Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Jak niewiele potrzeba

Książka, film

Opowiadanie przesłane przez czytelnika i nagrodzone w ramach konkursu portalu FACETpo40.pl pod hasłem "Jaki będzie świat w roku 2118?".

Tagi: konkurs , opowiadanie , czytelnicy , science fiction , depresja , cel

Książka, film Jak niewiele potrzeba

"Jak niewiele potrzeba"
Paweł Rachwał

Sen

Próbuję sobie przypomnieć od czego to wszystko się zaczęło i muszę przyznać, że nic nie wskazywało na to, żeby akurat ten dzień miał być przyczyną całego tego zamieszania. Zaczęło się zupełnie zwyczajnie; obudził mnie jej głos.

- Petro... - Cichutko wyszeptała moje imię, kusząc bym wreszcie otworzył oczy. Jednak moje zdrętwiałe ciało nie chciało jej słuchać. Mimo całego ciepła i słodyczy, jakie zabrzmiały mi w uszach nie potrafiłem zmusić się by otworzyć oczy i porzucić spokojną ciszę nocy.

- Obudź się Petro. Już czas . - Na jej niewypowiedziany rozkaz lampy w suficie przebudziły się do życia - najpierw delikatnie, potem coraz mocniej rozświetlając mój kubik ukryty w środku nijakiego betonowego bloku.

Narastający blask jarzeniówek to jedyna namiastka świtu na jaką mnie stać - w końcu jestem tylko Administratorem Drugiego Stopnia w Corpie. Na przeszklone domy, ciepłe śniadania i ogródki stać tylko tych, którzy osiągnęli co najmniej pozycję SNRa, czyli Senior Admina lub Doradcy Technicznego. My, liniowi ciułacze, możemy sobie pozwolić tylko na małe mieszkanka i życie z dnia na dzień bez wyrzeczeń. To i tak dużo.

Akurat ten poranek pamiętam bardzo dobrze. Spałem tylko cztery godziny, bo akurat wziąłem na siebie dobę chorego kolegi. Dlatego gdy przyszedł czas pobudki westchnąłem z rezygnacją i przewróciłem się na brzuch, wciskając twarz w poduszkę. Za wszelką cenę próbowałem chronić resztki snu przed natrętnym światłem i przed dniem, który się zbliżał.

Przed moją standardową zmianą w pracy. Nie był jednak sensu z tym walczyć; doskonale wiedziałem co będzie dalej. Gdybym wstał od razu jej tyrada skończyła by się w tamtej chwili, a tak musiałem wysłuchać całej tej mantry...

- Jest siódma-zero-zero. - Zwróciła się do mnie czule. - J uż czas spełnić obowiązek wobec swojego Boga, braci i sióstr. – Znałem to na pamięć. Mam problemy ze snem i rzadko udaje mi się wstać na pierwsze wezwanie.

- Nastał czas Twojej pracy, obywatelu Burke. - Mimo znajomej formułki akurat tego dnia jej głos jakoś niezwyczajnie pulsował mi w skroni, poruszał niewidzialne, napięte do granic możliwości struny w mojej głowie. Rozpoznałem początki migreny i przekląłem w poduszkę.

Zacisnąłem mocniej powieki, aż zobaczyłem wirujące, zachodzące na siebie płaty czerni. To ponoć ma związek z ciśnieniem w gałkach ocznych, czy jakoś tak - w każdym razie zawsze tak mam, gdy naprawdę mocno zamykam oczy. Gdy próbuje uciec gdzieś na dno własnej świadomości. To był błąd - głowa rozbolała mnie jeszcze bardziej. Nie było ucieczki od rzeczywistości, tak jak nie było ucieczki od monotonnego wywodu mojej towarzyszki.

- Służba Augustowi czyni naszą rasę doskonałą. Jesteś ważnym elementem w maszynie społeczeństwa. Wykonując swą pracę przyczyniasz się do chwały Ziemi i Boskiego Augusta. – Słodycz jej głosu nie współgrała z patosem i pustką wypowiadanych przez nią frazesów.

- To twoja chwila chwały. Wstań i pracuj dla narodu! – Cały sufit jarzył się już dziennym oświetleniem. Szept kobiety umilkł, poprzedzony cichym trzaskiem głośników wmontowanych w ściany. Moja kochanka, mój spersonalizowany budzik, wreszcie zamilkła.

Szlag mnie przez nią kiedyś trafi, ale nie potrafię jej skasować. Wolę ją niż standardową syrenę alarmu zegarowego. Odwzorowałem jej głos ze starych nagrań aktorki holo Mirandy Bell. Dużo nagrywała, ale w latach 80-tych 22-go wieku, więc trochę się nałaziłem za jej próbnikami fonetycznymi. Znalazłem je dopiero dzielnicy Sinoludów i wybuliłem sporo coina zanim udało mi się wpisać jej głos do porannej pobudki. Ale było warto. Mam do niej sentyment. Tato uwielbiał jej virtuale, więc jej głos przypomina mi i jego, i nasz dom. Przynajmniej te dobre rzeczy, które w nim były.

Pewnie nie ma to teraz znaczenia, ale moja matka zmarła przy porodzie - przenosiła ciążę, bo nie chciała opuszczać stanowiska pracy. Mnie uratowali - ponoć medykus powiedział ojcu, że to uczciwa zamiana. Matka była już w końcu zużyta, zmaltretowana latami pracy w kopalni, a ja - nowe życie - miałem dużą wartość dla społeczeństwa. Oczywiście musieli poczekać aż skończę 15 lat, żebym zaczął pracować, ale ojciec miał inny plan. Latami brał dodatkowe zmiany, żeby załatwić mi wszczepki i złączki synaptyczne. Zapisał mnie też do Akademii Corpu i już w wieku 12 lat mogłem zacząć praktyki admińskie. Dzięki tym wszystkim zabiegom, gdy ojciec zmarł z powodu zatrucia organizmu pyłem i pochodnymi Petranu, a Kopalnia zabrała jego przydziałowy kubik, byłem już w stanie utrzymać się sam.

Ależ nie próbuję tłumaczyć się trudnym dzieciństwem; po prostu mam tendencje do wpadania w dygresje. Już wracam do sedna.

Wydaję mi się, że zaraz po pobudce usiadłem na ceramicznej pryczy wysuniętej ze ściany i spojrzałem na wyświetlacz budzika. Była 7:03, 29 doba, 2 tetragon octobrynu, roku Pańskiego 2118 według ziemskiego kalendarza - czyli moja regularna zmiana zaczynała się za niecałą godzinę. Odrzuciłem koc termiczny, przetarłem twarz dłonią, a potem wstałem z łóżka, które z cichym szelestem wsunęło się w ścianę. Ruszyłem boso do aneksu kuchennego, gdzie na ścianie widniała płaskorzeźba naszego Dobroczyńcy i tak, jak większość przykładnych obywateli padłem na kolana przed złotym obliczem naszego Boga.

W myśli, w mowie, w sercu – zaintonowałem poranną modlitwę. Mimo rezygnacji, która ogarnęła mnie tego dnia wiedziałem jak wiele wyrzeczeń włożył ojciec w moją edukację. Wiedziałem też jak wygląda życie w kopalni i byłem wdzięczny za to, że mam własne 4 metry kwadratowe w całkiem schludnym bloku i trochę oszczędności w Syndykacie Bankowym. W końcu większość ludzi z kasty robotniczej gnieździ się w takich kubikach całymi rodzinami. Codzienne rano modliłem się więc do Augusta by zaopiekował się dusza mojego ojca, który tak wiele dla mnie zrobił i oczywiście matki, która dała mi nie tylko życie, ale przede wszystkim przykład ciężkiej pracy i poświęcenia.

Tak więc modliłem się:

O Panie, Ty coś zstąpił z niebios by zjednoczyć Ziemię pod swym władaniem - ulituj się nade mną, Twym wiernym sługą. Niech Twe waleczne ramię, które wiek temu rozgromiło samozwańczych królów, strzeże mnie przed grzechem, a Twój wzrok, którym spopieliłeś barbarzyńskie plemiona, spocznie na mnie. Twoja Wola niechaj zawsze mnie prowadzi ku doskonałości i zbawianiu . I niechaj Ziemia, i wszystkie Zjednoczone Kolonie na wieki pozostaną pod Twą opatrznością, jako i ja na wieki przysięgam Ci służyć w miarę sił moich, póki życia starczy. Zwróć przeto baczenie na dusze moich rodziców, którzy odbywają teraz służbę na Twoich niebiańskich polach i budują Królestwo Niebieskie dla przyszłych pokoleń. Amen. – Ucałowałem końcówkę miecza i złożyłem dłonie na zakończenie modlitwy: czoło-usta-serce.

Dopiero potem sięgnąłem do chłodziarki po strzykawkę i z ulgą przyjąłem w żyłę poranną dawkę kofeiny, protein i węglowodanów. Dzięki rozcieńczonej w zastrzyku amoryfinie poczułem też rozlewające się po moim ciele ciepło, a jej cierpki smak osiadł na języku. Swoją drogą to ciekawe - mimo, że przyjmujemy lek dożylnie i tak zawsze czujemy jego smak w ustach. Ale oczywiście nie znam się na Chemiji, dlatego się dziwię jakie to cuda w swej łasce Boski August oddaje nam w używanie. W końcu amoryfina odgania złe myśli, relaksuje organizm i pobudza ciało - czytałem ulotki politbiura i tyle mi wystarczy. Dzięki zastrzykowi zapragnąłem zerwać się do biegu, opuścić mój kubik i gnać ile tchu do pracy. Zawróciłem jednak do kabiny odświeżacza, bo nie wypada na ulice miasta wychodzić nago - to raz, a dwa - nie lubię tego lepkiego uczucia jakim obdarza nas nasze ciało o poranku. To był mój pierwszy grzech.

Cartahena

Przeklinając swoją opieszałość Petro Burke wybiegł z bloku wprost na zatłoczony chodnik.

Był zły na siebie, bo spędził w odświeżaczu 15 minut, powoli zmieniając programy masujące i relaksując zmęczone mięśnie. Chociaż czuł się jak nowo narodzony, teraz musiał przeciskać się przez ciżbę wracających z kopalnianej szychty umorusanych robotników. Jego administratorski toges pomnie się i pobrudzi przez jego własne lenistwo, a w dodatku przez tłok może się spóźnić. Na jego zmianie spóźnienie równało się obcięciu dniówki o połowę. Z westchnieniem spojrzał w niebo i nałożył maskę antypyłową. Zapomniał, że wczoraj był rozruch maszynerii i dziś po pełnej dobie pracy kopalnia i huty wypluwały z siebie kłęby czarnego dymu, który unosił się nad miastem niczym żałobny całun. Iglice dzielnicy rządowej zdawały się grzęznąc w gęstej zupie zanieczyszczeń. Nawet czubek Corpu i Świątyni Jego Świętej Opatrzności ginęły w tej zawiesinie. Niestety jedynym zadaniem Cartaheny, stolicy Cartago Nova była produkcja przemysłowa, którą eksportowano do Zjednoczonych Kolonii. Z żelaza wytwarzanego na czwartym księżycu Afrygi robiono promy i statki kosmiczne, a petran wydobywany w tutejszych kopalniach napędzał pół ziemskiej floty. Dla nikogo w rządzie nie miało znaczenia, że 90% górników w wieku czterdziestu paru lat umierała na pylicę petranową, a mieszkańcy stolicy musieli praktycznie codziennie chodzić w maskach antypyłowych. Jedynie jedna na trzy doby była wolna od produkcji, jednak z potrzeby by wyczyścić maszyny i dać odpocząć przyrządom, nie by ratować zdrowie ludzkie. Za to kopalnia była czynna non stop. Hordy górników przez całą dobę ryły korytarze pod powierzchnią całej satelity, czyniąc proces wydobycie nieprzerwanym. Tak samo musiał więc pracować Corp, instytucja rozliczająca wszelkie transakcje - od wielkich, międzyplanetarnych, po płatności za kontrakty pojedynczych pracowników. Jakiekolwiek opóźnienia w procesie przetwarzania danych były surowo karane.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty