ i DVD

Książka, film

Najnowszy film zdobywcy dwóch Oscarów® Rona Howarda.
Niesamowita historia, która zainspirowała Hermana Melvilla.
do napisania ponadczasowego „Moby Dicka”.
W rolach głównych Chris Hemsworth, Ben Whishaw i Cillian Murphy.

więcej »

Bhutan 2014

Motocykle

"Jest coś tajemniczego we wszystkim, co jest związane z podróżą, tym symbolem życia, gdyż nawet ci, którzy siedzą na miejscu, wciąż przecież dokądś dążą i szukają czegoś, i nigdy nie są pewni jutra." - bardzo trafne ale nie moje. To słowa prekursora polskiego reportażu podróżniczego, Wacława Sieroszewskiego. Również jechał na Daleki Wschód. Rownież w doborowym towarzystwie, którym był znany podróżnik Bronisław Piłsudski brat naszego Marszałka. Zasadnicza różnica między naszymi wyprawami to fakt że ja jadę dobrowolnie a Sieroszewski był mocno "namawiany" przez carską ochranę. Raczej nie miał możliwości odmówić.

więcej »

Afryka Zachodnia 2016 cz.2

Motocykle

Tysiące kilometrów po czarnym, ale jakże kolorowym lądzie.

więcej »

Afryka Zachodnia 2016 cz.1

Motocykle

Tysiące kilometrów po czarnym, ale jakże kolorowym lądzie.

więcej »

Dalej niż Dakar. Solo.

Motocykle

Luty - sezon ogórkowy w temacie związanym z jazdą motocyklem, wiadomo zamiast motorów rządzą narty. Środek astrologicznej zimy każdego zapalonego moto maniaka nastraja raczej pesymistycznie…2 lata temu o tej porze roku kończyłem swój pierwszy w życiu rajd. Budapest – Bamako – najdłuższy amatorski rajd świata, często nazywany „niskobudżetowym Dakarem” dla każdego, zadziałał na mnie jak przysłowiowy lep na muchy.

więcej »

Góry! (deklinacja: wołacz.)

Motocykle

Ostatnim czasem, zewsząd atakuje nas pewien producent medykamentu w spray'u mającego pomóc w rzuceniu palenia. Parafrazując ową reklamę w TV, aż chciałoby się powiedzieć:
góry zdobywa się ciężko... ale nie na motocyklu!

więcej »

Syberia

Motocykle

Samotna eskapada na Wschód, tysiące kilometrów przejechanych na motocyklu, spotkani ludzie, krajobrazy, przygoda. Cel: droga, przed siebie.

więcej »

"Long Way Up" czyli 250-ką po Ameryce Południowej

Motocykle

Odkąd pamiętam moim największym marzeniem była motocyklowa wyprawa z Ushuaia na Ziemi Ognistej do Prudhoe Bay na Alasce, więc kiedy pojawiła się możliwość transportu motocykla do Ameryki Płd. natłok myśli, ekscytacja i bezsenność stały się moimi nieodłącznymi towarzyszami życia.

więcej »

Pod niebem Patagonii

Motocykle

Po 40 mi „odbiło”. Poczekałem jeszcze trzy lata, kiedy mojej żonie „odbije” i na fali odbić namówiłem ją na wspólną wyprawę motocyklową… w sumie pierwszą motocyklową wyprawę w naszym życiu.

więcej » 2

Motocyklowa randka w… Kapadocji

Motocykle

Wyobraź sobie, że kobieta poznaje mężczyznę przez aplikację randkową i nagle dowiaduje się, że jeździ on na motocyklu. No trudno, takie życie. I chociaż nigdy wcześniej nawet nie siedziała na dwukołowej maszynie z silnikiem, daje się zabrać na randkę do… Kapadocji.

więcej » 1

9 krajów w 9 dni

Motocykle

Dziewięć dni, dziewięć państw i dokładnie 3109 km. Tak w największym skrócie można by było opisać naszą podróż. Dla nas jednak było to coś dużo więcej. Podjęcie decyzji było proste ponieważ motory, czy raczej jak mówią motocykliści sprzęty są wielką pasją naszych mężów.

więcej » 4

Podążając śladami Dakaru 2015 cz.2

Motocykle

ARGENTYNA - BOLIWIA - CHILE - WYSPA WIELKANOCNA
Podróż do Chile 01,02,03.01.2015
Ostrava – Praga – Madryt – Santiago de Chile

więcej »

Podążając śladami Dakaru 2015 cz.1

Motocykle

ARGENTYNA - BOLIWIA - CHILE - WYSPA WIELKANOCNA
Podróż do Chile 01,02,03.01.2015
Ostrava – Praga – Madryt – Santiago de Chile

więcej »

Książka: Eugeniusz Bodo. "Już taki jestem zimny drań"

Książka, film

Niezwykłe życie wszechstronnego artysty w przedwojennej, pełnej czaru Warszawie gwałtownie zmienia wojna i represje ze strony NKWD.

więcej »

Książka: Pajęczyna strachu

Książka, film

Beata i Ewa, pracujące dorywczo w Berlinie, przypadkowo stają się świadkami gangsterskiej egzekucji. Jedna z nich zostaje pojmana przez sprawców i uwięziona w domu publicznym kontrolowanym przez mafię. Drugiej udaje się uciec z miejsca zbrodni i wrócić do Polski, ale już nigdy nie będzie mogła spać spokojnie. Przestępcy mają powody, by ją ścigać. Nie tylko dlatego, że widziała ich twarze. W torbie, którą przypadkowo zabrała z willi zamordowanego biznesmena, są mafijne pieniądze...

więcej »

„Kryptonim U.N.C.L.E.” na Blu-ray™ i DVD

Książka, film

Kinowa wersja popularnego serialu opowiadającego o walce wywiadów w czasach Zimnej Wojny. Widowiskowy film w gwiazdorskiej obsadzie - Henry Cavill, Armie Hammer, Alicia Vikander i Hugh Grant, wyreżyserowany przez mistrza kina gatunkowego Guya Ritchiego zadebiutował na Blu-ray™ i DVD w ofercie Galapagos Films.

więcej »

„Szubienica” na Blu-ray™ i DVD

Książka, film

Każda szkoła ma swoją tajemnicę. Zrealizowany w stylistyce „znalezionego zapisu z kamery”, jeden z horrorów, które zapisały się w historii kina.

więcej »

ANT-MAN na Blu-ray 3D™,Blu-ray™ i DVD

Książka, film

„Ant-Man” to najnowsza komiksowa superprodukcja Marvela. Film zainspirowany historią superbohatera współtworzonego przez legendarnego Stana Lee, to widowiskowa opowieść o złodzieju, który dzięki specjalnemu skafandrowi zmienia się w herosa zdolnego ocalić ludzkość przed katastrofą. Entuzjastycznie przyjęty przez widzów i krytyków obraz, który w kinach zarobił ponad 450 milionów dolarów, zadebiutował na Blu-ray 3D™, Blu-ray™ i DVD w ofercie Galapagos Films.

więcej »

Serialowe nowości na DVD

Książka, film

Na DVD ukazały się właśnie pierwszy sezon serialu „Gotham” i „Pozostawieni” oraz kolejne sezony seriali: „Impresonalni”, „Mentalista” i „Teoria wielkiego podrywu”.

więcej »

Hobbit: Bitwa pięciu armii – wydanie rozszerzone

Książka, film

Już od 17. listopada na Blu-ray™3D, Blu-ray™ i DVD. Ostatnia część filmowej trylogii powraca w nowej, rozszerzonej wersji.

więcej »

Książka: Cyngiel śmierci. Wielki powrót agenta 007

Książka, film

Spadkobiercy Iana Fleminga wybrali osobę godną uzupełnienia przygód najlepszego agenta Jej Królewskiej Mości. Rezultat? James Bond powraca w wielkim stylu. Fabularny punkt wyjścia opracował sam Fleming, Anthony Horowitz przejął tylko stery i wcisnął gaz do dechy...

więcej »

Serialowe nowości na DVD

Książka, film

Na DVD ukazały się właśnie: pierwszy sezon popularnego serialu „The Knick”, kolejna odsłona serialu „Kontra: Świeża krew” oraz mini serial dokumentalny telewizji HBO „Przeklęty: Życie i śmierć Roberta Dursta”.

więcej »

Książka: Dziesięć rozmów, które musisz przeprowadzić ze swoim synem

Książka, film

Lektura obowiązkowa dla każdego ojca, który chce dobrze przygotować syna do dorosłości. Zostań autorytetem dla swojego syna, partnerem do rozmowy na każdy, nawet najtrudniejszy temat.

więcej »

Drobiazgi

Wolne myśli

Tekst nadesłany przez użytkownika.

więcej »

Mój świat to moja żona

Związek

Tekst nadesłany przez użytkownika.

więcej »

Życie zaskakuje nawet po czterdziestce

Świeży tata

Tekst nadesłany przez użytkownika.

więcej »

Familiae forti

Podsumuj 40

Tekst nadesłany przez użytkownika.

więcej »

40- letni life balance

Podsumuj 40

Tekst nadesłany przez użytkownika.

więcej »

Świat oczami faceta po 40.

Podsumuj 40

Tekst nadesłany przez użytkownika.

więcej »

Każdy facet chce być niepowtarzalny

Wolne myśli

Tekst nadesłany przez użytkownika.

więcej »

Kiedyś trzeba coś zmienić….

Podsumuj 40

Tekst nadesłany przez użytkownika.

więcej » 3

Cudowne, przeklęte koło życia

Podsumuj 40

Tekst nadesłany przez użytkownika.

więcej »

„Focus” na Blu-ray™ i DVD

Książka, film

Przebojowa opowieść o zawodowych oszustach w gwiazdorskiej obsadzie.
Nowy film twórców głośnej komedii „Kocha, lubi, szanuje”
W rolach głównych dwukrotnie nominowany do Oscara® Will Smith
oraz Margot Robbie, gwiazda „Wilka z Wall Street”.

więcej »

Książka: Skuteczny menedżer

Książka, film

Czego nie uczą w szkole o zarządzaniu ludźmi.

Ty też możesz być świetnym menedżerem! Poznaj najważniejsze narzędzia zarządzania ludźmi i sprawdź, jak wprowadzić je w życie.

więcej »

Książka: Piłka nożna nie tylko dla żółtodziobów

Książka, film

Jeśli twój syn właśnie zainteresował się piłką nożną, a ty jako ojciec-bohater masz za zadanie wprowadzić go w ten emocjonujący świat – ta książka jest właśnie dla was!

więcej »

Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus

Książka, film

Światowy bestseller wyjaśniający w przystępny sposób, czym różnimy się od kobiet i w jaki sposób te różnice zrozumieć i wykorzystać, by stworzyć szczęśliwy związek partnerski, dobrą relację ojca z córką czy bezkonfliktową współpracę z koleżanką z pracy.

więcej »

Wyprawa do Maroka

Motocykle

Od chwili gdy pojawił się pomysł, że wiosną pojedziemy do Maroka aż do momentu wyjazdu można było znieść jajo! Nie mogliśmy się doczekać podróży do kraju, w którym - na motocyklu - nikt z nas wcześniej nie był, szczególnie, że wyjazd został zaplanowany na początek marca, kiedy pogoda w Polsce jeszcze zupełnie nie sprzyjała motocyklistom.

więcej » 5

Motocyklem na Kretę

Motocykle

Piękna, słoneczna wyspa, oszałamiające plaże, malownicze wioseczki i Retsina.

więcej » 1

Motocyklem na Wyspy Morza Jońskiego

Motocykle

Po ubiegłorocznej wyprawie motocyklem na Kretę, Grecja rozkochała nas w sobie jeszcze bardziej. Zanim silnik naszego chromowanego Intrudera zdążył po tej wycieczce ostygnąć, ja już w swoich kosmatych myślach miałem plan na rok 2014. Temat dla nas w sumie prosty. Znowu Grecja, ale oczywiście zupełnie innymi ścieżkami niż dotychczas, a na deser trzy piękne greckie wyspy: Zakyntos, Kefalonia i Lefkada. Suzuki Intruder VZR 1800 to niby nie turystyk, a zawsze dajemy sobie radę.

więcej »

Do Zakopanego przez Słowację

Motocykle

Skok do Zakopanego, zabawne widoki na Krupówkach i całkiem dobre jedzenie.

więcej »

Nasza Albania 2014

Motocykle

Trzy motocykle, góry, jeziora i mnóstwo przygód w kraju, gdzie samochody jeżdżą dopiero od 20 lat.

więcej »

Chorwacja

Motocykle

Wspaniałe widoki, przejazdy przez kaniony oraz czysta, niebieska woda wybrzeży Chorwacji.

więcej »

Bułgarski sen motocyklisty

Motocykle

Bułgaria to ostatni kraj, który należało zaliczyć motocyklem, aby móc powiedzieć: mam 100% Bałkanów zrobionych na dwóch kółkach. Plan był prosty, przelecieć przez Rumunię do morza Czarnego, a potem ognia wzdłuż wybrzeża i jakoś wrócić na północ. Standardowo bez większego planu poza kilkoma punktami do zaliczenia, bo podobno warto, tak podają przewodniki.

więcej »

Tatry Słowackie

Motocykle

Weekendowy wypad w Tatry Słowackie. Wspaniałe widoki, cudowne serpentyny i niezapomniane wrażenia.

więcej »

Motorem dookoła Bałtyku

Motocykle

Naszą inspiracją do podróży była chęć odbycia podróży motocyklowej naszego życia, ale nie w miejsce gdzie jeździ wiele osób tj. na południe (Chorwacja, Włochy itp.), tylko na północ – gdzie pogoda bywa niepewna i tamtejsze kraje są mniej popularne. Dodatkowo tocząca się wojna separatystyczna na Ukrainie pogłębiła naszą chęć zwiedzenia Rosji, w przypadku utrudnień które odwiedzający ten piękny kraj może doświadczyć w związku z jej konsekwencjami. Dodatkowo wszyscy mówiący „jesteście niepoważni! Nie jedźcie przez Rosję! Tam jest niebezpiecznie!” tylko nas umacniali w naszym celu.

więcej »

Książki twojego życia

Książka, film

Są książki, które zmieniają całe życie. Otwierają oczy albo pokazują sprawy z takiej perspektywy, z jakiej sam nigdy byś na nie nie spojrzał. To są książki warte tego, by znalazły się na twojej półce – w biblioteczce faceta po 40.

więcej » 3

Deep Cuts 3

Książka, film

Kompilacja utworów nieśmiertelnej grupy Queen, które powstały w okresie największej świetności zespołu.

więcej »

Midnight Sun

Książka, film

Krążek "Midnight Sun" jest swego rodzaju podsumowaniem dotychczasowej, czterdziestoletniej kariery amerykańskiej wokalistki jazzowej Dee Dee Bridgewater.

więcej »

Zakazane imperium

Książka, film

Mogło by się wydawać, że mamy już dość filmów o czasach prohibicji w Ameryce, o kontrabandzie alkoholu, o nielegalnych kasynach, o dobrych glinach i złych gangsterach. A jednak pierwszy odcinek tego serialu w Ameryce obejrzało blisko 8 milionów telewidzów. Później było już tylko lepiej.

więcej » 1
array(94) { [0]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2884" ["slug"]=> string(44) "wymysl-haslo-na-kultowy-t-shirt-faceta-po-40" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(48) "Wymyśl hasło na kultowy T-shirt faceta po 40.!" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(261) "No limits? Tylko dla koneserek? Najlepsze przede mną? Na nasze kultowe T-shirty trafiają najlepsze teksty Waszego autorstwa. Weź udział w konkursie i przyślij nam swoją propozycję - być może to własnie Twoje hasło będą nosili z duma faceci po 40.!" ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(261) "No limits? Tylko dla koneserek? Najlepsze przede mną? Na nasze kultowe T-shirty trafiają najlepsze teksty Waszego autorstwa. Weź udział w konkursie i przyślij nam swoją propozycję - być może to własnie Twoje hasło będą nosili z duma faceci po 40.!" ["superbox_title"]=> string(48) "Wymyśl hasło na kultowy T-shirt faceta po 40.!" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2884" ["body"]=> string(2935) "

Konkurs na nowe hasło na T-shirt dla facetów po 40. przeszedł do drugiego etapu!
 

Przesłaliście nam ponad 300 haseł, z których mamy wybrać teraz to najlepsze.

Jury konkursu wybralo 32 najciekawsze hasła, które teraz poddaliśmy głosowaniu wśród użytkowników portalu FACETpo40.pl

Głosowanie odbywa się tutaj.

Głosujemy do 18 lutego, do godz. 12.00!

 

Hasło, które zdobędzie najwięcej głosów, zostanie nagrodzone

zagarkiem męskim NAUTICA Key Biscayne:

Zegarek męski Nautica Key Biscayne

 

Jury nie wyklucza także, że, porażone możliwościami twórczymi uczestników konkursu przyzna także wyróżnienia, w liczbie dziś nieprzewidywalnej ;-)

 

Regulamin konkursu dostępny jest tutaj.

 

 

Zobacz hasła, które już z dumą noszą faceci po 40!

[gallery_bare]111[/gallery_bare]

Wszystkie T-shirty można kupić tutaj.

 

[article_adv]

" ["ancestor_id"]=> string(2) "80" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1548866080" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "78" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(2803) "

Weź udział w konkursie na nowe hasło na T-shirt dla facetów po 40.!
Wymyśl inspirujące, zabawne, refleksyjne, przekorne albo nawet skandalizujące hasło, ważne, aby było INTELIGENTNE I ATRAKCYJNE jak, nie przymierzając, każdy facet po 40. :-)

 

Napisz swoją propozycję w poście  konkursowym na Facebooku na naszym profilu!
Kliknij, aby przejść do postu >>

Na Wasze propozycje czekamy do 10 lutego!

 

Jury konkursu wybierze najciekawsze hasła, które zostaną poddane głosowaniu wśród użytkowników portalu FACETpo40.pl – hasło, które zdobędzie najwięcej głosów, zostanie nagrodzone
zagarkiem męskim NAUTICA Key Biscayne:

Zegarek męski Nautica Key Biscayne

 

Jury nie wyklucza także, że, porażone możliwościami twórczymi uczestników konkursu przyzna także wyróżnienia, w liczbie dziś nieprzewidywalnej ;-)

 

Regulamin konkursu dostępny jest tutaj.

 

 

Zobacz hasła, które już z dumą noszą faceci po 40!

[gallery_bare]111[/gallery_bare]

Wszystkie T-shirty można kupić tutaj.

 

[article_adv]

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2884" ["visits_counter"]=> string(3) "793" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "78" ["name"]=> string(8) "Na luzie" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "2" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(8) "Na luzie" ["about"]=> string(148) "Sposoby na relaks nie kończą się na leżeniu na kanapie. Znajdź dla siebie nowe hobby, wybierz się na saunę albo urządź z klasą swój bar. " ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(10) "0-na-luzie" ["lft"]=> string(2) "39" ["rgt"]=> string(2) "40" ["level"]=> string(1) "2" } } [1]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2880" ["slug"]=> string(74) "ksiazka-polscy-terrorysci-i-zamachowcy-od-powstania-styczniowego-do-iii-pr" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(79) "Książka: Polscy terroryści i zamachowcy. Od powstania styczniowego do III RP" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(371) "Czy każdy terrorysta zasługuje na potępienie? Czy zbrodnia popełniona w imię szlachetnej idei przestaje być zbrodnią? Czy walka o najwyższą wartość, jaką jest wolność, może usprawiedliwiać zamachy dokonywane przez Polaków w czasie historycznej zawieruchy? Na te i inne pytania będziecie poszukiwać odpowiedzi podczas lektury tej arcyciekawej książki." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(371) "Czy każdy terrorysta zasługuje na potępienie? Czy zbrodnia popełniona w imię szlachetnej idei przestaje być zbrodnią? Czy walka o najwyższą wartość, jaką jest wolność, może usprawiedliwiać zamachy dokonywane przez Polaków w czasie historycznej zawieruchy? Na te i inne pytania będziecie poszukiwać odpowiedzi podczas lektury tej arcyciekawej książki." ["superbox_title"]=> string(18) "Polscy terroryści" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2880" ["body"]=> string(2424) "

Skrytobójcy i zamachowcy, polscy terroryści i terrorystki, działający w imię szlachetnych idei lub z niskich pobudek – kalejdoskop postaci przedstawionych w ”Polskich terrorystach i zamachowcach” jest obszerny i niezwykle zróżnicowany.

Autor opisuje terroryzm w Polsce (ale nie tylko) na przestrzeni ponad 100 lat, poczynając od sztyletników z okresu powstania styczniowego, a kończąc na Januszu Walusiu, który w kwietniu 1993 roku zamordował szefa południowoafrykańskich komunistów, Chrisa Haniego.

W książce opisani zostali zamachowcy spod znaku PPS-u, także kobiety takie jak Wanda Krachelska, późniejsza współorganizatorka Żegoty, Ignacy Hryniewiecki, zabójca cara Aleksandra II czy Eligiusz Niewiadomski – morderca prezydenta Narutowicza. Znalazły się tu też historie Polaków dokonujących zamachów w USA, w tym historia George’a Metesky’ego zwanego „Szalonym Bombiarzem”, który przez 16 lat terroryzował Nowy Jork, a od jego przypadku rozpoczęła się historia profilowania przestępców.

Polscy terroryści i zamachowcy. Od powstania styczniowego do III PR

[rek]

Autor wprowadza nas w ciekawe szczegóły każdego z zamachów, wyjaśnia źródła konfliktów i udowadnia, że terroryzm to nie wymysł współczesnych czasów. Również my, Polacy nie byliśmy wolni od stosowania takich metod przy rozwiązywaniu swoich problemów.

Sławomir Koper to historyk i popularny pisarz, przywraca w swoich książkach życie światu, który przeminął. Pisze o zagadnieniach nieporuszanych w podręcznikach historii i opracowaniach historycznych, takich jak: miłość, seks, zdrada i zbrodnia. Obrazuje niegdysiejsze życie prywatne elit i zwykłych ludzi, snuje opowieść o gwiazdach kina, politykach, królowych salonów i gangsterach… Dzięki niemu historia Polski wygląda spoza dat i faktów, przyczyn i skutków. Nabiera barw. Zyskuje smak.

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1548673089" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1925) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Polscy terroryści i zamachowcy. Od powstania styczniowego do III PR"

Polscy terroryści i zamachowcy. Od powstania styczniowego do III PR

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Podaj przykład zamachu, którego sprawcy w Twojej opinii są bohaterami. Uzasadnij swój wybór.
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy najciekawszych opisów otrzymają książki.

 

Na odpowiedzi czekamy do 25 lutego!

 
" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2880" ["visits_counter"]=> string(4) "1069" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [2]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2805" ["slug"]=> string(32) "konkurs-swiateczny-z-marka-braun" ["dont_use_tags"]=> string(14) "akcja , design" ["title"]=> string(35) "Konkurs świąteczny z marką BRAUN" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(160) "Czego chciałbyś życzyć sobie i swoim najbliższym? Napisz oryginalne życzenia i zdobądź jeden z pięknych prezentów dla siebie lub dla kogoś bliskiego!" ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(160) "Czego chciałbyś życzyć sobie i swoim najbliższym? Napisz oryginalne życzenia i zdobądź jeden z pięknych prezentów dla siebie lub dla kogoś bliskiego!" ["superbox_title"]=> string(35) "Konkurs świąteczny z marką BRAUN" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2805" ["body"]=> string(4876) "

KONKURS ROZSTRZYGNIĘTY!

Święta to czas, w którym spotykamy naszych bliskich i jesteśmy ze sobą w ten szczególny sposób, starając się, by wspólne chwile były wyjątkowe. To również czas, w którym składamy sobie życzenia, padają ważne słowa, wyrażamy swoje uczucia.

Zapytaliśmy Was, czego chcielibyście życzyć swoim bliskim w te święta. W odpowiedzi otrzymaliśmy mnóstwo przepięknych, wzruszających, czasem zabawnych życzęń, z których Jury konkursu wybrało 3 i nagrodziło następującymi prezentami:

 

Nagroda za miejsce I: golarka foliowa Braun Series 9

Golarka wyposażona w unikalną technologię, która  analizuje gęstość zarostu oraz pokryty tytanem trymer HyperLift&Cut z wyszukanym designem. Jej dokładne działanie i ekskluzywny wygląd docenią najbardziej wymagający mężczyźni. Wartość nagrody: 1300 zł

Braun Series 9

[rek]

Nagroda za II miejsce: depilator Braun IPL 5009 

Depilator IPL wyposażony w sensor kolorytu skóry, który na bieżąco analizuje odcień skóry i dopasowuje do niego intensywność światła. Podczas każdego impulsu aplikowana jest optymalna ilość światła, co zapewnia skuteczność i bezpieczeństwo zabiegu. Zapewnia idealną gładkość na długi czas. Wartość nagrody: 1199 zł

Braun IPL 5009

Nagroda za III miejsce: Braun Multi Groomer Kit 9 w 1

Wielofunkcyjny zestaw do stylizacji zarostu i pielęgnacji całego ciała umożliwia precyzyjne przycinanie i modelowanie brody i fryzury, umożliwia także bezpieczne stosowanie na całym ciele, również w miejscach intymnych. Wartość nagrody: 369 zł

Braun Multi Groomer Kit 9 w 1

 

A oto zwycięskie odpowiedzi:

Miejsce I.

Życzę Ci, aby Twoje pragnienia zawsze docierały we właściwym czasie. Bo choć w życiu nie wszystko udaje się zdobyć, to czasem chodzi o to, żeby się czegoś nauczyć, czasem, żeby coś zrozumieć, a czasem o to, żeby złapać się za głowę i pomyśleć: "Z takimi marzeniami świat stoi przede mną otworem". A jeżeli nic złego się nie przydarzy, to nie ma wyjścia - dopniesz swego. I to właśnie w życiu jest najważniejsze, żeby nie stracić wiary w siebie.

No i oczywiście wszystkiego co najlepsze. I proszę brać te słowa bardzo dosłownie, najlepsze to najlepsze, choć nie zawsze to rozumiemy.

Sebastian Ł.

Miejsce II.

Czterdziestolatku drogi! Więcej życzeń nie będzie. To czas gdy wszystko staje się planem a nie marzeniami. Od dziś zamiast życzyć będę pomagać.

Michał N.

Miejsce III.

1.  Więcej uśmiechu. Ale nie przy okazji, tylko takiego na co dzień. Żeby mieć moc uśmiechnięcia się do obcego człowieka na ulicy. Bez powodu. Ot tak. Bo ludzie teraz smutni na ulicach, zabiegani.

2. I więcej czasu dla siebie i bliskich. To apropo zabiegania. Żebyśmy mieli jak najwięcej okazji spędzać czas z rodzicami, dziećmi, partnerami. Świat oszalał i pędzi a my dajemy mu niepotrzebnie się porwać.

3. Odwagi. Żebyśmy mieli moc i nie bali się innych ludzi. Żebyśmy potrafili podejść do obcego człowieka i zapytać co słychać. Umówić się normalnie na randkę a nie przez durne portale, komunikatory.

4. Siły. Żebyśmy mieli siłę oderwać się od technologii. A jakby spędzić dzień, 3 dni! bez telewizji, internetu i telefonu? Potraficie? To szacun!

Robert S.

Gratulujemy zwycięzcom i dziękujemy wszystkim uczestnikom konkursu!

 

 

Regulamin Konkursu

 
 

[rekmob2]

 
" ["ancestor_id"]=> string(2) "80" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1544453102" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(3) "100" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(4592) "

 

 

Święta to czas, w którym spotykamy naszych bliskich i jesteśmy ze sobą w ten szczególny sposób, starając się, by wspólne chwile były wyjątkowe. To również czas, w którym składamy sobie życzenia, padają ważne słowa, wyrażamy swoje uczucia.

Napisz, czego chciałbyś życzyć swoim bliskim w te święta i zdobądź jeden z trzech wyjątkowych prezentów!

Nagroda za miejsce I: golarka foliowa Braun Series 9

Golarka wyposażona w unikalną technologię, która  analizuje gęstość zarostu oraz pokryty tytanem trymer HyperLift&Cut z wyszukanym designem. Jej dokładne działanie i ekskluzywny wygląd docenią najbardziej wymagający mężczyźni. Wartość nagrody: 1300 zł

Braun Series 9

[rek]

Nagroda za II miejsce: depilator Braun IPL 5009 

Depilator IPL wyposażony w sensor kolorytu skóry, który na bieżąco analizuje odcień skóry i dopasowuje do niego intensywność światła. Podczas każdego impulsu aplikowana jest optymalna ilość światła, co zapewnia skuteczność i bezpieczeństwo zabiegu. Zapewnia idealną gładkość na długi czas. Wartość nagrody: 1199 zł

Braun IPL 5009

Nagroda za III miejsce: Braun Multi Groomer Kit 9 w 1

Wielofunkcyjny zestaw do stylizacji zarostu i pielęgnacji całego ciała umożliwia precyzyjne przycinanie i modelowanie brody i fryzury, umożliwia także bezpieczne stosowanie na całym ciele, również w miejscach intymnych. Wartość nagrody: 369 zł

Braun Multi Groomer Kit 9 w 1

 

 

Co musisz zrobić, by zdobyć jedną  nagród?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Zbliżające się święta i rodzinne spotkania to znakomita okazja, by powiedzieć lub życzyć naszym bliskim czegoś więcej niż "Wesołych Świąt". Napisz oryginalne życzenia świąteczne, które chciałbyś złożyć swoim bliskim.

Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Jury wybierze najciekawsze życzenia i nagrodzi je:
- za I. miejsce golarką Braun Series 9 (9291) o wartości 1300 zł,
- za miejsce II. depilatorem Braun IPL 5009 o wartości 1199 zł,
- za miejsce III. trymerem Braun MGK 3980 o wartości 369 zł.

Braun nagrody

Biorąc udział w konkursie oświadczasz, że jesteś pełnoletni i akceptujesz Regulamin Konkursu.

 

Na odpowiedzi czekamy do 18 grudnia!

 

[rekmob2]

 
" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2805" ["visits_counter"]=> string(4) "1045" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(3) "100" ["name"]=> string(13) "Dobry wygląd" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "6" ["title"]=> string(7) "Wygląd" ["about"]=> string(102) "Jak wyglądać dobrze? Co buduje twój niepowtarzalny styl? Podpowiadamy, jak dobrze wyglądać po 40." ["keywords"]=> string(82) "wygląd, aparycja, prezencja, dobry wygląd, styl faceta, męski styl, męski look" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-dobry-wyglad" ["lft"]=> string(3) "101" ["rgt"]=> string(3) "102" ["level"]=> string(1) "2" } } [3]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2753" ["slug"]=> string(36) "zdobadz-hybrydowego-lexusa-z-mobil-1" ["dont_use_tags"]=> string(9) "porządek" ["title"]=> string(38) "Zdobądź hybrydowego Lexusa z Mobil 1" ["avatar_description"]=> string(47) "Lexus CT 200h jest nagrodą w konkursie Mobil 1" ["avatar_alt_text"]=> string(23) "Lexus CT 200h i Mobil 1" ["lead"]=> string(255) "Producent syntetycznych olejów silnikowych Mobil 1 zorganizował zabawę, w której nagrodą główną jest Hybrydowy Lexus CT200h. Warte podkreślenia jest to, że aby wziąć udział w akcji, nie musisz nic kupować. Liczy się tylko twoja wyobraźnia!" ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(255) "Producent syntetycznych olejów silnikowych Mobil 1 zorganizował zabawę, w której nagrodą główną jest Hybrydowy Lexus CT200h. Warte podkreślenia jest to, że aby wziąć udział w akcji, nie musisz nic kupować. Liczy się tylko twoja wyobraźnia!" ["superbox_title"]=> string(38) "Zdobądź hybrydowego Lexusa z Mobil 1" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2753" ["body"]=> string(3735) "

Zasady konkursu organizowanego przez Mobil 1 są proste: należy opisać, jak będzie wyglądała podróż marzeń nowym Lexusem od Mobil 1. Konkurs trwa do 31 października. Formularz konkursowy oraz regulamin zabawy znajdują się tutaj. Co ważne: nie musisz nic kupować, aby wziąć udział w zabawie!

Lexus CT 200h przód

Lexus CT 200h

Jaka będzie twoja podróż hybrydowym Lexusem CT?

Lexus CT 200h – nagroda w konkursie Mobil 1 – to kompaktowy hatchback z napędem hybrydowym. Silnik elektryczny o mocy 82 KM w połączeniu z jednostką benzynową generującą 99 KM dając w efekcie układ całkowitej mocy 136 KM i momencie obrotowym na poziomie 207 Nm.

Auto przyspiesza do 100 km/h w 10,3 s i, wg deklaracji producenta, spala w cyklu mieszanym 3,8l paliwa na 100 km. I jak, potrafisz wyobrazić sobie siebie za kierownicą tego auta?

Lexus CT 200h tył

Lexus CT 200h

Olej silnikowy do zadań specjalnych

Syntetyczne oleje silnikowe Mobil 1 sprawdzają się doskonale w autach hybrydowych. Zapewniają wysoką skuteczność ochrony silnika przed zużyciem i tworzeniem się osadów, niezależnie od konfiguracji napędu. Więcej informacji na temat olejów Mobil 1 można znaleźć na tutaj

Lexus CT 200h wnętrze

Lexus CT 200h

[article_adv]

Skrót informacji o konkursie:

Konkursowi towarzyszy również promocja w wybranych punktach sprzedaży – przy zakupie 4-litrowego oleju Mobil 1 lub usługi wymiany oleju z użyciem Mobil 1 można otrzymać czapkę baseballową.

źródło: Mobil 1 , Lexus Polska

" ["ancestor_id"]=> string(2) "15" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1539694689" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "28" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2753" ["visits_counter"]=> string(3) "752" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "28" ["name"]=> string(9) "Samochody" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "6" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(9) "Samochody" ["about"]=> string(227) "Idealny samochód dla mężczyzny istnieje w głowie każdego z nas. Limuzyny, auta sportowe, samochody terenowe – każdy ma swoje wymarzone modele. Jakie auto wybrać, a jakie podziwiać? Wszystko o samochodach dla facetów." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(11) "0-samochody" ["lft"]=> string(2) "69" ["rgt"]=> string(2) "70" ["level"]=> string(1) "2" } } [4]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2736" ["slug"]=> string(53) "ksiazka-uwaga-szpieg-dzieje-wywiadu-od-noego-do-bonda" ["dont_use_tags"]=> string(5) "forma" ["title"]=> string(59) "Książka: Uwaga, szpieg! Dzieje wywiadu od Noego do Bonda " ["avatar_description"]=> string(48) "Uwaga, szpieg! Dzieje wywiadu od Noego do Bonda " ["avatar_alt_text"]=> string(69) "Tadeusz Kisielewski. Uwaga, szpieg! Dzieje wywiadu od Noego do Bonda " ["lead"]=> string(271) "Wywiad kojarzy nam się zwykle z nieczystymi zagraniami, szantażem, zabójstwami czy innymi niekoniecznie etycznymi działaniami. Autor przedstawia jednak w zupełnie innym świetle historię służb wywiadowczych, od biblijnych szpiegów po elektroniczną inwigilację." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(271) "Wywiad kojarzy nam się zwykle z nieczystymi zagraniami, szantażem, zabójstwami czy innymi niekoniecznie etycznymi działaniami. Autor przedstawia jednak w zupełnie innym świetle historię służb wywiadowczych, od biblijnych szpiegów po elektroniczną inwigilację." ["superbox_title"]=> string(24) "Konkurs: Uwaga, szpieg! " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2736" ["body"]=> string(1899) "

Tadeusz Kisielewski w swojej ciekawej, czasem żartobliwej, czasem złośliwej opowieści o dziejach szpiegostwa przypomina, że u jego podstaw leży naturalna dla każdego potrzeba bezpieczeństwa. Tak było, kiedy Noe wysyłał na zwiady ptaki, tak jest i dziś, gdy satelity monitorują ruchy armii. Według autora również wywiadowcze techniki i procedury są takie same od wieków.

[article_adv]

Książka opisuje szczegółowo między innymi powstanie pierwszych w nowożytnej cywilizacji zachodniej struktur wywiadowczych – papieskiej i angielskiej – a także pierwszego wywiadu Stanów Zjednoczonych. Ukazuje rolę polskich oficerów w szkoleniu agentów SOE i OSS oraz przybliża temat polsko-japońskiej współpracy wywiadowczej w latach 1904–1944. Przypomina też czasy, gdy dwa narody – polski i żydowski – nie miały własnego państwa, ale miały znakomicie działający wywiad.

Dr Tadeusz A. Kisielewski jest analitykiem stosunków międzynarodowych, zajmuje się geopolityką i geostrategią. Autor licznych prac z tego zakresu, m.in. Nowy konflikt globalny(1993), Schyłek Rosji (REBIS 2007), Wojna imperium. Większy Bliski Wschód w amerykańskiej wojnie z terroryzmem (2008), Nafta znowu zmieni świat (REBIS 2013), Przesmyk suwalskim (REBIS 2017). 

REBIS wydał też jego głośne bestsellery: Zamach, Zabójcy, Gibraltar i Katyń, Po zamachu, w których m.in. dowiódł, że gen. Sikorski nie zginął w wypadku, oraz takie poczytne książki jak Churchill – najlepszy sojusznik Polski? czy Janczarzy Berlinga.

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1537788847" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1812) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Uwaga, szpieg! Dzieje wywiadu od Noego do Bonda"

Uwaga szpieg! Dzieje wywiadu od Noego do Bonda

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Opisz najciekawszą Twoim zdaniem postać szpiegowską z filmu lub literatury.
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy najciekawszych opisów otrzymają książki.

 

Na odpowiedzi czekamy do 9 października!

 
" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2736" ["visits_counter"]=> string(4) "1099" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [5]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2711" ["slug"]=> string(26) "cudowna-bron-philip-k-dick" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(40) "Książka: Cudowna broń, Philip K. Dick" ["avatar_description"]=> string(46) "Cudowna broń, Philip K. Dick. Rys. W. Siudmak" ["avatar_alt_text"]=> string(46) "Cudowna broń, Philip K. Dick. Rys. W. Siudmak" ["lead"]=> string(209) "Światu grozi zagłada ze strony obcych. Projektanci broni, pracujący dotąd w dwóch zwalczających się obozach, muszą teraz ramię w ramię stanąć do pracy nad skuteczną bronią, która uratuje świat." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(209) "Światu grozi zagłada ze strony obcych. Projektanci broni, pracujący dotąd w dwóch zwalczających się obozach, muszą teraz ramię w ramię stanąć do pracy nad skuteczną bronią, która uratuje świat." ["superbox_title"]=> string(38) "Konkurs: Cudowna broń, Philip K. Dick" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2711" ["body"]=> string(1578) "

Kto czytał jakąkolwiek powieść Philipa K. Dicka, ten już wie, czego spodziewać się po „Cudownej broni” - tu wszystko jest nieprzewidywalne, a gdy już wydaje się, że zaczynamy rozumieć, z czym mamy do czynienia, wszystko nagle odwraca się, jak w dziecięcej zabawce – kalejdoskopie.

[article_adv]

Autor umieścił akcję w 2004 roku. Podczas trwającego wyścigu zbrojeń między blokiem zachodnim i chino-radzieckim przemysł zbrojeniowy stał się narzędziem w show-biznesie. Lars Powderdry, główny projektant broni Za-Bloku, tworzy wyłącznie efekciarskie gadżety, urządzenia, które tylko z pozoru są śmiercionośne, w rzeczywistości zaś służą przemysłowi rozrywkowemu do wywierania wrażenia na widzach.

Niespodziewanie prawdziwe zagrożenie przychodzi z nieba – Ziemię atakują obcy i świat potrzebuje teraz rzeczywistej militarnej siły. Za-Blok i Oko-Wschód zawierają porozumienie, a Lars musi podjąć współpracę ze swoim radzieckim odpowiednikiem, piękną Lilo Topczewą. Na dodatek zaczyna się w niej zakochiwać, choć dobrze wie, że Lilo może go w każdej chwili zabić...

 

Cudowna broń. Philip K. Dick
Cudowna broń. Philip K. Dick

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1534937633" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1817) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Cudowna broń"

Cudowna broń. Philip K. Dick

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Inwazja obcych to temat chętnie podejmowany przez pisarzy gatunku Science Fiction. Opisz, jak sobie wyobrażasz obcą cywilizację, którą moglibyśmy kiedyś spotkać na Ziemi lub gdzieś w Kosmosie.
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy najciekawszych opisów otrzymają książki.

 

Na odpowiedzi czekamy do 2 września!

 
" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2711" ["visits_counter"]=> string(4) "1458" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [6]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2664" ["slug"]=> string(63) "ksiazka-komandos-historia-czlowieka-ktory-zastrzelil-bin-ladena" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(72) "Książka: Komandos. Historia człowieka, który zastrzelił bin Ladena " ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(61) "Komandos. Historia człowieka, który zastrzelił bin Ladena " ["lead"]=> string(325) "Niezwykła i zdumiewająca opowieść dotycząca m.in. wydarzeń, które śmiało można uznać za najsłynniejszą współczesną operację militarną. Najogólniej mówiąc, dowiadujemy się z niej, jak zachować życie i pozostać przy tym człowiekiem, mając tak wiele do czynienia ze śmiercią, zniszczeniem i walką. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(325) "Niezwykła i zdumiewająca opowieść dotycząca m.in. wydarzeń, które śmiało można uznać za najsłynniejszą współczesną operację militarną. Najogólniej mówiąc, dowiadujemy się z niej, jak zachować życie i pozostać przy tym człowiekiem, mając tak wiele do czynienia ze śmiercią, zniszczeniem i walką. " ["superbox_title"]=> string(51) "Historia człowieka, który zastrzelił bin Ladena " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2664" ["body"]=> string(1851) "

„Komandos” to poruszająca relacja komandosa Navy SEAL Roberta O’Neilla, który ma na koncie ponad czterysta akcji, w tym uratowanie Marcusa Luttrella (jedynego żołnierza SEAL ocalałego po afgańskiej operacji „Redwing”), odbicie porwanego przez piratów kapitana Richarda Philipsa czy likwidację najbardziej poszukiwanego terrorysty świata, Osamy bin Ladena, który zginął z jego ręki.

[article_adv]

O’Neill opisuje również ciężkie szkolenia i wyczerpujące treningi najbardziej elitarnego oddziału SEAL. Przez ponad dziesięć lat brał udział w działaniach antyterrorystycznych w okresie, który był najgorętszy pod tym względem w dziejach USA. Nierzadko jego oddział niemal co noc stawał do walki i choć sam O’Neill wyszedł z tego cało, wielu z jego towarzyszy broni nie miało tyle szczęścia.

W „Komandosie” O’Neill przenosi nas do Iraku i Afganistanu, nie szczędzi czarnego humoru związanego z długotrwałym uwikłaniem w walkę i szczegółowo opisuje działania najskuteczniejszych oddziałów specjalnych. Opisuje też szczegóły operacji, w której zastrzelił najsłynniejszego terrorystę świata.

Robert O’Neill urodził się w Butte w Montanie i mieszkał tam do 1996 roku, kiedy ukończył dziewiętnaście lat i wstąpił do US Navy. Przydzielony do SEAL brał udział w ponad czterystu akcjach na czterech teatrach działań wojennych. Podczas tej godnej uwagi służby został aż pięćdziesiąt dwa razy wyróżniony, między innymi dwa razy Srebrną i cztery razy Brązową Gwiazdą, trzykrotnie został też wymieniony w rozkazach prezydenckich.

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1530168341" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1652) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Komandos"

Komandos. Historia człowieka, który zabił bin Ladena

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jakie są Twoim zdaniem najważniejsze cechy dobrego komandosa i dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy najciekawszych opisów otrzymają książki.

 

Na odpowiedzi czekamy do 15 lipca!

 
" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2664" ["visits_counter"]=> string(4) "2413" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [7]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2641" ["slug"]=> string(32) "atak-paniki-juz-na-blu-ray-i-dvd" ["dont_use_tags"]=> string(42) "małżeństwo , chłopiec , dowcip , forma" ["title"]=> string(43) "„Atak paniki” już na Blu-ray™ i DVD " ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(227) "Entuzjastycznie przyjęta przez widzów i krytyków brawurowa komedia. W rolach głównych: Dorota Segda, Grzegorz Damięcki, Magdalena Popławska, Artur Żmijewski, Aleksandra Pisula, Julia Wyszyńska, Bartłomiej Kotschedoff." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(248) "„Atak paniki” to entuzjastycznie przyjęta przez widzów i krytyków brawurowa komedia. W rolach głównych: Dorota Segda, Grzegorz Damięcki, Magdalena Popławska, Artur Żmijewski, Aleksandra Pisula, Julia Wyszyńska, Bartłomiej Kotschedoff." ["superbox_title"]=> string(7) "Konkurs" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2641" ["body"]=> string(7427) "

Spokojny, niemalże kojący głos wydobywa się z ciemności. To Witek (Daniel Guzdek), w autorskiej audycji radiowej, snuje opowieść o rozszerzającym się wszechświecie. Przybliża słuchaczom meandry astrofizyki, duma nad samotnością człowieka w wielkim i ciemnym kosmosie. Ta świadomość stanie się dla niego nie do zniesienia. Czy Witek czuje się samotny bo kosmos się kurczy, a może dlatego, że w liceum rzuciła go dziewczyna? Kamila (Aleksandra Pisula), bo o niej mowa, nawet tego faktu nie pamięta. Po pierwsze to było miliony lat temu, a po drugie byli parą zaledwie przez trzy miesiące. Gdy pewnego dnia licealne koleżanki przerwą jej „występ” w kulminacyjnym momencie, wpraszając się bez zapowiedzi, sprowokują niespodziewany wybuch szczerości i wywrócą jej życie do góry nogami.

Andrzeja (Artur Żmijewski) i Elżbietę (Dorota Segda), małżeństwo w średnim wieku, poznajemy gdy wracają z wakacji. W samolocie Andrzej zamienia się miejscami ze swoim szefem (Andrzej Konopka) i jego młodą żoną (Magdalena Turczeniewicz). Elżbiecie nie podoba się brak asertywności u męża. Między małżonkami dochodzi do drobnej sprzeczki, którą przerywa spóźniony pasażer. Pojawienie się gadatliwego Oskara (Nicolas Bro) sprawi, że małżonkowie nie zapomną tych wakacji do końca życia.

[ext_img=s]3421[/ext_img]

[article_adv]

Krystyna (Małgorzata Hajewska-Krzysztofik), po odchowaniu dzieci, całą swoją miłość przelała na porzucone zwierzęta. Od pewnego czasu jej dom coraz bardziej przypomina zoo, co staje się powodem nieustannych scysji z synem. Dla Miłosza (Bartłomiej Kotschedoff) najważniejszy jest święty spokój, gdy zasiada przed komputerem by podbijać galaktykę, a fauna wałęsająca się po domu w tym nie pomaga. Podczas kelnerowania na weselu dostaje wiadomość, że jego kosmiczne imperium zostało zaatakowane. W akcie desperacji dzwoni do matki, by wspólnymi siłami zapobiec unicestwieniu planety, dorobku jego życia. Ataku na jego imperium dokonuje Amadeusz (Olaf Marchwicki), nastolatek, którego poznajemy, gdy z kolegami odpala swojego pierwszego jointa. Powoli ogarnia go niepokój i lęk przed Karmą.

Piękna i efektowna kobieta czeka w restauracji. To Monika (Magdalena Popławska), znana autorka kryminałów. Nagle podchodzi do niej najprzystojniejszy facet na sali. To Dawid (Grzegorz Damięcki). Wyglądają jak na pierwszej randce. Ona flirtuje, opowiadając dużo i entuzjastycznie, on nieśmiało milczy. Jednak kolacja nie skończy się po myśli Moniki, gdy Dawid wyłoży karty na stół.

Wiktoria (Julia Wyszyńska) przygotowała się perfekcyjnie do porodu. W końcu to jej pierwsze dziecko. Będzie zatem przewodniczka duchowa i Chopin w uszach, nie będzie lekarza ani znieczulenia. Póki co jednak jesteśmy na jej weselu i nikt nie może znaleźć Pana Młodego, a wody odeszły. Z odsieczą przybywa psi psycholog...

Wszystkie opisane historie są dla mnie bardzo osobiste. Nie dlatego, że je przeżyłem, ale dlatego, że dotykają mnie w jakiś szczególny sposób, opowiadają o moich lękach, frustracjach i obsesjach. A także wszystkim tym, co dostrzegam w życiu swoim i moich bliskich, a czasem zupełnie przypadkowych osób – mówi o „Ataku paniki” reżyser i współscenarzysta Paweł Maślona.

[ext_img=s]3422[/ext_img]

Niezwykle ważne dla reżysera było to, aby wspomniane historie, podobnie jak w życiu, nie były jednowymiarowe, ale wnosiły komizm i refleksję. – Starałem się opowiedzieć je w sposób, który lubię najbardziej, i który jest mi najbliższy, w formie śmiesznej i strasznej, czasem groteskowej, ale i wzruszającej jednocześnie – dodaje reżyser.


„Atak paniki” to czarna komedia ze szczyptą refleksji, na którą składa się szereg pozornie niezwiązanych ze sobą historii, dla których wspólnym mianownikiem jest tytułowy atak paniki.

Scenariusz autorstwa Pawła Maślony, Bartłomieja Kotschedoffa i Aleksandry Pisuli zrobił ogromne wrażenie na producencie filmu Janie Kwiecińskim. – To najlepszy scenariusz jaki czytałem od lat. Pogłębione postaci i tragikomiczność historii. Wszystkie, nawet najbardziej dramatyczne zdarzenia w filmie są jednocześnie pełne humoru. Tak jak w życiu, komedia miesza się tu z przeciwnościami losu – mówi producent.

[ext_img=s]3423[/ext_img]

Ten koncept bardzo spodobał się aktorom, między innymi Arturowi Żmijewskiemu, który bez wahania przyjął propozycję wystąpienia w „Ataku paniki”. – Komedię uwielbiam od zawsze. Jest to gatunek, w którym można pomieścić nieskończenie wiele treści w sposób dowcipny i nieoczywisty. Dlatego z wielką radością przyjąłem propozycję zagrania w filmie Pawła Maślony. Rola, którą powierzył mi reżyser, jest jednocześnie zabawna i poniekąd tragiczna, więc praca nad nią sprawiła mi ogromną frajdę, bo pozwalała rozpostrzeć ogromny wachlarz emocji. A przekazywanie emocji, jest jak wiadomo, solą zawodu aktora. I muszę wyznać, że w komedii czuję się świetnie – mówi Artur Żmijewski.

[article_adv]

Współautorami wielowątkowego scenariusza filmu są absolwenci wydziału aktorskiego krakowskiej PWST, Aleksandra Pisula i Bartłomiej Kotschedoff. – Ten tekst wymyślony przez aktorów daje im duże pole do popisu. Właściwie każda rola jest tak skonstruowana, że rozwija się i zmierza w nieoczekiwanym kierunku – tłumaczy Dorota Segda.

Mnogość wyrazistych bohaterów i barwnych historii znajduje kulminację w finale filmu. – Im bliżej końca, tym bardziej oczywiste będzie to, że nie da się tych historii opowiedzieć osobno, bo one potrzebują siebie nawzajem. To kilka historii, ale jeden film. I chciałem, aby widz z tym poczuciem wyszedł z kina – konkluduje Paweł Maślona.

Premiera „Ataku paniki” miała miejsce podczas festiwalu filmowego w Gdyni w 2017 roku, gdzie film został bardzo dobrze przyjęty nie tylko przez krytyków, ale również widzów. Grająca w filmie Magdalena Popławska zdobyła nagrodę za najlepszą kobiecą rolę drugoplanową. Na ekrany kin „Atak paniki” wszedł 19 stycznia tego roku. Na dużym ekranie film obejrzało blisko 180 tysięcy widzów.

Dodatki specjalne w wydaniach Blu-ray i DVD:

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu: facebook.com/MojeFilmyDVD

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1527584430" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1585) "

KONKURS

Zdobądź DVD z filmem "Atak paniki" 

[ext_img=s]3424[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaką polską komedię poleciłbyś innym facetom po 40. i dlaczego?

Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl 

 

Autorzy 8 najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrody.

 

Na odpowiedzi czekamy do 19 czerwca!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2641" ["visits_counter"]=> string(4) "1793" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(10) "1528236000" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [8]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2640" ["slug"]=> string(25) "m-jak-morderca-juz-na-dvd" ["dont_use_tags"]=> string(24) " nieporozumienie , forma" ["title"]=> string(32) "„M jak morderca” już na DVD" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(321) "Emerytowany detektyw, Ray Archer (w tej roli Al Pacino) wraz z kryminalnym profilerem Willemem Ruineymem (Karl Urban) i dziennikarką Christi Davies (Brittany Snow) próbują schwytać seryjnego mordercę. Sprawa staje się jedną z najtrudniejszych w karierze policjantów, wciągając całą trójkę w wisielczą grę." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(281) "Odkryj mroczny świat seryjnego mordercy w thrillerze „M jak morderca”. Emerytowany detektyw, Ray Archer (w tej roli Al Pacino) wraz z kryminalnym profilerem Willemem Ruineymem (Karl Urban) i dziennikarką Christi Davies (Brittany Snow) próbują schwytać seryjnego mordercę." ["superbox_title"]=> string(8) "Konkurs " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2640" ["body"]=> string(3890) "

Detektyw Will Ruiney (Karl Urban) z wydziału zabójstw specjalizuje się w tworzeniu profili psychologicznych. Nie może pozbierać się po tragicznej śmierci żony, tym bardziej, że jej zabójcy nigdy nie ujęto. Teraz przydzielono mu nową sprawę, ale także i ją profiler traktuje bardzo osobiście. Nie bez powodu - na miejscu makabrycznej zbrodni ktoś wyrył numery dwóch policyjnych odznak – Ruiney’a i jego starszego kolegi po fachu, Raya Archera (Al Pacino). Emerytowany detektyw zajmuje się głównie rozwiązywaniem krzyżówek, ale nagle wbrew sobie zostaje wciągnięty w prawdziwą łamigłówkę, w której stawką jest ludzkie życie. Dochodzeniu przygląda się Christi Davies (Brittany Snow), doświadczona dziennikarka gazety „New York Times” relacjonująca sprawy kryminalne. Żadne z tych trojga nie jest jednak przygotowane na starcie z nieuchwytnym seryjnym mordercą Hangmanem (Joe Anderson). Psychopata nie tylko wiesza swoje kolejne ofiary, ale zostawia śledczym zaszyfrowane wskazówki, wzorowane na grze w odgadywanie słów, zwanej wisielcem.

 

[article_adv]

„M jak morderca” został wyreżyserowany przez Johnny’ego Martina („Delirium”, „Historia zemsty”). Scenariusz napisali Michale Caissie oraz Charles Huttinger. Główną rolę gra Al Pacino, który już po raz siódmy w swojej karierze wciela się w postać detektywa po „Sprawie zamkniętej”; „Zawodowcach”; „Bezsenności”; „Gorączce”; „Morzu miłości” i „Zadaniu specjalnym”. Pacino to niewątpliwie jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów na świecie, mający na swoim koncie ponad 50 ról, w tym postać Michaela Corleone – syna Vita Corleone, z kultowego „Ojca chrzestnego”. W trakcie dotychczasowej kariery zdobył 37 nominacji do prestiżowych nagród filmowych, z czego aż 30 wygrał. Jest laureatem Oscara® w kategorii Najlepszy aktor pierwszoplanowy za film „Zapach kobiety”. Zdobył również 4 Złote Globy za produkcje: „Serpico” (Najlepszy aktor w dramacie), „Zapach kobiety” (Najlepszy aktor w dramacie), „Anioły w Ameryce” (Najlepszy aktor w miniserialu lub filmie telewizyjnym), „Jack, jakiego nie znacie” (Najlepszy aktor w miniserialu lub filmie telewizyjnym). Za swoje role w „Ojcu chrzestnym II” i „Pieskim popołudniu” aktor został uhonorowany nagrodą BAFTA w kategorii Najlepszy aktor pierwszoplanowy.

[ext_img=s]3418[/ext_img]

W rolę detektywa Willa Ruiney’a wcielił się zdobywca nagrody Amerykańskiej Gildii Aktorów Filmowych - Karl Urban. Aktor znany jest ze swojej roli Éomera w filmach „Władca Pierścieni: Dwie wieże” oraz „Władca Pierścieni: Powrót króla”. Zagrał także w takich produkcjach jak „Star Trek”, „W ciemność. Star Trek”, „Star Trek: W nieznane”, „Mój przyjaciel smok”, czy też w jednej z najnowszych produkcji Marvel Studios – „Thor: Ragnarok”.

[ext_img=s]3419[/ext_img]

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu: facebook.com/MojeFilmyDVD

 

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1527581193" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1594) "

KONKURS

Zdobądź DVD z filmem "M jak morderca" 

[ext_img=s]3420[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaki film z Alem Pacino poleciłbyś innym facetom po 40. i dlaczego?

Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl 

 

Autorzy 8 najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrody.

 

Na odpowiedzi czekamy do 10 czerwca!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(true) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2640" ["visits_counter"]=> string(4) "1240" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [9]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2632" ["slug"]=> string(26) "najlepszy-na-blu-ray-i-dvd" ["dont_use_tags"]=> string(28) "forma , działanie , przemoc" ["title"]=> string(35) "„NAJLEPSZY” na Blu-ray™ i DVD" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(311) "Już 23 maja na Blu-ray™ i DVD ukaże się jeden z najważniejszych polskich filmów – „Najlepszy”. Historia inspirowana życiem Jerzego Górskiego, który wyszedł z piekła narkotyków, ukończył bieg śmierci oraz ustanowił rekord świata w triathlonowych mistrzostwach na dystansie Double Ironman." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(203) "Historia inspirowana życiem Jerzego Górskiego, który wyszedł z piekła narkotyków, ukończył bieg śmierci oraz ustanowił rekord świata w triathlonowych mistrzostwach na dystansie Double Ironman." ["superbox_title"]=> string(20) "NAJLEPSZY - konkurs " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2632" ["body"]=> string(10322) "

Jakub Gierszał, Kamila Kamińska, Anna Próchniak, Mateusz Kościukiewicz, Arkadiusz Jakubik, Adam Woronowicz, Magdalena Cielecka, Artur Żmijewski, Tomasz Kot i Janusz Gajos zagrali główne role w głośnym dramacie „Najlepszy” w reżyserii Łukasza Palkowskiego. Obsypana nagrodami na festiwalu w Gdyni, oparta na faktach opowieść o Triathlonowym Mistrzu Świata w Double Ironmanie - Jerzym Górskim debiutuje na Blu-ray™ i DVD już 23 maja.

Głównym bohaterem filmu „Najlepszy” jest sportowiec, który zachwycił świat, a który w Polsce był osobą praktycznie nieznaną. To fascynująca, pełna morderczego wysiłku, spektakularnych upadków i niezwykłej siły historia inspirowana życiem Jerzego Górskiego (Jakub Gierszał), który ukończył bieg śmierci oraz ustanowił rekord w triathlonowych mistrzostwach świata, zdobywając tytuł mistrza na dystansie Double Ironman (7,6 km pływania/360 km jazdy na rowerze/84 km biegu) z czasem 24h:47min:46sek.

[ext_img=s]3395[/ext_img]

[article_adv]

„Najlepszy” to film reżysera kinowego hitu „Bogowie” Łukasza Palkowskiego. Twórca znów sięgnął po życiorys niezwykłego człowieka, który udowodnił, że prawdziwi bohaterowie nie boją się upadać i potrafią podnieść się w każdej sytuacji. W postać Jerzego Górskiego wcielił się Jakub Gierszał, jeden z najzdolniejszych aktorów młodego pokolenia, który za swoją rolę otrzymał nominację do Polskich Nagród Filmowych Orły 2018 w kategorii najlepsza rola męska. Obok niego wystąpili m.in.: Kamila Kamińska, Anna Próchniak, Mateusz Kościukiewicz, Arkadiusz Jakubik, Adam Woronowicz, Magdalena Cielecka, Artur Żmijewski, Tomasz Kot oraz Janusz Gajos.

Człowiek, którego za chwilę poznacie, to postać skomplikowana i pełna sprzeczności. Były narkoman, monarowiec, sportowiec, ironman, ultraman, społecznik, prezes firmy, mąż, ojciec. Jego życie wystarczyłoby na napisanie niejednej książki i zrealizowanie kilku filmów. Człowiek, który upadł tak nisko, że już niżej się nie dało, ale również wspiął się tak wysoko, jak wielu nigdy nie wejdzie – mówi o Jerzym Górskim dziennikarz Łukasz Grass, autor książki „Najlepszy. Gdy słabość staje się siłą”.

[ext_img=s]3394[/ext_img]

Minęło ponad 30 lat od momentu, kiedy stanąłem przed drzwiami Monaru i wyruszyłem na wojnę z okrutnym wrogiem. Dziś mogę powiedzieć, że najtrudniejsze nie jest wcale leczenie, ale funkcjonowanie w codziennym, normalnym życiu, kiedy wszystko zależy tylko od ciebie. Potwierdzają to słowa Marka Kotańskiego, który wiele razy powtarzał mi, że to poza ośrodkiem zaczyna się prawdziwe życie. Wiem jedno – siła jest wtedy, kiedy ma się swoją pasję i ciągle robi coś fantastycznego, swojego, własnego i można się tym podzielić z innymi. I nawet kiedy jest nam źle i przychodzi zwątpienie, to właśnie te chwile są naszym zabezpieczeniem, sprowadzają nas na ziemię i przypominają, że cały czas trzeba być czujnym – mówi Jerzy Górski.


[article_adv]O realizacji filmu opowiadającego historię życia Jerzego Górskiego mówiono od wielu lat. Niestety, kolejne próby przeniesienia tej historii na duży ekran nie dochodziły do skutku. Ostatecznie ta sztuka udała się Łukaszowi Palkowskiemu, autorowi głośnych „Bogów”.

Rolę Jerzego Górskiego powierzono Jakubowi Gierszałowi, niezwykle utalentowanemu aktorowi, któremu popularność przyniosły kreacje w tak głośnych produkcjach jak „Wszystko co kocham” czy „Sala samobójców”. – Jak przeczytałem scenariusz, to przede wszystkim uderzyła mnie niezwykła historia tego człowieka. To historia o woli życia, o chęci do zmiany oraz pokonywaniu przeszkód. Był to dla mnie tak mocny materiał, że nie miałem żadnej wątpliwości co do jego jakości. Jak się ludzie spotykają z historią Jurka Górskiego, na ogół są poruszeni oraz pełni niedowierzania i podziwu. Bez wątpienia to czego on dokonał w walce z samym sobą jest niezwykłe – wspomina Jakub Gierszał.

[ext_img=s]3396[/ext_img]

Od samego początku twórcy postawili sobie za cel stworzenie „Najlepszego” jako filmu pozytywnego, pokazującego przede wszystkim siłę człowieka i dającego widzom nadzieję. – Idąc tropem referencji, myślałem, że zrobimy film, który zaczniemy jak „Trainspotting”, a skończymy jak „Rocky”. I w pewnym sensie taki plan zrealizowaliśmy – mówi Łukasz Palkowski. – To nie miał być film psychologiczny, choć niesie on ze sobą wiele wartości. Zależało nam na tym, żeby był on widowiskowy, żeby dobrze się go oglądało. Nie miał być to kolejny polski obraz, który wpędza publiczność w depresję, tylko film pokazujący, że można się odbić nawet od najgorszego dna i dalej żyć, a nawet odnosić sukcesy – dodaje autor zdjęć Piotr Sobociński Jr.

Premiera filmu „Najlepszy” odbyła się podczas ubiegłorocznego festiwalu w Gdyni, gdzie obraz Łukasza Palkowskiego zaprezentowany został w konkursie głównym. Produkcja została entuzjastycznie przyjęta przez jury i krytyków, czego potwierdzeniem jest sześć nagród, w tym Nagroda za debiut aktorski dla Kamili Kamińskiej, Nagroda Publiczności oraz Nagroda Złotego Klakiera - dla najdłużej oklaskiwanego filmu. Na ekrany kin film wszedł 17 listopada 2017, spotykając się z zachwytem krytyków i widzów. Łącznie w polskich kinach obejrzało go prawie 750 000 osób. Potwierdzeniem wysokiej jakości filmu są także cztery nominacje do Orłów - Polskich Nagród Filmowych w kategoriach: najlepszy dźwięk (Tomasz Dukszta), najlepszy montaż (Jarosław Barzan), najlepsza główna rola męska (Jakub Gierszał) oraz najlepsza drugoplanowa rola męska (Arkadiusz Jakubik).

[ext_img=s]3397[/ext_img]

Wydanie Blu-ray™ i DVD

Film „Najlepszy” ukaże się już 23 maja na Blu-ray i DVD oraz w limitowanej edycji dwupłytowej DVD dostępnej tylko w salonach empik i na empik.com Wydanie dwupłytowe DVD zawiera wyjątkowy film Mistrz Świata. Historia, która zainspirowała twórców filmu Najlepszy. Dokument o Jerzym Górskim i jego życiu, o środowisku z którego się wywodzi, piekle narkotyków, zawodach organizowanych w więzieniach i domach samotnej matki oraz o triathlonie, w którym zdobył mistrzostwo świata na dystansie Double Ironman. W filmie wystąpili m.in. sam Jerzy Górski oraz jego córka Hania Górska. Reżyserem dokumentu jest Kacper Lisowski. Dokument dostępny jest także jako dodatek specjalny w wydaniu Blu-ray.

Dodatki specjalne w wydaniu Blu-ray:

Dodatki specjalne w wydaniach DVD:

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu: facebook.com/MojeFilmyDVD

KONKURS

Zdobądź DVD z filmem "Najlepszy" lub książkę "Najlepszy. Gdy słabość staje się siłą"

[ext_img=s]3399[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Postać Jerzego Górskiego - sportowca, który dzięki determinacji i ciężkiej pracy przekuł swoje uzależnienie w sukces sportowy - moze być wielką inspiracją dla każdego. Jaką inną osobowość zaproponowałbyś facetom po 40. jako wzór walki z własnymi słabościami? Dlaczego?

Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl 
Napisz, czy wolisz otrzymać książkę czy DVD. 

 

Autorzy 13 najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrody.

 

Na odpowiedzi czekamy do 31 maja!

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1526459317" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2632" ["visits_counter"]=> string(4) "3285" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [10]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2603" ["slug"]=> string(28) "bekarty-juz-na-blu-ray-i-dvd" ["dont_use_tags"]=> string(24) " forma , akt , akcesoria" ["title"]=> string(40) "„Bękarty” już na Blu-ray™ i DVD " ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(97) "Przezabawna opowieść o tym, że nie zawsze powinniśmy wiedzieć wszystko o naszych rodzicach. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(93) "Zabawna opowieść o tym, że nie zawsze powinniśmy wiedzieć wszystko o naszych rodzicach. " ["superbox_title"]=> string(9) "Bękarty " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2603" ["body"]=> string(5292) "

Przewrotna opowieść o konsekwencjach młodości spędzonej w czasie „szalonych lat 70.” debiutuje na Blu-ray™ i DVD już 9 maja.

Kyle (Owen Wilson) i Peter (Ed Helms) są dwujajowymi bliźniakami, którzy przypadkowo odkrywają, że ich całe życie opiera się na kłamstwie. Poczciwie wyglądający mężczyzna ze zdjęcia stojącego nad kominkiem okazuje się nie być ich ojcem, a wymysłem ich matki (Glenn Close), która chciała ukryć przed nimi prawdę o tym, że właściwie nie wie, kto nim jest. To były szalone lata siedemdziesiąte i... sami wiecie. Bracia, którzy otrzymali jedynie kilka wskazówek, postanawiają odnaleźć ojca. W tym celu wyruszają w szaloną podróż, w czasie której dowiadują się wielu rzeczy o swojej matce i sobie nawzajem.

[ext_img=s]3370[/ext_img]

[article_adv]

Komedia „Bękarty” to debiut reżyserski doświadczonego operatora Lawrence’a Shera, współtwórcy przebojowych filmów z serii „Kac Vegas”. Główne role w obrazie zagrali ulubieńcy widzów Ed Helms („W nowym zwierciadle: Wakacje”) oraz Owen Wilson („O północy w Paryżu”), obok których wystąpili: sześciokrotnie nominowana do Oscara® Glenn Close („Fatalne zauroczenie”), zdobywca Oscara® J.K. Simmons („Whiplash”), laureat Nagrody Akademii Christopher Walken („Łowca jeleni”) oraz zdobywca Złotego Globu Ving Rhames („Pulp Fiction”).

Choć bohaterami komedii „Bękarty” są bracia bliźniacy, to w niczym nie są do siebie podobni. Łączy ich matka, a dzieli praktycznie wszystko. Ich życie wywraca się do góry nogami, kiedy matka oznajmia im, że człowiek, którego przez lata uważali za swojego ojca, wcale nim nie jest. – Historyjka, którą matka karmiła ich przez te wszystkie lata, była całkowicie zmyślona, bo w rzeczywistości nie miała pewności, kto jest ich ojcem – wyjaśnia Ed Helms wcielający się w postać wiecznie zestresowanego pesymisty Petera.

[ext_img=s]3371[/ext_img]

Dla obu braci ta wiadomość okazuje się szokiem i sprawia, że postanawiają pokonać dzielące ich różnice i wyruszyć we wspólną podróż, której celem jest znalezienie swojego prawdziwego ojca. – Podróże mają to do siebie, że cały czas jesteś w ruchu, podążasz przed siebie do kolejnego przystanku na drodze. To alegoria życia. Możesz mieć swój plan, ale zawsze będą się pojawiać nieprzewidziane postoje, zakręty i objazdy. Część przygody w tym filmie mówi o tym, że niekiedy nie doceniamy najbliższych nam osób. Nie ma chyba lepszego sposobu na przypomnienie tej dwójce o tym fakcie niż umieszczenie ich w jednym samochodzie razem z dzielącymi ich różnicami. Czasem nasze prawdziwe oblicze ujawnia się dopiero pod presją – mówi Lawrence Sher.


[article_adv]Kyle i Peter nieco się rozklejają na wieść o tym, że ich najcenniejsze zdjęcie z dzieciństwa nie przedstawia zmarłego taty, a jakiegoś przypadkowego aktora. Od tej pory zaczynają też inaczej postrzegać swoją matkę. Kobieta, o której myśleli, że wiedzą o niej wszystko... kim tak naprawdę jest, a co ważniejsze, kim była wtedy? Kiedy bracia, pragnąc odnaleźć ojca, podążają szlakiem podbojów seksualnych swojej matki, który wytyczyła 40 lat temu na przestrzeni czterech stanów, niewiele mogą przed sobą ukryć. Życie Helen to nie tylko tło dla wędrówki Petera i Kyle’a przez erę disco, ale, jak mówi Close – to ona jest emocjonalnym trzonem tej historii. Pogodzenie się z faktem kim była młoda kobieta, która postanowiła samotnie wychować dwóch chłopców i zapewnić im dobre życie, stanowi część ich podróży.

Kiedy wszystkie karty zostaną odkryte, niczego nie da się już cofnąć. Jeśli Helen myślała, że jej dobre chęci ukoronowane mało konkretnym wyjaśnieniem, iż należy złożyć całą winę na karb lat 70., im wystarczy i pozwoli jej spokojnie wziąć ślub oraz żyć własnym życiem, to się myliła. Teraz, kiedy Kyle i Peter wiedzą, że ich tata jednak żyje, nie spoczną, dopóki go nie odnajdą, i nie dadzą jej spokoju, dopóki nie poda im nazwiska.

Dodatki specjalne w wydaniu Blu-ray™:

Dodatki specjalne w wydaniu DVD:

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu: facebook.com/MojeFilmyDVD

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1524736674" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1563) "

KONKURS

Zdobądź DVD z filmem "Bękarty"

[ext_img=s]3372[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaką komedię rodzinną poleciłbyś facetom po 40. na majowy weekend? Opisz ciekawie swoją propozycję.
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy ośmiu najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 16 maja!

 
" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2603" ["visits_counter"]=> string(4) "1207" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(10) "1525212000" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [11]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2582" ["slug"]=> string(30) "na-skrzydlach-orlow-juz-na-dvd" ["dont_use_tags"]=> string(25) "akt , przemoc , autorytet" ["title"]=> string(41) " „Na skrzydłach orłów” już na DVD" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(148) "Oparta na faktach, poruszająca historia mistrza olimpijskiego Erica Liddella, który poświęcił życie, aby bezinteresownie nieść pomoc innym. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(148) "Oparta na faktach, poruszająca historia mistrza olimpijskiego Erica Liddella, który poświęcił życie, aby bezinteresownie nieść pomoc innym. " ["superbox_title"]=> string(23) " Na skrzydłach orłów" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2582" ["body"]=> string(7702) "

„Na skrzydłach orłów” to wzruszająca, oparta na faktach historia szkockiego lekkoatlety i mistrza olimpijskiego z Paryża z 1924 roku, który całe swoje życie służył Bogu. Ujmujący skromnością i pobożny Eric Liddell (Joseph Fiennes) to utalentowany gracz rugby i świetny biegacz. Jednak to, czego pragnie najbardziej, to poświęcić swoje życie Najwyższemu. Za wszelką cenę chce rozwijać swój talent do biegania, traktując go jako Boży dar. By nie sprzeniewierzyć się swoim przekonaniom, odmawia startu w niedzielę. - Wierzę, że Bóg stworzył mnie w jakimś celu, ale On także dał mi niesamowitą szybkość – mówił Liddell. W 1924 roku startuje w igrzyskach olimpijskich w Paryżu na dystansie 400 metrów i jest nie do pokonania! Wygrywa we wspaniałym stylu i ustanawia przy tym nowy rekord olimpijski (47,6 sekundy). Po tym biegu powiedział: Tajemnicą mojego sukcesu na 400 metrów jest to, że pierwsze 200 metrów biegnę tak szybko, jak tylko potrafię, pozostałe 200 metrów, z Bożą pomocą, biegnę jeszcze szybciej.

[ext_img=s]3358[/ext_img]

[article_adv]

„Latający Szkot”, jak go nazywano, po wygranej w Paryżu unika sławy i wyjeżdża do Chin jako misjonarz, gdzie podejmuje pracę nauczyciela w angielsko-chińskiej szkole. Tam też poznaje swoją przyszłą żonę, Florence MacKenzie (Elizabeth Arends), z którą doczekał się trzech córek. Kiedy w 1937 roku Japonia zaatakowała Chiny, jego rodzina oraz część misjonarzy wyjeżdża do Kanady. Liddell wraz ze swym przyjacielem Xu Niu (Shawn Dou), działaczem ruchu oporu, zostaje, by nieść pomoc innym. Wkrótce trafia do japońskiego obozu internowania, gdzie cały czas opiekuje się potrzebującymi, głównie dziećmi.

[ext_img=s]3359[/ext_img]

Ostatni wyścig wielkiego mistrza odbył się w 1944 roku. Miał wtedy 42 lata i był wyniszczony przez miesiące niedożywienia, wycieńczony i prawdopodobnie już cierpiący na guza mózgu. Jego jedynym rywalem był młodszy o 20 lat i pozostający w świetnej formie, japoński kapitan.

Eric Liddell, bohater olimpijski, zdobywca złota dla Wielkiej Brytanii, nigdy nie został uwolniony. Umarł w obozie w lutym 1945 roku, na kilka miesięcy przed kapitulacją Japonii, stając się bohaterem podziwianym do dziś.

Jaki był jego sposób na liczne zwycięstwa? - Nie mam swojego sposobu na wygrywanie biegów. Każdy biegacz i biegaczka ścigają się na swój sposób. A skąd bierze się siła, by ukończyć bieg? Z naszego wnętrza. Jezus powiedział: 'Oto bowiem, Królestwo Boże jest pośród nas. Będziecie mnie szukać i znajdziecie mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca’. Jeśli chcecie dobrze pobiec, w pełni powierzcie siebie Chrystusowej miłości – mówi Liddell.


[article_adv]

„Na skrzydłach orłów” to przede wszystkim historia wspaniałego sportowca, który przyniósł chwałę swej ojczyźnie i Bogu, pozostając przy tym skromnym i dobrym człowiekiem.

W rolę Erica Liddella wcielił się zdobywca nagrody Amerykańskiej Gildii Aktorów Filmowych, laureat Critics’ Choice Awards – Joseph Fiennes. Aktor znany ze znakomitej roli w filmie „Zakochany Szekspir”, za którą otrzymał 7 nominacji do prestiżowych nagród (między innymi BAFTA, Critics’ Choice Awards oraz nagrody Amerykańskiej Gildii Aktorów Filmowych). Zagrał także w takich produkcjach jak „Wróg u bram”, „Proch i pył”, „Biegając z nożyczkami”, czy też „Goodbye Bafana”. Obecnie można go oglądać w głośnym serialu „Opowieść podręcznej”, opartym na bestsellerowej powieści Margaret Atwood.

- Życie Erica Liddella to szereg wyzwań. Mówi się, że sportowcy, którzy pragną zwyciężyć muszą przekraczać granicę bólu. Mam wrażenie, że w przypadku Erica ta granica przesuwała się każdego dnia, że dzięki swojej wierze był w stanie ją pokonywać. Właśnie dlatego jest on dla mnie największym zwycięzcą ze wszystkich – mówi o swojej roli w filmie „Na skrzydłach orłów” Joseph Fiennes.

[ext_img=s]3360[/ext_img]

Stephen Shin, reżyser i scenarzysta opowiada o tym, skąd wziął się pomysł na nakręcenie tego filmu: - Inspiracja przyszła do mnie 10 lat temu, gdy przygotowywałem Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Ktoś opowiedział mi o zwycięzcy olimpijskim, który umarł w Chinach. Jego historia zaintrygowała mnie. Byłem pod wrażeniem tego, jak wiele miał w sobie miłości. Tego, że zrezygnował z okazji, by uchronić się przed wojną i poświęcił się innym ludziom. Poznałem rodzinę Erica, a także parafian, którzy mieli z nim kontakt. Wszyscy opowiadali o tym, jak wielki wpływ miał na nich Eric Liddell i o tym, jak wspaniałym był on człowiekiem. Poświęciłem 10 lat, by ukończyć ten film, by z Bożą pomocą zebrać fundusze i udało się.

- Historia Liddella to nie tylko idealny materiał na film. Może ona również sprawić, że młodsze pokolenia będą bardziej świadome tego, co działo się w przeszłości. Ludzie na całym świecie stopniowo zapominają o tym, jak ważne jest bycie czujnym, by najciemniejsze karty historii nie powtórzyły się. Ten film ma ogromne znaczenie w uświadomieniu większej ilości osób o Bożej miłości i w zrozumieniu, że bez wiary nie możemy nic – dodaje reżyser.

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu: facebook.com/MojeFilmyDVD

 

 

KONKURS

Zdobądź DVD z filmem "Na skrzydłach orłów"

[ext_img=s]3357[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaki współczesny sportowiec jest według Ciebie wzorem, człowiekiem godnym podziwu i naśladwania? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy ośmiu najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 2 maja!

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1523961968" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1597) "

KONKURS

Zdobądź DVD z filmem "Na skrzydłach orłów"

[ext_img=s]3312[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaki współczesny sportowiec jest według Ciebie wzorem, człowiekiem godnym podziwu i naśladwania? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy ośmiu najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 2 maja!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2582" ["visits_counter"]=> string(4) "1390" ["comments_counter"]=> string(1) "1" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [12]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2577" ["slug"]=> string(17) "ksiazka-alienista" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(21) "Książka: Alienista " ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(375) "Napisana w duchu klasycznych kryminałów emocjonująca powieść, doskonale oddająca klimat Nowego Jorku pod koniec XIX wieku. Tytułowy alienista, Laszlo Kreizler, robi wszystko, by stworzyć profil psychologiczny mordercy i tym samym rozwikłać sprawę serii makabrycznych zabójstw chłopców-prostytutek. Zaczyna działać w nowatorski dla kryminalistyki sposób… " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(372) "Napisana w duchu klasycznych kryminałów emocjonująca powieść, doskonale oddająca klimat Nowego Jorku pod koniec XIX wieku. Tytułowy alienista, Laszlo Kreizler, robi wszystko, by stworzyć profil psychologiczny mordercy i tym samym rozwikłać sprawę serii makabrycznych zabójstw chłopców-prostytutek. Zaczyna działać w nowatorski dla kryminalistyki sposób…" ["superbox_title"]=> string(10) "Alienista " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2577" ["body"]=> string(1843) "

Serial The Alienist zrealizowany na podstawie powieści można oglądać na platformie Netflix od 19 kwietnia 2018. W rolach głównych: Daniel Brühl, Luke Evans i Dakota Fanning!

[article_adv]

Nowy Jork, 1896 rok. Miastem wstrząsają makabryczne zabójstwa chłopców-prostytutek. Skorumpowani policjanci prowadzą oficjalne śledztwo, ale niezależnie od nich działa tajna grupa powołana przez Theodore'a Roosevelta, późniejszego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Najważniejszy w tej grupie jest tytułowy alienista - dziś powiedzielibyśmy psychopatolog - Laszlo Kreizler, który wykorzystuje całą swą wiedzę, by stworzyć profil psychologiczny mordercy i w ten sposób wpaść na jego trop. Wraz z dziennikarzem Johnem Schuylerem Moore’em i Sarą Howard, pierwszą kobietą zatrudnioną przez nowojorską policję, działa w nowatorski dla kryminalistyki sposób, by złapać zabójcę, nim znów dokona zbrodni.

Alienista – napisany w duchu klasycznych kryminałów, jak Milczenie owiec – znakomicie łączy elementy powieści historycznej, psychologicznej i thrillera, dając przy tym niesamowity obraz Nowego Jorku w epoce wielkich przemian.

Caleb Carr to amerykański historyk wojskowości i pisarz, który zdobył rozgłos powieściami osadzonymi w realiach epoki wiktoriańskiej. Pisze również sztuki teatralne oraz scenariusze. Mieszka i pracuje jako dziennikarz w Nowym Jorku.

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1523619431" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1545) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Alienista"

[ext_img=s]3335[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaka jest Twoja ulubiona postać detektywa (książkowa lub filmowa) i dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy najciekawszych opisów otrzymają książki.

 

Na odpowiedzi czekamy do 27 maja!

 
" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2577" ["visits_counter"]=> string(4) "1955" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [13]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2576" ["slug"]=> string(23) "ksiazka-europa-jesienia" ["dont_use_tags"]=> string(11) " ćwiczenia" ["title"]=> string(27) "Książka: Europa jesienią" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(267) "Wejdź do raju szpiegów i przemytników w Europie, która rozsypała się w puzzle. Brawurowa powieść Dave’a Hutchinsona została uznana za najlepszą powieść SF 2016 roku wg. British Science Fiction Association! Była też nominowana do Arthur C. Clark Award." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(267) "Wejdź do raju szpiegów i przemytników w Europie, która rozsypała się w puzzle. Brawurowa powieść Dave’a Hutchinsona została uznana za najlepszą powieść SF 2016 roku wg. British Science Fiction Association! Była też nominowana do Arthur C. Clark Award." ["superbox_title"]=> string(16) "Europa jesienią" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2576" ["body"]=> string(1772) "

Pierwszorzędna SF z fabułą szpiegowską w stylu Johna le Carré. 
Adrian Tchaikovsky

Zjednoczona Europa należy już do przeszłości. W następstwie kryzysów gospodarczych i niszczycielskiej pandemii rozsypała się jak puzzle i wciąż się dzieli. Powstają coraz mniejsze państwa i quasi-państewka. Niepodległość ogłaszają nawet linie kolejowe, rezerwaty przyrody i statki wycieczkowe.

[article_adv]

W tym raju szpiegów i przemytników swego miejsca na ziemi szuka Rudi, kucharz z krakowskiej restauracji. Zwerbowany przez tajemniczą organizację odbywa szkolenie wywiadowcze i wkrótce zostaje jej tajnym kurierem.

Krąży po kontynencie, wymykając się jawnym oraz tajnym służbom, i z zadania na zadanie zaczyna sobie uświadamiać, że za spiskami i kontrspiskami, w których uczestniczy, za sporami, które toczą kraje Europy, mogą stać postaci z zupełnie innej rzeczywistości…

Cykl „Pęknięta Europa”:

Dave Hutchinson urodził się 1960 r. w Sheffield. Studiował amerykanistykę na University of Nottingham. Przez 25 lat pracował jako dziennikarz. Autor czterech powieści i licznych zbiorów opowiadań.

 

Przygotowano we współpracy z: 
[ext_img=o]783[/ext_img]
" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1523617357" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1570) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Europa jesienią"

[ext_img=s]3334[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaką powieść science fiction poleciłbyś facetom po 40. i dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autor najciekawszego opisu otrzyma nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 29 kwietnia!

 

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(true) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2576" ["visits_counter"]=> string(3) "980" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [14]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2555" ["slug"]=> string(30) "cicha-noc-juz-na-blu-ray-i-dvd" ["dont_use_tags"]=> string(34) "autorytet , film , akt , akcesoria" ["title"]=> string(41) "„Cicha noc” już na Blu-ray™ i DVD " ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(297) "Dawid Ogrodnik, Tomasz Ziętek, Agnieszka Suchora i Arkadiusz Jakubik w znakomitym debiucie fabularnym Piotra Domalewskiego. Uhonorowana dziesięcioma statuetkami Polskich Nagród Filmowych Orły 2018, w tym dla najlepszego filmu „Cicha Noc” zadebiutował na Blu-ray™ i DVD już 11 kwietnia." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(297) "Dawid Ogrodnik, Tomasz Ziętek, Agnieszka Suchora i Arkadiusz Jakubik w znakomitym debiucie fabularnym Piotra Domalewskiego. Uhonorowana dziesięcioma statuetkami Polskich Nagród Filmowych Orły 2018, w tym dla najlepszego filmu „Cicha Noc” zadebiutował na Blu-ray™ i DVD już 11 kwietnia." ["superbox_title"]=> string(9) "Cicha noc" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2555" ["body"]=> string(6968) "

Adam (Dawid Ogrodnik), na co dzień pracujący za granicą, w Wigilię Bożego Narodzenia odwiedza swój rodzinny dom na polskiej prowincji. Z początku ukrywa prawdziwy powód tej nieoczekiwanej wizyty, ale wkrótce zaczyna wprowadzać kolejnych krewnych w swoje plany. Szczególną rolę do odegrania w intrydze ma jego ojciec (Arkadiusz Jakubik), brat (Tomasz Ziętek), z którym Adam jest w konflikcie oraz siostra (Maria Dębska) i jej mąż (Tomasz Schuchardt). Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy świąteczny gość oznajmia, że zostanie ojcem. Wtedy, zgodnie z polską tradycją, na stole pojawia się alkohol. Nikt z rodziny nie spodziewa się, jak wielki wpływ na życie wszystkich będą miały dalsze wydarzenia wigilijnej nocy.

[ext_img=s]3308[/ext_img]

Debiut reżyserski Piotra Domalewskiego okazał się jedną z największych sensacji ubiegłorocznego festiwalu w Gdyni, gdzie zdobył siedem nagród, w tym Złote Lwy dla najlepszego filmu, nagrodę za główną rolę męską dla Dawida Ogrodnika oraz nagrodę dziennikarzy. „Cicha Noc” została również najlepszym polskim filmem według Polskiej Akademii Filmowej. Film otrzymał ponadto dziewięć statuetek Orły 2018 za: najlepszą reżyserię, najlepszy dźwięk, najlepsze role drugoplanowe (żeńska dla Agnieszki Suchory i męska dla Arkadiusza Jakubika), najlepszą główną rolę męską (Dawid Ogrodnik), najlepszy scenariusz, najlepsze zdjęcia, odkrycie roku (Piotr Domalewski) oraz nagrodę publiczności.

− Dramat, który rozgrywa się w scenariuszu „Cichej Nocy” nie jest inspirowany artykułem z gazety, ani życiem sławnej osoby. To historia opowiadająca o świecie, który dobrze znam, o świecie, w którym się wychowałem. A wychowałem się na podlaskiej wsi i zawsze chciałem sportretować żyjącą w moich stronach społeczność. Tam, skąd pochodzę, tradycja i rodzina to wartości, które spajają wielopokoleniowe społeczeństwo. Chcę opowiedzieć o tej społeczności w sposób obiektywny, nie oceniać jej członków i ich zachowań, nie wartościować ich decyzji i wyborów, wystrzegając się przyznawania i odbierania racji – pisał o swoim filmie w eksplikacji reżyserskiej Piotr Domalewski.

[ext_img=s]3309[/ext_img]

[article_adv]„Cicha Noc” jest filmem wyrastającym z doświadczeń scenarzysty i reżysera. Spojrzeniem na współczesną Polskę z perspektywy człowieka urodzonego w latach 80. Jego ambicją, podczas pracy nad pełnometrażowym debiutem, było stworzenie kameralnego dramatu, osadzonego w rozpoznawalnych realiach i podejmującego palące kwestie, które dotyczą wielu polskich rodzin.

W scenariuszu „Cichej Nocy” przyjmuję perspektywę Adama, chłopaka, który zamierza opuścić rodzinne strony na zawsze. Jest emigrantem zarobkowym, który poprzez swoje świadome decyzje postanawia zmienić utrwalony przez rodzinną tradycję emigrantów zarobkowych los. Chce się wyrwać schematom, wyjechać z kraju i założyć rodzinę za granicą – mówi Piotr Domalewski.

Bohaterem naszych czasów jest emigrant zarobkowy. Młody człowiek po studiach szukający swojego miejsca w świecie napędzanym wartościami wyznaczanymi przez kapitalizm. W świecie, który daje złudzenie, że granice nie istnieją, że wszystko jest możliwe, bohater nigdzie nie jest u siebie. Chciałem opowiedzieć historię chłopaka, który jest w stanie poświęcić wszystko, żeby odmienić swój los. Adam jest rozdarty między przywiązaniem do tradycji, a silną chęcią zmiany. Między religią, a poczuciem dewaluacji tradycyjnych wartości, między potrzebą wspólnoty, a świadomością ograniczeń, które ta wspólnota narzuca – dodaje reżyser i scenarzysta.

[ext_img=s]3310[/ext_img]

Domalewski, jak wielu współczesnych polskich twórców (np. w filmach „Ostatnia rodzina”, „Moje córki krowy”, „Ojciec”), pragnął stworzyć wyrazisty obraz polskiej rodziny i tą drogą nakreślić szerszą wizję naszej pełnej napięć współczesności. − Zawsze fascynowali mnie bohaterowie uwikłani. Bohaterowie, którzy muszą podejmować decyzje tu i teraz, na oczach widzów. Dodatkowo fascynuje mnie zamykanie fabuły w konkretnym i ograniczonym czasie. Wieczór wigilijny, ze swoim przebiegiem i naturalną dramaturgią rozgrywającego się w jego trakcie rytuału, jest doskonałym tłem dla kameralnego, rodzinnego dramatu. Wybór czasu, w którym rozgrywa się akcja, również nie jest przypadkowy. Zima, okolice Świąt Bożego Narodzenia, to w naszej kulturze szczególny czas. W rodzinach emigrantów zarobkowych wieczór wigilijny to jeden z nielicznych momentów w roku, kiedy możliwe jest spotkanie całej rodziny. Z jednej strony to kulturowy przymus, element praktyki wiary chrześcijańskiej, a z drugiej, okazja do spotkania z bliskimi – wyjaśnia Piotr Domalewski.


[article_adv]Castingi do „Cichej Nocy” trwały bardzo długo. W ich efekcie udało się na planie zgromadzić plejadę znakomitych aktorów: Dawida Ogrodnika, Tomasza Ziętka, Arkadiusza Jakubika, Jowitę Budnik oraz Agnieszkę Suchorę i Pawła Nowisza. – Nie chodziło mi tylko o podobieństwo zewnętrzne. Jak się z kimś mieszka w jednym pokoju przez 19 lat, to nawet w zbliżony sposób się gestykuluje. Szukaliśmy tego wśród aktorów. Chciałem, żeby widz nie miał wątpliwości, że ludzie, których ogląda na ekranie, są rodziną – tłumaczy swoje decyzje obsadowe reżyser.

Zdjęcia do filmu powstały na terenie gminy Gietrzwałd w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie powstała m.in. część zdjęć do głośnej „Róży” Wojciecha Smarzowskiego.

Światowa premiera „Cichej Nocy” miała miejsce podczas ubiegłorocznego festiwalu w Gdyni, gdzie film został entuzjastycznie przyjęty przez krytyków i festiwalowe jury. Film spotkał się również z dużym zainteresowaniem widzów, a w kinach obejrzało go ponad 350 tysięcy widzów.

[ext_img=s]3311[/ext_img]

Dodatki specjalne w wydaniach Blu-ray i DVD:

• zwiastun

• making of

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu: facebook.com/MojeFilmyDVD

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1522245396" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1558) "

KONKURS

Zdobądź DVD z filmem "Cicha noc"

[ext_img=s]3312[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Święta z rodziną nie muszą być trudne. Opisz swój sposób na przyjemne święta spędzane z rodziną.
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy ośmiu najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 11 kwietnia!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(true) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2555" ["visits_counter"]=> string(4) "1636" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(10) "1522706400" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [15]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2537" ["slug"]=> string(21) "jak-niewiele-potrzeba" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(21) "Jak niewiele potrzeba" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(140) "Opowiadanie przesłane przez czytelnika i nagrodzone w ramach konkursu portalu FACETpo40.pl pod hasłem "Jaki będzie świat w roku 2118?". " ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(57095) "

"Jak niewiele potrzeba"
Paweł Rachwał

Sen

Próbuję sobie przypomnieć od czego to wszystko się zaczęło i muszę przyznać, że nic nie wskazywało na to, żeby akurat ten dzień miał być przyczyną całego tego zamieszania. Zaczęło się zupełnie zwyczajnie; obudził mnie jej głos.

- Petro... - Cichutko wyszeptała moje imię, kusząc bym wreszcie otworzył oczy. Jednak moje zdrętwiałe ciało nie chciało jej słuchać. Mimo całego ciepła i słodyczy, jakie zabrzmiały mi w uszach nie potrafiłem zmusić się by otworzyć oczy i porzucić spokojną ciszę nocy.

- Obudź się Petro. Już czas . - Na jej niewypowiedziany rozkaz lampy w suficie przebudziły się do życia - najpierw delikatnie, potem coraz mocniej rozświetlając mój kubik ukryty w środku nijakiego betonowego bloku.

Narastający blask jarzeniówek to jedyna namiastka świtu na jaką mnie stać - w końcu jestem tylko Administratorem Drugiego Stopnia w Corpie. Na przeszklone domy, ciepłe śniadania i ogródki stać tylko tych, którzy osiągnęli co najmniej pozycję SNRa, czyli Senior Admina lub Doradcy Technicznego. My, liniowi ciułacze, możemy sobie pozwolić tylko na małe mieszkanka i życie z dnia na dzień bez wyrzeczeń. To i tak dużo.

Akurat ten poranek pamiętam bardzo dobrze. Spałem tylko cztery godziny, bo akurat wziąłem na siebie dobę chorego kolegi. Dlatego gdy przyszedł czas pobudki westchnąłem z rezygnacją i przewróciłem się na brzuch, wciskając twarz w poduszkę. Za wszelką cenę próbowałem chronić resztki snu przed natrętnym światłem i przed dniem, który się zbliżał.

Przed moją standardową zmianą w pracy. Nie był jednak sensu z tym walczyć; doskonale wiedziałem co będzie dalej. Gdybym wstał od razu jej tyrada skończyła by się w tamtej chwili, a tak musiałem wysłuchać całej tej mantry...

- Jest siódma-zero-zero. - Zwróciła się do mnie czule. - J uż czas spełnić obowiązek wobec swojego Boga, braci i sióstr. – Znałem to na pamięć. Mam problemy ze snem i rzadko udaje mi się wstać na pierwsze wezwanie.

- Nastał czas Twojej pracy, obywatelu Burke. - Mimo znajomej formułki akurat tego dnia jej głos jakoś niezwyczajnie pulsował mi w skroni, poruszał niewidzialne, napięte do granic możliwości struny w mojej głowie. Rozpoznałem początki migreny i przekląłem w poduszkę.

Zacisnąłem mocniej powieki, aż zobaczyłem wirujące, zachodzące na siebie płaty czerni. To ponoć ma związek z ciśnieniem w gałkach ocznych, czy jakoś tak - w każdym razie zawsze tak mam, gdy naprawdę mocno zamykam oczy. Gdy próbuje uciec gdzieś na dno własnej świadomości. To był błąd - głowa rozbolała mnie jeszcze bardziej. Nie było ucieczki od rzeczywistości, tak jak nie było ucieczki od monotonnego wywodu mojej towarzyszki.

- Służba Augustowi czyni naszą rasę doskonałą. Jesteś ważnym elementem w maszynie społeczeństwa. Wykonując swą pracę przyczyniasz się do chwały Ziemi i Boskiego Augusta. – Słodycz jej głosu nie współgrała z patosem i pustką wypowiadanych przez nią frazesów.

- To twoja chwila chwały. Wstań i pracuj dla narodu! – Cały sufit jarzył się już dziennym oświetleniem. Szept kobiety umilkł, poprzedzony cichym trzaskiem głośników wmontowanych w ściany. Moja kochanka, mój spersonalizowany budzik, wreszcie zamilkła.

Szlag mnie przez nią kiedyś trafi, ale nie potrafię jej skasować. Wolę ją niż standardową syrenę alarmu zegarowego. Odwzorowałem jej głos ze starych nagrań aktorki holo Mirandy Bell. Dużo nagrywała, ale w latach 80-tych 22-go wieku, więc trochę się nałaziłem za jej próbnikami fonetycznymi. Znalazłem je dopiero dzielnicy Sinoludów i wybuliłem sporo coina zanim udało mi się wpisać jej głos do porannej pobudki. Ale było warto. Mam do niej sentyment. Tato uwielbiał jej virtuale, więc jej głos przypomina mi i jego, i nasz dom. Przynajmniej te dobre rzeczy, które w nim były.

Pewnie nie ma to teraz znaczenia, ale moja matka zmarła przy porodzie - przenosiła ciążę, bo nie chciała opuszczać stanowiska pracy. Mnie uratowali - ponoć medykus powiedział ojcu, że to uczciwa zamiana. Matka była już w końcu zużyta, zmaltretowana latami pracy w kopalni, a ja - nowe życie - miałem dużą wartość dla społeczeństwa. Oczywiście musieli poczekać aż skończę 15 lat, żebym zaczął pracować, ale ojciec miał inny plan. Latami brał dodatkowe zmiany, żeby załatwić mi wszczepki i złączki synaptyczne. Zapisał mnie też do Akademii Corpu i już w wieku 12 lat mogłem zacząć praktyki admińskie. Dzięki tym wszystkim zabiegom, gdy ojciec zmarł z powodu zatrucia organizmu pyłem i pochodnymi Petranu, a Kopalnia zabrała jego przydziałowy kubik, byłem już w stanie utrzymać się sam.

Ależ nie próbuję tłumaczyć się trudnym dzieciństwem; po prostu mam tendencje do wpadania w dygresje. Już wracam do sedna.

Wydaję mi się, że zaraz po pobudce usiadłem na ceramicznej pryczy wysuniętej ze ściany i spojrzałem na wyświetlacz budzika. Była 7:03, 29 doba, 2 tetragon octobrynu, roku Pańskiego 2118 według ziemskiego kalendarza - czyli moja regularna zmiana zaczynała się za niecałą godzinę. Odrzuciłem koc termiczny, przetarłem twarz dłonią, a potem wstałem z łóżka, które z cichym szelestem wsunęło się w ścianę. Ruszyłem boso do aneksu kuchennego, gdzie na ścianie widniała płaskorzeźba naszego Dobroczyńcy i tak, jak większość przykładnych obywateli padłem na kolana przed złotym obliczem naszego Boga.

W myśli, w mowie, w sercu – zaintonowałem poranną modlitwę. Mimo rezygnacji, która ogarnęła mnie tego dnia wiedziałem jak wiele wyrzeczeń włożył ojciec w moją edukację. Wiedziałem też jak wygląda życie w kopalni i byłem wdzięczny za to, że mam własne 4 metry kwadratowe w całkiem schludnym bloku i trochę oszczędności w Syndykacie Bankowym. W końcu większość ludzi z kasty robotniczej gnieździ się w takich kubikach całymi rodzinami. Codzienne rano modliłem się więc do Augusta by zaopiekował się dusza mojego ojca, który tak wiele dla mnie zrobił i oczywiście matki, która dała mi nie tylko życie, ale przede wszystkim przykład ciężkiej pracy i poświęcenia.

Tak więc modliłem się:

O Panie, Ty coś zstąpił z niebios by zjednoczyć Ziemię pod swym władaniem - ulituj się nade mną, Twym wiernym sługą. Niech Twe waleczne ramię, które wiek temu rozgromiło samozwańczych królów, strzeże mnie przed grzechem, a Twój wzrok, którym spopieliłeś barbarzyńskie plemiona, spocznie na mnie. Twoja Wola niechaj zawsze mnie prowadzi ku doskonałości i zbawianiu . I niechaj Ziemia, i wszystkie Zjednoczone Kolonie na wieki pozostaną pod Twą opatrznością, jako i ja na wieki przysięgam Ci służyć w miarę sił moich, póki życia starczy. Zwróć przeto baczenie na dusze moich rodziców, którzy odbywają teraz służbę na Twoich niebiańskich polach i budują Królestwo Niebieskie dla przyszłych pokoleń. Amen. – Ucałowałem końcówkę miecza i złożyłem dłonie na zakończenie modlitwy: czoło-usta-serce.

Dopiero potem sięgnąłem do chłodziarki po strzykawkę i z ulgą przyjąłem w żyłę poranną dawkę kofeiny, protein i węglowodanów. Dzięki rozcieńczonej w zastrzyku amoryfinie poczułem też rozlewające się po moim ciele ciepło, a jej cierpki smak osiadł na języku. Swoją drogą to ciekawe - mimo, że przyjmujemy lek dożylnie i tak zawsze czujemy jego smak w ustach. Ale oczywiście nie znam się na Chemiji, dlatego się dziwię jakie to cuda w swej łasce Boski August oddaje nam w używanie. W końcu amoryfina odgania złe myśli, relaksuje organizm i pobudza ciało - czytałem ulotki politbiura i tyle mi wystarczy. Dzięki zastrzykowi zapragnąłem zerwać się do biegu, opuścić mój kubik i gnać ile tchu do pracy. Zawróciłem jednak do kabiny odświeżacza, bo nie wypada na ulice miasta wychodzić nago - to raz, a dwa - nie lubię tego lepkiego uczucia jakim obdarza nas nasze ciało o poranku. To był mój pierwszy grzech.

Cartahena

Przeklinając swoją opieszałość Petro Burke wybiegł z bloku wprost na zatłoczony chodnik.

Był zły na siebie, bo spędził w odświeżaczu 15 minut, powoli zmieniając programy masujące i relaksując zmęczone mięśnie. Chociaż czuł się jak nowo narodzony, teraz musiał przeciskać się przez ciżbę wracających z kopalnianej szychty umorusanych robotników. Jego administratorski toges pomnie się i pobrudzi przez jego własne lenistwo, a w dodatku przez tłok może się spóźnić. Na jego zmianie spóźnienie równało się obcięciu dniówki o połowę. Z westchnieniem spojrzał w niebo i nałożył maskę antypyłową. Zapomniał, że wczoraj był rozruch maszynerii i dziś po pełnej dobie pracy kopalnia i huty wypluwały z siebie kłęby czarnego dymu, który unosił się nad miastem niczym żałobny całun. Iglice dzielnicy rządowej zdawały się grzęznąc w gęstej zupie zanieczyszczeń. Nawet czubek Corpu i Świątyni Jego Świętej Opatrzności ginęły w tej zawiesinie. Niestety jedynym zadaniem Cartaheny, stolicy Cartago Nova była produkcja przemysłowa, którą eksportowano do Zjednoczonych Kolonii. Z żelaza wytwarzanego na czwartym księżycu Afrygi robiono promy i statki kosmiczne, a petran wydobywany w tutejszych kopalniach napędzał pół ziemskiej floty. Dla nikogo w rządzie nie miało znaczenia, że 90% górników w wieku czterdziestu paru lat umierała na pylicę petranową, a mieszkańcy stolicy musieli praktycznie codziennie chodzić w maskach antypyłowych. Jedynie jedna na trzy doby była wolna od produkcji, jednak z potrzeby by wyczyścić maszyny i dać odpocząć przyrządom, nie by ratować zdrowie ludzkie. Za to kopalnia była czynna non stop. Hordy górników przez całą dobę ryły korytarze pod powierzchnią całej satelity, czyniąc proces wydobycie nieprzerwanym. Tak samo musiał więc pracować Corp, instytucja rozliczająca wszelkie transakcje - od wielkich, międzyplanetarnych, po płatności za kontrakty pojedynczych pracowników. Jakiekolwiek opóźnienia w procesie przetwarzania danych były surowo karane.


Cartahena nigdy nie śpi. - Petro mruknął stare powiedzonko i ruszył przed siebie, delikatnie rozpychając się łokciami. Nim dotarł do dzielnicy biurowej zaczął siąpić deszcz, zalewając twarze przechodniów czarnymi strugami zanieczyszczeń. Administrator nasunął kaptur na łysą głowę i wbił pięści w kieszenie.

Po pół godzinie - ociekając smolistą cieczą, która wciąż leciała z nieba - dotarł do biurowca.

Większość jego zmiany była już na miejscu, nie musiał więc przynajmniej czekać w kolejce do bramek dla pracowników jego szczebla. Szybko zrzucił z siebie wierzchni toges i oddał go recyklatorowi. Zaprogramowany automat zespolony z kadłubem skazanego na trepanację mordercy, czy może heretyka-opozycjonisty odebrał jego okrycie. Czynnik ludzki był pożądany na każdym szczeblu pracy, gdyż - póki co - organizmu ludzkiego nie dało się zhackować. Minął już wiek od Pandemii Hackerskiej, która zburzyła ekonomiczne fasady Ziemi, wprowadziła chaos informacyjny, ograbiła narody z ich zasobów - ale i pomogła Augustowi przejąć władzę. Nowy imperator wyciągnął z tego naukę. Ten kto kontroluje maszyny ten ma władzę. A że zniszczył wszelkie przejawy sztucznej inteligencji musiał zadbać o to by odpowiednio zindoktrynowani, posłuszni mu ludzie robili to co chce.

Każda maszyna musiała więc mieć kontrolujący pierwiastek ludzki. Cyborgi stały się więc najlogiczniejszym rozwiązaniem - po prostu zwykły człowiek był mniej efektywny. Wolniejszy, słabszy, bardziej wrażliwy. Zresztą nie było już nawet potrzeby marnować ludzkiego ciała - kryminalistom czyszczono pamięć lub wycinano część osobowości (wraz ze sporymi partiami mózgu) i łączono z prostymi maszynami odpowiadającymi, przykładowo, za sprzątanie i wywóz śmieci. Nikt już nie zwracał uwagi na zlobotomizowanych, usprawnionych mechanicznie pomocników.

Petro zdążył już ruszyć przez hol biurowca gdy automat szczeknął przez syntezator mowy:

Dziękuję Administratorze Burke. Twój toges będzie oczyszczony i przygotowany na koniec twojej doby pracy. Niech Boski August cię strzeże.

Petro szedł wzdłuż żółtego pasa namalowanego na podłodze. Ten sam kolor miał na kamizelce i opaskach roboczego kombinezonu. Docierając do windy spojrzał przez szklaną przegrodę na wysiadających z osobnych wind Seniorów. Mężczyźni i kobiety w prawdziwych śnieżnobiałych togach przechodzili wąskim korytarzem prowadzącym do wydzielonego parkingu. Każdy z nich, ze sztucznymi fasetkowymi oczami, potrafiącymi przetworzyć do dwunastu i pół tysiąca holokolumn na minutę, z elektrokorą mózgową wspomagającą i rozszerzającą możliwości pracy mózgu; oraz ze stykami łączącymi ich z kilkunastoma komputerami na bieżąco przetwarzającymi tetrabajty danych i wykonującymi setki operacji w ciągu kilkunastu sekund - mogli dosłownie koordynować ruchy całych flot transportowych, decydować o wektorach handlu czy przetwarzać miliony transakcji barterowych. Burke, za każdym razem gdy ich widział, z zazdrością spoglądał na skryte pod obszernymi szatami wypukłości kompresorów, które filtrowały tlen pompując go wprost do płuc, żył i mózgu; przetwarzały ekskrementy i wtłaczały w organizmy substancje odżywcze (a czasem również używki) sprawiając, iż cyborgi nie musiały robić żadnych przerw w dobowej pracy.

Dodatkowe kończyny, które większość z nich wszczepiała sobie by usprawniać pracę na panelach dotykowych, tym bardziej upodabniały ich do cudacznych insektów, coraz bardziej odróżniając od zwykłych ludzi.

Administrator westchnął. Każdy z SNRów - jak w skrócie ich nazywano - był wart dla Corpu co najmniej dwudziestu zwykłych Adminów, dlatego też traktowano ich ze szczególną troską. Każdy z nich jeździł własnym mobilem. Każdy miał dostęp do prywatnej opieki cybermedycznej i własny dom pod kopułą chroniącą od pyłu i zanieczyszczeń. Seniorzy byli sercem korporacji. Admini zaś byli tylko malutkimi trybikami, które dało się zastąpić z minuty na minutę, mimo że każdy z nich dla polepszenia statusu wykupował szereg cybernetycznych usprawnień, by już na początku kariery dać się przykuć do Klęcznika - sprzężonego z komputerem ni to krzesła ni leżanki umożliwiającej przyspieszony transfer danych i operacje online na kilku kontach jednocześnie, oraz zaawansowane kalkulacje księgowe. Firma od dawna nie zatrudniała nikogo, kto nie posiadałby choć najprostszego elektrozłącza - chyba, że na stanowisko czyściciela zbiorników na ekskrementy w głównym magazynie. Dawała za to możliwość samodoskonalenia - każdy Admin odkładał ile mógł, by w klinikach Corpu, po "promocyjnych" cenach usprawniać swoje ciało. Nieliczni, którym naprawdę zależało i którzy zostawali po godzinach - w końcu, po latach, mieli dostateczny kapitał, by w pełni zcyborgizować się do roli Seniora, a firma nagradzała ich mieszkaniem pod kopułą. Inni zaś zbierali wszepka po wszczepce, pracując z miesiąca na miesiąc na nowe usprawnienia i ich serwis.

Petro uśmiechnął się pod nosem - jeszcze 10 dniówek i będzie go stać na wymianę przedsionka żołądka, dzięki czemu wreszcie nie będzie musiał robić przerwy obiadowej, a poranna mieszanka wystarczy mu na całą dobę pracy.

Dzyń! - dzwonek windy wyrwał Burke'a z rozmyślań. Jeśli się nie pospieszy będzie potrzebował jeszcze 11 dniówek. Admin wszedł do kabiny, wcisnął przycisk 17. piętra i kilkukrotnie uderzył w ikonę zamykania drzwi. Po chwili pędził już na swój poziom. Z windy wbiegł do przedsionka socjalnego; miał jeszcze dwie minuty na łyk elektrolitów. Wpadł do kuchni akurat w środek rozmowy dwójki jego najbliższych współpracowników.

- Widziałaś Matijasa – wymienił już sobie cały korpus, a wczoraj ponoć sprawił sobie syntżołądek i najnowszą pompę układu krwionośnego z dwudziestoletnią gwarancją! – emocjonował się ledwo przyjęty na stanowisko Ario.

- Szlag... - Warknął Petro łapiąc pierwszą lepszą szklankę z suszarki i przyglądając się młodym przyjaciołom. - Jego starzy pakują w niego wszystkie oszczędności. Dzieciak potrzebuje jeszcze fasetek i dodatkowej pary rąk. Zobaczycie za rok awansuje na Seniora! - Syn górnika nie mógł pogodzić się z tym jak łatwo niektórym przychodziła zmiana korporacyjnego statusu.

- To nie fair! - Zapiszczała mała Adi. - Czemu ten bubek nie poszedł w ślady tatusia i nie zajął się handlem transorbitalnym?

- Bo jego stary chce mieć swojego w Corpie, żeby pomagał mu namierzyć wektory transportowe floty i zawierać lepsze kontrakty...

- To nielegalne. - Przerwał mu Burke. - Daj już temu spokój Ario. - Dodał nalewając płynu z dozownika. On sam całkiem niedawno boleśnie przekonał się jak często przedsionek bywał na nasłuchu.

- Dobra, dobra masz racje, przesadziłem, niech mi Boski August litościwie wybaczy moją bezczelność. - Wzdrygnął się chłopak, widocznie przypominając sobie naganę jaką kilka miesięcy dostał Petro za nieudowodnione zarzuty na współadmina. Przez chwile zapadła cisza. Potem wśród chrząknięć i pomruków, z elektrolitami w rękach wszyscy rozeszli się do swoich przegródek.

Jeszcze zanim zdążył przypiąć się do Klęcznika, Adi wychyliła się zza cienkiej ścianki, która odgradzała ją od starszego kolegi.

- Petro? - Zapytała konspiracyjnie.

- Mhm? - Mruknął mężczyzna wkładając w port na potylicy końcówkę światłowodu, łączącą go ze stanowiskiem pracy.

- A słyszałeś o "Ostatniej Karczmie"?

- O czym?

- Wczoraj na obiedzie Matijas opowiadał o tym, że jego znajomi, no wiesz ci co już są Seniorami...

- Masz na myśli te dwie pomarszczone pajęczyce i tego pedała?

- Obywatelu Burke to nie ładnie rzucać takie oskarżenia. - Zmarszczyła brwi, jakby próbując odgadnąć czy drugi Admin z niej żartuję, albo ją sprawdza. Ucichła, patrząc jak Petro opiera kolana na poduszkach Klęcznika i przysuwa się do pulpitu komputera.

- Powtarzam tylko znane fakty i obiegowe opinie, które zasłyszałem w kuchni. - Uśmiechnął się ironicznie i puścił do niej oko, by rozładować napięcie. Następnie oparł się wygodnie o pochylone oparcie i złożył głowę na zagłówku.

- No tak, no tak. - Przytaknęła i uśmiechnęła się szczerze. - Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.

- Właśnie, ej nie powinnaś się już wpinać.

- Muszę zresetować terminal, od wczoraj mam jakiś błąd. Spokojnie, zgłosiłam to - nie zetną mi dniówki.

- No dobra to co z tą, jak to nazwałaś?

- Ostatnią karczmą - ponoć to jakaś nowa gra SNRów.

- Jakiś Virtual?

- Nie wiem, myślałam że może Ty coś wiesz?

- A skąd? - Zdziwił się Burke spoglądając na błękitne kolumny danych które wyświetliły się na jego ulepszonej siatkówce płynąc wprost z terminala przez złączkę w jego mózgu.

- No bo przecież masz dostęp do ich transakcji - jak to jakieś MMO to na pewno płacą abonamenty. - Dziewczyna sięgnęła po hełm wizyjny i wpięła go w port na szyi. Nie było jej jeszcze stać nawet na proste implanty gałek ocznych, które już zdążył sprawić sobie Petro, a które miały być zalążkiem jego przyszłych Fasetek.

- Nie kojarzę, zresztą wirtualne gierki już mnie nie cieszą.

- To ponoć coś innego, lepszego. - Rzuciła Adi przez ściankę usadzając się na swoim klęczniku. Burke poprawił się na wąskim siedzisku, które miało tylko nieznacznie odciążać kolana od utrzymywania ciężaru całego ciała.

- Zobaczymy. - Mruknął do siebie wchodząc w rejestry Corpu.


Poszukiwania

To był mój drugi grzech - ciekawość.

Przyznam, że na początku chciałem tylko zobaczyć czy faktycznie Seniorzy znów popadli w jakieś grupowe szaleństwo - tak jak przed rokiem, gdy wyszło na jaw, że jeden z nich zhackował serwery Netroida, żeby dać swojej postaci w Space Angels dodatkowe boosty. Przy okazji okazało się, że wszyscy oni ugrzęźli w Virtualnym Massive Multiplayer Online i prześcigali się w tym kto ma wyższy level, więcej itemków i tak dalej. Dla tych, którzy w strukturach Corpu osiągnęli już niemal wszystko walka o status w wirtualnej rzeczywistości stała się nowym celem.

Przyznaję, że też w to grałem - zanim wybuchła ta cała afera z kradzieżą skryptów odpowiadających za ekwipunek awatarów. Chciałem wtedy sprawdzić jakie rozrywki mają SNRzy i co ich tak w tym podnieca. Nie płaciłem abonamentu, grałem tylko w wersję darmową, więc część tego szaleństwa mnie ominęła. Co prawda czasem coś kupiłem dla mojej postaci w Virtualu, ale generalnie było mi żal coina na fikcyjne zabawki - zbierałem wtedy na nowe oczy. Kiedy więc pierwszy raz usłyszałem o Ostatniej Karczmie, myślałem, że to po prostu jakieś nowe MMO fantasy, co najwyżej z dodatkowo płatnym stymulatorem zmysłów. Takim, co to niby daje cyborgom prawie realne możliwości odczuwania tego samego co postać w grze. Słyszałem, że branża Erosu zaczęła wypuszczać już Holo ze stymulatorami zwiększającymi doznania w Virtualu. Trzeba było jednak mieć pełną elektrokorę mózgową i rdzeń synaptyczny by w pełni odczuć to, co bohaterowie gry.

Byłem wręcz przekonany, że o to musiało chodzić. Wiedziałem, że po tych wszystkich Holo i Virtualach, po całej tej grupowej zabawie w sztucznym świecie Seniorzy szukają czegoś innego, czegoś o bardziej realnych, lepszych doznaniach - a więc dla mnie, z racji moich ograniczeń, po prostu niedostępnych.

Kiedy sprawdzałem za pomocą Klęcznika ich wyciągi faktycznie natrafiłem na sporadyczne sumy przelewane pozasystemowo - gdzieś do układu Antega, na niezarejestrowane do tej pory konto. Część przelewów szła na różne numery, ale odbiorca był de facto zawsze ten sam - konto Syndykatu Bankowego o numerze seryjnym: #684LastInnBeta. Żadnej nazwy ani danych właściciela.

Tak samo tytuły przelewów i kwoty były różne. Wyglądało na to, że program ruszył jakieś 6 czy 7 miesięcy wcześniej i początkowo nie cieszył się popularnością. Ale kiedy sprawdziłem ostatnie operacje Seniorów część z nich płaciła już stałe abonamenty, a reszta przelewała spore sumki na program w nieregularnych odstępach czasu. Trochę mnie to zaciekawiło. Nie miałem jednak czasu zgłębić tego na służbie; postanowiłem pogrzebać w sieci z domu. Gdy tylko wróciłem do swojego kubika włączyłem mój Virtual. Ciało przeszło do kuchni by odebrać z syntetyzatora papkę węglowodanową, umysł natomiast błądził bo sieci, której ścieżki wyświetlały mi się bezpośrednio na siatkówce oka. Proste wyszukanie po nazwie nic nie dało. Ani "Ostatnia Karczma", ani "LastInn" nie figurowały w żadnym oficjalnym spisie stron czy pojęć Unipedii. Zaskoczyło mnie to. Zazwyczaj nawet beta testy programów i gier przeznaczonych dla szerokiego grona odbiorców były mocno reklamowane. Oznaczało to, że program musiał być w jakiś sposób zelitaryzowany. Zacząłem więc przeszukiwać fora. W tym samym czasem moje ciało mechanicznie unosiło łyżeczkę do ust stojąc przy zlewie w kuchni. Wiem, że wielu ludzi tak ma - zapomina o ciele dryfując w sieci, ale ja chyba jestem szczególnym przypadkiem. Czasem tak głęboko zatracam się, że, gdy wreszcie wracam do reala to, na przykład znajduję swoją dłoń w zimnej zupie z obgryzionymi do krwi paznokciami. Raz nawet ocknąłem się pod stołem cały upaćkany papką proteinową. Tak samo było i w tym przypadku - poszukiwania pochłonęły mnie bez reszty, a najgorsze, że Ostatnia Karczma wydawała się nie istnieć - raz za razem wyniki wyszukiwania równały się zeru. Dopiero na jakiś forach cyberrozrywkowych natrafiłem na wzmianki o czymś nowym, fantastycznym, niesamowicie wręcz realnym. Jednak wpisy były zaraz kasowane przez obsługę. Nigdzie też nie było jasno powiedziane, że na pewno chodziło o to czego szukałem.

Po godzinie bezowocnych poszukiwań wyłączyłem sieć i spojrzałem na resztkę "obiadu", który właśnie rozkładał się na plastikowym talerzyku w protokleik o niezdrowym szarym zabarwieniu. Odsunąłem od siebie talerz i zwiesiłem głowę. Wiedziałem, że ta sprawa już nie da mi spokoju. Że będę o tym myślał czy to w czasie pracy, czy odpoczynku. To zresztą to dociekliwość i dokładność zrobiła ze mnie Admina Drugiej Kategorii. Postanowiłem więc następnego dnia pogrzebać w firmie. Istniała bowiem możliwość, że LastInn był programem wewnętrznym stworzonym przez Corp i testowanym przez Seniorów. To by wyjaśniało brak informacji na zewnątrz. Chroniły ją prawa autorskie i patenty firmy. Jednak jeśli była to zabawka dla SNRów, czemu kazano im za to płacić i to na obce konta? Czemu po prosty nie strącano im tego jako świadczenia z pensji, tak jak innych licznych benefitów? Zagryzając wargi stwierdziłem, że mam więcej pytań niż na początku poszukiwań. I to mnie podniecało.

Reguły gry

Osiem godzin pracy, osiem godzin wypoczynku i znów osiem godzin pracy - tym rytmem toczyło się życie na Cartago Nova. Wynikało ono z szybkich obrotów księżyca wokół własnej osi. Zazwyczaj oznaczało to, że Petro Burke spał po sześć godzin, dwie spędzając na drodze do i z pracy, szybkich posiłkach i krótkich chwilach rozrywki na Virtualu. Wystarczało to by zachować optimum koncentracji w pracy. Jednak po odkryciu Ostatniej Karczmy Admin ledwo mógł spać z podniecenia. Ostatecznie w Corpie zjawił się godzinę wcześniej, by rozpocząć swoje śledztwo w firmowym intranecie.

Stracił na tym 40 minut. Nie znalazł nic prócz odnośnika do prywatnego subforum dla Seniorów, w którym zawarte były słowa klucze #Last i #Inn. Nie mógł jednak sprawdzić postów ani nawet głównego wątku, bo forum było dla niego zablokowane. Zaczynał tracić cierpliwość, ale w głowie zaświtała mu pewna myśl. Zrobił szybkie zestawienie płatników Karczmy i wyłuskał kilka znajomych mu nazwisk. Następnie z listy wyciągnął tylko tych, którzy płacili stały abonament. Było ich troje.

Przejrzał ich rachunki pod kątem ostatnich płatności i wyszczerzył się jak dzieciak na widok Stymcuksa. Metard Crome - jego stary wykładowca z akademii, recenzent pracy dyplomowej i jedyny z SNRów, który od czasu do czasu zamieniał z nim kilka słów na chacie (zamiast tylko rzucać polecenia). Była nadzieja, że uda się z niego coś wyciągnąć, szczególnie że kilka razy załatwiał dane, które leżały poza oficjalna jurysdykcją starego Seniora.

Trzeba było tylko poczekać na kolejny przelew z rachunku Crome'a na #684LastInnBeta. Znając zaś jego pedantyczne podejście do wszystkich spraw, starzec zapłaci abonament dokładnie po miesiącu od ostatniego transferu. Czyli jutro. Burke potarł podbródek i otworzył kartę zmian pracowniczych. Ostatnio brał zmianę chorego Mitela, a że chłopak jeszcze nie wrócił, ktoś na pewno musiał go zastępować.

- Mam dziś fart - mruknął Petro widząc nazwisko osoby zastępującej chorego Admina - Adi Aggia. Włączył aplikację telefoniczną i wystukał na pulpicie numer.

- Adi, przepraszam, że Cie budzę, ale jest sprawa...

- No co tam szefie? - spytała dziewczyna ledwo tłumiąc ziewnięcie.

- Potrzebuje trochę coina - mogę wziąć za Ciebie jutrzejszą dobę Mitela?

- Petro znowu chcesz ciągnąć Klęcznik przez 16 godzin? - zmartwiła się Adminka

- Proszę Cię. Strasznie mi zależy. Namierzyłem promocje na syntżołądki i potrzebuje szybko zebrać fundusze. - kłamstwo zbyt gładko przeszło mu przez gardło

- Ok. Ale wisisz mi przysługę.

- Jasne. Dzięki. Jesteś najlepsza.

- Chciałabym... - Petro rozłączył się, w podnieceniu nie zwracając uwagi na smutek w głosie koleżanki.

Pierwsza doba pracy minęła mu w miarę spokojnie. Zwykłe transfery, przelewy, rejestracja śmierci 15 górników. Dzień jak co dzień. Jednak po swoich ośmiu godzinach, gdy zaczął drugą zmianę, Petro zaczął się niecierpliwić. Co rusz podglądał konto Metarda wyczekując na przelew abonamentu Karczmy. Kiedy jednak po czterech kolejnych godzinach na koncie Seniora nic się nie działo, Burke zaczął wątpić w swój plan.

Przetarł oczy, na chwilę wygaszając dane wyświetlane na siatkówce; gdy ponownie uruchomił robocze aplikacje aż potrząsnął głową ze zdziwienia. Jakby w odpowiedzi na jego wątpliwości konto Crome'a zalśniło zleconym transferem pieniężnym. Sprawdził dane przelewu, żeby się upewnić. Odbiorca: #684LastInnBeta48-14230-8884-990. Tytuł: Ab.mies.343M.C.Vau . Burke wstrzymał operację, od razu podając transakcje jako: "potencjalnie podejrzaną - do weryfikacji" i wykręcił numer Metrda.

- Tu Senior Admin Crome. Witaj Adminie Burke. W czym mogę ci pomóc? - modulowany głos starca odezwał się na linii otwartej przez Petra - Witaj Metardzie. To właściwie ja dzwonię, by spytać czy mogę ci służyć pomocą - Och? Nie mam aktualnie żadnych potrzeb Petro. Dziękuję za troskę. - W głosie mężczyzny dało się wyczuć zaskoczenie.

- Proszę. Chciałem jednak prosić cię o potwierdzenie pewnej operacji gotówkowej z Twojego konta.

- Tak? - zapytał podejrzliwie Senior.

Petro podał datę, dane i kwotę przelewu, następnie poprosił o weryfikacje.

- Tak, wszystko się zgadza . - Zdawało się, że w głosie Seniora słuchać było irytację - Co jest z tym nie w porządku?

- Wybacz Metardzie, po prostu to obce konto bez specyfikacji odbiorcy, chciałem się tylko upewnić, że przelew jest Twój i nikt nie naruszył twojego konta. Mogę spytać o przyczynę transferu? Muszę wpisać krótką notkę wyjaśniającą, by autoryzować wstrzymaną operację.


- Ciekawe. Cóż niech będzie: cele rozrywkowe. Coś jeszcze?

- Rozrywkowe… - Powtórzył admin, wpisując wyjaśnienie w specjalne okienko aplikacji. - A no tak.... LastInn… teraz kojarzę - coś chyba słyszałem...

- Proszę? - zdziwił się mężczyzna po drugiej stronie linii.

- Ostatnia Karczma, czyż nie? Ktoś w kuchni o tym wspominał.

- Jak to? Petro musisz mi natychmiast powiedzieć kto ci o tym mówił! - rozgorączkował się starszy pracownik Corpu.

- Och nie bardzo pamiętam. Hmm... Chyba Matijas.

- A niech szlag trafi tego młodzika. - Warknął Crome. - Mówiłem im, że będą z tego problemy...

- O co chodzi? Może jakoś pomogę?

- W sumie... może byś mógł... Kończysz po tej dobie?

- Tak.

- Dobrze. Spotkajmy się więc w holu. Porozmawiamy na spokojnie.

- Będę! - Odpowiedział trochę za szybko admin. - Do zobaczenia.

Petro próbował skupić się na pracy ale po rozmowie z Seniorem nie było to możliwe. Siedział jak na szpilkach machinalnie przeglądając dane, myślami zaś błądził wokół tajemniczej Karczmy. Co było w niej tak ważnego, że spokojny zazwyczaj Crome zdenerwował się słysząc o krążących po firmie plotkach na jej temat? Czemu SNRzy nie chcieli dzielić się nią z nikim innym? Burke zamarł na chwilę. Czy to oznacza, że coś może mu grozić? Nie - potrząsnął głową by pozbyć się irracjonalnych myśli. Metard nie zrobiłby nikomu krzywdy.

Na pewno tylko frustrował go młody bogacz pretendujący do roli Seniora Admina za coiny tatusia. Petro zdawał sobie sprawę, że stary nauczyciel krok po kroku dochodził do swojej pozycji - “wyniesienia”, jak to nazywał podczas swoich wykładów. Dla Crome'a najważniejsza była wytrwałość w dążeniu do celu, a Matijasowi wszystko przychodziło zbyt łatwo. Na pewno dlatego się zdenerwował; bogaty dzieciak pewnie został dopuszczony do sekretu z racji znajomości i pieniędzy, a teraz łamał braterskie zobowiązania do utrzymania tajemnicy. Burke skrzywił się na tę myśl. Jego niechęć do młodszego współpracownika tylko się nasiliła. Jednak już raz wyciągnął pochopne wnioski i został ukarany za brak dowodów.

Musiał się więc powstrzymać od jątrzenia sprawy.

- Jeszcze tylko 2 godziny - pomyślał - i Metard sam mi wszystko wyjaśni.

Gdy tylko skończył zmianę ruszył pędem do wind. W korytarzu prawie zderzył się z jednym z nadzorców, ale szybko przeprosił i, uśmiechając się przymilnie, wycofał w stronę wyjścia.

Po minucie był już na dole, jednak prócz niego w holu nie było nikogo. Kręcił się po pomieszczeniu, co i rusz spoglądając przez grubą szybę na windę dla Seniorów. Dopiero po dłuższej chwili zobaczył, że kabina zjeżdża na dół. Powstrzymał się od tego by popędzić w stronę wydzielonego korytarza; nic by nie wskórał bez przepustki. Przywołał więc ręką recyklatora i poprosił o swój Toges. Gdy go odbierał pierwsi SNRzy wysiadali właśnie z windy. Spojrzał nonszalancko w ich stronę i skinął głowę idącemu wśród współpracowników Crome'owi. Starzec przywołał go gestem i zbliżył się do bramki oddzielającej hol od przejścia na parking. Burke kolejny raz w zachwycie przyjrzał się byłemu wykładowcy. Fasetkowe oczy zakrywały połowę twarzy. Wydłużona potylica kryła kilkanaście złączek przystosowanych do współpracy z tuzinem komputerów. Spod śnieżniobiałej togi Seniora wystawały cztery mechaniczne ręce o dłoniach rozszczepionych w dwadzieścia palców każda. Gdy na polecenie Metarda otworzyła się śluza osobnego korytarza i młody Admin zbliżył się do mentora usłyszał cichutki szum serwomotorów, sprężarek i filtrów wspomagających pracę zniszczonego ciała starego mężczyzny.

- Ile on ma lat? - Zastanowił się Burke, podając dłoń Crome'owi w starodawnym geście. - Chyba ostatnio były jego 100 urodziny...

Starzec odwzajemnił uścisk i uśmiechnął się delikatnie.

- Mój chłopcze; miło cię widzieć - Petro zdziwił się, że stary nauczyciel nie przejawiał takiego podniecenia jak w trakcie rozmowy przez telefon. Jednak gdy spojrzał w tuzin swoich odbić w fasetkach Seniora odegnał od siebie podejrzenia i również uśmiechnął się wesoło. Tak, czy siak miło było znów spotkać się twarzą w twarz ze swoim idolem.

- Cieszę się widząc cię w dobrym zdrowiu Metardzie.

- Chodź, pozwól że podwiozę cię do domu. Przy okazji pogawędzimy sobie spokojnie. - Ja... - zająknął się Admin wiedząc jaki zaszczyt go spotkał. Przejażdżka luksusowym mobilem - ba! mobilem w ogóle! - po ulicach Cartaheny była niedostępna dla normalnych ludzi. Jednocześnie jednak poczuł, że mentor za wszelką cenę chce być z nim sam na sam gdy będą omawiać temat Karczmy - Oczywiście, bardzo ci dziękuję. - dodał pośpiesznie by nie wzbudzać dodatkowej sensacji w miejscu, w którym było już pełno zwykłych pracowników.

W milczeniu ruszyli w stronę garażu.

Gdy dotarli do miejsca, w którym zaparkował Crome większość SNRów opuściła już parking.

- Lubię się przejść i rozprostować kości po tak długim siedzeniu w biurze - Metard popatrzył na jedyny pojazd zaparkowany na końcu szerokiej komory. - Chociaż część moich towarzyszy żartuje, że już żadna kość nie uchowała się w tym starym ciele. - Starzec przystanął przy srebrnym antygrawie o kształcie stożka, bez widocznych szyb, drzwi i kół.

- Oczywiście to nieprawda - wciąż mam żuchwę hehe - zarechotał spoglądając na młodszego mężczyznę, który patrzył jak urzeczony na Mobil.

Pojazd na niewypowiedziany rozkaz właściciela zaszumiał i pękł po bokach, otwierając swoje niewielkie, acz przytulne wnętrze. Jednocześnie uniósł się delikatnie nad ziemie z lekkim świstem napędu antygrawitacyjnego.

- No wsiadaj. Nie ma sensu tak stać na środku z rozdziawioną gębą - Crome klepnął Burke przyjaźnie w plecy i sam wgramolił się na wygodną kanapę w środku pojazdu. Petro dwoma susami znalazł się po drugiej stronie i wskoczył na miękkie siedzisko obok dawnego mistrza.

- Cudowny... - wyrwało mu się jak dziecku, które w końcu ma okazję dotknąć wymarzonej zabawki.

- A jaki drogi! Dobrze, że można sterować go myślami. - Staruszek oparł się, a kanapa w jednej sekundzie obniżyła oparcie tworząc coś na kształt leżanki. - Jeśli wszystko dobrze pójdzie, przy Twoich umiejętnościach i dyscyplinie już niedługo też będzie cię na taki stać mój drogi.

- Oj, wydaje mi się że to jeszcze daleka droga.

- 10 lat maks. Mówię ci chłopcze. - Senior musiał wydać myślą jakieś polecenie, bo pojazd uniósł się jeszcze kilkanaście metrów nad płytę parkingu, obrócił delikatnie i wystrzelił w stronę wyjazdu. Kontrola lotu i innych zbliżających się pojazdów pozwalała dokładnie określić z jaką prędkością Mobil może się poruszać. Widać aktualnie na ulicach nie było tłoku, gdyż pojazd Crome'a dosłownie wystrzelił spod budynku i pomknął z zawrotną prędkością w stronę blokowisk. Dzięki specjalnym monitorom zamontowanym w kabinie Petro mógł podziwiać widoki. Uliczki i latarnie umykały do tyłu niczym przerażone zwierzęta schodzące z drogi drapieżnikowi. Tłum ludzi zmieniał się w rozmazaną falę szarości. To było niesamowite, lecz admin poczuł ukłucie żalu przewidując, że dotrą do jego bloku za jakieś 5 minut. Widać jego mentor nie przewidywał wiele czasu na rozmowę.

- Dobrze, a teraz powiedz mi co wiesz o karczmie, gdzie i od kogo o niej usłyszałeś i kto jeszcze wie. - Mruknął Metard wygaszając fasetkowe soczewki, co odpowiadało gestowi zamknięcia oczu.

- Tak jak ci już wspominałem, drogi Metardzie, wspominał o tym Matijas, w kuchni. Nie pamiętam kiedy dokładnie. Wszedłem akurat by uzupełnić elektrolity i usłyszałem skrawek rozmowy. Wydaje mi si, że rozmawiał z jednym ze swoich najbliższych współpracowników, ale nie wiem z którym. - Petro sam się sobie dziwił jak gładko przychodziło mu dorabianie szczegółów do historii, które tak naprawdę usłyszał od kogoś innego. Zależało mu jednak by chronić Aria. Młody admin miał przed sobą przyszłość, której nie warto było zaprzepaścić.

On sam zaś, dzięki przelotnej znajomości z Cromem liczył, że w razie wpadki, zdoła unieść głowę cało.


- Czy ktoś jeszcze o tym słyszał? - spytał staruszek leniwie.

- Nie, nie uznałem tego wtedy za istotne. Zresztą skojarzyłem dopiero gdy powiedziałeś, że LastInn łączy się z jakiegoś typu rozrywką.

- A więc nie wiesz co to dokładnie jest?

- Właściwie to nie. Pamiętam, że gdy Matijas o tym wspominał, nie mówił nic szczególnego oprócz tego że on i jego znajomi Seniorzy mają teraz nową ciekawą rozrywkę. Myślałem, że to jakieś nowe MMO, ale nie znalazłem o niej żadnej informacji w sieci.

- Szukałeś Karczmy w sieci… - Zamruczał Senior. - Spodziewałem się tego po Tobie.

- Cóż, wiesz jaki jestem dociekliwy...- Burke zawiesił głos i spojrzał na iluminator. Jego blok śmignął po prawej i zniknął za tylną owiewką pojazdu.

- Metardzie! - Petro podskoczył na kanapie i spojrzał z przestrachem na odpoczywającego starca. - Minęliśmy mój blok! Dokąd Ty mnie wieziesz?

- Twoja dociekliwość kiedyś Cie zgubi... - mruknął Senior udając, że nie usłyszał pytania.

Studnia bez dna

Później powiedział mi, że powinni byli skasować mi całą pamięć, ale on we mnie wierzył. Uważał, że zasługuje na to bardziej niż Paulus Matijas, a nawet ta trójka Seniorów, która Matijasa poleciła. Mimo wszystko nie mógł mi nic powiedzieć dopóki nie porozmawiam z władcą Ostatniej Karczmy - mężczyzną, którego wszyscy nazywali Osairis.

Po moim porwaniu Metard Crome zawiózł mnie pod kopułę. Samo znalezienie się w dzielnicy dla bogatych i rządzących księżycem osób było niesamowitym, lecz przytłaczającym przeżyciem. Szczególnie, że mój mentor pozwolił mi podziwiać błękitne niebo generowane przez holograficzne wnętrze kopuły, piękne ogrody przylegające do niewielkich willi pokrytych białą i niebieską farbą oraz Iglicę Świątyni Boskiego Augusta, którą ponoć sam Cesarz Ziemi i wszystkich Zjednoczonych Kolonii wizytował w setną rocznice objęcia przez niego władzy i proklamowania Jego Boskości. Mijając święty Dom Boży Metard wspomniał, że był tu gdy August zstąpił na Cartahene i pobłogosławił tę świątynię. Byłem oniemiały z zachwytu, choć wciąż niespokojny o swój los. Wszak mój nauczyciel wspomniał, że zdecydują o nim inni. Mój niepokój powrócił ze zdwojoną siła, gdy monitory pojazdu nagle zciemniały a mój towarzysz poinformował mnie, że od teraz nie będę znał drogi, którą dotrzemy do celu.

Wydawało mi się nawet, że mobil mojego Seniora specjalnie kluczył, ponieważ zanim dotarliśmy na miejsce minęło dobre pół godziny. Na mój gust mogliśmy nawet wrócić do niższych dzielnic miasta, a wizyta pod kopułą była fortelem mojego towarzysza, który miał mnie dodatkowo skonfundować.

Nie miało to już jednak znaczenia. Kierując się jakimś przebłyskiem intelektu zacząłem wypytywać Crome’a o szczegóły Karczmy argumentując, że jeśli wymarzą mi pamięć ich tajemnica i tak będzie bezpieczna, więc mógłby chociaż delikatnie uświadomić mi o co w tym wszystkim chodzi.

Wtedy dowiedziałem się, że - chociaż Karczma faktycznie byłą grą - jej urok polegał na obcowaniu z innymi nie poprzez Virtual, a zjednoczenie jaźni. Dokładnie tak nazwał to Metard - zjednoczenie jaźni.

Wspomniał, że nie stosuje się żadnych maszyn ani komputerów, tylko plansze do gry, figurki przestawiające bohaterów, oraz pewne specjalne zioła i kadzidła. Gracze zasiadają wspólnie przy stole i odbywają przygody tak realne, jak gdyby zdarzyły się naprawdę. Gdybyście go wtedy widzieli - fasetki lśniły wewnętrznym blaskiem, a on sam uniósł się na ramieniu i z przejęciem opowiadał mi o tym jak to jest czuć zwykłe ciało - oddychać, biegać, trzymać w ręku miecz. Przysiągłbym, że dostał nawet rumieńców!

Umilkłem zaskoczony tym co usłyszałem. Całe życie otaczała mnie dosłownie szara i brudna rzeczywistość. Wierzyłem, że jedyną szansą na wyrwanie się z niej, na poprawienie swojego życia było stać się jednym z Seniorów - bardziej maszyną niż człowiekiem, przykutą na stałe do tuzina komputerów, procesującą w Virtualu życia innych ludzi. A nagle dowiadywałem się, że oni sami - osiągnąwszy wszystko o czym ja marzyłem - próbowali od tego uciec. Porzucali Virtual i swoje ciała na rzecz jakiegoś “zespolenia jaźni”. Odcinali się od przepływu w sieci by usiąść nad planszą i zagrać w prostą grę stymulowaną... ziołami?

Nie mogłem tego zrozumieć. Nie mogłem nawet sobie tego wyobrazić. Jak mogli w ogóle chcieć porzucić to wszystko? Nagle poczułem się żałośnie głupi. Próbowałem zdobyć coś, co oni chcieli porzucić. Pragnęli na powrót stać się ludźmi. W tym momencie podjąłem ostateczną decyzję, choć - po prawdzie - nie należała ona już do mnie. Chciałem zobaczyć Karczmę; sprawdzić, czy jest warta całego tego zachodu, spiskowania i tajemnic; tych kwot, które Seniorzy co miesiąc tam przelewali? Pieniędzy, które - gdyby należały do mnie - dawno uczyniłyby mnie jednym z nich?

- Muszę w to zagrać… - Mruknąłem na głos, całkiem nieświadomie. Miałem nadzieję, że wyświadczą mi choć tę jedną przysługę zanim skasują mi pamięć.

- Tak myślałem. - Uśmiechnął się mój stary nauczyciel.

Otworzył drzwi i wysiadł z pojazdu. Na drżących nogach podążyłem za nim. Przez ciemny podziemny garaż wprost do jedynej windy. Przejechaliśmy trzy piętra. Gdy drzwi kabiny otworzyły się uderzył mnie słodki zapach oraz spokojne dźwięki jakiejś antycznej muzyki. W pomieszczeniu, do którego weszliśmy, znajdował się bar i kilka stolików w niewielkich niszach. Barman rozlewał drinki nielicznym gościom przy kontuarze, którzy szybko znikali w bocznych korytarzach i osłoniętych wnękach tego tajemniczego miejsca. Crome pociągnął mnie za rękę niczym kapryśnego brzdąca tak szybko, że ledwie zerknąłem na półleżące przy stolikach sylwetki kobiet i mężczyzn o seniorskich cyborgizacjach, widocznych nawet w przyćmionym świetle. Wydawali się drzemać wokół leżących na blatach niewielkich makiet. Nie dostrzegłem jednak żadnych szczegółów, ponieważ mój towarzysz pędził naprzód tak energicznie, jakby ubyło mu co najmniej 100 lat.

Po chwili dotarliśmy do końca korytarza. Od zapachu kadzideł kręciło mi się w głowie. Jednocześnie miałem wrażenie jakbym powoli unosił się nad podłogą, a wszystko nabrało dziwnych odcieni fioletu i akwamaryny. Mój mentor zapukał do jedynych drzwi, ukrytych za pulsującą błękitem kotarą. Otworzyły się, a ja poczułem jak do środka wciąga mnie nieznana siła.

Pamiętam, że posadzili mnie na krześle. Nie rozumiałem słów wypowiadanych wokół mnie - jakby był to jakiś obcy język. Dopiero po minucie albo dwóch zogniskowałem wzrok na siedzącym przede mną mężczyźnie. Miał kredowobiałą twarz o niesamowitych, jarzących się błękitem oczach. Jego czarne loki wydawały się wić i falować niczym mikroskopijne węże. Ciarki przeszły mi po plecach, gdy tak spoglądał na mnie. Teraz, z perspektywy czasu myślę, że to była wina tych dziwnych ziół, tlących się w rozstawionych wszedzie kadzidłach, ale wtedy wszystko wydawało się taki realne...

Mężczyzna odziany był w czarną togę skrywającą całe ciało prócz alabastrowych rąk. Dotknął mnie tymi rękami. Ułożył dłonie na mojej głowie, po czym delikatnie przesunął po twarzy. Ułożył kciuk prawej dłoni pod moją brodą, a palcem wskazującym lewej ucisnął kość policzkową, w miejscu gdzie u Seniora kończyły się fasetki. Poczułem jak coś wpina mi się do złączki potylicznej….

I odleciałem.

Dryf

Resztę już znacie. Widzieliście wyciągi z mojego konta i wyniki w pracy. Po tym jak Osairis przesondował mi mózg i pozwolił na uczestnictwo w grze, stopniowo zacząłem zatracać się w świecie Karczmy. Nie sypiałem, zacząłem spóźniać się do pracy. Moja efektywność spadła, bo całymi dniami myślałem tylko o zespoleniu jaźni i przygodach, które przeżywałem w towarzystwie Seniorów. Kilkukrotnie byłem upominany przez nadzorców, ale przyjaźń Crome’a i pozostałych towarzyszy z gry pozwalała mi utrzymać pozycję. Mimo wszystko nie wiedziałem jak daleko sięgają wpływy Osairisa. Widywałem ludzi ze struktur władz Kopalni i rządu, ale pewne pokoje i rozgrywki były dla mnie niedostępne. Nikt nie chciał dopuścić zwykłego admina do jednego stołu z politykami i zarządcami.


Zresztą nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Powoli, krok po kroku, Karczma stała się celem mojego życia. Szybko wykupiłem abonament by cieszyć się jej urokami na równi z innymi. Niestety, mimo przydziałowej dawki ziół i bezpłatnego wejścia do baru ciągle chciałem więcej. Kupowałem nowe mieszanki zwiększające doznania. Nowy ekwipunek dla mojego bohatera, by mógł grać z coraz lepszymi graczami. Nawet nie zauważyłem kiedy skończyły mi się oszczędności na wszczepki. W końcu, by zdobyć rabat członkowski, zaprosiłem do klubu Ario. Każdy nowy bohater dawał polecającemu stałą zniżkę na zakupy.

Niestety biedny Ario nie przeszedł próby. Osairis i Władca Karczmy wymazali mu pamięć. Nie był to prosty proces i dzieciak stracił wspomnienia całego roku pracy. Lekarze Corpu orzekli, że powodem było przeciążenie obwodów synaptycznych, jednak on w jakiś sposób zapamiętał, że to była moja wina. Nigdy więcej się do mnie odezwał.

Zrozumiałem co zrobiłem dopiero gdy usunięto mnie ze stanowiska i zobaczyłem ból i rozczarowanie w oczach Adi. Nie tylko zaprzepaściłem lata własnej pracy i wyrzeczeń ojca, spowodowałem wymazanie części osobowości mojego przyjaciela, ale też zawiodłem jedyną kobietę, której mogło na mnie zależeć. To co uczyniłem sobie i Ario zniszczyło wszystko to, co mogło się między nami wydarzyć. Ironią losu był fakt, że to właśnie Adi powiedziała mi o Ostatniej Karczmie…

Teraz już rozumiecie, że całe te tortury nie były potrzebne. To cisza i samotność celi obudziły moje wyrzuty sumienia. Nawet nie wiecie jak wiele bym dał by cofnąć czas. By znów obudził mnie głos aktorki z lat osiemdziesiątych zeszłego stulecia; by czarny deszcz zabrudził mój toges; bym mógł napić się elektrolitów razem z Ario i Adi, obgadując Matijasa.

Boski Auguście, jak ja bym chciał znowu zobaczyć ich wszystkich…

Suma grzechów

Wysoki sądzie, szanowni ławnicy. Wysłuchaliście spowiedzi obywatela Petra Burke numer identyfikacyjny #784-667-565. Widzieliście nagrania z kamer Corpu oraz kubika, w którym mieszkał oskarżony. Jakkolwiek jego wina jest niezaprzeczalna, chciałbym byście zwrócili uwagę na okoliczności łagodzące.

Obywatel Burke okazał skruchę i pomógł dotrzeć do sekty zwanej “Klubem Ostatniej Karczmy”. Przyczynił się w znaczący sposób do zablokowania dostaw ziół Irthacany z Alfy Centauri, wskazując osoby odpowiedzialne za bezpośrednio dystrybucję tej zakazanej Boskim Edyktem obcej substancji psychoaktywnej.

Pośrednio dzięki jego pomocy Politbiuro zdołało namierzyć i wyeliminować skorumpowanych polityków i oficjeli, którzy sprzeniewierzali kolonijne pieniądze na prywatne cele. Petro Burke stał się ofiarą człowieka, którego znamy pod pseudonimem Osairis. Osairis parał się przemytem i handlem substancja stymulującą obcego pochodzenia, zatruwając rasę ludzką pierwiastkiem pochodzącym od ras poślednich, uznanych za zagrożenie. To tego człowieka powinniśmy ścigać. To jego skazać na rozbicie subatomowe, nie tego biednego Administratora, który dał się omamić - najpierw swojemu dawnemu mentorowi, Metardowi Crome, a później człowiekowi, który paktował z obcymi. Człowiekowi, który wkroczył na zakazaną ścieżkę manipulacji psychosynaptycznej.

Wysoki sądzie - szanowni ławnicy. Proszę o łaskę dla obywatela Petra Burke, który wyznał swe grzechy, szczerze ich żałuje i pragnie tylko na powrót służyć Boskiemu Augustowi i społeczeństwu [...]

Zadośćuczynienie

Adi Aggia wbiegła do holu Corpu ociekając czarnym deszczem. Ranek zaczął się od okropnej ulewy i dziewczyna marzyła tylko by pozbyć się przemokniętego Togesu i napić ciepłej mieszanki elektrolitów i kofeiny. Zsunęła z nosa gogle i odrzuciła kaptur na plecy. Rozpinając pospiesznie suwak wierzchniego kombinezonu usłyszała charakterystyczne szuranie metalowych kończyn recyklatora. Gdy odwróciła się do automatu, by oddać mu zniszczony Toges zamarła.

Stał przed nią Petro Burke. Jego rozczłonkowany korpus zespolono z metalowymi kończynami i uprzężą serwisową pozwalającą dźwigać mu kilkutonowe ładunki. Fizyczne połączenie z automatem sprzątającym nie było jednak najgorszym co go spotkało. Świadectwem zmian była jego twarz - bez wyrazu, z pustką w oczach, bez śladu zrozumienia swojej sytuacji. Na jego łysej czaszce widniały blizny po trepanacji.

- Witaj Administratorze Aggia. Pozwól, że wezmę Twój Toges - przywitał ją mechanicznie były Admin.

- Och Petro, co oni z Tobą zrobili? - wychrypiała Adi zakrywajac dłonią usta w geście rozpaczy.

- Nie rozumiem polecenia. Proszę sprecyzować.

Dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy i drżącą dłonią dotknęła jego twarzy.

- Zawsze chciałeś upodobnić się do maszyn… - urwała nie mogąc powstrzymać napływających do oczu łez. Ukryła twarz w dłoniach. Jej plecami wstrząsnął szloch. Po chwili, ocierając dłonią mokre oczy puściła się biegiem w stronę wind wiozących pozostałych adminów do ich obowiązków.

Nowy recyklator schylił się z chrzęstem serwo mechanizmów i podniósł jej płaszcz. - Dziękuję Administratorze Aggia. Twój toges będzie oczyszczony i przygotowany na koniec twojej doby pracy. Niech Boski August cię strzeże. - szczeknął syntezatorem mowy i ruszył w stronę pralni.

***

Zobacz wybrane odpowiedzi konkursowe, które, choć nie zostały nagrodzone, na pewno warte są przeczytania!
kliknij tutaj>>

 
" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1520530815" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2537" ["visits_counter"]=> string(4) "1613" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [16]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2514" ["slug"]=> string(28) "ksiazka-inwazja-z-ganimedesa" ["dont_use_tags"]=> string(15) "kierownik , akt" ["title"]=> string(32) "Książka: Inwazja z Ganimedesa" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(135) "Wspólne dzieło Philipa K. Dicka oraz Ray’a Nelsona o inwazji obcych na Ziemię zostało po raz pierwszy wydane w języku polskim. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(135) "Wspólne dzieło Philipa K. Dicka oraz Ray’a Nelsona o inwazji obcych na Ziemię zostało po raz pierwszy wydane w języku polskim. " ["superbox_title"]=> string(30) "konkurs: Inwazja z Ganimedesa" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2514" ["body"]=> string(3653) "

Przybysze z Ganimedesa, obdarzeni zdolnościami telepatycznymi kosmici, którzy wyglądem przypominają wielkie robaki, podbijają Ziemię. Ludzkość nie stawiając praktycznie oporu poddaje się najeźdźcy. Pozostają jedynie niewielkie grupy partyzanckie, które próbują walczyć z okupantem. Doktor Rudolph Balkani, szef Biura Badań Psychodelicznych, buduje urządzenie, które zniekształcając rzeczywistość pozwala się oswobodzić spod telepatycznej władzy Ganimedejczyów. Ta maszyna może ocalić ludzkość, jednak naukowiec jest na usługach wroga i robi wszystko, by jego wynalazek nie został wykorzystany przeciwko niemu.

[ext_img=s]3277[/ext_img]

Okupowana Ziemia z powieści Dicka przypomina (…) nowoczesne dystopie, jak seriale Black Mirror czy Opowieść podręcznej, film Elizjum czy powieść Player One. (…) Dla czytelników z lat 60. to pewnie była czysta fantazja, dla nas karykatura czasów, w których żyjemy.
Wojciech Orliński

[article_adv]Philip K. Dick urodził się w 1928 r. w Chicago, lecz większą część życia spędził w Kalifornii. Krótko był studentem Uniwersytetu Kalifornijskiego. Prowadził sklep z płytami i stację radiową. Przeszedł też doświadczenia z narkotykami, które wykorzystywał w swej twórczości. Zmarł w 1982 r. Wydał kilkadziesiąt powieści, z których wiele weszło na stałe do kanonu literatury SF. Był też autorem kilku powieści realistycznych, osadzonych w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku.

Dom Wydawniczy REBIS wydał do tej pory 24 jego powieści, m.in: Blade runner, Ubik, Valis, Człowiek z Wysokiego Zamku, Trzy stygmaty Palmera Eldritcha czy Doktor Bluthgeld. Seria została wspaniale oprawiona graficznie przez Wojciecha Siudmaka, który oprócz okładek stworzył także ilustracje do książek:

[ext_img=s]3278[/ext_img]

Ukazały się również audiobooki: Balde runner, Ubik, Człowiek z Wysokiego Zamku, Przez ciemne zwierciadło.

 

KONKURS ROZSTRZYGNIĘTY!

Zapytaliśmy Was, jak wyobrażacie sobie świat w roku 2118, za 100 lat. Przesłaliście nam niesamowite, fantastyczne wizje świata rozwijającego się, świata ginącego, świata upadającego i świata w pełnym rozkwicie. Wasza wyobraźnia nie ma granic!

Do zdobycia był pakiet 5 książek autorstwa Philipa K. Dicka: 

[ext_img=s]3279[/ext_img]

 

Jury konkursu ostatecznie postanowiło nagrodzić Pawła Rachwała, autora niezwykłego opowiadania, które opisuje wizję świata pełnego cyborgów, rządzonego przez korporacje i ubóstwionego dyktatora Augustusa.
(całe opowiadanie, oraz inne, nie nagrodzone, ale warte przeczytania wypowiedzi, znajdziecie tutaj >>).

Gratulujemy Zwycięzcy!

Regulamin konkursu.

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1519216972" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1803) "

KONKURS

Zdobądź pakiet 5 książek autorstwa Philipa K. Dicka: 

[ext_img=s]3279[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Opisz, jak wyobrażasz sobie świat w roku 2118, za sto lat.
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autor najciekawszego opisu otrzyma nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 4 marca!

Biorąc udział w konkursie akceptujesz Regulamin konkursu.

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2514" ["visits_counter"]=> string(4) "2474" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [17]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2492" ["slug"]=> string(20) "ksiazka-bylem-bogiem" ["dont_use_tags"]=> string(5) "forma" ["title"]=> string(24) "Książka: Byłem bogiem" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(166) "Zostało mu nie więcej niż kilkanaście tygodni życia. Szybko zdaje sobie sprawę z tego, że jest praktycznie bezkarny. Może ukraść, zniszczyć, nawet zabić. " ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(166) "Zostało mu nie więcej niż kilkanaście tygodni życia. Szybko zdaje sobie sprawę z tego, że jest praktycznie bezkarny. Może ukraść, zniszczyć, nawet zabić. " ["superbox_title"]=> string(13) "Byłem Bogiem" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2492" ["body"]=> string(3611) "

Bohater debiutanckiej powieści Pawła Widomskiego, pracownik firmy deweloperskiej, dowiaduje się, że ma nieuleczalną postać raka trzustki i zostało mu dosłownie kilkanaście tygodni życia. Szybko zdaje sobie sprawę z tego, że nieuchronna i bliska śmierć daje mu pewnego rodzaju immunitet, niedostępny dla innych – nie poniesie konsekwencji żadnych swoich czynów.

[article_adv]

Zaczyna więc od niepłacenia mandatów, łamania prawa, prób zaszkodzenia interesom swojego szefa. Jednak taka „wolność” upaja i uzależnia jak narkotyk, chce się coraz więcej. Czy odważy się dokonać najstraszniejszego - zabić?

„Musiałem znaleźć cel. Zrobić coś niezwykłego, strasznego, nawet obrzydliwego, wiedząc jednocześnie, że nigdy nie dopadnie mnie kara ze strony innych ludzi. Tak jak mój wyniszczony organizm potrzebował środków przeciwbólowych, tak moja jaźń potrzebowała kolejnej dawki szaleństwa. Radość z mandatów, których nigdy miałem nie zapłacić, zerwanego kontraktu szefa, kradzieży z bankowego konta już dawno zniknęła. Nie cieszyło mnie to nawet jako wspomnienie. Co zrobiłby bóg?”

Paweł Widomski – urodzony w 1965 roku absolwent filologii polskiej. Przed paroma laty opuścił miasto i wraz z rodziną zamieszkał na wsi. W wieku pięćdziesięciu lat zerwał z zawodową przeszłością, włożył garnitur do szafy i powrócił do pasji z młodości pisania. Oprócz niniejszej powieści na wydanie czekają kolejne książki Widomskiego – erotyczny thriller „Ożeniłem się z nimfomanką” oraz opowieść o seryjnym mordercy - „Zmysł”. Od 2016 roku Paweł Widomski prowadzi stronę jakmniezabijesz.pl oraz fan page na Facebooku, na których codziennie umieszcza krótkie opowiadania, nierzadko przepełnione czarnym humorem. W działaniach wspiera go młodsza o ćwierć wieku żona – Dominika.

KONKURS

Zdobądź książkę "Byłem bogiem"

[ext_img=s]3272[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Gdybyś wiedział, że zostało ci kilka tygodni życia, jak spędziłbyś ten czas? 
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy trzech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 18 lutego!

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1518170313" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2492" ["visits_counter"]=> string(4) "1649" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [18]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2466" ["slug"]=> string(20) "ciebie-tez-porwie-to" ["dont_use_tags"]=> string(58) " forma , dojrzałość , atmosfera , chłopiec, akcesoria" ["title"]=> string(28) "Ciebie też porwie „TO” " ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(299) "Brawurowa ekranizacja powieści mistrza horroru Stephena Kinga jest już dostępna na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray™ i DVD. Nieważne czy jest to potwór pod twoim łóżkiem czy istoty czające się w ciemności, w horrorze „To” będziesz musiał stawić czoła swoim największym lękom. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(170) "Nieważne czy jest to potwór pod twoim łóżkiem czy istoty czające się w ciemności, w horrorze „To” będziesz musiał stawić czoła swoim największym lękom. " ["superbox_title"]=> string(28) "Ciebie też porwie „TO” " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2466" ["body"]=> string(8641) "

Nowa ekranizacja głośnej powieści Stephena Kinga podbiła serca widzów oraz krytyków, z których wielu uważa ją już za klasykę gatunku. Film w reżyserii Andy’ego Muschiettiego zadebiutuje na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray™ i DVD już 17 stycznia.

Strach to uczucie, które odczuwa każdy z nas. Wszyscy się z nim identyfikujemy. A czy może być coś bardziej przerażającego od istoty, która nie tylko cię atakuje, ale robi to pod postacią twojego największego lęku? – mówi reżyser Andy Muschietti, twórca filmu „To”.

[article_adv]

Zagadkowo krótki tytuł odnosi się do głównego czarnego charakteru opowieści – pradawnej zmiennokształtnej bestii, która przybiera postać najgłębiej skrywanych lęków swoich ofiar. Wybudza się ze snu co 27 lat, aby żerować na dzieciach, czyli najbardziej bezbronnych mieszkańcach Derry w stanie Maine. Jednak tym razem grupa siedmiu młodych outsiderów, którzy mówią o sobie „Klub Frajerów”, zjednoczy siły, aby stawić czoła tajemniczej istocie, którą określają niezwykle pojemnym zaimkiem – To. To znane jest też pod inną nazwą... pod imieniem, które stało się kultowe w historii horroru – Pennywise, Tańczący Klaun.

Żaden z tych nastolatków z osobna nie potrafi poradzić sobie ze szkolną łobuzerią, nie mówiąc już o potężnej, zmiennokształtnej istocie. Jednak jako grupa potrafią zebrać w sobie odwagę ukutą z ich przyjaźni i determinacji, aby uratować siebie nawzajem, a przy okazji całe miasto, stawiając czoła przerażającemu zagrożeniu, które było bezkarne od stuleci.

Istnieje taka grupa dzieci, które są za duże, aby wierzyć w Świętego Mikołaja i Króliczka Wielkanocnego, ale nadal się boją, że coś może czaić się w ciemności pod ich łóżkiem. Chciałem postawić je w sytuacji, w której tylko one są w stanie zobaczyć to stworzenie i rzeczywiście stawić mu czoła, bo nadal wierzą w potwory. Jednocześnie są starsze od małych, zupełnie bezbronnych dzieci, dlatego mogą coś zdziałać – tłumaczy Stephen King.

Powieść „To”, która została po raz pierwszy opublikowana w 1986 r., niemal od razu weszła do klasyki gatunku i zyskała status bestsellera. Intryguje czytelników od ponad trzydziestu lat, nadal zaliczając się do najlepszych i najbardziej wpływowych dzieł niekwestionowanego literackiego mistrza horroru Stephena Kinga. Od czasu wydania stanowi też inspirację dla wielu projektów filmowych i telewizyjnych.

[ext_img=s]3268[/ext_img] 

Istnieje także druga warstwa tej historii, stanowiąca znak rozpoznawczy Stephena Kinga. Nie ma chyba drugiego pisarza, który potrafi lepiej zestawić bezbrzeżne przerażenie z uczuciami towarzyszącymi wchodzeniu w dorosłość. Udało mu się to najlepiej w pełnej ciepła opowieści o dojrzewaniu stanowiącej centralny wątek filmu „To”. – Od samego początku byliśmy świadomi, że „To” jest czymś więcej niż tylko horrorem. Film musiał odzwierciedlać zróżnicowany klimat powieści. Akcja rozgrywa się w takim okresie życia tych młodych bohaterów, kiedy faktycznie dojrzewają. Chcieliśmy uchwycić w filmie urok tych chwil, jednocześnie zachowując jego na wskroś przerażającą atmosferę – podkreśla producent Seth Grahame-Smith.

Uczucie lęku w filmie „To” uosabia złowrogi klaun, Pennywise, pożeracz dzieci, znawca strachu. – Jako nastolatek bardzo dobrze znałem „To” i postać Pennywise’a. Wydaje mi się, że potrzebuje, aby dzieci wierzyły w to, co widzą, i się tego bały, aby mógł je pożreć, bo wówczas strach przenika ich ciała. Dla mnie jako dziecka, a nawet teraz, to najbardziej przerażająca koncepcja z możliwych – mówi Bill Skarsgård, który wciela się w postać czarnego charakteru.

[ext_img=s]3269[/ext_img]

Zdecydowanie chodzi o przezwyciężenie strachu, bo jeśli dzieci nie będą się bały Pennywise’a, mają szansę go pokonać. Jednocześnie oglądanie wszystkich złych rzeczy, które się im przytrafiają, nie należy do przyjemnych – mówi aktor Jaeden Lieberher reprezentujący Klub Frajerów.

Adaptując scenariusz, twórcy filmu zdecydowali się dokonać istotnej zmiany. Chociaż Stephen King umiejscowił akcję pierwszej części swojej powieści w latach 50. XX wieku, postanowiono przenieść ją do lat 80. – Lata 50. XX wieku to czasy, w których w dorosłość wkraczał Stephen King i jego pokolenie. Książka odzwierciedla lęki z okresu jego dorastania. Stephen zawsze powtarza, aby pisać o znanych sobie sprawach. Dlatego chcieliśmy nakręcić film o tym, co jest nam znane, dorastaniu w latach 80. XX wieku, i przywołać to, co wówczas budziło w nas przerażenie – wyjaśnia producentka Barbara Muschietti.

 [ext_img=s]3270[/ext_img]

Na ekrany kin światowych kin film „To” wszedł we wrześniu 2017 roku odnosząc spektakularny sukces artystyczny i finansowy. Zrealizowany za „zaledwie” 35 milionów dolarów film w ciągu pierwszego weekendu wyświetlania w USA wygenerował w tamtejszym box office wynik w wysokości 123 milionów dolarów. W sumie na całym świecie w dystrybucji kinowej ekranizacja powieści Stephena Kinga zarobiła blisko 700 milionów dolarów. Film przebojem zdobył również polskie kina, gdzie obejrzało go ponad 715 tysięcy widzów.

Dodatki specjalne w wydaniach Blu-ray:

Dodatki specjalne w wydaniu DVD:

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu:
facebook.com/MojeFilmyDVD

 

KONKURS

Zdobądź DVD z filmem "TO"

[ext_img=s]3271[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaki horror poleciłbyś innym facetom po 40.? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy pięciu najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 28 stycznia!

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1515514971" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2466" ["visits_counter"]=> string(4) "2605" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(10) "1515711600" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [19]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2434" ["slug"]=> string(36) "wymysl-haslo-na-t-shirt-faceta-po-40" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(40) "Wymyśl hasło na T-shirt faceta po 40.!" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(222) "Nie dla idiotek? To nie siwizna - to platyna? Najlepsze przede mną? Te i inne hasła widnieją na naszych kultowych T-shirtach. Wkrótce ich pula może powiększyć się o kolejne, niezapomniane teksty Waszego autorstwa!" ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(222) "Nie dla idiotek? To nie siwizna - to platyna? Najlepsze przede mną? Te i inne hasła widnieją na naszych kultowych T-shirtach. Wkrótce ich pula może powiększyć się o kolejne, niezapomniane teksty Waszego autorstwa!" ["superbox_title"]=> string(40) "Wymyśl hasło na T-shirt faceta po 40.!" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2434" ["body"]=> string(3367) "

Konkurs na nowe hasło na T-shirt dla facetów po 40. przeszedł do II etapu! 

 

ZAGŁOSUJ NA NAJLEPSZE HASŁO >>

W naszym poście  konkursowym na Facebooku umieściliście ponad 100 propozycji swoich haseł!

Kliknij, aby przejść do postu >>

20 z nich trafiło do rankingu i zostaną poddane głosowaniu wśród użytkowników naszego serwisu – trzy hasła, które zdobędą najwięcej głosów, zostaną nagrodzone!

 

[ext_img=s]3235[/ext_img]

Nagrody pochodzą z pakietu degustacyjnego, jakiego sami w całości nie skonsumowaliśmy :-)
O degustacji pisaliśmy tutaj i tutaj.

Jury nie wyklucza także, że, porażone możliwościami twórczymi uczestników konkursu przyzna także wyróżnienia, w liczbie dziś nieprzewidywalnej ;-)

ZAGŁOSUJ NA NAJLEPSZE HASŁO >>

Regulamin konkursu dostępny jest tutaj.

 

 

Zobacz hasła, które już z dumą noszą faceci po 40!

[gallery_bare]111[/gallery_bare]

Wszystkie T-shirty można kupić tutaj.

 

[article_adv]

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1511431123" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(true) ["art_category_id"]=> string(2) "78" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(3047) "

Weź udział w konkursie na nowe hasło na T-shirt dla facetów po 40.!
Wymyśl inspirujące, zabawne, refleksyjne, przekorne albo nawet skandalizujące hasło, ważne, aby było INTELIGENTNE I ATRAKCYJNE jak, nie przymierzając, każdy facet po 40. :-)

 

Napisz swoją propozycję w poście  konkursowym na Facebooku na naszym profilu!
Kliknij, aby przejść do postu >>

Na Wasze propozycje czekamy do 30 listopada!

 

Jury konkursu wybierze najciekawsze hasła, które zostaną poddane głosowaniu wśród użytkowników naszego serwisu – trzy hasła, które zdobędą najwięcej głosów, zostaną nagrodzone!

 

[ext_img=s]3235[/ext_img]

Nagrody pochodzą z pakietu degustacyjnego, jakiego sami w całości nie skonsumowaliśmy :-)
O degustacji pisaliśmy tutaj tutaj.

Jury nie wyklucza także, że, porażone możliwościami twórczymi uczestników konkursu przyzna także wyróżnienia, w liczbie dziś nieprzewidywalnej ;-)

 

Regulamin konkursu dostępny jest tutaj.

 

 

Zobacz hasła, które już z dumą noszą faceci po 40!

[gallery_bare]111[/gallery_bare]

Wszystkie T-shirty można kupić tutaj.

 

[article_adv]

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2434" ["visits_counter"]=> string(4) "3056" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "78" ["name"]=> string(8) "Na luzie" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "2" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(8) "Na luzie" ["about"]=> string(148) "Sposoby na relaks nie kończą się na leżeniu na kanapie. Znajdź dla siebie nowe hobby, wybierz się na saunę albo urządź z klasą swój bar. " ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(10) "0-na-luzie" ["lft"]=> string(2) "39" ["rgt"]=> string(2) "40" ["level"]=> string(1) "2" } } [20]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2412" ["slug"]=> string(50) "westworld-juz-na-4k-ultra-hd-blu-ray-blu-ray-i-dvd" ["dont_use_tags"]=> string(25) " design , akt , akcesoria" ["title"]=> string(60) ""Westworld" już na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray™ i DVD" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(425) "Jeden z największych przebojów w historii telewizji HBO już na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray™ i DVD. Dziesięcioodcinkowy serial „Westworld” to mroczna odyseja o narodzinach sztucznej inteligencji i ewolucji grzechu z Anthonym Hopkinsem, Edem Harrisem i Evan Rachel Wood w rolach głównych. Fascynująca powieść o świecie, w którym każdy człowiek może zrealizować nawet najbardziej wyrafinowane fantazje. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(425) "Jeden z największych przebojów w historii telewizji HBO już na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray™ i DVD. Dziesięcioodcinkowy serial „Westworld” to mroczna odyseja o narodzinach sztucznej inteligencji i ewolucji grzechu z Anthonym Hopkinsem, Edem Harrisem i Evan Rachel Wood w rolach głównych. Fascynująca powieść o świecie, w którym każdy człowiek może zrealizować nawet najbardziej wyrafinowane fantazje. " ["superbox_title"]=> string(19) "Westworld - konkurs" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2412" ["body"]=> string(7449) "

[powiazane]

Westworld to futurystyczny park rozrywki, w którym ludzie mogą spełniać swoje najbardziej mroczne fantazje. Twórcą parku Westworld jest genialny naukowiec Robert Ford (Anthony Hopkins) snujący ambitne wizje przyszłości. Jego pomocnikiem jest Bernard Lowe (Jeffrey Wright). W parku goście mogą spotkać tajemniczego Mężczyznę w czerni (Ed Harris) będącego uosobieniem zła, oraz Dolores Abernathy (Evan Rachel Wood) - piękną i dobrą córkę farmera z prowincji. Do miasteczka, w pobliżu którego mieszka Dolores, przybywa niezwykle przystojny, sprawnie posługujący się bronią Teddy Flood (James Marsden).

[article_adv]

„Westworld” to mroczna odyseja na temat sztucznej inteligencji i ewolucji grzechu. W rozległym, odizolowanym parku rozrywki imitującym Dziki Zachód gość słono płaci za to, by stać się tym, kim zawsze pragnął być, i zrealizować swoje fantazje podczas przygód z „hostami” – androidami. Jednak za kulisami przedsięwzięcia nie wszystko jest w porządku, a „Westworld” w jednej chwili może zmienić się z parku rozrywki w najniebezpieczniejsze miejsce na Ziemi.

Twórcami serialu są nominowany do Oscara® Jonathan Nolan, reżyser głośnego serialu „Impersonalni” oraz nominowana do dwóch nagród Emmy® Lisa Joy („Tożsamość szpiega”) pełniący także obowiązki producentów wykonawczych i scenarzystów.

W głównych rolach w serialu „Westworld” występują zdobywca Oscara® Anthony Hopkins („Milczenie owiec”), czterokrotnie nominowany do Oscara® Ed Harris („Apollo 13”), nominowana do trzech Złotych Globów Evan Rachel Wood („Mildred Pierce”), James Marsden („X-Men: przyszłość która nadejdzie”), nominowana do Złotego Globu Thandie Newton („Rock’n’Rolla”) oraz laureat Złotego Globu® Jeffrey Wright („Casino Royale”). Inspiracją dla twórców był kultowy obraz Michaela Crichtona z 1973 roku pt. „Świat Dzikiego Zachodu”.

[ext_img=s]3177[/ext_img]

Zrealizowany w 1973 roku „Świat Dzikiego Zachodu” był kinowym debiutem Michaela Crichtona - reżysera, scenarzysty, producenta i pisarza, który stworzył m.in. „Park Jurajski” i serial „Ostry dyżur”. Był to również pierwszy film, podczas którego realizacji po raz pierwszy wykorzystano animację komputerową. Obraz opowiadał o futurystycznym parku rozrywki obsługiwanym przez androidy, w którym jeden z robotów zostaje uszkodzony (Yul Brynner) i zaczyna zabijać gości.

Studio Warner Bros. od początku lat 90 rozważało realizację nowej wersji „Westworld”, Jednym z największych zwolenników tego pomysłu był uhonorowany trzema nagrodami Emmy® producent Jerry Weintraub, współtwórca znakomitego filmu „Wielki Liberace” oraz przebojowej serii „Ocean’s”. I to jemu udało się ostatecznie przekonać szefów studia do wyprodukowania odcinka pilotażowego serialu, on też zaproponował aby projektem zajęli się Jonathan Nolan i Lisa Joy.

[ext_img=s]3178[/ext_img]

Pracując nad „Westworld” Jonathan Nolan inspiracje czerpał z wielu źródeł: gry wideo takie jak „BioShock Infinite”, „Red Dead Redemtpion” czy „Skyrim” dostarczyły mu pomysłów narracyjnych, westerny Sergio Leone koncepcji wizualnej, powieści Philipa K. Dicka dylematów, jakie niesie ze sobą wykorzystanie sztucznej inteligencji, a seria gier „Grand Theft Auto” rozwiązań w jaki sposób zbudować trzymającą w napięciu, a jednocześnie skomplikowaną i rozbudowaną narrację.

Wyprodukowanie odcinka pilotażowego serialu kosztowało 25 milionów dolarów. Pierwszy sezon serialu zrealizowano w sumie za 100 milionów dolarów. Tak duży budżet zapewnił twórcom możliwość stworzenia na małym ekranie fascynującego świata, intrygującego fabularnie, ale i zachwycającego wizualnie.


Jedną z kluczowych decyzji podjętych przez twórców, była realizacja serialu na tradycyjnej taśmie filmowej 35 mm, co miało zapewnić produkcji pożądany wygląd, ale przyprawiło część ekipy o ból głowy, gdyż w dzisiejszych czasach coraz trudniej jest kupić taśmę filmową... Po nakręceniu, taśma filmowa była wywoływana a następnie skanowana i w dalszej części postprodukcji poddawana obróbce cyfrowej. Zdjęcia do odcinka pilotażowego trwały 22 dni i zrealizowano je w sierpniu 2014 roku w okolicach Los Angeles jak również mieście Moab w stanie Utah.

[ext_img=s]3179[/ext_img]

[article_adv]Wiele czasu poświęcono na przygotowanie muzyki, jaką zilustrowany został serial „Westworld”. Jej autorem jest Ramkin Djawadi, autor ścieżki dźwiękowej do serialu „Gry o tron”, ale również do filmów „Pacific Rim”, „Warcraft” oraz „Iron Man”. Obok oryginalnej muzyki skomponowanej przez Djawadiego, w serialu usłyszeć można nowe aranżacje przebojów, m.in.: „No Surprises” zespołu Radiohead, „Black Hole Sun” zespołu Soundgarden, „Pain It Black” zespołu The Rolling Stones, „Something I Can Never Have” formacji Nine Inch Nails czy „Back to Black” Amy Winehouse.

Premierowy odcinek „Westworld” w USA obejrzało w sumie 3,3 miliona widzów. W sumie pierwszy sezon serialu zobaczyło ponad 12 milionów widzów, co uczyniło z „Westworld” najchętniej oglądany serial w historii telewizji HBO.

 

Dodatki specjalne w wydaniach Blu-ray i DVD:

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu: facebook.com/MojeFilmyDVD

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1510219336" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1523) "

KONKURS

Zdobądź DVD z sezonem 1 serialu "Westworld"

[ext_img=s]3176[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaki film z sir Anthonym Hopkinsem poleciłbyś facetom po 40.? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy pięciu najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 26 listopada!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2412" ["visits_counter"]=> string(4) "2745" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [21]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2410" ["slug"]=> string(49) "ksiazka-szybciej-wyzej-dalej-skandale-volkswagena" ["dont_use_tags"]=> string(36) "autorytet , kondycja , cel , badania" ["title"]=> string(56) "Książka: Szybciej, wyżej, dalej. Skandale Volkswagena" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(322) "Gdy we wrześniu 2015 roku rozpoczęła się afera spalinowa związana z tzw. „czystym dieslem” Volkswagena, z dnia na dzień największy producent samochodów na świecie stał się symbolem chciwości i kłamstwa. Klienci byli oburzeni, inwestorzy wpadli w panikę, a firma musiała stawić czoło widmu bankructwa." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(322) "Gdy we wrześniu 2015 roku rozpoczęła się afera spalinowa związana z tzw. „czystym dieslem” Volkswagena, z dnia na dzień największy producent samochodów na świecie stał się symbolem chciwości i kłamstwa. Klienci byli oburzeni, inwestorzy wpadli w panikę, a firma musiała stawić czoło widmu bankructwa." ["superbox_title"]=> string(45) "Szybciej, wyżej, dalej. Skandale Volkswagena" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2410" ["body"]=> string(16211) "

Książką Szybciej, wyżej, dalej Jack Ewing zrywa kurtynę, którą próbowano spuścić na ten niebywały skandal. Opisuje długą drogę Volkswagena od skromnego nazistowskiego „samochodu ludowego” aż po dni chwały – powstanie jednej z najbardziej prestiżowych globalnych marek, która chlubi się ekologicznym wizerunkiem. Maluje też żywe portrety osób odpowiedzialnych za sukces koncernu, prezesa Ferdinanda Piëcha oraz dyrektora naczelnego Martina Winterkorna, stawiając tezę, iż to ich nienasycona ambicja zmusiła pracowników do sięgnięcia po nielegalne metody.

[article_adv]

Ewing przedstawia mechanizm wielkiego skandalu: to, jak kultura „sukcesu za wszelką cenę” doprowadziła do jednego z największych oszustw w dziejach biznesu, grożącego wręcz niewyobrażalnymi konsekwencjami gospodarczymi.

Przyszłość jednej z najpotężniejszych firm świata pozostaje niepewna, my zaś mamy wyjątkową sposobność przyjrzeć się historii wizerunkowej katastrofy Volkswagena.

[ext_img=m]3175[/ext_img]

Skandal z dieslami Volkswagena rodził się przez 80 lat

Oto rozmowa z dziennikarzem Jackiem Ewingiem, autorem książki, publikowana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Rebis.

„Garbi – superbryka” był marzeniem Adolfa Hitlera. Znany dziś jako ikona motoryzacji volkswagen beetle („garbus”) pierwotnie miał uszczęśliwić obywateli Trzeciej Rzeszy. Los sprawił jednak, że za rządów nazistów w Niemczech niewiele KdF-Wagenów – samochodów „siły przez radość” (Kraft durch Freunde Wagen), jak je wtedy nazywano – zdążyło wyjechać z fabryki w Wolfsburgu, którą po wybuchu wojny szybko przystosowano do produkcji na potrzeby wojska. Z czasem jednak w powojennych Niemczech Zachodnich ów świetnie skonstruowany, niewielki i tani, acz zaskakująco pojemny volkswagen z silnikiem chłodzonym powietrzem stał się niespodziewanym fenomenem, zdobywając wielką popularność zwłaszcza wśród odradzającej się w Europie klasy średniej, a później także w gronie zwolenników kontrkultury po obu stronach Atlantyku. Z nastaniem nowego tysiąclecia Grupa Volkswagen, do której należały między innymi luksusowe marki Rolls Royce, Audi i Porsche, była już jednym z najpoważniejszych graczy na światowym rynku motoryzacyjnym.

W 2016 roku koncern nareszcie osiągnął – z pozoru niemożliwy do zrealizowania – cel, który wyznaczyli sobie jego ambitni szefowie: wyprzedził General Motors i Toyotę, stając się (dwa lata przed wyznaczonym terminem!) największym producentem samochodów na świecie. Sęk w tym, że nie było czasu na świętowanie tego sukcesu, jako że Volkswagen musiał stawić czoło gigantycznemu skandalowi zagrażającemu zniszczeniem całego dorobku firmy. W nieustannym parciu ku narzuconym przez „górę” celom VW dopuścił się oszustwa na wielką skalę, wypuszczając na rynek miliony samochodów z dieslami wyposażonymi w oprogramowanie uruchamiające ograniczenie emisji spalin jedynie podczas testów laboratoryjnych. Co gorsza, gdy sprawa wyszła na jaw, szefowie koncernu nie tylko nie zdobyli się na szczerość, ale jeszcze długo grali na zwłokę, zwodzili instytucje kontrolne i szukali kozłów ofiarnych, jednocześnie odmawiając dokonania zmian w oferowanych samochodach (Volkswagen odmówił komentarza do faktów omawianych w tym artykule; z oświadczenia wydanego przez koncern wynika jedynie, że „podjął istotne kroki celem wzmocnienia odpowiedzialności i transparentności, tak aby w przyszłości zapobiec podobnym zdarzeniom”, oraz że zawarł „serię ugód, które powinny rozwiązać problemy z wadliwymi samochodami u wszystkich klientów” w Stanach Zjednoczonych).

Dziennikarz Jack Ewing, jako niemiecki korespondent „New York Timesa”, od początku skrupulatnie relacjonował rozwój afery. Jego najnowsza książka, zatytułowana Szybciej, wyżej, dalej. Skandal Volkswagena, wprowadza czytelników w skomplikowany mechanizm nacisków, które zaowocowały bodaj najpoważniejszą aferą gospodarczą w dziejach, i ze swadą opowiada o osobach i zdarzeniach stanowiących jej tło. Nie tak dawno miałem okazję porozmawiać z Ewingiem o nieprzebrzmiałym nadal skandalu, o jego znaczeniu dla losów Volkswagena oraz o tym, czy będzie miał wpływ na to, w jaki sposób będą napędzane samochody przyszłości.

Nicholas Clairmont: Jedną z najbardziej uderzających cech tej książki jest to, jak udało się panu połączyć najwcześniejszą historię Volkswagena z ostatnimi, szokującymi wydarzeniami. Wielu ludzi z pewnością nie ma pojęcia, że dzieje koncernu sięgają czasów nazistowskich Niemiec.

Jack Ewing: Sądzę, że nawet w Niemczech wiedza o tym nie była powszechna. Zresztą i ja dokonałem paru odkryć, gdy zacząłem zbierać materiały do książki. Weźmy choćby fakt, że podczas wojny fabryka (Volkswagenwerk) funkcjonowała jako obóz koncentracyjny, a także że członkowie rodziny Porsche – przede wszystkim Ferdinand Porsche i Anton Piëch – krótko przed zakończeniem działań wojennych czmychnęli z firmową kasą, po czym założyli własny biznes, by jakoś usprawiedliwić tę grabież. To bardzo ciekawa kwestia: jak te wydarzenia miały wpływ na powstanie swoistej kultury korporacyjnej w Volkswagenie (polegającej na wyznaczaniu ambitnych celów konstrukcyjnych przez szefostwo i karaniu każdego, kto ośmieli się zasugerować, że są one nieosiągalne).

W 1992 roku Ferdinand Piëch, wnuk Ferdinanda Porschego (założyciela VW i konstruktora pierwszego „garbusa”), został dyrektorem generalnym Volkswagena. I właśnie on jest odpowiedzialny za stworzenie kultury korporacyjnej, która obowiązywała w koncernie w dobie wielkiego oszustwa. Dlatego sądzę, że związki dzisiejszego VW z przeszłością są de facto związkami rodzinnymi.


Clairmont: W książce wspomina pan też o bardziej strukturalnych przyczynach skandalu. Można odnieść wrażenie, że jedną z kluczowych cech tego koncernu jest to, iż na mocy umowy zawartej w latach czterdziestych między rodzinami Porsche i Piëchów a władzami okupacyjnymi Niemiec Zachodnich władze regionalne oraz załoga firmy mają mocną pozycję w radzie nadzorczej. Mógłby pan wyjaśnić, jaki to ma wpływ na zachowanie kierownictwa?

Ewing: Rzeczywiście, mocna pozycja załogi jest istotnym czynnikiem strukturalnym. To tak naprawdę skłania szefostwo do myślenia: nie musimy się obawiać ingerencji z zewnątrz, dopóki robotnicy VW i włodarze Dolnej Saksonii są zadowoleni. Każdy dyrektor generalny musiał tylko zawrzeć swoisty pakt z załogą i politykami, żeby cieszyć się niemal dyktatorską władzą w firmie, niespotykaną w innych podmiotach gospodarczych. A wszystko to praktycznie bez nadzoru ze strony akcjonariuszy.

Clairmont: Chciałbym spytać o rolę Ameryki w kontekście skandalu Volkswagena. Gdybym był europejskim klientem VW, naturalnie czułbym się oszukany przez koncern, ale także przez europejskie instytucje kontrolne, które nie potrafiły właściwie wyegzekwować przepisów. Co więcej, czułbym się też oszukany przez USA, ponieważ ponad dwadzieścia miliardów dolarów kar, które koncern zapłaci w Ameryce, praktycznie wyczerpuje jego zdolność finansową. Czy można zatem mówić o innym, nienagłośnionym skandalu, wynikającym z biernej postawy europejskich instytucji kontrolnych oraz władz?

Ewing: Tak, to jeden z istotnych wątków tej sprawy. Myślę, że Europejczycy mają poczucie wyższości nad Amerykanami, jeśli chodzi o kwestie ochrony środowiska. Skandal VW dowiódł jednak, że to w Stanach Zjednoczonych obowiązują bardziej surowe normy i tam też znacznie skuteczniej pilnuje się ich przestrzegania. Choć w teorii w Europie obowiązywały podobne przepisy – w niektórych przypadkach wręcz identyczne – to ich egzekwowaniem nikt się nie przejmował. Doprawdy zakrawało to na żart. Jestem jednak pewny, że w końcu Europejczycy się w tym połapali.

Istotny jest też czynnik finansowy – liczni właściciele volkswagenów w Niemczech nie mogą liczyć na odszkodowanie, więc zadają sobie pytanie: „Dlaczego Amerykanie dostają tak wiele, a my nic?”.

I wreszcie ważna jest ponura świadomość – dość powszechna zwłaszcza wśród Niemców – że skutkiem skandalu będzie finansowy drenaż Volkswagena, który może mu trwale zaszkodzić. Trudno wyrokować, jaka będzie przyszłość całej branży, ale producenci samochodów myślą o niej z niepokojem. Spodziewają się wielkich zmian – przybywa aut elektrycznych, mówi się o wprowadzeniu pojazdów autonomicznych. W badania i rozwój trzeba dziś inwestować więcej niż kiedykolwiek. Ugody zawarte przez VW będą kosztowały koncern co najmniej 22 miliardy dolarów, a pieniądze te popłyną do państwowej kasy USA oraz do tamtejszych właścicieli volkswagenów. Nie można wykluczyć, że taka strata poważnie osłabi zdolność koncernu do stawiania czoła zmianom na rynku.

Clairmont: Pewne aspekty tej sprawy są szczególnie głośne, lecz przecież programy zafałszowujące emisję spalin instalowane w volkswagenach nie są pierwszymi, które odkryto. Jak wygląda historia podobnych przypadków?

Ewing: Rzeczywiście, szczególne zdumienie w Stanach Zjednoczonych budzi fakt, że doszło do takiego skandalu, mimo iż już pod koniec lat dziewięćdziesiątych głośna była sprawa producentów ciężarówek, którzy dopuścili się podobnego oszustwa. Gdy ujawniono ów proceder, musieli zapłacić łącznie mniej więcej miliard dolarów – w owym czasie była to ogromna kwota. Można by pomyśleć, że inni będą się pilnować. W końcu wiadomo, czego nie wolno robić i jak surowa może być kara.

Clairmont: Czy mógłby pan sprecyzować, czym może skutkować zwiększona emisja szkodliwych substancji przez silniki samochodowe?

Ewing: Jeśli chodzi o silniki wysokoprężne, najgroźniejsza jest rodzina gazów nazywanych tlenkami azotu. Ich wdychanie powoduje astmę, zwłaszcza u dzieci. U tych, którzy już chorują, zwiększa ryzyko ataków. Wywołuje chroniczne zapalenie oskrzeli. Choć to jeszcze niepotwierdzone, wiele wskazuje na to, że sprzyja też rozwojowi nowotworów. Dwutlenek azotu jest główną przyczyną powstawania smogu, poważnego problemu wielkich miast.

Przeprowadzono liczne badania i chociaż ich rezultaty są pewnym przybliżeniem, dowiedziono, że znaczącą liczbę przedwczesnych zgonów można powiązać z obecnością tlenków azotu w atmosferze. Jak wiele? Różne badania przyniosły różne wyniki. W Europie mówi się o dziesiątkach tysięcy przedwczesnych zgonów. Sprawa jest naprawdę poważna.

Skutki są w pewnym sensie niewidzialne, bo mają charakter długofalowy. Trudno je wyizolować. Nie jest przecież tak, że ulicą przejeżdża samochód i nagle ktoś pada trupem. Tym łatwiej jest zignorować problem. W pewnym sensie przypomina to sprawę koncernów tytoniowych. Jednakże skumulowane skutki są naprawdę poważne, a Europejczycy są tego coraz bardziej świadomi.

Clairmont: Moim zdaniem oburzające w tej sprawie jest i to, że właściciele oraz entuzjaści volkswagenów doświadczyli zdrady – wszystko, co tak im się podobało w ich samochodach, okazało się nieprawdą.

Ewing: Tak, warto wspomnieć o jeszcze jednym wielkim kłamstwie: ludzie Volkswagena nie tylko oszukiwali, ale jednocześnie trąbili wszem i wobec, jakie to czyste diesle produkują. Przekonali się jednak, że to bardzo poważne naruszenie praw konsumentów – między innymi dlatego skandal będzie dla VW tak kosztowny. Właściwie we wszystkim, czego się tknęli, popełnili błędy. Niestety, w Europie ochrona klienta nie jest tak silna jak w USA. W większości krajów nie istnieje procedura pozwu zbiorowego, a klientom indywidualnym trudno jest ścigać firmę, która dopuściła się oszustwa.

Clairmont: Jest w pańskiej książce kilka wątków, które rodzą pytania, lecz nie dostajemy na nie odpowiedzi – być może dlatego, że odpowiedzi po prostu nie istnieją. Jednym z nich jest kwestia firmy Audi: wydaje się, że właśnie tam powstały owe nieuczciwe rozwiązania, które przejęła cała Grupa Volkswagen. Jak pan sądzi, dlaczego tak się stało?

Ewing: Ciekawe pytanie. Rzeczywiście, wiele wskazuje na to, że urządzenia zakłucające zaczęto stosować w Audi, zanim trafiły do masowej produkcji w autach Volkswagena. Myślę, że można to wytłumaczyć na dwa sposoby. Po pierwsze, Audi to marka premium i bardzo często jest tak, że właśnie w jej produktach testuje się najnowsze, zaawansowane rozwiązania techniczne – w tym przypadku niestety niekorzystne.

Po drugie, warto zadać sobie pytanie, czy nie był to typowy sposób rozwiązywania problemów w grupie VW. Skoro oszukańczy proceder trwał latami w Audi, zanim upowszechnił się i w Volkswagenie, trudno oprzeć się wrażeniu, że traktowano go jako standardową metodę działania – choć oczywiście przedstawiciele koncernu twierdzą, że to tylko wyskok paru nieodpowiedzialnych inżynierów. Moim zdaniem to było standardowe działanie.

Clairmont: Jeden z rozdziałów pańskiej książki nosi tytuł „Sprawiedliwość”. Jak dziś wygląda sytuacja firmy i jej zarządu?


[article_adv]Ewing: W książce dość krytycznie wypowiadam się o tym, jak niewiele się zmieniło. Dyrektor generalny Volkswagena, Martin Winterkorn, ustąpił ze stanowiska. Dość licznej grupie menedżerów średniego szczebla udzielono nagany, niektórych zawieszono lub zwolniono. Jednakże obecny CEO, Matthias Müller, przez ostatnich dziesięć lat uczestniczył w pracach rozwojowych nad nowymi silnikami – a teraz steruje koncernem. Z kolei przewodniczący rady nadzorczej, Hans Dieter Pötsch, pełnił funkcję dyrektora finansowego przez cały czas, gdy trwał oszukańczy proceder firmy. Wielki skandal przyniósł im awans. W gruncie rzeczy Volkswagenem rządzą więc ci sami ludzie.

Clairmont: Niedawno odbyło się doroczne walne zgromadzenie akcjonariuszy. Co nowego mówiło się o przyszłości Volkswagena?

Ewing: Przede wszystkim dyskutowano o stworzeniu nowej kultury korporacyjnej, ale także o wystąpieniu Pötscha, który oznajmił, że firma nie ujawni raportu zamówionego w kancelarii prawnej Jones Day prowadzącej wewnętrzne śledztwo w VW. Niektórym udziałowcom się to nie spodobało.

Dowodzi to przede wszystkim, jakie emocje nadal budzi sprawa, którą ujawniono już ponad półtora roku temu. A przecież nie powinno tak być. Wystarczyłoby lepsze zarządzanie kryzysowe, by po sześciu miesiącach świat zapomniał o skandalu. To jednak wymagałoby przeprowadzenia znacznie głębszych zmian, niż życzy sobie tego zarząd Volkswagena.

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1510135836" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1590) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Szybciej, wyżej, dalej. Skandale Volkswagena"

[ext_img=s]3173[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Dokończ w ciekawy sposób zdanie: 
Każdy skandal....
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy czterech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 26 listopada!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(true) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2410" ["visits_counter"]=> string(4) "4767" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [22]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2403" ["slug"]=> string(35) "braun-series-7-inteligentna-golarka" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(39) "Braun Series 7 – inteligentna golarka" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(250) "Dzięki inteligentnej technologii dźwiękowej golarka foliowa Braun Series 7 analizuje zarost i automatycznie dopasowuje się do jego potrzeb. Elastyczna głowica 8D porusza się w 8 kierunkach, dzięki czemu golenie staje się dokładne i wydajne. " ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(250) "Dzięki inteligentnej technologii dźwiękowej golarka foliowa Braun Series 7 analizuje zarost i automatycznie dopasowuje się do jego potrzeb. Elastyczna głowica 8D porusza się w 8 kierunkach, dzięki czemu golenie staje się dokładne i wydajne. " ["superbox_title"]=> string(39) "Braun Series 7 – inteligentna golarka" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2403" ["body"]=> string(29497) "

Precyzja i moc

Golarka Braun Series 7 posiada cztery wyspecjalizowane elementy golące wykonujące 30 000 cięć poprzecznych na minutę. Są one wspomagane mikrowibracjami dźwiękowymi, dzięki którym maszynka analizuje gęstość zarostu i zapewnia dodatkową moc w miejscach, gdzie jest to potrzebne. Ostrza nie pomijają także płasko leżących włosów oraz zarostu w trudno dostępnych miejscach.

Rezultat? Doskonale gładka skóra już po jednym pociągnięciu, a w konsekwencji – dużo mniej podrażnień po goleniu.

Braun Series 7
Braun Series 7

Dopasowana do indywidualnego stylu golenia

Przyciski personalizacji pozwalają na wybór jednego z 5 trybów golenia, od trybu wrażliwego po tryb turbo.

Elastyczna głowica golarki operuje w 8 kierunkach, dopasowując kąt do konturów twarzy. Dodatkowo technologia Braun Precision HeadLock umożliwia zablokowanie głowicy, by zwiększyć jej precyzję na przykład w trudnych miejscach pod nosem lub pod brodą.

Golarka posiada również zintegrowany, precyzyjny trymer, który wysuwa się z tyłu obudowy golarki.

Braun Series 7
Braun Series 7

[article_adv]

Na sucho i na mokro

Golarka Braun Series 7 jest całkowicie wodoodporna, co sprawia, że można się golić nią z wodą, pianką i żelem, a nawet pod prysznicem. Można ją również wygodnie spłukiwać pod wodą, co ułatwia jej pielęgnację i zachowanie higieny.

Wybrane modele posiadają w komplecie bazę czyszcząco-ładującą, która umożliwia łatwe ładowanie, czyszczenie, dezynfekcję, smarowanie i suszenie urządzenia.

Zaawansowany wyświetlacz wskazuje parametry ładowania, stanu baterii, konieczności wymiany folii oraz szczegółowe informacje o stanie higieny golarki. Bateria litowo-jonowa ładuje się całkowicie w ciągu jednej godziny i pozwala na 50-minutowe bezprzewodowe golenie, natomiast szybkie ładowanie (5 min) wystarcza na jedno golenie.

Braun Series 7

Zobacz golarkę Braun Series 7 tutaj.

Kupując produkt do końca roku w oficjalnej dystrybucji, otrzymasz zwrot kasy 250 zł

Dodatkowo, w EURO RTV AGD otrzymasz do produktu

prostownicę do włosów za 1 zł

 

KONKURS ZAKOŃCZONY

 

Zapytaliśmy Was, jakie cechy powinien mieć współczesny mężczyzna i dlaczego. Przesłaliście do nas kilkaset odpowiedzi, ciekawych, wzruszających, zabawnych, poważnych. To była wielka przyjemność czytać je wszystkie, było to jednak również bardzo trudne zadanie dla Jury, które musiało wskazać tylko jedną wypowiedź.

 

 Regulamin Konkursu.

 

POZNAJ ZWYCIĘSKĄ ODPOWIEDŹ >>

 


Ostatecznie postanowiliśmy nagrodzić Krzysztofa za następującą wypowiedź:

Zdarzają się w życiu chwile bezsilności. Kiedy zasiadałem do pisania tego tekstu, w głowie miałem kompletną pustkę. No bo kim w ogóle jest współczesny mężczyzna? Kim ma być? A może nie ma żadnych wyraźnych cech?

Siedząc przy biurku przypomniało mi się, ile jeszcze mam dzisiaj do zrobienia mimo późnej pory. Konsekwencja. Skoro coś mam w planie, to będę to musiał wykonać. Mężczyzna nie powinien odpuszczać tego o założył. Nie tylko jeśli chodzi o codzienne czynności, ale też w sprawach ważnych. Jeśli wybrał kobietę jako towarzyszkę życia, to konsekwentnie powinien trwać w tym wyborze. Skoki na bok nie są wskazane, to oznaka wyłamania się z wierności podjętym wyborom.

Przeciągnąłem się biorąc głęboki wdech. Kątem oka dostrzegłem zdjęcie swojej rodziny stojące w drewnianej ramce na biurku. Przypomniałem sobie jak wiele dla mnie znaczy. Choć wiem że moi bliscy potrafią o siebie zadbać, to jednak ja jestem tą pierwszą osobą która powinna im służyć oparciem. Opiekuńczość. Tylko słaby mężczyzna uznaje, że nie musi nikomu służyć. Nie chodzi mi o służalczość, ale o służbę. Tą dumną, będącą wyrazem siły którą można się dzielić.

Ale czy samą opiekuńczością da się załatwić wszystko? To tylko część większej całości. Facet opiekuńczy, musi uzupełnić tę cechą zaradnością. Zaradność. Inaczej mówiąc, umiejętność odnalezienia się w dżungli jaką jest ten świat. To radzenie sobie w niespodziewanych sytuacjach, ale też zdolność do walki o środki do życia. To tak samo naprawa gniazdka które właśnie wypadło ze ściany, ugotowanie romantycznej kolacji, ale też założenie nieźle prosperującej firmy. Oczywiście nie jest możliwe osiągnięcie w tym wszystkim perfekcji, ale nie można też się zadowalać poziomem minimalnym.

Z tego powodu, współczesny facet powinien się cięgle rozwijać. Jest coś, co w rozwoju się przydaje. Otwarty umysł. Cecha wcale nie tak rzadka, jednak wciąż niedoceniana. Tutaj nie tylko musi chodzić o otwartość na nową wiedzę. To także zauważanie własnych błędów, chęć poprawy, przyjmowanie krytyki. Otwarty umysł dotyczy też inteligencji emocjonalnej w relacjach. Czasem warto zmienić swój sposób myślenia zauważając, że inni ludzie posługują się inną wrażliwością.

Rozrywający ciszę alarm w zegarku, przypomniał mi, że jest już bardzo późno. Wstałem z mojego trzeszczącego krzesła i zamyślony rozejrzałem się po pokoju jakbym go widział pierwszy raz. Parę pamiątek z wycieczek, kilka elegancko oprawionych książek, sterta z winylowymi płytami. W kącie na wieszaku wisi płaszcz. Uśmiechnąłem się, gdy moje oczy zatrzymały się na plakacie mojego ulubionego klasycznego filmu. Takie pozornie nic nie znaczące rzeczy są przecież częścią mojego stylu. Osobowości. Współczesny facet nie jest szarą myszką (albo raczej szczurem) który siedzi tylko przed telewizorem bezmyślnie przerzucając kanały. Ma zainteresowania, jest aktywny. Z półki zwisają medale za ukończenie maratonu, być może za zawody wędkarskie. Kolekcjonuje coś, czyta coś więcej niż reklamowane bestsellerowe przeciętniaki.

W głowie powtórzyłem sobie jeszcze raz: konsekwencja, opiekuńczość, zaradność, otwarty umysł, osobowość... Cechy z których nowoczesny mężczyzna może być dumny. Czy ja je posiadam? To pytanie nie jest już do mnie, ale właśnie ich, życzę każdemu.

 

A oto kilka innych prac, które, choć nie zdobyły nagrody, to na pewno warte są ich opublikowania:

Idąc ulicą, bacznie się przyglądając, można stwierdzić, że mężczyzna w dzisiejszych czasach ma wiele twarzy.

Z lewej zza rogu wychodzi łysy osiłek z tatuażami i wpada na młodego chłopaka w rurkach, który właśnie wyszedł z drogerii, bo mu się skończył krem do cery wrażliwej. Rzeczony mięśniak, ewidentnie karmiony sterydami codziennie na śniadanie, pragnie wyładować swą złość na pierwszej spotkanej osobie. Biedny trądzikowy podlotek nie wie, że za chwilę zostanie ofiarą przemocy tylko dlatego, że osobnik z siłowni gdzieś zgubił kluczyk od swego nowego BMW. W tym czasie po drugiej stronie ulicy stoi około trzydziestoletni facet z fajką w zębach, plecami i jedną nogą oparty o fasadę budynku. Spokojnie wypuszcza papierosowy dym i przygląda się jak młokos dostaje manto; w żaden sposób nie reaguje. Nie reaguje też wąsaty pan koło pięćdziesiątki, który widząc zaistniałą sytuację zastanawia się czy zawrócić na pięcie, czy przejść na drugą stronę, bo przy tak ewidentnej bójce samo odwrócenie wzroku nie wystarczy. W tak zobrazowanej sytuacji mamy czterech przedstawicieli płci męskiej, ale czy któryś z nich jest mężczyzną? Zdecydowanie żaden!

W dzisiejszych czasach o męskości nie świadczy siła mięśni, ładna twarz czy stan konta. Najważniejszą rolę gra charakter. Nie chodzi o to, by pokazać się światu z takiej czy innej strony, ale o to by być sobą. Życie we współczesnych realiach nie rozpieszcza: ciągły bieg za karierą w nadętej korporacji; dom, w którym bardzo często jest się tylko gościem; media, które potrafią zrobić papkę z mózgu podatnym odbiorcom - to wszystko wpływa na współczesnych ludzi, a tak ważne jest, by w tej całej pogoni nie zatracić siebie.

Współczesny mężczyzna powinien przede wszystkim mieć własne zdanie i potrafić go bronić siłą własnych argumentów, nie mięśni. Dyskusja na odpowiednim poziomie zawsze jest w cenie. Powinien również umieć zrozumieć drugiego człowieka, ale być przy tym asertywnym i empatycznym jednocześnie - tylko prawdziwy dżentelmen podejdzie do starszej pani i pomoże jej nieść siatki z zakupami z osiedlowego supermarketu, ale jednocześnie będzie umiał odmówić proszony o zakup piwka dla małolata. Tylko prawdziwy mężczyzna będzie wrażliwy na ludzką krzywdę, nie pozwoli by w jego obecności komuś działa się krzywda. Jego matka jest z niego dumna, bo radzi sobie w życiu, potrafi uprać, ugotować, a w sobotę nawet i jej pomoże w sprzątaniu. Ojciec z kolei jest zadowolony, bo bycie złotą rączką odziedziczył po nim - przecież całe życie mu wpajał, że jak coś się niszczy to się to naprawia, a nie wyrzuca. To motto jest myślą przewodnią w jego związku, dlatego partnerka tak dobrze się z nim czuje - bo on się o nią cały czas stara, mimo, że już dawno skradł jej serce. A dzieci? Marzy o tym by je mieć, zagrać w piłkę z synem lub rysować księżniczki z córką. Bo współczesny mężczyzna marzy i wcale się tego nie wstydzi - marzenia są fundamentem do działania, a on lubi działać, bo wtedy czuje wiatr we włosach. Myślę jednak, że najważniejszą cechą współczesnego mężczyzny jest dążenie do bycia lepszym i dostosowywanie się do szybko pędzącego świata przy jednoczesnym zachowaniu siebie, swoich marzeń i charakteru.

Nie ma ideałów. Idealny współczesny mężczyzna też nie istnieje, ale ważne, żeby mimo wad dobrze się czuł we własnej skórze, nie krzywdził innych i robił wszystko co w jego mocy by dążyć do doskonałości. Mam tu na myśli nie tylko dbanie o siebie fizycznie, bo to też jest ważne, ale przede wszystkim szacunek do siebie i innych - to najważniejsza cecha współczesnego mężczyzny, której zabrakło wszystkim czterem panom z pierwszego akapitu.

One


Takich cech można wskazać całe mnóstwo, ale skupię się tylko na tych moim zdaniem najważniejszych.

Mężczyzna z pewnością powinien zawsze być oparciem dla swojej rodziny. Nie mówię tylko o żonie/partnerce/dziewczynie oraz ewentualnie dzieciach, ale także o rodzicach czy rodzinie nieco dalszej. Nie wyobrażam sobie odmówienia pomocy komuś bliskiemu, bo przecież nasi rodzice czy wujkowie nie młodnieją, więc trzeba się przecież liczyć z tym, że będą potrzebować pomocy.

Bycie oparciem powiązałbym z zaradnością życiową. Nie chodzi oczywiście o zdobycie ogromnego majątku (choć kto by tym pogardził :)), ale o podejmowanie w życiu takich decyzji i działań, aby zapewnić rodzinie byt na rozsądnym poziomie.

Kolejną cechą, którą bym wyróżnił jest odpowiedzialność. Twarde stąpanie po ziemi, podejmowanie decyzji i dzielne ponoszenie ich nie zawsze miłych konsekwencji. Moim zdaniem wszelkiego rodzaju “uniki” przed nieciekawymi życiowymi sytuacjami świadczą o skrajnej niedojrzałości.

Bardzo ważne jest moim zdaniem opiekuńczość i troskliwość, bo każdy czasem potrzebuje pociechy, przytulenia i pocieszającego buziaka :) Nieodzowną cechą jest także inteligencja, szacunek dla innych ludzi, cierpliwość oraz szczerość.

Niezmiernie istotne jest także to, by umieć odnaleźć w sobie "małe dziecko". Wszystkie wyżej wymienione cechy świadczą o dojrzałości i pewnej powadze, która powinna bić od mężczyzny. Jaka kobieta chciałaby jednak mieć baaaardzo odpowiedzialnego, ale nudnego partnera? Podobnie dzieci - potrzebują oparcia i pomocy od swojego taty - ale przecież kiedyś musi być czas na zabawę!

Dlatego według mnie bardzo ważne jest, aby znaleźć czas na zabawę z dzieciakami - czy będzie to układania klocków lego czy zabawa dronem; na zaproszenie żony/partnerki na imprezę czy też pozwolenie, aby raz na jakiś czas na pół dnia pochłonęło nas nasze hobby.

Tomasz

***

Pytanie wydaje się banalne, ale czy takie jest rzeczywiście? Żyjemy w czasach, w którym „tradycyjny” model z podziałem na mężczyznę jako żywiciela rodziny oraz kobietę jako matkę i gospodyni przestał istnieć. Maczugę możemy więc odstawić w kąt. Niektóre kobiety chciałyby, abyśmy stali się bardziej wrażliwi, otwarci i mówili o swoich uczuciach. Czy jednak mamy się zmieć w tym kierunku, który oczekuje od nas płeć przeciwna? Czy spełnianie czyichkolwiek oczekiwań ma determinować nasz charakter, zachowanie, a więc – nas?

Nie. Zdecydowanie nie. Umiejętność samodzielnego myślenia i definiowania siebie powinna być domijaca cechą współczesnego mężczyzny. Żyjemy w świecie otwartym jak nigdy wcześniej, mamy mozliwoscie, których nie posiadały pokolenia przed nami. Musimy jednak sami dla siebie znaleźć, czego oczekujemy od siebie i naszego życia. Tylko w ten sposób możemy znaleźć prawdziwe szczęście. I piękna rzeczą jest to, że każdy z nas definiuje to szczęście inaczej. Niektórzy z nas pragną zmienić świat i widzą w sobie następnego Nikola Teslę. Dobrze! Dla innych całym światem jest ich potomstwo, chcą pomóc małemu człowiekowi w dorastaniu i jego szczęście jest ich szczęściem. Dobrze! Jeszcze inni od małego marzą o swoim własnym domku w lesie, i całą karierę i życie ustawiają pod ten cel. Też dobrze! Jednak to nie tylko nasze cele nas definiują, lecz także, a raczej przede wszystkim, nasze wartości. Rodzina, ojczyzna, przyroda, gruby portfel. Musimy sami wiedzieć, co jest dla nas ważne. Tak, wiem, portfel nie wygląda tutaj zbyt korzystnie. Lecz moim zdaniem możemy robić, co chcemy, dopóki tym nie szkodzimy innym ludziom. Mamy także prawo do (zdrowego) egoizmu. Nie musimy tego uważać za dobre, jeśli nasz kolega stawia swoje 911 ponad wszystko. Lecz co w tym złego, jeśli weźmie także dziecko sąsiada na przejażdżkę, zamiast je gonić gdy strzela sobie z jego rakietą „selfie”? Chcę przez to powiedzieć, że musimy wiedzieć sami, jak chcemy być ukształtowanie. Nie mogą to być tylko nakazy rodziców, oczekiwania dziewczyny czy obecna moda. Mogą to być dla nas wskazówki, lecz nic więcej. Jesteśmy Panami własnego losu.

To jest dla mnie cecha, którą powinien mieć współczesny mężczyzna. Wszelkie inne, jak determinacja, racjonalność, poczucie odpowiedzialności za innych są konsekwencją tego, jak siebie zdefiniujemy. Dla mnie nie istnieje jeden idealny typ współczesnego mężczyzny. Każdy z nas może być idealny na swój sposób, lecz stawiam przy tym jeden warunek – nasze szczęście nie może być osiągane kosztem innych. Nigdy!

Marcin

***

Stawiam na wzorzec faceta tradycyjnego, jaki sprawdziłby się 50, 100 i 500 lat temu. Faceta któremu obce jest pojęcie chandry i lajka, żyjącego w małżeństwie a nie związku partnerskim, który odcinka programu Beara Grylls'a nigdy nie zamieni na godzinkę na fejsie, pijącego czystą wódkę a nie koktajl proteinowy i wreszcie który da w mordę, zamiast nadstawiać drugi policzek.

Tak więc współczesny mężczyzna powinien być:

Odpowiedzialny - bo facet odpowiedzialny z siebie i innych to pewnik stabilności i bezpieczeństwa. Jakimż byłby mężem czy ojcem, jeśli swoim najbliższym nie dawałby pewności, że zawsze mogą na niego liczyć. Aura bezpieczeństwa jaką roztacza sprawia, że lgną do niego jak owieczki do swego pasterza wszyscy, którym to uczucie jest obce.

Słowny i uczciwy - bo facet, który ze swojej gęby robi d..., to d... nie facet. Uczciwość zaś, to cecha postrzegana obecnie jak klątwa, przez co niemal nie spotykana. Jej "posiadacz" staje się unikalny i wyjątkowy przez co intrygujący i interesujący..., a tak poważnie to dobrze jest wyróżniać się z wszechogarniającego nas morza fałszu i zakłamania.

Stanowczy, pewny siebie i łatwo podejmujący - bo chociaż kobiety lubią kiedy się z nimi rozmawia i doradza w kwestiach różnych wyborów, to najczęściej cieszą się z jednoznacznej, krótkiej odpowiedzi urywającej niekończący się słowotok: "ale to, czy to?". Poza tym, cechy te pozwalają na oszczędność czasu (a czas to pieniądz) i zdrowia (szczególnie psychicznego) oraz z automatu stawiają "nosiciciela" na pozycji słuchanego, a nie słuchającego. Co za tym idzie determinują do bycia szefem, a nie podwładnym.

Niezależny - bo chociaż "pan domu" i "utrzymanek" to obecnie popularne formy przystosowania do życia, osobiście nie znam żadnej kobiety, która jeśli już miałaby wybierać, to upierałaby się przy zamianie tego, być może nieco szowinistycznego podziału.

Zabawny i dowcipny - bo trudno współżyć z ponurym gburem, a dobry żart potrafi rozładować atmosferę, przełamać lody , czy nawiązać znajomości. Humor pomaga w biznesie, urzędzie i miłości. Wiadomo też, że kto się nie śmieje i nie pije ten donosi.

Cierpliwy i wyrozumiały - to bodaj najważniejsza para cech współczesnego faceta. Bez nich "umarł w butach". Stanowią swoisty wentyl bezpieczeństwa wobec bezmiaru głupoty, arogancji i niekompetencji które zewsząd nas otaczają. Są też jedynym skutecznym systemem obronnym, przed bezwarunkowym odruchem "trzaśnięcia drzwiami" w jaki natura nieopatrznie wyposażyła mężczyzn. Odruch tyleż pożyteczny co niebezpieczny, gdyż od niego wszystko się zaczyna lub na nim kończy.

Szlachetny - szlachetność zawsze była "cenna", bo kto słyszał o szlachetnym "kmiocie", jeśli już to o "Panu". Ze szlachetnością jest trochę podobnie jak z uczciwością, tylko bardziej. Niestety szlachetność ma też swoje wady, często przejawiające się spontanicznym dzieleniem się swoim mieniem z innymi. Niejaką rekompensatą tego dzielenia jest nieuzasadnione i niewytłumaczalne ciepełko odczuwane w trzewiach połączone z odczuciem, że tak po prostu trzeba...

Sebastian


Bycie współczesnym mężczyzną to nie lada wyzwanie. Z jednej strony oczekuje się od niego, że porąbie drwa do kominka i naprawi samochód, z drugiej strony - ma być wrażliwy i delikatny. Musi zatem posiadać cechy silnego mężczyzny, mocnego, zaradnego i stanowczego, ale również być w głębi duszy wrażliwym chłopcem.

To zrozumiałe, w końcu od zarania dziejów to właśnie mężczyźni zapewniali rodzinie byt i umożliwiali przetrwanie nawet w niesprzyjających warunkach. Dzisiaj kobiety są niezależne, potrafią same o siebie zadbać, chociaż i tak każda z nich poszukuje mężczyzny silnego i zaradnego. Jednak maskę mężczyzny ze stali czasem warto zdjąć. Przecież mężczyzna również może zachwycić się pięknem natury, rozczulić na widok małego kotka, czy nawet popłakać się na jakimś smutnym filmie. Jest to akceptowane i doceniane, wyrażanie uczuć jest dowodem na to, że te uczucia wciąż są, że pod powłoką niezniszczalnego siłacza kryją się jednak głębokie emocje.

Ja jednak uważam, że przede wszystkim współczesny mężczyzna musi być odpowiedzialny. Ta cecha jest kluczowa, ponieważ sprawia, że rodzina, przyjaciele oraz współpracownicy mogą na mężczyźnie polegać. Nie ma bowiem nic bardziej męskiego, niż odpowiedzialność za siebie i innych.

Doppler

***

Prawdziwy współczesny mężczyzna jest… Wrażliwy!!!

Wrażliwy Mężczyzna jak mój Tata – zawsze z przejęciem opowiada o narodzinach kolejnego cielaczka rasy holsztyńsko-fryzyjskiej w Jego gospodarstwie.

Wrażliwy Mężczyzna jak mój Mąż – nie wstydzi się łez(szczęścia / smutku) w ważnych chwilach życia. Ostatnio płakał ze szczęścia 1 grudnia, gdy urodziła Mu się Córeczka.

Wrażliwy Mężczyzna jak mój 86-letni Dziadek – od którego bije dobroć Osoby, która dobrze i uczciwie przeszła przez Życie.

Wrażliwy Mężczyzna jest jak mój 3-letni Synek, który wie, że zabawkami, nawet tymi naj-najukochańszymi należy się dzielić z innymi dziećmi.

Mam szczęście. Jestem otoczona przez wrażliwych mężczyzn. I ta wrażliwość nic nie odbiera im z ich męskości, a wręcz odwrotnie – dzięki niej są prawdziwymi Mężczyznami.

Jolanta

***

"Haneczko, siedź słodka, ja Ci te kapcie przyniosę, przecież wiem, że Ci w stopy chłodno. Herbatę też zrobię...tak, tak miętę".

" Wiesz Hanuś, skoczyłem dziś szybko do Pani Joli. Popatrz brodę podcieła, włosy ostrzygła. Wyglądam teraz jak Młody Bóg! ".

"Popatrz Kochana. Jak dobrze, że nie jesteśmy sami. Ania zawsze przyjedzie pomóc w porządkach. Krzysiek zna się na tych papierach bankowych. Mirek zawsze do lekarza zawiezie. Mamy szczęście, że nasze dzieci są tak blisko nas".

"Wiesz Hanka, świetnie, że skończyłem ten kurs dla seniorów. Dziś w komputerze, bez wychodzenia z domu załatwiłem: wizytę ślusarza, zapłaciłem rachunek za telefon, kupiłem Ci ten koc, który Ci się tak podobał i założyłem konto w Banku - ten stary bank to z nas zdzierał. Zuzia wszystko mi pokazała wcześniej - kochana wnusia".

"Heniuś, jaki Ty jesteś opiekuńczy, zadbany, rodzinny, zaradny. Jak dobrze, że kiedyś trafiłam na Ciebie"- powiedziała babcia Hania.

Mój dziadek Henryk posiada według mnie i mojej babci Hani oczywiście wszystkie cechy jakie powinien mieć współczesny mężczyzna, mimo tego, że ma 85 lat.

Opiekuje się swoją żoną i odgaduje jej potrzeby bez pytania.
Dba o siebie mimo swoich 85 lat zawsze wygląda schludnie i elegancko.
Ważna jest dla niego rodzina, dzieci - wie, że to ogromne dobro.
Jest mega zaradny. Uczy się stale i nie spoczywa na laurach.

Czego więcej potrzeba współczesnemu facetowi....taki to ideał.

Anna


Wymaga się, by współczesny mężczyzna był szybki jak Iron Man - szybko do teściowej, bo czeka, szybko do galerii, niestety handlowej.

Wymaga się, by współczesny mężczyzna był romantyczny jak Romeo, by pisał listy przynajmniej tak tkliwe, jak Zygmunt Krasiński do Delfiny.

Wymaga się, by współczesny mężczyzna miał nadludzką siłę, jak Hulk - wniesienie za jednym zamachem czterdziestu kilogramów zakupów na czwarte piętro (nie ma windy).

Wymaga się, by współczesny mężczyzna był waleczny jak Gladiator - każą nam walczyć o kobietę, o kolejne zlecenie, o karpia w promocji...

Wymaga się, by współczesny mężczyzna tańczył jak Johnny Castle w "Dirty Dancing". A my nie potrafimy, nie umiemy. Wolimy obejrzeć z Wami film, niż uczyć się sztywnego walca.

Wymaga się, by współczesny mężczyzna był zaradny, jak Robinson Crusoe. Potrafimy pomalować ścianę i zamocować wsporniki, ale nie każdy z nas jest złota rączką.

Wymaga się, by współczesny mężczyzna wiedział wszystko. A czego pragną kobiety? Wiedział o tym tylko Mel Gibson, a właściwie grana przez niego postać. Kochane, nie słyszymy Waszych myśli, nie wróżymy, nie przewidujemy. Do nas trzeba mówić wprost...

Kto wymaga? Świat. I kobiety. Może kobiety bardziej.

A my, mężczyźni, potrzebujemy czasem romantycznego przytulenia, pochwalenia za szybkość, oklasków za nadludzką siłę, uznania dla naszej waleczności, tańca, ale tylko we dwoje, po swojemu. Poklepania po ramieniu, gdy uda nam się wymienić baterię w umywalce.

Kochamy Was, ale doceniajcie nas!

Mężczyzna (współczesny)

Michał

***

Renesans klasycznej męskiej tożsamości powinien w naszym kraju wkrótce zagościć, bo brak mi czasami u facetów męskości, deficyt testosteronu niekiedy mnie złości.

Teraźniejsze kobiety chcą macho z bujną brodą, co żyje z naturą za pełną jej zgodą. Poza tym, ma być twardy i potulny jak niedźwiadek, umieć umyć okna i zrobić obiadek. Na klacie i pod pachą być ogolony, nie chodzić na piwo i wracać do żony. By pięknie pachniał po fizycznej robocie, zabierał w piękne miejsca przy każdej sobocie. I rozumiał każde kobiece myślenie, zawsze reagował na damskie westchnienie.

A facet, co tu mówić chce być jak Hank Moody, chce myśleć, że zawsze jest piękny i młody. Chce mieć uścisk porządny jak przystoi mężczyźnie, chodzić w cud bokserkach, nie w „damskiej bieliźnie”. Bo facet to ostoja domu i rodziny co ma nogi z mięśni a nie z ciastoliny. Jest kompetentny z dystansem do siebie twardo stąpa po ziemi, nie buja gdzieś w niebie. Bo współczesny mężczyzna o przeżycie walczy i dziś by kobiecie dogodzić nie wie czy mu sił starczy.

Sylwester

***

Współczesny mężczyzna powinien... no właśnie... ile ludzi tyle opinii. Większość to banały: powinien być silny, a jednocześnie czuły. Władczy, ale troskliwy. Słowem: siła sprzeczności w osobowości. A tymczasem, wystarczy, że będzie znał swoją wartość i jej nie przeceniał. Z pokorą podchodził do krytyki, acz nie poddawał się jej bezrefleksyjnie. Znał swoje silne strony, a jednocześnie pozwalał na słabości wynikające z genów. Do płci pięknej odnosił się z szacunkiem, acz bez nadmiernej kokieterii i sztukaterii - nadmiar słodyczy szybko się nudzi. Potrafił władać językiem tak samo skutecznie jak narzędziami.
I najtrudniejsze: być sobą, w dobrym tego słowa znaczeniu.

Sedziej

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(2) "40" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1509622689" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(3) "100" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(2099) "

KONKURS

Zdobądź golarkę Braun Series 7

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jakie cechy powinien mieć współczesny mężczyzna i dlaczego? 

Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Jury wybierze najciekawszą odpowiedź i nagrodzi ją golarką Braun Series 7. 

Biorąc udział w konkursie oświadczasz, że jesteś pełnoletni i akceptujesz Regulamin Konkursu.

 

Na odpowiedzi czekamy do 6 grudnia!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2403" ["visits_counter"]=> string(4) "6370" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(3) "100" ["name"]=> string(13) "Dobry wygląd" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "6" ["title"]=> string(7) "Wygląd" ["about"]=> string(102) "Jak wyglądać dobrze? Co buduje twój niepowtarzalny styl? Podpowiadamy, jak dobrze wyglądać po 40." ["keywords"]=> string(82) "wygląd, aparycja, prezencja, dobry wygląd, styl faceta, męski styl, męski look" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-dobry-wyglad" ["lft"]=> string(3) "101" ["rgt"]=> string(3) "102" ["level"]=> string(1) "2" } } [23]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2394" ["slug"]=> string(25) "ksiazka-ostatni-policjant" ["dont_use_tags"]=> string(3) "akt" ["title"]=> string(28) "Książka: Ostatni policjant" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(218) "Apokalipsa. Strach. Bezprawie. A może szansa na naprawienie popełnionych błędów? Sprawdź sam i przeżyj historię „Ostatniego policjanta”. 6 miesięcy, 2 tygodnie i 4 dni - tyle czasu ci zostało. Co zrobisz?" ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(218) "Apokalipsa. Strach. Bezprawie. A może szansa na naprawienie popełnionych błędów? Sprawdź sam i przeżyj historię „Ostatniego policjanta”. 6 miesięcy, 2 tygodnie i 4 dni - tyle czasu ci zostało. Co zrobisz?" ["superbox_title"]=> string(26) "Konkurs: Ostatni policjant" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2394" ["body"]=> string(2134) "

Ostatni policjant, wykreowany przez Bena Winters’a, to pierwsza część trylogii, która prezentuje fascynujący portret Stanów Zjednoczonych pół roku przed apokalipsą. Świat ulega destrukcji, gospodarka przeżywa największe w historii dziejów załamanie, a ludzie przestają wierzyć we wszystko co do tej pory było im bliskie. Jedyną osobą, która do końca chce pozostać wierna swoim ideałom, jest detektyw Hank Palace, na co dzień rozwiązujący zagadki związane z morderstwami. Poznajemy go w trakcie prowadzenia śledztwa w cieniu asteroidy 2011GV1. Czy bycie prawym człowiekiem opłaci mu się? Odkryj tajemnicę wiszącą na krawędzi apokalipsy!

[article_adv]

Na całym świecie publikacja podbiła serca miłośników kryminałów i mediów. Tuż po premierze największy amerykański dziennik The Washington Post pisał: Książka ,,Ostatni policjant” to bardzo atrakcyjna hybryda łącząca science fiction i fikcję kryminalną. A tuż za nim inne media - Ben Winters żywo opisuje upadek cywilizacji w tej preapokaliptycznej opowieści z misternie skonstruowaną fabułą. To absorbująca historia, której czytelnicy będą niecierpliwie czekać na dalszy ciąg. - pisał w lipcu 2012 roku New York Journal of Books. Natomiast Library Journal dodał – Książka Bena Wintersa to wielka, pobudzająca do myślenia tajemnica, idealna dla miłośników kryminalistyki, którzy lubią niezwykłe otoczenia i szukają świeżego podejścia do historii apokalipsy.

Książka od czasu premiery w Stanach Zjednoczonych w lipcu 2012 roku ukazała się już w piętnastu językach. Jest znana na wszystkich kontynentach świata, a jej autor dzięki pierwszej części Ostatniego policjanta został okrzyknięty królem kryminałów i zwycięzcą nagrody Edgar® 2013 za najlepszą publikację Paperback Original. Obecnie trwają prace nad adaptacją kryminału na serial dla amerykańskiej stacji telewizyjnej NBC.

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1508748960" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(3170) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Ostatni policjant"

[ext_img=s]3142[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Co zrobiłbyś, gdybyś się dowiedział, że za pół roku Ziemię czeka zagłada? Jak wykorzystałbyś pozostały ci czas?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy czterech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 5 listopada!

KONKURS

Zdobądź książkę "Ostatni policjant"

[ext_img=s]3142[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Co zrobiłbyś, gdybyś się dowiedział, że za pół roku Ziemię czeka zagłada? Jak wykorzystałbyś pozostały ci czas?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy czterech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 5 listopada!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2394" ["visits_counter"]=> string(4) "3281" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [24]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2387" ["slug"]=> string(35) "ksiazka-koronny-nr-1-pseudonim-masa" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(40) "Książka: Koronny nr 1. Pseudonim Masa " ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(282) "To nieprawda, że świadkowie koronni są skruszonymi przestępcami. Nie żałują swoich ofiar. Zostali świadkami, ponieważ to się opłacało. Chociaż nagrzeszyli, odpuszczono im winy. Zyskali bezkarność, a niektórzy zachowali fortuny, które wcześniej zdobyli nielegalnie." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(282) "To nieprawda, że świadkowie koronni są skruszonymi przestępcami. Nie żałują swoich ofiar. Zostali świadkami, ponieważ to się opłacało. Chociaż nagrzeszyli, odpuszczono im winy. Zyskali bezkarność, a niektórzy zachowali fortuny, które wcześniej zdobyli nielegalnie." ["superbox_title"]=> string(29) "Koronny nr 1. Pseudonim Masa " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2387" ["body"]=> string(2512) "

Ta książka opowiada o polskich koronnych, elitarnej grupie przestępców, którzy zgodzili się pomóc organom ścigania w walce z mafią. Tak jak ten najbardziej znany, Jarosław Sokołowski, pseudonim Masa. Dzisiaj celebryta, a niegdyś bezwzględny gangster. To człowiek o stu twarzach. Które z nich to tylko maski? Jaka jest prawdziwa twarz Masy? Tego dowiecie się z lektury.

[article_adv]

Piotr Pytlakowski to dziennikarz, scenarzysta, autor i współautor książek Republika MSW, Czekając na kata, Alfabet mafii, Śmierć za 300 tys., Agent Tomasz i inni, Wszystkie ręce umyte, Biuro tajnych spraw, Nowy alfabet mafii, Wojny kobiet, Szkoła szpiegów, Mój agent Masa oraz Królowa mafii. Nakręcił kilka filmów dokumentalnych i kilkanaście reportaży telewizyjnych. Współautor scenariusza serialu Odwróceni i cyklu telewizyjnego Alfabet mafii. Jako reporter pracował m.in. w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Spotkaniach”, „Gazecie Wyborczej” i „Życiu Warszawy”. Od 1997 r. jest dziennikarzem tygodnika „Polityka”. Nagrodzony m.in. „Polskim Pulitzerem” w kategorii „dziennikarstwo śledcze” i nagrodą Adwokatury Polskiej „Złota Waga”.

Sylwester Latkowski – reżyser, dziennikarz, autor filmów To my, rugbiści, Blokersi (wyróżniony tytułem Asa Empiku), Pub 700 (uznany za najlepszy dokument na festiwalu filmowym w Kazimierzu), Gwiazdor, Klatka, Kamilianie (nagroda na Ogólnopolskim Przeglądzie Katolickich Programów Telewizyjnych i Radiowych), Pedofile, Zabić Papałę, Moja walka. Mamed Khalidov. Prowadził i reżyserował programy telewizyjne Nakręcona noc i Konfrontacja. Autor cyklów telewizyjnych Granice kariery, Tajemnice polskiej mafii, Męskie rozmowy. W 2001 r. otrzymał wyróżnienie Fundacji Kultury za książkę Pamiętam jak... Poza tym opublikował m.in. Zabić Papałę i Polską mafię, a także powieść kryminalną Czarny styczeń. W latach 2013–2015 był redaktorem naczelnym tygodnika „Wprost”. Nagrodzony Grand Press w 2013 r. w kategorii „dziennikarstwo śledcze” i w 2014 r. w kategorii „news”.

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1508225524" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1551) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Koronny nr 1. Pseudonim Masa"

[ext_img=s]3124[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaką powieść lub film o gangsterach poleciłbyś innym facetom po 40.? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy czterech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 31 października!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2387" ["visits_counter"]=> string(4) "2523" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [25]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2360" ["slug"]=> string(17) "ksiazka-psy-wojen" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(20) "Książka: Psy wojen" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(205) "Byli członkowie GROM-u, antyterrorysta z jednostki specjalnej, żołnierz FORMOZY, gangster, a potem świadek koronny oraz młokos z prowincji szukający przygód i zarobku – co ich wszystkich łączy? " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(205) "Byli członkowie GROM-u, antyterrorysta z jednostki specjalnej, żołnierz FORMOZY, gangster, a potem świadek koronny oraz młokos z prowincji szukający przygód i zarobku – co ich wszystkich łączy? " ["superbox_title"]=> string(20) "Książka: Psy wojen" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2360" ["body"]=> string(753) "

Wszyscy ci ludzie na pewnym etapie życia zostali najemnikami: czy to w Legii Cudzoziemskiej, w firmach ochroniarskich w Iraku i Pakistanie, czy w ochronie statków przed piratami.

Dziennikarz Krzysztof Wójcik przeprowadził wywiady z kilkoma najemnikami, którzy przewinęli się przez światowe fronty, od Indochin lat 50. ubiegłego wieku po współczesny Irak, Afganistan czy Pakistan. Książka ta zawiera ich osobiste historie, barwne wspomnienia spisane soczystym językiem. Bogactwo szczegółów, żywe emocje i zróżnicowane losy bohaterów dają wyjątkowy wgląd w ciężką służbę najemnika.

 

[article_adv]

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1505726873" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1530) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Psy wojen"

[ext_img=s]3078[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaką powieść lub film o tematycze wojennej poleciłbyś innym facetom po 40.? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy czterech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 30 września!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2360" ["visits_counter"]=> string(4) "4557" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [26]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2339" ["slug"]=> string(12) "kong-powraca" ["dont_use_tags"]=> string(45) "badania , przemoc , charakter , motor, forma" ["title"]=> string(13) "Kong powraca!" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(205) "Już na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray 3D™, Blu-ray™ i DVD. King Kong, jeden z najbardziej znanych filmowych „potworów” powraca w nowej superprodukcji opowiadającej o początkach jego legendy! " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(139) "King Kong, jeden z najbardziej znanych filmowych „potworów” powraca w nowej superprodukcji opowiadającej o początkach jego legendy! " ["superbox_title"]=> string(27) "Kong powraca! Wyspa Czaszki" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2339" ["body"]=> string(12270) "

Rok 1973, środek Zimnej Wojny. Rządowy agent Bill Randa (John Goodman) proponuje kapitanowi Jamesowi Conradowi (Tom Hiddleston), utalentowanemu tropicielowi i byłemu członkowi brytyjskiej jednostki SAS, udział w wyjątkowej misji. Wspólnie z grupą doświadczonych żołnierzy, weteranów wojny w Wietnamie dowodzonymi przez podpułkownika Prestona Pacarda (Samuel L. Jackson), mają się dostać na tajemniczą Wyspę Czaszki, która przez lata skryta była przed ludzkim wzrokiem za zasłoną gęstej mgły.

[article_adv]

Grupie, w której znalazła się również fotograf Mason Waver (Brie Larson), udaje się dostać na wyspę, ale chwilę po wkroczeniu w jej przestrzeń powietrzną wojskowe śmigłowce zostają zaatakowane przez gigantyczną małpę. Zdziesiątkowani uczestnicy misji trafiają w sam środek tajemniczego i przerażającego świata, w którym niebezpieczeństwo czai się wszędzie.

King Kong, którego historię po raz pierwszy przeniesiono na duży ekran ponad osiemdziesiąt lat temu, nadal pobudza naszą wyobraźnię. Nadszedł czas, aby przywrócić chwałę najwspanialszemu mitycznemu potworowi wszech czasów. − Chcieliśmy stworzyć nowe, świeże podejście do tej historii. Jako że sami jesteśmy fanami Konga, najistotniejszym aspektem było dla nas zachowanie kluczowych elementów tej postaci, które przemawiały do wielu ludzi na całym świecie, i ukazanie ich przez pryzmat epickiej przygody, która dostarczy widzom rozrywki na najwyższym poziomie i będzie stanowiła pełne akcji widowisko z potworem w roli głównej – mówi o filmie „Kong: Wyspa Czaszki” producent Thomas Tull.

[ext_img=s]3061[/ext_img]

− Konga definiuje wiele cech: jego wielkość, siła, zwierzęca natura, ale także serce i głębia duszy. Wpisuje się w nasze naturalne pokrewieństwo z innymi naczelnymi, a jego gesty i wyraz twarzy są o wiele bardziej ludzkie niż prawdziwych naczelnych, co zawsze odróżniało Konga od innych potworów. Mimo, że to przerażający drapieżnik, trudno mu nie kibicować. Pod pewnymi względami to bardziej romantyczny bohater, niż czarny charakter – dodaje producentka Mary Parent.

− Kong jest jeszcze młody, kiedy widzimy go w filmie. Nadal dorasta do pełnienia roli przywódcy. Natomiast na wyspie roi się od o wiele bardziej krwiożerczych stworzeń, takich jak Czaszkołazy, które zabiły jego przodków i doprowadziły do tego, że jest ostatnim przedstawicielem swojego gatunku. Właśnie dlatego ten fragment mitologii jest tak fascynujący. Kong to niezwykła postać, a do tego teraz staje przed walką, która nada kierunek jego dalszemu życiu – kontynuuje producentka.

Film „Kong: Wyspa Czaszki” jest opowieścią o miejscu narodzin Konga, a także drugą produkcją z cyklu „MonsterVerse” – opowieścią rozgrywającą się w świecie zamieszkanym nie tylko przez gigantyczną małpę, ale również Godzillę.

[ext_img=s]3062[/ext_img]

Jednym z najbardziej fascynujących elementów mitu Konga jest Wyspa Czaszki, miejsce egzystencji najbardziej egzotycznych i śmiercionośnych przedstawicieli łańcucha pokarmowego, jakich można sobie wyobrazić. Kong znajduje się na jego szczycie, trzymając wszystkich na dystans. W tym filmie chcieliśmy się skupić właśnie na tej części legendy. Nasi bohaterowie nie zabierają Konga z wyspy. Tym razem to oni muszą przetrwać na jego terytorium − mówi o filmie producent Thomas Tull.

Wyspa Czaszki była całkowicie odcięta od reszty świata i podążała zgodnie z własną niepowtarzalną i przedziwną ścieżką ewolucji. To przepiękny, ale zarazem najbardziej niebezpieczny ląd na Ziemi, zamieszkany przez stworzenia niespotykane nigdzie indziej. To nie miejsce dla ludzi, a sama ich obecność na wyspie wpłynie w istotny sposób na jej delikatny ekosystem – dodaje producent Alex Garcia.


Za sprawą filmów „Kong: Wyspa Czaszki”, a wcześniej „Godzilli”, zespół produkcyjny kładzie podwaliny świata, w którym potwory te koegzystują, świata osadzonego w naszych realiach, ale pozwalającego na istnienie GNOL-i (Gigantyczny Niezidentyfikowany Organizm Lądowy w żargonie „MonsterVerse”). Jednak realizacja tego przedsięwzięcia oznaczała nie tylko powiązanie tych dwóch legendarnych filmowych mitologii, ale także scalenie dwóch różnych ram czasowych.

Kluczem do rozwiązania tego problemu okazał się przełomowy pomysł Vogta-Robertsa, początkującego filmowca z zaledwie jednym filmem w swoim dorobku, uznanym przez krytyków niezależnym hitem „Królowie lata”. − Historia naszego uniwersum opiera się na założeniu, że próby jądrowe w 1954 r. wcale nie były próbami. W rzeczywistości rząd usiłował coś zabić. Jordan wpadł na pomysł, aby osadzić akcję filmu w latach 70. XX wieku, co z miejsca wprawiło w ruch naszą wyobraźnię. Nie dość, że MonsterVerse doskonale wpisuje się w klimat lat 70., to jest to bogaty okres pod kątem historycznym, co mogliśmy wykorzystać. Pozwoliło nam to przedstawić ultrarealistyczny konflikt zbrojny i gigantyczne potwory w jednym filmie − zdradza producent Alex Garcia.

[ext_img=s]3063[/ext_img]

Dla Vogta-Robertsa King Kong był początkiem jego życiowej fascynacji filmem. – „King Kong” zajmuje zasłużone miejsce w historii kinematografii. Kiedy obejrzałem po raz pierwszy wersję z 1933 r., mój mózg się zwyczajnie zagotował – wspomina reżyser.

Pochodzący z Detroit reżyser, który sam siebie określa jako „nerda”, wychował się na mieszance filmów o potworach, wakacyjnych hitów i gier wideo. Kino lat 70. XX wieku stało się dla niego drogowskazem wskazującym, w jakim kierunku powinien podążać jako reżyser. Mimo że odważne, krzykliwe i zaangażowane społecznie filmy tamtego pokolenia powstały na długo przed jego urodzeniem, przemawiały w bezpośredni sposób do jego współczesnych doświadczeń i wrażliwości.

Lata 70. XX wieku to swego rodzaju czarne lustro naszego współczesnego świata. Wszystko, co się wtedy działo: skandale polityczne, niepokoje społeczne, wojny dzielące społeczeństwo, nieufność wobec rządu, jest odzwierciedleniem obecnych wydarzeń. Jednocześnie lata 70. XX wieku były w zasadzie ostatnim okresem, kiedy nauka i mity mogły jeszcze współistnieć. Później powoli niszczyliśmy to, co niepoznane – tłumaczy Jordan Vogt-Roberts.

Zderzając zaginiony świat potworów stworzony przez Coopera i Schoedsacka z ogarniętą chaosem erą helikopterów, napalmu i rock’n’rolla, aby następnie rzucić widzów w wir walki, Vogt-Roberts chciał ukazać całą potęgę i doniosłość Konga współczesnym widzom.

Chcę, aby ten film zmusił widzów do opuszczenia strefy komfortu i pozwolił im przeżyć zapierającą dech w piersiach pierwotną przygodę, inną niż wszystko, co widzieli do tej pory. Jestem prawie pewien, że nie zobaczycie gigantycznego człekokształtnego stworzenia uderzającego w śmigłowiec Huey w żadnym innym filmie, ale właśnie taki film chciałem zobaczyć – mówi reżyser.

Zadanie przeniesienia współczesnych widzów na Wyspę Czaszki wymagało od aktorów i pozostałych członków ekipy filmowej odwiedzenia jednych z najpiękniejszych i najbardziej egzotycznych miejsc na świecie, które kiedykolwiek zostały pokazane na ekranie. − Kiedy przenosi się na ekran mit nie jako symbol, ale stworzenie z krwi i kości, kluczowe jest umieszczenie go w autentycznym, rzeczywistym środowisku, które tętni życiem. Dlatego kolosalne znaczenie miał fakt realizacji zdjęć w miejscach, w których aktorzy mogli faktycznie wejść w kontakt z naturą, zamiast grać na tle zielonego ekranu − zdradza Vogt-Roberts.

[ext_img=s]3065[/ext_img]

Zdjęcia do filmu „Kong: Wyspa Czaszki” były realizowane na trzech kontynentach, w tym w Australii, na Hawajach i w Wietnamie, aby nakręcić ujęcia, które później zostały połączone, tworząc nieznany dotąd świat. To pierwszy wysoko budżetowy film kręcony na tak dużą skalę w Wietnamie. W związku z tym cały proces stanowił złożoną operację logistyczną, mającą na celu udostępnienie dziewiczych terenów w północnym Wietnamie na potrzeby produkcji oraz zabezpieczenie środowiska naturalnego przed okresem realizacji zdjęć, w jego trakcie i po jego zakończeniu. − Możliwość kręcenia filmu w Wietnamie okazała się ogromnym atutem dla produkcji. Kraj ten obfituje w niepowtarzalne krajobrazy, niespotykane nigdzie indziej. Łączenie ich z ujęciami wykonanymi na Hawajach i w Australii było ekscytujące – mówi producent Alex Garcia.

Ekipa filmowa przez trzy tygodnie kręciła zdjęcia w różnych lokalizacjach w Wietnamie. Niektóre z tych miejsc nigdy nie zostały zarejestrowane na taśmie filmowej. Zdjęcia realizowano w Yen Phu, Tu Lan i Phon Nha Overlook, w Ninh Binh nad rzeką Tam Coc, Trang An i Van Long Marsh, kończąc na spektakularnych panoramach z Zatoki Ha Long.

Mam nadzieję, że widzowie zakochają się w Wietnamie, a nasz film pozwoli im zrozumieć piękno tego kraju. Wyjazd tam odmienił moje życie. Zakochałem się w kulturze i mieszkańcach Wietnamu. Nic nie ucieszy mnie bardziej niż podziwianie do końca świata, jak niesamowity i silny jest ten kraj – mówi reżyser Jordan Vogt-Roberts.

Dla filmowców nadzorujących tak złożoną produkcję nic nie stanowiło większego wyzwania i nie dało większej satysfakcji niż praca nad stworzeniem tytułowego bohatera. − Zawsze wyobrażałem sobie Konga jako odrębny gatunek, którego nie da się opisać w kilku prostych słowach ani porównać do żadnego stworzenia z naszego świata − mówi Thomas Tull.

W naszym filmie Kong nie jest jedynie małpą. Nawiązuje do klasycznych filmowych potworów. Chciałem, aby nasz Kong był bardziej osamotnionym bogiem niż kiedykolwiek wcześniej. Później planowałem stopniowo ukazywać, że przepełnia go empatia i smutek, oraz że potrafi łączyć się z innymi na poziomie emocjonalnym – dodaje potwierdza Vogt-Roberts.

Wydanie 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray 3D™, Blu-ray™ i DVD

Film „Kong: Wyspa czaszki” na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray 3D™, Blu-ray™ i DVD zadebiutował 30 sierpnia 2017 r. W wydaniach nie zabrakło materiałów dodatkowych:

[ext_img=s]3064[/ext_img]

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu: facebook.com/MojeFilmyDVD

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1504017259" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1613) "

KONKURS!
Zdobądź DVD z filmem

[ext_img=s]3066[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.
Jeśli już jesteś subskrybentem naszego newslettera, nie musisz zapisywać się ponownie.

2. Napisz do nas

Napisz do nas i odpowiedz na poniższe pytanie:

Który z filmów science fiction poleciłbyś facetom po 40.? Dlaczego?

Wyślij mail na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Nagrody otrzyma 8 autorów najciekawszych odpowiedzi.

Na odpowiedzi czekamy do 14 września!

 
" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2339" ["visits_counter"]=> string(4) "2771" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(10) "1504044000" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [27]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2273" ["slug"]=> string(40) "ksiazka-kombinat-zbrodni-wladcy-mokotowa" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(45) "Książka: Kombinat zbrodni. Władcy Mokotowa" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(431) "Historia najbardziej brutalnej grupy przestępczej w Polsce. Polska mafia ma na swoim koncie wiele krwawych porachunków, ale dwie egzekucje były przełomowe. Pierwsza to zabójstwo Pershinga, szefa grupy pruszkowskiej, podczas jego wyjazdu wypoczynkowego. Druga – żony Bajbusa, powiązanego z grupą mokotowską. Zabijając matkę dwójki dzieci, złamano żelazną zasadę, że w męskich wojnach nie strzela się do rodzin." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(369) "Polska mafia ma na swoim koncie wiele krwawych porachunków, ale dwie egzekucje były przełomowe. Pierwsza to zabójstwo Pershinga, szefa grupy pruszkowskiej, podczas jego wyjazdu wypoczynkowego. Druga – żony Bajbusa, powiązanego z grupą mokotowską. Zabijając matkę dwójki dzieci, złamano żelazną zasadę, że w męskich wojnach nie strzela się do rodzin." ["superbox_title"]=> string(45) "Książka: Kombinat zbrodni. Władcy Mokotowa" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2273" ["body"]=> string(1504) "

O „Pruszkowie”, który wydał wyrok na Pershinga, powiedziano i napisano wiele. Prawdę o „Mokotowie”, który zabił Annę, znają nieliczni. Ewa Ornacka opisuje dzieje grupy, która swoją brutalnością, ogromem dokonanych zbrodni, a także układami z policją przez wiele lat paraliżowała świadków i ofiary. Opowiada o rezydentach kolumbijskiego kartelu narkotykowego, o związanym z mafią eks-konsulu Kostaryki i pewnym sprytnym obywatelu Izraela handlującym maszynami do gier hazardowych. O kopalni diamentów, liście śmierci i gangsterskich mogiłach. O liczonych w setkach tysięcy euro okupach, odciętych palcach i złych gliniarzach. A przede wszystkim o ludzkiej krzywdzie, wręcz niewyobrażalnej i bezkresnej.

Ewa Ornacka to dziennikarka śledcza i scenarzystka. Autorka książek Tajemnice zbrodni i Alfabet mafii, scenariusza filmu Świadek w reżyserii Andrzeja Kostenki i serialu dokumentalnego Zbrodnie niedoskonałe. Autorka reportaży telewizyjnych o przestępczości zorganizowanej i białych kołnierzykach. Publikowała na łamach „Głosu Szczecińskiego”, „Życia Warszawy”, „Prawa i Życia”, „Wprost”, „Newsweeka”, „Uważam Rze” i „Śledczego” („Focus”). Nagrodzona Srebrną Kaczką SDRP za odwagę w opisywaniu mafii. W 2007 roku chroniona przez Centralne Biuro Śledcze.

[article_adv]

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1496765921" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1581) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Kombinat zbrodni. Władcy Mokotowa."

[ext_img=s]2924[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaką powieść o świecie przestępczym poleciłbyś innym facetom po 40.? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy czterech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 30 czerwca!

[article_adv]

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2273" ["visits_counter"]=> string(4) "4916" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [28]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2240" ["slug"]=> string(37) "ksiazka-real-madryt-strategia-sukcesu" ["dont_use_tags"]=> string(7) "badania" ["title"]=> string(41) "Książka: REAL MADRYT. Strategia sukcesu" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(247) "Steven G. Mantis opisuje, jak działa i funkcjonuje jeden z najbardziej rozpoznawalnych klubów na świecie. Książka nie tylko pozwala zajrzeć za kulisy działalności znakomitego klubu, ale i precyzyjnie ukazuje niedościgły model biznesowy. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(247) "Steven G. Mantis opisuje, jak działa i funkcjonuje jeden z najbardziej rozpoznawalnych klubów na świecie. Książka nie tylko pozwala zajrzeć za kulisy działalności znakomitego klubu, ale i precyzyjnie ukazuje niedościgły model biznesowy. " ["superbox_title"]=> string(30) "REAL MADRYT. Strategia sukcesu" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2240" ["body"]=> string(2318) "

Założony w 1902 roku Real Madryt jest najbardziej utytułowanym klubem piłkarskim na świecie. Królewscy zdobyli najwięcej trofeów w historii, w tym 11 Pucharów Europy. Jednakże te triumfy nie są tylko zasługą zawodników i trenerów. Niemal niezauważalnie zarząd, złożony głównie z outsiderów, wyprowadził Real Madryt ze skraju bankructwa na pozycję jednego z najwyżej wycenianych klubów sportowych świata (według „Forbesa” – 3,65 mld dolarów w 2016 roku). Jak osiągnięto tak nadzwyczajny sukces?

[article_adv]

Steven G. Mandis miał bezprecedensowy dostęp do wszelkich pracowników klubu – od prezesa, przez obecnych i byłych piłkarzy oraz trenerów, po osoby zajmujące się stadionem, szkółką piłkarską i infrastrukturą treningową – a także do pełnych danych finansowych i statystycznych. Dzięki temu może przekonująco dowieść, że cała strategia Realu Madryt, na boisku i poza nim, od doboru zawodników do zarządzania finansami, opiera się na kulturze organizacyjnej i systemie wartości pochodzącym od członków społeczności klubowej.

A tak o książce pisze Sir Alex Ferguson, manager Manchester United 1986-2013:

„Kompletne i dogłębne studium działania słynnego klubu. Otwierająca oczy analiza, napisana z kliniczną precyzją i wyczuciem”.

Steven G. Mantis jest adiunktem w Columbia Business School. Wcześniej przez ponad 20 lat pracował w sektorze finansowym, m.in. na wyższych stanowiskach w Goldman Sachs i Citigroup oraz jako doradca McKinsey & Company. Poza tym startuje w zawodach triatlonowych, brał udział w dwóch edycjach mistrzostw świata Ironman. W 2013 roku opublikował książkę What Happened to Goldman Sachs: An Insider’s Story of Organizational Drift and Its Unintended Consequences.

 

 

Przygotowano we współpracy z: 
[ext_img=o]783[/ext_img]

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1492708448" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1530) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Real Madryt. Strategia sukcesu"

[ext_img=s]2839[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Którego ze współczesnych piłkarzy podziwiasz i dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy czterech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 14 maja!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2240" ["visits_counter"]=> string(4) "5233" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [29]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2227" ["slug"]=> string(42) "doktor-strange-na-blu-ray-3d-blu-ray-i-dvd" ["dont_use_tags"]=> string(15) "akcesoria , akt" ["title"]=> string(50) "„Doktor Strange” na Blu-ray 3D, Blu-ray i DVD!" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(326) "Doktor Strange to jeden z najbardziej interesujących superbohaterów komiksowego uniwersum Marvela. Genialny chirurg obdarzony potężną mocą, w postać którego w filmie wcielił się Benedict Cumberbatch, podbił serca widzów i krytyków na całym świecie. Film jest już dostępny na Blu-ray 3D™, Blu-ray™ i DVD. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(30) "„Doktor Strange” - konkurs" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2227" ["body"]=> string(3774) "

„Doktor Strange” to historia światowej sławy neurochirurga, dr Stephena Strange'a (Benedict Cumberbatch), którego życie odmienił tragiczny wypadek samochodowy, odbierając mu sprawność w rękach. Kiedy tradycyjna medycyna zawiodła, w poszukiwaniu uzdrowienia i nadziei, Strange trafia do tajemniczego Kamar-Taj. Tam szybko orientuje się, że nie jest to jedynie ośrodek gdzie może poddać się leczeniu, ale przede wszystkim miejsce walki z niewidzialnymi mrocznymi siłami, dążącymi do zniszczenia naszej rzeczywistości. Wkrótce – uzbrojony w nowo nabytą moc – zmuszony będzie wybierać pomiędzy powrotem do dawnego życia w bogactwie i sławie, a próbą obrony świata jako najpotężniejszy mistrz magii.

[article_adv]

„Doktor Strange” to już czternasty film zrealizowany w ramach cyklu Marvel Cinematic Universe - zakrojonego na olbrzymią skalę projektu łączącego w jednym filmowym uniwersum najsłynniejszych komiksowych superbohaterów. Obraz wyreżyserował Scott Derrickson, twórca popularnego horroru „Egzorcyzmy Emily Rose” W rolę Stephena Strange’a wcielił się nominowany do Oscara® Benedict Cumberbatch („Sherlock Holmes”). Obok niego w obsadzie superprodukcji znaleźli się: laureatka Oscara® Tilda Swinton (“Michael Clayton”), nominowany do Oscara® Chiwetel Ejiofor („Zniewolony. 12 Years a Slave”), nominowana do Oscara® Rachel McAdams („Spotlight”), Benedict Wong (serial “Marco Polo”), laureat Złotej Palmy Mads Mikkelsen (“Casino Royale”) oraz nominowany do nagrody Emmy® Benjamin Bratt (serial „Współczesna rodzina”).

[ext_img=s]2820[/ext_img]

Jestem fanem komiksów. Dorastałem z nimi. Pamiętam że, kiedy w latach 60. narodził się Doktor Strange, jego pojawienie się było w świecie komiksów czymś nowym. Bardzo nam zależało na tym, żeby film „Doktor Strange” był tak samo świeży w świecie licznych dziś komiksowych superprodukcji – mówi reżyser Scott Derrickson.

[ext_img=s]2821[/ext_img]

„Doktor Strange” to opowieść o człowieku, któremu wydaje się, że ma wszystko. Pewnego dnia to traci i nie potrafi się z tym pogodzić. Jego rozpaczliwe poszukiwania sposobu na uzdrowienie kończą się szokującym odkryciem, że świat nie wygląda tak, jak sobie wyobrażał. Oglądając film obserwujemy jego przemianę od skoncentrowanego na sobie egoisty do człowieka świadomego tego, co w życiu jest najważniejsze – dodaje reżyser.

[ext_img=s]2822[/ext_img]

Na płytach Blu-ray 3D™ i Blu-ray™ obok filmu znalazły się również wyjątkowe dodatki specjalne:

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu: facebook.com/MojeFilmyDVD

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1490025868" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1508) "

KONKURS

Zdobądź DVD z filmem "Doktor Strange"

[ext_img=s]2824[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaki film oparty na komiksie podoba Ci się najbardziej? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy trzech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 31 marca!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2227" ["visits_counter"]=> string(4) "5481" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [30]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2211" ["slug"]=> string(45) "ksiegowy-na-4k-ultra-hd-blu-ray-blu-ray-i-dvd" ["dont_use_tags"]=> string(14) "forma , dowcip" ["title"]=> string(61) "„Księgowy” na 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray™ i DVD " ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> NULL ["lead"]=> string(228) "Trzymający w napięciu film sensacyjny w reżyserii Gavina O’Connora, autora nominowanego do Oscara „Wojownika”. W rolach głównych zdobywcy Oscarów Ben Affleck i J.K. Simmons oraz nominowana do Oscara Anna Kendrick. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(9) "Księgowy" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2211" ["body"]=> string(9512) "

Christian Wolff (Ben Affleck) to geniusz matematyczny, którego więcej łączy z liczbami niż z ludźmi. Pod przykrywką małomiasteczkowego biura rachunkowego pracuje jako niezależny księgowy dla najbardziej niebezpiecznych organizacji przestępczych na świecie. Kiedy Wydział ds. ścigania przestępstw Departamentu Skarbu, prowadzony przez Raya Kinga (J.K. Simmons), zaczyna się nim coraz bardziej interesować, Christian podejmuje współpracę z legalnym klientem — nowoczesną firmą specjalizującą się w dziedzinie robotyki. Jej księgowa (Anna Kendrick) wykryła niezgodność opiewającą na miliony dolarów. Jednak, kiedy Christianowi udaje się uzyskać prawdziwy obraz sytuacji finansowej firmy i zbliżyć się do odkrycia prawdy, liczba ofiar zaczyna niebezpiecznie wzrastać.

[article_adv]

Każda historia, która skrywa jakiś sekret, jest interesująca. Wydaje ci się, że wiesz o kimś wszystko, i nagle odkrywasz, że jest zupełnie kimś innym. To zawsze wciąga − mówi reżyser, Gavin O’Connor.

Właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku tytułowego bohatera jego najnowszego filmu Księgowy. Na pierwszy rzut oka Christian Wolff wygląda jak typowy biegły księgowy, z arkuszami kalkulacyjnymi pod pachą i osłonką na długopisy. Jednak klienci, których obsługuje, to jedni z najbardziej wpływowych przestępców na świecie. Mimo łagodnego usposobienia i nierzucającego się w oczy wyglądu księgowy może być on bardziej niebezpieczny niż wszyscy oni razem wzięci.

To opowieść o dwóch obliczach każdego z nas. Chris z jednej strony jest doskonale wyszkolonym żołnierzem, a z drugiej geniuszem matematycznym. Te dwie strony jego osobowości pozornie się wykluczają. Nigdy wcześniej nie miałem okazji zagrać takiej postaci – dodaje odtwórca tytułowej roli Ben Affleck.

[ext_img=s]2772[/ext_img]

Ta nietuzinkowa postać, którą uwielbiam i którą chciałem przybliżyć widzom, stanowiła trzon filmu. Dlaczego taki jest? Skąd on to wszystko wie? Gdzie nauczył się zabijać? W miarę rozwoju akcji pojawiają się kolejne łamigłówki, które zmuszają do myślenia i czynią obraz jeszcze ciekawszym – wyjaśnia Gavin O’Connor.

Pomysł nakręcenia filmu zrodził się w głowie producenta Marka Williamsa, który obmyślił również zarys fabuły. Kiedy miał w głowie już dokładny koncept, zaprosił do współpracy scenarzystę Billa Dubuque’a.

Praca księgowych zwykle nie kojarzy się z czymś porywającym. Jednak historia księgowego, który wykracza poza zastane schematy i posiada wyjątkowe umiejętności, to coś nowego. Jeśli czołowa spółka na rynku podejrzewa, że doszło do naruszeń finansowych, zatrudnia zespół audytorów, których zadaniem jest dowiedzieć się, gdzie wypływają pieniądze. W przypadku kartelu narkotykowego czy mafijnego bossa nie jest to już takie proste. Trzeba mieć kogoś, kto przyjedzie po otrzymaniu telefonu, rozszyfruje sposób prowadzenia ksiąg i powie: „Tu jest przeciek”. I wyjedzie. Kiedy zastanawiałem się, w jaki sposób nadać takiej osobie szczególne cechy, przyszło mi do głowy, że jego umiejętności mogą wiązać się z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Jednak on wykorzystuje chorobę na swoją korzyść. Bardzo spodobał mi się ten pomysł – mówi Bill Dubuque.

[ext_img=s]2773[/ext_img]

Doszliśmy do wniosku, że do określania autyzmu najlepiej pasuje słowo „spektrum”, ponieważ nie istnieje jeden jego rodzaj. Każdy człowiek jest inny i zajmuje inne miejsce w spektrum. Christian to postać całkowicie fikcyjna. Jego niezwykłe zdolności matematyczne to dar, a sprawność fizyczną zawdzięcza niekonwencjonalnemu wychowaniu – wyjaśnia Gavin O’Connor.

Bill napisał świetny scenariusz. Nigdy nie czytałam czegoś tak dobrego. Historia była dla mnie zupełnie nieprzewidywalna, co zawsze jest dobrym znakiem. Kilka zwrotów akcji kompletnie mnie zaskoczyło. Parę razy zaparło mi dech w piersiach. Ostatecznie właśnie to przekonało mnie do udziału w projekcie − zdradza producentka Lynette Howell Taylor.

Christian Wolff jest genialnym księgowym i znakomicie wyszkolonym żołnierzem. Swoje umiejętności na polu walki zawdzięcza ojcu, który wiedząc o chorobie syna, zdecydował się go nauczyć wszystkiego, co mogłoby mu się przydać w świecie, gdzie każdy może wykorzystać jego słabość. I to właśnie dzięki ojcu, Chris poznał techniki sztuk walki, które w filmie „Księgowy” zostały zaprezentowane i sfilmowane w brawurowy sposób.

[ext_img=s]2774[/ext_img]

Chciałem podejść do scen akcji przez pryzmat postaci. Chodziło mi o to, aby w sytuacji wymagającej użycia przemocy Chris eliminował zagrożenie tak szybko i efektywnie, jak to było możliwe. To miała być czysta kalkulacja. Odpowiedź na pytanie: jaki wykonać ruch, aby pozbyć się ich z szachownicy – wyjaśnia reżyser Gavin O’Connor.


[article_adv]

Reżyser rozpatrywał różne sztuki walki, konsultując się z koordynatorami scen kaskaderskich, Samem Hargrave’em i Fernando Chienem. Nic nie przykuło jego uwagi, dopóki nie pokazali mu mniej popularnej indonezyjskiej metody walki zwanej pentjak silat. − Od razu powiedziałem: „To jest to”. Wcześniej nigdy nawet o nim nie słyszałem, ale ten sposób walki jest niezwykle skuteczny i widowiskowy, więc doskonale nadawał się do naszych celów. Skupiliśmy się na tej formie walki i oparliśmy na niej sceny akcji – dodaje reżyser.

[ext_img=s]2778[/ext_img]

Choć Ben Affleck rozpoczął prace na planie „Księgowego” tuż po zakończeniu zdjęć do „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości” i był w doskonałej formie fizycznej, przygotowania do realizacji filmu Gavina O’Connora wymagały od niego dodatkowych, kilkumiesięcznych treningów.

Spodobał mi się ten styl, więc trenowałem naprawdę ciężko. Spędziłem wiele miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć na nauce skomplikowanej choreografii do scen walki, która obejmowała wiele przewrotów i rzutów. Kosztowało mnie to sporo wysiłku, ale całość wykonana w prawidłowy sposób była piękna i elegancka, chociaż brutalna – wspomina Ben Affleck.

Mieliśmy do dyspozycji niewielką siłownię, w której spędzaliśmy jakieś dwie godziny każdego dnia. Wraz z Fernandem wyciskaliśmy z niego siódme poty, układając treningi z elementów choreografii. Ben powtarzał je tak długo, aż każdy ruch przychodził mu naturalnie. Niekiedy doprowadzaliśmy go do stanu całkowitego wycieńczenia, ale Ben nigdy się nie poddawał – wspomina Sam Hargrave.

[ext_img=s]2777[/ext_img]

Prace na planie rozpoczęły się 19 stycznia 2015 roku. Zdjęcia do filmu Księgowy powstawały w Atlancie, w stanie Georgia, oraz w jej okolicach, gdzie filmowcy wykorzystali liczne lokalizacje plenerowe, jak również w studio usytuowanym w pobliskim Decaturze. Jednym z głównych planów zdjęciowych, które w nim powstały, było wnętrze ruchomego domu Christiana Wolffa — eleganckiej, srebrnej przyczepy Airstream ukrytej w olbrzymim magazynie.

W filmie Księgowy najbardziej podoba mi się to, że jest inteligentny, pełen scen akcji i zabawnych sytuacji. Myślę, że kiedy wszystkie elementy układanki trafią na swoje miejsce, widzowie będą zaskoczeni – mówi o swoim najnowszym filmie Ben Affleck.

Chciałem nakręcić film będący z jednej strony wyzwaniem intelektualnym, a z drugiej szaloną jazdą bez trzymanki, która porwie widzów i będzie trzymała ich w napięciu do samego końca. Jeśli ten film was wzruszy, skłoni do refleksji lub dyskusji po wyjściu z kina, to świetnie – dodaje reżyser Gavin O’Connor.

WYDANIE 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray™ i DVD

W wydaniach 4K Ultra HD Blu-ray™, Blu-ray™ nie brakuje wyjątkowych materiałów dodatkowych:

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu: facebook.com/MojeFilmyDVD

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1488206672" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1505) "

KONKURS

Zdobądź DVD z filmem "Księgowy"

[ext_img=s]2776[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

JJaki film z Benem Affleckiem podoba Ci się najbardziej? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy ośmiu najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 14 marca!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2211" ["visits_counter"]=> string(4) "7667" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(10) "1488236400" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [31]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2164" ["slug"]=> string(22) "ksiazka-lowcy-nazistow" ["dont_use_tags"]=> string(3) "cel" ["title"]=> string(27) "Książka: Łowcy nazistów" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(221) "Ponad siedemdziesiąt lat po zakończeniu drugiej wojny światowej umierają ostatni nazistowscy zbrodniarze. Dobiega końca ich czas, a także czas tych, którzy przez kilkadziesiąt lat bez wytchnienia na nich polowali." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(16) "Łowcy nazistów" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2164" ["body"]=> string(2273) "

Mocarstwa, które zwyciężyły w drugiej wojnie światowej szybko straciły zainteresowanie ściganiem niemieckich zbrodniarzy wojennych. Zimna wojna dała wielu z nich szansę wtopienia się w wielomilionowy tłum tych, którzy starali się rozpocząć życie od nowa, a najwięksi zbrodniarze pospiesznie opuścili Europę.

[article_adv]

Andrew Nagorski znakomitym dziennikarskim piórem opisuje losy niewielkiego grona niezłomnych ludzi, którzy nie zamierzali dopuścić do tego, by zbrodnie Trzeciej Rzeszy uległy zapomnieniu. Autor pokazuje, jak z determinacją i nieustępliwością, a czasem brawurą, tropili zbrodniarzy wojennych, zarówno tych słynnych, jak Rudolf Höss, Adolf Eichmann czy Klaus Barbie, ukrywających wojenną przeszłość, jak były sekretarz generalny ONZ Kurt Waldheim, czy nieznanych szerzej obozowych strażników. Poznajemy amerykańskich, polskich i niemieckich prawników, agentów Mosadu, ofiary nazizmu i idealistów poświęcających całe życie na ściganie zbrodniarzy i walczących o to, by sprawiedliwości stało się zadość.

Andrew Nagorski, urodził się w 1947 roku w Szkocji. Jego rodzicami byli Polacy, którzy po wojnie zostali na emigracji. Kilka lat później rodzina przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Studiował historię w Amherst College, pod koniec lat sześćdziesiątych przez krótki czas był studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podczas długiej kariery w „Newsweeku“ był korespondentem w Hongkongu, Moskwie, Rzymie, Bonn, Warszawie i Berlinie. Jest laureatem wielu nagród oraz autorem książek Przymusowe pożegnanie: spojrzenie amerykańskiego dziennikarza w głąb sowieckiego życia, Narodziny wolności, Stacja końcowa – Wiedeń oraz wydanych przez REBIS Największej bitwy i Hitlerlandu.

 

 

Przygotowano we współpracy z: 
[ext_img=o]783[/ext_img]

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1483955810" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1578) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Łowcy nazistów"

[ext_img=s]2717[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaką postać z okresu II Wojny Światowej postawiłbyś za wzór dzisiejszemu facetowi po 40.? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy czterech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 31 stycznia!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2164" ["visits_counter"]=> string(4) "9115" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [32]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2137" ["slug"]=> string(15) "ksiazka-krueger" ["dont_use_tags"]=> string(7) "magazyn" ["title"]=> string(18) "Książka: Krüger" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(290) "Marcin Ciszewski, autor bestsellerowego cyklu Wojna.pl (WWW) przedstawia Wilhelma Krügera. Stworzono go, by zadziwiał Świat, lecz on ten Świat postanowił podbić. Inteligentny, bezwzględny, drapieżny. Złodziej. Doskonale przystosowany do czasów, w których przyszło mu żyć. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(18) "Książka: Krüger" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2137" ["body"]=> string(3922) "

[ext_img=o]2683[/ext_img]Krüger. Szakal. Tom I

Wszystko zaczęło się w ponury październikowy ranek 1918 roku... W roku, w którym narodziła się Polska i jeden z jej największych bezimiennych obrońców. Krüger.

Krüger odrzucił karabin precz, przeturlał się w bok, by zejść napastnikom z linii ognia, klęknął, jednocześnie sięgając pod płaszcz. Płynnym ruchem wyciągnął Mausera, odbezpieczył go kciukiem, po czym w ciągu dwóch sekund wystrzelił cztery pociski. Dwa pierwsze, przeszywszy na wylot najbliższego z żołnierzy, pozbawiły go życia, nim jeszcze bezwładne ciało dotknęło ziemi. Niemal identyczny los spotkał drugiego Ukraińca: jedna z kul przeszła gładko przez lewą komorę serca, w ciągu sekundy zatrzymując jego pracę. Ciało żołnierza upadło niemal u stóp Krügera, który właśnie przesuwał lufę w prawo, ku ostatniemu z napastników...

[ext_img=o]2684[/ext_img]Krüger. Tygrys. Tom II

Rok 1919 na Ukrainie to był dziwny rok. Zmieniały się rządy, Ukraińców wypierali bolszewicy, tych - Biali Denikina, potem Biali uciekali a do władzy ponownie dochodzili bolszewicy... Krüger, uwikłany w sprawy rodzinne stara się uciec od polityki. Zostaje jednak zmuszony do opowiedzenia się po jednej ze stron. W efekcie staje naprzeciw najbardziej złowrogiej i bezwzględnej organizacji policyjnej na świecie - wszechwładnej Czeka...

Marcin Ciszewski - absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Warszawskiego ze specjalizacją historia najnowsza. Od lat, choć nie uprawia historii zawodowo, pasjonuje się przebiegiem II Wojny Światowej, ze szczególnym uwzględnieniem Kampanii Wrześniowej. W dorobku literackim autora znalazła się m.in. Trylogia WWW, w skład której wchodzą powieści: WWW.1939.COM.PL , „Major” oraz WWW.1944.WAW.PL.

 

KONKURS

Zdobądź dwie książki: "Krüger. Szakal" i "Krüger. Tygrys"

[ext_img=s]2684[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaką powieść (film) o tematyce sensacyjnej, rozgrywającą się w czasie II wojny światowej, poleciłbyś innym facetom po 40.? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy trzech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 2 stycznia!

 

Przygotowano we współpracy z: 
[ext_img=o]783[/ext_img]

[article_adv]

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1481134019" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2137" ["visits_counter"]=> string(4) "6025" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [33]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2112" ["slug"]=> string(26) "ksiazka-2017-wojna-z-rosja" ["dont_use_tags"]=> string(17) "badania , koncert" ["title"]=> string(31) "Książka: 2017. Wojna z Rosją" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(238) "Przerażający scenariusz wydarzeń w Europie – generał NATO ostrzega: wojna z Rosją jest wizją bardzo bliskiej przyszłości, która może się spełnić, jeśli nie zrozumiemy zagrożeń stwarzanych przez obecnego prezydenta Rosji." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(20) "2017. Wojna z Rosją" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2112" ["body"]=> string(8523) "

Powieść napisana przez oficera do niedawna zajmującego wysokie stanowiska w hierarchii NATO i oparta na przebiegu gier wojennych prowadzonych przez natowskie sztaby, pokazuje, jak zaniechanie pewnych działań może doprowadzić do kolejnej wojny w Europie.

Prognozy Richarda Shirreffa:

Jak stwierdził Lew Trocki: „Możesz nie interesować się wojną, ale wojna interesuje się tobą”.

[article_adv]

Richard Shirreff urodził się w 1955 roku w Kenii i spędził tam dzieciństwo. Po ukończeniu studiów historycznych na Oksfordzie wstąpił do brytyjskiej kawalerii pancernej. Przez 37 lat sprawował stanowiska dowódcze na wszystkich szczeblach wojsk lądowych. Brał udział w pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej, pełnił służbę w Irlandii Północnej, Bośni, Kosowie i Iraku. Przez ostatnie dwa lata w mundurze zajmował wysokie stanowiska w strukturze NATO: dowódcy Korpusu Sojuszniczych Sił Szybkiego Reagowania oraz zastępcy naczelnego dowódcy Sojuszniczych Sił Zbrojnych w Europie. Po odejściu z wojska założył firmę Strategia Worldwide, oferującą usługi w dziedzinie zarządzania ryzykiem. Mieszka z żoną w Hampshire, wychował dwoje dorosłych już dzieci. To jego debiutancka książka.

[ext_img=o]2669[/ext_img]

Przeczytaj wywiad z autorem, przeprowadzony przez magazyn „Tom kultury”:

1. Pana książka odbiła się dużym echem, nie tylko przez przedstawienie zagrożenia ze strony Rosji, ale chyba przede wszystkim pokazując de facto bezbronność NATO wobec zdecydowanego przeciwnika. Jakie są najpilniejsze kroki mogące poprawić bezpieczeństwo Sojuszu?

Obrona Sojuszu zależy od efektywnego odstraszania, zarówno metodami konwencjonalnymi jak i nuklearnymi, co z kolei jest zależne od woli politycznej państw członkowskich co do inwestowania w obronę. Podsumowując, natychmiastowe kroki jakie powinny zostać podjęte to:

2. Na ile jest Pan przekonany o możliwości oddziaływania podobnych ostrzeżeń jak to, które Pan zawarł w swojej książce? Czy wierzy Pan w to, że Pana książka obudzi polityków i wojskowych na Zachodzie? (jak na przykład On The Beach Nevile'a Shute'a przyczynił się jakoś do zmiany atmosfery zimnej wojny)

Ocenę książki i jej oddziaływania zostawiam innym. Napisałem ją jako coś w stylu ostrzeżenia dla liderów politycznych NATO i Wielkiej Brytanii i mogę mieć tylko nadzieję, że tak ją odbiorą.

3. Jak Pan sądzi, czy Pana książkę czytano i analizowano w Moskwie?

Jestem pewien, że czytano. Z pewnością niektóre recenzje książki z Amazona pochodzą z Moskwy.

4. Istnieje cały szereg analiz polityki Rosji i jej sytuacji gospodarczej, przy czym w obu przypadkach najciekawsze są te głęboko merytoryczne. One też wydają się najbardziej wartościowe. Ale jak widzi pan rolę elementów irracjonalnych w polityce, zwłaszcza współczesnej?

Irracjonalność leży u podstaw podejmowania decyzji politycznych. W grze politycznej aktorami są ludzie, których reakcje często są dyktowane emocjami, czasem podświadomie.


5. Sugeruje Pan jednoznacznie, że potencjał militarny Rosji rośnie gwałtownie. Z drugiej strony można spotkać się z opiniami, że potencjał techniczny i tym samym militarny Związku Radzieckiego oraz Rosji był od lat przeceniany na Zachodzie. Rosja przeżyła też zapaść przemysłowo-technologiczną lat 90-tych, której skutki niewątpliwie odczuwane są do dzisiaj. Czy Rosja, chociaż niewątpliwie stara się nadrobić zaległości - także w dziedzinie militarnej - ma na to realne szanse, zwłaszcza w swojej obecnej sytuacji gospodarczej?

Historia nauczyła nas, żeby nie nie doceniać Rosji i wytrzymałości rosyjskich wojsk. Pomimo aktualnych wyzwań ekonomicznych Rosja zainwestowała znacznie w modernizację sił zbrojnych, co z resztą powinniśmy zauważyć. Mimo tego, że militarna siła NATO prawdopodobnie przewyższa Rosję, realia są jednak inne. W przypadku zagrożenia, Rosja jest w stanie skoncentrować lokalnie swoje siły militarne i osiągnąć przewagę zanim siły Sojuszu zdążą w ogóle zareagować.

6. Czy uważa Pan, że nowe rodzaje broni, nowe technologie (drony i inne bezzałogowe pojazdy, walka w cyberprzestrzeni) będą ograniczać rolę konwencjonalnych sił zbrojnych, czy staną się tylko ich uzupełnieniem? Czy obrazowo ujmując, żołnierza w okopie lub czołgu wkrótce zastąpi operator siedzący przed ekranem w odległym od pola bitwy centrum operacyjnym?

Tak, widzimy coraz nowocześniejsze sposoby prowadzenia działań wojennych: od zdalnie sterowanych dronów – eye in the sky pozwala na obserwowanie celu i zestrzelenie go, wszystko kontrolowane z odpowiedniej odległości – nie mówiąc już o podstępności rosyjskiego podejścia hybrydowego czy asymetrycznego, które tak doskonale realizowali na Krymie w 2014 roku. Pamiętajmy jednak zawsze, że wszystkie metody potrzebują solidnego zaplecza konwencjonalnej armii. Rosja o tym nie zapomina.

7. W pańskiej książce Rosja pozostaje po konflikcie krajem nieprzyjaznym i zagrożeniem dla Zachodu. Jest to sytuacja, która z polskiej perspektywy jest od wieków niezmienna. Jak Europa i Rosja mogłyby uciec od tej przesyconej wrogością przeszłości? Nie na dekadę czy dwie, ale trwalej.

Rosja to wielki naród i my musimy znaleźć sposób, by żyć obok siebie w pokoju. Będzie to wymagało zarówno odstraszania, jak i dialogu oraz silnego przywództwa politycznego.

8. Czy ma Pan pomysł na kolejną książkę, czy „2017. Wojna z Rosją” było tylko jednorazowym wykorzystaniem literatury dla wysłania pilnego ostrzeżenia dla społeczeństw i polityków?

Nie planuję kolejnej książki. „2017. Wojna z Rosją” jest dokładnie tym, czym miało być: jednorazowym ostrzeżeniem.

9. Czy, na koniec, ma Pan jakieś optymistyczne przesłanie dla polskich czytelników?

Nie możemy kierować się naszymi lękami. Musimy zdać sobie sprawę, że pokój to niezwykle cenna wartość, na którą trzeba pracować i która wymaga kosztów. Potrzebne są decyzje, zaangażowanie i odwaga, ale przede wszystkim właściwe przywództwo. Jeżeli będziemy uczciwie dostrzegać wyzwania, przed którymi stoimy i nie ulegać samozadowoleniu, to jestem przekonany, że znajdziemy środki zaradcze, by zapewnić sobie dalsze życie w pokoju.

 

Przygotowano we współpracy z: 
[ext_img=o]783[/ext_img]

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1478594156" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1561) "

KONKURS

Zdobądź książkę "2017. Wojna z Rosją"

[ext_img=s]2669[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaka książka lub fil o tematyce wojennej wywarł na tobie najwieksze wrażenie? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy czterech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 30 listopada!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2112" ["visits_counter"]=> string(5) "13088" ["comments_counter"]=> string(1) "1" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [34]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2105" ["slug"]=> string(25) "ksiazka-czarodziej-wiatru" ["dont_use_tags"]=> string(25) "cel , akcesoria , badanie" ["title"]=> string(28) "Książka: Czarodziej wiatru" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(500) "Mówią o nim, że umie czarować wiatr. Karol Jabłoński – człowiek legenda, który całe swoje życie spędził na wodzie i lodzie. Budował jachty, żeglował na całym świecie z najlepszymi, z monarchami i bogaczami. Jest najbardziej utytułowanym polskim żeglarzem i bojerowcem. To historia człowieka, który wszystko postawił na jedną kartę i podporządkował pasji. W książce snuje opowieść o swoim życiu, marzeniach, tęsknocie za ojczyzną i o podróży, która ciągle trwa. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(17) "Czarodziej wiatru" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2105" ["body"]=> string(6783) "

Wszyscy sportowcy podporządkowują swoje życie jednemu celowi – treningom i marzeniom o zwycięstwie. Wszyscy dużo podróżują, nieustannie ćwiczą, przekraczają własne granice i muszą wykazać się niesamowitą wytrwałością. Niełatwo jednak wśród nich znaleźć ciekawsze i bardziej niesamowite życiorysy, niż żeglarzy, czy to jachtowych, czy lodowych, którzy za każdym razem stają oko w oko z żywiołami, jakimi są woda i wiatr. Tu nie ma miejsca na błędy czy niefrasobliwość. O życiu i śmierci czasem decydują sekundy i zaufanie do ekipy czy obecność drugiego człowieka.

[article_adv]

Kiedyś na Zalewie Wiślanym latałem już jakieś dwadzieścia minut, kiedy dołączył do mnie kolega z Anglii. – opowiada autor. – Byłem za nim i widziałem, jak jego zawietrzna płoza wpada w dziurę, bojer zatrzymuje się w miejscu i zanurza w wodzie. Stanąłem, żeby jak najszybciej pomóc, ale nie było to łatwe, bo nie mogłem podejść blisko; najprawdopodobniej lód załamałby się również pode mną. Najważniejsze w takich momentach to zachować spokój i postępować według ustalonych reguł. David był wprawdzie odpowiednio ubrany i mógł wytrzymać w wodzie trochę dłużej, niemniej jednak musiałem się pośpieszyć. Rzuciłem mu linę – jeden jej koniec trzymałem mocno, drugi on przywiązał do bojera. Po niej, leżąc na plecach, przeciągnął się na gruby lód, później obaj wydobyliśmy sprzęt. David jak najszybciej poleciał do portu się przebrać. Gdyby trenował samotnie, przygoda mogłaby się zakończyć tragicznie, bo człowiek w lodowatej wodzie wytrzymuje zazwyczaj pięć, dziesięć minut – kontynuuje opowieść. Jego żona nazywa bojerowców pozytywnie upartymi wariatami, którzy potrafią przejechać tysiące kilometrów w poszukiwaniu lodu…

„Czarodziej wiatru” to pasjonująca historia zawodowego żeglarza klasy światowej, wzbogacona komentarzami żony, Izy Jabłońskiej, i Wojciecha Zawioły. Autor sięga pamięcią do lat dzieciństwa
i młodości, mówi o ciężkiej pracy i trudnej drodze do ich realizacji. Opowiada o miejscach, w których był dzięki żeglarstwu, o podróżach, przygodach, morzach, jachtach, „lataniu” bojerami i największym spełnionym celu – Pucharze Ameryki, a także o rodzinie, która nieustannie na niego czeka i nadaje jego życiu sens.

Na pytanie, co zawdzięcza żeglarstwu, odpowiada:

To dobry sposób na życie. Nauczyłem się iść przez nie, stawiając czoła wszelkiego rodzaju problemom, rozwiązywać je, a nie spychać na bok. Żeglarstwo to wolność, możliwość bycia w miejscach, których nie zobaczyłbym nigdy, bo najprawdopodobniej zwyczajnie nie byłoby mnie stać na takie podróże. Nie miałbym też pewnie tyle czasu na nie, bo musiałbym zarabiać w inny sposób. Żeglarstwo to również możliwość spotykania się ze szczególnymi osobami, takimi z pierwszych stron gazet. Poznałem dobrze hiszpańską rodzinę królewską, króla Norwegii, wielu prominentów, najbogatszych ludzi świata, aktorów i wybitnych sportowców – nie sposób wymienić wszystkich – i dziękuje losowi za życie jakie ma i żonie za wsparcie.

O autorach

[ext_img=o]2663[/ext_img] Karol Jabłoński – pochodzący z Tałt światowej klasy żeglarz zawodowy, skipper, sternik i menedżer profesjonalnych projektów żeglarskich, najbardziej utytułowany żeglarz lodowy globu. Jeden z najwszechstronniejszych żeglarzy zawodowych świata, który odniósł spektakularne sukcesy w żeglarstwie morskim, match racingu i lodowym. Sternik hiszpańskiego Teamu Desafio Espańol i półfinalista regat o Puchar Ameryki w roku 2007. Jest mistrzem świata w match racingu (rok 2002) i klasie Mumm 36 (rok 1999). 10 razy wygrał mistrzostwa świata w bojerach (1992,1995,1996,1997,2000,2001,2003, 2014,2015,2016,).

Uznany, szanowany i respektowany w międzynarodowym środowisku żeglarstwa zawodowego za prezentowany poziom sportowy i wyjątkowy talent żeglarski. Od ponad 40 lat regularnie bierze udział w regatach na akwenach całego świata. Wygrywał m.in Admiral's Cup, Commodores Cup, Copa del Rey, Kiel Week, Sardinia Cup, SORC, Palmavella, Zegna Trophy, Rolex Giraglia Race, Voile de St. Barths Key West Race Week .

[ext_img=o]2664[/ext_img] Wojciech Zawioła – absolwent Uniwersytetu Śląskiego, dziennikarz z wykształcenia. Związany z platformą NC+. Prezenter wiadomości sportowych TVN i TVN24. Autor dwóch powieści: Jest takie miejsce…, oraz Szukaj mnie, a także wywiadu rzeki z Mariuszem Czerkawskim Życie na lodzie i biografii Roberta Lewandowskiego Pogromca Realu.

 

KONKURS

Zdobądź książkę "Czarodziej wiatru"

[ext_img=s]2662[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Który z polskich żeglarzy jest dla Ciebie postacią godną podziwu? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy trzech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

 

Na odpowiedzi czekamy do 13 listopada!

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1477396071" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1519) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Montecristo"

[ext_img=s]2653[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

JJaki thriller poleciłbyś do przeczytania innym facetom po 40.? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy trzech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 23 października!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2105" ["visits_counter"]=> string(4) "7103" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> string(1) "0" ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [35]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2095" ["slug"]=> string(32) "braun-series-9-zlota-era-golenia" ["dont_use_tags"]=> string(15) "akcja , relacje" ["title"]=> string(36) "Braun Series 9 - złota era golenia" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(274) "Golarka foliowa Braun Series 9 łączy opatentowaną technologię SyncroSonic™, która analizuje gęstość zarostu i pokryty tytanem trymer HyperLift&Cut z wyszukanym designem. Jej dokładne działanie i ekskluzywny wygląd docenią najbardziej wymagający mężczyźni. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(274) "Golarka foliowa Braun Series 9 łączy opatentowaną technologię SyncroSonic™, która analizuje gęstość zarostu i pokryty tytanem trymer HyperLift&Cut z wyszukanym designem. Jej dokładne działanie i ekskluzywny wygląd docenią najbardziej wymagający mężczyźni. " ["superbox_title"]=> string(23) "KONKURS Braun Series 9 " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2095" ["body"]=> string(3468) "

Skóra bez podrażnień dzięki zaawansowanej technologii

W procesie golenia mniejsza liczba pociągnięć golarką równa się mniejszej liczbie podrażnień na skórze. Z tego powodu w najnowszej serii golarek Braun Series 9 zostały wdrożone innowacyjne rozwiązania. Głowica golarki składa się z aż 5 elementów tnących, każdy zaprojektowany w ten sposób, aby efektywnie golić różne typy męskiego zarostu. Dzięki temu golarka potrzebuje mniejszej liczby pociągnięć w porównaniu do innych urządzeń, a skóra twarzy jest miękka, wolna od zarostu i praktycznie bez podrażnień.

Braun Series 9
Braun Series 9

Golarka, która dostosuje działanie do gęstości zarostu

Dzięki opatentowanej technologii SyncroSonic™ golarka analizuje gęstość brody 160 razy na minutę i cały czas dostosowuje swoje działanie zapewniając dodatkową moc dokładnie tam, gdzie jest najbardziej potrzebna, na przykład w okolicy szyi. W ciągu tylko jednej minuty golarka wykorzystuje aż 40 000 cięć poprzecznych.

[article_adv]

Piękna jak złoto, ale jeszcze bardziej wytrzymała

Pokryty tytanem trymer HyperLift&Cut sprawia, że urządzenie jest jeszcze bardziej wytrzymałe, a trymer jest wyjątkowo odporny na korozję. Wytrzymałość golarki to aż 50 tysięcy procesów golących. Tytanowy pasek gwarantuje też optymalne doświadczenia golenia ponieważ tworzy idealną powierzchnię ślizgu. Ta specjalna powłoka zmniejsza tarcie i pozostawia na skórze luksusowe uczucie gładkości. Jest także biokompatybilna ze skórą.

Golenie na sucho i na mokro

Technologia Wet&Dry sprawia, że golarka jest wodoodporna, można jej używać na sucho, z pianką lub żelem, co pozostawia decyzję o sposobie golenia w rękach mężczyzny.

Golarkę można wygodnie spłukiwać pod bieżącą wodą, co ułatwia czyszczenie. Wybrane modele dostępne są także w komplecie ze bazą czyszcząco-ładującą, która wykorzystuje roztwór na bazie alkoholu. Baza, za dotknięciem jednego przycisku zapewnia ładowanie, higieniczne czyszczenie, smarowanie, wybór programu i suszenie. Alkoholowy płyn czyszczący usuwa 99,99% bakterii.

Braun Series 9 jest wodoodporna

Zobacz golarkę Braun Series 9 tutaj.

 

KONKURS ROZSTRZYGNIĘTY!

Wyniki konkursu znajdziesz tutaj.

 

 

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(2) "40" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1476097909" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(4) "5000" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(3) "100" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(11300) "

KONKURS

Zdobądź golarkę Braun Series 9

 

Braun series 9

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Zbliżające się święta i rodzinne spotkania to znakomita okazja, by powiedzieć lub życzyć naszym bliskim czegoś więcej niż "Wesołych Świąt". Napisz oryginalne życzenia świąteczne, które chciałbyś złożyć swoim bliskim.

 

Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

 

Jury wybierze najciekawsze życzenia i nagrodzi je:
- za I. miejsce golarką Braun Series 9 (9291) o wartości 1300 zł,
- za miejsce II. depilatorem Braun IPL 5009 o wartości 1199 zł,
- za miejsce III. trymerem Braun MGK 3980 o wartości 369 zł.

Braun nagrody

Biorąc udział w konkursie oświadczasz, że jesteś pełnoletni i akceptujesz Regulamin Konkursu.

 

Na odpowiedzi czekamy do 18 grudnia!

KONKURS ZAKOŃCZONY

Przysłaliście do nas setki maili z odpowiedzią na pytanie, dlaczego to Wy powinniście otrzymać tę golarkę. Wiele z nich zakoczyło nas kreatywnością i podejściem do tematu, wybór jednej był więc niezwykle trudny dla Jury.

 

Regulamin Konkursu.

ZOBACZ ZWYCIĘSKĄ ODPOWIEDŹ >>


Ostatecznie postanowiliśmy nagrodzić Agnieszkę za następującą wypowiedź:

Dziołszka ze Śląska Wom gwarą napisze!
Że chca obdarować synecka, kerego pszaje nad życie!
Od dwunastu lot! rozświetlo mój cołki świot!
I chociaż synecek z Łodzi pochodzi 
To fest fajnie się z gwarą obchodzi!
Marzy on od miesięcy wielu
By do dom sprosić swych przyjacielów.
I pochwolić się grafną golarką.
Kero mo różne fajne bajery!
Nie bez kozery jest numerym jedyn!
I prosza Cię Mallkołaju! niech się ziści jego sen!
Niych pod goiczkiem oprócz bombonów bydzie jego golarka wymarzono!
A betlyjorze niech zaśpiewają że cuda, cuda w wynikach ogłoszają !

A oto kilka innych prac, które, choć nie zdobyły nagrody, to na pewno warte są ich opublikowania:

Byłem niedawno na survivalowym szkoleniu przetrwania na biebrzańskich bagnach, po tygodniu życia w błocie, prawie bez mycia z twarzą która z brudu i zarostu nie potrzebowała już kamuflażu nasz dowódca powiedział dziś kończymy ! Mieliśmy 15 minut, aby umyć się i ogolić w śmierdzącym zimnym strumyku. Bez pianki, kremu jedną maszynką ogoliliśmy się w sześciu ! To było moje pamiętne golenie, bo twarz piekła mnie jeszcze przez 2 dni ! W styczniu a potem w marcu czeka mnie kolejna ekstremalna wyprawa w bieszczadzkie głusze a gdybym tak miał ze sobą golarkę Braun Series 9 byłbym najbardziej zadbanym facetem w ekipie ! Być może byłby to prawdziwy test wytrzymałości niezawodności działania Braun Series 9. Poza tym chciałbym zobaczyć minę kolegów w szałasie widzących mnie golącego się o 4 rano przed wypadem w teren. Braun Series 9 wygładza twardzieli !

Bogdan

***

PODANIE

Ja wysłużona golarka Mateusza zwracam się do Państwa o udzielenie zasłużonego urlopu na czas nieokreślony. Zwracam się także z prośbą o godne zastąpienie mnnie w miejscu pracy, w którym panują już skandaliczne warunki.

Wysłużona rączka i tępe ostrza zostały już zgłoszone do dyrektora generalnego. W zastępstwie proponuję Braun Series 9.

Po rozmowie z właścicielem doszliśmy do porozumienia, które pozwoli na zatrudnienie na nowych warunkach. Koniec z umową śmieciową, od dziś tylkoefektywna głowica i ekskluzywny wygląd. Pragnię ustąpić miejsca, gdyż dotychczasowa praca mnie wykończyła i nie jestem w stanie zapewnić komfortu szefowi, który postanowił codziennie wyglądać nieskazitelnie.

Szanowni Państwo mam nadzieję, iż podołają Państwo nowemu wyzwaniu i godnie spełnią oczekiwania. Z góry dziękuję za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.

Mateusz

***

CURRICULUM VITAE przesłane w związku z ubieganiem się o maszynkę Braun Series 9

Imię i nazwisko: Grzegorz S. pseud. Zaroślak pospolity

Doświadczenie:

Moje doświadczenie z goleniem rozpocząłem w wieku 12-13 lat, co determinowały geny i uroda bruneta. Zafascynowany gładkością twarzy po goleniu, pokochałem tę czynność i stała się ona moją codziennością. Posiadam doświadczenie w goleniu zarostu początkowego, jak i już ukształtowanego. Wykonuję tę czynność już 22 lata. Potrafię golić się z włosem i pod włos, zupełnie na gładko oraz na tzw. trzydniowy zarost. Obecnie rozpoczynam sprawowanie dozoru także nad techniką golenia młodszych pokoleń w rodzinie. Piastuję stanowisko naczelnego golibrody domu. Dobre wyniki tej pracy pozwoliły mi objąć także posadę w dziale strzyżenia głów młodych latorośli rodu.

Obecnie jestem głównym zarządzającym w dziale organizacji kształtu i wyglądu brody.

Wykształcenie, kursy i szkolenia:

Studia wyższe na kierunku: Zarządzanie zarostem twarzy.

Praca magisterska na temat: ,,Między ustami, a brzegiem wąsów. Studium nad techniką golenia zarostu twardego”.

Studia podyplomowe: Kształtowanie pejsów oraz baczków jako przejaw troski o nieskazitelny wygląd współczesnego mężczyzny.

Kurs: Wąsy – ozdoba czy uciążliwość?.

Kurs: Bródka, broda, Rumcajs – o granicy między zarostem, a niedopuszczalnym gąszczem na twarzy.

Szkolenie z zakresu organizacji właściwego ukierunkowania wąsów z uwzględnieniem terenów płatków nosowych i wargi dolnej.

Najważniejsze umiejętności:

Organizacja codziennego procesu golenia z zachowaniem czystości w łazience. Doskonała organizacja czasu golenia. Umiejętność łączenia golenia z donośnym śpiewem przed lustrem. Szeroko rozwinięta umiejętność zachwytu nad efektami golenia. Umiejętność rozbudzania entuzjazmu u płci przeciwnej po świeżym ogoleniu twarzy.

Współpraca z otoczeniem:

Doskonale współpracuję z zarostem. Nawiązuję trwałe relacje z brodą, wąsami, baczkami.

Zainteresowania:

Struktura włosa. Stylizacja zarostu. Poszukiwanie sensu w nieładzie zarostu na twarzy.

W związku z przytoczonymi powyżej faktami, ośmielam się prosić o przyznanie mi golarki Braun Series 9, jak sprzętu, który pozwoli mi na dalszy rozwój mojej pasji, którą jest golenie.

Grzegorz

***

Siedzę na stosie drewna, które właśnie porąbałem gołymi rękoma. W ramach krótkiej przerwy piję czarną, zaparzoną z ośmiu łyżeczek kawę. Bez cukru. Za chwilę załaduję opał na mojego czerwonego pick-upa i odjadę w stronę zachodzącego słońca w czapce kowboja, zostawiając za sobą eksplozję. W zwolnionym tempie. Bardziej męskim i prestiżowym byłoby tylko gdyby mój zarost wykonany był ze specjalnego stopu bursztynu i miedzi. Na szczęście właśnie tak jest. Na nieszczęście jednak żadna dotychczasowa golarka nie była w stanie go ujarzmić, bez sprawiania mi bólu. Twoja kolej Braun Series 9.

EM

***

Mój zarost to gatunek MAXIMUS OBFITUS z rodziny WŁOSUM TWARDUM. W związku z tym potrafi on dostarczyć mi codziennego zajęcia i zabrać sporo czasu. Łazienkę z żoną mamy tylko jedną. Ktoś musi ustępować, żeby nie polała się krew. W tej sytuacji maszynka Braun Series 9 może przyczynić się do pokojowego rozwiązywania porannych konfliktów na tle łazienkowym w naszej rodzinie. A mój zarost ma szansę ewoluować do gatunku MAXIMUS PROFESJONALUS z rodziny BRODUS ZACHWYTUS. Dlatego proszę o tę maszynkę. Prosi także moja żona.

Grzegorz

***

Braun, golarko moja! ty jesteś jak zdrowie;
Ile można się tobą golić, ten tylko się dowie,
Kto chce mieć gładką skórę. Dziś doskonałość twą w całej ozdobie
Doceniam i opisuje, bo kocham się w tobie!


Daniel

 

Dziękujemy wszystkim uczestnikom za udział w zabawie!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2095" ["visits_counter"]=> string(4) "6608" ["comments_counter"]=> string(1) "2" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(3) "100" ["name"]=> string(13) "Dobry wygląd" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "6" ["title"]=> string(7) "Wygląd" ["about"]=> string(102) "Jak wyglądać dobrze? Co buduje twój niepowtarzalny styl? Podpowiadamy, jak dobrze wyglądać po 40." ["keywords"]=> string(82) "wygląd, aparycja, prezencja, dobry wygląd, styl faceta, męski styl, męski look" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-dobry-wyglad" ["lft"]=> string(3) "101" ["rgt"]=> string(3) "102" ["level"]=> string(1) "2" } } [36]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2092" ["slug"]=> string(19) "ksiazka-montecristo" ["dont_use_tags"]=> string(6) "dowcip" ["title"]=> string(22) "Książka: Montecristo" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(188) "Aktualny, trzymający w napięciu thriller ze świata bankowców, maklerów giełdowych, dziennikarzy i polityków – oto tajemniczy scenariusz brzemiennego w skutki skandalu finansowego." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(11) "Montecristo" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2092" ["body"]=> string(1642) "

Jonas Brand, wideoreporter programu lifestylowego, jedzie pociągiem z Zurychu do Bazylei. Ktoś pociąga za hamulec bezpieczeństwa. Człowiek na torach! Dlaczego Paolo Contini, młody, mający szczęśliwą rodzinę, bystry makler popełnił samobójstwo?

Niespełna trzy miesiące później w ręce Jonasa trafiają dwa banknoty stufrankowe z identycznym numerem seryjnym – oba prawdziwe. Czy to może mieć związek z samobójstwem Continiego? Jonas postanawia zostać dziennikarzem śledczym, nie spodziewając się, jak zdumiewające fakty odkryje i dokąd zaprowadzą go własne poszukiwania.

MARTIN SUTER, urodzony 1948 w Zurychu, publicysta, scenarzysta, pisarz. Jego powieści są doceniane zarówno przez krytyków, jak i czytelników. Zdobyły wiele nagród i zostały przetłumaczone na 32 języki – zakupiono prawa do ekranizacji większości z nich.

 

Przygotowano we współpracy z: [ext_img=o]783[/ext_img]
[article_adv]
" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1475493921" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1519) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Montecristo"

[ext_img=s]2653[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

JJaki thriller poleciłbyś do przeczytania innym facetom po 40.? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy trzech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 23 października!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2092" ["visits_counter"]=> string(4) "5844" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [37]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2085" ["slug"]=> string(34) "ksiazka-bear-grylls-plonace-anioly" ["dont_use_tags"]=> string(3) "akt" ["title"]=> string(42) "Książka: Bear Grylls. Płonące Anioły " ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(212) "Myślał, że stracił bliskich na zawsze. Teraz zrobi wszystko, by ich odzyskać… Druga część trzymającego w napięciu thrillera autorstwa znanego podróżnika i propagatora survivalu, Bear'a Grylls'a." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(31) "Bear Grylls. Płonące Anioły " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2085" ["body"]=> string(2886) "

[ext_img=m]2640[/ext_img]Zwłoki nordyckiej bogini odnalezione w arktycznym lodowcu…

Nazistowska maszyna ukryta w jaskiniach podziemnego jeziora…

Dwunastolatek z Kenii, któremu podano eksperymentalny wirus...

Grupa wyszkolonych żołnierzy planująca zemstę w sercu afrykańskiego kontynentu...

Jakie jeszcze tajemnice skrywa dżungla?

Prawdę może odkryć tylko on.

Will Jaeger. Myśliwy.

 

„Współczesny spisek, który wskrzesza z popiołów hitlerowską Trzecią Rzeszę. Przypadnie do gustu fanom klasycznej powieści szpiegowskiej.”

Mail on Sunday

Drugi tom trzymającego w napięciu thrillera Beara Gryllsa. Pierwsza część powieści, zatytułowana „Lot widmo” ukazała się nakładem Wydawnictwa Pascal w 2015 roku.

 

KONKURS

Zdobądź zestaw dwóch części powieści Bear'a Grylls'a:
"Lot widmo" i "Płonące Anioły"

[ext_img=s]2641[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Gdybyś mógł udać się z Bear'em Grylls'em na dowolną wyprawę, co by to była za wyprawa? 
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy trzech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 30 września!

 

Przygotowane we współpracy z Wydawnictwem
[ext_img=o]2637[/ext_img]

[article_adv]

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1473859245" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2085" ["visits_counter"]=> string(4) "6180" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [38]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2070" ["slug"]=> string(23) "ksiazka-czysta-anarchia" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(26) "Książka: Czysta anarchia" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(139) "Pełen surrealistycznego i absurdalnego humoru, gier słownych, jadowitej satyry i czystego szaleństwa zbiór tekstów Woody’ego Allena." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(15) "Czysta anarchia" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2070" ["body"]=> string(1495) "

[article_adv]

„Czysta anarchia” zawiera osiemnaście przezabawnych i inteligentnych utworów. Jest wśród nich m.in. opowieść o sobowtórze mylnie uznanym za słynnego aktora i porwanym przez bandytów, o pretensjonalnym pisarzu zmuszonym do stworzenia scenariusza o gwiazdach amerykańskiej burleski filmowej, o niani, która potajemnie pisze książkę o swoich chlebodawcach, o oszustach sprzedających modlitwy przez Internet i Myszce Miki występującej jako świadek w sprawie nadużyć w Walt Disney Company. Ta książka nie tylko odpowiada na najważniejsze pytania dotyczące ludzkiej egzystencji, ale także dzięki swym rozmiarom idealnie nadaje się do podkładania pod nogę rozchybotanego stolika ;-)

Woody Allen jest nie tylko reżyserem, scenarzystą, aktorem, koncertującym od czasu do czasu muzykiem, ale też autorem szkiców, opowiadań, felietonów i innych form literackich, które ukazują się m.in. na łamach „New Yorkera”.

 

 

Przygotowano we współpracy z: [ext_img=o]783[/ext_img]

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1471352727" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1538) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Czysta anarchia"

[ext_img=s]2569[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jak film Woody'ego Allena podoba ci się najbardziej? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy trzech najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 31 sierpnia!

 
" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2070" ["visits_counter"]=> string(4) "4351" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [39]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2058" ["slug"]=> string(55) "ksiazka-xango-z-baker-street-sherlock-holmes-w-brazylii" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(59) "Książka: Xango z Baker Street. Sherlock Holmes w Brazylii" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(143) "Jest rok 1888. W Rio de Janeiro giną cenne skrzypce Stradivariusa. Na pomoc lokalnej policji cesarz Brazylii Piotr II wzywa Sherlocka Holmesa." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(26) "Sherlock Holmes w Brazylii" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2058" ["body"]=> string(1518) "

Holmes w asyście nieodłącznego doktora Watsona podróżują do Brazylii schyłku cesarstwa i epoki niewolnictwa, a tam odnajdują świat zupełnie inny od wszystkiego, co wcześniej poznali. Muszą zmierzyć się nie tylko z tajemniczą kradzieżą i zaskakującymi morderstwami, ale też ze słońcem tropików, egzotyczną przyrodą i kuchnią, sztuką walki capoeira, rytuałami candomblé i starymi afrykańskimi bogami ‒ jednym z nich jest właśnie tytułowy Xangô.

Ta książka to istna samba dla Sherlocka, pełna magii i egzotyki, ale także autentycznych postaci z epoki i zaskakującego humoru.

Jô Soares (ur. w 1938 r. w Rio de Janeiro) jest brazylijskim aktorem, komikiem, artystą stand-upowym, reżyserem i producentem teatralnym, muzykiem, malarzem i pisarzem, prowadził także własny talk show. Xangô z Baker Street opublikował w roku 1995. Książka została sfilmowana pięć lat później ‒ Jô Soares wystąpił w roli sędziego Coelho Brastosa.

 

 

Przygotowano we współpracy z: [ext_img=o]783[/ext_img]

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1467884916" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1586) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Xangô z Baker Street"

[ext_img=s]2542[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Postać jakiego powieściowego (lub filmowego) detektywa jest Twoją ulubioną? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy pięciu najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 31 lipca!

 
" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2058" ["visits_counter"]=> string(4) "6505" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [40]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2044" ["slug"]=> string(21) "ksiazka-krolowa-mafii" ["dont_use_tags"]=> string(47) "forma, film , akcja , charakter , dojrzałość" ["title"]=> string(25) "Książka: Królowa mafii" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(201) "Tajemnicza i ekscytująca Monika Banasiak, czyli Słowikowa. Oskarżono ją o kierowanie gangiem. Po wyjściu z aresztu zdecydowała się przerwać milczenie i opowiedzieć o swoim niezwykłym życiu. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(25) "Książka: Królowa mafii" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2044" ["body"]=> string(12246) "

Była żoną słynnego gangstera Słowika. Mówiono, że to związek aż po grób. Słowik budził wśród innych gangsterów strach, Monika – szacunek i podziw. Piękna dziewczyna z dobrego domu, studentka medycyny, weszła do egzotycznego dla niej świata narkotyków i zbrodni i wspięła się na sam szczyt.

[article_adv] Kochała i była wierna, nawet kiedy Słowik trafił na wiele lat za kraty. Ale w końcu spotkała innego, dla którego straciła głowę. Słowik mógłby wybaczyć jej wszystko, ale nie zdradę. Związek najsłynniejszej pary polskiej mafii się rozpadł.

Monika Banasiak fascynująco opowiada o swoim życiu w mafii, o złych mężczyznach, którzy ją otaczali, o ich żonach i kochankach, o miłości i zbrodni. To pierwsza tak szczera relacja najważniejszej kobiety w gangu pruszkowskim. Nie ma dla niej tematów tabu. Ujawnia wszystko aż do bólu.

Piotr Pytlakowski – dziennikarz, scenarzysta, autor i współautor książek Republika MSW, Czekając na kata, Alfabet mafii, Śmierć za 300 tys., Agent Tomasz i inni, Wszystkie ręce umyte, Biuro tajnych spraw, Nowy alfabet mafii, Wojny kobiet, Szkoła szpiegów i Mój agent Masa. Nakręcił kilka filmów dokumentalnych i kilkanaście reportaży telewizyjnych. Współautor scenariusza serialu Odwróceni i cyklu telewizyjnego Alfabet mafii. Jako reporter pracował m.in. w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Spotkaniach”, „Gazecie Wyborczej” i „Życiu Warszawy”. Od 1997 r. jest dziennikarzem tygodnika „Polityka”. Nagrodzony m.in. „Polskim Pulitzerem” w kategorii „dziennikarstwo śledcze” i nagrodą Adwokatury Polskiej „Złota Waga”.

Wywiad z autorem książki

Z tego, co Pan pisze, wynika, że ta książka tak naprawdę nie powstała z Pana inicjatywy i że zaproponowano Panu jej napisanie. Jakie było Pana pierwsze wrażenie po usłyszeniu tej propozycji? Czy zastanawiał się Pan, dlaczego spośród licznych dziennikarzy słynna żona gangstera Słowika zaakceptowała właśnie Pana?

Ona mnie nie zaakceptowała, ale po prostu wybrała. Nie wiem dlaczego. Może podpowiedział jej moje nazwisko mecenas, który ją reprezentował, a którego znałem już wcześniej. A może czytając moje poprzednie publikacje uznała, że nie będę napastliwy i zechcę wysłuchać jej wersji zdarzeń. Kiedy rozmawiam z bohaterami moich książek, nigdy ich nie osądzam. To pozostawiam czytelnikom. Interesują mnie motywacje tych ludzi, przyczyny dla których dokonali swoich wyborów. Ta książka jest subiektywną opowieścią Moniki. Ja tylko czasami dopytuję, aby lepiej zrozumieć tło.

Wspomina Pan, że Monika Banasiak zburzyła Pana obraz kobiety z pruszkowskiego świata. Jest ona elegancką, elokwentną, oczytaną kobietą pochodzącą z dobrego domu, która brylowała w przestępczym, gangsterskim środowisku. Czy po wspólnym napisaniu książki lepiej Pan rozumie jej postępowanie i dokonane przez nią wybory życiowe?

Myślę, że znacznie lepiej. Oczywiście łatwo popaść w ton dydaktyczny – zbłądziła, źle wybrała, przystała do świata niedobrych ludzi i powinna prosić o przebaczenie. Ale świat jest bardziej skomplikowany, nie ma tylko dwóch barw. Temperament Moniki, ta życiowa energia z którą weszła w dorosłość, dokonały wyboru za nią. Kiedy spotkała Słowika przestał się liczyć rozum, a wyboru dokonało serce. Niektóre kobiety lgną do złych chłopców. Monika była właśnie taka. I teraz za stare błędy płaci cenę.

Książka, którą napisał Pan z Piotrem Wróblem, nosiła tytuł „Mój agent Masa”, chociaż pan Wróbel podczas wywiadu kilka razy zaznaczał, że według policyjnej procedury Masa był raczej informatorem, a nie agentem. Książka o Monice Banasiak nosi tytuł „Królowa mafii”, chociaż z wywiadu wynika, że nikim takim ona nie była, nie stała na czele mafii i nie wydawała poleceń. Skąd ta przekora w doborze tytułów Pańskich książek?

Tytuł to rzecz techniczna, nie powinien łopatologicznie streszczać treści książki, ale zachęcać po sięgnięcie po nią. Sądzę, że lepiej brzmi „Mój agent Masa” od „Mój informator Masa”. W gruncie rzeczy to nieistotny szczegół. W języku potocznym współpracownik policji, czy służb jest przecież agentem. „Królowa mafii” nie oznacza, że to będzie opowieść o kobiecie, która kieruje gangiem, ale że wśród mafiosów zajmowała szczególną pozycję. No i była żoną króla.

Monika Banasiak opowiada o tym, że w więzieniu zwanym Kamczatką z lubością czytano książkę „Nowy alfabet mafii”, którą napisał Pan wraz z Ewa Ornacką. Niektórzy czytelnicy mogą niewątpliwie podziwiać i pragnąć naśladować opisywane przez Pana postaci przestępców, niezależnie do Pana konsekwentnej dziennikarskiej bezstronności. Czy nagłaśnianie działalności osób stojących na bakier z prawem może pociągnąć za sobą negatywne skutki?

Nie mam takich dylematów. Tym bardziej, że losy bohaterów moich książek nie zachęcają do naśladownictwa, bo przeważnie ci ludzie przegrali swoje życie, a niektórzy je nawet stracili. Im nie ma czego zazdrościć. Piszę o nich wyłącznie dlatego, że są obok nas i warto wiedzieć kim są, oraz dlaczego poszli w złą stronę.


Od wielu już lat specjalizuje się Pan w dziennikarstwie śledczym. Czy nie jest Pan czasami znużony tą tematyką i nie myśli Pan o jakiejś odmianie?

Nie lubię określenia „dziennikarz śledczy”, to myląca etykieta, bo w gruncie rzeczy każdy dziennikarz prowadzi jakieś swoje śledztwa. Krytyk teatralny zastanawia się, dlaczego jakieś przedstawienie poniosło klapę, a dziennikarz sportowy węszy, kiedy murowany faworyt przegrywa z fuksem. Wolę nazwę „dziennikarstwo dociekliwe”. Podobno jestem dociekliwy i tego zmieniać nie zamierzam.

Wywiad z Moniką Banasiak

Dlaczego zdecydowała się Pani na publikację książki o swoim życiu? Czy nie miała Pani oporów przed publicznym opowiadaniem o swoich osobistych i nawet intymnych doświadczeniach?

Książkę postanowiłam napisać z poczucia obowiązku mówienia prawdy ludziom których do tej pory okłamywano konfabulując na mój temat. Poza tym postanowiłam tą książką zamknąć pewien niechlubny rozdział w swoim życiu, a w moim pojęciu nie można zacząć czegoś nowego bez rozliczenia się z przeszłością. Odkrywa się nowe lądy tylko wtedy jeżeli odbija się od starego brzegu.

Oporów nie miałam ponieważ to tabloidy i media wywołały mnie do tablicy bez skrupułów wchodząc z butami w moje intymne życie; licząc mi kochanków w łóżku i pokazując zdjęcia mojej sypialni. W książce tylko prostuję albo weryfikuję te kłamliwe historie.

Dlaczego spośród licznych dziennikarzy wybrała Pani na współautora właśnie Piotra Pytlakowskiego?

Wybrałam Piotra Pytlakowskiego na współautora mojej książki, ponieważ uważam , że uprawia on jako jeden z niewielu rzetelne i profesjonalne dziennikarstwo, które w moim pojęciu powinno polegać na przedstawianiu czytelnikowi obiektywnej prawdy w sposób pozwalający każdemu na sformułowanie swoich własnych poglądów na dany temat. Czyni on to mądrze i taktownie nie obrażając nikogo i nie komentując niczego złośliwie i tendencyjnie. Dzięki temu Piotr Pytlakowski jest dziennikarzem piszącym artykuły dla "Polityki", a nie plotkarzem uprawiającym chałturę dla "Pudelka"

Ślub cywilny z Andrzejem wzięła Pani w Las Vegas, a ślub kościelny w Nazarecie, „w domu Jezusa”, jak Pani pisze w książce. To dwa krańcowo odmienne światy. Las Vegas reprezentuje blichtr i bogactwo, które nauki Jezusa stanowczo potępiają i odrzucają. Pani jednak w obu tych światach potrafi się odnaleźć. Czy nie ma w tym sprzeczności?

Człowiek z natury jest grzeszny i próżny, więc wybór miejsc w których wzięłam ślub jest właśnie przejawem tych słabości oraz mojego złożonego charakteru i fantazji z której bezlitośnie jestem rozliczana.

Co do sprzeczności, to przede wszystkim nie ma we mnie hipokryzji, której nienawidzę. Dopiero zachowanie równowagi między sprzecznościami , pozwala czynić życie prawdziwym.


Przyznaje się Pani do popełnionych w życiu błędów. Czego Pani najbardziej żałuje? Co by Pani zmieniła w swojej przeszłości, gdyby było to możliwe?

Oczywiście że się przyznaję do licznych błędów, które popełniłam w życiu; bez znalezienia w sobie własnych pomyłek i przyznania się do nich nie można się niczego nauczyć i niczego nie można zmienić. Staram się nie nazywać swoich upadków klęskami lecz raczej doświadczeniami z których czerpię naukę pozwalającą mi na unikanie w przyszłości podobnych problemów. Nie mam już czasu na popełnianie ponownie tych samych błędów. Byłaby to głupota, na którą nie mogę sobie pozwolić. Ktoś kiedyś powiedział: trzeba szybko i mądrze żyć, bo jest później niż nam się wydaje. Czy czegoś żałuję? Tak. Niewłaściwych wyborów i tego że powinnam bardziej kierować się rozumem a mniej sercem i jeszcze tego, że nie dane mi było spotkać w swoim życiu mężczyzny , który chciałby i umiał naprawdę mnie kochać. Co bym zmieniła? Chyba nic, bo przecież nie można zmienić zapisanego w gwiazdach przeznaczenia. Gdybym nie spotkała mojego byłego męża Andrzeja nie byłoby naszego wspaniałego syna, którego kocham niewyobrażalnie i który jest dla mnie najpiękniejszym darem i sensem mojego życia.

[article_adv]

Liczy Pani na to, że życie da Pani kolejną szansę i że jeszcze wróci Pani na szczyt. Jaki szczyt ma Pani na myśli? Co obecnie jest dla Pani najważniejsze?

Życie już mi dało szansę, bo jestem po tej stronie i napisałam tę książkę. Jestem na wolności dzięki prawu, które zadziałało właściwie i sądowi, który podjął taką decyzję. Jaki szczyt mam na myśli? Nigdy w moim pojęciu nie byłam do tej pory na szczycie; ktoś mi ten szczyt zbudował czyniąc mnie dla wielu królową mafii, za którą oczywiście nigdy się nie uważałam i nigdy nią nie byłam. Na jaki szczyt chcę wrócić? Chcę żyć dla siebie, na swój rachunek i dla swojego syna. Jeżeli kiedykolwiek mam się rozliczać ze swojego życia to tylko przed sobą bo nikt nie ma prawa mi tego czynić i tylko ze swoich błędów a nie cudzych popełnianych na mój rachunek. Co jest dla mnie obecnie najważniejsze? Wolność, święty spokój i rodzina i to aby źli i niewłaściwi ludzie zniknęli z mojego życia na zawsze, nie interesowali się nim, a zajęli się swoim.

 

Przygotowano we współpracy z: [ext_img=o]783[/ext_img]

 
" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1465385788" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(1968) "

KONKURS

Zdobądź książkę "Królowa mafii"

[ext_img=s]2475[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Jaka kobieca postać świata przestępczego (także tego fikcyjnego) zapadła ci w pamięć? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy pięciu najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 30 czerwca!

 
 

Przygotowano we współpracy z: [ext_img=o]783[/ext_img]

 

 

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(true) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2044" ["visits_counter"]=> string(4) "7037" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [41]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2034" ["slug"]=> string(26) "serialowe-nowosci-na-dvd-2" ["dont_use_tags"]=> string(29) "akt , akcesoria , forma , cel" ["title"]=> string(25) "Serialowe nowości na DVD" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(210) "Na DVD zadebiutowały właśnie najnowsze sezony seriali: „Dolina krzemowa”, sezon 2, „Kontra: Ostatnie uderzenie” oraz „Mentalista”, sezon 6. Premiera serialu „Gracze”, sezon 1 już 10 czerwca!" ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(25) "Serialowe nowości na DVD" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2034" ["body"]=> string(10896) "

[ext_img=o]2448[/ext_img]Dolina Krzemowa, sezon 2

Serial HBO stworzony przez Mike’a Judge, autora kultowej animacji „Beavis i Butt-Head”. Opowieść o blaskach i cieniach życia ambitnych twórców nowych technologii w Dolinie Krzemowej. Start-upy, deweloperzy aplikacji, firmy internetowe… to hasła, które elektryzują cały świat. Drugi sezon serialu już na DVD!

Kalifornijska Dolina Krzemowa to legendarna część Kalifornii będąca centrum amerykańskiego przemysłu komputerowego. Każdego dnia przybywają tam inżynierowie i specjaliści z pomysłami na nową usługę, serwis czy aplikację z nadzieją, że właśnie w Dolinie zrobią karierę na miarę twórcy Facebooka. Wśród nich jest Richard Hendriks (Thomas Middleditch) – nieśmiały, introwertyczny programista, który marzy o wielkiej karierze. Po godzinach pracuje nad przełomową aplikacją do kompresji danych o nazwie Pied Piper, która może zmienić jego życie…

Drugi sezon serialu, który podbił serca widzów na całym świecie, to jeszcze większa dawka humoru i satyry na środowisko twórców wynalazków technologicznych. Po głośnym debiucie na konferencji TechCrunch Disrupt Richard i jego zespół pracujący nad aplikacją Pied Piper będą musieli zmierzyć się z gniewem i zazdrością internetowego giganta Hooli. Czy uda im się odnieść upragniony sukces?

[ext_img=s]2444[/ext_img]

W rolach głównych występują: Thomas Middleditch („Wyborcze jaja”), T.J. Miller („Transformers. Wiek zagłady”), Martin Starr („To już jest koniec”), Kumail Nanjiani („Sekstaśma”), Zach Woods („Zapętleni”), Josh Brener („Stażyści”), Amanda Crew („Udręczeni”) oraz Matt Ross („American Psycho”).

W wydaniu DVD drugiego sezonu serialu znajdują się również wyjątkowe dodatki specjalne:

[ext_img=o]2449[/ext_img]Kontra: ostatnie uderzenie

„Kontra: Ostatnie uderzenie” to czwarta już odsłona serialu inspirowanego powieściami Chrisa Ryana – byłego żołnierza elitarnych oddziałów SAS oraz jednego z najpoczytniejszych pisarzy brytyjskich. Czwarty sezon jednej z najdroższych produkcji w historii brytyjskiej telewizji porównywanej przez krytyków do przebojowej „Szklanej pułapki” jest już dostępny na DVD.

„Kontra” to opowieść o członkach Sekcji 20 – elitarnej jednostki działającej w ramach brytyjskiego wywiadu MI6 walczącej z terrorystami na całym świecie. Głównymi bohaterami serialu są sierżant Michael Stonebridge (Philip Winchester) oraz Amerykanin Damien Scott (Sullivan Stapleton), były żołnierz elitarnej jednostki Delta Force, który dzięki służbie w Sekcji 20 odrodził się na nowo. Michael Stonebridge to trzeźwo myślący, wytrawny żołnierz, który jest strategicznym mózgiem Sekcji 20. Damien Scott z kolei po mistrzowsku włada bronią i z niezrównaną skutecznością podbija damskie serca. Jego zaczepny styl nie przypada do gustu statecznym znajomym, ale Damien zawsze dopina swego.

W czwartym sezonie serialu Stonebridge, Scott i reszta zespołu wyruszają do Bangkoku, aby rozwiązać na pozór rutynową sprawę porwania. Szybko jednak orientują się, że to zaledwie jeden z elementów skomplikowanej terrorystycznej intrygi o światowym zasięgu.

[ext_img=s]2445[/ext_img]

W rolach głównych występują znany z serialu „Camelot” Philip Winchester oraz gwiazda filmu „300: Początek imperium” Sullivan Stapleton. Partnerują im Rhona Mitra, Robson Green, Zubin Varla.

W wydaniu DVD czwartego sezonu serialu znajdują się również wyjątkowe dodatki specjalne:


[ext_img=o]2450[/ext_img]Mentalista, sezon 6

„Mentalista”, jeden z najgorętszych seriali ostatnich lat, który za Oceanem regularnie gromadzi przed telewizorami ponad 15 milionów widzów powraca kolejnym sezonem. W roli głównej nominowany do Emmy® i Złotego Globu® Simon Baker. Szósty sezon serialu już na DVD.

Patrick Jane (Simon Baker) jest niezależnym konsultantem współpracującym z Kalifornijskim Biurem Śledczym mającym siedzibę w Sacramento. I choć nie jest stróżem prawa, wykorzystuje swoje umiejętności jako mentalista, pomagając policji w najtrudniejszych i najbardziej zagadkowych sprawach. W codziennej pracy wspierają go pracownicy Kalifornijskiego Biura Śledczego: Teresa Lisbon (Robin Tunney), Kimball Cho (Tim Kang), Wayne Rigsby (Owain Yeoman) oraz Grace Van Pelt (Amanda Righetti).

[ext_img=s]2446[/ext_img]

W szóstym sezonie serialu uzbrojeni w listę podejrzanych potwierdzoną przez samego sprawcę, Patrick Jane i zespół z Kalifornijskiego Biura Śledczego (CBI) są coraz bliżej pojmania nieuchwytnego seryjnego mordercy. Tożsamość człowieka, który zamordował rodzinę Patricka zostaje ujawniona w dramatycznej kulminacyjnej scenie, ale to nie koniec całej historii! Kiedy CBI zostaje zamknięte, Jane, Lisbon i reszta ekipy łączą siły z FBI, aby rozwiązywać kolejne tajemnice…

W wydaniu DVD szóstego sezonu serialu znajdują się również wyjątkowe dodatki specjalne:

[ext_img=o]2451[/ext_img]Gracze, sezon 1

Amerykańscy futboliści są w Stanach gwiazdami budzącymi często większe emocje niż hollywoodzcy aktorzy. Najpopularniejsi z nich, których majątek liczony jest w milionach dolarów, wiodą życie, których wszyscy im zazdroszczą. Jednak kariera futbolisty nie trwa długo, a dla wielu z nich odnalezienie się na sportowej emeryturze okazuje się niezwykle trudne. To właśnie tacy sportowcy są bohaterami serialu HBO „Gracze”, w którym główna rolę zagrał Dwayne Johnson. Premiera pierwszego sezonu na DVD już 10 czerwca.

Akcja serialu „Gracze” rozgrywa się w słonecznym Miami. Spencer Strasmore (Dwayne Johnson) jest emerytowanym zawodnikiem futbolu amerykańskiego, który chce spróbować swoich sił jako menedżer innych sportowców. Grono jego najbliższych przyjaciół to: Ricky (John David Washington) – zdolny, ale wybuchowy skrzydłowy, który jest w równym stopniu znany z błyskotliwych występów na boisku, jak i ekscesów poza nim, Charles (Omar Benson Miller) – emerytowany liniowy, który ma problemy z przystosowaniem się do realiów normalnego, niesportowego życia oraz Vernon (Donovan W. Carter) – młody, świetnie zapowiadający się zawodnik, który obiecał sobie, że nigdy nie zapomni, skąd pochodzi.

[ext_img=s]2447[/ext_img]

Serial „Gracze” odsłania kulisy życia przedstawicieli jednej z najpopularniejszych dyscyplin sportowych w Ameryce. Pokazuje ich bogactwo, ale też presję, której na co dzień są poddawani. W rolach głównych występują: gwiazdor kina akcji Dwayne Johnson („San Andreas”), Omar Benson Miller („8. Mila”), laureat dwóch nagród Emmy Rob Corddry („Juto będzie futro”), Taylor Cole („Surogaci”) oraz Arielle Kebbel (serial „Pamiętniki wampirów”).

W wydaniu DVD pierwszego sezonu serialu znajdą się również wyjątkowe dodatki specjalne:

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu:  facebook.com/TVnaDVD

 

KONKURS!
Zdobądź DVD z jednym z seriali

[ext_img=s]2470[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.
Jeśli już jesteś subskrybentem naszego newslettera, nie musisz zapisywać się ponownie.

2. Napisz do nas

Napisz do nas odpowiedź na poniższe pytanie:

Jaki serial poleciłbyś do obejrzenia facetom po 40.? Dlaczego?

Przy odpowiedzi zaznacz, który z powyższych seriali chciałbyś otrzymać.


Wyślij mail na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Nagrody otrzyma 12 autorów najciekawszych odpowiedzi.

Na odpowiedzi czekamy do 31 maja!

 

 

[article_adv]

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1463645291" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2034" ["visits_counter"]=> string(4) "4119" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [42]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2028" ["slug"]=> string(23) "detektyw-sezon-2-na-dvd" ["dont_use_tags"]=> string(36) "magazyn , forma , akcesoria , horror" ["title"]=> string(31) " „DETEKTYW” Sezon 2. na DVD" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(319) "Uznany przez krytyków, hipnotyzujący serial HBO powraca z nową sprawą do rozwiązania i w nowej gwiazdorskiej obsadzie z Colinem Farrellem, Vince’em Vaughnem, Rachel McAdams i Taylorem Kitschem w rolach głównych. Nietypowe morderstwo sprawia, że krzyżują się losy trzech policjantów i pewnego przestępcy. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(25) " „DETEKTYW” Sezon 2. " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2028" ["body"]=> string(7699) "

Akcja drugiego sezonu „Detektywa” przenosi widzów do Kalifornii, w okolice fikcyjnego miasteczka Vinci. Kiedy policjant i weteran wojenny Paul Woodrugh (Taylor Kitsch) odnajduje przy autostradzie ciało Bena Caspere, skorumpowanego urzędnika miejskiego ratusza, powołany zostaje specjalny zespół mający rozwiązać zagadkę jego śmierci. Obok Woodrugh w jego skład wchodzą słynący ze skłonności do przemocy detektyw Raymond Velcoro (Colin Farrell) oraz sierżant Antigone Bezziredes (Rachel McAdams). Oficjalnie prowadzą wspólnie śledztwo. W rzeczywistości, każde z nich funkcjonuje w sieci spisków i zdrad, a rozwikłanie zagadki śmierci urzędnika niekoniecznie musi być na rękę ich przełożonym.

[article_adv]

Pracy policjantów uważnie przygląda się Francis Semyon (Vince Vaughn), miejscowy gangster próbujący zalegalizować swoje dotychczasowe interesy, co miała umożliwić transakcja z Benem Casperem. Śmierć urzędnika nie tylko obróciła plany Semyona w gruzy, ale również naraziła na poważne straty finansowe. Chcąc dowiedzieć się, kto odpowiada za morderstwo Caspere, gangster rozpoczyna własne śledztwo.

Galapagos Films przedstawia wydanie DVD drugiego sezonu „Detektywa”, kontynuacji jednego z najgłośniejszych seriali ostatnich lat. Nowe odcinki powstały na podstawie pomysłu i scenariusza Nica Pizzolatto, a ich reżyserii podjęli się Justin Lin, Janus Metz, Jeremy Podeswa, John Crowley, Miguel Sapochnik i Daniel Attias. Główne role w serialu zagrali zdobywca Złotego Globu Colin Farrell („Zimowa opowieść”), nominowana do Oscara Rachel McAdams („Sherlock Holmes”), Taylor Kitsch („John Carter”) oraz Vince Vaughn („Polowanie na druhny”).

[ext_img=s]2424[/ext_img]

Oryginalny tytuł serialu brzmi „True Detective” i jest bezpośrednim nawiązaniem do jednego z gatunków popularnej przed laty literatury groszowej (pulp fiction), a w szczególności do jej przykładów publikowanych w niewydawanym już w USA magazynie „True Detective”. W piśmie specjalizującym się w opowiadaniach kryminalnych, założonym jeszcze w latach 20. ubiegłego wieku, publikowali m.in. Dashiell Hammett, autor głośnego „Sokoła maltańskiego”, Jim Thompson, twórca „Ucieczki gangstera”, pisarka tworząca kryminały w oparciu o autentyczne wydarzenia i autorka głośnej książki „The Stranger Beside Me” o życiu i zbrodniach seryjnego mordercy Teda Bundy’ego.

[ext_img=s]2425[/ext_img]

Drugi sezon „Detektywa” fabularnie nie jest powiązany z pierwszym opowiadając o innych bohaterach oraz o innym śledztwie. – Fabularnie to zupełnie inny serial, niż ten, który znamy z sezonu pierwszego. Ma czterech głównych bohaterów, a nie dwóch, jak poprzednio. Ale łączy je pewna wrażliwość, skłonność bohaterów do zadawania pewnych pytań oraz sekrety skrywane w przeszłości – mówi Colin Farrell wcielający się w postać detektywa Raya Velcro.

Woody i Matthew zagrali fantastyczne role w pierwszym sezonie. Ten jednak jest zupełnie inny. To kompletnie inna historia z innymi bohaterami. Równie jednak intrygująca i bogata psychologicznie – dodaje Vince Vaughn odtwarzający rolę gangstera Franka Semyona.

Prace na planie drugiego sezonu „Detektywa” rozpoczęły się w listopadzie 2014. Zdjęcia do nowych odcinków serialu w całości zostały zrealizowane w Kalifornii. Pierwszy odcinek drugiego sezonu na amerykańskiej antenie telewizji HBO zadebiutował 21 czerwca 2015 roku gromadząc przed telewizorami 33,17 mln widzów, blisko milion więcej niż obejrzało premierowy odcinek sezonu pierwszego!

[ext_img=s]2426[/ext_img]

Serial został dobrze przyjęty przez krytyków, którzy chwalili kreacje aktorskie Colina Farrella, Rachel McAdams, Taylora Kitscha i Vince’a Vaughna, nastrojowe zdjęcia oraz reżyserię dynamicznych scen akcji. Entuzjastyczną recenzję opublikował dziennik „New York Daily News”, którego dziennikarz - David Hinckley - nazwał drugi sezon produkcji „jednym z tych tytułów, które zawsze będą kojarzyć się widzom ze złotymi latami telewizyjnych seriali”.

Wydanie DVD

Drugi sezon serialu „Detektyw” na DVD zadebiutował 11 maja. Sezony 1-2 dostępne będą także w pakiecie DVD, tylko w salonach empik i na empik.com

Na płytach obok 8 godzin serialu znajdą się również wyjątkowe dodatki specjalne:

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu:  facebook.com/TVnaDVD

 

KONKURS!
Zdobądź DVD z sezonem 2. serialu "Detektyw"

[ext_img=s]2427[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.
Jeśli już jesteś subskrybentem naszego newslettera, nie musisz zapisywać się ponownie.

2. Napisz do nas

Napisz do nas odpowiedź na poniższe pytanie:

Jaki filmowy lub literacki detektyw zapadł Ci najbardziej w pamięć? Dlaczego?

Wyślij mail na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Nagrody otrzyma 8 autorów najciekawszych odpowiedzi.

Na odpowiedzi czekamy do 29 maja!

 
" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1463038619" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2028" ["visits_counter"]=> string(4) "4910" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [43]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2015" ["slug"]=> string(23) "ksiazka-gen-atlantydzki" ["dont_use_tags"]=> string(10) "działanie" ["title"]=> string(26) "Książka: Gen Atlantydzki" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(317) "Największa tajemnica wszech czasów... Historia pochodzenia człowieka zostanie ujawniona. 70.000 lat temu ludzkość niemal wymarła. Przeżyliśmy, ale nikt nie wie jak. Aż do teraz. Odliczanie do następnego etapu ewolucji człowieka właśnie się rozpoczyna. Tym razem ludzkość może tego nie przetrwać… " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(15) "Gen Atlantydzki" ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2015" ["body"]=> string(3583) "

Immari od 2000 lat strzegli tajemnicy o ludzkiej ewolucji. Poszukiwali również odwiecznego wroga, który zagrażał ludzkiej rasie. U wybrzeży Antarktydy statek badawczy odkrywa tajemniczą grotę, dzięki której genialny genetyk zbliża się do dokonania przełomowego odkrycia. Miejsce jest jednak pilnie strzeżone przez obrońców zawartej tam tajemnicy.

Dr. Kate Warner przebywa w Dżakarcie, aby uciec od prześladujących ją obrazów z przeszłości. Podczas pobytu w ośrodku badawczym w Indonezji prowadzi badania nad autyzmem. Zdobyte przez nią informacje okazują się bardziej niebezpieczne niż mogła przypuszczać. Praca Kate okazuje się kluczem do wiedzy o kolejnym etapie ludzkiej ewolucji, jednak w nieodpowiednich rękach może przyczynić się do zagłady całej populacji.

Agent David Vale od dziesięciu lat próbuje powstrzymać działania Immari, jednak jego poczynania stają się coraz bardziej niebezpieczne. Informator pracujący dla Davida umiera, organizacja, w której pracuje mężczyzna jest inwigilowana, a jemu samemu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Po otrzymaniu zaszyfrowanej wiadomości o ataku Immari uświadamia sobie, że jedyną osobą, która może mu pomóc, jest Kate Warner. Razem rozpoczynają pracę nad rozwikłaniem globalnego spisku i dążą do odkrycia tajemnicy Genu Atlantyckiego oraz zagadki pochodzenia człowieka. Wyruszają w podróż do najdalszych zakątków świata, stale uciekając przed zagrażającym im Immari, którzy nie cofną się przed niczym aby uzyskać dostęp do badań Kate. David i Kate muszą ocaleć, aby uchronić ludzkość przed zagładą.

 

 

 

KONKURS

Zdobądź książkę "Gen Atlantydzki"

[ext_img=s]2401[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Wizji zagłady ludzkości w literaturze i filmie jest wiele. Która z nich wydaje ci się najbardziej prawdopodobna? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy pięciu najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 15 maja!

 
 
[article_adv]
 
" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1461659382" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2015" ["visits_counter"]=> string(4) "6801" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [44]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2006" ["slug"]=> string(41) "ksiazka-donald-trump-w-pogoni-za-sukcesem" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(46) "Książka: Donald Trump. W pogoni za sukcesem " ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(236) "Cała prawda o Donaldzie Trumpie. To pierwsza pełna biografia miliardera: od pierwszych biznesowych projektów, poprzez burzliwe życie miłosne, po zagadkę triumfu w wyścigu o nominację republikanów w wyborach prezydenckich 2016. " ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(35) "Donald Trump. W pogoni za sukcesem " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2006" ["body"]=> string(2780) "

Donald Trump prowadzi w wyścigu o nominację do wyborów prezydenckich w USA z ramienia Partii Republikańskiej, choć eksperci, dziennikarze i wyborcy długo nie mogli uwierzyć, iż jest poważnym kandydatem. Ten najsłynniejszy amerykański biznesmen, a jednocześnie polityczny prowokator, od zawsze wzbudzał wiele kontrowersji, a jego start w wyborach stanowił zagadkę dla każdego, kto próbował oceniać prezydencki wyścig wedle reguł politycznej logiki. A przecież – o czym przekonuje autor tej książki – miliarder jak dotąd rzadko stosował zwykłe metody. U podstaw jego działań zawsze też leżało głębokie wewnętrzne przekonanie, że on sam jest wyjątkową i najwspanialszą istotą ludzką. Czemu więc nie miałby zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych?

Michael D’Antonio, czerpiąc z własnych obszernych wywiadów z Trumpem i członkami jego rodziny, w tym również dorosłymi dziećmi, prezentuje najpełniejszy dotąd życiorys miliardera: od pierwszych biznesowych projektów, poprzez burzliwe życie miłosne, aż po wybory polityczne i udział w wyścigu po prezydenturę. Ta świetnie napisana biografia dostarcza odpowiedzi wszystkim, którzy wciąż pytają, kim, u licha, jest Donald Trump. Specjalista od autoreklamy, budowniczy, artysta i polityk, który pożąda sukcesu tak mocno, że graniczy to z obsesją – a jednak udało mu się zdobyć niemal wszystko, czego chciał. Czy również zdobędzie fotel prezydencki?

„Nie lubię analizować sam siebie, ponieważ mogłoby mi się nie spodobać to, co ujrzę” - mówi Donald Trump. Jego biografia opisuje triumfy i porażki miliardera oraz związane z nim skandale, drogę na szczyt i sposoby, by się na nim utrzymać. A także:

Michael D’Antonio jest uznanym i nagradzanym amerykańskim autorem książek, artykułów i scenariuszy. Zdobył nagrodę Pulitzera wraz z zespołem reporterów dziennika „Newsday” w 1984 r. Napisał wiele znakomitych pozycji, w tym duże biografie Miltona S. Hersheya i sir Thomasa Liptona.

 

 
 
[article_adv]
 
" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1460472606" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(3432) "

 

 

KONKURS

Zdobądź książkę "Donald Trump. W pogoni za sukcesem"

[ext_img=s]2380[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Który z polityków (niekoniecznie współczesnych) jest dla Ciebie inspiracją? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy pięciu najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 26 kwietnia!

 

KONKURS

Zdobądź książkę "Donald Trump. W pogoni za sukcesem"

[ext_img=s]2380[/ext_img]

Co musisz zrobić, by zdobyć nagrodę?

1. Zapisz się do naszego newslettera tutaj: 

[newsletter]

Po otrzymaniu maila potwierdź subskrypcję, to warunek wzięcia udziału w konkursie.

 

2. Napisz do nas

Który z polityków (niekoniecznie współczesnych) jest dla Ciebie inspiracją? Dlaczego?
Swoją odpowiedź wyślij mailem na adres: konkurs@facetpo40.pl

 

Autorzy pięciu najciekawszych odpowiedzi otrzymają nagrodę.

 

Na odpowiedzi czekamy do 26 kwietnia!

" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2006" ["visits_counter"]=> string(4) "2315" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [45]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "2005" ["slug"]=> string(47) "w-samym-sercu-morza-na-blu-ray-3d-blu-ray-i-dvd" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(62) " „W samym sercu morza” na Blu-ray™ 3D, Blu-ray™ i DVD " ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(234) "Najnowszy film zdobywcy dwóch Oscarów® Rona Howarda. Niesamowita historia, która zainspirowała Hermana Melvilla. do napisania ponadczasowego „Moby Dicka”. W rolach głównych Chris Hemsworth, Ben Whishaw i Cillian Murphy." ["has_superbox"]=> bool(true) ["has_superbox_main"]=> bool(true) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(27) " „W samym sercu morza” " ["superbox_avatar"]=> string(20) "superbox_avatar_2005" ["body"]=> string(15205) "

Najnowszy film zdobywcy Oscara® Rona Howarda opowiadający prawdziwą historię wielorybników toczących na środku oceanu nierówną walkę z przerażającym stworzeniem - potężnym kaszalotem. W ekranizacji opowieści, która zainspirowała Hermana Melvilla do napisania „Moby Dicka”, główne role zagrali Chris Hemsworth, Ben Whishaw, Cillian Murphy i Brendan Gleeson. Superprodukcja zadebiutowała na Blu-ray™ 3D, Blu-ray™ i DVD w ofercie Galapagos Films 8. kwietnia.

W roku 1850 pisarz Herman Melville (Ben Whishaw) odwiedza karczmarza Thomasa Nickersona (Brendan Gleeson) z zamiarem nakłonienia go do opowiedzenia o dramatycznym rejsie wielorybniczego okrętu Essex, którego Nickerson jest ostatnim żyjącym uczestnikiem. Melville, przekonany, że ta historia może stać się podstawą powieści oferuje mu za nią pieniądze. Karczmarz początkowo odmawia, ale ostatecznie zgadza się opowiedzieć o tym, co wydarzyło się na morzu 30 lat wcześniej.

W roku 1819 okręt wielorybniczny Essex wypływa w kolejny rejs. Załogą dowodzi niedoświadczony, ale pochodzący z bogatej rodziny kapitan George Pollard (Benjamin Walker), którego pierwszym oficerem zostaje wielorybniczy weteran Owen Chase (Chris Hemsworth). Relacje pomiędzy oboma mężczyznami od początku są napięte, ale kiedy ich konflikt staje się przyczyną poważnego niebezpieczeństwa, postanawiają zawiesić go na czas rejsu.

Trzy miesiące później załoga Essex ma na swoim koncie zaledwie jednego upolowanego wieloryba, a jej morale słabnie. Kapitan podejmuje decyzję o wpłynięciu na wody Pacyfiku, gdzie ma nadzieję natrafić na wieloryby. Co prawda wcześniej załoga dowiaduje się, że w tamtych okolicach grasuje potężny biały kaszalot, który zniszczył już jeden wielorybniczy okręt i zabił 6 członków jego załogi, ale historia ta brzmi tak nieprawdopodobnie, że nikt nie daje jej wiary.

[ext_img=s]2375[/ext_img]

Kiedy Essex dociera na miejsce zaplanowanych łowów okręt zostaje zaatakowany przez potężnego wieloryba. Kaszalot zatapia jedną z łodzi wielorybników oraz poważnie uszkadza ich okręt. Załoga opuszcza statek i na pokładach szalup próbuje dotrzeć oddalonego o setki mil brzegu, jednak wieloryb wciąż ich atakuje uniemożliwiając bezpieczny powrót. Na oceanie rozpoczyna się walka o przetrwanie…


— Prawdziwa historia statku Essex jest rewelacyjna. Pełna emocji, obfitująca w wydarzenia i widowiskowa, z mnóstwem nieoczekiwanych zwrotów akcji. Chociaż akcja filmu rozgrywa się w przeszłości, porusza on uniwersalne kwestie związków międzyludzkich, przetrwania, człowieczeństwa i natury, które skłaniają widzów do refleksji nad tym, kim jesteśmy jako ludzie – mówi o swoim najnowszym filmie Ron Howard.

Pomysłem na realizację filmu o załodze okrętu Essex zaraził reżysera aktor Chris Hemsworth, z którym Howard współpracował przy okazji nominowanego do dwóch Złotych Globów biograficznego dramatu „Wyścig”. To na jego planie Howard otrzymał od aktora scenariusz „W samym sercu morza”. Co ciekawe, wtedy jeszcze reżyser w ogóle nie znał historii załogi statku Essex i nie wiedział, że tekst zainspirowany jest autentycznymi wydarzeniami. – Kiedy się o tym dowiedziałem, przeżyłem szok. Z miejsca zacząłem wyobrażać sobie naturalistyczny i przejmujący film, który sam chciałbym obejrzeć, co od zawsze stanowiło dla mnie ostateczny test – wspomina Ron Howard.

[ext_img=s]2376[/ext_img]

Scenariusz spodobał mi się od samego początku. W samym sercu morza opowiada o heroizmie i ludziach zmuszanych do przekraczania kolejnych granic ludzkiej wytrzymałości w każdy możliwy sposób. Urzekł mnie też aspekt psychologiczny związany z wielorybem atakującym żeglarzy, który zbliża produkcję do thrillera. Jest coś niesamowicie tajemniczego w sposobie, w jaki to zwierzę zostało ukazane. Załoga statku Essex nie mogła zrozumieć, dlaczego wieloryb ich atakuje. Myśliwy stał się ofiarą – wspomina aktor Chris Hemsworth w filmie wcielający się w postać pierwszego oficera Owena Chase’a.

Na tę opowieść składają się trzy próby sił: walka człowieka z człowiekiem, walka człowieka przeciwko naturze i walka człowieka z samym sobą. W jaki sposób sprostać tym próbom i przeżyć? Właśnie to pytanie stanowi motyw przewodni filmu. Cała ta walka ma swój urok. Dzięki niej poznajemy siłę ludzkiego ducha – dodaje Benjamin Walker odtwarzający rolę kapitana George’a Pollarda.

Scenariusz „W samym środku morza” powstał na podstawie dokumentalnej książki pisarza i historyka Nathaniela Philbricka zatytułowanej „W samym sercu morza. Katastrofa statku wielorybniczego Essex”. – To nie tylko opowieść o żeglarzach i wyprawie, na jaką wyruszają, to także niezwykła opowieść o przetrwaniu i o tym, do czego człowiek jest się w stanie posunąć, aby ratować życie własne i swoich współtowarzyszy – zachwala książkę Philbricka producent Will Ward.

[ext_img=s]2377[/ext_img]

W ostatnich latach nowoczesne społeczeństwo zrozumiało, że wieloryby to wrażliwe stworzenia z wysoko rozwiniętą inteligencją i emocjami. Jednak scenarzysta Charles Leavitt, który wraz z Rickiem Jaffą i Amandą Silver opracował pomysł na film, zauważa, że należy patrzeć na sposób, w jaki ci mężczyźni zarabiają na życie, przez pryzmat tamtych czasów.

Nie jest to film, który gloryfikuje wielorybnictwo. Wręcz przeciwnie, pokazuje raczej jak brutalny był ten proceder – twierdzi Leavitt. – Przemysł wielorybniczy z początku XIX wieku był zasadniczo tym, czym jest obecnie przemysł naftowy, zanim odkryto, jak wywiercić dziurę w ziemi, aby pozyskiwać z niej ropę naftową. Tran rozświetlał lampy zarówno w Ameryce, jak i w Europie. Ludzie usypiali dzieci w kołyskach zrobionych z fiszbinów, a meble, kobiece gorsety, jak i mnóstwo innych rzeczy codziennego użytku były produkowane z wielorybów. Jednak życie mężczyzn pływających na statkach wielorybniczych nie miało żadnej wartości, byli tylko kolejnymi pozycjami w bilansie spółki – dodaje scenarzysta.

Historia filmu „W samym sercu morza” sięga roku 2000, kiedy jego realizację planował reżyser Barry Levinson, a produkcją zainteresowane było należące wtedy to wytwórni Disneya studio Miramax Films. Z tych planów jednak nic nie wyniknęło, a projekt po wielu latach trafił do wytwórni Warner Bros., która latem 2012 roku ogłosiła jego realizację oraz powierzenie głównej roli Chrisowi Hemsworthowi. W krótkim czasie do obsady produkcji dołączyli pozostali aktorzy, a w wrześniu 2013 w brytyjskim studiu Leavesden padł pierwszy klaps na planie „W samym sercu morza”.


Zdjęcia do filmu powstały w większość w Wielkiej Brytanii, ale ekipa pracowała również na Wyspach Kanaryjskich oraz hiszpańskich wyspach Lanzarote i La Gomera. Prace na planie trwały w sumie 73 dni.

Aktorzy wcielający się w role marynarzy chcąc wiarygodnie odtworzyć role zagłodzonych wielorybników musieli poddać się restrykcyjnej diecie pozwalającej im na spożywanie zaledwie 500-600 kalorii dziennie! Chris Hemsworth musiał schudnął blisko 20 kilogramów, co – jak wspominał podczas rozmowy z Jimmym Kimmelem – było jedną z najtrudniejszych rzeczy w jego karierze. – Mężczyźni ci tułali się po morzu całymi miesiącami, więc zanim ich odnaleziono została z nich właściwie sama skóra i kości. Prawie nic nie jedliśmy i przez cały czas przypominaliśmy sobie, że nasze cierpienie było niczym w porównaniu do tego, przez co przeszli oni. Trzymaliśmy się razem, aby podtrzymywać się na duchu i odwracać uwagę od tego, jacy byliśmy głodni – mówi Chris Hemsworth. – Od początku było jasne, co ich czeka, jednak sprostali wszystkim oczekiwaniom wiążącym się z poszczególnymi rolami z ogromną rzetelnością – chwali aktorów Ron Howard.

W zrozumieniu tego co czują rozbitkowie, aktorom pomagał Steven Callahan, konsultant ds. żeglugi morskiej i survivalu, doświadczony żeglarz, którzy przeżył katastrofę statku i przez dwa i pół miesiąca dryfował na tratwie po Atlantyku.

[ext_img=s]2378[/ext_img]

Rolę statku wielorybniczego Essex w filmie „W samym sercu morza” zagrały prawdziwy żaglowiec, używany na otwartym akwenie, oraz jego replika usytuowana w sztucznym zbiorniku w Leavesden Studios. Scenograf Mark Tildesley z zespołem przeszukali wszystkie zakątki świata, aby znaleźć statek o odpowiednich wymiarach i skali. Szybko przekonali się, że takie statki trzeba rezerwować kilka lat wcześniej. – Mieliśmy jednak trochę szczęścia. Udało nam się znaleźć w Kornwalii statek o nazwie Phoenix, który wielkością przypominał Essex, ale miał tylko dwa maszty, podczas gdy Essex miał ich trzy. Poszliśmy więc na mały kompromis – wspomina Tildesley.

[article_adv]

Następnie zespół projektowy zbudował replikę Phoeniksa usytuowaną na żyroskopie w środku ogromnego sztucznego zbiornika położonego na zewnątrz studia w Leavesden. Zespół ds. efektów specjalnych, ze specjalistą od efektów specjalnych Markiem Holtem na czele, wyposażył replikę statku w zbiorniki, które mogły być napełniane wodą lub opróżniane, aby zmienić jego zanurzenie oraz przechylać go z jednej strony na drugą, a nawet zatopić. – Kręcenie zdjęć w zbiorniku miało kluczowe znaczenie, kiedy ze względów bezpieczeństwa nie mogliśmy ich zrealizować na otwartym morzu, jak w przypadku sceny burzy lub ataku wieloryba i zatopienia przez niego statku albo innej sceny, która wymagała pracy wielu kaskaderów – mówi Ron Howard.

Na terenie studia Leavesden wybudowano również replikę miasteczka Nantucket, które w XIX wieku było światowym centrum branży wielorybniczej. Plan zdjęciowy zrobił ogromne wrażenie na pisarzu Nathanielu Philbricku. – Wraz z żoną przyjechaliśmy z Nantucket, gdzie mieszkaliśmy przez 28 lat, aby następnie znaleźć się w Nantucket z XIX wieku. Prawie padliśmy z wrażenia – wspomina Philbrick.

Jednym z największych wyzwań, z jakim zmierzyć się musieli twórcy filmu „W samym sercu morza” było wiarygodne pokazanie na dużym ekranie białego wieloryba odpowiedzialnego za tragedię wielorybników. – Zbieraliśmy informacje, a następnie analizowaliśmy zachowanie kaszalotów. Aby lepiej zrozumieć wzorce ich zachowań, spotkaliśmy się z ekspertami zajmującymi się ssakami morskimi oraz z biologami morskimi. Najbardziej interesowała mnie odpowiedź na pytanie, dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej. Nie spotkano się dotychczas z sytuacją, w której statek byłby bez przerwy atakowany przez wieloryba. To było bardzo dziwne. Zacząłem wierzyć, że zwierzę to zostało popchnięte do granic wytrzymałości, co doprowadziło do nieuniknionego starcia – wyjaśnia Ron Howard.


[article_adv]Mierzący prawie 29 metrów długości i ważący blisko 80 ton wieloryb został w filmie ożywiony dzięki wykorzystaniu technologii CGI.

Według mnie uosabia on głos natury, mówiącej "Dość!". To obrońca, który mówi wielorybnikom w jedyny znany sobie sposób, aby przestali zakłócać spokój na jego terytorium i zabijać jego rodzinę. Biorąc pod uwagę czasy, w jakich żyjemy, to niezwykle istotne przesłanie. Wydaje mi się, że widzowie będą z jednej strony chcieli, aby Chase i Pollard oraz pozostali członkowie załogi przeżyli i wrócili do domu, ale z drugiej będą kibicowali wielorybowi. Właśnie ta mieszanina emocji sprawia, że film jest jeszcze bardziej intrygujący – mówi producentka Paula Weinstein.

Kręcąc film „W samym sercu morza”, chciałem, aby epoka, w której osadzona została akcja, stała się elementem tła, aby widzowie mogli identyfikować się z bohaterami tej opowieści i z ich tragedią, która rozgrywała się na ekranie. Wykorzystałem całe spektrum swoich umiejętności, jakie udało mi się nabyć w trakcie kariery, aby spróbować przenieść widzów do tamtego świata i zabrać ich na tę wyprawę. Przeżywając tę przygodę, mają szansę jeszcze lepiej zrozumieć ludzką stronę tej historii – mówi o swoim najnowszym filmie Ron Howard.

Wydanie Blu-ray™ i DVD

Film „W samym sercu morza” na Blu-ray™ 3D, Blu-ray™ i DVD zadebiutował 8. kwietnia. Na płytach obok filmu znajdą się również wyjątkowe dodatki specjalne.

Wydanie Blu-ray i Blu-ray 3D:

Wydanie DVD:

Więcej informacji o premierach DVD i Blu-ray na profilu:  facebook.com/TVnaDVD

 

 

" ["ancestor_id"]=> string(1) "7" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1460106919" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "49" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_2005" ["visits_counter"]=> string(4) "4993" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "49" ["name"]=> string(15) "Książka, film" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "5" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(15) "Książka, film" ["about"]=> string(144) "Książka dla faceta? Dowiedz się, co warto czytać, na co się wybrać do kina i do których filmów wracać. Męska kultura z dobrej półki." ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(true) ["slug"]=> string(14) "0-ksiazka-film" ["lft"]=> string(2) "35" ["rgt"]=> string(2) "36" ["level"]=> string(1) "2" } } [46]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "1999" ["slug"]=> string(11) "bhutan-2014" ["dont_use_tags"]=> string(32) "autorytet , awans , ciało , cel" ["title"]=> string(11) "Bhutan 2014" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(667) ""Jest coś tajemniczego we wszystkim, co jest związane z podróżą, tym symbolem życia, gdyż nawet ci, którzy siedzą na miejscu, wciąż przecież dokądś dążą i szukają czegoś, i nigdy nie są pewni jutra." - bardzo trafne ale nie moje. To słowa prekursora polskiego reportażu podróżniczego, Wacława Sieroszewskiego. Również jechał na Daleki Wschód. Rownież w doborowym towarzystwie, którym był znany podróżnik Bronisław Piłsudski brat naszego Marszałka. Zasadnicza różnica między naszymi wyprawami to fakt że ja jadę dobrowolnie a Sieroszewski był mocno "namawiany" przez carską ochranę. Raczej nie miał możliwości odmówić." ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(38577) "

Wstęp

Za tydzień nadejdzie ten od kilku miesięcy oczekiwany dzień. Ruszamy do Bhutanu. Muszę powiedzieć że od razu pomysł tej wyprawy bardzo mi się spodobał. Chciałem osobiście sprawdzić które z wyobrażeń o Bhutanie funkcjonujących w świecie jest prawdziwe. Czy jest to raj na ziemi czy kraina całkowicie odizolowana od świata? A może jedno i drugie albo żadne z nich? Zobaczymy :-)

[article_adv]A tak prawdę mówiąc to najbardziej intryguje mnie odpowiedź na pytanie: „ jak udało się przeprowadzić ten kraj i jego społeczeństwo w tak krótkim czasie z epoki feudalizmu do czasów współczesnych z zachowaniem niezwykłego piękna przyrody, nieskażonego środowiska, wspaniałej architektury i żywej kultury duchowej?” Przecież dopiero w 1956 roku zniesiono niewolnictwo!! Jak mądry musiał być władca któremu udało się w prawie bezkonfliktowy sposób przygotować swój naród na spotkanie, żeby nie powiedzieć zderzenie, z konsumpcyjnym światem?

Jaki wpływ na to miała wymyślona przez owego władcę filozofia rządzenia mierząca postęp kraju poziomem szczęścia narodowego brutto. Może to jest odpowiedź na ewidentnie bankrutująca filozofię mierzenia rozwoju i postępu za pomocą produktu krajowego brutto.

Mam nadzieję że dwutygodniowy pobyt przybliży mnie a przy okazji wszystkich śledzących moje relacje do odpowiedzi na postawione powyżej pytania.

Jednocześnie cieszę się że będę miał możliwość połączenia dwóch swoich pasji czyli jazdy na motocyklu i podróżowania. Bhutan był przez setki lat niedostępnym odciętym od świata krajem nie z przyczyn politycznych lecz tylko i wyłącznie z przyczyn geograficznych. Do dzisiaj sieć drogowa praktycznie nie istnieje. Dlatego najlepszym wręcz wymarzonym środkiem przemieszczania się po Bhutanie jest motocykl. Na szczęście jedyne 10 sztuk KTM-ów LC4 Adventure dostępnych w tej części Azji jest do naszej dyspozycji :-).

Zapraszam wszystkich na wspólne zgłębianie Tajemnic Królestwa Grzmiącego Smoka.

Druga różnica to czas podróży. Oni podróżowali podczas mrozów nas jak widać czeka piękna pogoda.

Przelot

Jestem już po odprawie. Dojazd do Warszawy zajął mi nieco ponad trzy godziny i to bez szaleństw po drodze. Ostatnio złapali mnie na A4 i wlepili 10 pkt więc muszę uważać :-).

Co prawda tylko do połowy maja bo zapisałem się na kurs anulujący 6 pkt. ale na razie trzeba zbastować.

Teraz dwa dni w drodze :-(. Głownie samolotami więc trzymajcie za nas kciuki. Jak już wylądujemy na ziemi pod granicą z Bhutanem będzie lepiej.

Niestety dopadła mnie gorączka podróży i prawie nie spałem. Nie pozostaje nic jak kupić coś na lekkie "znieczulenie" i udać się w objęcia Morfeusza. Do Dohy osiem godzin lotu więc jest trochę czasu na relaks.

A oto moja trasa na najbliższe dwa dni.

Dzień 1

[ext_img=s]2325[/ext_img]

Dzisiejszy dzień nie zaczął się najlepiej. Po dwóch dniach spędzonych w podróży pięć godzin snu to zdecydowanie za mało. Obudziłem się nieprzytomny i nawet nie wiedziałem gdzie jestem. Ale jakoś zwlokłem się na śniadanie. Po śniadaniu motocykle już czekały przed hotelem. Wsiedliśmy na nie i od razu zaczęła się wspinaczka.

Teraz dopiero zrozumiałem co to znaczy geograficznie niedostępny kraj. Droga od Indii do Bhutanu przez 80 km wiedzie serpentynami. Maksymalna prosta to 50 m. Szerokość taka że dwa auta mają problem żeby się wyminąć. Na szczęście my na naszych KTM-ach możemy korzystać z pobocza :-). No i najważniejsze czyli widoki. Po drodze oczywiście obowiązkowy lunch. Pyszny oczywiście :-). Po lunchu wychodzimy przed restauracje a nasze sprzęty ustawione jak pod sznurek. Dziwimy się po raz pierwszy i ostatni. Pózniej stwierdzimy że taki jest standard naszej obsługi :-)

W sumie przejechanie 160 km zajmuje nam siedem godzin. Nikt z nas wcześniej nawet nie przypuszczał że może to tyle trwać. Po siedmiu godzinach dojeżdżamy do Paro. Najpierw wizyta w jednym z trzech muzeów narodowych Bhutanu. Jak to my, starzy globtrotterzy zwykliśmy mowić "jaj nie urywa ale zwiedzić trzeba".

Po drodze jeszcze znajdujemy czas żeby odwiedzić Dzong w Paro. Zdecydowanie ciekawsze doznania.

Przed kolacją mamy zafundowany kurs strzelania z łuku. Ostatecznie to narodowy sport hutańczyków :-). Wyników nie mamy super ale trup ściele gęsto i ogólnie jest bardzo wesoło.

Na koniec ładujemy w najstarszym hotelu w Paro. Warunki super. Dwuosobowe bungalowy i bardzo dobra kuchnia. Gorzej z internetem ale to nadrobię jutro.


Dzień 2

[ext_img=s]2326[/ext_img]

To już drugi dzień naszego pobytu w Bhutanie. Wstaje się już zdecydowanie lepiej. Jednak śniadanie o 6.30 to zdecydowanie dla mnie za wcześnie dlatego rezygnuję z niego żeby trochę dłużej pospać i spokojnie spakować rzeczy. Przed hotelem wita mnie rząd pięknie ustawionych KTM-ów. Powoli przestaje mnie to dziwić :-)

Wsiadamy na moto i ruszamy przed siebie. Rano zawsze najważniejsze jest żeby wjechać na lewą stronę jezdni. Pózniej już jakoś się pamięta. Myślałem że ruch lewostronny sprawi mi większy kłopot :-)

Dzisiejszy główny punkt programu to Tygrysie Gniazdo. Chyba najbardziej znany i obfotografowany zabytek w Bhutanie. Jedyny minus tego przedsięwzięcia to sześciokilometrowe podejście o przewyższeniu 500 m. Wjeżdżamy na wysokość 2700 m.n.p.m. a wejść musimy na 3200. Trzeba przyznać że jest to niemały wysiłek ale warto.

[article_adv]

W połowie drogi robimy przerwę na kawę i fotki. Nie wiadomo co bardziej podziwiać. Pojawiający się w oddali klasztor czy pięknie kwitnące rododendrony. Wykorzystujemy ten krótki moment przerwy żeby się spotkać wić razem kawę i zrobić fotkę grupową przed atakiem na szczyt. Kto wie czy się jeszcze spotkamy w tym gronie :-)

Oczywiście i tutaj znajdziemy mięczaków korzystających z pomocy biednych zwierzątek. My oczywiście wspinamy się o własnych siłach. W końcu ostatnia platforma widokowa z której robię zdjęcia klasztoru takie jak we wszystkich wydawnictwach reklamowych. Jednak różnica jest zasadnicza te są MOJE!!!

Po zwiedzeniu Tygrysiego Gniazda zaczynamy powrót. Po jakimś czasie wszyscy meldują się na dole i jedziemy do stolicy Bhutanu - Thimphu.

Musimy zaliczyć oczywiście największy pomnik jakiegoś tam bożka. Bożka nie pamiętam a najwiekszych pomników jest kilka na świecie. Pózniej zajeżdżamy w odwiedziny do zwierzątka nazywanego Takinem. Podobno bardzo ważny ale moim zdaniem Magda w towarzystwie pieska i kózki stanowiła ciekawszy widok niż Takin który odwrócił się do nas tyłkiem.

W tym momencie bardzo usatysfakcjonowani udaliśmy się na zakupy i piwo. I to by było na tyle w dniu dzisiejszym.

Dzień 3
Timphu - Punakha 100 km

[ext_img=s]2327[/ext_img]

Dzisiejszy dzień zapowiadał się bardzo interesująco. Najpierw bardzo sprawne pakowanie przed hotelem. Nie muszę dodawać że KTM-y czekają w rządku. Ola z Samborem zaplanowali super atrakcje. Można powiedzieć że aż za dużo jak na jeden dzień :-). Jednak nie byłbym sobą gdybym nie dołożył czegoś od siebie. Ale po kolei.

Pierwszy punkt programu przełęcz Chodula. Droga do niej wiodła bajecznymi serpentynami które odprowadzały nas do motocyklowej euforii. Niektórzy mieli nawet problem z okiełznaniem tej euforii, ale o tym pózniej. Teraz jesteśmy na przełęczy która słynie ze słynnego bhutańskiego monumentu zwycięstwa w formie 108-iu czakarów. Zwycięstwo to miało miejsce nad partyzantką indyjską, a bardziej indyjskimi rzezimieszkami którzy zrobili sobie z Bhutanu bazę wypadową do swoich ekscesów na terenie Indii. Sam Król stanął na czele "armii" i pożegnał łobuzów. Ponieważ armia bhutańska okupiła to zwycięstwo wielką daniną krwi w postaci czterech zabitych żołnierzy, na pamiątkę tego wydarzenia postawiono ten monument. Na dodatek z przełęczy rozpościera się wspaniały widok na najwyższe góry Bhutanu które stara się pokazać nam nasz cicerone. Proszę nie regulować ostrości, nam też nie udało się dostrzec tych gór. Ale kierunek jak najbardziej właściwy :-).

Następny punkt programu to kawa, herbata w restauracji na przełęczy. Poczęstowano nas herbatą przyrządzaną na sposób bhutański. Świństwo nieprawdopodobne. Na dodatek chyba właśnie ta herbata, jak stwierdził Sambor, stała się przyczyną dodatkowych atrakcji jakie zafundowałem grupie. Mając ciągle jeszcze w ustach smak tego świństwa nie mogłem skoncentrować się wystarczająco na jeździe. W jeden z zakrętów wszedłem trochę za szybko i trochę za szeroko. W sam raz na czołówkę z "Tatą". To takie duże indyjskie ciężarówki. Nie muszę dodawać że oczywiście nie miała ona prawa znaleźć się w tym miejscu akurat o tej porze. Niestety na dyskusje było już za późno. Jedyne co mi pozostało to puścić bike'a i próbować samemu nie wtoczyć się pod ciężarówkę. Uff, udało się. Motocykl został przez "Tatę" przemielony, mnie oszczędził :-). Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to to że będę resztę wyprawy odbyć w towarzyszącym nam Hiluxie. Horror. Na szczęście Ola była tak wspaniałomyślna że oddała mi swój motocykl a sama wsiadła z Samborem jako plecak. DZIĘKI !!!

Załadowanie KTM-a zabrało nam chwilkę. Tu wyszła na jaw moja przezorność. Dzięki temu że wybrałem na przeciwnika dużą ciężarówkę nie było problemu z transportem. Wystarczyło wrzucić moto na kipę i w drogę. Niestety straciliśmy dwie godziny ponieważ spóźniliśmy się 13 minut na przejazd. Drogi są tutaj w ogromnej większości w budowie i przejazd odbywa się w trybie wahadłowym.

Tak na marginesie to całe to wydarzenie nagrała Agata która jechała tuż za mną i oczywiście spisała się na medal. Niestety film ten został przez szefostwo ocenzurowany jako zawierający drastyczne sceny i nie można go udostępniać do czasu powrotu do kraju ze względu na zdrowie psychiczne rodzin uczestników :-) Jak tylko puszczono ruch pojechaliśmy w kierunku Punakhi, dawnej stolicy Bhutanu. Droga była w przebudowie i dostarczała nam masę przyjemności jazdy w piachu i błocie.

W Punakha oczywiście musieliśmy w pierwszej kolejności obejrzeć Dzong Punakha. Niesamowita budowla. Tak jak "Tygrysie Gniazdo" robiło wrażenie ze względu na swoją niedostępność tak Dzong Punakha powala architekturą, ornamentami i wspaniałą historią.

Tutaj właśnie odbywają się wszelkie uroczystości państwowe typu koronacja itp. Świadomość tego że Bhutańczycy już w XVII wieku wznosili tak piękne budowle zmusza nas do innego spojrzenia na to społeczeństwo.

Po postoju na kilka fotek pojechaliśmy obejrzeć klasztor w którym kształcą się mniszki. My tu podniecamy się jakimś "grnderem" a ojciec królowej matki już kilkadziesiąt lat temu wprowadził go tutaj fundując klasztor dla dziewcząt. Prosto z klasztoru udaliśmy się do hotelu gdzie jak zawsze powitano nas gorącą herbatą.

Bagaże oczywiście zaniesione do pokojów. Później kolacja a aktualnie buteleczka lokalnej whisky w intencji za moje ponowne narodziny:-).


Dzień 4
Punakha - Trongsa 168 km

[ext_img=s]2328[/ext_img]

Dzisiejsza relacja będzie trochę inna od poprzednich. Głównymi bohaterami będą przyroda i ludzie. Darujemy sobie przygody typu wczorajszej.

Ekipa jak zawsze super punktualna. Nie ma mowy nawet o minutowym spóźnieniu. To naprawdę wyjątkowe zjawisko. Wyjeżdżamy z gościnnego hotelu i udajemy się na wschód, bynajmniej nie w poszukiwaniu cywilizacji a raczej wręcz przeciwnie. Z każdym kilometrem na wschód przyroda staje się bardziej bujna, zieleń soczysta a zapach wprowadza nas w atmosferę dżungli. Dokładnie tak sobie wyobrażałem Bhutan. Rzeczywistość zaczyna pokrywać się z wyobrażeniem. Właściwie cały dzień to wielka frajda z jazdy. Sporo kawałków dróg bez nawierzchni. Można powiedzieć prawie offroad. A wszystko to w bajecznej scenerii niesamowicie zuelonych lasów, serpentyn wijących się wsród skał i wodospadów. Na poboczu albo na środku drogi pasące się Jaki. Czy może być piękniej? Pewnie będzie w następne dni :-). I jeszcze jedna uwaga. Nie ma lepszego środka lokomocji na zwiedzanie Bhutanu jak motocykl. Przy złej jakości a często wręcz braku dróg, korzystając z auta terenowego można w tym samym czasie zobaczyć połowę tego co na moto.

A teraz trochę chronologii. Po pierwszym odcinku tym najbardziej offroadowym zatrzymaliśmy się na herbatkę w klimatycznej restauracji. Herbatka jak herbatka ale ja najbardziej byłem zadowolony z fotki dwojga rowerzystów i z nowego penisa :-)

[article_adv]Po przerwie ruszyliśmy do doliny Phobjikha. Przed rozjazdem zrobiliśmy zbiórkę którą wykorzystałem na zrobienie kilku fotek. Najlepsza jest oczywiście Agaty. A tych dwóch mnichów z kolei zbiera siły na podejście do klasztoru. My rownież zwiedziliśmy klasztor który jest klasztorem innego odłamu buddyzmu. Muszę powiedzieć że jestem pod wrażeniem głębi wiary i jej żarliwości u Bhutańczyków. Wydaje mi się że wiara i oparcie w mądrym władcy dają im duże poczucie bezpieczeństwa i odrębności. Wpływa rownież na ich sposób bycia pełen godności ale przyjazny żeby nie powiedzieć przyjacielski. Niestety w żadnym z klasztorów czy dzongów nie wolno robić zdjeć. Dlatego tych wnętrz i modlących się ludzi nie zobaczycie. Chyba że przyjedziecie z ADVfactory do Bhutanu. Polecam :-)) Jak widzicie trzeba się nawet rozebrać od góry i od dołu, więc co tu mowić o fotografowaniu.

Ponieważ w środku nie można robić zdjeć zrobiłem kilka fotek na zewnątrz. Następny punkt programu to przełęcz Pelela na wysokości 3300 m n.p.m. Ponieważ z przełęczy wiodła dróżką jakieś kilkadziesiąt metrów w górę nie omieszkaliśmy z niej skorzystać. Sambor zfrunał na dół a my spokojnie zajechaliśmy.

Po drodze jeszcze jakaś stupa czyli mówiąc normalnie rodzaj budowli sakralnej. Mnie bardziej podobały się towarzyszące temu "okoliczności przyrody" oraz nowy patent Magdy na wysięgnik do GoPro. Myślę że jak wrócą do siebie Jacek zajmie się wnioskiem patentowym:-).

Pozostało nam do celu podróży już niewiele kilometrów. Ze względu na padający deszcz opuściliśmy sobie punkt widokowy na Dzong Trongsa i pojechaliśmy prosto do hotelu. Oczywiście jak zawsze powitała nas herbatka, wniesienie bagażów i nowość w postaci ciepłych wilgotnych ręczników. Ponieważ deszczowi towarzyszyło lekkie ochłodzenie, ciepłe rzeczniczki były jak najbardziej na miejscu. Na koniec pyszna kolacja, tradycyjnie whiskaczyk i pogawędki.

Dzień 5
Trongsa - Jakar 90 km

[ext_img=s]2329[/ext_img]

Prognoza pogody jaką nam zaserwował wieczorem nasz bhutański opiekun Dorji na szczęście się nie sprawdziła. Zamiast zimna i deszczu było ciepło i słonecznie. Nie mogliśmy nie skorzystać z takiej okazji i nie wypić kawy na tarasie z przepięknym widokiem na góry.

Tak na marginesie, to wybierając się do Bhutanu nie warto patrzeć na prognozy pogody. Sprawdziliśmy wiele prognoz i żadna nawet nie była zbliżona do rzeczywistości. Na dodatek potrafi się ona zmienić diametralnie z minuty na minutę. Pierwsza cześć dnia to zwiedzanie. Na pierwszy plan poszedł Dzong Trongsa. Największy i najbardziej niedostępny ze wszystkich dzongów. Umożliwiał w dawnych czasach kontrlę nad całym krajem. Ponieważdzongi od zawsze pełniły rolę zarówno administracyjną i religijną ich położenie miało bardzo istotne znaczenie. Co prawda pierwszy napotkany mnich nie wydawał się być uszczęśliwieni naszą wizytą ale dalej było zdecydowanie przyjemniej. Pózniej zwiedziliśmy jeszcze Muzeum Narodowe gdzie obok eksponatów mogliśmy obejrzeć film o Bhutanie.

Po części turystycznej nastąpiło to co zawsze jest przez nas najbardziej oczekiwane czyli jazda czyli jazda. Do Bumthangu mieliśmy tylko jakieś 80-90 km. ale w Bhutanie to nie jest mało. Szczególnie że musielismy wspiąć się na przełęcz Yutongla na wysokość 3400 m n.p.m. I zjechać do miasteczka Jakar na wysokości 2680 m n.p.m. gdzie mieści się nasz hotel. Całą drogę wykorzystaliśmy na rozkoszowanie się jazdą, robienie zdjeć i kręcenie filmów. Po drodze był jak zwykle lunch. Może niezbyt obfity ale nie taki zły żeby aż się modlić. Zjedliśmy go u Szwajcara u którego w hotelu będziemy dzisiaj i jutro nocowaći i który jest jednocześnie członkiem klubu motocyklowego BHUTAN DRAGONS MC. Widoki podczas lunchu przepiękne chociaż Sambor wydaje się być trochę znudzony :-). Po lunchu już w asyście Bhutan Dragons pojechaliśmy do Jakaru. Najpierw zawieźli nas do sklepu z wyrobami z wełny Jaka za niesamowicie małe pieniądze. Moja czapka o której zawsze marzyłem kosztowała 25 zł. Ze sklepu przeciągnęli nas piękną trasą do samego Jakaru. To chyba był najpiękniejszy dzisiejszy kawałek trasy. Na koniec dnia zaczęło padać czyli znowu mieliśmy szczęście:-)

Wieczór dostarczył nam również niesamowitych wrażeń. Zostaliśmy zaproszeni na kolację do Bhutan Dragon. Jeden z członków jechał na to spotkanie 14 godzin bez przerwy żeby dotrzeć na czas. Ja próbowałem się zabarykadować ale zostałem wywleczony siłą. Po lunchu wiedziałem już że chcąc niechcąc ze względu na swój wypadek będę "gwiazdą wieczoru" a jakoś nie marzyłem o takiej popularności w Bhutanie. Oczywiście film Agaty wzbudzał ogromne zainteresowanie a reakcje były dość burzliwe:-). Po części oficjalnej był wspaniały obiad i tort urodzinowy. W sumie cały wieczór był przesympatyczny ze wspaniałym jedzeniem. Mieliśmy rownież okazję skosztować z baniaczka bhutańskiego alkoholu. A na początek żeby nas odpowiednio uhonorować dostaliśmy po kieliszeczku polskiej żubrówki. Po imprezie razem "wyskoczyliśmy na miasto" żeby zobaczyć jak bawią się lokalesi.

Wylądowaliśmy w bhutańskim klubie karaoke. Było na co popatrzeć. Ponieważ kręciłem filmy i robiłem zdjęcia zostałem oddelegowany do pierwszego rzędu. Było miło :-). Niestety ze względu na to że jutro mamy kawałek offroadu około dwunastej wróciliśmy do hotelu i tak do końca życia nocnego i zwyczajów Bhutańczyków nie udało mi się zgłębić :-).

Przed snem zrobiliśmy jeszcze buteleczkę K5 i to by było na dzisiaj wszystko.


Dzień 6
Przejażdżka po okolicy

[ext_img=s]2330[/ext_img]

Dzisiaj pierwszy raz podczas całej wyprawy nie musimy się pakować ponieważ w planach mamy zwiedzenie dzongu dwóch świątyń i przejażdżkę po okolicznej dolinie. Zaczynamy od Dzongu Jakar pózniej najstarszej świątyni w Bhutanie i na koniec dla wielu Bhutańczyków najważniejszej świątyni gdzie Guru Rimpoche w wyniku długotrwałych medytacji zostawił odcisk swojego ciała a właściwie cielska biorąc pod uwagę jego rozmiar. Reasumując tę część dnia można powiedzieć że pobiliśmy rekord w zakładaniu i zdejmowaniu butów. Jak wiadomo jest to warunek żeby móc wejść do jakiegokolwiek miejsca w świątyni które jest związane z obrzędami religijnymi. Sambor, zdesperowany, oferował już naprawdę niezłe stawki za zdjęcie i założenie butów ale wszyscy byli tak zmęczeni że nie znalazł się chętny:-)

Po części oficjalnej jak zawsze przejażdżka. Na dzisiaj Ola z Samborem zaplanowali wypad na koniec doliny gdzie ze względu na fakt że droga jest szutrowa a na samym końcu wręcz offroadowa mało kto dociera. Było to widać po reakcjach zarówno ludzi jak i zwierząt które nie przyzwyczajone do ryku silników bardzo łatwo się płoszyły. Na koniec zwiedziliśmy święte miejsce Bhutańczyków Płonące Jezioro. Małe ale niesamowicie piękne.

To był taki trochę lajtowy dzień. Wróciliśmy do hotelu już ok. 16-tej. Czyli można ponadrabiać zaległości w kontaktach ze światem. Kącik wifi jak zawsze mocno oblegany. Jutro przed nami długa i podobno niebezpieczna droga więc trzeba się zrelaksować.

Dzień 7
Bumthang - Mongar, dystans 198 km

[ext_img=s]2331[/ext_img]

Dzisiaj w planach mieliśmy tylko jazdę. Co prawda to tylko 198 km ale w bhutańskich warunkach to cały dzień jazdy. Oznacza to że nie będzie świątyń i wielokrotnego wietrzenia skarpetek czyli wieczorem czeka nas pranie :-). Ale to wieczorem a najpierw trzeba było dojechać. Pogoda jak zawsze nam dopisała. Ranek co prawda bardzo rześki ale przecież to 2680 m n.p.m. więc nie ma się czemu dziwić. Szybkie tankowanie bo na wschodzie są problemy ze stacjami i ruszamy. Tak jak szybko ruszyliśmy tak samo szybko musieliśmy się zatrzymać ponieważ okazało się że z trzech KTM-ów cieknie paliwo. Nasz mechanik dość szybko sobie z tym poradził i zaczęła się wspinaczka. 93 km pod górę na wysokość 3750 m n.p.m. Krajobrazy nieprawdopodobne. Każdy jechał swoim rytmem co chwila zatrzymując się żeby popatrzeć i popstrykać zdjęcia. Droga oczywiście bardzo wąska i kręta. Obok drogi na ogół strome urwiska i jak zawsze sporo offroadu. Bhutańczycy mają ogromne problemy z utrzymaniem dróg w całości. Technologia budowy jest bardzo prosta, podbudowa mineralna i nawierzchnia bitumiczna. Podczas monsunowych osunięć nie ma szans wytrzymać. Dlatego dość często kończy się asfalt i zaczyna zabawa :-)

[article_adv]A jeżeli chodzi o przełęcz Thrumshingla na którą się wspinamy to w ogóle wielokilometrowy odcinek przed i za przełęczą jest to droga szutrowo-skalista. Jest podzielona na kilka odcinków przydzielonych różnym ekipom drogowym które na bieżąco usuwają uszkodzenia i starają się utrzymać przejezdność przez przełęcz. Było nie było to jedyna droga łącząca wschód z zachodem kraju. Zjeżdżając mieliśmy okazję zobaczyć taką ekipę w akcji. Koparka usuwała skał z drogi słuchając je w przepaść. Na szczęście trwało to tylko niecałą godzinę a nasz mechanik naprawiał pracujący na tym odcinku drogi kompresor :-)

Ale wróćmy do chronologii zdarzeń. Nasza radość po osiągnięciu przełęczy nie miała granic. Na ogół jest ona spowita mgłą tymczasem na nas czekał piękny widok na pasmo Himalajów i najwyższe ośnieżone szczyty Bhutanu. Jak na razie szczęście nam sprzyja pod każdym względem. Kilka kilometrów za przełęczą zjedliśmy lunch. Standard już zupełnie inny. Jednak wschód i zachód dzieli duża różnica w rozwoju. Najlepszym przykładem jest to że na zachodzie praktycznie każdy mówi biegle po angielsku a tutaj trudno kogoś takiego spotkać. Ale niedługo się to zmieni. Obowiązkowa nauka angielskiego od 5-go roku życia zrobi swoje. Tak,tak od piątego roku. Tak zaczynają naukę dzieci w Bhutanie i nie mają z tym problemu.

Po lunchu zaczął się zjazd. Od kilku dni byliśmy przestrzegani przez wszystkich przed tym ponoć najbardziej niebezpiecznym odcinkiem drogi w Bhutanie. Mówili o tym zarówno nasi znajomi z BHUTAN DRAGON, a nie wyglądali na strachliwych:-) jak i nasz przewodnik i mechanik. Wzięliśmy sobie te ostrzeżenia do serca i ruszyliśmy w drogę. Rzeczywiscie były one uzasadnione. Droga jak zawsze bardzo kręta. Wzdłuż drogi urwiska i na dodatek bardzo wąsko. Dwa auta jadące z naprzeciw nie mają szans się wyminąć. Muszą oba zjechać na pobocze o ile takie jest. Jeżeli nie muszą poszukać :-)). Po raz pierwszy zobaczyłem znak "nakaz trąbienia" przed każdym zakrętem i lepiej to robić bo może nam uratować życie. Oczywiście nie muszę pisać że znowu zatrzymywaliśmy się co chwilę ponieważ roślinność robiła się coraz bardziej bujna wręcz tropikalna. Odczuwało się zwiększoną wilgotność w powietrzu. Tak zjechaliśmy do małego miasteczka na wysokości 600 m n.p.m.

Oznacza to że zjechaliśmy 3150 km w dół. Mój najdłuższy zjazd w życiu. Pózniej pozostało nam tylko wspiąć się 900 m górę do celu dzisiejszego dnia - miasteczka Mongar. Kolejne 30 km pięknej drogi i jesteśmy w hotelu. Widać że to dużo biedniejszy region ale hotel jak zawsze bardzo dobry. Jak zawsze powitała herbatka i bagaże w pokoju. Można się zrelaksować i przeżyć jeszcze raz cały dzień.


Dzień 8
Mongar - Trashigang, dystans 92 km

[ext_img=s]2332[/ext_img]

Jezu ale się wyspałem. Pełne osiem godzin, coś pięknego. Wyjazd o 10-tej więc spokojnie jest czas na wszystko. Pakowanie super sprawne jak zawsze, motocykle ustawione pod linijkę, jak zawsze :-). Pora ruszać. Byliśmy nastawieni na dzień , po wczorajszym dniu, bez wrażeń a tu wręcz przeciwnie. Droga z Mongaru do Trashigang nie jest ani mniej piękna ani mniej niebezpieczna. Ale dlaczego miałoby być inaczej. W Bhutanie żeby dojechać z punktu A do punktu B zawsze trzeba zjechać na dół żeby pózniej wspiąć się w górę. Innej opcji nie ma. A każda droga u szczytu gór wiedzie wzdłuż przepaści i urwisk. I prawdopodobnie jeszcze długo tak będzie. Oczywiście w dzisiejszym świecie wielkich ponadnarodowych korporacji i banków bez problemu pieniądze na budowę infrastruktury drogowej by się znalazły. Jednak Bhutan świadomy zagrożeń jakie niesie za sobą globalizacja próbuje się przed nią bronić pewną formą izolacjonizmu. Oby im się udało. Dla nas motocyklistów to istny raj i oby pozostał nim jak najdłużej.

Oczywiście nie muszę dodawać że widoki były nieprawdopodobne. O zapachu tropiku nie wspomnę bo nie mam go jak nagrać :-).

Wszędzie oczywiście spotykamy wspaniałych ludzi. W Bhutanie to norma. Tak zjeżdżając w dół docieramy na dno doliny wzdłuż której płynie piękna rzeka. Sambor znajduje dojazd kawałkiem offu i za chwilę chodzimy zmęczone ciała w nurcie rzeki. Za chwilę Dorji i Gogo dojeżdżają z lunchem i jest niesamowicie bajecznie oraz bardzo wesoło.

Po lunchu znów zaczynamy na zmianę wspinać się i zjeżdżać aż do samego Trashigangu. Tuż przed miastem znów trafiamy na osuwisko skalne i czekamy aż koparka je uprzątnie.

[article_adv]Po pokonaniu przeszkody Piotrek łapie gumę. Ponieważ jego KTM ma z przodu dawie tarcze a na aucie serwisowymsą tylko zapasy z jedną tarczą nasz mechanik Gogo wpada na genialny pomysł. Dojedzie na tym flaku kilka kilometrów do wulkanizatora. Pomysł sam w sobie może nie najgorszy tylko Gogo jak to ma w zwyczaju odkręcił manetkę na full i wyglebił. Nie zraził się tym jednak i mimo prób Sambora odpalił jeszcze raz maszynę i na pełnym gazie dojechał do serwisu. Niezły kozak, może niezbyt rozsądny ale odważny. My Polacy lubimy takich :-) Po tym incydencie podążyliśmy do jedynej w dniu dzisiejszym świątyni. Ze względu na bliskość Tybetu dają się zauważyć ornamentyki o charakterze tybetańskie. Jest bardzo czysto, schludnie i kolorowo.

Ze świątyni jedziemy prosto do hotelu. Podjazd to prawdziwy offroad. Mnie dwa razy gaśnie silnik. Mam z nim problemy cały dzień. Melduję o tym Gogo który jest naszym mechanikiem. Gogo odpala maszynę, jedzie na kole przed hotelem i wyglebia drugi raz. Na dzisiaj wystarczy. Hotel super, nowowybudowany. Pięknie położony. Jednak mnie nie przestaje nurtować myśl że to nowe za bardzo odbiega od starego. Obym się mylił. Chciałbym żeby zostało na tym świecie jak najwięcej takich miejsc.

Dzień 9
Trashigang - Yangtsi - Trashigang; dystans 104 km

[ext_img=s]2333[/ext_img]

Dzisiejszy ranek zapowiadał piękną i gorącą pogodę. Dlatego zostawiliśmy podpinki, czy inne ciuchy i ruszyliśmy w drogę. Oczywiście jak zawsze serpentyny nad przepaścią, oczywiście jak zawsze roboty drogowe z offroadem. Dzień jak co dzień. Dzisiaj Ola nam nie darowała i w planie były dwa klasztory. W każdym Guru Rimpoche obiwiązkowo i jeszcze ten drugi ale zapomniałem jak się nazywa. W pierwszym klasztorze Dorji wdrapał się na śliską od deszczu skałę ponieważ zaczęło padać. Muszę przyznać że wspinaczka nie była łatwa ale warta zachodu. W tym momencie Dorji znalazł się o jeden poziom bliżej nieba razem z Guru Rimpoche, oczywiście:-). Jacek z Samborem zajęli się bardziej przyziemną rozrywką czyli dźwiganiem kamienia. Udało się i liczne potomstwo zapewnione.

W drugim klasztorze rownież złożyliśmy hołd Guru Rimpoche i na dodatek zjedliśmy lunch ponieważ zaczęło mocno padać i plener podobny do wczorajszego nie wchodził w grę. Po dojechaniu do Yangtsi stwierdziliśmy z "Wujem" że zaczyna padać, robi się zimno i czas wracać do hotelu. Niestety musieliśmy jechać bardzo wolno. Śliska nawierzchnia i głazy leżące na drodze zmuszały do wyjątkowej ostrożności. Swoją drogą jeżeli takie małe opady doprowadziły do pojawienia się takiej ilości skał i kamieni na drodze to co musi się dziać w porze monsunowej ? Trudno sobie wyobrazić. Niestety spóźniliśmy się i trafiliśmy na blokadę drogi spowodowaną oczywiście robotami drogowymi. Niestety Guru Rimpoche nie wysłuchał naszych modłów i musielismy czekać prawie dwie godziny.

Zmarznięci i mokrzy dotarliśmy do hotelu. Końcówka podobnie jak wczoraj off:-) Gorący prysznic postawił mnie na nogi i bardzo dobrze ponieważ czekał nas jeszcze najważniejszy punkt programu czyli kolacja urodzinowa Oli. Było bardzo miło, tort pyszny. Dostałem nawet jeden kawałek na jutro. Mam nadzieję że nasz prezent spodobał się Oli.

Kolacja jednak nie trwała zbyt długo ponieważ jutro przed nami ładny kawałek jazdy.


Dzień 10
Trashigang - Samdrup Jonkhar; dystans 178 km

[ext_img=s]2334[/ext_img]

To już ostatni dzień naszej wyprawy, niestety. Musimy dojechać do granicznego miasta Samdrup Jonkhar gdzie zostawiamy motocykle. Pózniej Gogo i Dorji załadują je na ciężarówkę i zawiozą je do Puentsoling skąd zaczynaliśmy wyprawę. Trzy dni jazdy. Niestety był to jedyny, dla mnie kiepski dzień jazdy. Już wczoraj czułem się nie najlepiej. W nocy pociłem się jak mysz a tutaj droga, która przez jakieś 100 km jest albo w budowie albo są to resztki asfaltu. Teraz nie dziwię się że nie mogłem jej znaleźć na żadnej mapie.

Na początku mieliśmy trochę szczęścia, ponieważ zaczęło strasznie lać ale w czasie lunchu. Ja akurat w tym momencie miałem kryzys,poczułem się paskudnie i nawet zastanawiałem się czy nie przesiąść się do auta, a to już byłaby totalna porażka. Na szczęście po lunchu przestało padać i postanowiłem kontynuować jazdę. Dopiero jakieś 40 km przed celem zaczęła się szeroka asfaltowa szosa. Pierwsza taka w Bhutanie. Jeszcze nie zdążyliśmy pomyśleć jak szybko i z jaką przyjemnością śmigniemy a tu z nieba luneło. Drogę spowiła mgła i musieliśmy wrócić do typowej dla Bhutanu prędkości 30 km/h. Całe szczęście że moja Rukka, co wiem od dawna, jest w stu procentach nieprzemakalna. Rękawice Helda też, co w przypadku rękawic nie jest często spotykaną cechą. O buty Daytona nie martwiłem się wcale bo nie jeden raz zdarzało mi się już brodzić w jakimś strumyku.

W ten sposób zmęczony ale suchy dotarłem na ostatni w Bhutanie punkt kontrolny. Ostatnia odprawa i wreszcie można rozprostować kości w hotelu. Ponieważ jest to miasteczko graniczne a nie turystyczne to standard hotelu niezbyt wysoki ale dla mnie jak jest ciepła woda i łóżko to jest super.

[article_adv]Z całej dzisiejszej drogi jedyne przyjemne doznanie to wizyta u mnicha, znajomego Oli. Ola podczas swojego pierwszego pobytu w Bhutanie została przez niego przyjęta i przenocowana w klasztorze. Okazało się że dzisiaj mnich jest przełożonym tego klasztoru. Po raz pierwszy mieliśmy okazję przebywać w klasztorze jako goście nie jako turyści i tę różnicę dało się odczuć. Przyjazność i uprzejmość w tym przypadku była już przesunięta do granic naszych europejskich wyobrażeń. Oczywiście na koniec okazało się że nasz mechanik Gogo rownież zna bardzo dobrze wielebnego. Ale dlaczego miało by nas to dziwić skoro Gogo jest mechanikiem samego Króla i naprawia jego wszystkie cztery motocykle:-)

Po wypakowaniu bagaży ostatnie spotkanie na tarasie i później ostatnia wieczerza w iście królewskim towarzystwie lokalnej whisky K5. Nazywam ją królewskim towarzystwem ponieważ jej nazwa to skrót od King 5. W Bhutanie do określenia króla głównie używa się ich numeru w kolejności. Obecny król jest piątym królem, stąd King 5 czyli K5. Towarzystwo skąd inąd, wyśmienite:-)

Podczas ostatniej wieczerzy która z natury ma wymiar smutny a nawet wręcz filozoficzny dotarła do nas bardzo przykra wiadomość. Musimy opuścić hotel o szóstej rano mimo że lot z Guwahati mamy dopiero o 16.15 a droga to maksymalnie trzy godziny jazdy. Przyczyną są jakieś rozruchy w sąsiadującym z Bhutanem stanie Assam. Tym od herbaty oczywiście. Jeżeli wyjedziemy o szóstej to jest szansa że "rozruchowcy" po ciężkim dniu pracy i nocnym chędożeniu nie zdążą się obudzić i uda nam się przemknąć po cichu przez nieprzyjazny nam tym razem Assam. W tym celu musimy iść wcześnie spać:-( Dobranoc

Powrót

Zgodnie z wczorajszą umową wszyscy podobnie jak przez całe dwa tygodnie punktualnie 5.45 byli przygotowani do drogi. Po kawie podrzucono nas lokalnym transportem na granicę gdzie przesiedliśmy się w podstawione trzy samochody. Całe szczęście że były trzy. Poprzednio z lotniska podstawione dwie Toyoty zabrały nas bez problemu ale bagaż jechał na dachu. Dzisiaj przy ciągle mocno podającym deszczu mogłoby być kiepsko z naszym bagażem. Na granicy pożegnaliśmy się z naszymi bhutańskimi opiekunami. Mieliśmy szczęście. Obaj byli bardzo sympatyczni i bardzo starali się żebyśmy wywieźli jak najlepsze wspomnienia. Gogo, który naprawdę świetnie jeździ, zaliczył dwa szlify żeby nam się nie nudziło. Tak prawdę mówiąc w dzisiejszym świecie Facebooka żadne znajomości nie umierają na zawsze. Dzięki temu będziemy mogli śledzić co się u nich dzieje ciekawego :-).

Podróż na lotnisko przebiegła bez ekscesów. Dotarliśmy około 9.30. Po śniadaniu,w które zostaliśmy wyposażeni w hotelu i po whisky K5 oczywiście, w którą wyposażyliśmy się sami, już po niecałych siedmiu godzinach czekania odlecieliśmy do Delhi. Nie muszę mowić że znów jako jedyny musiałem zapłacić nadbagaż. Widocznie moje rzeczy motocyklowe są cięższe niż innych bo nie widzę innego wytłumaczenia:-).

W Delhi przed nami było długie oczekiwanie na lot do Dohy. Na szczęście Ola z Samborem wpadli na świetny pomysł na i zarezerwowali dla naszej resztki pozostającej dłużej w Delhi nocleg w hotelu. Z przejazdem z i na lotnisko wyniosło to 40 USD. Dzięki temu mogliśmy przespacerować po zaułkach Delhi skosztować tutejszych momosów, wypić doskonały sok ze straganu i jeszcze przespać cztery godziny i wziąć prysznic.

O 3.00 w pełnej gotowości czekaliśmy na taksówkę. Podczas odprawy okazało się że zabrakło miejsc w samolocie i zaoferowano Oli, Samborowi i mnie podróż w klasie biznesowej. Po krótkim wahaniu zgodziliśmy się i wylądowaliśmy w kapsule business Dreamlinera :-)). Komfort nieprawdopodobny. Na początek gorący ręczniczek-poczułem się jak w Bhutanie. Później pyszne śniadanko, doskonała kawa z ekspresu i można było wykorzystać w pełni jedno z dziesięciu zaprogramowanych ustawień fotela. Po przebudzeniu napoje, drinki i szczoteczki do zębów do dyspozycji w toalecie. sześć godzin lotu minęło bardzo miło :-). Na szczęście w Doha mielismy bardzo krótki transfer i już po dwóch godzinach siedzieliśmy w samolocie do Warszawy gdzie znaleźliśmy się po kolejnych sześciu godzinach bezproblemowego lotu.

I to już koniec fantastycznej wyprawy zorganizowanej wspólnie przez Bhutanadventura (Ola) i ADVfactory(Sambor)

Grzegorz Malicki

" ["ancestor_id"]=> string(2) "15" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1458490259" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "85" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_1999" ["visits_counter"]=> string(4) "7848" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "85" ["name"]=> string(9) "Motocykle" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(9) "Motocykle" ["about"]=> string(169) "Motocykl określa charakter i osobowość faceta. Wybierasz klasyczne choppery czy wolisz szybkie ścigacze? Jaki jest idealny motocykl dla mężczyzny po czterdziestce?" ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(false) ["slug"]=> string(11) "0-motocykle" ["lft"]=> string(2) "75" ["rgt"]=> string(2) "76" ["level"]=> string(1) "2" } } [47]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "1998" ["slug"]=> string(26) "afryka-zachodnia-2016-cz-2" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(27) " Afryka Zachodnia 2016 cz.2" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(62) "Tysiące kilometrów po czarnym, ale jakże kolorowym lądzie." ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(15241) "

Dzień dwudziesty drugi. Diema - Kifa
Dystans 396 km

[ext_img=s]2321[/ext_img]

Jak zawsze gdy śpimy na dziko szybko się zbieramy do drogi. Tak też jest i dziś. Jeszcze tylko dopompowanie koła. Jestem zdziwiony jak ten kilkuletni malec wszystko ogarnia. Nawet kompresor. I za chwilę jesteśmy na granicy z Mauretanią. Jest to najbardziej irytująca granica. Trzeba za każdym razem wykupić nową wizę. Co prawda jest ważna 30 dni ale uprawnia do jednokrotnego przekroczenia granicy. Cwani mauretańscy Arabowie szybko się zorientowali że praktycznie cały tranzyt z Europy do Afryki jedzie przez Gibraltar i musi, chciał czy nie chciał przejechać przez Mauretanię. Praktycznie nic tam nie ma tylko "piach, suchy piach" wciskający się w każdą szparę.

[article_adv]

I za tę wątpliwą atrakcję każą sobie za każdym razem płacić 120 €. Horror !!! Na dodatek pogranicznicy nie potrafią znaleźć stempla potwierdzającego nasz wyjazd za pierwszym razem. A to już tutaj poważne wykroczenie. Wynika to z faktu że jechaliśmy offem przez taką wieś której nawet oni nie znali. W końcu dali się przekonać. Ale i tak wszystkie formalności trwają ponad dwie godziny w 34-o stopniowym upale i ani skrawka cienia. W końcu około południa udaje nam się wjechać do Mauretanii. Wszyscy, a szczególnie Eryk, jesteśmy przekonani że w pobliskim dużym mieście zatankujemy benzynę. Duże miasto to oczywiście duża ilość bud i lepianek ale zawsze to duże. Dojeżdżamy na pierwszą stację i dowiadujemy się że najbliższa stacja z benzyną jest całkiem niedaleko, 215 km stąd. Super.

W tym momencie podjeżdża jakiś arab rozklekotanym oczywiście mercedesem i prosi żebyśmy pojechali z nim. Nie mamy wyjścia mimo że czujemy się dosyć nieswojo. Szczególnie gdy zajeżdżamy na podwórko gdzie stoją cztery Land Cruisery a w środku lustruje nas niezbyt sympatyczny ochroniarz. Na szczęście gospodarz jest bardzo miły. Wykształcony w Anglii więc mówi doskonałą angielszczyzną i tłumaczy nam że w Mauretanii wszyscy jeżdżą dieslami więc rzadko gdzie bywa benzyna. Może nam jutro posłać kogoś do Mali a my czekając możemy skorzystać z jego pełnej gościny włącznie z wiktem i opierunkiem. My jednak dziękujemy za tę hojność i postanawiamy z naszym kierowcom szukać dalej. Ale nawet on ma z tym problemy. Ciągle gdzieś dzwoni jeździmy w różne miejsca i udaje nam się zebrać, po wielkich bólach, 30 L benzyny. Z pewnością jest to najdroższa benzyna jaką kiedykolwiek kupiłem.

Ale przynajmniej wiemy że wczorajsze alarmistyczne SMS-y Ernesta żebyśmy zabrali wachy na 500 km i jeszcze dolali na granicy z butelek były mocno przesadzone.

My, jak na prawdziwych łowców przygód przystało, wjechaliśmy do Mauretanii prawie z pustymi bakami. I co drogi Ernesto ? Twoja przepowiednia nie sprawdziła się. Bo w Mauretanii pogoda jest dla wszystkich a benzyna rownież jest ale tylko dla bogaczy.

Zatankowani za taką cenę czujemy jakby w przewodach przelewał się 100-oktanowy Shell. A licznik zasięgu zamiast maleć ciągle rósł. Przynajmniej tak mi się zdaje Po tych wszystkich perypetiach docieramy do Kify bardzo późno mimo że przejechaliśmy tylko 400 km. Dlatego zatrzymujemy się przed pierwszym hotelem i nie bacząc na towarzystwo karaluchów i ogólnie panujący bród postanawiamy zostać. Mamy swoje śpiwory a wodę do mycia zębów kupi się w sklepie naprzeciwko. Tylko jeszcze taka mała dygresja i kończę. Wielu czytających, widząc słowo hotel wyobraża sobie coś takiego jak u nas albo przynajmniej coś podobnego. Nic bardziej mylnego. Nie w Afryce. Tutaj hotel często oznacza tylko dach nad głową, byle jakie łóżko,brak pościeli, wodę nie zawsze ciepłą i na ogół klimatyzację. O jakiejkolwiek higienie nie ma nawet mowy. Ale my jesteśmy tak zmęczeni że jest nam wszystko jedno. Wsuwam się cały do śpiwora żeby odgrodzić się od wszystkich żyjątek które mogłyby mieć na mnie ochotę. Nie będę im ułatwiał życia. Zasypiając zdaję sobie sprawę że właśnie po przejechaniu prawie 8 000 km zamknęliśmy naszą Wielką Afrykańską Pętlę. To właśnie tutaj 18 dni temu skręciliśmy offem na Mali. Od jutra wracamy do Dakhli po swoim śladzie. Wielce usatysfakcjonowany zasypiam.

P.S.

Eryk pozbył się karaluchów pozbawiając je życia. Nie było innego wyjścia.

Dzień dwudziesty trzeci. Kifa - Nawakszut
Dystans 735 km

[ext_img=s]2322[/ext_img]

Dzisiaj wyjątkowo nam się nie śpieszy. Mamy tylko do przejechania 610 km po całkiem dobrych drogach. Nie spodziewamy się żadnych niespodzianek. Zatankowani jesteśmy pod korek:-) Jednak hotel jest tak odpychający że opuszczamy go najszybciej jak to możliwe. Zaraz za Kifą mamy przedsmak tego co nas czeka. Wiatr wieje w sposób niewyobrażalny. Patrząc na jadącego przede mną Tomka aż mi się chce śmiać jak widzę jak próbuje utrzymać motocykl pod kątem 45 stopni. Pewnie z punktu jadącego za mną Eryka wyglądam równie śmiesznie

Na dodatek czuję że gdyby nie zapięcie to wiatr zerwałby mi kask z głowy. Ponieważ dookoła jest tylko piach mamy do czynienia z prawdziwą burzą piaskową. Efekt podobny jak u nas zimą tyle że zamiast zasp śnieżnych tutaj występują zaspy z piasku. Ponieważ ten wiatr jest strasznie męczący wykorzystujemy pierwszą wioskę, trochę osłoniętą przez góry, na postój. Tomek zatrzymuje się przed sprzedawcą pieczywa. Chlebki są jeszcze ciepłe. Dokupujemy w pobliskim sklepie po jogurcie i mamy przepyszne śniadanko.

Teraz brzuszki pełne i można ruszać w drogę. Benzyną na razie się nie przejmujemy ale po przejechaniu 200 km zaczynamy się za nią oglądać. Niestety w każdym miasteczku otrzymujemy tę samą odpowiedź "no essence". Czyli że nie ma benzyny. Pocieszające jest to że wszyscy mówią że z pewnością zatankujemy w Alak. Dojeżdżamy do Alak i tutaj miny nam zaczynają rzednąć. Na żadnej stacji nie ma benzyny. Jeszcze mamy nadzieję ale okazuje się ona płonna. Benzyny nie ma. Gościu dzwoni i z radością oznajmia nam że sprawdził i za 150 km z pewnością zatankujemy. Tylko że my nie mamy szans tam dojechać. Cyrk. Przejechaliśmy już po tym kraju 550 km i oficjalnie na stacji nie znaleźliśmy nawet kropli benzyny. Trzeba kombinować. Eryk zabiera lokalesa z dwudziestolitrowym baniakiem i ruszają w miasto w poszukiwaniu paliwa. Niestety wracają za pół godziny na pusto. Tragedia.

Nie wiem jak to się udało ale jakimś dziwnym trafem dowiadujemy się że jest jedna stacja 60 km stąd tyle że pod granicą z Senegalem. Prosimy tylko żeby zadzwonił i dowiedział się na 100%. Jest. Nie zastanawiamy się nawet chwili. Rozlewamy szóstkę rezerwy z kanistra jedziemy i tankujemy. Do Nawakszut mamy tylko 320 km. Zrobimy to na strzała mimo nawet silnie wiejącego wiatru. Docieramy do hotelu w którym byliśmy trzy tygodnie temu. Nasi tu już byli ale zabrali tylko rzeczy i pojechali dalej. Znaczy, zobaczymy się dopiero w Dakhli. Na szczęście Eryk znajduje tu pozostawioną buteleczkę którą natychmiast rozpijamy. Myślimy o nabyciu następnej ale cena 80€ za litr skutecznie nas odstrasza. Trudno musi nam wystarczyć na dwa dni bo postanawiamy zrobić małą przerwę na odpoczynek. W sumie po 23-ch dniach na motocyklu chyba nam się należy.


Dzień dwudziesty czwarty i dwudziesty piąty
Nawakszut - Barbas Dystans 535 km

[ext_img=s]2323[/ext_img]

Delektujemy się słodkim lenistwem. Jakieś śniadanko i oczywiście internet. Praktycznie nigdzie nie chce nam się ruszać. Jest ciepło i sam fakt że nie musimy znów wszystkiego pakować na motocykle daje nam dużo radości. Tak nam upływa dzień. W końcu około 17-tej stwierdzamy że wypadałoby ruszyć dupska i coś zobaczyć. I to jest największy błąd w dniu dzisiejszym. Nasza oberża jest wybudowana w arabskim stylu czyli forteca. Dookoła mury a w środku patio. Po wyjściu natychmiast dostajemy się pod silne podmuchy wiatru które na dodatek niosą ogromne ilości piasku. To nie jest dla nas żadnym zaskoczeniem. Eryk uparł się na pizzę więc idziemy z buta jakieś dwa kilometry w tej kurzawie. Eryk zamawia pizzę a my frytki. Wszystko jest ohydne. Lepiej było się nie ruszać z oberży Awkar. Na ten brud i dziadostwo przez miesiąc wystarczajaco się napatrzyliśmy. Na dodatek nasz gospodarz przywiózł krewetki i chciał nam je przyrządzić a my nie mamy już na nie miejsca. Frytki zapieczone w serze wypełniły każdą wolną przestrzeń w żołądku. Muszę wypić litr coli żeby dojść do siebie.

[article_adv]

Przypomniało mi się w tym momencie stare porzekadło że lepiej dobrze siedzieć niż głupio łazić. Zapada zmrok. Nasz gospodarz udaje się na drogę prowadzącą do miasta żeby polować na turystów. Ale spoko. Nie łupi ich tylko zaprasza do swojej oberży. Nas też tak złowił i wcale nie złupił. Przed snem mamy jeszcze niespodziewanego gościa który skrobie nam do drzwi a pózniej ucieka. Udaje nam się zrobić zdjęcie. Jeżeli ktoś rozpoznaje tego gościa to bardzo prosimy o informację kto to zacz. Będziemy bardzo wdzięczni.

Dzień wolnego owocuje dużą chęcią do dalszej jazdy. Mimo to jakoś nam się nie śpieszy. Żegnamy się z naszym gospodarzem i dostajemy kontakt na jego znajomego celnika na granicy, który już uprzedzony ma na nas czekać. Jazda do granicy to potworna nuda. Przez całą drogę walczymy z bardzo silnym wiatrem i piaskiem który wdziera się w każdą szczelinę a nam ciągle kołacze się w głowie myśl. "Jak ci ludzie tu żyją i po co?" Eryka bardzo rozbawia mój komentarz gdy na widok dzieci schodzących z wydmy, stwierdzam że dzieci wracają właśnie z piaskownicy. Jedyne ciekawe wydarzenie to doskonały interes jaki robi Tomek z żołnierzem na jednym z posterunków, wymieniając stare dziurawe buty na oryginalną wojskową chustę o której marzył. Niestety instrukcję wiązania dostał ustnie. Chyba nie zrozumiał. Będzie musiał poszukać w internecine.

Tuż przed granicą temperatura gwałtownie spada z 30 do 20stopni i dalej spada. Znajomy celnik po stronie mauretańskiej załatwia wszystkie formalności w kilkanaście minut. Rekord świata. Niestety po stronie marokańskiej zajmuje nam to 2,5 godziny. Totalna masakra. Biegamy od budki do budki po jakieś pieczątki na dodatek ciągle skutecznie dezorientowani przez tutejszych funkcjonariuszy wszystkich służb. W końcu ruszamy ale jest już 18-ta. Planujemy się gdzieś rozbić ale nie ma szans. Wokół tylko pustynia i piach i wiatr który urywa łeb. Na dodatek ja w buzerze i bluzie offroadowej marznę w sposób wręcz makabryczny. Już mam się zatrzymać i ubrać się gdy Tomek stwierdza że za 30 km jest jakieś miasteczko. Ok, tyle jeszcze wytrzymam. Po dziesięciu minutach stwierdzam że chyba przeliczyłem się z możliwościami ale nie daję za wygraną. Dojeżdżam w stanie przedagonalnym ale jakoś trzymam się na nogach. Biorę klucz do pokoju i od razu wchodzę pod gorący prysznic. Jest dobrze. Po kąpieli robimy sobie kolację czyli kabanosy Tarczyński i liofilizat. W trakcie kolacji otrzymujemy SMS-a od Maćka że jest już w Dakhli. Wynika z tego że po stronie mauretańskiej pozostał tylko Erni z Darkiem. Nie pamiętam dokładnie jak się określa takie osoby. Maruderzy czy tylna straż ? Chyba to drugie. Mniejsza z tym :-)

Po raz pierwszy od miesiąca kładę się do łóżka bez najmniejszego odruchu obrzydzenia. Jutro finisz na ostatniej prostej.

Dzień dwudziesty szósty - ostatni
Barbas - Dakhla. Dystans 287 km

[ext_img=s]2324[/ext_img]

Nocleg w przydrożnym motelu bardzo nam się przydał bo dzisiejszy dzień to znowu walka z mocnymi porywami wiatru i zimnem. Ja, na szczęście założyłem dzisiaj kurtkę i membranę więc jest super. Gdzieś w połowie drogi docieramy do brzegu oceanu i robimy krótką przerwę na zdjęcia. Akurat trafiamy do ślicznej zatoczki gdzie Eryk trochę kopie się w piachu ale raczej tak dla przyjemności. Od tej pory już przez cały czas po lewej stronie mamy ocean i za jakiś czas rownież półwysep gdzie znajduje się Dakhla. Cel naszej podróży. Widoczność jest dobra w związku z tym widoki zapierają dech w piersiach.

Dakhla to centrum kitesurfingu. Przejeżdżamy obok niesamowicie pięknej plaży skąd startują kitesurferzy. Aż dziw że jadąc w tamtą stronę w ogóle nie zauważyłem tak pięknego miejsca. Widocznie w głowie miałem tylko czekającą na mnie afrykańską przygodę.

W końcu docieramy na parking z którego wystartowaliśmy. Na liczniku 9191 przejechanych kilometrów. Nie znam się na numerologii ale coś to przecież musi znaczyć.

Przerzucamy do Ernestowego busa zbędne rzeczy i ruszamy w miasto szukać hotelu. Znajdujemy super hotelik tuż przy promenadzie. Widok z okna na ocean bajeczny. I to tylko za 45€ za dzień na trzech ze śniadaniem.

 

I to koniec naszej Wielkiej Afrykańskiej Przygody. Miesiąc minął szcześliwie. Wracamy cali i zdrowi. To najważniejsze. Z pewnością było warto. Afryka dostarcza przeżyć jedynych w swoim rodzaju chociaż nie zawsze pozytywnych. Teraz oddajemy się totalnemu relaksowi czyli chillout. Trafiamy do babeczki która w małym pokoiku sprzedaje niesamowite potrawy kuchni arabskiej. Jakieś placuszki, zupki i słodkości. Palce lizać i prawie darmo :-) Tak poszwendamy się jeszcze po tym miasteczku całe dwa dni do odlotu. Wyczekiwane leniwe dwa dni. Jutro dotrą Erni z Darkiem to będzie raźniej. Będziemy mogli im służyć za przewodników. Pewnie znajdzie się jakaś chwilka na moment zadumy.

To już koniec mojej relacji. Dziękuję wszystkim, którzy dali się zabrać w tę naprawdę długą i nie zawsze bezpieczną podróż. Wasze polubienia i komentarze utwierdzały mnie w tym że to co robię ma sens nie tylko dla mnie ale rownież jeszcze dla kogoś. Świadomość że chociaż jedna osoba się zainteresuje jest bardzo budująca. Fakt że tych osób jest więcej sprawiał mi ogromną radość.

Dziękuję Erykowi za to że udostępniał mi swoje krzesełko do pisania relacji mimo że w tym samym czasie sam mógłby sobie wygodnie na nim posiedzieć. Pozwolicie że na podsumowanie tej wyprawy dam sobie trochę czasu żeby złapać dystans. Jeszcze raz z całego serca dziękuję.

Grzegorz Malicki

" ["ancestor_id"]=> string(2) "15" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1458478519" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "85" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_1998" ["visits_counter"]=> string(4) "3442" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "85" ["name"]=> string(9) "Motocykle" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(9) "Motocykle" ["about"]=> string(169) "Motocykl określa charakter i osobowość faceta. Wybierasz klasyczne choppery czy wolisz szybkie ścigacze? Jaki jest idealny motocykl dla mężczyzny po czterdziestce?" ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(false) ["slug"]=> string(11) "0-motocykle" ["lft"]=> string(2) "75" ["rgt"]=> string(2) "76" ["level"]=> string(1) "2" } } [48]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "1997" ["slug"]=> string(26) "afryka-zachodnia-2016-cz-1" ["dont_use_tags"]=> string(10) "czas , akt" ["title"]=> string(27) " Afryka Zachodnia 2016 cz.1" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(62) "Tysiące kilometrów po czarnym, ale jakże kolorowym lądzie." ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(61818) "

Dzień pierwszy.
Dakhla - gdzieś nad oceanem 240 km

[ext_img=s]2300[/ext_img]

Siedzę sobie gdzieś nad brzegiem Atlantyku w namiocie i nawet wyglądam na całkiem zadowolonego ale jak do tego doszło ? Może lepiej będzie zacząć od początku.

[article_adv]

Obudziłem się rano w hotelu o godzinę za wcześnie i równie za wcześnie obudziłem Eryka. To wina iPhone'a który się nie przestawił na lokalny czas. Chcąc nie chcąc schodzimy na śniadanie i jesteśmy pierwsi. Śniadanie jak na marokańskie realia całkiem niezłe i obfite. Po śniadaniu przyjeżdża po nas Ernest który w międzyczasie dotarł na camping. Jedziemy się przepakować. Planujemy wyjazd o jedenastej tak żeby spokojnie przekroczyć granicę z Mauretanią. Wyjeżdżamy co prawda trochę pózniej ale cały czas wszystko przebiega zgodnie z planem. Podróż bardzo nam ułatwia pomysł Ernesta żeby każdy wydrukował sobie fiszki z pierwszą stroną paszportu i danymi motocykla. Dzięki temu pokonujemy błyskawicznie kolejne punkty kontrolne wręczając funkcjonariuszom przygotowane druczki. Policjanci są nam równie wdzięczni bo nie muszą spisywać danych z naszych paszportów i dowodów rejestracyjnych. Lekko licząc oszczędzamy w ciągu miesiąca dwa dni które normalnie musielibyśmy poświęcić na te formalności. Przez cały czas widzimy tylko piach, raz żółty raz szary, oraz turkus Atlantyku. Niestety nasze plany biorą w łeb. Ernest dwa razy łapie gumę. Za każdym razem ucieka co najmniej godzina. Nie ma szans na czas dotrzeć na granicę. W związku z tym postanawiamy po drodze rozbić obozowisko nad brzegiem oceanu. Moim zdaniem głupi pomysł bo piździ jak w kieleckiem i cieżko rozbić namioty. Wystarczy na chwilę cokolwiek spuścić z oczu i już trzeba gnać w pościg za porwaną przez wiatr część wyposażenia. Ale w sumie jest pięknie. Napoczynamy zawartość pierwszego rotopaxa. Humory zdecydowanie się poprawiają. Cieżko towarzystwo zagnać do namiotów ale przecież rano trzeba wstać. Jedno jest pewne. Już widać że grupa jest zgrana i będzie wesoło. Miejmy nadzieję że jutro uda nam się dotrzeć do stolicy Mauretanii.

Dzień drugi
Gdzieś nad oceanem - Nawakszut 570 km

[ext_img=s]2301[/ext_img]

Dzisiaj zgodnie z planem pobudka o szóstej. Spróbujemy nadrobić stracony czas. Pakowanie po ciemku tylko przy pomocy czołówek. Podobnie jak przygotowanie kawy i śniadania. Na szczęście przy składaniu namiotów zaczyna dnieć co znacznie ułatwia sprawę. Jeszcze tylko krótki offik i jesteśmy na drodze do granicy. Niestety granica marokańsko-mauretańska to koszmar. Pierwszy problem pojawia się po marokańskiej stronie. Erni ma w dokumencie wwozowym motocykle i swoje Ducato. Celnicy twierdzą że albo Ducato wyjedzie z nami albo zawracamy. Atmosfera robi się gęsta. Auto stoi w Dakhli i raczej go nie przyciągniemy. Po godzinnym użeraniu się w końcu nas puszczają. Bogu dzięki. Tuż za granicą opada nas chmara "koników". Oferują dobry kurs więc decydujemy się na wymianę. Każdy z nas ma swojego prywatnego "konika" czad. Teren między Marokiem a Mauretanią to ziemia niczyja. Kiedyś wszystko było zaminowane. Dzisiaj na szczęście już nie. Nie zmienia to faktu że nie ma tutaj nawet skrawka drogi. Typowy piaszczysto-skalisty off. Każdy pokonuje go na swój sposób. My podążamy za Ernim bo on ma to już objeżdżone. Po mauretańskiej stronie masa formalności. Bierzemy oczywiście "pośrednika" który za parę euro pomaga wszystko załatwić. W sumie spędzamy na granicy w upale całe cztery godziny ale tak wygląda Afryka. To nie Europa gdzie człowiek jedzie gdzie chce i kiedy chce. Tylko nie wiadomo jeszcze jak długo. Z granicy odpalamy i kierujemy się na stolicę Mauretanii Nawakszut. Droga jest wyjątkowo nieciekawa. Aż chce się spać. Prosty asfalt i piach, żółty piach. Na szczęście udaje nam się zrealizować plan i docieramy do Nawakszut. Znajdujemy fajny nowootwarty hotel. Na dodatek udaje nam się stargować cenę na 10€ od łebka. Nie ma co narzekać. Jeszcze tylko zamawiamy kolacyjkę i oczywiście degustacja rotopaxa.


Dzień trzeci
Nawakszut. - nie wiemy gdzie 480 km

[ext_img=s]2302[/ext_img]

Poranek w stolicy Mauretanii bardzo przyjemny. Podczas mojego ostatniego wyjazdu do Maroka mój towarzysz podróży Jacek przypomniał mi dawno zapomniany rytuał parzenia kawy w kawiarce. Dlatego nabyłem taką kawiarkę drogą kupna i dzisiaj nastąpiła jej inauguracja. Dla tych którzy dobrze mnie znają będzie to szokiem ale postanowiłem sam zaparzyć kawę Erykowi z którym dzielę pokój o ile jest okazja. Okazało się że sprawienie komuś bezinteresownie przyjemności to całkiem fajna rzecz. Będę kiedyś w życiu musiał tego jeszcze raz spróbować.

[article_adv]

Po śniadaniu szybko opuszczamy hotel. Przejazd przez Nawakszut to istny horror. Auta rodem z ubiegłego wieku strasznie poobijane i wydzielające nieprawdopodobny smród. Jedyny plus że we wszystkich tych krajach gdzie prawo nie jest priorytetem kierowcy jeżdżą bardzo dobrze i widzą wszystko. Dzięki temu bez problemu dotarliśmy na stację benzynową na wylocie z miasta. Niestety tylko Erni i Eryk zdołali się zatankować. Skończyła się benzyna. Następna stacja jest za 270 km. Diesel jest wszędzie. Niestety benzyna nie :-(. Zlewamy więc wszystko co mamy w kanistrach i ruszamy dalej. Niestety na następnej stacji nie ma benzyny. W tym momencie zaczyna się problem. Do następnej stacji jest jeszcze ok. 100 km. Mój komputer pokazuje 80 km. Na szczęście przejeżdżam jeszcze 20 km od kiedy komputer pokazał mi "0".

Niestety Darek nie ma tyle szczęścia i zatrzymuje się kilka kilometrów przed stacją. Szybka akcja ratunkowa i jesteśmy w komplecie. Niestety to jest problem Mauretanii. Stacji jest sporo ale oferują tylko diesel. Natomiast stacji z benzyną w Mauretanii jest bardzo mało. Na wszelki wypadek zaopatrujemy się w dodatkowe zbiorniki i ruszamy dalej. Niestety wszystkie nasze dzisiejsze problemy powodują że jesteśmy trochę opóźnieni. W związku z tym po 480-ciu przejechanych tego dnia kilometrach rozbijamy obozowisko w cudownym miejscu pod szczytem góry. Na dobranoc robimy kilka zdjeć i udajemy się w objęcia Morfeusza. Widok w świetle księżyca jest przecudowny i niepowtarzalny ale wydaje mi się że dopiero w świetle wschodzącego słońca ukarze nam się w pełnej krasie. W sumie przejechaliśmy w ciagu trzech dni niecałe 1300 km. Zdarzyło mi się kiedyś w Europie przejechać więcej w jeden dzień. Tyle że w Europie nie mamy granic, nie mamy co kilka kilometrów punktów kontrolnych i stacji widmo na których nie ma benzyny. I oby tak zostało bo musimy pamietać że nic nie jest nam dane na zawsze. Dobrej nocy.

Dzień czwarty
Dystans 240 km

[ext_img=s]2303[/ext_img]

Siedzę sobie przed namiotem. Księżyc świeci cudownie. Wszyscy już śpią chociaż nie minęła jeszcze dziewiąta i właśnie podchodzi pięciu gości z pobliskiej wioski. Co prawda idą sobie dalej ale chyba lepiej będzie wszystko schować do namiotu. A taki był piękny poranek. Widok z pewnością nas nie rozczarował. Dlatego cieżko idzie nam zwijanie obozowiska. Nie wspominałem jeszcze o temperaturze ale jest już cieplutko. Czasami dochodzi aż do 36 stopni i pewnie będzie jeszcze cieplej. Ot taka typowo zimowa afrykańska temperature. Zwijamy się w końcu i ruszamy ale po kilku kilometrach Maciek łapie gumę i mamy krótki postój. Niestety wymiana dętki nie załatwia sprawy i musimy w najbliższej wsi odwiedzić wulkanizację chociaż te przydrożne kramiki nie zasługują na taką dumną nazwę. Ponieważ tak czy tak mamy postój ja rownież postanawiam wymienić swoją oponę na nową bo za niedługo kończy się asfalt. Eryk zdejmuje koło a ja z bólem patrzę jak gościu młotkiem traktuje moją alu-felgę. Ale muszę to przeżyć. Robota zrobiona i ruszamy. Jest trzynasta a my przejechaliśmy raptem 20 km. Dalej jeszcze asfaltem do Kiffy ostatnie tankowanie w Mauretanii i off do Mali.

Zaraz na początku offu urywają mi się zaczepy od nowo zakupionej płyty bagażowej Touratecha. Po raz pierwszy jestem tak niemile zaskoczony. Po powrocie będę musiał się wyżalić Zbyszkowi Szatanowi i oczywiście zgłosić reklamację. Wszędzie wzbudzamy ogromne zainteresowanie. Wystarczy że zatrzymamy się na chwilę i już otaczają nas tłumy lokalesów. Jedni oferują coś do jedzenia a inni tak po prostu z ciekawości. Wszędzie tracimy dużo, za dużo czasu. Samo wbicie pieczątek wyjazdowych zajmuje nam godzinę. Dlatego wcześniej niż zamierzaliśmy jeszcze po Mauretańskiej stronie rozbijamy namioty i idziemy spać. Mauretanię żegnamy bez żalu. Trzeba ją przejechać i tyle. Piach, piach i jeszcze raz piach. Dzisiaj pojawiło się już trochę roślinności ale to jakiś meszek zamiast trawy i jakieś krzewy zamiast drzew. Ludzie niby przyjaźni ale lepiej trzymać się na baczności. Erykowi dzieciaki w dowód wdzięczności za kupione batony przecięli tankbaga. Na szczęście nie zdążyli zwiedzić telefonów. Jutro Mali.


Dzień piąty
Dystans 130 km.

[ext_img=s]2304[/ext_img]

Ponieważ bardzo wcześnie poszliśmy spać to nikt nie ma problemu ze wstaniem. Około ósmej praktycznie już nam się udaje ruszyć w drogę. Niestety nasze szczęście trwa może jakieś piętnaście minut. Po tym czasie wszyscy się rozjeżdżany i oczywiście gubimy. My z Darkiem zostajemy sami i starym indiańskim sposobem wracamy na miejsce gdzie się ostatni raz wszyscy razem widzieliśmy. Trwamy tak jakąś godzinę. Darek pewnie czekałby do wieczora bo jest przekonany że Ernest wróci. Ja jednak trochę znam Erniego i jestem przekonany że pojechał dalej będąc przekonanym że poradzimy sobie. Wiemy dokąd mamy jechać. Niestety moja nawigacja nie obejmuje Mauteranii. Na szczęście mam już wioskę graniczną na granicy z Mali. Nie mamy innego wyboru jedziemy na kompas. Tak czy tak żadnych dróg tu nie ma.

[article_adv]

Po drodze w napotkanej wiosce spotykamy gościa który mówi po angielsku i to całkiem dobrze. Co on tu robi z takim wykształceniem Bóg jeden raczy wiedzieć. W każdym razie dowiadujemy się że nasi tędy jechali. Godzinę przed nami. Na pytanie czy jest tu droga do Mali mówi że są dwie stara i nowa. Oczywiście mówi o dwóch zapiaszczonych ścieżkach. Na pytanie która wg niego jest lepsza odpowiada że on lubi tę. Parskam śmiechem na widok tego duktu. Chyba nie da się go lubić. Tak czy tak musimy jechać. Zresztą szybko tracimy ślad i dalej przez 40 km jedziemy sawanną bez najmniejszego śladu drogi. To chyba jest offroad. W granicznej wiosce nie napotykamy się na naszych więc jedziemy dalej. Trasa jest wg mnie ekstremalnie trudna. Bezdroża, dużo piachu i skały. Po jakimś czasie dochodzi nas reszta ekipy i już jesteśmy spokojniejsi. W grupie zawsze raźniej. Nie muszę się za bardzo martwić. Szyk zamyka Eryk więc nawet jak coś się stanie mogę liczyć na wsparcie.

To pozwala mi na zdecydowanie odważniejszą jazdę. A odwaga bardzo nam się przydaje. Bo albo pokonujemy strome skalne ścieżki albo kopiemy się w korytach rzek. Ani to ani to nie jest bezpieczne. Na dodatek po drodze mijamy opuszczone spalone wioski. Ludzie prawdopodobnie przenieśli się gdzie indziej ze względu na wysychające studnie a przyroda sama dopełniła zniszczeń. Jesteśmy zmęczeni i strasznie chce nam się pić. W końcu docieramy do wioski. Chyba takiej bandy to tu jeszcze nie było nigdy. Wzbudzamy ogromną sensację. Erni kupuje wodę i to nam ratuje życie. My natomiast robimy zdjęcia szczególnie chętnie młodym Malijkom. Są prześliczne i bardzo chętnie pozują przytulając się przy tym figlarnie. Niestety robi się ciemno więc opuszczamy wioskę przy gromkim aplauzie jej mieszkanek i dzieci. Po kilku kilometrach rozbijamy namioty i idziemy spać. Jest prawie północ. Dobrej nocy

P. S.

Budzę się o szóstej nad ranem. Wszyscy jeszcze śpią więc postanowiłem skreślić kilka przemyśleń i obserwacji. Dużo słyszymy o biedzie i zacofaniu Afryki. Niby byłem na to wszystko jakoś przygotowany. W końcu odwiedziłem już pare miejsc i pare kontynentów. Jednak to co widzę tutaj jest porażające. Warunki w jakich żyją Afrykanie są dla nas Europejczyków nie do wyobrażenia. Te wioski bez żadnych dróg, te gliniane chatki bez prądu. Zero cywilizacji. Natomiast średnia wieku niesamowicie niska. To co tak bardzo odróżnia Afrykę od Europy to bardzo niska średnia wieku i ogromna liczba dzieci. Ale co się dziwić, w końcu co tu można robić innego? Seks to chyba ich jedyna forma rozrywki. I jeszcze jeden pozytyw. Malijki są przepięknie kolorowo ubrane. To też robi na nas duże wrażenie.

Dzień szósty
Dystans 263 km

[ext_img=s]2305[/ext_img]

Dzisiaj planujemy powrót do cywilizacji. Po drodze napotykamy kolejne, zupełnie zapomniane wioski. Widoki i wrażenia podobne chociaż nic nie jest w stanie przebić wrażeń z wczorajszej wioski. Być może ze względu na wyjątkową urodę tych Malijek. Przed nami już tylko 67 km offu. Oczywiście kilka piaszczystych koryt rzek które dla ciężkich motocykli są przekleństwem. W końcu docieramy bez większych przeszkód do Kayes. To już całkiem spore miasteczko. Tankujemy, wypłacamy pieniądze z bankomatu i ruszamy w drogę. Wszyscy marzą, ale ja chyba szczególnie, o kąpieli. Cztery dni bez mycia to dość.

Erni stwierdza że do miejscowości Kita jest droga asfaltowa i 260 km do przejechania. Pikuś. Dajemy w kitę i gnamy do hotelu do Kity. Niestety po kilku kilometrach Erni łapie gumę. To już jego trzecia a ogólnie piąta. Po załataniu dętki okazuje się że Maciek nie może ruszyć. Problemy z elektryka. W końcu udaje się wszystko naprawić. Ruszamy. Niestety dane Erniego zgadzają się jak zawsze ale tylko w połowie. Po stu kilometrach asfalt się kończy i musimy czekać na prom przez wielką rzekę Senagal. Robi ogromne wrażenie. Jednak prom przypływa dopiero po jakiejś godzinie i jest już zupełnie ciemno. Obsługa promu pyta nas dokąd jedziemy. Jesteśmy zdziwieni i nawet świta nam pomysł żeby ich okłamać. Dobrze że tego nie zrobiliśmy bo na rzece są dwie odnogi i jakby wysadzili nas nie w tym miejscu co trzeba to bylibyśmy w czarnej dupie.

Na dodatek droga po zjechaniu z promu to szutrówka. Fajna ale strasznie się kurzy. Szczególnie ostatniemu czyli mnie. Nie ma wyjścia z kąpieli nici. Kładę się spać w namiocie, w jakimś syficznym miejscu totalnie wkurzony. Może jutro będzie lepiej.


Dzień siódmy.
Bamako. Dystans 363 km

[ext_img=s]2306[/ext_img]

Wczoraj byłem wkurzony i dzisiaj wcale nie jest lepiej. Ale wstaję licząc na to że nadchodzący dzień wszystko mi wynagrodzi. Nie jem i nie pije nic więc w 15 minut jestem gotowy. Eryk wpada na pomysł żebyśmy pojechali w dużych odstępach to unikniemy tego kurzu, który tak nam dał się wczoraj we znaki. Pomysł okazuje się genialny. Przed nami prawie 200 km czerwonej szutrówki. Nic nie przeszkadza nam rozkoszować się widokami a naprawdę jest czym. Na dodatek panuje przyjemny chłodek. Jakieś 22 stopnie. Wiem że tam u Was w kraju -10 ale u nad to jest właśnie chłodek. Ja nie zatrzymuję się nawet na chwilę bo wiem że Eryk i tak to zrobi i popstryka fotki a swietnie mu to wychodzi. Dawno nie miałem okazji jechać po tak fantastycznej drodze. Spokojnie można było przez większą część jazdy jechać 110 km/h. Dopiero pod koniec jakieś 30 km przed miejscowością Kita droga się popsuła i trzeba było wzmóc ostrożność.

[article_adv]

W Kicie tankowanie. Na szczęście w Mali nie ma problemów z benzyną takich jak w Mauretanii. Około 15- tej docieramy do stolicy Mali - Bamako. To 3-milionowa metropolia w 16-milionowym kraju i natężenie ruchu jest bardzo duże. Szczególne wrażenie robi na nas nieprzerwanie płynąca rzeka mopedzików. Biorąc pod uwagę że nie ma świateł, przejście przez ulicę to prawdziwe wyzwanie. W końcu docieramy do hoteliku Sleeping Camel który mieści się w dzielnicy ambasad tuż obok ambasady niemieckiej. Można mieć nadzieję że będzie bezpiecznie.

Niestety jest tylko jeden pokój dwuosobowy. Na szczęście dość duży więc lokujemy się w nim we czwórkę a Ernest i Maciek śpią w namiotach. I następuje w końcu to na co czekałem pięć dni czyli ..... prysznic. Rozkosz nieziemska ale nie powiem że warto było czekać bo wolałbym nie czekać. Po kąpieli ruszamy na miasto. Dzięki napotkanemu, oczywiście jak zawsze przypadkowo, naganiaczowi trafiamy do bardzo fajnej knajpki. Jedzenie jest pyszne i na dodatek bardzo danie. Ryba smażona z sałatką frytkami i piwem (0,65l) kosztuje na nasze raptem 35 zł. Tak ugoszczeni wracamy z powrotem przez most do hotelu i na zasłużony wypoczynek. Jutro ruszamy dalej.

Dzień ósmy
Dystans - 316 km

[ext_img=s]2307[/ext_img]

Mam cudownych kolegów. Eryk i Tomek właśnie rozkładają mi namiot i pompują termaresta a ja dzięki temu mogę zająć się pisaniem relacji z dzisiejszego dnia. Jesteśmy już co prawda na Wybrzeżu Kości Słoniowej ale zacznijmy od początku. Poranek w hotelu w Bamako był cudowny. Internet, kawusia, omlecik. Brak mi słów żeby wyrazić tę rozkosz. W związku z tym wyjazd się opoźnia ale w końcu wyjeżdżamy żegnani przez dopiero co poznanych Czecha i Holendra. Zostaliśmy rownież solidnie obfotografowani na holenderskiego bloga. Cóż, szlachectwo zobowiązuje.

W końcu ruszamy i opuszczamy niesamowicie gwarne i żywotne Bamako. Mamy przed sobą 170 km asfaltu które pokonujemy błyskawicznie. Jednak w Bougouni skręcamy na Manamikore ale to już jest totalny off. Niby szuter ale 500 m równej drogi to wszystko na co można liczyć. Reszta to dziury i nierówności. Ale to jest w końcu to co lubi duży GS. Jedyne czego nie lubi to piach. Po twardym w każdych okolicznościach daje sobie świetnie radę. Po drodze zatrzymujemy się w jednej z wiosek nie mogąc się oprzeć urokowi jednej z Malijek. Jest przeurocza.

W końcu docieramy do granicy w Mananikore. Ta granica trwa kilka kilometrów i zajmuje nam ze dwie godziny. Pogranicznicy malijscy, pózniej celnicy WKŚ i ichni pogranicznicy zajmują nam dużo czasu. Wszystko jest troszkę śmieszne gdyby nieubłaganie uciekający czas. W związku z tym po ostatnich formalnościach zaczynamy szukać miejsca na biwak. W końcu jesteśmy już na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Na razie musi wystarczyć nam polanka z kępkami trawy. Tak czy tak jesteśmy szczęśliwi. Wypijamy jak zwykle po kuśtyczku i jutro zadecydujemy co dalej. Nie ma się co spieszyć.

P.S.

Nie mogę powstrzymać się od wzruszenia. W czasie kiedy ja to pisałem Eryk z Tomkiem przygotowali mi kompletne spanie. To się nazywa braterstwo. A wokół tylko afrykańskie cykady i cudowna księżycowa noc.

Dzień dziewiąty
Dystans 257 km

[ext_img=s]2308[/ext_img]

Dzisiejsza noc była chłodna i bardzo przyjemna. Tomek o 5.25 budzi wszystkich i pyta czy na Wybrzeżu Kości Słoniowej zmienia się czas. To jest wyczucie momentu. Tłumaczymy mu że nie i wyganiamy z powrotem do namiotu. Za godzinkę tak czy tak wstajemy. Niestety wyjazd się opóźnia bo Maćka dopadły kłopoty żołądkowe. Co chwile biega do lasu. Próbuje wrócić ale po drodze do motocykla zawraca. I tak raz za razem. Nie jest wesoło.

W końcu ruszamy. Mamy przed sobą jeszcze 100 km offu. Trasa jest dość ciężka i trzeba bardzo uważać. Na dodatek co kilka kilometrów posterunki policji. Na każdym trzeba się zatrzymać i długo tłumaczyć. Bez sensu ale trudno. Na dodatek Maciek jest tak osłabiony że musimy robić przerwy na regenerację. Jedno się nie zmienia podobnie jak w Mali tak i tutaj jesteśmy ogromną ciekawostką. Wystarczy że zatrzymamy się na chwilę a już otaczają nas wszyscy mieszkańcy wioski. Ale co się dziwić. W końcu jeździmy takimi bezdrożami że być może jesteśmy pierwszymi białymi motocyklistami we wiosce.

W końcu docieramy do Odienne. Tutaj zaczyna się asfalt i jest hotel. Maciek zostaje w hotelu bo nie jest w stanie jechać dalej. Ernest zostaje z nim a my postanawiamy dojechać jeszcze 157 km do Touby. Znajdujemy hotel. Niezbyt rewelacyjny ale przynajmniej tani. Po 10€ na twarz. Robimy małą przepierkę i ruszamy w miasto coś zjeść. WKŚ robi na nas trochę lepsze wrażenie niż Mauretania i Mali. Troszkę bardziej to wszystko uporządkowane. Dzieciaki w ładnych mundurkach. Nawet pojawiają się jakieś sklepy. Wcześniej cały handel odbywał się ze straganów. Ale uroda mieszkanek WKŚ ma się nijak do urody Malijek. Na dodatek Malijki są niesamowicie zadbane i pięknie ubrane. Czasami przeżywaliśmy szok widząc jak z lepianki be prądu i wody wychodzi taka piękność. Tak, tego zdecydowanie będzie nam brakować.

Wracamy do hotelu zlecamy umycie motocykli bo nawet nie można się do nich dotknąć. Od Erniego dostajemy wiadomość że jeszcze nie wiadomo co z Maćkiem. Decyzja zapadnie jutro rano. Trudno. O wszystkim zadecyduje jutrzejszy poranek.


Dzień dziesiąty
Touba - Grand Bassam. Dystans 769 km

[ext_img=s]2309[/ext_img]

Dzisiaj zjadłem pierwszego afrykańskiego banana i zobaczyłem pierwsze trawiaste boisko. Ale zacznijmy po kolei. Od Ernesta dostajemy wiadomość że na razie nie wiadomo co z Maćkiem ale chyba jest lepiej i ruszą pózniej więc mamy jechać. W naszym hotelu nie ma śniadania więc już spakowani jedziemy do baru na rogu coś zjeść. Szef przyrządza nam pyszne jajka sadzone z cebulką i pomidorami. Podczas gdy my konsumujemy te pyszności z bagietką wokół motocykli zbiera się gromadka dzieciaków. Są tak zafascynowani naszymi sprzętami że nauczyciel nie może ich zagonić do szkoły. Jeden, najmniejszy, nawet schował się za murek ale i tak został znaleziony.

[article_adv]

Jakieś 20-30 km za Taubą nagle robi się bardzo zimno. Temperatura spada do 20 stopni. Wydaje mi się że to jakaś granica strefy klimatycznej ponieważ wraz z powrotem cieplej temperatury diametralnie zmienia się otaczająca nas przyroda. Zamiast rachitycznej półpustynnej pojawia się bardzo bujna, zielona typowo tropikalna i oczywiście niekończące się plantacje bananów. Zatrzymujemy się i kupujemy dwie wielkie kiście po złotówce za jedną. Są pyszne. Chyba przejdę na dietę bananową. Kraj też robi się coraz bardziej uporządkowany i chyba troszkę zasobniejszy chociaż od standardów zachodnich dalej dzieli nas przepaść.

Rzucamy okiem na mapę i zauważamy że po drodze jest duże jezioro Kossou i nawet hotel. Wyobrażamy sobie że to z pewnością duża atrakcja turystyczna i zjeżdżamy 15 km z głównej drogi. Niestety w tej części Afryki takie pojęcie jak atrakcja turystyczna nie istnieje. Jedyna ciekawostka to trawiaste boisko w lokalnej szkole które widzę w Afryce po raz pierwszy. Dotychczas były tylko klepiska.

Krótka narada i decyzja. Nie ma co kombinować jedziemy nad Zatokę Bengalską do Grand Bassam. To taki kurort pod Abidżanem. Może uda nam się popływać w oceanie i miło spędzić wieczór. Zwłaszcza że wkrótce wjeżdżamy na jedyną na Wybrzeżu Kości Słoniowej autostradę i znacznie zwiększamy prędkość przelotową. Niestety szybko robi się ciemno. Na dodatek musimy przebić się przez prawie 4,5 milionowy Abidżan. To istny horror. W końcu po ósmej zupełnie po ciemku docieramy do Grand Bassam. Długo kręcimy się w kółko aż znajdujemy jakiś hotel. Warunki całkiem przyzwoite ale tym razem drogo. Jest strasznie parno. To wpływ oceanu. Jesteśmy mokrzy. Pot leje się z nas ciurkiem. Musimy wypić po kilka piw tudzież whiskaczyka żeby dojść do siebie. Decyzję co do dalszej podróży odkładamy na jutro jak uda nam się skontaktować z Ernestem.

Dzień jedenasty
Grand Bassam

[ext_img=s]2310[/ext_img]

Dzisiaj po przejechaniu już ponad 3500 km robimy sobie lekki odpoczynek. Tak czy tak musimy czekać na Ernesta i Maćka więc nie mamy innego wyjścia. Ja nadrabiam od świtu zaległości w necie. Chłopaki śpią troszkę dłużej. Zamawiamy śniadanie które przygotowywują nasze przesympatyczne gospodynie. Jemy na podwóreczku. Jest strasznie parno. Wilgotność prawie 100 %. Pada propozycja żeby znaleźć inne lokum gdzieś przy plaży i tam przeczekać aż chłopaki nadjadą. Eryk z Darkiem jadą na rekonesans i wracają ze świetną miejscówką nad samym oceanem. Jedziemy bez ubierania się. Jedyne co zakładam na siebie z motocyklowych rzeczy to buty i kask.

Docieramy na miejsce i w końcu znajdujemy to czego szukaliśmy. Hotel z basenem i plażą nad oceanem. Szybko zrzucamy ciuchy i dajemy się sponiewierać falom. Czad. Moglibyśmy tak w nieskończoność ale przecież trzeba się napić i coś zjeść.

W tym momencie przyjeżdżają Erni i Maciek. Nareszcie. Maciek wygląda nie za dobrze ale w sumie jest ok. Reszta dnia to totalny chillout. Tak jak przystało raz na dziesięć dni. Z Tomkiem robimy krótki spacer po kurorcie. Niektóre stare postkolonialne rezydencje imponują swoim urokiem a tymczasem tuż obok inne popadają w ruinę. Zaglądam oczywiście do internetu co chwila spoglądając na spiętrzone fale oceanu. O zmroku wyglądają równie pięknie jak w dzień a może nawet piękniej.


Dzień dwunasty. W oczekiwaniu na spodnie
Grand Bassam - Tarkwa. Dystans 300 km

[ext_img=s]2311[/ext_img]

Tego poranku nie będziemy miło wspominać. Co prawda udaje nam się bardzo wcześnie wstać i szybko spakować. Planowany czas wyjazdu czyli 7.00 wydaje się niezagrożony. Bardzo nam na tym zależy bo przed nami granica z Ghaną i formalności wizowe. W tej części świata to zawsze musi potrwać. Niestety okazuje się że nie ma naszych spodni motocyklowych które daliśmy do prania. Kurtki są ale bez spodni to raczej nie pojedziemy. Nie pozostaje nam nic innego jak usiąść nad brzegiem oceanu, patrzeć na rozbijające się o brzeg fale i czekać na spodnie .... Koniec końców spodnie się znajdują w sąsiednim pokoju. Pani je schowała bo przy tej wilgotności na zewnątrz by nie wyschły. Nadal są lekko wilgotne ale to nawet lepiej.

[article_adv]

130 km do granicy z Ghaną pokonujemy bardzo sprawnie jadąc przez setki a nawet tysiące hektarów plantacji ananasów. Niesamowity widok. Ciemno-zielona płaszczyzna po sam horyzont. To jest właśnie taka Afryka jakiej oczekiwałem. Niestety na granicy zaczynają się schody. Nie mamy wizy. Słyszeliśmy wcześniej że możemy nabyć drogą kupna wizę tranzytową właśnie na granicy. Niestety ghańscy pogranicznicy o tym nie słyszeli. Oficer idzie do Bossa i wraca uśmiechnięty. Jest rozwiązanie. Dostaniemy jakąś "wyjątkową" wizę tranzytową o ile uiścimy po 50 USD od łebka. Co robić. Płacimy i jedziemy do celników. Tutaj oczywiście następny problem. Nie mamy karnetów a na naszych tablicach nas nie puszczą. Celnik zamyka okienko i naradzają się z szefem. Przysyłają w końcu jakiegoś agenta który ma wszystko ogarnąć. Jedziemy z Erykiem na stronę Ghany do jego "biura". Pada cena 250 w końcu targujemy na 230. Wnioskujemy że chodzi o ich walutę i daje to ca 60€ na twarz. Kiepsko ale co robić.

Zbieramy kasę. Eryk z Tomkiem jadą zapłacić i okazuje się że źle się zrozumieliśmy. Im chodziło o 230 000 Cefa czyli prawie 400 €. Awantura. Eryk nie daje za wygraną i w końcu staje na starej cenie. Jak to możliwe ? Widać możliwe. Po prostu przedsiębiorstwo którym zarządza dowódca celników. Nie ma się co dziwić że już od czasów Chrystusa nie mają dobrej prasy. Oczywiście to nie koniec. Zdziwilibyśmy się gdyby było inaczej. Przychodzi pośrednik i mówi że nie mamy ubezpieczenia. Kosztuje 25€ ale jak damy celnikowi po 10€ to on odda nam dokumenty i możemy jechać. Co robić dajemy. Nie chcemy ryzykować i spędzić tu całej nocy. Oczywiście ten odjazd natychmiast to też ściema. Tak czy tak potrwa to jeszcze dwie godziny. W końcu ruszamy i dostajemy dokumenty wartości 30 Cidi czyli przepłaciliśmy 200 zł. Biorąc pod uwagę że nie często mają takich leszczy a do podziału jest kupa osób to nie jest najwyższa cena.

Najważniejsze że w końcu wjeżdżamy do Ghany. Jeszcze tylko jeden posterunek policji gdzie już na nas czekają, jeszcze jedna pieczątka i możemy śmigać po Ghanie bez ograniczeń. Nasz aktualny plan to Park Narodowy Kumasi. Jest już późno i nie mamy szans dojechać. Zaczyna robić się ciemno. Szukamy miejsca na biwak ale zaczyna się kłopot. To nie jest subsaharyjska pustynia. Tutaj roślinność wybucha tak gwałtownie że znalezienie miejsca na biwak graniczy z cudem. W końcu zatrzymujemy się przy drodze. Aktualnie jest 22.00. Wszyscy już śpią tylko ja piszę. Mam nadzieję że jutro w końcu Park Narodowy mnie olśni. A na razie dobranoc.

Dzień trzynasty
Tarkwa – Winneba

[ext_img=s]2312[/ext_img]

Wczoraj pisałem tylko źle o Ghanie ze względu na problemy na granicy więc teraz kilka obiektywnych zdań. Wjeżdzając do Ghany nie trudno spostrzec że to już całkiem inny kraj. Inna Afryka. Te które odwiedziliśmy do tej pory są w jakimś letargu czekając nie wiadomo na co. Natomiast Ghana żyje. Oczywiście to ciągle Afryka ale przynajmniej coś się dzieje. Widać dużo inwestycji. Chińczycy budują drogi i nawet całkiem nieźle im się to udaje. Na drogach pojawia się nawet oznakowanie poziome i pionowe. Ludzie są zdecydowanie bardziej aktywni. Nawet łupienie turystów na granicy to w końcu też jakaś forma aktywności gospodarczej

Zupełnie znikają lepianki a nawet pojawia się gdzieniegdzie cegła. Oczywiście króluje pustak. Piękne rezydencje też nie są rzadkością. Stacje benzynowe wyglądają jak stacje i mają klimatyzowane sklepiki. Mimo wszystko to ciągle Afryka.

Ale wracajmy do poranku. Wstajemy w nie najlepszych humorach i nie wyspani. Trudno zasnąć jeżeli nad głową jeżdżą ciężarówki. Na dodatek wszystko jest wilgotne i mokre namioty musimy pakować do worów. Na dodatek okazuje się że Ernestowi coś się popierdzieliło. Chcemy zwiedzić Park Narodowy Kakum a jesteśmy na drodze do Kumasi. 100 km w plecy. Rewelka. Odpalamy motki i w końcu dojeżdżamy do Kakum. Po drodze kupujemy banany i ananasy. Nie muszę dodawać że smak ananasa też jest wyborny. Park Kakum to jedna z najwiekszych atrakcji Ghany, szczególnie kilkaset metrów mostów linowych wiszących 40 m nad ziemią. Nie żałujemy trzygodzinnego spaceru. W końcu możemy poczuć w pełni jak smakuje afrykańska dżungla.

Podczas zwiedzania nurtuje mnie i Tomka jak oni skonstruowali te mosty linowe a szczególnie jak zamontowali pierwszą linę bo dalej to pikuś. I tu z pomocą przychodzi nasz przewodnik. Rozwiązanie zagadki jest banalnie proste. Pierwszą linę wystrzeliwali z łuku. Dopiero pózniej na drzewo wdrapywał się robotnik i na bazie tego realizowali całą konstrukcję. Ponieważ jest niezbyt późno postanawiamy pociągnąć jak najdalej się da. W okolicach miejscowości Winneba znajdujemy hotel. Powtarza się sytuacja z Grand Bassam. Niektóre hotele nadzorowane są przez jakieś misje. W każdym pokoju leży Nowy Testament. Dlatego każdy z nas musi wziąć osobny pokój mimo że są one wielkie i łóżka również. Po prostu dwóch mężczyzn wg ich zasad nie może spać w jednym pokoju. Na szczęście Eryk targuje bardzo niską cenę. Zostaje trochę kasy żeby iść do lokalnego baru na piwo. Pijąc ten wspaniały trunek razem z Erykiem chłoniemy Afrykę każdym zmysłem. To są właśnie te niepowtarzalne chwile w podróży kiedy można się poczuć bardzo szczęśliwym. Dzisiaj z pewnością się wyśpię.


Dzień czternasty
Winneba - Atakpame. Dystans 423 km

[ext_img=s]2313[/ext_img]

Niestety myliłem się mówiąc wczoraj że się wyśpię. Otóż kiepsko spałem. Może powodem była bezszmerowa klimatyzacja a może fakt że jakoś się nie lepię po kąpieli. Być może mój organizm zaczyna źle znosić takie wygody

Dlatego pukający do drzwi Erni wcale mnie nie budzi. Szybko się zbieramy i już o godzinie siódmej jesteśmy zatankowani i ruszamy na granicę z Togiem. Ruch jest koszmarny. Afrykańscy kierowcy nie przestrzegają żadnych reguł. Kto silniejszy i bardziej bezczelny, ten lepszy. Czasami naprawdę bywa niebezpiecznie. Na szczęście jakoś udaje nam się dotrzeć w jednym kawałku na granicę i tutaj zaczyna się kolejny horror. Najpierw odprawa po stronie ghanijskiej. Trzeba odprawić motocykle i zapłacić po raz wtóry, tym razem za wyjazd. Pózniej pogranicznicy. Wypełniamy jeszcze raz formularze te same co przy wjeździe. Po co. Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Stoimy w dwóch kolejkach. Uff. Udało się. Ani na krok nie odstępują nas tutejsi pomagierzy. Czasami ich pomoc okazuje się przydatna żeby wiedzieć gdzie iść. Poza tym w ogóle. Przy tym za każdym razem próbują nas naciągnąć. Przy wizie im się nie udaje bo urzędnicy imigration szybko ich gonią i płacimy mniej. Pozostaje jeszcze odprawa motocykli. Znów próbują nas naciągnąć i znów im się nie udaje. Na koniec dostają równowartość 8€ czyli 5000 Cefa. Nie są zbyt szczęśliwi ale na tyle wyceniliśmy ich pomoc.

[article_adv]

Niestety plany poszły się j...ć. Chcieliśmy jechać do Aneho historycznej stolicy Togo i przeprawić się łodziami na wyspę. Niestety kolejny dzień nam uciekł. Dlatego po osiagnięciu najbardziej oddalonego punktu podróży po przejechaniu 4500 km lądujemy na plaży w Lomo stolicy Togo. Siadamy i podejmujemy decyzję powrotu na północ. Teraz będziemy już tylko bliżej domu. Oddalimy się co prawda na wschód i wjedziemy do Beninu, ale zrobimy to offem unikając wielkich przejść. Panuje tam straszna korupcja i brak poszanowania człowieka. Z kolei na tych małych to my jesteśmy atrakcją i idzie wszystko załatwić. Po przejechaniu prawie 100 km znajdujemy hotel w miejscowości Atakpame. Niestety w Togo przez dwa dni nie działa internet więc po kąpieli od razu możemy "wyjsć na miasto". Po kilkudziesięciu metrach znajdujemy super miejsce gdzie młoda Togijka przyrządza pyszną sałatkę. Do tego dwa piwa i idę spać. Nie mogę pisać bo litery mi się już zaczynają zamazywać. W takim razie dobranoc i do jutra.

Dzień piętnasty
Atakpame - Badou wodospad. Dystans 98 km

[ext_img=s]2314[/ext_img]

Rano próbujemy zaplanować dalszą drogę. Szybko jednak dochodzimy do wniosku że planowanie trasy na kilka dni do przodu w Afryce nie ma sensu. Dlatego ustalamy tylko najbliższy cel czyli największy wodospad w Togo i ruszamy. Wyjazd z miasta jak zwykle paskudny ale kilka kilometrów za miastem zaczyna się fantastyczna górska droga z wieloma zakrętami. Jedyny mankament to fakt że te ostre zakręty nie są asfaltowe więc trochę trzeba zwolnić ale mimo wszystko jest to jak do tej pory najciekawsza droga jaką tutaj jechałem. Wjeżdżamy na wysokość 800 m n.p.m. To co mnie miło zaskakuje w Togo to bardzo dobre oznakowanie dróg. Zaznaczone są wszystkie roboty drogowe i wszystkie pułapki które mogą na nas czekać. W Afryce widzę to po raz pierwszy.

Rownież wioski przez które jedziemy są bardzo zadbane i czyste. Musimy oczywiście zatrzymać się na punkcie kontrolnym przed wodospadem chyba dlatego że to strefa przygraniczna. Jak zwykle są jakieś problemy ale w końcu nas puszczają i docieramy do wioski skąd zaczyna się ścieżka pod wodospad. Ponieważ czeka nas półgodziny spacer korzystamy z miejscowego "hoteliku" przebieramy się i gasimy pragnienie piwem. Tak przygotowani ruszamy z naszymi przewodnikami w drogę. Po pół godzinie docieramy pod wodospad i wszyscy stwierdzamy że z pewnością było warto. Widok jest imponujący a przecież to pora sucha. Jak to musi wyglądać w porze deszczowej ? Oczywiście korzystamy z możliwości i pływamy w lodowatej wodzie pod spadającymi kaskadami wodospadu. Niesamowite przeżycie i przy okazji w drogę powrotną ruszamy odświeżeni.

Nasz przewodnik tłumaczy nam że pora sucha czyli nasza zima to najgorszy okres do zwiedzania Afryki. Przyroda jest bardziej żółta niż zielona. Dopiero w maju wybucha całą swoją okazałością i wówczas najlepiej ją podziwiać. Wracamy do wioski i tu następuje "rozłam" w grupie. Ernest z Darkiem i Maćkiem jadą offem dalej. Ja z Erykiem i Tomkiem dochodzimy do wniosku że to nie ma sensu. Zostajemy na miejscu. Pokoje są bardzo skromne ale kosztują tylko po 5€ i czujemy że spędzimy tutaj miło czas. I nie mylimy się. Co prawda najpierw trzeba wyjąć gwoździa i zakołkować oponę w moim GS-ie ale potem jest już bardzo wesoło.

W końcu możemy napić się zimnego piwa i whisky. Pogadać do wieczora o głupotach i pobawić się razem z mieszkańcami wioski którzy licznie ściagają do naszego baru. W końcu nie często tu zaglądają "białasy" i jesteśmy dla nich dużą atrakcją. Mamy czas rownież zaprzyjaźnić się z naszym przewodnikiem. Jest to 35-letni chłopak który skończył socjologię ale nigdy nie znalazł pracy i ciągle szuka sposobu na życie. W Afryce to standard. Idąc spać jednogłośnie stwierdzamy że był to nasz najwspanialszy dzień spędzony w Afryce.


Dzień szesnasty
Badou - Kara. Dystans 356 km

[ext_img=s]2315[/ext_img]

Budzę się rano niesamowicie wypoczęty i w świetnej formie. Biorąc pod uwagę ilość wczoraj wypitego alkoholu to zakrawa na cud :-) Dochodzę do wniosku że to z pewnością zbawienny wpływ wodospadu na klimat wioski w której spędziliśmy ten wyjątkowy wieczór. Ledwo zdążyłem wstać a już pojawia się tutejszy mechanik-wulkanizator z chińską pompką. Chyba ją zaiwanił Ernestowi. Jak on sobie bidul poradzi na tym offie biorąc pod uwagę że jest specjalistą od łapania gum

Pompka jest potrzebna do napompowania naprawionej wczoraj opony. Na szczęście Eryk spisał się na medal i opona trzyma ciśnienie. Można ruszać.

[article_adv]

Jak to w życiu bywa za wszystko trzeba zapłacić. Wczorajszą zabawę musimy nadrobić goniąc asfaltem w kierunku granicy z Beninem. Nie jest to wielka frajda jednakże nawet w takiej sytuacji można znaleźć przyjemne momenty. Gdzieś w połowie drogi postanawiamy zatrzymać się przy straganie zjeść coś słodkiego i wypić kawę. Z tym pierwszym nie ma problemu. Mają fajne pączko-racuchy. O kawie nie ma co nawet marzyć. My jednak jesteśmy przygotowani na każdą okazję. Eryk wyciąga kuchenkę, menażkę i kawę. Ze straganu pod daszek w cień przynoszą stolik, krzesełka i szklanki. Ni stąd ni zowąd jak spod ziemi pojawia się gromadka dzieci i dorosłych. Tak jest zawsze jak tylko się gdziekolwiek zatrzymamy. My i nasze motocykle zawsze jesteśmy dla lokalesów wielką atrakcją. Tym razem jeszcze większą atrakcją jest kuchenka gazowa. Miejscowi zachodzą pewnie w głowę jak my tam do środka upakowaliśmy ten węgiel drzewny. W końcu to ich podstawowe paliwo.

Częstujemy ich kawą i to dopiero jest dla nich zaskoczenie. Zachwycają się jej smakiem wychwalając w swoim języku pod niebiosa. W takich chwilach człowiek sobie zdaje sprawę że to co dla nas jest zwyczajną, powszednią rutyną dla innych może być największym rarytasem. I właśnie takie proste zdarzenia często najdłużej zapadają w pamięci. Jednak nie możemy za długo marudzić. Tomek rozdał już wszystkie długopisy, Eryk spakował sprzęt więc trzeba się zbierać. Reszta trasy przebiega nam równie sprawnie jak wszystko tego dnia. Grunt to dobra organizacja i dyscyplina.

Przed miastem Kara zatrzymujemy się na stacji benzynowej żeby przeanalizować sytuację. Od Ernesta nie mamy żadnej wiadomości ale jakoś nas to nie dziwi. Jest jeszcze wcześnie. Postanawiamy nie jechać dalej bo to chyba jedyne miejsce na naszej trasie gdzie możemy znaleźć jakiś hotel. Dość szybko i sprawnie znajdujemy takowyż z klimatyzacją i internetem. Szybka kąpiel. Rzeczy do prania przekazujemy pani która tylko na to czekała i ruszamy w miasto. Chociaż raczej to jedno wielkie targowisko, złomowisko itp. Jedyny plus znajdujemy knajpkę na dodatek z menu po niemiecku więc przynajmniej wiemy co wybrać. Jedzenie jest fantastyczne. Raczymy się nim na tarasie popijając zimnym piwem i patrząc na zgiełk i harmider kłębiący się przed nami. Humory dopisują. Szczególnie rozbawia nas widok kobiety niosącej felgę samochodową na głowie. Wiemy że Afrykanki są w tej dziedzinie dobre ale to to już mistrzostwo świata. Ponieważ nadal nie mamy wiadomości od Ernesta dochodzimy do wniosku że dalej będziemy sobie radzić dalej ale nie mamy z tym związanych wielkich obaw. Wyśpimy się i jutro pojedziemy do Beninu.

Dzień siedemnasty
Kara - granica z Burkina Faso. Dystans 290 km

[ext_img=s]2316[/ext_img]

Jednak hotelik to hotelik. Ciuchy daliśmy do prania i rano wszystko wyorane i złożone w kosteczkę czekało na nas w pokoju. Zjedliśmy lekkie śniadanko i nie mając żadnej wiadomości od Ernesta postanawiamy jechać sami do Beninu. Szybko docieramy na granicę i jesteśmy bardzo zdziwieni nawet podwójnie. Odprawa przebiega bardzo sprawnie i grzecznie. Niestety drugie zdziwienie jest już mniej przyjemne. Erni mówił że wiza kosztuje 10-15€. Akurat, tyle kosztowała ale w ubiegłym roku. Aktualna cena to prawie 50€ za dwudniową tranzytową wizę. Tak w ogóle to mam dobrą radę dla wszystkich wybierających się do Afryki. Nie ma sensu wyrabiać wiz na granicy.

Szczególnie jeżeli ma być ich więcej. Zawsze wychodzi to drogo bo dochodzą jakieś dodatkowe opłaty. Najlepiej zlecić to jakiejś wyspecjalizowanej firmie pośredniczącej. Ona zrobi to za niewielką opłatą i macie spokój. My robiliśmy to sposobem chałupniczym i przez to na każdej granicy tracimy bardzo dużo czasu i pieniędzy. Na szczęście benińscy funkcjonariusze są przynajmniej mili i uprzejmi co osładza nam gorycz wydanych pieniędzy. Nareszcie wjeżdżamy do Beninu i pierwsze co się rzuca w oczy to świetna droga biegnąca od granicy i ogólny porządek panujący w tym kraju. Nie ma tłumów dzieciaków i dorosłych wzdłuż ulic i dróg. W ogóle nie ma tego afrykańskiego rozgorączkowania. Benin wygląda jakby był w przeszłości kolonią niemiecką a nie francuską. Jak zawsze krótki postój na kawę którą przyrządzamy sobie sami i croissanty które oczywiście kupujemy. W końcu przed nami 200 km białej drogi czyli musowo off. Bo przecież w Afryce nawet żółte drogi nie zawsze są asfaltowe. Jakie jest nasze zdziwienie gdy ta droga którą zaplanowaliśmy na cały dzień jazdy okazuje się doskonałym asfaltem który pokonujemy w dwie godziny. Szybka decyzja i zjeżdżamy offem pod słynny wodospad w Parku Narodowym Penjari.

Droga jest bardzo fajna. Szuterek, trochę kamieni, troszkę piachu. Wszystkiego w sam raz. Oczywiście nie może się obyć bez tradycyjnej kąpieli w wodospadzie. Tym razem woda okazuje się dużo cieplejsza więc pływamy zdecydowanie dłużej. W drodze powrotnej spotykamy zagubioną trójkę wraz z Ernestem który przez dwa dni nie mógł znaleźć sieci żeby odpisać na SMS-a. Bidulek. Najważniejsze że Maciek jest już w dużo lepszej formie fizycznej co rownież odbija się na jego formie intelektualnej. Dlatego podejmuje jedyną, rozsądną w tej sytuacji decyzję i zabiera się z nami rezygnując z wodospadu. Jest już dość późno i raczej nie ma to większego sensu. Po powrocie na asfalt i przejechaniu 30 km w kierunku granicy z Burkina Faso znajdujemy w końcu jakieś miejsce na biwak i rozbijamy namioty. Ernest i Darek oczywiście nie docierają chociaż obiecali. Nie martwimy się tak bardzo natomiast bardzo doskwiera nam brak zawartości rotopaxa. Trudno, dzisiaj pójdziemy spać o suchym pysku. Bywa i tak


Dzień osiemnasty
Granica z Burkina Faso – Sabou. Dystans 497 km.

[ext_img=s]2317[/ext_img]

Spanie pod namiotem ma ten plus że wcześnie się wstaje. Podczas gdy my pijemy kawę dojeżdżają do nas Erni z Darkiem. Wczoraj nie mogli do nas zjechać bo była jakaś zadyma i bardzo agresywni ludzie w pickupie więc rozbili się 2 km dalej. Szybko się pakujemy i jedziemy na granicę z Burkina Faso. Policjanci na granicy probują nam wytłumaczyć że myśleli już że nam poderżnęli gardła. Podobno wczoraj w okolicach gdzie spaliśmy właśnie w ten sposób kogoś pozbawiono życia a ponieważ nas stracili z radarów myśleli że z nami mogło stać się to samo. Chyba są trochę przewrażliwieni. Na granicy po raz pierwszy sprawdzają nam bagaże. Za granicą kontrola za kontrolą. Do widoku policji z długą bronią już się przyzwyczailiśmy. Ale widok regularnego wojska w kamizelkach kuloodpornych i z kałasznikowami świadczy o powadze sytuacji.

[article_adv]

Na dodatek pierwsze 200 km to droga dziurawa jak szwajcarski ser. Trzeba zachować maksymalną koncentrację żeby utrzymać jakąś sensowną prędkość i jednocześnie zachować fabryczny kształt naszych felg. Po 200-tu km droga się poprawia ale podobnie jak w całej Afryce i tutaj uprzykrzają nam życie progi zwalniające. Są w każdej wiosce i są ,jak na nasze standardy, monstrualnych rozmiarów. Po sześciu tysiącach przejechanych kilometrów już nam chce się rzygać na ich widok i to dosłownie bo każdy taki próg to huśtawka góra-dół. No i oczywiście ciągle kontrole. Na jednym z posterunków cofają nas kilka kilometrów do dowódcy jednostki. W tym momencie już nie wytrzymuję i mówię ostro co o tym myślę. Na każdy mój zarzut otrzymuję tę samą odpowiedź. "To Burkina Faso nie Polska". Tomek z Darkiem idą się odlać pod lufą karabinu. Niewątpliwa atrakcja.

Przed nami jeszcze przejazd prze Wagadugu, kilkumilionową stolicę Burkiny. Ruch nieprawdopodobny, rzeka mopedów stosujących się do sobie tylko znanych przepisów. Jadę pierwszy i w pewnym momencie tracę chłopaków z pola widzenia. Niełatwo jest zawrócić w tym ruchu na dwupasmówce. W głowie kołaczą się najgorsze myśli. Na szczęście po kilkuset metrach widzę Maćka na dróżce dla mopedów a Eryka i Tomka na poboczu. Africa znowu klękła. Ledwo zdołałem się zatrzymać a na Maćka wpada rowerzysta. Nie miał szans na unik. Kierownica pogięta. Jaja jak berety. To chyba nie jest dobre miejsce na postój. Spychamy moto na pobocze a Maciek szybko usuwa usterkę.

Teraz już bez przeszkód docieramy do Morza Krokodyli w Sabou. Ja już zdążyłem zwątpić że znajdziemy jakiś nocleg ale są bardzo fajne afrykańskie domki nad samym brzegiem. Łóżko z moskitierą i twardym materacem. Mam śpiwór i będzie ok. Jest rownież prysznic. Toalety na zewnątrz ale da się przeżyć. Ja dostaję nawet swój jednoosobowy domek żebym mógł spokojnie pisać dla Was tę relację. Zjadamy kolację. Jaj nie urywa ale poprawiamy humor resztkami z rotopaxa i idziemy spać. Z krokodylami przywitamy się jutro.

Dzień dziewiętnasty. Sabou - Bobo Dioulasso
Dystans 273 km

[ext_img=s]2318[/ext_img]

Poranek i śniadanie nad Morzem Krokodyli. Szumna nazwa ale to raczej bajorko niż morze. Po śniadaniu idziemy nakarmić z naszym opiekunem Michaelem krokodyle. Trochę jesteśmy zdziwieni chodzącymi przy brzegu osłami i świnkami ale Michael objaśnia nam że krokodyle, których jest ponad setka, są regularnie dokarmiane żeby nie stanowiły zagrożenia. Świeżo zabitym kurczakiem udaje nam się wywabić kilka z nich na sesję zdjęciową. Nie są może wielkie ale ich uzębienie i tak robi na nas spore wrażenie. Jeszcze tylko sweetfotka z Michaelem i ruszamy w drogę.

Tym razem wiemy dokładnie dokąd jedziemy. Michael wcześniej zadzwonił do swojego kolegi w Bobo, Chabrela i zamówił nam hotel i zorganizował zwiedzanie. Bobo-Dioulasso to najbardziej znane turystyczne miasto w Burkina Faso i chyba już nasz ostatni postój turystyczny. Dalej już tylko ponad 3000 km paskudnych dróg po Mali, Mauretanii i Saharze Zachodniej. 270 km do Bobo to afrykańska rutyna. Nic się ciekawego nie dzieje oprócz tego że znowu klęka Maćkowa Africa. Ale to też już właściwie rutyna. Wymiana przepalonego bezpiecznika nic nie daje bo nowy spala się równie szybko. Trzeba znaleźć przyczynę. Szczególnie ż Maćkowi został już ostatni bezpiecznik. Na szczęście Eryk tak na wszelki wypadek ma cały komplet mimo że jego BMW nie ma przecież bezpieczników :-) Maciek odłącza wcześniej uszkodzoną pompę z obwodu i wszystko gra. Możemy jechać dalej.

O dziwo przez Bobo przejeżdżamy całkiem szybko i bez trudu znajdujemy nasz hotel a nas równie szybko znajduje Chabrel, daje Erykowi na tylne siedzenie chłopaka z firmy i w normalnych ciuchach bez kasków ruszamy na zwiedzanie Bobo. Najpierw do muzeum ale to nas nie porywa. Pózniej największy i najstarszy meczet w Burkina i na koniec największa wg mnie atrakcja czyli najstarsza dzielnica Bobo-Dioulasso będąca zarazem jego kolebką. Chociaż nie jest to atrakcja w naszym tego słowa rozumieniu. Tutaj mieszkają ludzie w tragicznych wręcz warunkach. Brud, śmieci odpady wręcz niewyobrażalne. Nie lubię nadużywać tego zwrotu ale "tego naprawdę nie da się opisać". Być może zdjęcia choć trochę oddadzą charakter tego miejsca. Na mnie robi to porażające wrażenie. Fakt że w tym samym czasie na tym samym globie mogą jednocześnie istnieć np Nowy York i ta dzielnica nie mieści się w głowie. Ja daję się skusić na wypicie lokalnie wyrabianego piwa chociaż obserwując to w jakich warunkach jest wyrabiane, wymaga to niemałej odwagi. Oprócz tego kupuję sobie kolejną czapkę z wyprawy. To taki mój zwyczaj :-)

Wieczór jest bardzo przyjemny więc odstawiamy motocykle i idziemy naprzeciwko hotelu do restauracji. Próbujemy typowych afrykańskich dań i raczymy się piwem. Po drodze do hotelu kupujemy jeszcze dwie buteleczki wina. To już ostatnie podrygi. Wkrótce Mauretania i zero alkoholu. Ale i na tę okoliczność mamy "zamelinowaną" resztkę rotopaxa. W hotelu czeka na nas Chabrel ze swoją dziewczyną żeby wyciągnąć nas na miasto ale grzecznie mu dziękujemy. Jesteśmy już mocno zmęczeni. Cały dzień jazdy w 34-ro stopniowym upale oraz zwiedzanie dały się trochę we znaki a jutro planujemy kolejne 600 km. Dopijamy więc winko i idziemy spać.


Dzień dwudziesty. Bobo Dioulasso - Segou
Dystans 490 km

[ext_img=s]2319[/ext_img]

Dobrze że wczoraj porozmawialiśmy jeszcze z Chabrelem o drodze do Bamako. Okazało się że ta którą planowaliśmy pojechać na Sikasso jest w bardzo kiepskim stanie. Dlatego razem z Erykiem i Tomkiem postanawiamy wybrać dłuższy wariant i pojechać na Koury. Nałożymy 60 km ale nadrobimy to prędkością. Ernest, Darek i Maciek wybierają krótszą drogę ale przy ich problemach sprzętowych to całkiem rozsądne rozwiązanie bo i tak szybciej nie pojadą. Dojeżdżamy na granicę i tu jak zwykle zaczynają się korowody. Wielokrotnie zadawane te same pytania. Zero komunikacji w języku angielskim i mnóstwo upierdliwych formalności.

[article_adv]

Na szczęście dla nas trafiamy na wyjątek. Jeden z funkcjonariuszy jest bardzo sympatyczny i dobrze mówi po angielsku. Gdy tylko usłyszał że jedziemy przez Segou od razu powiedział że musimy tam zostać bo właśnie w ten weekend odbywa się tam jeden z największych festiwali muzyki etnicznej w Afryce. Ale fart. Nie wahamy się ani chwilę i zmieniamy plany. Postanawiamy zostać w Segou i obejrzeć festiwal. Co prawda Erni chciał nas jeszcze wyciągnąć na północ Mauretanii żeby obejrzeć jakiś kamień, ponoć całkiem duży, my jednak wybieramy imprezę.

Zobaczymy się pewnie dopiero w Dakhli. I to jest właśnie przygoda a planowanie to, jak mawiają mądrzy ludzie, czas stracony. Opuszczamy bez żalu Burkinę Faso i wjeżdżamy do Mali. Czeka nas monotonnych 300 km. Jak na Afrykę to spory dystans. O jakości dróg już pisałem. Ilośc i częstotliwość występowania dziur jest tak duża że nie można sobie pozwolić na chwilę dekoncentracji. Nawet jak jest odcinek dobrej drogi to i tak trzeba zachować rozsądną prędkość bo krowy i kozy to dla nas równoprawni użytkownicy drogi tylko trochę mało przewidywalni. Do tego dochodzi upał. Co prawda na nas już te 35 stopni nie robi wrażenia ale po całym dniu jazdy, zmęczenie i trudność z utrzymaniem koncentracji dają się mocno we znaki. Na dodatek przez cały dzień nie możemy znaleźć miejsca w którym moglibyśmy coś zjeść. Wizyta w jednej z "restauracji" nawet mnie odrzuciła a przecież wszyscy którzy mnie znają, wiedzą że jestem w stanie zjeść prawie z każdego "pieca". Jedynym naszym pożywieniem są banany. Zapasy mamy zbyt głęboko schowane. Jutro je przypakujemy.

Dlatego z radością kończymy dzisiejszą jazdę w Segou. Hotel który przypadkowo wybrałem w nawigacji okazał się strzałem w dziesiątkę. Piękny i położony nad samym brzegiem Nigru. Parkujemy nasze motocykle w bezpieczne miejsce, przebieramy się i ruszamy natychmiast do wioski festiwalowej. Co prawda to 3 km " z buta" ale nie wahamy się nawet minuty. Spacer jest bardzo fajny bo możemy przy okazji obserwować lokalne życie z prędkością trochę mniejszą niż z motocykla. Festiwal to istna feeria barw, dźwięków i smaków. Po ścisłej kontroli przez antyterrorystów dostajemy się do środka. Pierwsze co robimy to "rzucamy się" na piwo. Cały dzień jazdy, upał i spacer zrobiły swoje. Zaspokoiwszy pragnienie możemy delektować się festiwalowym życiem. Fantastyczna muzyka, tańce i żywiołowa reakcja widzów robią na nas ogromne wrażenie. Niestety w pewnym momencie zdajemy że jest już noc i trzeba wracać. Przy wyjściu napotykamy stragan. Obiecaliśmy że nic już nie będziemy jeść ale widząc te długie bułeczki napełnione szaszłykiem warzywami z grilla i jakimiś przyprawami nie możemy się oprzeć. Akurat mamy szczęście że stoją tam trzy sympatyczne i nawet niebrzydkie dziewczyny które pomagają nawet skonfigurować taki zestaw smakowy. Bardzo im dziękujemy i rozkoszujemy się prawdziwym smakiem Afryki kierując się w stronę hotelu. W pokoju do północy wymieniamy się wrażeniami napoczynając resztki z rotopaxa przeznaczone na czarną godzinę. Jeszcze raz mogę stwierdzić. Planowanie - czas stracony.

Dzień dwudziesty pierwszy. Segou - Diema
Dystans 601 km

[ext_img=s]2320[/ext_img]

Zaraz po przebudzeniu wracają do nas echa wczorajszej wizyty we wiosce festiwalowej. Żal nam że nasi koledzy w pędzie do monstrualnego kamienia przepuścili taką możliwość zobaczenia Afryki w pełni okazałości jej kultury. Ale cóż, bywa i tak.

Wstajemy z przekonaniem że tutaj już nic lepszego nas nie spotka. I w pewnym sensie mamy rację. Śniadania w całej Afryce są marne. Ale nie ma znaczenia co się je jeżeli spożywa się ten posiłek na tarasie nad brzegiem Nigru. My tutaj sobie wcinamy małe co nieco a 100 m dalej rybak wybiera ze swojej łódki wczoraj zastawione sieci. A obok robotnicy uwijają się wyładowywując drewno dopiero co zaparkowanej barki. Afryka w całej, spokojnej i niespiesznej okazałości. Niestety my, Europejczycy śpieszymy się po nową przygodę. Ciągle nam mało. Droga do Bamako pyszna. Równiutka i w końcu 200 km bez "leżących policjantów". Jadę, o zgrozo, na tempomacie. Następny punkt programu przejazd przez Bamako. Chciałbym przy okazji zauważyć że tutaj w Afryce pojęcie takie jak obwodnica jest zupełnie nieznane. W związku z tym każdy kto na swojej drodze ma którąś z tych wielomilionowych, tętniących życiem aglomeracji musi się w nią zagłębić. Tym razem wyjątkowo sprawia mi to ogromną przyjemność. Jestem w dobrej dyspozycji i przeciskanie się między autami i wdzierającymi się z każdej strony "motopiździkami" sprawia mi wyjątkową przyjemność. Są chwile grozy, adrenalina buzuje ale w końcu po to się żyje :-)

Następne 200 km to niestety powrót do rzeczywistości. Nierówny asfalt, dziury, w końcu szuter z resztkami asfaltu. Na początku naszej eskapady jak tylko widzieliśmy kawałek szuterku to każdy z nas odkręcał gaz ile fabryka dała. Teraz jest inaczej. W rozmowach między sobą nie wstydzimy się że jesteśmy już mocno zmęczeni. 7 000 km po trudnych a czasami wręcz ekstremalnie trudnych drogach w upale i słońcu zrobiły swoje. Do zamknięcia naszej pętli mamy mniej niż 3 000 km. Chcemy dowieźć siebie i nasze motki w całości do Dakhli pamiętając o tym że najwięcej nieszczęść zdarza się na ostatniej prostej przed domem. Dlatego nie kozaczymy i spokojnie lawirujemy między dziurami.

W miejscowości Didjeni robimy krótką przerwę na małe co nieco. Tomek wypatrzył grilla z mięsem. Wygląda okropnie czyli tak jak lubię. Znalazłem w Tomku kompana do kuchennego ryzyka. Tomek pyta się czy to "muuu". Na szczęście to "beee" i od razu zamawiamy dwie porcje. Nic to że szef nakłada wszystko rękoma. Ważne że dodaje cebulę , przyprawy i wykałaczki i wszystko podaje na kawałkach worka po cemencie. Pyyyycha. Niestety trzeba szybko jeść bo nam białasom czas szybko ucieka. Mapa wskazuje jakąś drogę, moja nawigacja rownież ale to totalny piach. 150 km nie damy rady. Brakuje czasu. Na szczęście Tomek ma inną mapę i dzięki niemu znajdujemy tę właściwą drogę. Od razu przypomina mi się Frank Sinatra w tłumaczeniu Wojciecha Młynarskiego i podążamy właściwą drogą. Na punkcie kontrolnym w Didjeni dowiadujemy się że nasi już tu byli w pędzie do wielkiego kamienia. My, w odróżnieniu od nich rozbijamy obozowisko przed granicą i postanawiamy przeczekać do jutra. Z sąsiedniego namiotu Tomek krzyczy żebym napisał o rozgwieżdżonym niebie więc piszę ale się specjalnie nie przyglądałem. Niebo jak niebo. Widziałem je na Atacamie i jak mawiają starożytni Rzymianie, "chwatit". Trzymajcie się ciepło bo my nic innego nie robimy. Dobranoc

Czytaj ciąg dalszy tutaj.

" ["ancestor_id"]=> string(2) "15" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1458475307" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "85" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(58) "https://facetpo40.pl/motocykle/afryka-zachodnia-2016-cz-2/" ["link_info"]=> string(20) "Dalszy ciąg wyprawy" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_1997" ["visits_counter"]=> string(4) "9376" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "85" ["name"]=> string(9) "Motocykle" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(9) "Motocykle" ["about"]=> string(169) "Motocykl określa charakter i osobowość faceta. Wybierasz klasyczne choppery czy wolisz szybkie ścigacze? Jaki jest idealny motocykl dla mężczyzny po czterdziestce?" ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(false) ["slug"]=> string(11) "0-motocykle" ["lft"]=> string(2) "75" ["rgt"]=> string(2) "76" ["level"]=> string(1) "2" } } [49]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "1996" ["slug"]=> string(20) "dalej-niz-dakar-solo" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(23) "Dalej niż Dakar. Solo." ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(445) "Luty - sezon ogórkowy w temacie związanym z jazdą motocyklem, wiadomo zamiast motorów rządzą narty. Środek astrologicznej zimy każdego zapalonego moto maniaka nastraja raczej pesymistycznie…2 lata temu o tej porze roku kończyłem swój pierwszy w życiu rajd. Budapest – Bamako – najdłuższy amatorski rajd świata, często nazywany „niskobudżetowym Dakarem” dla każdego, zadziałał na mnie jak przysłowiowy lep na muchy." ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(18481) "

Hasło rajdu bardzo wymowne – Anyone. By Anything. In Any Way. By Any Means. Nic więcej nie potrzebowałem żeby poczuć motyle i dostać pozytywnego pierdolnięcia ;) I inne podhasła które rozpalały moją wyobraźnię – „The World’s Largest Amateur Rally”, „Low-budget Dakar alternative”, „Dakar for the poor”, „Ultimate African Road Trip”. Marzenie żeby stanąć na mecie najtrudniejszego kiedyś rajdu świata. Bezcenne.

[ext_img=s]2340[/ext_img]

Od tego się zaczęło – od marzenia o Dakarze

[article_adv]Rajd ten, biegnący w większości przez dakarowe odcinki – nie może zostać obojętnym dla każdego kto choć raz widział i przeżywał te uczucia w telewizornii. Kto pamięta te lata to doskonale wie o co chodzi. To była magia. Cały świat śledził zmagania pustynnych jeźdźców, codziennie wyczekując wieczornych wiadomości i kolejnych doniesień z rajdu. Bez nowoczesnych środków łączności te chwile były jak przekaz z nie z tego świata. I te twarze z odciśniętym znojem, potem i wysiłkiem. Chyba każdy facet gdzieś w środku gniótł w sobie skrajne emocje. Podziw, odwaga, strach i obawa. Ten rajd zbudował mit który trwa do dziś. Legenda która wciąż żyje i żyła też we mnie.

[ext_img=s]2341[/ext_img]

Marzenie o piaskach Sahary

Dużą zachętą i inspiracją żeby o tym „pomyśleć” była informacja, że nie istnieją żadne ograniczenia dotyczące pojazdów lub osób które mogą wystartować. No limits.

Generalnie są do przejechania dzienne etapy które należy ukończyć pomiędzy Budapesztem a….Bamako w Mali. Nie ma limitu czasowego. Niepisana zasada jest taka, aby zdążyć dojechać do kolejnego odcinka przed zachodem słońca. Punkty są przyznawane za ukończenie kolejnego etapu. Są dodatkowe wyzwania w postaci punktów za orientację w terenie. I najważniejsza zasada: pojazd nie ma obowiązku być na mecie tylko UCZESTNIK można ukończyć rajd po prostu z kimś innym z innym zespołem…więc hulaj dusza piekła nie ma! Piękna i cudowna alternatywa.

[ext_img=s]2342[/ext_img]

Trasa rajdu przez Afrykę

[ext_img=s]2343[/ext_img]

Poszczególne etapy w kilometrach


[article_adv] Oczywiście zgodnie z hasłami przewodnimi organizator praktycznie nie zapewniał nic oprócz numeru startowego, roadbook’a, pomocy w załatwieniu wiz i niezbędnych ubezpieczeń w każdym afrykańskim kraju przez który przebiegała trasa rajdu. Majestatyczne i czarowne Maroko, niewzruszona Sahara Zachodnia, magiczna, wręcz mistyczna Mauretania, kolorowy i radosny Senegal czy wreszcie entuzjastyczna Gambia, tam gdzie była meta w stolicy Banjul. Ze względu na sytuację polityczną ostatecznie zrezygnowano z dotychczasowej mety jaką była stolica Mali, Bamako.

[ext_img=s]2344[/ext_img]

Jeden z „hardkorowców” na ETZ 250

[ext_img=s]2345[/ext_img]

Nawet nasz „maluch” brał udział w edycji w 2013r, numer startowy 143

Organizator informuje, że transkontynentalny rajd nie jest dla niedzielnych kierowców; jest maksymalną przygodą z minimalną pomocą (w praktyce absolutnie żadną) obsługa nie posiada śmigłowców ratowniczych, holowników samochodowych, tłumaczy, prawników czy przewodników. Generalna zasada to poleganie na własnym szczęściu, zasobach i umiejętnościach. Jedyne co jest pewne na Budapest-Bamako to niepewność. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy. To przygoda. To duże wydarzenie społeczności na dwóch kontynentach w ciągu 2 tygodni. 9000 km to wyzwanie dla maszyn i dla ludzi. Tyle słów zachęty. Albo zniechęcenia. Do wyboru.

[ext_img=s]2346[/ext_img]

Jeden z etapów przez pustkowia Maroka, dziś „tylko” 650 km

I z takimi informacjami zapisałem się we wrześniu na rajd. Start w styczniu. Motocykl zakupiłem w maju już z myślą o tym rajdzie. Kalkulowałem, obliczałem czytałem o dakarowskich legendach i wybór padł na jedyny optymalny i w miarę ekonomiczny motocykl - Yamaha Super Tenere XTZ 750. Jednocześnie zgodny z duchem low budget’owych założeń. Zrównoważona moc dwóch cylindrów, masa oleju, sucha miska, łatwość w obsłudze czy nawet dostępność części. Jak się później okazało decyzja ta była kluczowa planując rajd w pojedynkę. Legendarna niezawodność i trwałość jednostki napędowej (przebiegi nawet 250.000km). Zaufałem japońskim technologom z lat 80-tych kiedy to właśnie tworzyli z myślą o Dakarze. Masa żelastwa gwarantowała bezkompromisowość i w miarę bezawaryjność a o to przecież chodziło. Bez zespołu. Bez żadnego wsparcia. Bez oglądania się na nikogo. Wielka wiara we własne umiejętności prowadzenia ciężkiej (na sucho 240 kg) maszyny. I niezachwiana wiara w Tośka – tak nazwałem swojego nowego przyjaciela. Kompletny odpał.

[ext_img=s]2347[/ext_img]

Legendarna Yamaha Super Tenere XTZ 750 – model który wielokrotnie zdobył 1 miejsce w rajdzie Paryż - Dakar.

[ext_img=s]2348[/ext_img]

W oczekiwaniu na prom do Maroka

Na początku miałem jeszcze w miarę sporo rzeczy – w sumie razem ze mną było tego jakieś prawie 400kg. Bez szans na piaskach pustyni. Pozbywałem się balastu bardzo szybko jak tylko skończyły się utwardzone nawierzchnie. Niezbędne minimum do przeżycia. Lekki śpiwór, wędzona szynka która dawała radę w 40st upale, zapas paliwa i wody, ręczna profesjonalna pompka (niezbędna!) komplet kluczy, świec, regulator napięcia który lubił się palić, dętki i parę tam jeszcze szpejów.

[ext_img=s]2349[/ext_img]

Bagażnik na kanistry 

[ext_img=s]2350[/ext_img]

Maroko – na początku afrykańskiego odcinka mróz, zimno, śnieg, buty wersja zimowa, temperatura poniżej zera

[ext_img=s]2351[/ext_img]

Maroko – początkowy odcinek rajdu, wysokość ponad 2000m n.p.m. – przejazd przez Atlas Wysoki

[ext_img=s]2352[/ext_img]

Atlas Wysoki

[ext_img=s]2353[/ext_img]

A zaledwie kilka dni później tylko piach, suchy piach ….


[article_adv]W takich pięknych okolicznościach przyrody, banalna butelka z wodą stawała się lejkiem i wybawieniem w pośrodku niczego na 450 kilometrowym odcinku przez pustynię w Mauretanii. I zabawna historia, gdzie porywisty wiatr wyrywa mi ją z ręki i widzę jak oddala się w szybkim tempie i biegnę za nią jak szalony bo wiem, że jak jej nie dopadnę to stracę cenne litry przy wlewaniu paliwa z kanistra do baku…a ta skubana tańczy, turla, podskakuje a ja śmieję się do rozpuku widząc komizm całej tej sytuacji.

[ext_img=s]2354[/ext_img]

Etap do Laayoune 

A potem mega wyzwanie. Spalone sprzęgło jakieś 120km przed końcem kolejnego etapu. Zdradliwy odcinek nad oceanem i maź która dosłownie zalepiła Tośka na amen po silnik. I tu opatrzność miała mnie w swej opiece, bo pojawili się chwilę potem Słowacy swoim Jeepem Rangerem. Zabrałem się z nimi i wróciłem po motocykl z…Ministrem Turystyki Islamskiej Republiki Mauretanii który po długich negocjacjach zdecydował się mi pomóc (tylko 350 Eur ;) a był na kolejnym odcinku jako zabezpieczenie rajdu. To właśnie z powodu śmierci kilku Francuzów w Mauretanii przeniesiono rajd Paryż-Dakar do Ameryki Południowej.

Przeżyliśmy wspólnie chwile grozy jadąc brzegiem oceanu podczas przypływu – bezcenne - żeby skrócić sobie dystans. Dodatkowe 240 km tam i z powrotem po pustyni plus ponad 150km do najbliższego miasta gdzie lądujemy o 5.30 rano. 3h snu i jedziemy do lokalnego mechanika. Oczywiście sprzęgła nie ma, ale to NO PROBLEM. W Afryka jest wszystko. Po kilku godzinach faktycznie zjawia się inny ciemnoskóry jegomość z kółeczkami w ręce. Cena wywoławcza 400Eur. Zbijam do 200Eur po jakiejś pół godzinie, i tak nie mam wyjścia. Po zamontowaniu oczywiście sprzęgło ślizga ale nie jest tak źle. Jestem uratowany!!! Mogę jechać dalej i w kolejnym obozie witają mnie skonsternowane miny innych uczestników rajdu, którzy położyli już na mnie przysłowiowy krzyżyk.

Jestem dalej w grze. Ależ jestem dumny z siebie!

[ext_img=s]2355[/ext_img]

Znowu w trasie!!

[ext_img=s]2356[/ext_img]

Serwis Yamaha gdzieś na trasie – jeszcze w Maroku, potem pozostało już tylko zawierzenie w maszynę

Kolejne etapy w Senegalu już bardziej spokojne. Piaski pustyni zamieniły się w sawannę, pojawia się roślinność, drzewa i trawa. I bardziej utwardzone nawierzchnie. To miód dla nowego „sprzęgła”. Wioski i mnóstwo dzieci które co przystanek oblegały mnie zewsząd. Chłopacy dotykali każdego elementu Tośka z uwielbieniem i podziwem. W ich oczach widać było szczerą radość i fascynację z powodu „odwiedzin” gościa z innej planety. I wtedy dotarło do mnie że kiedyś ja sam, mniej więcej w ich wieku z niewiarygodnym namaszczeniem patrzyłem na takich facetów… i… zamarzyłem…

[ext_img=s]2357[/ext_img]

Camping w Senegalu

Robi się bardzo gorąco, temperatura dzień w dzień dochodzi do 40st. Jak na początek lutego wymarzona pogoda na moto ;) Niektóre asfaltowe odcinki popołudniami zamieniały się w niebezpieczne „lodowisko” i jakiś gwałtowniejszy manewr na „kostkach” mógł zakończyć się glebą. Dalej pełna koncentracja pomimo lejącego się wszędzie potu. Dakar nie był na trasie rajdu ale mijając go gdzieś niejako po drodze pojawiło się uczucie zwycięstwa. I ogromna satysfakcja.

[ext_img=s]2358[/ext_img]

Jeden z uczestników na trasie w Gambii, jak widać Łada daje radę

Potem Gambia. Krótkie odcinki w tumanach kurzu wśród roześmianych tubylców. I wreszcie stolica – Banjul. Przejazd przez metę, gratulacje od wszystkich poznanych w trasie i nieskłamana radość którą wspólnie celebrujemy wraz z Gambijskimi muzykami na scenie pod gołym niebem. W rozmowach pojawiają się kolejne plany i wyzwania. Może znowu za rok???

[ext_img=s]2359[/ext_img]

Na mecie w Banjul, Gambia

[ext_img=s]2360[/ext_img]

Na mecie rajdu w Banjul, wraz Z Chrisem z Anglii i Guy’em z Belgii

[ext_img=s]2361[/ext_img]

Mocno wyluzowani z Chrisem na imprezie zakańczającej rajd w Banjul

[ext_img=s]2362[/ext_img]

„Dakarowe” srebro


[article_adv]Genezą rajdu przez pomysłodawcę było wskrzeszenie ducha rajdu Paryż-Dakar tworząc jego niskobudżetową odmianę „dla każdego”, jednocześnie krzewiąc charytatywną pomoc dla mieszkańców Afryki. Uczestnicy w ramach rajdu samodzielnie organizują środki by potem zawieźć je do Afryki. Każdego roku zawożone są środki medyczne, techniczne, wykopywane są nowe studnie, budowane nowe szkoły, wyposażane obiekty w instalacje fotowoltaiczne a nawet przywożone całe, kompletne ambulansy. Pomysłowość uczestników jest imponująca. Dotychczas przekazano na te cele kila milionów Euro z prywatnych środków. To druga twarz rajdu a być może pierwsza. Każdego roku zespół który wykona najbardziej wybitną, charytatywną pracę odbiera nagrodę – Mother Teresa Charity Award.

[ext_img=s]2363[/ext_img]

Najmłodsi uczestnicy rajdu to dzieciaki które zaangażowały się w akcję charytatywną. Przekazywały dla dzieci z Afryki swoje zabawki  i dołączały własnoręcznie namalowane obrazki  

[ext_img=s]2364[/ext_img]

Paczki do Afryki dzięki pomocy wielu przyjaciół, znajomych i Gości hotelu villa Toscana  którzy zaangażowali się w akcję charytatywną

W 2011r. wprowadzono nową kategorię tzw. Bamako Spirit Category której celem jest zachowanie oryginalnego ducha założycielskiego rajdu. Organizatorzy zapraszają najbardziej kreatywne, śmiałe, szalone i śmieszne załogi, które mają szansę na wystartowanie w rajdzie bez kosztów organizacyjnych. Masz odważną wizję? Przyjdź i ją zrealizuj. Nawet wysłużonym ale wciąż sprawnym wozem strażackim ;)

I w ten właśnie sposób, dzięki szalonym marzycielom dla marzycieli powstał najdłuższy, amatorski rajd świata.

Afrykańskie kraje Islamskie. Czarna Afryka. Bezmiar pustyni. Solo. Czy trzeba być wariatem? Trochę tak :-) ale to właśnie wariaci pchają ten wózek zwany światem do przodu.

Na koniec podzielę się z wami tym, co mi pomogło zrealizować tak karkołomny projekt.

Medytacja w czasie jazdy – codziennie banan nie schodził mi z gęby ;)

Koncentracja na sobie, na chwili obecnej – czujność, uwaga, obserwacja.

Radość z jazdy dzień po dniu – dla tego uczucia dam się pociąć na żyletki ;)

[ext_img=s]2365[/ext_img]

Chwila zadumy…

Jerzy Strama

PS. W trakcie rajdu okazało się że organizator zainteresowany był wyłącznie własnym interesem i mówiąc wprost, zarobieniem kasy. Pojawiło się kilka wątków które pokazały jeszcze inną twarz organizowanego rajdu. Takie życie. Ale to tylko mały szczegół pośród ogromu niezapomnianych doznań i nawiązanych nowych znajomości i przyjaźni.

Najlepszą sprawą byli uczestnicy samego rajdu którzy podeszli do całości z dużym profesjonalizmem i zaangażowaniem czego nie można powiedzieć o organizatorach.

W trakcie ostatniego wydarzenia na przełomie stycznia i lutego 2016 r ze względu na zagrożenie terrorystyczne została zmieniona trasa rajdu – odbywała się tylko po terytorium Maroka. Ze względu na brak odwołania a tylko zmianę trasy rajdu, organizator nie przewidywał i nie zwracał pieniędzy za wpłacone koszty organizacyjne. Wiele załóg poczuło się oszukanych. Wiele z nich na własną rękę kontynuowało wcześniej zaplanowaną trasę do stolicy Mali, Bamako.

[ext_img=s]2366[/ext_img]

Z Medical Team – Belgia, w Saint Louis Senegal

[ext_img=s]2367[/ext_img]

Medical Team udziela pomocy węgierskiemu motocykliście na trasie rajdu. Na co dzień dwójka Belgów pracuje jako wojskowi medycy na misjach 

[ext_img=s]2368[/ext_img]

Z Krisem podpisujemy się na ambulansie który został dostarczony w jednym kawałku przez belgijski Medical Team dla szpitala w Banjul. 

[ext_img=s]2369[/ext_img]

Medical Team z Merem miasta Banjul (ten największy w niebieskim stroju ;) i zarządem szpitala któremu ofiarowano ambulans

[ext_img=s]2370[/ext_img]

Ambulans został zbudowany za pieniądze kilkuset osób, każda „wpłaciła” 5EUR i podpisała się na karoserii samochodu, wewnątrz znajduje się kompletna aparatura do pomocy medycznej 

[ext_img=s]2371[/ext_img]

Kolejny dar od uczestników

A po rajdzie przyszedł czas na przegląd przed sezonem ;)
Mechanik się załamał ale dał radę! Chwała mu, bo były chwile załamania nerwowego…

[ext_img=s]2372[/ext_img]

Tosiek after rally…cdn…

" ["ancestor_id"]=> string(2) "15" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1458472424" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "85" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_1996" ["visits_counter"]=> string(4) "5813" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "85" ["name"]=> string(9) "Motocykle" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(9) "Motocykle" ["about"]=> string(169) "Motocykl określa charakter i osobowość faceta. Wybierasz klasyczne choppery czy wolisz szybkie ścigacze? Jaki jest idealny motocykl dla mężczyzny po czterdziestce?" ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(false) ["slug"]=> string(11) "0-motocykle" ["lft"]=> string(2) "75" ["rgt"]=> string(2) "76" ["level"]=> string(1) "2" } } [50]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "1995" ["slug"]=> string(22) "gory-deklinacja-wolacz" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(29) "Góry! (deklinacja: wołacz.)" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(235) "Ostatnim czasem, zewsząd atakuje nas pewien producent medykamentu w spray'u mającego pomóc w rzuceniu palenia. Parafrazując ową reklamę w TV, aż chciałoby się powiedzieć: góry zdobywa się ciężko... ale nie na motocyklu!" ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(18275) "

O ile z rzuceniem palenia to i owszem, problem jest i to spory, o tyle motocyklowi podróżnicy owe góry zdobywają z przemożną wręcz łatwością. Chciało by się powiedzieć: przewaga dzięki technice (org. Vorsprung durch Technik ). Te słowa Hansa Bauera (slogan na potrzeby AUDI) nabierają nowego znaczenia, gdyż to właśnie dzięki sprawnemu jednośladowi każdy z nas może doświadczyć na własnej skórze tej "łatwości", bez bólu stóp, syndromu łydek piechura czy chociażby litrów potu przelanych na podejściu.

[article_adv]

Prawie każdy z "Nas" ma możność (choć nie zawsze możliwość, a szkoda) odbycia choć raz niezapomnianej podróży w osławione górskie przełęcze... gdzie zawsze spotkasz kogoś na dwóch kołach. Nota bene wśród nich są także i motocyklowi palacze! Wiec coś we wspomnianej na początku reklamie życiowego jednak jest. C'est la vie...

Wśród populacji (także tej motocyklowej) jest oczywiście także grupa ludzi niezbyt przepadających za górami, co nawet jestem w stanie zrozumieć, gdyż wizja letnich wakacji w górach to nigdy nie było coś z tych rzeczy za które oddałbym życie, ba, nawet sama wizja nigdy nie spowodowała krzty podniecenia ani nawet zwiększenia tętna ponad 65 uderzeń na minutę. Ale jak to mówią, wszystko do czasu...

Jako, że przydługich wstępów nigdy nie należy nadużywać, a czytelnika zawsze należy traktować z należytą atencją i szacunkiem – do rzeczy!

Pierwsza "poważna" motocyklowa wyprawa jest zawsze przeżyciem niezapomnianym. Ale i każda kolejna nie traci nic z tej pierwotnej magii, jeżeli dobrze zaplanujesz trasę i należycie się do tego przygotujesz. Co najważniejsze - pole do popisu jest duże. Europa obfituje w mnóstwo ciekawych miejsc, które warto odwiedzić jednośladem. Oczywiście wszystko jest kwestią indywidualnych upodobań każdego "turysty" z osobna, lecz wysokogórskie przełęcze są czymś tak oczywistym, że nie ma sensu się nad tym zbytnio rozwodzić. Jak mawiał klasyk: "oczywista oczywistość". Choć to prakseologiczna sprzeczność, śmiało podpisuję się obiema "ręcami". I nogami zresztą też.

[ext_img=s]2273[/ext_img]

Raz spróbujesz, i już zawsze będziesz miał na to ochotę. Brzmi jak gadka o seksie? To prawda, bo emocje jakie wywołują ten wspomniany, oraz nawijanie kilometrów po równych wyjątkowo krętych drogach położonych wiele metrów nad poziomem morza, nierzadko wyrwanych naturze – wyrytych w litej skale przy akompaniamencie innych uroczych okoliczności przyrody ma wspólny mianownik – niczym nieskrępowana radość.


Dopóki nie spróbujesz wejść na wyższy poziom motocyklowego "jestestwa", doputy twoje motocyklowe życie nie będzie spełnione. Owszem, są i tacy którym do szczęścia wystarcza bulwarowy lans o zmierzchu w niedalekiej odległości od garażu oraz duże logo markowego producenta na plecach. Ale nie o tym idzie tekst!

Ciężko jest podać idealną trasę, gdyż nie każdy dysponuje wystarczająca ilością środków i czasu, niemniej warto jest stawiać sobie za cel odleglejsze miejsca naszego kontynentu. Samo snucie marzeń samo w sobie jest przyjemne, a ich ziszczanie to już kompletna nirvana. Zwłaszcza gdy "trafisz" z pogodą, co wcale nie jest niestety takie oczywiste. W górach zwłaszcza. Hołdując pewnym zasadom o czym za chwilę, sprawisz sobie potężną przyjemność, która będzie napędzać cię przez zimę do kolejnego sezonu. I tak (totalny "must have" jak to mówi młodzież, takie czasy mości panowie...):

Zaplanuj z wyprzedzeniem dokładnie trasę, najlepiej miejscowość po miejscowości, a unikniesz tego że twój nader inteligentny GPS wybierze za ciebie i każe gnać ci nudną autostradą, bo że niby szybciej będzie. Zapamiętaj - na wakacjach sie nigdzie nie spieszymy! W tym temacie sporo znajdziesz w necie za sprawą takich ułatwień jak chociażby alpentourer.eu czy inne pokrewne, choć nic nie zastąpi przeglądania google map pod dużym zbliżeniem – im bardziej zakręcony żółty pasek drogi, tym zapowiada się ciekawiej.

[ext_img=s]2274[/ext_img]

Starannie przygotuj siebie i motocykl. Koniecznie weź kilka "trytek", śrubokręt jakiś klucz i koniecznie jak to mówią yankesi srebrną "duct tape",

Staraj się nie jechać do i z powrotem tą samą drogą. Weź sobie do serca słowa Grzesia Skawińskiego z "Kombii", w końcu "jest tyle dróg do zdobycia...",

Możesz "myśleć technologicznie", ale papierowa mapa może uratować ci tyłek. Pozostając w klimacie polskiej piosenki, aż chciałoby się zaśpiewać: "Nigdy nie wierz kobiecie..." W miejsce słowa kobieta podstaw wyraz GPS.

[article_adv]

Twój nawet najdroższy elektroniczny przyrząd nawigacji satelitarnej może po prostu zawieść. A to padnie antena, czasem ładowanie, uszkodzi się podczas wywrotki bądź znajdzie śniadego amatora cudzej własność rodem z kraju Wlada "Palownika". Nie mówiąc już nic o cyber ataku chińskich hakerów. Bądź przezorny, co nie znaczy że masz być staromodny. Tak czy siak, mapy ci raczej nikt nie pożyczy na wieczne oddanie, a jak "staruszka" dostanie trochę wilgoci najwyżej lekko zblednie.

Wiem coś o tym, raz kiedyś już pierwszego dnia moto-wakacji, podczas szybkiego przelotu szwedzką autostradą pękł plastikowy uchwyt "marketowego giepeesa". Na nic zdały się lamenty i nieskuteczna próba włożenia urządzenia pod odbijające promienie słoneczne przezroczyste wieko tankbaga. Z pomocą (jak zwykle zresztą) przyszli krajanie znad Wisły i ich darowizna w postaci osławionego "daktejpa", który zamocował ustrojstwo na pulpicie, metodą klejenia na krzyż do zegarów. "Nie łamiotsa". Innym razem czerwcowa śnieżyca w okolicach szwajcarskiego Davos skutecznie pozbawiła życia tego bądź co bądź pożytecznego urządzenia, które do dziś "nie doschło" (choć suszy się już dwa lata).


A propos schnięcia, nie dopuść ażeby twoje wdzianko zmokło na wylot. Nie ma nic gorszego niż podróż w mokrych majtkach. Wierzcie bądź nie, ale w takim przypadku odechciewa się dosłownie wszystkiego, zaś zdrowo przemoczone grube ciuchy motocyklowe nie mają chęci schnąć zbyt szybko. W takiej chociażby Norwegii potrafi to trwać i ze dwa dni. Zawczasu pomyśl o dobrej przeciwdeszczówce, najlepiej takiej dwuczęściowej jeśli drogi czytelniku jesteś kobietą. Z wiadomych względów, których wyjaśniać publicznie mi nie wypada. Panowie mogą się do tego zalecenia nie stosować, choć warto zwrócić uwagę na zamek, czy akurat nie jest tam gdzie zwykle gromadzi się woda w postaci deszczu, gdyż ta zawsze ale to zawsze durnie dziwnym trafem spływa w "to" miejsce. No i buty. Mokre potrafią zabić "na śmierć" każdą przyjemność z jazdy,

[article_adv]Bagaże. Nie przesadzaj z odzieżą, jej nadmiar będzie twoim utrapieniem przy każdy pakowaniu toreb czy kufrów, tym bardziej jeśli przyjmujesz wersje "low budget" z codziennym rozstawianiem namiotu przed nocą. Dwa pakowania w ciągu doby skutecznie hamują entuzjazm. Jak mawiają wysocy rangą wojskowi do gawiedzi na poligonie, z brudu jeszcze nikt nie umarł. Wystarczy ci parę sztuk bielizny i szczoteczka do zębów. Rozsądniej jest zabrać cieplejszy śpiwór wszakże biwakowanie nawet w środku lata na wysokościach przekraczających 1000 m. n.p.m. potrafi dać w kość, no i koniecznie dmuchaną matę. Jeśli nie masz płuc hutnika ze Szklarskiej Poręby, zainwestuj w pompko-dmuchawę pod 12v.

Kwestie jedzenia w zasadzie można by pominąć. Wszakże czasy mamy takie, że w każdym większym "Dorfie" można zanabyć drogą kupna co tylko dusza zapragnie, i to nie rzadko do 22.00. Tym niemniej własny mini palnik i metalowy kubek, jest wskazany jeżeli obudzi się w tobie nutka "master szefa" kiedy najdzie cię ochota na podgrzewaną mielonkę z puszki, która dzielnie towarzyszyła ci przez pół wyprawy.

[ext_img=s]2275[/ext_img]

Posuwając się naprzód w konwencji gastronomicznej Pamiętaj, że góry to nie bułka z masłem. Obowiązują cię te same reguły co traperów. Staraj się nie zdobywać przełęczy po zmroku, gdyż na szczycie zazwyczaj nie znajdziesz noclegu ani żywej duszy, zaś zjazd w dolinę po ciemku bywa niebezpieczny i nierzadko zajmuje sporo czasu. Dlatego dokładnie planuj dzień, a zmian dokonuj na bieżąco biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności.


Benzyna. To dzięki jej sile rozprężania, bez zadyszki docieramy w miejsca położone częstokroć bardzo wysoko. Ale należy mieć na uwadze, że im wyżej się wspinamy, wraz ze zmianą wysokości silnik traci sporo swojego animuszu. Rozrzedzone powietrze, ma wpływ na skład mieszanki dlatego też rozważnie planuj wyprzedzanie. Na drogach położonych powyżej 2000 m.n.p.m. (a jest ich w Europie wcale nie tak mało jak mogłoby się wydawać) wyraźnie da się odczuć braki w nominalnej mocy. Tip nr. 2, tankuj zawsze do pełna nawet jeśli wydaje ci się, że za kilka kilkadziesiąt kilometrów będzie taniej, zaś na wszelki "słuczaj" dobrze mieć 500-1000 ml płynnego złota pod kanapą, jak to mówią przezorny zawsze ubezpieczony,

No i najważniejsze, Weź kumpla, bądź dwóch ale raczej nie więcej. Zawsze jest do kogo otworzyć gębę, z kim wypić piwo kontemplując widoki jakie ciemnieją w promieniach zachodzącego słońca (twoja dziewczyna, żona, kochanka prawdopodobnie będzie zazdrosna, one wszystkie są takie romantyczne! Przytul mnie! No cóż... drogie Panie, nie tym razem) Nie wspominając o tym, że łatwiej wtedy o tańszy nocleg, kiedy często nie małe koszty "apartamentu" rozdzielicie między siebie. Kumpel to także pomoc w sytuacjach kryzysowych, przyda się chociażby kiedy zabraknie ci paliwa, bądź kiedy zajdzie potrzeba wezwania pomocy.

[ext_img=s]2276[/ext_img]

Zbyt duża ilość "kumpli" podczas ostrzejszego śmigania po winklach rodzi niemałe trudności, zwłaszcza jeśli różnią się oni między sobą nie tylko wzrostem czy zarostem, ale przede wszystkim umiejętnościami. Nie daj boże kiedy ci mniej zaawansowani zaczną gonić tych z większym skill'em. To w 99 proc. zawsze kończy się źle. W 100 proc. zawsze źle kończą się próby pokazania autochtonom "kto tu rządzi", zwłaszcza kiedy taki Luca, Allesandro czy Tobias spieszy się drogą, która zna na pamięć w stronę doliny do dziewczyny która napisała mu że ma "wolną chatę" ... Słowo na niedziele brzmi: Nie przeceniaj swoich możliwości, nie ignoruj starych i "mniejszych" pojemnościowo motocykli od twojego. "Szymon mówi:" Niejedno 30 letnie Moto Guzzi z zarośniętym brodaczem w siodle są w stanie sprawić, że będziesz wąchał jego rozgrzany nieprzepalony olej.

Czy ja już mówiłem nie przeginaj? Chyba nikt z nas nie lubi otrzepywać się z drogowego pyłu, pół biedy jeśli będzie to "parkingówka" wg. żargonu motocyklowych sprzedawców pokroju "Mirka-handlarza", kłopoty (i straty) mogą być większe na ciasnych "kehre, tornatii" gdzie "wyjaśnienie centrala" w bandę częstokroć kończy się w najlepszym wariancie przedterminowym końcem urlopu i przymusowym powrotem do domu,

[article_adv]Pozostając w kwestii bezpieczeństwa i wspomnianego na wstępie nawiązania do papierosów, to warto wspomnieć o "klubach" ubranych w pełne barwy, snujących się dostojnie drogami od przełęczy do przełęczy, w liczbie od kilku do kilkudziesięciu maszyn. Jeżeli masz to niebywałe szczęście, że są to Niemcy (a prawdopodobieństwo jest niestety duże) to zapomnij o wyprzedzaniu tej kolumny, zjedź na najbliższy parking i sobie po prostu zapal jednego a nawet dwa, tylko się nie spiesz zanadto. Po pierwsze robią problemy żeby ich wyprzedzić, po drugie nie są nazbyt uprzejmi. Więc lepiej nie zatrzymuj się "na zdjęcia" na parkingu na szczycie przełęczy jeżeli im choć trochę podpadłeś...


Na sam koniec, warto chyba wspomnieć o gestach uprzejmości czyli o tzw. "lewej w górze". Serce rośnie jak dostajesz taki widok z naprzeciwka, ale pamiętaj że brak lewej dłoni w górze nie zawsze jest oznaką ignorancji. Bezpieczeństwo jazdy w łuku zapewnia przede wszystkim pewny chwyt kierownicy obiema kończynami, stąd nie ma co wieszać psów na nieodmachujących, no chyba że są to już wcześniej wspomniani "Niemcy" – ci z jakiegoś powodu (zapewne z mocy jakiejś staro-teutońskiej zasady) po prostu nie podnoszą ręki. Ot taki naród...

[article_adv]Byłbym zapomniał, żadna nawet najlepsza wycieczka motocyklem nie może obejść się bez aparatu fotograficznego. #Ever. Co prawda samo robienie zdjęć w dzisiejszych czasach nie jest czynnością jakoś specjalnie skomplikowaną i utrudniającą życie, ale gdy aparat masz w plecaku czy innej torbie, a na to wszystko musisz zatrzymać się, zdjąć rękawice... zaczynasz inaczej podchodzić do tematu. Początkowa euforia i nawał zdjęć z każdym kolejnym dniem wyprawy sukcesywnie się zmniejszają, tak że z ostatnich dwóch dni wycieczki jest zazwyczaj jedno zdjęcie. #True. Mimo wszystko, warto od czasu do czasu strzelić fotkę, nie tyle żeby było co na fejsbuka wrzucić po powrocie, ale żeby móc powspominać jak opadnie kurz i echa wyprawy przebrzmią i przeminą. Oglądanie zdjęć zwłaszcza w zimie, niejako w środku martwego sezonu, z kumplami przy piwie rozgrzewa wyobraźnie bardziej niż wyjście do klubu go-go, a do tego wszystkiego jest szansa, że nie wrócisz nad ranem z pustą, służbową kartą kredytową. Daj boże, o ile jest służbowa!

W związku z licznymi degresjami powyżej, aby nie być gołosłownym wypadałoby podać choć kilka namiarów na miejsca warte odwiedzenia motocyklem.

Żeby było nie za długo po tym przepastnym wprowadzeniu, można by powiedzieć tak: szczególnie polecana jest Austria (m.in. okolice Salzburga) chociażby dlatego, że ma mnóstwo "gór" przez które przebiegają dziesiątki dróg o doskonałej wręcz (w porównaniu z naszymi) nawierzchni. Po drugie jest tania i dobra, czyli trochę tak jak z tanim winem. Przy tej okazji nie sposób nie wspomnieć, iż ceny paliwa na stacjach benzynowych w kraju ojców Josefa Fritzla są (nie liczą bezcłowych miast-państewek) jednymi z najniższych w Europie. Osławiony Grossglockner hochalpenstrasse, przełęcz Hochtor, Brenner pass, Timmelsjoh czy inne w ich okolicy to klasyki gatunku, które można polecać w ciemno. Niemniej ciekawe i warte odwiedzin są położone na pograniczu austriackim północne Włochy, gdzie również znajduje się kilka "masthewów" jak chociażby np. Stilfserjoh znane bardziej jako mekka motocyklistów "Passo dello Stelvio" gdzie dopiero za drugim podejściem udało sie zdobyć szczyt przełęczy gdzie strzaskałem trochę jeden z bocznych kufrów, (za pierwszym anomalie śniegowe zmusiły do powrotu do hotelowego pokoju w Bolzano), czy niezwykła Gavia Pass – wyjątkowo wąska i zdradliwa zwłaszcza pośród zmierzchu.

Sporym zaskoczeniem oczywiście in plus jest Słowenia, a szczególnie jej północna cześć np. Vrsic Pass. Wyjątkowo urokliwa zdaje się być Norwegia, o ile akurat masz to szczęście, że nie pada, za to komfort jazdy przez wiele kilometrów w totalnej ciszy znajdziesz tylko tam. Warto pofatygować się w okolice wybrzeża Morza Północnego, i "zjechać" drabiną Trolli, zahaczyć o "Drogę atlantycką" (wielka szkoda, że taka krótka) czy chociażby przejechać "Dach Norwegii" z kilku piętrowym tunelem ślimakiem na końcu, nie wspominając o zapierającym wręcz kosmicznym krajobrazie parku narodowego Rondane. Ponadto rekomendacji odwiedzin nie potrzebuje Szwajcaria (kraj ludzi zafascynowanych Mazdą i Toyotą), przede wszystkim z uwagi na stan dróg (bajka!) o ile komuś nie żal na wcale nie tanią winietę i drogie paliwo. A na sam koniec deser (choć zdecydowanie dalej od domu niż pozostałe), nie bez powodu napiszę creme de la creme, południowa Francja z zapierającym kanionem rzeki Verdon i jedną z ważniejszych przełęczy Col d'Iseran i kamienistą jak na marsie Col' du Galibier (co roku przebiega tędy Tour do France, stąd mnogość cyklistów o dziwo żyjących w niespotykanej symbiozie z motocyklistami).

[gallery_bare]188[/gallery_bare]

W nagrodę dla tych wszystkich, którzy dotrwali do końca tej "neverending story" przypominam, iż już za niewiele ponad dwa miesiące zaczynamy nowy sezon! Poniżej linii tekstu kilka własnoręcznie ustrzelonych fotek, a nuż staną się dla któregoś z Was wystarczającą inspiracją... żeby któregoś pięknego dnia ruszyć między górskie przełęcze - zatopić opony w asfaltowym spaghetti...

Szymon Szram

" ["ancestor_id"]=> string(2) "15" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1458414035" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "85" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_1995" ["visits_counter"]=> string(4) "5432" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "85" ["name"]=> string(9) "Motocykle" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(9) "Motocykle" ["about"]=> string(169) "Motocykl określa charakter i osobowość faceta. Wybierasz klasyczne choppery czy wolisz szybkie ścigacze? Jaki jest idealny motocykl dla mężczyzny po czterdziestce?" ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(false) ["slug"]=> string(11) "0-motocykle" ["lft"]=> string(2) "75" ["rgt"]=> string(2) "76" ["level"]=> string(1) "2" } } [51]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "1994" ["slug"]=> string(7) "syberia" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(7) "Syberia" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(144) "Samotna eskapada na Wschód, tysiące kilometrów przejechanych na motocyklu, spotkani ludzie, krajobrazy, przygoda. Cel: droga, przed siebie. " ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(20079) "

Jestem szczęściarzem! Wyruszyłem w kierunku Syberii w czerwcu 2009 roku a dotarłem latem 2011. Trzy lata trwały próby zjednania sobie losu oraz podporządkowania sprzętu. Pierwsza wyprawa zakończyła się kolizją w Moskwie, w konsekwencji rozbitym motocyklem i uszkodzeniami ciała. Wyjazd musiałem przerwać – ech..., ciężkie doświadczenie. Przygotowania do następnej wyprawy trwały rok i nie było dnia, abym nie myślał o kontynuacji.

[article_adv]

Dzięki temu wyjazdowi zasmakowałem rosyjskiego klimatu, bezinteresownej pomocy oraz gościnności. Doświadczenia, które zebrałem pozwoliły mi na zweryfikowanie sprzętu podróżniczego i motocykla nadającego się do wyprawy na wschód. Niecierpliwie czekałem do czerwca 2010 i ponownego wyjazdu. Czas oczekiwania szybko upłynął i nastał upragniony dzień. Wyruszyłem w piękny słoneczny dzień, idealny do motocyklowych podróży. Przejechałem Polskę, Ukrainę i po kilku dniach wjechałem do Rosji. Po przejechaniu ok. 1,5 tys. km mój KTM LC4 Adv zaczął mieć poważne problemy ze sprzęgłem. Dojechałem do Ufy i ponownie musiałem przerwać wyprawę z powodu awarii motocykla.

Podczas tego wyjazdu poznałem kilka fajnych osób i sporą grupę motocyklistów. W drodze powrotnej wraz z motocyklistami z Niżnyj Nowgorodu zawitałem na festiwal do Pavlova. Po raz kolejny udało się zakosztować rosyjskiego klimatu, tym razem czysto motocyklowego. Po powrocie postanowiłem, że do przyszłorocznej wyprawy przygotuję motocykl od podstaw. Rozebrałem cały piec na części pierwsze, wymieniłem uszkodzone elementy (kartery). Przez zimę przeprowadziłem samodzielnie kapitalny remont silnika LC4 640 - od wymiany łożysk wału korbowego, uszczelniaczy, po ręczne docieranie gniazd zaworowych. Przygotowałem i poznałem sprzęt do następnej wyprawy. Będąc nieco obeznany z rosyjskimi warunkami wiedziałem, że podczas wyprawy dużą rolę odgrywa szczęście. Również pozornie błahe sprawy, które na zachodzie można szybko załatwić przez telefon na wschodzie są problemem. Dzięki poprzednim wyjazdom miałem przyjaciół motocyklowych rozsianych w Polsce oraz całej Rosji. 

30 maja 2011 ruszyłem po raz trzeci w kierunku Syberii.

Wyruszyłem z nadzieją spełnienia mojego marzenia i pełnego zasmakowania Syberii.

[ext_img=s]2169[/ext_img]

To gdzieś na Litwie, moto jeszcze czyściutkie.

[ext_img=s]2170[/ext_img]

Droga do granicy łotewsko–rosyjskiej minęła wzorowo, bez niespodzianek. Na granicy podjechałem jak zwykle pod szlaban. Niestety musiałem zająć ostatnie miejsce w kolejce razem z samochodami. Został wprowadzony system listy kolejkowej, spisywanych nr rejestracji przez pogranicznika. Oczywiście jest możliwość obejścia kolejki, przeprowadzając pieszo motocykl, ale w moim przypadku jest on jednak zbyt obładowany do bezpiecznego prowadzenia na odcinku kilkuset metrów. Po sześciu godzinach stania w ogonku, dopełnieniu formalności, około godziny czwartej nad ranem przejeżdżam ostatni szlaban graniczny i jestem w Rosji.

[ext_img=s]2171[/ext_img]

Zmęczony i senny podjeżdżam na pierwszą napotkaną stację benzynową i za nią na kawałku miękkiej zielonej trawy rozstawiam namiot. Spałem cztery godziny. Obudzony przez słońce ogrzewające powietrze w namiocie, wyruszam w dalszą drogę.

[ext_img=s]2172[/ext_img]

W tym dniu ładna pogoda mnie rozpieszcza i mogę przyjemnie jechać w kierunku Moskwy.

[ext_img=s]2173[/ext_img]

Zajeżdżam do mojego ulubionego sklepu w którym zaopatruję się w produkty spożywcze. W 2009 roku skomplikowane obliczenia wykonywano przy pomocy liczydła, ale w 2010 był już kalkulator. Od zeszłego roku w wyposażeniu zmian brak, a był dreszczyk emocji. Na kasę fiskalną przyjdzie jeszcze poczekać.

[ext_img=s]2174[/ext_img]


Pokonywanie następnych kilkuset kilometrów upływało mi długo i monotonnie. Po całodziennej jeździe i lawirowaniu w korku na moskiewskiej obwodnicy, zmęczony rozbijam biwak na zaprawce kilkanaście kilometrów za Moskwą.

[ext_img=s]2175[/ext_img]

Podstawę diety w moich wyjazdach na wschód stanowią konserwy kupowane w lokalnych sklepach. Jako smakosz tuszonek posiadający wyrafinowane podniebienie, muszę stwierdzić, że w tym dniu źle trafiłem.

[ext_img=s]2176[/ext_img]

[article_adv]Późnym popołudniem dojechałem do Niżnyj Nowgorod, gdzie miałem zaprzyjaźnionych motocyklistów poznanych podczas poprzednich wyjazdów. Będąc już na miejscu zadzwoniłem do Aleksieja, przedstawiłem moją lokalizację i odpoczywając spokojnie czekałem w cieniu budynku. Po około trzydziestu minutach jechaliśmy już wspólnie do sklepu motocyklowego, w którym czekał na mnie olej zamówiony jeszcze z Polski. Będzie mi potrzebny za kilka dni podczas wykonywania serwisu, gdy KTM przejedzie w trasie 5kkm.

[ext_img=s]2177[/ext_img]

Kilka godzin później u Aleksieja spożywamy pyszny obiad przygotowany przez gospodarza. Posiłek składał się z ziemniaków, kurczaka, wędzonej ryby, pomidorów, ogórka i oczywiście chleba. Trochę mi tęskno za tym wschodnim jedzeniem.

[ext_img=s]2178[/ext_img]

Wieczorem idziemy spotkać się z Kabanem, motocyklistą z NN poznanym również rok wcześniej na festiwalu w Pavlovie. Korzystam z lokalnej atrakcji turystycznej i fotografuję się na mosiężnej kozie, rzeźba 1:1. Podobno jest taka tradycja.

[ext_img=s]2179[/ext_img]

Koledzy zaprosili mnie do restauracji Beerłoga na ucztę składającą się z rosyjskich przysmaków z suszonymi rybami na czele - mniam. Na foto początek uczty.

[ext_img=s]2180[/ext_img]

Po kolacji poszliśmy jeszcze nad Wołgę i chwilę powłóczyliśmy się po mieście. Po północy taksówką wróciliśmy do domu.

[ext_img=s]2181[/ext_img]

[ext_img=s]2182[/ext_img]

[ext_img=s]2183[/ext_img]


Krótka noc, pobudka około godziny dziewiątej, śniadanie i czas ruszać w dalszą drogę. Po przytroczeniu worków do moto, pojechaliśmy jeszcze na szybką kawę do Kabana.

[ext_img=s]2184[/ext_img]

Przy okazji robię kilka fotek z widokiem na Niżnij Nowgorod.

[ext_img=s]2185[/ext_img]

[ext_img=s]2186[/ext_img]

Aleksiej wyprowadził mnie na przedmieścia NN w kierunku Kazania, pożegnaliśmy się i dalej w drogę. W tym dniu dopada mnie ulewa i przejeżdżam tylko 300 km. Następny dzień podobny – ulewa i burze. Od wilgoci w KTM`ie uszkadza się Tripmaster. Od tej pory o prędkości i ilości przejechanych kilometrów informuje mnie GPS.

[ext_img=s]2187[/ext_img]

[ext_img=s]2188[/ext_img]

Błoto, glina – było trochę lekkiego off.

[ext_img=s]2189[/ext_img]

Podczas wyprawowego biwakowania i rozbijania się gdzieś w „plenerze” brak jest podstawowych wygód. Za to pod dostatkiem jest przestrzeni.

[ext_img=s]2190[/ext_img]

Następnego dnia słoneczko wyszło, a dalszą część kilkudniowej drogi spędzałem na ciśnięciu moto w kierunku Syberii.

[ext_img=s]2191[/ext_img]

[ext_img=s]2192[/ext_img]

[ext_img=s]2193[/ext_img]

[article_adv]Wszystkie niedogodności dotychczasowej drogi, łącznie z burzowo-deszczową pogodą zrekompensowały mi góry Ural. Otaczające krajobrazy dodają skrzydeł, a położone w dolinach miasta wyglądają bajkowo.

[ext_img=s]2194[/ext_img]

Co prawda jest to niski Ural, ale moim zdaniem wart zobaczenia.

[ext_img=s]2195[/ext_img]

[ext_img=s]2196[/ext_img]

[ext_img=s]2197[/ext_img]


Dojeżdżam do granicy Azji i Europy. Część planu wyjazdu zostaje zrealizowana.

[ext_img=s]2198[/ext_img]

W Czelabińsku poznaję Bikera, który pokazuje mi nową drogę do Ishim. Droga jest dłuższa, ale tylko 2 km grawiejki, reszta po czarnym.

[ext_img=s]2199[/ext_img]

Gdzieś za Uralem.

[ext_img=s]2200[/ext_img]

[ext_img=s]2201[/ext_img]

Nadeszła pora na trochę luksusu. Z powodu serwisu KTM`a (ma już przejechane w trasie 5kkm) zatrzymuję się w motelu.

[ext_img=s]2202[/ext_img]

Następnego dnia szybka wymiana oleju i filtrów. Serwis udało się zakończyć przed deszczem.

[ext_img=s]2203[/ext_img]

Tego samego dnia zostałem zatrzymany na punkcie DPS. Moja wina, dałem pretekst do kontroli objeżdżając rondo w drugą stronę w kierunku robotników pielęgnujących zieleń. Chciałem o drogę zapytać. Gostek zabrał mi dokumenty i "zaprosił" do biura.

[article_adv]DPSowiec: Na jaki adres wysłać dokumenty?
Ja: A warto, przecież podjechałem tylko zapytać o drogę.
DPSowiec: Tak nie wolno. Będzie mandat.

I taka bezsensowna rozmowa przez dłuższą chwilę - tzw. test psychologiczny.

Ja: Wymyśl coś, bo spieszy mi się.
DPSowiec: Będzie mandat.
Ja: Ile?
DPSowiec: 5000 rubli.
Ja: Tu masz adres do wysłania dokumentów.
DPSowiec:??????
Ja: Mogę dać najwyżej 10$
DPSowiec: A co ja za to kupię?
Ja: No przecież na samochód tobie nie dam?
DPSowiec: To czekamy na naczelnika.
Ja: 20$ i uciekam.
DPSowiec: 50$
Ja: To czekamy na naczelnika.
DPSowiec: Dobra dawaj 20$.

Lokalny widok wart udokumentowania.

[ext_img=s]2204[/ext_img]

Podczas następnej kontroli to już bez czajenia mówiłem: jestem dziennikarzem, robię fotoreportaż o Rosji. Rzuciłem kilka tytułów pism, które łamałem na rynek rosyjski. Zapytałem o możliwość zrobienia wspólnej foty. I wsjo OK! Obiecałem publikację i oto spełniam obietnicę.

[ext_img=s]2205[/ext_img]

[ext_img=s]2206[/ext_img]


Tradycyjnie zabrakło paliwa, gdzieś w głębokiej dziurze.

[ext_img=s]2207[/ext_img]

Po ok. dwóch godzinach nadjeżdża Italiano - Davide. Moja 5 i jego 4 litry umożliwiają zaciągnięcie paliwa przez pompę.

[ext_img=s]2208[/ext_img]

60 km dalej na stacji benzynowej spotykamy trzech Niemców, którzy jadą z Władywostoku na starych XT. Bardzo chwalą sobie sprzęt.

[ext_img=s]2209[/ext_img]

[article_adv]W ramach podziękowania zapraszam Italiano na przysłowiową kawę. Wymieniamy się informacjami oraz mailami. David jedzie dookoła świata zrealizować swoje marzenie. Dostał od Yamahy moto - Super Tenere, a jutro ma się stawić na serwis w Nowosybirsku. Jako, że Italiano poza włoskim tylko w angielskim się porozumiewa, prosi mnie o ew. pomoc w tłumaczeniu. Jedziemy w tym samym kierunku, więc nie ma problemu.

[ext_img=s]2210[/ext_img]

Zaczynają się problemy z rozbiciem namiotu - dookoła bagna. Dzisiejszą krótką noc spędzamy w zajeździe.

[ext_img=s]2211[/ext_img]

Następnego dnia jesteśmy w serwisie i mamy jeszcze godzinę do otwarcia. Przy okazji odpowietrzam tylny hamulec.

[ext_img=s]2212[/ext_img]

Italiano łapie stresa, bo to nie są zachodnie serwisy. Pomoc w tłumaczeniach przydała się, dzięki czemu zaoszczędził sporo kasy na "dodatkowych pracach".

[ext_img=s]2213[/ext_img]

[ext_img=s]2214[/ext_img]

Fotka z Menago Yamahy. Lubię te klimaty zapleczne.

[ext_img=s]2215[/ext_img]

A tu cała ekipa Yamaha Nowosybirsk.

[ext_img=s]2216[/ext_img]


Jest późne popołudnie ok. godz. 19. Temperatura 30oC.

[ext_img=s]2217[/ext_img]

Przerywnik przyrodniczy

[ext_img=s]2218[/ext_img]

Dwa dni później zatrzymujemy się w miejscowości Tulun - nuda

[ext_img=s]2219[/ext_img]

[article_adv]Następny przystanek - Angarsk. I zaczynają się problemy z moim sprzętem. Od benzyny 92 zaczyna dziwnie chodzić. Jest spadek mocy i pojawiają się dziwne stuki (może spalanie).

[ext_img=s]2220[/ext_img]

Postanawiam wyczyścić gaźnik (trochę jazdy było po grawiejce w kurzu) oraz wyregulować zawory.

[ext_img=s]2221[/ext_img]

Facet od KTM'a

[ext_img=s]2222[/ext_img]

Facet od Yamahy

[ext_img=s]2223[/ext_img]

Facet od KTM'a

[ext_img=s]2224[/ext_img]

Facet od Yamahy - jest różnica!

[ext_img=s]2225[/ext_img]


Dzień następny w Irkutsku - jestem zadowolony. Kawałek trudnej drogi udało mi się przejechać.

[ext_img=s]2226[/ext_img]

Nadbajkalskie stragany z zakurzonymi rybkami. Omul najsmaczniejszy.

[ext_img=s]2227[/ext_img]

Za mną w tle jezioro Bajkał. Zadowolenie po raz drugi w tym samym dniu - rzadkość.

[ext_img=s]2228[/ext_img]

Sprzęt po kilku tysiącach km.

[ext_img=s]2229[/ext_img]

Ruszam dalej! Jak do tej pory najlepsza trasa i najfajniejsze widoki (poza Uralem) rozpoczęły się za Irkutskiem. Przejazd drogą z winklami, prowadzącą wzgórzami obok Bajkału - rewelacja. Daje się odczuć chłód jeziora. Teren zmienia się na górzysty.

[ext_img=s]2230[/ext_img]

[ext_img=s]2231[/ext_img]

[article_adv]Widoki za Ulan-Ude. W oddali widać kłęby dymu. Pożary tajgi lub tundry to raczej normalne zjawisko na Syberii. Kilkukrotnie spotykałem pojedyncze ogniska zapalne. Na obszarach stepowych przy drodze są rozstawione patrole kontrolujące ew. wystąpienie pożaru. Temperatura w dzień zaczyna dochodzić do 45oC.

[ext_img=s]2232[/ext_img]

[ext_img=s]2233[/ext_img]

[ext_img=s]2234[/ext_img]


[article_adv]40 km od Czity dzwonię do Igora, znanego w środowisku rosyjskich bikerów jako Dusty. Umawiamy się na spotkanie na parkingu zlokalizowanym na przedmieściach Czity. Igor wita nas ze swoją żoną Allą i zaprasza do siebie. Siedzimy do późnych godzin nocnych spędzając czas na rozmowach o moto i nie tylko.

[ext_img=s]2235[/ext_img]

Szybka pobudka po krótkiej nocy, śniadanie i w drogę. Igor ze swoją córką wyprowadzają nas na przedmieścia Czity w kierunku Skovorodino.

[ext_img=s]2236[/ext_img]

[ext_img=s]2237[/ext_img]

[ext_img=s]2238[/ext_img]

Tego dnia z przyczyn ode mnie niezależnych podejmuję decyzję o zakończeniu wyprawy. Dojeżdżam z Italiano do Czernyszewska (307 km za Czitą) i spędzamy noc na stacji benzynowej.

[ext_img=s]2239[/ext_img]

[ext_img=s]2240[/ext_img]

[ext_img=s]2241[/ext_img]

Nastał świt. Żegnam się z Italiano i wracam do Czity.

[ext_img=s]2242[/ext_img]

[ext_img=s]2243[/ext_img]


Mucha (wielkość 2cm) syberyjski towarzysz

[ext_img=s]2244[/ext_img]

[ext_img=s]2245[/ext_img]

[ext_img=s]2246[/ext_img]

Dojeżdżam do Czity i motocykl zostawiam w warsztacie u Vlada - motocyklisty.

[ext_img=s]2247[/ext_img]

Zatrzymuję się ponownie u Igora na następne dwa dni. Czas spędzam na zwiedzaniu miasta i czynnym korzystaniu z komunikacji miejskiej.

[ext_img=s]2248[/ext_img]

[ext_img=s]2249[/ext_img]

[ext_img=s]2250[/ext_img]

[article_adv]

[ext_img=s]2251[/ext_img]

[ext_img=s]2252[/ext_img]

[ext_img=s]2253[/ext_img]


W międzyczasie idę kupić bilet lotniczy do Moskwy.

[ext_img=s]2254[/ext_img]

Ostatni wspólny wieczór z rodziną Igora spędzamy na zwiedzaniu domu oficera.

[ext_img=s]2255[/ext_img]

[ext_img=s]2256[/ext_img]

[ext_img=s]2257[/ext_img]

Rankiem żegnamy się, a KTM zostaje na Syberii pod opieką Igora do następnego roku. Wsiadam do taksówki i jadę na lotnisko.

Odprawiam się z moim dziwnym bagażem.

[ext_img=s]2258[/ext_img]

[ext_img=s]2259[/ext_img]

Czekając na lot zjadam zakupione w bufecie kanapki i po dwóch godzinach wychodzę na płytę lotniska.

[ext_img=s]2260[/ext_img]

[ext_img=s]2261[/ext_img]

Widok na budynek Portu Lotniczego w Czita. Wylot o 10 rano z Czity, a o 12 w południe, po 6 godzinach lotu, jestem w Moskwie.

[ext_img=s]2262[/ext_img]

[article_adv]Jestem mile zaskoczony bardzo dobrą organizacją połączeń komunikacyjnych w Moskwie. Z lotniska Domodiedowo koleją do dworca Paweleckiego, następnie metrem do dworca Białoruskiego i na pierwsze piętro po bilet kolejowy do Warszawy.

[ext_img=s]2263[/ext_img]

[ext_img=s]2264[/ext_img]

[ext_img=s]2265[/ext_img]

[ext_img=s]2266[/ext_img]

[ext_img=s]2267[/ext_img]


Zajmuję miejsce w kuszetce i mogę trochę odpocząć. Po rozłożeniu łóżek zasypiam błyskawicznie.

[ext_img=s]2268[/ext_img]

[article_adv]Około godz. czwartej nad ranem zostaję obudzony w Brześciu do kontroli granicznej. Jest problem – nie mam wizy białoruskiej. Celnik mówi, żebym zabrał wszystkie bagaże i opuszczamy wagon. Na dworcu, w punkcie kontroli granicznej, spędzam dwie godziny. Padła nawet „propozycja” deportacji. Część czasu zajęła mi rozmowa o motocyklach z oficerem, który mnie wyprowadził. Zapytał, czy do Bajkału dojechałem, bo to miejsce jest celem jego podróży motocyklowej, gdy będzie na emeryturze. Po rozłożeniu mapy i pokazaniu przebytej trasy, wokół stolika stanęli inni pogranicznicy i rozmowa przybrała inną, lepszą formę. Oficer poszedł do pokoju, w którym była prowadzona moja sprawa. Po powrocie wszystko nabrało tempa. Zapłaciłem niewielki mandat za nielegalne przekroczenie granicy i nielegalny pobyt na Białorusi.

[ext_img=s]2269[/ext_img]

Dworzec w Brześciu.

Wyrobiłem wizę dwudniową na posterunku milicji i opłaciłem ją w banku.

[ext_img=s]2270[/ext_img]

Tym sposobem o godzinie 14 siedziałem już w pociągu jadącym do Warszawy i spoglądałem na płot oddzielający peron międzynarodowy od dworca krajowego.

[ext_img=s]2271[/ext_img]

Dwie godziny jazdy i jestem w Warszawie. Przede mną najtrudniejszy odcinek mojej podróży: pociąg relacji Kraków – Kołobrzeg. Trzynaście godzin w zatłoczonym pociągu z Warszawy do Kołobrzegu. Komunikacja przeniesiona z Indii, brakowało tylko zwierząt w wagonach i ludzi na dachu.

O godzinie trzynastej w niedziele koleją żelazną dojeżdżam do kołobrzeskiego dworca. Wita mnie szczęśliwa żona z córeczką, na foto Jagódka. Robię głęboki wdech i wyprawę uznaję za udaną.

[ext_img=s]2272[/ext_img]

Chociaż nie byłbym sobą, gdybym już w drodze powrotnej nie myślał o Syberii 2012 :)

Sławek Elson

www.motoazja.pl

" ["ancestor_id"]=> string(2) "15" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1458409385" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "85" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_1994" ["visits_counter"]=> string(5) "12373" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "85" ["name"]=> string(9) "Motocykle" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(9) "Motocykle" ["about"]=> string(169) "Motocykl określa charakter i osobowość faceta. Wybierasz klasyczne choppery czy wolisz szybkie ścigacze? Jaki jest idealny motocykl dla mężczyzny po czterdziestce?" ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(false) ["slug"]=> string(11) "0-motocykle" ["lft"]=> string(2) "75" ["rgt"]=> string(2) "76" ["level"]=> string(1) "2" } } [52]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "1993" ["slug"]=> string(47) "long-way-up-czyli-250-ka-po-ameryce-poludniowej" ["dont_use_tags"]=> string(38) "cel , badania , charakter , jadłospis" ["title"]=> string(51) ""Long Way Up" czyli 250-ką po Ameryce Południowej" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(299) "Odkąd pamiętam moim największym marzeniem była motocyklowa wyprawa z Ushuaia na Ziemi Ognistej do Prudhoe Bay na Alasce, więc kiedy pojawiła się możliwość transportu motocykla do Ameryki Płd. natłok myśli, ekscytacja i bezsenność stały się moimi nieodłącznymi towarzyszami życia." ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(21712) "

Największym jednak problemem było przekazanie tego pomysłu mojej kochanej żonie, której cierpliwość tak namiętnie testowałem. Przecież miałem jechać do Afryki na ok. pięć tygodni, a tu taki "zwrot akcji". Przy tak dużym przedsięwzięciu okres pięciu tygodni byłby delikatnie mówiąc nieporozumieniem.

Koniec końców, po tygodniowej "bitwie", w której czułem się jak jeden z 300 Spartan w bitwie pod Termopilami zszedłem z pola walki z tarczą. Dostałem 3 miesięczne "zielone światło", więc przygotowania ruszyły pełną parą, czego finałem było umieszczenie w kontenerze płynącym do chilijskiego Valparaiso mojego rumaka Hondy CRF250L. Gdzieś wewnątrz czułem, że te trzy miesiące, kiedy będę już tam da się jakoś przedłużyć. Klasyczne, męskie podejście do sprawy.

Nie czekając aż motocykl dopłynie do wybrzeży Chile, trzy tygodnie przed rozpoczęciem astronomicznej zimy lądowałem w rozpalonym słońcem Rio de Janeiro. Tego miasta nie trzeba nikomu reklamować. Wspaniałe plaże jak Copacabana czy Ipanema, wzgórze Corcovado ze statuą Chrystusa czy "Głowa cukru" oraz wesoła natura Brazylijczyków, to najlepszy początek mojej wyprawy.

[ext_img=s]2164[/ext_img]

Rio nocą

Po tygodniowym pobycie w Rio, kolejnym przystankiem na mojej drodze były słynne wodospady Iguazu. Woda opada tam z blisko 70 progów skalnych z czego najwyższy ma 82 m. wysokości. Odwiedziny z obydwu stron brazylijskiej i argentyńskiej utwierdziły mnie, że wpisanie ich na listę nowych siedmiu cudów natury było posunięciem jak najbardziej trafionym. Już na drugi dzień dostałem się "miasta miast" jak się o nim mówi czyli stolicy Paragwaju Asuncion. Ta jedna z najstarszych hiszpańskich osad było bazą wypadową kolonialnych ekspedycji, które zakładały miasta na podbitych terenach. Dwudniowe zwiedzanie Asuncion zakończyłem w momencie, w którym wsiadłem do autobusu jadącego poprzez Paragwaj, Argentynę do Valparaiso gdzie moja przygoda miała się zacząć na dobre.

Po odebraniu motocykla, w dniu kiedy wszyscy zasiadali do wigilijnych stołów, ja zasiadłem na siodło mojej 250-tki i ruszyłem na południe. Kierunek Patagonia!

[article_adv]

Ponieważ moje wyprawy zawsze trzymają poziom już na drugi dzień zorientowałem się, że zgubiłem kartę kredytową, jedyną jaką ze sobą zabrałem. Na szczęście nauczony doświadczeniem, zawsze noszę przy sobie gotówkę rozmieszczoną w różnych miejscach, w walucie wymienialnej na całym świecie czyli amerykańskich dolarach. Tym razem była to suma 2 tys., a przy moim ulubionym stylu włóczenia się "na Polaka" czyli zobaczyć jak najwięcej, jak najmniejszym kosztem wyliczyłem, że suma ta powinna mi wystarczyć na pokonanie Patagonii w obydwie strony, dojechanie do Ziemi Ognistej i powrót do Valparaiso, gdzie będzie czekać na mnie nowa karta wysłana z Polski.

Podróżując samotnie przez Patagonię tak naprawdę nie jest się samemu. Ma się wiernego przyjaciela, który im bardziej na południe, coraz silniej podkreśla swoją obecność, a jego imię to Vientos Patagonicos czyli patagoński jak go pieszczotliwie nazwałem "zefirek". Dzięki niemu dowiedziałem się, że jadąc motocyklem pochylonym pod dużym kątem można wciąż jechać prosto i że rozbijanie namiotu w Patagonii zajmuje dwa razy więcej czasu, no chyba, że ktoś jest mistrzem w rozkładaniu namiotu w locie. Dowiedziałem się również, że w oczekiwaniu na paliwo można spędzić na stacji benzynowej cały dzień oraz kiedy pewnego ranka, gdzieś na odludziu Ruty 40 mój rumak odmówił posłuszeństwa, że motocykliści bez względu na narodowość i kto jaka maszynę dosiada chętnie sobie pomagają. Świadomość, że ten obszar, nieustannie smagany huraganowymi wiatrami pozostaje niezmieniony od milionów lat, a jedynym śladem ludzkiej ingerencji jest ta cienka, asfaltowo-szutrowa nitka uświadamiała mnie jak kruchą i mało znaczącą istotą jest człowiek wobec potęgi natury.

 


Jadąc przez Patagonię odwiedziłem trzy miejsca z mojej listy "miejsc, których muszę zobaczyć przed śmiercią".

Pierwszą było miasteczko El Chalten położone u podnóża rzeźbionych surowym klimatem Ptagonii gór z dwoma słynnymi szczytami Fitz Roy'em (3359 m.n.p.m.) oraz jednym z najtrudniejszych na świecie do wspinania Cerro Torre (3128 m n.p.m.) Wschód słońca w tym miejscu, kiedy szczyty wyglądają jakby płonęły był jednym z najładniejszych jakie w życiu widziałem.

Kolejnym miejscem był słynny Perito Moreno czyli 30 kilometrowy lodowiec znajdujący się w parku narodowym Los Glaciares. Odłamujące się od niego kawały lodu czyli tzw. cielenie się lodowca wpadały z ogromnym hukiem do ciemnych wód okalającego go jeziora, które kontrastowały z nimi najszerszą gamą koloru błękitnego jaką kiedykolwiek widziałem.

Ostatnim miejscem był chilijski Torres del Paine N.P. ze słynnymi wieżami skalnymi, do którego udało mi się wjechać bez opłaty. Znalazłem osłonięte od drogi miejsce do rozbicia namiotu i przygotowując kolację delektowałem się niesamowitym widokiem jaki się przede mną rozpościerał. Po około 10 dniach od momentu opuszczenia Valparaiso dotarłem do Punta Arenas i stamtąd przeprawiając się promem płynącym przez Cieśninę Magellana ruszyłem przez Ziemie Ognistą w kierunku wysuniętego najdalej na południe miasta na świecie, argentyńskiej Ushuai. To z tego dziś już typowo turystycznego miejsca wypływają statki badawcze oraz wycieczkowe, które zabierają bogatych turystów (cena kursu od 3500$) do oddalonego tylko ok.1200 km. Ziemi Grahama na Antarktydzie.

[ext_img=s]2166[/ext_img]

Biwak w Torres del Paine N.P.

Po dwudniowym pobycie na "końcu świata" czekała mnie kilkutysięczna "dojazdówka" przez Patagonię, ale tym razem jej wschodnią stroną, wzdłuż wybrzeża Atlantyku do Buenos Aires, bo tam swoją metę miał najcięższy rajd terenowy czyli Dakar.

Po ośmiu dniach walki z patagońskim "zefirkiem", który po tej stronie był wyjątkowo silny dotarłem do drugiego, największego miasta Argentyny Rosario czyli mety przedostatniego odcinka rajdu.

[article_adv]

Krążąc po mieście w poszukiwaniu biwaku na stacji benzynowej podeszli do mnie lokalesi i zaoferowali mi swą pomoc w znalezieniu noclegu. Zaproponowali abym pojechał za nimi, a oni poprowadzą na "camping municipal" czyli taki odpowiednik naszego MOSiRu. Po ok 15 min. byliśmy na miejscu. Podziękowałem życzliwym Argentyńczykom i ruszyłem w kierunku bramy wjazdowej. Po chwili spotkałem starszego mężczyznę z uroczą młodą dziewczyną o pięknych oczach, jak się później okazało jego córką, która była tłumaczem języka angielskiego. Makarena, bo tak miała na imię poinformowała mnie, że tutaj nie można rozbijać namiotów, ale oni mają tu łódkę i znają właściciela i zobaczą co da się zrobić. Wróciła po chwili z Juanem, właścicielem tego miejsca, którego de facto dziadkiem był Polak z Warszawy. Powiedział mi, że dzisiaj są urodziny jego przyjaciela, więc będzie asado, czyli wołowina z grila, w przygotowaniu której Argentyńczycy są prawdziwymi mistrzami. Będzie znakomite argentyńskie wino, muzyka a ja jestem jego gościem. Gościnność Argentyńczyków jest niesamowita.

Rozbiłem namiot na samym brzegu Rio Parany co dla mnie było lepsze od najlepszego 5 gwiazdkowego hotelu.

Przyszedł wieczór i impreza się zaczęła. Po jakimś czasie Juan zapytał mnie czy tańczę salsę i zanim odpowiedziałem byliśmy w drodze do lokalnego klubu umiejscowionego na plaży. Jak tylko tam weszliśmy obok mnie pojawiła się filigranowa Argentynka ,której talia zbudowana była chyba na jakiś przegubach. Moja instruktorka salsy zabrała mnie na środek i tak oto stałem się główną atrakcją imprezy. Gringo tańczący salsę, to mówi wszystko!

O poranku podziękowałem moim argentyńskim przyjaciołom i ruszyłem pod bramy biwaku Dakaru. Spędziłem tam cały dzień obserwując zawodników zjeżdżających z ponad 1000-kilometrowego odcinka. Wieczorem udałem się na pobliską stację benzynową w celu zatankowania motocykla przed podróżą do Buenos Aires, gdzie mieściła się w dniu jutrzejszym meta Dakaru. W momencie płacenia, kiedy byłem w środku, ktoś ukradł mi kask. Obsługa stacji nic nie widziała, kamery nie działały, a ja stałem jak ta "Sierotka Marysia", bo jak tu dalej jechać bez kasku. Całą sytuację obserwował pewien Argentyńczyk i zaoferował mi swą pomoc. Wykonał telefon do swojego przyjaciela, który po 10 minutach przywiózł mi najbardziej rejli kask jaki w życiu widziałem. Patrzę na niego i myślę, że jeżdżenie w nim byłoby bardziej niebezpieczne niż bez tego "cuda techniki", ale pozory bezpieczeństwa muszą być zachowane, więc robimy szybkie machniom, daję mu koszulkę, z gracją zawodnika Dakaru wciskam orzeszka na głowę i trochę podłamany zaistniałą sytuacją odjeżdżam w stronę Buenos.

Jest już środek nocy, więc rozbijam namiot na stacji benzynowej i wyczerpany wydarzeniami z ostatnich dni zasypiam z tą samą prędkością jaką zniknął mój kask.

Rano kontynuuję swoją podróż i kiedy na przedmieściach Buenos dostrzegam KTMa Kuby Przygońskiego, w miarę możliwości (nie moich, ale mojej 250-tki) "przyklejam" się do pleców zawodnika Orlenu i pędzę z Nim do samej mety rajdu. Ochrona biorąc mnie za zawodnika wpuszcza mnie na drogę prowadzącą do rampy finiszu, ale po chwili zauważa swoją pomyłkę i pyta co ja tu robię? Odpowiadam więc, że jestem z Orlen Teamu, pada pytanie czy z asysty? Odpowiadam pewnie, że tak i kierują mnie do innego wjazdu.


Po jakimś czasie spotykam quadowca Rafała Sonika, który dokonał historycznego wyczynu i jako pierwszy Polak wygrał rajd. Po krótkiej rozmowie pytam czy zechciałby złożyć autograf na moim rejli kasku. Zgadza się, więc umawiamy się przy jego biwakowym stanowisku. Pędzę więc po kask, ale ubrany w strój enduro, brudny wyglądam jak rasowy zawodnik rajdu, więc zgromadzeni kibice za takiego mnie biorą i zaczyna się sesja zdjęciowa w różnych konfiguracjach. Od selfie po zdjęcia z dziećmi na rękach i całymi rodzinami. Choć przez chwilę czuję się jak gwiazda ;) Kiedy udaje mi się wydostać z tłumu idę po obiecany mi autograf. Dostaję go a mój "orzeszek" nabiera nowej, sentymentalnej wartości. Poznaję również mnóstwo wspaniałych ludzi z otoczenia Rafała Sonika m.in. Maćka Berdysza, motocyklistę, który w tegorocznej edycji jako pierwszy Polak w historii ukończył Dakar bez wsparcia serwisu. Pada propozycja noclegu na biwaku. Biegnę więc po motocykl i pokazując na wjeździe opaskę uprawniającą do przebywania na biwaku parkuję swój motocykl obok pojazdów "Poland National Team".

[ext_img=s]2167[/ext_img]

Dakar

Wygląd mojej "wyprawówki" plus rejli kask wywołują grymas politowania na twarzach męskiej części teamu, a dla towarzyszące im panie dręczy jedno zasadnicze pytanie: jak można się spakować w dwie sakwy i torbę na tak długą wyprawę? Typowe damskie podejście do sprawy.

Zostaję zaproszony na jutrzejsze spotkanie w polskiej misji katolickiej w Martin Coronado gdzie w kameralnym gronie słucham wielu ciekawych, rajdowych historii oraz o życiu Polonii w Argentynie. Za wstawiennictwem Rafała zostaję tam jeszcze dwa dni mile spędzając czas w towarzystwie Ojców Franciszkanów.

Czas wracać do Valparaiso, odebrać nowa kartę kredytową, więc przecinam kontynent ze wschodu na zachód pokonując Andy, w których moim oczom ukazuje się Aconcagua (6962 m.n.p.m.) najwyższa góra obydwu Ameryk, z którą podczas tej wyprawy miałem się zmierzyć. Niestety zagubienie karty odsunęło ten pomysł na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Kiedy dotarłem do Valparaiso okazało się, że moja karta jeszcze tam nie dotarła i zanim ją dostałem minęło jeszcze 10 dni niepewności, które zleciały mi na zwiedzaniu tego niezwykle interesującego miasta portowego, rozrzuconego na wzgórzach, z wąskimi pokręconymi uliczkami, ciekawą architekturą, kolorowymi grafitti oraz ascensorami czyli ponad 100-letnimi wagonikami, wożącymi ludzi na wzgórza.

Po odebraniu nowej karty przyszedł czas na zakup nowego kasku i przygotowanie William, bo tak zacząłem nazywać moją dzielną 250-kę,od imienia Williama Wallace'a szkockiego bohatera, którego odegrał Mel Gibson w filmie "Braveheart-waleczne serce" do kolejnego etapu. Tym razem czas uderzyć na północ.

Zmierzałem do Boliwii, ale najpierw czekał mnie pojedynek z najsuchszą pustynią na świecie Atacamą.

Przez kolejne kilka dni towarzyszyły mi wysokie temperatury sięgające nawet do 48 stopni Celsjusza w słońcu, skały, piach oraz silny wiatr chwilami podobny do tego z Patagonii. Przekroczyłem Zwrotnik Koziorożca czyli oficjalnie z Williamem wjechaliśmy w tropiki jak również odwiedziłem najsłynniejszą rzeźbę Atacamy czyli "Mano del Desierto". Olbrzymia dłoń wystająca z ziemi symbolizuje kruchość człowieka.

Po kilku dniach odwiedzając Antofagastę i Calamę dojechałem do granicy chilijsko-boliwijskiej, która znajdywała się na wysokości 3800 m n.p.m. na "Tybecie Ameryki Pd" czyli Altiplano. Wulkany, salary, kaktusy i szutry, tak w skrócie opisałbym to miejsce. Temperatura spadła do kilku stopni, aby w nocy pokazać w namiocie kilka kresek poniżej zera, ale największym problemem była wysokość. William stał się słabszy a i u mnie pojawiły się objawy związane z przebywaniem w miejscu ze zmniejszoną zawartością tlenu. Bezsenność, płytki oddech i ból głowy towarzyszyły mi aż do Salaru de Uyuni gdzie moje ciało przyzwyczaiło się do panujących warunków.

[ext_img=s]2165[/ext_img]

Altiplano

To największe na świecie solnisko, rozmiarem przypominające województwo świętokrzyskie, w okresie, w którym ja tam przebywałem pokryte było wodą co dawało efekt zlewania się ziemi z niebem. Linia horyzontu była słabo widoczna nadając temu miejscu jeszcze bardziej magiczny wygląd.

Z Uyuni skierowałem się do Sucre, starego boliwijskiego miasta z kolonialną zabudową koloru białego, z czerwonymi dachówkami kontrastującymi z zielonymi wzgórzami otaczającymi miasto.

Następnie postanowiłem dotrzeć do malutkiej wioski, gdzieś głęboko w górach wschodniej Boliwii. La Higuera bo tak się nazywa, to miejsce, w którym w 1967 r. zabito człowieka będącego najbardziej rozpoznawalnym symbolem rewolucji Ernesto Guevarę czyli słynnego "Che".Jadąc tam dowiedziałem się, że jeżeli droga jest tu dzisiaj, to nie znaczy, że będzie tam też jutro, bo ulewny deszcz padający całą noc może ją zamienić w rwącą rzekę.

Kolejne dni poprzez Cochabambę, Oruro gdzie obserwowałem obchody karnawału dotarłem do La Paz. Ta położona najwyżej na świecie stolica Boliwii zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Położona w dolinie, a otoczona dookoła 6 tyś. szczytami szybko wskoczyła na czołówkę najładniejszych miast jakie do tej pory odwiedziłem.


Stąd postanowiłem wypuścić się z Williamem na jednodniową wycieczkę na mającą złą reputację boliwijską "Drogę śmierci". Droga ta łącząca Andy z dżunglą była świadkiem wielu tragicznych wypadków. Jest to również jedyna droga w Boliwii, na której obowiązuje ruch lewostronny, a pojazd jadący pod górę ma zawsze pierwszeństwo. Wydrążona w pionowych zboczach gór, usiana krzyżami, z nawisami, z których spada woda i przepastnymi urwiskami robi ogromne wrażenie. Na szczęście jest już ona zamknięta i stanowi teraz atrakcję dla rowerzystów downhillowych, z których jak do tej pory 18 zginęło.

[article_adv]

Głównym jednak powodem przyjazdu do La Paz była chęć wspięcia na Huayna Potosi (6088 m n.p.m.),który byłby moim pierwszym sześciotysięcznikiem. W celu aklimatyzacyjnym i sprawdzenia kondycji, no bo trzy miesiące w siodle na pewno zrobiły swoje wszedłem na Chacaltaya (5395 m n.p.m.) Po uzgodnieniu ceny i warunków w lokalnej agencji wyruszyłem do bazy pod Huayna Potosi. Po dwóch dniach wspinaczki osiągnąłem szczyt, dedykując go mojemu synkowi.

Mission completed, więc przyszedł czas "zwijać się" z La Paz i ruszyć w kierunku Peru, zatrzymując się w miejscowości Copacabana gdzie udałem się na jednodniową wycieczkę po jeziorze Titicaca odwiedzając Wyspę Słońca i Wyspę Księżyca z jego Pałacem Dziewic datowanym na czasy prekolumbijskie.

Kiedy przekroczyłem granicę z Peru obrałem kierunek na centrum imperium Inków miasto Cuzco. To w tym starym z niesamowitymi zabytkami mieście spróbowałem dania, z którym zawsze chciałem się zmierzyć. Mianowicie pieczoną świnką morską. Mięso w smaku nie mogę porównać do żadnego innego jakie dotychczas jadłem, ale była smaczna, choć mięsa na niej dużo nie ma.

Przyszedł czas na "wisienkę na torcie" mojej wyprawy czyli najlepiej zachowane inkaskie miasto Machu Picchu.

[ext_img=s]2168[/ext_img]

Machu Picchu

Miejsce to odkąd zacząłem rozumieć to co widzę rozpalało moją wyobraźnię do granic możliwości, a móc dojechać tam motocyklem, pokonując przełęcz Abra de Malaga i krętą, urwistą drogę z St. Teresy do Hidroelectrici, a potem marsz przez dżunglę wzdłuż linii kolejowej pachniał mi przygodą rodem z filmów o moim bohaterze z młodości Indianie Jones. Muszę przyznać, że się nie zawiodłem i po całym dniu ekscytującej, ale i wyczerpującej podróży, około północy dotarłem do Aguas Calientes, bazy wypadowej na Machu Picchu. Niezwykle podekscytowany jeszcze zanim wstało słońce zacząłem wspinać się po ogromnych kamiennych stopniach do bram wejściowych, a potem jeszcze pół godziny szybkiej wspinaczki na szczyt Huayna Picchu (2720 m n.p.m.).

Po około dwóch godzinach chmury rozeszły się, a moim oczom ukazał się widok, którego piękna nawet sam Kochanowski z Mickiewiczem nie daliby rady opisać. Machu Picchu to jeden z nowych 7 cudów świata i jak najbardziej zasłużył na numer jeden w tym zestawieniu.

Po powrocie do Cuzco przyszedł czas na powolne żegnanie się z Ameryką Płd. i powrót do Valparaiso skąd miałem wysłać Williama z powrotem do Polski. Na szczęście do Valpo miałem jeszcze ok 3,5 tys. kilometrów, więc w drodze powrotnej zdążyłem jeszcze zahaczyć o Kanion Colca, Arequipe z jej starym miastem wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO, jeszcze raz przejechać Atacamę odwiedzając chilijską Aricę i Iquique.

[gallery_bare]187[/gallery_bare]

W sumie tułając się po Ameryce Pd. spędziłem cztery miesiące obfitujące w przygody, spotykanie wspaniałych, inspirujących ludzi i spełnianie pozornie niemożliwych marzeń. Przejechałem 18 tys. kilometrów moim dzielnym Williamem plus kilka kolejnych innymi środkami lokomocji. Odwiedziłem 6 krajów, jeździłem w upale i mrozie, deszczu i palącym słońcu, piachu i błocie. Pokonywałem długie proste patagońskich pustkowi, spalone słońcem drogi Atacamy, wysokie ośnieżone andyjskie przełęcze, a wszystko to w pogoni za marzeniami, bo kto nie marzy, ten nie żyje.

Do Alaski jeszcze dłuuuga droga, więc CDN... :)

Sebastian Żak

" ["ancestor_id"]=> string(2) "15" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1458407428" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "85" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_1993" ["visits_counter"]=> string(5) "13906" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "85" ["name"]=> string(9) "Motocykle" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(9) "Motocykle" ["about"]=> string(169) "Motocykl określa charakter i osobowość faceta. Wybierasz klasyczne choppery czy wolisz szybkie ścigacze? Jaki jest idealny motocykl dla mężczyzny po czterdziestce?" ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(false) ["slug"]=> string(11) "0-motocykle" ["lft"]=> string(2) "75" ["rgt"]=> string(2) "76" ["level"]=> string(1) "2" } } [53]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "1992" ["slug"]=> string(20) "pod-niebem-patagonii" ["dont_use_tags"]=> string(5) "forma" ["title"]=> string(20) "Pod niebem Patagonii" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(215) "Po 40 mi „odbiło”. Poczekałem jeszcze trzy lata, kiedy mojej żonie „odbije” i na fali odbić namówiłem ją na wspólną wyprawę motocyklową… w sumie pierwszą motocyklową wyprawę w naszym życiu. " ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(15534) "

Kiedy moja druga połowa usłyszała, że jedziemy na motocyklach w świat powiedziała:

- O nie, ja za plecak robić nie będę – i rozpoczęła poszukiwania kursów na prawo jazdy. Zaczęła chodzić do przystojnego instruktora, dobrze chociaż, że nie siedział obok i nie łapał jej za kolano (jak to na przykład można było robić w samochodzie, gdzie instruktor siedzi z boku). Nic jej nie było w stanie odwieść od pomysłu, że ona chce swój motocykl i decydować: czy i kiedy skręcamy w prawo, czy w lewo. Decydować jej się zachciało…

Kiedy patrzyłem jak kręci na placu manewrowym ósemki, nie przeczuwałem jeszcze co mnie czeka.

Po pierwsze wymyśliłem, że nasza podroż będzie długa. Nie chciałem jechać na dwa lub trzy tygodnie. Chciałem na dłużej, na kilka miesięcy.

Do tego jeszcze mój tak zwany kryzys po czterdziestce zaczął się rozwijać i postanowiłem, że pojedziemy do Ameryki Południowej. Argentyna – to jest to, niezmierzone przestrzenie Patagonii, droga po horyzont, fantastyczne trasy, drogi szutrowe i kilka fajnych miejsc. Nie ukrywajmy, Mendoza, jako stolica wina argentyńskiego, ciągnęła mnie jak mało co…

Zacząłem szukać, szperać, zbierać informacje. Spędziłem wiele godzin na czytaniu blogów, wiadomości, tekstów.

Kupiliśmy w końcu motocykle. Rok przed wyprawą, w listopadzie. Zadecydowałem, że kupimy dwa takie same BMW F650. Pełnoletnie, bez zbędnej elektroniki. Nie pytajcie mnie, czemu ta marka, czemu ten model. Na tamtą chwilę wydawał się to najlepszy wybór. I tyle. Czterdziestolatkowi nie dajcie za dużo możliwości. Jeszcze plan spali na panewce…

Na 8 miesięcy przed wyjazdem wymyśliłem, że popłyniemy z motocyklami statkiem. A jak, na bogato. Stwierdziłem, że ma to sens, że wezmę motocykl, na którym mogę polegać, bo sam go przygotuję, sprawdzę, wymienię co trzeba i zamontuję co trzeba (na przykład gniazdo zapalniczki, stelaże, gmole).

Moja żona, wcielenie żywotności, jak usłyszała, że ma spędzić miesiąc na statku na którym NIE MA ZUPEŁNIE CO ROBIĆ, to popukała się w głowę. Na szczęście roztoczyłem przed nią wizję włoskiej kuchni, bo linia, którą płynęliśmy to włoska Grimaldi i jakoś udało mi się ją przekabacić na swoją stronę.

I tak pewnego pięknego śnieżnego dnia zapakowaliśmy nasze motocykle na przyczepkę i razem z nimi pojechaliśmy do Hamburga, gdzie wsiedliśmy na statek Grande Amburgo i popłynęliśmy do Montevideo – stolicy Urugwaju. Rejs trochę się dłużył, trochę kołysało i trochę bujało.

Urozmaiceniem podczas tych ponad czterech tygodni było niewątpliwie przekraczanie równika i związany z tym ceremoniał chrztu. Nam się trochę upiekło i zostaliśmy tylko obficie zmoczeni, ale członkom załogi zafundowano solidne emocje, jak przystało na prawdziwych wilków morskich. Kiedy w upalny styczniowy poranek dopłynęliśmy wreszcie do brzegów Ameryki Południowej – wiedziałem, że moje marzenie spełnia się namacalnie jak nigdy.

Dopiero w Urugwaju, kiedy po wszystkich formalnościach celnych wyjechaliśmy na zatłoczone ulice Montevideo pomyślałem, że porwałem się z motyką na słońce. Przede mną jechała moja żona i wiedziałem, że drżą jej nogi, bo jednak jazda po długiej przerwie, z prawie żadnym doświadczeniem na motocyklu wypełnionym bagażami pod sufit, nie stanowiła dla niej przyjemności. Myślałem o tym, jak cholernie wielka ciąży na mnie odpowiedzialność, żeby nie zaliczyła gleby, nie podrapała się, potłukła, albo jeszcze coś gorszego. Nie chciałem mieć później do czynienia z moją teściową…


Montevideo, które zwiedzaliśmy kilka dni było dla nas fantastycznym miejscem, ale mnie przygoda wołała dalej. Naszym celem było Ushuaia. Najniżej położone miasto na świecie. Droga na sam dół mapy usłana była cierniami. Po tygodniu jazdy w upale moja żona zaczęła strajkować.

- Nigdzie nie jadę – mówiła i dodawała – nie możemy codziennie jeździć tak dużo. Po kilkaset kilometrów na dzień, to zdecydowanie przesada.

Nie będę wspominał o tym, że serce mi się rwało to całodziennych jazd, ale musiałem się dostosować. W tak zwanym międzyczasie zwiedziliśmy Buenos Aires, Mar de Plata, Punto Tombo i kilka innych pomniejszych miejscowości. To co mnie najbardziej zdziwiło, to ta przestrzeń Patagonii, która mniej więcej 1000 km od Buenos Aires dawała się odczuć wyraźnie. Jechaliśmy godzinami żeby dojechać z miasteczka do miasteczka. A po drodze nic. Czytałem o tym kilka artykułów, ale dopiero jak na własnej skórze poczułem, że jeśli nie będę miał zapasu paliwa, to utknę na dobre, zdałem sobie sprawę z wielkości Patagonii. Zresztą tankowanie też nie było przyjemne. W Argentynie trwały wakacje w najlepsze i kolejki na nielicznych stacjach benzynowych przyprawiały o zgrzytanie zębów.

[ext_img=s]2163[/ext_img]

Mniej więcej w połowie drogi do Ushuaia permanentnie zaatakował nas wiatr. Wyraźnie zrobiło się też chłodniej. Do tego stopnia, że nawet podpinki oraz termiczna bielizna nie pomagały i wspomagaliśmy się podgrzewanymi rękawicami. Wiedziałem że w Patagonii wieje, ale ten wiatr tam, naprawdę mnie zaskoczył. Do tego gdy jeszcze patrzałem, jak moja piękniejsza połowa ledwo się trzyma na motocyklu w tym wietrze, to przyznaję, czułem lekki niepokój.

Na domiar złego, zaczęły się pierwsze awarie motocykli. Wspominałem już, że nasze motocykle były pełnoletnie. Stwierdziłem, że nadmiar elektroniki może mi przeszkadzać w naprawach. Wybrałem więc w miarę prosty model. Wydawało mi się że z wszystkim mam szansę sobie jako tako poradzić. Najpierw, jakby na rozgrzewkę, zapchał się filtr paliwa, prozaiczna sprawa, która na jakiś czas lekko nas unieruchomiła. Paliwo nie jest jednak najczystsze w Argentynie….

Potem, w drodze na koniec świata zapchał się kolejny filtr, zaczął szwankować regulator napięcia i akumulator, nie było iskry na świecy. Na szczęście, jakoś dawałem sobie radę z tym usterkami. Gdy już dojechaliśmy na Ziemię Ognistą, poczułem że żyję. Przejechaliśmy już ponad 4 tysiące kilometrów, moja żona jakoś dawała radę , motocykle jechały w miarę przyzwoicie. Czułem dumę i radość, ze tak nam dobrze idzie. Tworzyliśmy zgrany duet. Czułem, że marzenia to fajna rzecz, którą właśnie spełniam. Odniosłem wrażenie, że wszystko jest możliwe.

Z Argentyny chcieliśmy pojechać do Chile. Dobra, pomyślałem, kraj może być ciekawszy, zwłaszcza w niektórych częściach. Nie zawiodłem się. Park narodowy Torres del Paine zachwycił nas. Byliśmy w fascynującym miejscu, gdzie podziwialiśmy cuda natury, góry, jeziora, przeskakujące stada guanaku z pagórka na pagórek. Chłonęliśmy te skarby, spoglądając po sobie i czuliśmy to samo. Warto tu być. Warto.

[article_adv]

Nie minęło kilka dni i znowu wracaliśmy do Argentyny. A wszystko po to, by nasza motocyklowa podróż mogła zahaczyć o kolejne fantastyczne miejsce, o którym marzyliśmy, by je zobaczyć – lodowiec Perito Moreno. Najpiękniejszy lodowiec w Argentynie, wysoki na około 50 metrów i szeroki na ponad pięć kilometrów i to wszystko jak na dłoni, widoczne z punktu obserwacyjnego, na którym czułem się malutki jak ogryzek, wszyscy ludzie musieli tam klęknąć przed potęgą natury. Wrażenie piorunujące. Moja żona nie odzywała się przez kilkanaście minut, bo szczęka jej opadła. Nie była w stanie wydobyć słowa, tak piękny i wielki jest ten zakątek Świata. Dzięki temu ja również mogłem poczuć się szczęśliwy. Cisza – myślę że wielu panów mnie zrozumie….

Ledwo pozbieraliśmy się po ogromnych emocjach, przygoda wciągała nas dalej i dalej i dalej. Każdego dnia to samo. Wstajemy rano, zwijamy namiot, pakujemy się i wyruszamy. Jedziemy 100, 200, 300 kilometrów, lądujemy w małym miasteczku, szukamy sklepu, potem miejsca, żeby się rozbić, potem robimy kolację i spać. Rano powtórka. Od nowa.

Aż dojechaliśmy do Jaskini Rąk, gdzie Indianie, rdzenni mieszkańcy tych terenów zostawili swoje ślady w postaci naskalnych odbić swoich dłoni, rysunków guanaku i innych zwierząt. Przepiękne miejsce, piękny kanion, cisza i pustka dokoła. W promieniu 100 km żywego ducha. Moja żona na szutrze niestety, czasem się przewraca, na szczęście gmole które spawałem wcześniej, zabezpieczają silnik przez uszkodzeniem, szyba dostaje tylko trochę uszczerbku, ale nie martwię się tym za bardzo. Mam szarą taśmę… Zmartwiłem się za to nadgryzionym zwierzęciem guanaku, niedaleko miejsca gdzie rozbiliśmy namiot. Na wszelki wypadek wziąłem nóż i umieściłem przy sobie w śpiworze. Ot, tak dla bezpieczeństwa. Nie mówiłem wtedy o tym żonie…


Kolejny poranek to już tylko sklejenie szyby i mogliśmy ruszyć dalej. Przyznaję, było to też taki czas na przemyślenia, że jednak ten upadek mógł skończyć się źle. Ale na szczęście wszystko się udało.

Powoli, powoli, dzień za dniem przesuwaliśmy się na północ Argentyny, do pięknej Mendozy, gdzie dotarliśmy podekscytowani. I wierzcie mi to miejsce warte jest wszystkich tych trudów, żeby tam dojechać. Mnogość okolicznych bodeg, gdzie możesz przyjść, zobaczyć jak wino się produkuje, jak się je butelkuje, jak się je etykietuje. Jak dojrzewa w dębowych beczkach w wielkich, przepastnych piwnicach, w których zapach wina unosi się w powietrzu. Fascynujące miejsca.

[article_adv]

Oczywiście w każdej bodedze, którą odwiedzisz degustujesz. To nieodłączny element wizyty w tym miejscu. Wszak trzeba spróbować rezultatów zbioru, białe, czerwone, wytrawne, półsłodkie, i inne, miesza się potem już w głowie. Ale frajda jest pełną gębą.

Z Mendozy pojechaliśmy ponownie do Chile. Przekroczyliśmy Andy, a wierzcie mi jest to jeden z najlepszych elementów tej wyprawy. Trasy w Andach przyprawiają o zawrót głowy. Piękne widoki, piękne zakręty, niepowtarzalne miejsca, które trzeba odwiedzić. Na przykład kamienne mostki, skały naciekowe, czy podnóże szczytu Aconcagua (ot, żeby po prostu tam być…), to tylko niektóre z atrakcji na tej trasie, która wspina się miejscami na około 4000 m.n.p.m.

Atrakcją jest też wątpliwa przyjemność obcowania z chilijskimi celnikami, ale wszystko jest dla ludzi. Kto jak nie my?!

W Chile zwiedzamy szybkim trawersem Valparaiso, Vina del Mar i Santiago. Przejeżdżamy do Antofagasty, przez pustynię Atacama. Słynną Panamericaną suniemy dostojnie naszymi motocyklami, zahaczając o kolejne ciekawe punkty wyprawy, do których na pewno należy zamknięte miasto San Pedro de Atacama. Miasto kwitło w latach 1935-1995, kiedy to funkcjonowała obok niego kopalnia saletry, dająca miejscowym utrzymanie. Niestety, kopalnie zamknięto, a ludzie, nie mając źródła dochodu, zaczęli emigrować z tego miasta, aż finalnie zostało ono zamknięte. Niesamowite wrażenie robi wizyta w tym miejscu. Pusto, domy stoją otworem, wszystko pokryte piachem, kurzem i białym saletrzanym pyłem. Wrażenie jak z horroru. Ciągle słyszałem tylko głos mojej żony w komunikatorze:

-Jedźmy już stąd, jedźmy, ja się boję.

Wytrzymaliśmy tam godzinę, ja bym tam jeszcze chętnie pomyszkował, ale przerażenie mojej połowicy nieznacznie skróciło czas pobytu w tym niezwykłym miejscu.

Na samej północy Chile, pod granicą z Boliwią, z powrotem przekroczyliśmy Andy. Wracaliśmy do Argentyny. Czekało nas jeszcze wiele kilometrów, bo będąc w Argentynie, wydawało mi się niedorzecznością, żeby nie odwiedzić jeszcze jednego ważnego punktu - wodospadów Iquazu. To niezwykłe i magiczne miejsce. To największe wodospady na Świecie. To skupisko wielu kaskad w jednym miejscu. Te hektolitry spadającej z łoskotem wody... Patrzyłem na ten cud natury i wiedziałem, że decyzja o wyjeździe na tą wyprawę była najlepszą decyzją jaką podjąłem po czterdziestce. A może nawet i przed nią… Cała wyprawa oprócz wielu trudów i męczarni, wielu przeciwności losu, marudzenia żony, jej fochów, które w początkowej fazie były nie do zniesienia, kiedy już przyzwyczailiśmy się do nowego trybu życia, wszystko to było warte by poczuć ten wiatr, ten smak argentyńskiej wołowiny, wina. Widoki nie do opisania, które mieliśmy okazję podziwiać, a co najważniejsze czas spędzony wspólnie, gdzie naprawdę mogliśmy się poznać. W trudzie i znoju, a równocześnie radości każdego dnia bycia w drodze. Wyraz zadowolenia na twarzy partnerki był równie bezcenny, jak widoki dookoła…

Wyjazd, podczas którego czułem wolność. Pierwszy raz w życiu nie musiałem nic robić. Pojechaliśmy bez biletu powrotnego, bez przymusu powrotu… planowałem, że wyjedziemy na trzy miesiące. Dzięki niskobudżetowej podróży, spaniem pod namiotem, gotowaniem, korzystaniem z gościnności ludzi, udało nam się wydłużyć podróż do 8 miesięcy, podczas których przejechaliśmy ponad 20 tysięcy kilometrów.

Najdroższy był bilet do Ameryki Południowej. Miesięczny rejs statkiem kosztował 20 tysięcy PLN w jedną stronę, na miejscu mieściliśmy się w budżecie 50 USD dziennie na nas dwoje.

Najsłabszym i najsilniejszym jednocześnie punktem tej wyprawy była moja żona. Ciągłe marudzenie doprowadzało mnie czasem do szału, ale jednocześnie to ona, jako ekstrawertyczka załatwiała tysiące spraw z innymi ludźmi (w końcu to ona nauczyła się hiszpańskiego specjalnie na tą wyprawę). Z perspektywy czasu wydaje mi się, że bez jej wsparcia wyjazd mógłby się nie udać. Ja za to naprawiałem motory, które często się psuły. Poza tym czułem się za nią odpowiedzialny. Cały czas. Może to trochę trzymało mnie w cuglach. Dlatego „nie popłynąłem”…

[gallery_bare]186[/gallery_bare]

Warto jest spełniać swoje marzenia, a wierzcie mi, ta wyprawa, to jedno z niewielu marzeń, które udało mi się w życiu spełnić. Jako facet po czterdziestce pokusiłem się o jeszcze jedno, nasza wyprawa została opisana dzień po dniu i wydana w formie książki „ Pod niebem Patagonii”. Nie jestem może nieśmiertelny dzięki temu, ale jakże dumny.

Krzysztof Rudź

" ["ancestor_id"]=> string(2) "15" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1458406268" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "85" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_1992" ["visits_counter"]=> string(4) "7758" ["comments_counter"]=> string(1) "2" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "85" ["name"]=> string(9) "Motocykle" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(9) "Motocykle" ["about"]=> string(169) "Motocykl określa charakter i osobowość faceta. Wybierasz klasyczne choppery czy wolisz szybkie ścigacze? Jaki jest idealny motocykl dla mężczyzny po czterdziestce?" ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(false) ["slug"]=> string(11) "0-motocykle" ["lft"]=> string(2) "75" ["rgt"]=> string(2) "76" ["level"]=> string(1) "2" } } [54]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "1991" ["slug"]=> string(30) "motocyklowa-randka-w-kapadocji" ["dont_use_tags"]=> string(0) "" ["title"]=> string(33) "Motocyklowa randka w… Kapadocji" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(285) "Wyobraź sobie, że kobieta poznaje mężczyznę przez aplikację randkową i nagle dowiaduje się, że jeździ on na motocyklu. No trudno, takie życie. I chociaż nigdy wcześniej nawet nie siedziała na dwukołowej maszynie z silnikiem, daje się zabrać na randkę do… Kapadocji." ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(10418) "

Dwa miesiące po poznaniu faceta, 17 dni siedzi za nim na GS-ie w kolorze kalamata, jedzie 6500km i zwiedza 13 krajów, żeby w końcu zakochać się i w mężczyźnie i w motocyklach… Tą wariatką byłam ja, a oto moja (nasza) historia.

Z Krakowa wyjechaliśmy pod koniec kwietnia, żeby przez kilka dni przejechać Słowację, Węgry, Rumunię i Bułgarię. Rumuńskie góry przywitały nas śniegiem i zamkniętą częścią trasy Transalpina, ale im dalej posuwaliśmy się według planu podróży, tym robiło się cieplej i można było zrezygnować z podpinek i ciepłych rękawiczek.

Pierwszym ciekawszym przystankiem na trasie był Stambuł – miasto kontrastów, nieoficjalna stolica wszystkiego w Turcji. Przez półtorej dnia pobytu ominął nas na szczęście nocleg w hotelu, bo na miejscu mieszka przyjaciel Pawła, który udostępnił nam swoje mieszkanie w jednej z ciekawszych dzielnic miasta – Beyoglu. Piechotą byliśmy w stanie dojść do wszystkich najciekawszych zakamarków metropolii, więc nasze tyłki miały szansę odpocząć od siedzenia na motorze. Włóczenie się uliczkami Krytego Bazaru*, wąchanie przypraw, siedzenie na pięknych dywanach meczetów czy palenie nargili (turecki odpowiednik sziszy) w 300- letniej sziszarni, to tylko niektóre z atrakcji, które nas tam spotkały. Wszechobecne koty i rybacy na moście Galata tworzą klimat nie do podrobienia. Najedliśmy się kebabów, czyli niesamowicie przyrządzonego mięsa z dodatkiem np… pistacji, zasłodziliśmy baklavą i wchłonęliśmy kilkanaście tureckich herbat. To wszystko pozwoliło nam się zregenerować, by ruszyć w dalszą drogę…

*w tym miejscu należy zdementować możliwość przelecenia na motorze przez okno Krytego Bazaru kol. Jamesa Bonda w filmie Skyfall i nie potrącenia nikogo w zawsze obecnym tam tłumie…

[article_adv]

Turcja dla motocyklisty to zarówno nudne autostrady jak i bardziej lokalne drogi. To barany przebiegające przed kołami jak i miejscowi mieszkańcy machający przyjaźnie z lokalnych kafejek. W mieście Konya znanym ze słynnych wirujących derwiszy, gdzie dojechaliśmy już późnym wieczorem dopadł mnie pierwszy poważny kryzys… Strasznie wymarzłam, więc mimo debiutu w jakże modnym wdzianku nazywanym ‘deszczowcem’ trzęsłam się z zimna. Okazało się, że w całej miejscowości nie ma ani jednego miejsca noclegowego oprócz… pięcio-gwiazdkowego hotelu, który pochłonąłby nasz cały wyprawowy budżet. Mieszkańcy Konyi to dosyć konserwatywni, religijni i nieco nieufni ludzie, więc z ich strony też nie mogliśmy liczyć na otwartość i gościnność. W końcu totalnie bez sił rozbiliśmy namiot w dość absurdalnym miejscu, bo na kawałku pola przy autostradzie. Łyk wina wiezionego z węgierskiego Egeru poprawił nam nieco humor, ale kiedy już prawie zasypialiśmy z równowagi wyrwało nas szczekanie psów i świecenie latarkami obok naszego obozowiska. Okazało się, że odwiedziło nas kilku zaniepokojonych mieszkańców, ale po oględzinach naszych wymęczonych twarzy i nie wyglądającego groźnie GS-a, odpuścili. Kolejnego dnia byliśmy już w drodze do głównego celu naszej podróży, czyli bajkowej Kapadocji.

Kapadocja okazała się być równie urokliwa jak na zdjęciach w internecie, mimo że jedno z drugim nie zawsze się pokrywa. Zwiedzanie dolin z niesamowitymi formacjami skalnymi motorem jest jak najbardziej do zrobienia. Musi to być jednak rumak przystosowany do jazdy w terenie. Największym zagrożeniem dla motocyklistów są w tamtych okolicach… żółwie łażące wzdłuż szutrowych ścieżek. W Kapadocji największą atrakcją są ponoć niesamowite loty balonem, ale dla nas niestety tylko ‘ponoć’… Mimo, że zdecydowaliśmy się na lot i wstaliśmy o barbarzyńsko wczesnej porze, silne wiatry pokrzyżowały plany – loty zostały anulowane. Zamiast tego weszliśmy do podziemnego miasta Derinkuyu, gdzie mieszkało kiedyś tysiące ludzi i piliśmy turecką herbatę pod wielkimi skalnymi fallusami, co było nie lada przeżyciem :-)


[gallery_bare]185[/gallery_bare]

Po Kapadocji jeden nocleg spędziliśmy w Pamukkale, słynącego z wapiennych osadów i gorących źródeł miasteczka. Cały kompleks jest naprawdę spory i zwiedza się go na boso. Niestety dzisiaj duża część zbiorników jest wyschnięta, ponieważ hotele zabierają z nich wodę, która ma ponoć właściwości zdrowotne.

Z Pamukkale ruszyliśmy nad wybrzeże do miejscowości Bodrum skąd łapaliśmy prom na wyspę Kos, a dalej na Santorini. Na drugiej z greckich wysp spędziliśmy już dwa pełne dni śpiąc na absolutnie pustym polu namiotowym, gdzie doszło do naszej pierwszej ostrej kłótni. A poszło o… prysznic. Paweł absolutnie nie mógł zrozumieć, dlaczego ja (podkreślam-kobieta) po godzinach w siodle i kasku na głowie pierwsze co chcę zrobić, gdy jest taka możliwość, to wskoczenie pod prysznic. Według jego męskich instynktów powinniśmy najpierw rozbić obozowisko i zrobić strawę. Dziś już wypracowaliśmy kompromis, ale pamiętaj czytelniku, że wtedy znaliśmy się bardzo krótko  Santorini ma dwa oblicza. Główne, typowo komercyjne pochłonęliśmy pierwszego dnia, tj. wypiliśmy espresso z widokiem na Kalderę, obejrzeliśmy malowniczy zachód słońca czy wygrzaliśmy się na ‘czerwonej’ plaży. W końcu mogłam założyć jedną z trzech sukienek, które wzięłam na wyjazd motocyklowy… (do tej pory jest mi wstyd!). Drugi dzień to odkrywanie innej, bardziej dzikiej części wyspy. Oczywiście na motocyklu. Małe kościółki, pasące się konie i urocze małe plaże to te miejsca, które zdecydowanie łatwiej jest zwiedzić na dwóch kołach. GS był wielofunkcyjny, służył nie tylko za transport, ale i statyw czy… ogrzewanie, kiedy w krótkich spodenkach już po zachodzie słońca tuliliśmy się niemal do silnika.

Po wakacyjnym Santorini czekała nas kolejna przeprawa promem do Aten. To drugie miejsce na naszej trasie, gdzie nocowaliśmy u znajomego – starszego Greka pana Spirosa mieszkającego tuż pod Akropolem przy drzewie z cytrynami wielkości męskiej dłoni. Spiros przez wiele lat pracował jako stróż na Akropolu, więc kiedy nas tam zaprowadził, czuliśmy się jak VIP-y. Nie dość, że nie zapłaciliśmy za wstęp ani grosza, to jeszcze wszyscy pracownicy witali się z nami i naszym osobistym przewodnikiem pełnym szacunku skinieniem głowy. Mimo to, szczerze mówiąc Akropol nas nie zachwycił, dużo ciekawsza okazała się być Stara Agora, gdzie można się niemal potknąć o cenne zabytkowe kolumny ukryte w trawie czy Anafiotika- miasteczko z uliczkami tak wąskimi, że Paweł miał problem z przejściem z powodu zbyt szerokich barków :-)

[article_adv]

Dalsza jazda po Grecji kojarzy mi się przede wszystkim z klasztorami (Meteory) i przygodą z niedźwiedziem. Znaleźliśmy idealne miejsce do noclegu pod namiot. Piękne wzgórze z zapierającym dech w piersiach widokiem, namiot ustawiliśmy tak, żeby rano obudziło nas słońce… brzmi bajkowo? Skończyło się jak horror klasy B. Paweł jak na prawdziwego mężczyznę przystało poszedł rąbać drewno na ognisko, a ja szykowałam powoli jedzenie. Nagle Paweł wraca i karze mi się zbierać, bo widział świeże ślady niedźwiedzia. Byłam pewna, że ściemnia i chce mnie nastraszyć, bo przed wyjazdem oglądaliśmy film, w którym para chodziła po lesie i jego zagryzł niedźwiedź… Mina Pawła mówiła jednak, że to żart. Zebraliśmy się w oka mgnieniu i zaczęliśmy uciekać na GSie. W końcu spaliśmy na jakimś przystanku przy wjeździe do małej miejscowości, a następnego dnia miejscowi uświadomili nas, że niedźwiedzie w tych okolicach są zupełnie nie groźne, wchodzą im do domów i są wielkości większych psów…

Następnie czekała już na nas Macedonia- piękny, niedoceniany przez Polaków kraj. Zatopione kościoły, jezioro Ochrydzkie czy stare klasztory tworzą tam niesamowicie mistyczny klimat. Jeden z kościołów, który miał być zalany wodą zwiedzaliśmy w okresie tamtejszej suszy, więc mogliśmy niemal wjechać motorem w sam środek rozpadającej się budowli. Oprócz nas wnętrze zwiedzały również… krowy - mieszkanki okolicznych pastwisk.

Albania, Kosowo, Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina to miejsca, które przywitały nas naprawdę niezłymi asfaltami i piękną pogodą. Co ciekawe, na tym etapie podróży już tak przyzwyczaiłam się do jazdy motocyklem i zaufałam Pawłowi, że na jego ‘zakrętach życia’, kiedy świetnie się bawił, nagle dostawał ‘dzięcioła’, czyli mój kask obijał się o jego. Po prostu… zasypiałam ;) Zapomniałam też dodać, że drugiego dnia naszego wyjazdu zepsuł mi się interkom (może dlatego P. wytrzymał tyle czasu z babą w siodle) i musieliśmy wypracować zespół znaków potrzebnych nam do komunikacji. I tak oto ściśnięcie Pawła udami oznaczało ‘tak’, a machanie ręką przed twarzą ‘zasypiam, szukamy kawy’.

[ext_img=s]2162[/ext_img]

Wspólna podróż uświadomiła mi nie tylko jak fantastycznego mężczyznę poznałam, ale i jak bardzo podróżowanie na motocyklu może być świetną zabawą. Kilka miesięcy później zrobiłam kurs na prawo jazdy kat. A i dziś jesteśmy w fazie planowania kilkumiesięcznej podróży już na dwóch GS-ach z Krakowa do Mongolii. I jak nas znam, to na tym nie poprzestaniemy…

Joanna Bielak

" ["ancestor_id"]=> string(2) "15" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1458405091" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "85" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_1991" ["visits_counter"]=> string(4) "5068" ["comments_counter"]=> string(1) "1" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "85" ["name"]=> string(9) "Motocykle" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(9) "Motocykle" ["about"]=> string(169) "Motocykl określa charakter i osobowość faceta. Wybierasz klasyczne choppery czy wolisz szybkie ścigacze? Jaki jest idealny motocykl dla mężczyzny po czterdziestce?" ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(false) ["slug"]=> string(11) "0-motocykle" ["lft"]=> string(2) "75" ["rgt"]=> string(2) "76" ["level"]=> string(1) "2" } } [55]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "1990" ["slug"]=> string(16) "9-krajow-w-9-dni" ["dont_use_tags"]=> string(31) "mieszkanie , cel , czas , klucz" ["title"]=> string(17) "9 krajów w 9 dni" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(302) "Dziewięć dni, dziewięć państw i dokładnie 3109 km. Tak w największym skrócie można by było opisać naszą podróż. Dla nas jednak było to coś dużo więcej. Podjęcie decyzji było proste ponieważ motory, czy raczej jak mówią motocykliści sprzęty są wielką pasją naszych mężów. " ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(18679) "

Nasza wspólna przygoda z motocyklami rozpoczęła się w 2013 r. Wtedy to kupiliśmy pierwszy motocykl i mogliśmy wreszcie dołączyć do naszych przyjaciół Macieja i Moniki. Początkowo nasze wyprawy ograniczały się do jedno, dwudniowych „podróży” po Polsce. Jednak szybko przestało nam to wystarczać. Poznawanie nowych miejsc na sprzętach ma w sobie coś magicznego. Nie można go porównać z żadną inną formą podróżowania. Dlatego bardzo szybko zrodził się w naszych głowach pomysł przejechania na naszych maszynach większej liczby kilometrów.

Mózgiem wszystkich naszych wypraw jest Monika. To ona opracowuje dokładny plan, wyznacza trasę, rezerwuje noclegi i organizuje czas w taki sposób aby jak najwięcej można było zobaczyć oraz uwiecznia wszystko na zdjęciach. Tak było i tym razem.

[ext_img=s]2135[/ext_img]

MONIKA

Wyruszyliśmy z naszego ukochanego Pleszewa, małego miasta w południowej Wielkopolsce, dokładnie 30 maja 2015 r.

[ext_img=s]2136[/ext_img]

GOTOWI DO WYJAZDU

Pierwszy nocleg mieliśmy zaplanowany w Mariborze w Słowenii. Ponieważ była to największa liczba kilometrów jaką wyznaczyliśmy sobie do przejechania w ciągu jednego dnia nie mieliśmy pewności, że nasz cel zostanie osiągnięty. Jednak chcieć to móc, a my byliśmy tak zdeterminowani, że jak się okazało nie było to wcale takie trudne jak na początku nam się wydawało. Udało się przejechać ponad 800 km. Jednak droga do osiągnięcia naszego pierwszego celu wcale nie była łatwa. Po przejechaniu trasy w Polsce i Czechach, można powiedzieć , że tradycji stało się zadość, bo w Austrii, za Wiedniem złapał nas deszcz i tak już było do samego Mariboru. Zjechaliśmy więc na najbliższy parking i ubraliśmy się w nasze ulubione stroje, czyli kombinezony przeciwdeszczowe, w których wyglądamy niczym cztery urocze teletubisie. Szkoda, że są czarne, a nie kolorowe, bo wtedy to porównanie z pewnością byłoby trafne.

[article_adv]Deszcz i seksowne kombinezony to nie koniec. Zaraz po dotarciu na miejsce naszego pierwszego noclegu, zsiadając z motocykla, zrobiłam to tak zgrabnie, że złamałam mężowi prawe lusterko. Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Generalnie sama sytuacja była śmieszna, ale dalsza podróż była trochę utrudniona. Towarzystwo się śmiało, ja byłam wściekła na swoją niezdarność, a mój mąż miał wyraz twarzy , którego nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Jednak zgodnie z tym co śpiewała „Ordonka” o miłości, która wszystko wybaczy, szybko ochłonął i wieczorem wybraliśmy się na kolację do pobliskiej knajpki.

Po całym dniu spędzonym na motorze nasze apetyty były ogromne, jak się później okazało nie tak ogromne jak porcje, które przyniosła nam kelnerka. Zamówiliśmy pizzę, każdy inną, sałatki, a na przystawkę Maciej dodatkowo zamówił sobie bruschettę. Jakież było nasze zdziwienie gdy na stół wjechały pizze wielkości sombrerro, niewiele mniejsze sałatki i gwóźdź wieczoru czyli bruschetta, a raczej pizza bruschetta, bo swoją wielkością odpowiadała właśnie zamówionym przez nas pizzom. Podejrzewam, że nawet gdybyśmy siedzieli w tej knajpce do rana to i tak nie udałoby nam się zjeść wszystkiego co z taką łatwością wybraliśmy i zamówiliśmy.

I tym optymistycznym akcentem zakończyliśmy pierwszy dzień naszej podróży. Tak nam się wydawało dopóki nie dotarliśmy do naszego hotelu i nie wyszliśmy na balkony, żeby schować wysuszone buty i rękawice. Buty i rękawice były, ale okazało się, że nad balkonami, na których je suszyliśmy nie było zadaszenia, a deszcz przecież cały czas padał. W związku z powyższym wykręciliśmy rękawice, wylaliśmy wodę z butów i na wszelki wypadek położyliśmy się spać, bo więcej niespodzianek by nas chyba zabiło. Było ich bardzo dużo jak na cztery osoby i pierwszy dzień „wyprawy naszego życia”.

[ext_img=s]2137[/ext_img]

MARIBOR-bez lusterka ale cel osiągnięty

[ext_img=s]2138[/ext_img]

PIERWSZA KOLACJA

Drugi dzień rozpoczęliśmy od pysznego śniadanka, podczas którego na szczęście nic się nie wydarzyło i ruszyliśmy w dalszą drogę. Początkowo nadal w naszych „teletubisiach”, ale z upływem kilometrów deszcz osłabł i w końcu całkowicie przestało padać. Im bliżej Chorwacji tym było cieplej i ładniej. Naszym celem był Trogir, ale po drodze mieliśmy jeszcze zaplanowany spacer po Zadarze.

[ext_img=s]2139[/ext_img]

ZMĘCZONE ALE ZADOWOLONE – my PLECACZKI

[ext_img=s]2140[/ext_img]

DWA ŁYSE „DRAJWERY”


Droga do Trogiru była kręta, ale pokonywanie zakrętów na motorze ma w sobie zupełnie inną magię niż pokonywanie ich samochodem. I wreszcie za kolejnym z wielu malowniczych zakrętów wyłonił się widok jakiego dawno nie doświadczyliśmy pięknego, starego miasteczka. Było już ciemno więc wrażenia estetyczne były dużo silniejsze. Po znalezieniu noclegu zaraz udaliśmy się nad morze. Jeżeli ma się tak mało czasu na pobyt w danym miejscu jak my nie można tracić ani chwili. Chociaż nie był to nasz pierwszy pobyt w Chorwacji to Trogir widziałam po raz pierwszy. Zdecydowanie była to jedna z najładniejszych miejscowości jaką dane mi było do tej pory zobaczyć. Urokliwe stare domy i pięknie zagospodarowane nabrzeże gdzie można było siedzieć godzinami i patrzeć na morze. W tym pięknym, jak to mówi mój mąż „anturażu”, zjedliśmy późną kolację i wypiliśmy piwko.

[ext_img=s]2145[/ext_img]

PÓŹNE PIWKO W PIĘKNYM „ANTURAŻU”

Po spacerze starymi, wąskimi uliczkami wróciliśmy do hotelu bo kolejnego dnia trzeba było ruszać dalej. Nie mogliśmy sobie jednak odmówić ponownej wizyty na nabrzeżu, tym razem w dziennym świetle. Wrażenia były tak samo niezwykłe jak te, które pojawiły się po ujrzeniu Trogiru by night. Po krótkim spacerze nadeszła pora by ruszać dalej.

[ext_img=s]2141[/ext_img]

HOTELOWY PARKING „PRZEZORNY ZAWSZE UBEZPIECZONY”

Kolejnym miejscem na naszej trasie był Split. Tam zatrzymaliśmy się trochę dłużej żeby zobaczyć promenadę, Pałac Dioklecjana, Złotą Bramę i dotknąć palca u nogi Biskupa Grgura Ninskiego ponieważ legenda głosi, że dotknięcie jego palca gwarantuje spełnienie marzenia, o którym podczas tego dotykania się pomyśli. Nikt z nas nie zdradził grupie o czym sobie pomyślał.

[ext_img=s]2142[/ext_img]

MACIEJ I PALUCH GRGULA

I tak po zagwarantowaniu sobie spełnienia naszych marzeń ruszyliśmy w stronę Riwiery Makarskiej. Droga znów bogata była w zakręty i przepiękne widoki. Trudno było oderwać od nich wzrok. Komfort podziwiania tych widoków miałyśmy jedynie my z Moniką, ponieważ nasi panowie skupieni byli na prowadzeniu motocykli i obserwowaniu drogi.

[ext_img=s]2143[/ext_img]

[ext_img=s]2144[/ext_img]

W DRODZE NA MAKARSKĄ

[article_adv]

Na Riwierze poszukiwanie noclegu trwało trochę dłużej, ale udało nam się zakwaterować prawie nad samym morzem. Według planu mieliśmy tu spędzić dwa dni i odpocząć, a przede wszystkim zregenerować obolałe pośladki. Udało nam się nawet dwie godzinki poleżeć na plaży i wykąpać się. W Chorwacji nie jest już tak luksusowo i śniadanka musieliśmy sobie przygotowywać sami. Nie było z tym większego kłopotu ponieważ sklep był blisko, a zjeść można było na urokliwych balkonikach w które wyposażone były nasze pokoje. Po dwóch dniach błogiego lenistwa trzeba było ruszać dalej.

[ext_img=s]2146[/ext_img]

RIWIERA MAKARSKA

[ext_img=s]2147[/ext_img]

W DRODZE NA MAKARSKĄ

Kolejny dzień spędziliśmy głównie na motocyklach. Założyliśmy sobie ambitny plan przejechania przez Mostar i dalej przez całą Bośnię na kolejny nocleg w Chorwacji. Temperatura podczas zwiedzania Mostaru była „piekielna” co spowodowało u mnie kryzys. Musieliśmy więc nieco dłużej tam zostać aby wszyscy doszli do siebie i przy okazji zobaczyliśmy skok z jednego z najsławniejszych mostów w Europie.

[ext_img=s]2148[/ext_img]

MOST W MOSTARZE

Droga przez Bośnię biegła wyłącznie przez góry. Była niezłym wyzwaniem dla naszych Panów. Same zakręty, od których mogło zakręcić się w głowie, ale wszystko wynagradzały nam przepiękne widoki.

[ext_img=s]2149[/ext_img]

BOŚNIA


W tym dniu przejechaliśmy 446 km, z tego większość właśnie przez góry w Bośni.

[ext_img=s]2150[/ext_img]

[ext_img=s]2151[/ext_img]

446 KILOMETRÓW - TYLKO GÓRY I WINKLE MAMY DOŚĆ

W tym dniu znów przypomniało o sobie „nasze szczęście”. Podczas jazdy, najprawdopodobniej z powodu wysokiej temperatury, przestała działać nasza „wypasiona” nawigacja. Użyłam słowa wypasiona ponieważ z oryginalną motocyklową nawigacją nie miała wiele wspólnego. Można powiedzieć, że była to nawigacja własnego pomysłu składająca się z nawigacji samochodowej połączonej ze słuchawkami utkwionymi w uchu Macieja pod kaskiem. Nie ma jednak sytuacji bez wyjścia. Uratowały nas lata doświadczeń. Oprócz nawigacji zawsze mamy tradycyjne mapy, z których umiemy korzystać.

[ext_img=s]2152[/ext_img]

NAWIGACJA NAM PODZIĘKOWAŁA

Więc po krótkim postoju na stacji benzynowej i zapoznaniu się z mapą w wersji papierowej mogliśmy kontynuować naszą podróż. Podczas podróży po ziemi bośniackiej jeden jedyny raz zostaliśmy poddani kontroli drogowej. Jakież było nasze zdziwienie gdy po zatrzymaniu Maciej i Moniki przez patrol policji okazało się, że jedynym powodem zatrzymania nas przez policję była ciekawość. Policjanci widząc z daleka nadjeżdżające wspaniałe maszyny chcieli je po prostu zobaczyć. Po krótkiej rozmowie i zrobieniu sobie z nami zdjęć pozwolili nam jechać dalej. Szkoda, że polska policja nie jest tak wspaniałomyślna.

[ext_img=s]2153[/ext_img]

SPOTKANIE TOWARZYSKIE Z POLICJĄ W BOŚNI

Granicę z Chorwacją przekraczaliśmy już późnym wieczorem. Perspektywa nie była zbyt różowa. Było późno, chłodno, ciemno, okolica nie zachęcała do spacerów, a noclegu nie było widać. Wreszcie na horyzoncie pojawiło się jakieś miejsce do spania. Z zewnątrz było niezłe, ale środek okazał się mało przyjemny i musieliśmy zrobić sobie „Dzień Dziecka”. Pani słabo mówiła po niemiecku, a po angielsku wcale, ale piwo można było tam wypić. Oprócz nas nikogo w tym klimatycznym miejscu noclegowym nie było, bo nie wiem jak inaczej mam je nazwać. Jednak po całym dniu na motorze w górach nie mieliśmy większych problemów z zaśnięciem, nawet nie umyci. Rano zjedliśmy jajecznicę, dostaliśmy rabat po 5 euro od pokoju i pojechaliśmy dalej.

[article_adv]

Dalsza droga wiodła nas w kierunku granicy z Węgrami. Miejscem docelowym kolejnego dnia podróży był Balaton. Mimo że znów jechaliśmy drogami Chorwacji była to zupełnie inna Chorwacja niż ta, w której najczęściej Polacy spędzają wakacje. Okazało się, że nie jest już tak pięknie i malowniczo jak na Riwierze Makarskiej. Na wielu mijanych po drodze domach wyraźnie widoczne są jeszcze ślady wojny na Bałkanach. Po dotarciu nad największe jezioro Europy Środowej , znaleźliśmy hotel i jak to my natychmiast ruszyliśmy nad jezioro. Nasze wyposażenie było skromne – każdy miał swój ręczniczek oraz coś do picia, do wyboru wino albo piwo. Nasi panowie postanowili wejść do wody, chociaż stopień jej czystości w ogóle do tego nie zachęcał. Po wstępnym szoku spowodowanym temperaturą wody szli i szli i cały czas poziom wody pozostał na wysokości ich kolan. Na kąpiel więc nie było szans. Pozostał odpoczynek na okolicznym trawniczku, na naszych skromnych ręczniczkach. Balaton okazał się więc największym rozczarowaniem podczas tej podróży.

[ext_img=s]2154[/ext_img]

[ext_img=s]2155[/ext_img]

BALATON

[ext_img=s]2156[/ext_img]

BALATON


Nasza podróż nieubłaganie zbliżała się do końca. Pozostał ostatni punkt Budapeszt. Początki nie były łatwe ponieważ mieliśmy problem ze znalezieniem noclegu. Zaczynał się weekend i nigdzie nie było wolnych miejsc noclegowych. Dzięki naszej nerwowej objazdówce tego pięknego miasta w poszukiwaniu hotelu mogliśmy się przekonać, że warto było tu przyjechać. To niewątpliwie jedno z najpiękniejszych miast Europy. Po dwóch godzinach udało się. Po zakwaterowaniu i szybkiej kąpieli ruszyliśmy „w miasto”. Na zwiedzanie mieliśmy tylko jedno popołudnie więc stwierdziliśmy, że najlepszym pomysłem będzie tzw. bilet turystyczny uprawniający do zwiedzania miasta specjalnymi autobusami. Za kilka forintów objechaliśmy całe miasto oraz załapaliśmy się na rejs po Dunaju.

[article_adv]

W autobusie, słuchając lektora opowiadającego historię miasta w języku polskim znaleźliśmy małą kolorową ulotkę reklamująca japońską restaurację w centrum miasta. Można było na niej przeczytać, że dziś promocja. I to jedno magiczne słowo nas przekonało i zarazem zgubiło. Ponieważ byliśmy bardzo głodni raźnym krokiem udaliśmy się pod wskazany na ulotce adres. W kasie każdy wpłacił 20 euro i zaczęło się „wielkie żarcie”. Tak to można było określić. Malutkie porcje przejeżdżały na specjalnych talerzykach. Jedliśmy więc wszystko co pojawiło się w zasięgu naszego wzroku, kwaśne, słodkie, słone, gorzkie. Po wyjściu z lokalu udało nam się doczołgać do najbliższego przystanku autobusowego i ruszyć na dalsze zwiedzanie miasta. Nie było to jednak łatwe. Czuliśmy, że każdy z nas jest cięższy o co najmniej 10 kilogramów i było nam niedobrze. Cóż, okazało się, że za łakomstwo, tak jak za głupotę trzeba płacić.

[ext_img=s]2157[/ext_img]

BUDAPESZT

[ext_img=s]2158[/ext_img]

BUDAPESZT

Ponieważ kolejnym dniem była sobota postanowiliśmy, że w drodze powrotnej zatrzymamy się na jeszcze jeden nocleg u naszych znajomych w Stasikówce. Ruszyliśmy więc w drogę powrotną do Polski. Dobra droga skończyła się po około 100 km. Reszta dróg na terenie Węgier była gorsza niż drogi w Polsce. Komfort jazdy nie był więc najwyższy, ale niedogodności „drogowe” wynagradzały nam sympatyczne widoki malowniczych węgierskich wsi. Przez Słowację dotarliśmy do Polski, do Stasikówki.

W drogę do Pleszewa mieliśmy ruszyć nazajutrz rano. Zapomnieliśmy jednak o słynnej góralskiej gościnności i do domu nie wracaliśmy już w czwórkę, ale dwójkami. Maciej i Monika przed południem, a ja i mój mąż wyjechaliśmy ze Stasikówki około 16.00. Do domu pozostało 450 km, korki na Zakopiance i duży ruch na drogach. Motorem, dzięki uprzejmości większości kierowców mogliśmy się, szczególnie na Zakopiance przemieszczać dużo szybciej niż samochodem. Mam na myśli przejeżdżanie pomiędzy stojącymi w korkach samochodami. Do domu dotarliśmy około 23.30. Byliśmy zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi, że udało nam się zrealizować cały plan.

[ext_img=s]2159[/ext_img]

NASZA TRASA

Najważniejszego jeszcze nie napisałam tzn. na jakich sprzętach pokonaliśmy tę trasę YAMAHA XJR1300 i nasza „Becia” czyli BMW K1200R. Tego mój małżonek by mi nie wybaczył, bo zaraz po mnie to właśnie „Becia” jest miłością jego życia.

[ext_img=s]2160[/ext_img]

BECIA

[ext_img=s]2161[/ext_img]

XJR 1300

Zdecydowałam się opisać naszą podróż żeby was zachęcić do włożenia w podróżowanie odrobiny więcej wysiłku. Nie wykupujcie w biurach podróży wakacji w zamkniętym hotelu i nie spędzajcie wolnego czasu nad basenem. Gorąco wszystkim polecam miejsca, które odwiedziliśmy wspólnie z naszymi przyjaciółmi i formę podróżowania jaką jest przemieszczanie się na motocyklu. Warto przeżyć coś takiego. Wierzcie mi podróżowanie motocyklem zawiera w sobie zupełnie inny ładunek emocjonalny, niż podróżowanie samochodem. Nie da się tego porównać. My już nie jesteśmy młodzi. Wszyscy mamy ponad 40 lat, ale dzięki motocyklom mamy w sobie radość życia i chęć poznawania, której wielu młodym ludziom brakuje. Korzystajcie z naszych doświadczeń. Macie teraz inne możliwości. My mogliśmy sobie pozwolić na tę odrobinę szaleństwa jaką daje jazda motorem dopiero teraz, ale Wy nie czekajcie. Powodzenia!!!

LWG
Izabela Wnuk

" ["ancestor_id"]=> string(2) "15" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1458402580" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "85" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_1990" ["visits_counter"]=> string(4) "7049" ["comments_counter"]=> string(1) "4" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "85" ["name"]=> string(9) "Motocykle" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(9) "Motocykle" ["about"]=> string(169) "Motocykl określa charakter i osobowość faceta. Wybierasz klasyczne choppery czy wolisz szybkie ścigacze? Jaki jest idealny motocykl dla mężczyzny po czterdziestce?" ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(false) ["slug"]=> string(11) "0-motocykle" ["lft"]=> string(2) "75" ["rgt"]=> string(2) "76" ["level"]=> string(1) "2" } } [56]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "1989" ["slug"]=> string(34) "podazajac-sladami-dakaru-2015-cz-2" ["dont_use_tags"]=> string(9) "akt , cel" ["title"]=> string(38) "Podążając śladami Dakaru 2015 cz.2" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(138) "ARGENTYNA - BOLIWIA - CHILE - WYSPA WIELKANOCNA Podróż do Chile 01,02,03.01.2015 Ostrava – Praga – Madryt – Santiago de Chile" ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(35867) "

Dzień 16 Pan de Azucar – Huasco 372 km

[ext_img=s]2087[/ext_img]

Wstaję pierwszy. Wyspałem się jak nigdy.

Widok przepiękny. Fajnie byłoby się tak budzić codziennie. Idę umyć zęby i troszkę się odświeżyć. Ze wstydem muszę się przyznać że wczoraj tego nie zrobiłem.

Na początku towarzyszą mi tylko lisy z których obecności słynie to miejsce :-)

[ext_img=s]2088[/ext_img]

Wracając widzę już powoli budzącą się resztę ekipy, na stole pojawia się zupka, kawa, kanapki i arbuz na deser. Ja zostaję przy kawie. Po wczorajszym wieczorze nawet nie myślę o jedzeniu i pewnie długo jeszcze nie pomyślę. Trudno opuścić tak urokliwe miejsce w związku z tym nie śpieszymy się.

[ext_img=s]2089[/ext_img]

Powolutku jednak jeden za drugim nikną z placu namioty i w końcu przychodzi czas na nas. Powtórna przejażdżka przez Pan de Azucar to czysta przyjemność. Tankujemy w Chañaral i dalej krajową 5-tką jedziemy aż do Caldery. Widoki oczywiście podobnie jak wczoraj przepiękne. Jakoś tak się składa że większość bajkerów lubi jeździć wybrzeżami więc i ja nie jestem tutaj chyba wyjątkiem :-)

Początkowo planujemy odwiedzić słynny kurort Bahia Inglesa. Jednak jakimś dziwnym trafem Kazik skręca do Caldery. Caldera to typowo portowe miasteczko. Zaraz dopada nas jakiś naganiacz i kieruje do pobliskiej restauracji. Okazuje się że znajduje się ona w porcie w tym samym budynku co targ rybny.

[ext_img=s]2090[/ext_img]

Zamawiamy zupę z owoców morza i również zapiekankę z owoców morza. Oba dania są nieprawdopodobnie pyszne i całkiem niedrogie :-)

[article_adv]

Dawno nie jadłem tak dobrych owoców morza. Chyba od czasu wyprawy na Maderę. Niestety dalsza droga jest bardzo monotonna i w połączeniu z lekkim nasyceniem posiłkiem powoduje senność. Próbujemy znaleźć jakieś miejsce żeby wypić kawę, ale bez szans. 200 km nie ma nic. To są chilijskie realia. Ponieważ warunki są surowe to ogromne połacie kraju są bezludne i nie opłaca się niczego stawiać. Chilijczycy są przyzwyczajeni że stacje benzynowe często dzieli od siebie dystans 200-tu km i więcej i trzeba być na to przygotowanym. Ja już na oparach ale docieram do stacji w Vallenar. Oprócz benzyny kawa i pyszne lody. Dojazd do Huasco to już pikuś chociaż zachodzące słońce mocno pali w oczy. Nawigacja perfekcyjnie doprowadza mnie do hotelu. Szybkie rozpakowanie motocykla i oczywiście internet żeby nadrobić zaległości z campu. Sambor już zbiera kasę na grilla. Oj będzie się działo :-)

Tymczasem Kazik spotyka w hotelu Polaka który tutaj pracuje przy budowie instalacji odsiarczania spalin w tutejszej elektrowni. Idziemy z nim na piwo na pobliską promenadę i przy okazji staramy się dowiedzieć jak najwięcej o Chile żeby lepiej zrozumieć ten kraj i różne sytuacje które się zdarzają. Janusz opowiada bardzo ciekawie i tak czas schodzi nam przy piwku do 22-giej. Później jeszcze oczywiście wpadam na grilla ale dzisiaj atmosfera już zdecydowanie mniej bojowa jak wczoraj. Jednak grillowanie dwa dni z rzędu mało kto wytrzymuje. Na dzisiaj to zdecydowanie wystarczy. O północy grzecznie idę spać.

Dzień 17 Huasco – Combarbala 437 km

[ext_img=s]2091[/ext_img]

Wstaję rano bardzo wcześnie żeby trochę pogrzebać w internecie. Okazuje się że nie jestem jedyny. Chyba zaczyna już działać syndrom powrotu do domu bo większa część grupy bardziej jest już chyba myślami w domu i zdecydowanie mniej nastawiona na zabawę. A może to już zmęczenie daje się we znaki ? W końcu przejechaliśmy już prawie 5 000 km w często trudnych warunkach. W każdym bądź razie jedno jest pewne, wyjeżdżamy nawet wcześniej niż zaplanowaliśmy. Mamy przed sobą ok 400-tu km po autostradach więc powinniśmy wcześnie być na miejscu. Po drodze mijamy ciągłe roboty drogowe. Widać że Chile mocno inwestuje w infrastrukturę

[ext_img=s]2092[/ext_img]

Jazda jest dosyć monotonna i nie wymagająca wielkiego skupienia dlatego pozwalam sobie na wspominanie i analizowanie tego co nam wczoraj opowiadał o Chile, kraju, ludziach i panujących tu zwyczajach. Chile to kraj ludzi o bardzo patriotycznym nastawieniu. Flagi państwowe powiewają tu nad wieloma domami i właściwie można się na nie natknąć co krok. Chilijczycy są bardzo dumnym żeby nie powiedzieć hardym narodem. Oczywiście potrafią być mili i uprzejmi ale nie przepadają za cudzoziemcami. Żeby otrzymać tu pozwolenie na pracę trzeba przejść bardzo długą i ciernistą drogę i otrzymać je tylko wówczas kiedy nie ma Chilijczyka spełniającego wymagania pracodawcy. Sami Chilijczycy nie są zbyt chętni do pracy. Bardzo często strajkują o byle co. Ostatnio w zakładzie jakiejś zachodniej firmy strajkowali o to żeby pracować tylko dwa tygodnie w miesiącu a brać pieniądze oczywiście za cały miesiąc. Wychodzą z założenia że „gringo” są po to żeby płacić. Ceny są tutaj chyba najwyższe w całej Ameryce Płd. Zarobki w związku z tym też są stosunkowo wysokie. Jeżdżą tutaj całkiem dobre auta i ludzie wyglądają raczej na zadowolonych. Co prawda ich domy i mieszkania wyglądają na ogół bardzo nędznie ale to jest specyfika tego kontynentu. Kraj czerpie bogactwo z kopalin których ma mnóstwo. Bogactwo to widać po stanie dróg. Z tych krajów które zwiedziliśmy są one zdecydowanie najlepsze i nadal mnóstwo nowych tras powstaje. Czasami aż dziw bierze że na zupełnej pustyni przez niezamieszkałe tereny biegnie piękna droga po której mało kto jeździ.

Autostrady są co prawda płatne ale opłaty nie są wygórowane a biorąc poziom cen chilijskich to są wręcz niskie. Moje rozmyślania przerywa pierwszy postój na tankowanie. W kolejce spotykam Chilijczyka który ma żonę Polkę z Leżajska. Miło sobie gadamy. Okazuje się że jednym z największych zagranicznych inwestorów w Chile jest nasz KGHM a on zajmuje się obsługą paneli biznesowych polsko-chilijskich. Po wzajemnych pozdrowieniach rozstajemy się ale przy wyjściu spotykam grupę motocyklistów z Brazylii. Mała wymiana poglądów. Motocykliści z Europy są tu raczej rzadkością więc siłą rzeczy wzbudzają zainteresowanie.

Po tych wymianach poglądów stwierdzam że moi koledzy zalegli pod drzewem i drzemią :(

[ext_img=s]2093[/ext_img]

Trzeba będzie trochę poczekać :-( Takich przerw i postojów będzie jeszcze dzisiaj kilka. Na koniec nawigacja trochę kiepsko nas prowadzi i zaliczamy 30 km po szutrach. W sumie przejechanie 437-iu km zajmuje nam prawie 9 godzin. Mój rekord. Nie przepadam jednak za takim tempem podróżowania. W końcu docieramy do Combarbali i nawet udaje nań się znaleźć nasz hotel. Biorę sobie jedynaczkę bo to ostatnia noc i trzeba zacząć przepakowanie. Wieczorem jedziemy jeszcze zwiedzić obserwatorium astronomiczne. Z tego również słynie Chile. Dzięki bardzo czystemu i suchemu powietrzu oraz wysokości Chile oferuje doskonałe warunki do obserwacji nieba. Aktualnie 50 % istniejących teleskopów jest usytuowanych w Chile. Do 2020 roku planowane jest wybudowanie tylu teleskopów że będą stanowić 75 % „populacji” teleskopów na świecie. Poza tym konstruowany jest największy teleskop na świecie o średnicy 40 m. Oczywiście również oglądamy niebo a właściwie tę część której z naszej półkuli nie widać. Warunki do obserwacji nieba zarówno gołym okiem jak i przez teleskop są zaiste doskonałe.

[ext_img=s]2094[/ext_img]

Po wizycie w obserwatorium jedziemy do hotelu przejeżdżając przez miasteczko. Jest bardzo ładne i pełne ludzi. Jeszcze raz żałuję że nasza podróż była tak długa i że zmarnowaliśmy tyle czasu bez sensu mogąc spędzić go zdecydowanie przyjemniej.

Po powrocie do hotelu natychmiast ląduję w łóżku. Pakowanie zostawiam na jutro.


Dzień 18 ostatni Comparbala – Valparaiso 329km

[ext_img=s]2095[/ext_img]

Dzisiaj wstaję po szóstej bo postanowiliśmy wcześniej wyjechać. Zgodnie z planem udaje nam się wyjechać o ósmej. Ostatnie tankowanie i dalej w drogę.

[ext_img=s]2096[/ext_img]

W międzyczasie jeszcze szybkie śniadanko i booking hotelu przy lotnisku w Santiago. Jest dość chłodno. Okazuje się że w całej strefie przybrzeżnej temperatura jest raczej niska i nie ma upałów. To oczywiście wpływ zimnego Pacyfiku. Ciepłe powietrze pojawia się za pasmem gór które oddziela ocean od lądu i bardziej w głąb zamienia się w gorące. Po pierwszym, tym razem króciutkim postoju na kawę który wykorzystujemy na ubranie się, pojawia się deszcz. Przez jakiś czas nam towarzyszy ale jeszcze daleko przed Valparaiso znika. Dzięki temu ciuchy wysychają i nie będziemy musieli mokrych pakować do toreb.

[article_adv]

W końcu jest nasz cel czyli Valparaiso. Ten sam hotel w którym zaczynałem swoją wielką przygodę. Trochę smutno jak sobie człowiek przypomni w jakim nastroju, pełnym euforii, był tutaj trzy tygodnie temu. No cóż, wszystko ma swój początek i swój kres. Wszyscy to wiemy, ale mimo to, zawsze odczuwamy jakiś smutek że coś tak pięknego się skończyło. Teraz jeszcze musimy poczekać na samochód który zawiezie nas do magazynów gdzie zostawimy motocykle, przebierzemy się w „normalne” ciuchy i ruszymy dalej w drogę. Przede mną jeszcze Wyspa Wielkanocna i Buenos Aires ale to już nie to. Wyprawa motocyklowa ewidentne dobiega końca. Bogu dzięki że szczęśliwie. Samochód przyjeżdża o godzinie 15-tej i jedziemy do magazynów. W tym momencie najmocniej czuję że wyprawa się kończy. Tutaj wsiadałem na motocykl pełen nadziei i ciekawości przed tym co mnie spotka. Nie zawiodłem się. Jeszcze nie wszystko do mnie dociera. Na prawdziwe podsumowanie przyjdzie czas po powrocie do kraju. Na razie jeszcze jest pośpiech, niepewność czy wszystko prawidłowo przepakowane ale na szczęście nie ma czasu na rozmyślanie bo taksówka już czeka. Pakujemy nasze bagaże i ruszamy w drogę do Santiago. Ponieważ podróż trwa 1,5 godziny rozpijamy symbolicznie pół butelki Torresa zakupionego jeszcze w Madrycie. Smakuje wybornie. Taksówka zawozi nad do hostelu w którym nocleg mamy Kazik, Kuba i ja.

Daro i Antonio mają hotel w centrum ale postanawiamy spędzić wspólnie ostatni wieczór i idziemy na przechadzkę. Santiago to imponujące miasto. Piękne stare budowle przemieszane są z równie ciekawymi architektonicznie nowymi budynkami oraz rozpadającymi się starymi ruderami bez szyb a czasem bez okien.

Dzielnica w której się znajdujemy to dzielnica akademicka. Po krótkich poszukiwaniach w których pomaga nam sympatyczna Chilijka ;-)…

[ext_img=s]2097[/ext_img]

…trafiamy do super klimatycznego pubu gdzie wypijamy dwa dzbanki piwa.

[ext_img=s]2098[/ext_img]

Ponieważ głód nas strasznie męczy wciągamy po hot-dogu od ulicznego sprzedawcy. Dobry ale prawdziwa uczta czeka nas w skromnym, typowo lokalnym barze obok hostelu. Wariacje na temat wołowiny są niesamowicie dobre i tanie. Lubię takie klimaty i zawsze ich szukam podczas swoich podróży.

[ext_img=s]2099[/ext_img]

Robi się już późno ale ostatni wieczór nie może się obyć bez symbolicznej butelki chilijskiego wina. Daro prosi mnie żebym nie kierował się swoim gustem i tym razem nie kupował jakiegoś drogiego kwasa w stylu Cabernet Sauvignon Robię zadość jego prośbie i kupuję lekkie wino stołowe. Jego ogromną zaletą jest pojemność 1,5 L. Z tą butelczyną lądujemy w hostelu.

[ext_img=s]2100[/ext_img]

Muszę przyznać się ze wstydem że pierwszy raz śpię w typowym hostelu. Strasznie podoba mi się ten klimat. Sporo młodych ludzi, coś sobie pichcą lub siedzą w internecie. Wszyscy uśmiechnięci, życzliwi i bardzo pozytywnie nastawieni do świata.

My również z bardzo pozytywnym nastawieniem do świata opróżniamy butelczynę w ekspresowym tempie. Żegnamy się z Darkiem i Antonim i obiecujemy sobie że spotkamy się w kraju. Dzisiaj trzeba szybko spać bo taksówka na lotnisko zamówiona jest na 5-tą rano.

Wyspa Wielkanocna 22,23.01.2015

Pobudka o 4.30. Kazik zamówił Taxi na 5.00. Przyjeżdża punktualnie, wypasiony Hyundai i po pół godziny jazdy jesteśmy na lotnisku. Myśleliśmy że odprawa będzie dłuższa. Tymczasem wszystko odbywa się w błyskawicznym tempie. W końcu to lot krajowy więc formalności dużo mniej. Siadamy w Dunkin Donuts na kawie i pączkach. O tej porze wszystko smakuje wybornie. Organizm pragnie kofeiny jak kania dżdżu :-) Teraz możemy zająć się swoimi sprawami i czekać dwie godziny na odlot. Ja wykorzystuje ten czas na zrobienie porządku z różnymi papierami które uzbierałem przez te trzy tygodnie. Większość skrupulatnie zniszczona w ręcznej niszczarce ląduje w koszu. Wschodzi słońce i powoli zaczynam się odnajdywać w nowej sytuacji. Nie ma już motocykla ale podróż trwa dalej. Tylko środki lokomocji trochę się zmieniają:-) Podczas spaceru mój wzrok przyciągają pamiątki związane z Wyspą Wielkanocną. Są bardzo ładne ale z zakupem poczekam na przylot na wyspę.

Chilijskie linie lotnicze LAN dysponują na szczęście bardzo dobrymi i nowymi samolotami. My lecimy szerokokadłubowym Airbusem 340-300. Bardzo dużo miejsca na nogi i świetny serwis pozwalają miło spędzić 5 godzin lotu na wyspę a właściwie 6 godzin bo start nastąpił z godzinnym opóźnieniem. Lądowanie jest dość twarde i gwałtowne ze względu na dość krótki pas startowy. Z zaskoczeniem słyszę brawa po lądowaniu. Słyszałem to zawsze podczas lotów polskimi liniami ale było to wiele, wiele lat temu :-) Po wyjściu z samolotu już dziwię się mniej. Pas jest tak krótki że zatrzymanie się jeszcze przed „budynkiem” lotniska należy nagrodzić brawami ;-)

[ext_img=s]2101[/ext_img]

Odprawa to czysta formalność. W końcu lecimy lotem krajowym :-) Podczas mojego długiego oczekiwania na bagaż Kazik zdąża wynająć małe terenowe Suzuki. Taksówkarz chciał za przewiezienie do hotelu 60 USD tymczasem za 150 USD mamy auto do swojej dyspozycji na dwa dni. Szybko jedziemy do hotelu Iorana. Śliczny komplet bungalowów położonych na skarpie nad brzegiem oceanu. Dostajemy klucze i rozkoszujemy się widokiem z naszego tarasu.

[ext_img=s]2102[/ext_img]

Później lunch w restauracji hotelowej z nie mniej pięknymi widokami. Trzeba przyznać że początek pobytu już robi wielkie wrażenie. Strach pomyśleć co będzie dalej.

[ext_img=s]2103[/ext_img]

Na pierwszy ogień wybieramy krótką pętlę i kilka „wielkanocnych głów”. Droga na mapie oznaczona jest jako szutrowa. Obiecywaliśmy sobie że szutrów już mamy dość na tym wyjeździe lecz cóż jak trzeba to trudno :-( Na początku wygląda to jeszcze całkiem, całkiem. Do pierwszych głów i zatoki docieramy bez problemów.

Po krótkim czasie okazuje się że to nie jest droga szutrowa tylko skaliste bezdroże. Wokół pasą się tylko konie,

[ext_img=s]2104[/ext_img]

…z rzadka pojawi się jakiś pieszy turysta lub w najgorszym przypadku na rowerze górskim. Drugich śmiałków w aucie nie spotkaliśmy. Kuba prowadząc nasze Suzuki musiał pokonywać czasami tak karkołomne podjazdy i zjazdy że aż trudno uwierzyć. Na szczęście świetnie się przy tym bawił więc dobrze mu to wychodziło.

[ext_img=s]2105[/ext_img]

Podczas jednego z takich zjazdów wysiadłem żeby nakręcić go na kamerze. Po tym wsiadłem z powrotem i po stu metrach jazdy zorientowałem się że nie mam aparatu. Wysiadam z samochodu i biegiem wracam w to miejsce. To był naprawdę chyba jeden z moich lepszych czasów na setkę :-) Akurat w tym miejscu zatrzymali się rowerzyści. Myślę sobie „może znaleźli”. Niestety nie, obiecują jednak że jak znajdą aparat to przywiozą mi do hotelu. Zaczynam przeczesywać piędź po piędzi ziemi tymczasem chłopaki wracają autem. Ja jestem przekonany że miałem aparat wysiadając z samochodu i że, w takim razie, musi gdzieś tu być. Kazik twierdzi że to mogło się zdarzyć podczas poprzedniego postoju. Ja uparcie zostaję i przeszukuję to miejsce a Kuba jeszcze raz pokonuje ten nieszczęsny podjazd i jadą z Kazikiem w poprzednie miejsce. Trochę to trwa, ja już troszkę zrezygnowany zaczynam się godzić z utratą aparatu. Na szczęście wszystkie zdjęcia mam zwyczaj zgrywać codziennie więc będzie to tylko strata finansowa i brak zrobienia dobrych zdjęć na wyspie i w Buenos. Taki już lekko podłamany widzę wracających chłopaków. Oczywiście muszą się nade mną troszkę jeszcze poznęcać ale pokazują odnaleziony aparat. Super!!! Będzie trzeba wieczorem to opić.

Kuba jeszcze raz pokonuje ten zjazd i jeszcze kilkanaście albo więcej następnych i w końcu w dużo lepszych nastrojach docieramy do głównego skupiska głów w dniu dzisiejszym.

[ext_img=s]2106[/ext_img]

Do centrum wracamy już asfaltem. Tutaj fundujemy sobie najlepsze podczas tego wyjazdu lody i zasiadamy na drinku.

[ext_img=s]2107[/ext_img]

Margarita i Daiquiri smakuje tutaj zupełnie inaczej niż w Polsce. Zasługa świeżutkich i słodkich jak nie wiem co ananasów. Później jeszcze zaglądamy na salę gimnastyczną gdzie miejscowi ćwiczą tutejsze tańce. Fantastyczny widok ale niestety nie wolno filmować. Szkoda. Na koniec jeszcze zakupy drobnych prezentów z Wyspy i oczywiście dwie butelki dobrego chilijskiego wina, oraz sera i szynki. Tak zaopatrzeni lądujemy nad brzegiem oceanu gdzie konsumując te specjały podziwiamy zachód słońca.

[ext_img=s]2108[/ext_img]

Przepiękny widok i fantastyczna kolacja. Najlepsza jaką można chyba sobie wyobrazić w takim miejscu. Wracamy do pokoju, wyłączamy klimę otwieramy balkon i przy akompaniamencie fal Pacyfiku idziemy spać. Ja śpię przy samym tarasie więc zasypiam błyskawicznie.

Budzę się rano a właściwie budzi mnie szum fal, i konstatuję że chyba źle spałem bo za oknem ciemno a mnie nie chce się spać. Zaraz jednak sobie przypominam że przecież według chilijskiego czasu mamy już dziewiątą nie siódmą a świt tutaj pojawia się później ale dużo bardziej gwałtownie. I tak się staje. Za chwilę słońce wschodzi bardzo szybko robi się jasno, ptaszki zaczynają świergotać i to wszystko zastaje mnie piszącego te słowa na tarasie z widokiem na Pacyfik. Niewiarygodne !!!

Jemy śniadanie i ruszamy na zwiedzanie wyspy. Mamy cały dzień bo samolot mamy o 23-iej.


Życie na Wyspie Wielkanocnej podobnie jak na każdej tego typu, małej odosobnionej wyspie toczy się własnym rytmem. Trudno tu zauważyć jakiś pośpiech. Ludzie robią w swoim niczym nie zmąconym rytmie. Przecież i tak nic gwałtownie się nie zdarzy i nic gwałtownie się nie zmieni więc po co się śpieszyć ? Ten luzacki styl szybko również szybko przejmują przybywający goście poddając mu się z przyjemnością. Tak też robimy i my :-) Zwłaszcza że dziewczyny, Bogu dzięki, nie przypominają Chilijek. Są bardzo ładne i atrakcyjne więc jest na czym oko zawiesić z przyjemnością :-)

Jeszcze jeden przykład tutejszego podejścia do życia. Siedzę teraz w hotelu przy recepcji. Mija już jakieś pół godziny. Nikogo nie ma. Wszystko leży na wierzchu. Co chwilę ktoś przychodzi kto chciałby coś załatwić. Niestety Pani w recepcji nie ma i nie wiadomo kiedy będzie. Kto by się tym przejmował :-)) W końcu przychodzi i kupuję kilka drobiazgów na prezenciki :-)

Po śniadaniu robimy drugi objazd wyspy. Tym razem staramy się unikać tak ekstremalnych dróg jak wczoraj. Pierwszy postój to jakaś „upadła główka” i stado pasących się spokojnie krów.

[ext_img=s]2109[/ext_img]

Co jakiś czas docieramy do kolejnego skupiska tajemniczych głów z Wyspy Wielkanocnej (Rapa Nui) i za każdym razem robi to na nas ogromne wrażenie. Są one zachowane w takim stanie w jakim dotrwały do naszych czasów. Dlatego niektóre są poprzewracane i w kawałkach. Przy takich najłatwiej zrobić sobie zdjęcie zdobywcy :-)

[ext_img=s]2110[/ext_img]

Po drodze do Parku Narodowego Rano Raraku spotykamy miejscowych którzy sprzedają pamiątki. Dobrze że zdążyliśmy. Zbliża się południe i lokalesi już się zwijają. Mocno się napracowali ;-), robi się ciepło i trzeba odpocząć. Przecież jutro też będą turyści i pojutrze też więc nie ma się co przemęczać :-) Trzeba przyznać że niektórzy z nich imponują swoim wyglądem.

[ext_img=s]2111[/ext_img]

My jeszcze zatrzymujemy się przy chyba najciekawszym skupisku posągów i podziwiamy wyjątkowo piękne widoki.

[ext_img=s]2112[/ext_img]

Co było przyczyną że ludzie byli gotowi zdobyć na taki wysiłek i stworzyć taką masę posągów w niewiadomym celu nie posiadając nawet do tego odpowiednich narzędzi?

[article_adv]

Wiem, wiem że są teorie o powstaniu tych głów ale mój wiek i doświadczenie pozwala mi być sceptycznym w stosunku do wielu, nawet najlepiej uzasadnionych teorii. Po krótkich przemyśleniach wsiadamy w nasze niezawodne Suzuki i pędzimy dalej.

Przy wejściu do Parku Narodowego Rano Raraku okazuje się że powinniśmy mieć bilety które kupuje się na lotnisku. Na szczęście strażnik po tym jak dowiaduje się że jesteśmy z Polski natychmiast przywołuje osobę naszego niezapomnianego Papieża, staje się bardziej wyrozumiały i wpuszcza nas bez biletów. Dzięki temu możemy zwiedzić miejsce gdzie z pewnością wykuwano te wielkie posągi w skale. Jeden nawet nie został wykończony i leży nie odkuty i nie podniesiony. Oprócz tego jest wiele pomniejszych główek które być może zostały porzucone ponieważ miejscem docelowym wszystkich posągów moai było wybrzeże.

[ext_img=s]2113[/ext_img]

Długie zwiedzanie powodowało że niektórzy zaczęli dostawać małpiego rozumu i przeszkadzali dziewczynom w robieniu zdjęć :-))

[ext_img=s]2114[/ext_img]

Pełni wrażeń docieramy na plażę która nie jest zbyt mocno rozpropagowana a jest zaiste piękna. Jesteśmy tu sami we trzech i możemy w końcu zakosztować kąpieli w Pacyfiku.

[ext_img=s]2115[/ext_img]

W tym momencie bardzo brak mi żony. Byłaby zachwycona widząc ten widok. Woda jest bardzo ciepła. W ogóle nie przypomina tej w Chile omiatanej przez prąd Humboldta. Widoki jak w bajce, coś niesamowitego !!!

[ext_img=s]2116[/ext_img]

Na tym praktycznie kończymy zwiedzania wyspy. Po drodze mijamy jeszcze piękną wioskę turystyczną.

[ext_img=s]2117[/ext_img]

Mamy ochotę na rybę więc kierujemy swe kroki do knajpy rybnej wcześniej już upatrzonej przez nas. Wyobrażamy sobie dobrze wysmażoną rybę ze wspaniałymi dodatkami. Tymczasem dostajemy rybę praktycznie surową, chyba jakoś tam zamarynowaną. Do tego jeszcze pyszne krewetki. Ja powoli odnajduję rożne smaki i zaczyna mi smakować i to nawet bardzo. Kazikowi chyba też. Natomiast Kuba jako przedstawiciel młodego, bardziej wymagającego pokolenia jest zdecydowanie niezadowolony z dokonanego przez nas wyboru. Wracamy do hotelu, pakujemy się i jedziemy na to śmieszne lotnisko-nielotnisko żeby wzbić się w powietrze i zacząć w końcu powrót do domu po prawie miesięcznej tułaczce :-)

Jednak jeszcze po drodze czeka nas dwudniowy postój w Buenos Aires. Z pewnością i tam nie zabraknie wrażeń.

Buenos Aires 24,25.01.2015

Wysp Wielkanocna żegna nas deszczem i ogromną wilgotnością. Jest to o tyle uciążliwe że musimy biec do samolotu w strugach deszczu. To dopiero jest folklor. Wychodzisz z baraczku, biegniesz w deszczu i wsiadasz do nowoczesnego jumbo-jeta :-)

[ext_img=s]2118[/ext_img]

Buenos z kolei wita nas słońcem i temperaturą 35 stopni. Temperatura nie robi już na mnie żadnego wrażenia. Dużo gorzej wygląda sprawa ze słońcem. Ciągle nie mogę się przyzwyczaić do pionowo padających promieni które potrafią nawet spalić przez koszulkę. Na szczęście bardzo uważam. Smaruje się przed i po i nic złego się nie dzieje.

Na lotnisku w Buenos czeka zamówiona wcześniej taksówka i dość szybko docieramy do hotelu. Hotel jest super. Wysokiej klasy z historią wyzierającą z każdego kąta i bardzo dobrym otoczeniem :-)

[ext_img=s]2119[/ext_img]


Po zameldowaniu ruszamy w miasto. Jesteśmy nastawieni na zwiedzanie jak szczerbaty na orzechy :-) Miasto najpierw robi na mnie złe wrażenie. Przedmieście to straszne slumsy i biedę widać na każdym kroku. Jednak zasadnicze stare Buenos to już inna bajka. W końcu to jedno z największych i najważniejszych miast Ameryki Płd. Piękna, postkolonialna architektura, wielkie i piękne budowle i szerokie arterie komunikacyjne świadczą o rozmachu z jakim tworzona była ta metropolia.

Co chwila muszę się zatrzymać i zrobić zdjęcie nie mogąc się oprzeć wrażeniu jakie robi na mnie ta architektura i nie tylko.

[ext_img=s]2120[/ext_img]

Szczególnie że ta cześć Buenos zwana Recoleta jest siedliskiem najbogatszych mieszkańców tego zacnego miasta. Jednak mocne słońce daje znać o sobie. Najpierw staramy się schować w cieniu spożywając wspaniałe koktajle ze świeżych owoców i soku z tychże.

Później przed słońcem ratuje nad przyjemny chłód panujący w Narodowym Muzeum Sztuki. Spędzamy tam sporo czasu ponieważ od niektórych dzieł aż trudno się oderwać. Muzeum to posiada bardzo bogate zbiory. Reprezentowani tutaj są tak wybitni artyści jak Goya, El Greco czy Cranach, że o wielu innych nie mniej wybitnych nie wspomnę. Po zwiedzeniu muzeum wracamy z muzeum piechotką do hotelu. Po drodze konstatuję pewną regułę. Prawie na każdym kroku spotyka tu się jakąś restaurację. Widać że ludzie muszą di nich drzwiami i oknami bo inaczej musiałyby ogłosić bankructwo. Skoro jakoś tego nie czynią to świadczy to o tym że widocznie nie jest tak źle a ciągłe balansowanie Argentyny na krawędzi bankructwa jest raczej ich sposobem na gospodarowanie się. Z takimi przemyśleniami wracamy do hotelu. Po drodze kupujemy oczywiście wino. W tym kraju nie wolno inaczej. Po lampce wina zasypiamy i o 20-tej ruszamy w miasto i kompletny szok. To zupełnie inne miasto. Na ulicach, w sklepach i lokalach pełno ludzi. Temperatura cudowna do spaceru.

[ext_img=s]2121[/ext_img]

Co chwila napotykamy na artystów tańczących tango. Ciekawe jest to że i owszem zbierają datki ale proszą żeby nie dawać jakiś drobnych ponieważ oni są artystami i albo konkret albo nic :-)

[ext_img=s]2122[/ext_img]

Ruszamy przed siebie w kierunku Plaza de Mayo gdzie siedzibę swoją mają najważniejsze urzędy publiczne Argentyny. Widać to po ciągle mijanych posterunkach policji. Jednak zanim tam docieramy trafiamy na paradę karnawałową w Buenos. Bawią się wszyscy od dzieci poczynając :-)

[ext_img=s]2123[/ext_img]

Feeria barw, dynamiczna muzyka i tańce powodują przyspieszone bicie serca. To niesamowite jak Ci ludzie potrafią się bawić. Czasami słaniają już się na nogach ale muzyka ponownie porywa ich do tańca i znowu dają z siebie wszystko. Jestem zauroczony a Kazik i Kuba pozują do zdjęcia :-)

[ext_img=s]2124[/ext_img]

Po chwili pełni wrażeń udajemy się na nabrzeże Puerto Madero gdzie cumuje słynna królewska fregata, która opłynęła cały świat nie staczając ani jednej bitwy.

My również cumujemy w barku obok i toczymy bitwę z wielkimi butelkami piwa. Oczywiście nie muszę mówić że bitwę zwycięską ;-)

Mostem kobiet wracamy do miasta

[ext_img=s]2125[/ext_img]

żeby jeszcze nasycić wzrok i słuch karnawałem po drodze mijając trochę zmęczonych już uczestników.

Barek hotelowy jest tak piękny i stary że nie możemy się oprzeć wysadzeniu lampki Burbona i pysznej kawy. Tak, teraz już można iść spać z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku :-)

[ext_img=s]2126[/ext_img]

Śniadanie w tym samym lobby co wieczorny drink to czysta przyjemność. Chłopaki jeszcze śpią więc przy kawie i ciasteczku wymyślam plan na dziś. Najpierw targowisko San Telmo. To tylko 2,5 km pieszo. Na szczęście jest zadaszone więc można przeczekać najgorętsze chwile. Później La Bombonera – stadion Boca Juniors i sanktuarium Diego Armando Maradony. To tylko następne 2 km. W drodze powrotnej dzielnica La Boca i nocne Pokazy tanga w San Telmo. Myślę że to świetny plan na dzisiejszy dzień i na pożegnanie Buenos Aires. Zgodnie z planem najpierw jedziemy do San Telmo.Po drodze do stacji metra mijamy nie sprzątnięte jeszcze śmieci. Miasto dopiero się budzi :-)

Z małymi kłopotami nawigacyjnymi docieramy w końcu na targ. Okazuje się że samo targowisko w formie hali jest małe. Chociaż ma niewątpliwie swój cudowny klimat

[ext_img=s]2127[/ext_img]

Jednak znów szczęście nam dopisuje. Dzisiaj jest coroczne wielkie targowisko staroci i wszelkiej innej maści artykułów na terenie praktycznie całego San Telmo. Widząc to rozdzielamy się, umawiamy na spotkanie o 13-tej i ruszamy w stragany. Rzeczywiście staroci jest tu cała masa. Moja żona byłaby szczęśliwa będąc tutaj.

[ext_img=s]2128[/ext_img]

Ja jednak poszukuje jakichś ładnych, artystycznych drobiazgów na prezenty. Udaje mi się znaleźć kilka rarytasików i kontent wracam na spotkanie.

W tzw. międzyczasie popijam sok ze świeżych pomarańczy z lodem. Rewelacja. Wypijam kilka soków ponieważ słońce zaczyna coraz mocniej przygrzewać. Przechadzając się co chwila napotykam różnej maści muzyków i innych artystów.

[ext_img=s]2129[/ext_img]

Spotykamy się o 13-tej. Kuba znalazł Kazikowi starego winyla który go kiedyś zainspirował do marzeń o Wyspie Wielkanocnej, więc można powiedzieć wszyscy mamy pełnię szczęścia. Robi się strasznie gorąco.

[article_adv]

Siadamy w klimatyzowanej kawiarence i przy szklaneczce frappe dochodzimy do wniosku że stadion Boca Juniors możemy sobie darować. Żaden z nas w końcu nie jest wielkim fanem Diego Armando ;-). Ja osobiście jestem fanem Realu więc Estadio Santiago Bernabeu mi w zupełności wystarczy :-) Wracamy do hotelu żeby w klimatyzowanym pomieszczeniu lub na basenie przeczekać największy upał. Dalsze poznawanie Buenos będzie możliwe dopiero wieczorem. Zresztą miasto zdecydowanie wieczorem nabiera uroku. Nie widać jakichś odrapanych murów czy walących się kamienic. Wszystko zdominowane jest feerią barw i niebywałą wręcz żywotnością Argentyńczyków. Dla nas smutnych i goniących za mamoną ludzi zachodu, którym wmówiono że to jest jedyny sposób na życie i że nie ma innej drogi, to miód lany na spragnione innego życia serca :-)

Ale przejdźmy do tego co kocham, czyli do wina. Wykorzystując to że Kazik i Kuba postanowili nadrobić zaległości ze snem wymknąłem się na miasto. Wiecie już że uwielbiam się szwendać. Mam już taki gen w duszy że muszę. Wykorzystując skrawki cienia udałem się do pobliskiej winiarni. Trudno było się zresztą oprzeć zaproszeniu wystosowanemu przez dwie przemiłe panie :-)

[ext_img=s]2130[/ext_img]

Najpierw Pani zaproponowała mi kupaż Cabernet Sauvignon i Malbec z 2009 roku. Był pyszny. Ale widząc że lubię dobre wino postawiła przede mną butelkę czystego Malbec z 2010-go roku. To dopiero była jazda. Teraz już wiem, jestem w Buenos Aires. Buenos Aires to stolica Argentyny. A Argentyna to kraj wina. Wszystko jasne :-)

[ext_img=s]2131[/ext_img]

Przy okazji fajnie jest pogadać z Argentyńczykami. Dla nich Polska to bardzo odległy kraj. Oczywiście nasz Papież jest bardzo dobrze pamiętany i otwiera serca Argentyńczyków. Jednak do butelki wina wzywam pomoc w postaci Kazika i jakoś wespół dajemy radę :-) Teraz w dobrych nastrojach udajemy się dalej, tym razem jednak następuje zmiana planu. Nowy cel to Hard Rock Cafe. Chcemy zobaczyć jak smakuje hamburger wołowy w Argentynie. Sam lokal jest fantastyczny, dużo fajniejszy od tych które dotychczas znałem czyli Berlin i oczywiście Warszawa.

Hamburgery rewelacja. Niestety Kazik zamawia jeszcze przekąskę na początek. W sumie ledwo to wszystko zjadamy ale z ogromnym smakiem i zadowoleniem ;-)

[ext_img=s]2132[/ext_img]

Jesteśmy tak najedzeni i ociężali że odpuszczamy sobie powtórną wizytę na San Telmo. Oglądamy wraz z całą salą koncert rockowy oczywiście.

[ext_img=s]2133[/ext_img]

i wracamy piechotą 2 km do hotelu. Przynajmniej tyle dla zdrowia :-) Po drodze mijamy piękny kościółek który nagle w księżycowej poświacie nabiera takiego jakiegoś wyjątkowego uroku.

[ext_img=s]2134[/ext_img]

Na pożegnanie jeszcze lampka wina w hotelowym lobby i idziemy spać.

Budzę się rano i nadal czuję się najedzony. Schodzę na dół ale tylko na kawę i owoce. Śniadanie mogę sobie darować. Wczorajszy hamburger robi swoje. Teraz tylko pakowanie i lot z Buenos Aires do Berlina via Sao Paulo i Frankfurt.

W tym miejscu kończę swoją relację z miesięcznej wyprawy. Dziękuję wszystkim, którzy dali się zabrać wirtualnie we wszystkie miejsca które odwiedziłem. Bardzo chętnie ponowię zaproszenie w przyszłości lub sam dam się zabrać.

Pozdrawiam i trzymajcie kciuki za szczęśliwy lot do kraju :-)

Grzegorz Malicki

" ["ancestor_id"]=> string(2) "15" ["advimg"]=> string(0) "" ["lead_on_first"]=> bool(true) ["ctime"]=> string(10) "1458398079" ["gradation"]=> string(1) "0" ["gradation_sub"]=> string(1) "0" ["adv"]=> bool(false) ["signin"]=> bool(false) ["after18"]=> bool(false) ["art_category_id"]=> string(2) "85" ["is_gadget"]=> bool(false) ["vote_title"]=> string(0) "" ["with_advbox"]=> bool(false) ["advbox"]=> string(0) "" ["link_url"]=> string(27) "https://facetpo40.pl/forum/" ["link_info"]=> string(16) "Wejdź na FORUM!" ["link_alt"]=> string(0) "" ["download_file"]=> string(0) "" ["seo_title"]=> string(0) "" ["seo_description"]=> string(0) "" ["seo_keywords"]=> string(0) "" ["show_recommend"]=> bool(false) ["show_random"]=> string(1) "3" ["show_other_random"]=> string(1) "3" ["avatar"]=> string(19) "/avatar/avatar_1989" ["visits_counter"]=> string(4) "2666" ["comments_counter"]=> string(1) "0" ["published_active"]=> bool(true) ["published_start"]=> string(1) "0" ["published_end"]=> string(1) "0" ["recommended_end"]=> string(1) "0" ["like_counter"]=> string(1) "0" ["unlike_counter"]=> string(1) "0" ["photos_counter"]=> NULL ["ArtCategory"]=> array(18) { ["id"]=> string(2) "85" ["name"]=> string(9) "Motocykle" ["root_id"]=> string(1) "0" ["isleaf"]=> bool(true) ["video_gradation"]=> string(1) "0" ["gallery_gradation"]=> string(1) "0" ["index_gradation"]=> string(1) "0" ["isactive"]=> bool(true) ["position"]=> string(1) "4" ["superbox_counter"]=> string(1) "0" ["title"]=> string(9) "Motocykle" ["about"]=> string(169) "Motocykl określa charakter i osobowość faceta. Wybierasz klasyczne choppery czy wolisz szybkie ścigacze? Jaki jest idealny motocykl dla mężczyzny po czterdziestce?" ["keywords"]=> string(0) "" ["use_gradation"]=> bool(false) ["slug"]=> string(11) "0-motocykle" ["lft"]=> string(2) "75" ["rgt"]=> string(2) "76" ["level"]=> string(1) "2" } } [57]=> array(49) { ["id"]=> string(4) "1988" ["slug"]=> string(34) "podazajac-sladami-dakaru-2015-cz-1" ["dont_use_tags"]=> string(30) "cena , cel , czas , mieszkanie" ["title"]=> string(38) "Podążając śladami Dakaru 2015 cz.1" ["avatar_description"]=> string(0) "" ["avatar_alt_text"]=> string(0) "" ["lead"]=> string(138) "ARGENTYNA - BOLIWIA - CHILE - WYSPA WIELKANOCNA Podróż do Chile 01,02,03.01.2015 Ostrava – Praga – Madryt – Santiago de Chile" ["has_superbox"]=> bool(false) ["has_superbox_main"]=> bool(false) ["has_superbox_sticker"]=> bool(false) ["superbox_content"]=> string(0) "" ["superbox_title"]=> string(0) "" ["superbox_avatar"]=> NULL ["body"]=> string(64746) "

Nadszedł dzień wyjazdu. Mimo wszystkich perypetii jednak jadę. Z ciężkim sercem, ponieważ zostawiam żonę w szpitalu ale jednak. Mam nadzieję że po powrocie żona będzie w bardzo dobrym stanie a ja postaram się jej wszystko wynagrodzić i zająć się jej dalszym leczeniem.

Tymczasem nasza trójka startuje z Ostrawy i to miasto przyjmujemy jako początek naszej podróży. Pierwszy etap to jazda pociągiem do Pragi. Korzystamy ze słynnego już w Polsce pendolino i w trzy i pół godziny jesteśmy w Pradze. Cała podróż kosztuje nad po 50 zeta na „łebka”. Sami musicie przyznać że w porównaniu z Polskimi cenami to pikuś. Na dodatek córka mojego przyjaciela zarezerwowała nam super miejsca. Jedyne w wagonie ze stoliczkiem. Całą drogę „rżniemy” w tysiąca. Kuba musi przejść szybki kurs ale daje radę. Obie partie ja wygrywam. A przed wyjazdem żona mówiła że mnie kocha. I jak tu wierzyć kobiecie?

[ext_img=s]2027[/ext_img]

Do Pragi docieramy wieczorem. Piwko i szaszłyczki tudzież kiełbaska na Waclavaku

Później jeszcze piwko w bardzo fajnym pubie i można iść spać.

Hotel „Venezia” jaj nie urywa ale za 40 Euro w centrum Pragi cudów nie ma się co spodziewać. Rano pobudka o siódmej i taksówką za 27 Euro jedziemy na lotnisko. Jak dotąd wszystko idzie zgodnie z planem żeby nie powiedzieć jak z płatka. Jasne że tak dalej być nie może. Przy wejściu na pokład słyszę wywoływane swoje nazwisko. Okazuje się że muszę wrócić z powrotem do odprawy bo coś jest nie w porządku. Od razu domyślam się o co chodzi. Kazik ze względu na mały nadbagaż przeładował coś do mojej torby. Dziwnym trafem była to butla gazowa :-) Chcę wierzyć że nie zrobił tego celowo :-)

[article_adv]

Po wyrzuceniu butli zasuwamy z moją torbą bezpośrednio do samolotu i pakujemy się na pokład. Na szczęście lot jest minimalnie opóźniony więc nikt nie patrzy na nas z wyrzutem :-)

W Madrycie lądujemy zgodnie z planem. Do odlotu do Santiago mamy 10 godzin więc jedziemy autobusem za 5€ do centrum.

Madryt to miasto z bardzo bogatą historią i wieloma muzeami. Wszystkiego z pewnością nie da się zobaczyć ale próbujemy szukać :-)

My jako wielcy miłośnicy sztuki postanawiamy zwiedzić świątynię sztuki futbolowej czyli słynny Estadio Santiago Bernabeu i zobaczyć miejsce gdzie grają wielkie gwiazdy Realu Madryt. Pod stadion zawozi nas oczywiście Cristiano Ronaldo :-)

Wstęp kosztuje 19 € ale nie żałujemy. Obiekt robi ogromne wrażenie. Nie wiadomo co większe, samo boisko z trybunami, muzeum czy szatnie. Przez całe trzy godziny zwiedzania nie mogę wyjsć z podziwu jak to jest fantastycznie zorganizowane. Po prostu maszynka do robienia pieniędzy. Teraz rozumiem dlaczego można za zawodnika zapłacić 100 mln € :-) Już sam stadion z zewnątrz robi wielkie wrażenie.

[ext_img=s]2028[/ext_img]

Wrażenie to jeszcze się potęguje wewnątrz. Stadion jest naprawdę piękny a nad stanem murawy cały czas czuwa sztuczne słońce sterowane komputerowo :-)

[ext_img=s]2029[/ext_img]

Przyjemnie jest popatrzeć na nią z loży VIP lub z ławki rezerwowych…

[ext_img=s]2030[/ext_img]

Równie wielkie wrażenie robi muzeum z wielką klubową galerią chwały klubu. Puchary, koszulki, zdjęcia i cała galeria multimedialna.

Mnie najbardziej spodobało się zdjęcie z 1959 roku. wiadomo dlaczego :-) Również szatnia gospodarzy zrobiła na mnie duże wrażenie

[ext_img=s]2031[/ext_img]

Ze stadionu wracamy metrem i robimy sobie spacer pięknie wystrojoną główną aleją miasta. Podziwiamy pięknie podświetlone budowle, rzekę Hiszpanów płynącą aleją i lokale pełne ludzi. Jakoś nie widać kryzysu ;-)

[ext_img=s]2032[/ext_img]

Oczywiście również wpadamy do jednego z nich na tapas i piwko. Ponieważ mamy ładnych parę kilometrów w nogach wracamy na lotnisko i pozostałe trzy godziny organizujemy sobie mały prywatny barek w miejscu do ładowania telefonów. Kazik zarządza zakup brendy Torres. Ja go realizuję aby uczcić zakup czytnika kart SD do iPada. Swój zostawiłem w domu i nie mógłbym wrzucić ani jednego zdjęcia. W sklepie na lotnisku mają ostatnia sztukę. Gdyby to była ekspedientka z pewnością bym ją wycałował z radości. Ponieważ jest to facet tylko dziękuję i stawiam chłopakom flaszkę :-)

Brendy Torres 15-tka okazuje się strzałem w dziesiątkę. Przekąszona pysznym serem tworzy wspaniały podkład do dalszego lotu. Wsiadamy na pokład Boeinga 787 i natychmiast zasypiam na całych 10 godzin. Chyba mój rekord. Przeżycia przed wyjazdem plus wypity alkohol zrobiły swoje. I tak po 48-iu godzinach podróży znajdujemy się prawie u celu. Santiago de Chile wita nas upalną pogodą. Aktualnie 25 a prognozy wskazują maksymalnie 33 stopnie. Będzie się trzeba przyzwyczaić. Odprawa niestety bardzo długa a co za tym idzie mecząca :-)

Na szczęście nam się nie śpieszy bo czekamy na Rafała. W międzyczasie organizujemy transport i zasiadamy w knajpce. Odzywa się Ola więc mamy już z nią kontakt i wiemy co dalej robić. Niestety oczekiwanie przedłuża się do trzech godzin ale w końcu chłopaki się pojawiają i możemy ruszać po nasze motocykle do Valparaiso. Niestety trafia się nam totalny gamoń-kierowca. Błądzimy godzinę po Valparaiso. Nie wiem dlaczego Kazik daje mu 10€ napiwku. To pozostanie jego słodką tajemnicą :-) W końcu jednak dojeżdżamy na miejsce gdzie czeka na nas Sambor.

[ext_img=s]2033[/ext_img]

Wszystkie beemki odpalają. Niestety jeden KTM stwarza nam problemy i nie chce zapalić. Na szczęście po godzinie pchania i ciągnięcia odpala i możemy jechać do hotelu. Najwyższy czas !!!Po rozpakowaniu krótkie spotkanie organizacyjne nad brzegiem basenu i możemy udać się na kolację. Nareszcie wiemy gdzie jesteśmy. Doskonale steki po mistrzowsku przyrządzone plus rewelacyjne wino dopełniają wieczoru. Przygoda rozpoczęta. Jutro ciąg dalszy :-))

[ext_img=s]2034[/ext_img]


Dakar 2015 Dzień 1 Valparaiso – Uspallata 382 km

[ext_img=s]2035[/ext_img]

To pierwszy dzień prawdziwej wyprawy motocyklowej. Niestety nie spałem najlepiej. Jednak zmiana czasu robi swoje. 6-ta