Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Poczucie własnej wartości - jak tlen, woda i pożywienie...

Tata na medal

Tata na medal Poczucie własnej wartości - jak tlen, woda i pożywienie...

„Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj”
To strofa z popularnego i cytowanego przy wielu okazjach tekstu Maxa Ehrmanna pod tytułem Dezyderata. Dotyka jednego z najważniejszych, jeśli nie najważniejszego aspektu życia człowieka, jakim jest poczucie własnej wartości, o ile tylko życie pojmujemy jako doświadczenie, w którym dążymy do przeżywania szczęścia.

Tagi: ojciec , dziecko , wychowanie , poczucie własnej wartości , pewność siebie u dziecka , popularność

Tata na medal Poczucie własnej wartości - jak tlen, woda i pożywienie...

Temat ten podejmuję z dwóch powodów. Pierwszy z nich to fakt, że poczucie własnej wartości kształtuje się w dzieciństwie, w związku z czym świadomość jego znaczenia jest kluczowa dla rodziców, jeśli tylko są zainteresowani szczęściem swoich dzieci. Dla rodziców, a w szczególności oczywiście Ojców. Drugi powód jest taki, że pomimo dużej, ogólnodostępnej wiedzy psychologicznej, popularności tematu i ogromnej ilości informacji, wokół zagadnienia istnieje spore zamieszanie. Oprócz sensownych tekstów dotyczących poczucia własnej wartości, napotkać można wiele błędnych, pseudonaukowych definicji i wskazówek, które potraktowane poważnie mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Zatem Ojcowie – zapraszam do lektury.

Czym jest i skąd się bierze poczucie własnej wartości

Nie padnie tu żadna naukowa definicja, albowiem istotę poczucia własnej wartości najlepiej oddaje wspomniany wyżej cytat z Dezyderaty. Poczucie własnej wartości jest właśnie odczuciem, najgłębszym z możliwych przekonaniem zakorzenionym gdzieś u podstaw naszego jestestwa, że mamy prawo do istnienia, do swojego miejsca w świecie, do życia, do odczuwania szczęścia. Niezależnie od okoliczności i statusu, który został nam nadany w konkretnych warunkach, w których przyszło nam żyć. Tak jak wspomniane drzewa czy gwiazdy, tak jak kamienie, ziarnka piasku i cała nasza planeta istniejemy i mamy do tego prawo. Jesteśmy tak samo ważni jak wszyscy inni ludzie i całe stworzenie, którego cząstkę stanowimy. Bez względu na kolor naszej skóry i to, czy siedzimy na wózku inwalidzkim czy w fotelu prezesa.

Ludzie uparli się stosować miary, wszystko oceniać i nazywać. Kto jest brzydszy, ładniejszy, lepszy czy gorszy, według stworzonych przez siebie miar, w ogromnej większości absurdalnych i różnych dla poszczególnych ludzi. Dlatego należy oddzielić wszystko, co jest związane z ocenianiem (a poczucie własnej wartości często nazwane jest samooceną) od bazowego poczucia wagi swojego istnienia, które, jeśli miało szansę zostać prawidłowo zbudowane, jest niezależne od wszelkiego typu sądów i porównań.

Dla dziecka, od samego początku istnienia, najważniejszymi osobami i najważniejszą częścią jego rzeczywistości są rodzice lub opiekunowie. To w wyniku interakcji z nimi budowany jest kręgosłup późniejszej samodzielnej egzystencji, czyli poczucie własnej wartości. Jak to się dzieje ? Każdy z nas może to sobie wyobrazić, jeśli tylko się chwilę nad tym zastanowi. Kiedy jako dziecko będę czuł się ważny i wartościowy? Wówczas, gdy najważniejsze na świecie osoby dadzą mi sygnał, że jestem dla nich ważny. Nie tylko powiedzą o tym – nie, nie, to byłoby zbyt proste. Kiedy okażą mi swoje zainteresowanie i w pewnym sensie podarują mi siebie, czyli dadzą mi swoją uwagę i czas. Pokażą, że jestem dla nich ważny bez względu na to, czy szybko biegam lub uczę się lepiej od rówieśników. Nazywa się to w wielkim skrócie bezwarunkową miłością. Miłością nie za to, że coś zrobię, ale za to, że jestem.

Taki stan z reguły jest dosyć naturalny wkrótce po narodzinach dziecka, które wówczas stanowi źródło samoistnego zachwytu całego otoczenia, choć i to nie jest regułą. Później jednak, nawet gdy dziecko w dalszym ciągu dostaje uwagę swoich opiekunów, coraz częściej dzieje się to w zamian za jego osiągnięcia. Za dobre stopnie, wyniki, za postawę zgodną z naszą koncepcją wychowania i przekonaniami. W ten sposób dziecko przestaje czuć się ważne dlatego, że po prostu jest, a może się tak poczuć za spełnienie oczekiwań, najpierw swoich rodziców, a później również innych ludzi. Tą drogą samoistnie zawiązane i w pewnym stopniu rozwinięte poczucie własnej wartości sypie się w gruzy.

W relacji rodziców z dzieckiem, w ramach której budowane jest poczucie własnej wartości, nie ma miejsca na żadne oszustwo. Nawet jeśli coś dzieje się bez udziału świadomości, bez dostrzeżenia, bez nazwania, tak czy inaczej cały czas pomiędzy rodzicem i dzieckiem trwa wysyłanie, odbieranie i interpretowanie ważnych sygnałów i komunikatów. Nieustannie trwa mrówcza praca przy budowie mózgu młodego człowieka, tworzone są w nim nowe połączenia, a proces ten jest stymulowany emocjami i uczuciami, które pojawiają się w jego relacji z rodzicem. Jeśli spędzamy czas na zabawie z dzieckiem jednocześnie podglądając telewizję lub komórkę, ono doskonale czuje, JAK jest w tym momencie dla nas ważne i co jest dla nas ważniejsze. Jeśli próbujemy czas spędzony z małym człowiekiem odbębnić i myślami jesteśmy przy własnych problemach, dziecko najczęściej się nie poskarży, prędzej weźmie to, co może dostać bez grymaszenia, ale w głębi koduje sobie wówczas przekaz, że nie jest dla nas (wystarczająco) ważne.

Właśnie w tego typu codziennych, niewinnych wydawałoby się zachowaniach albo jest budowane, albo systematycznie niszczone poczucie własnej wartości. Będzie budowane, jeśli dziecko będzie czuło autentyczne zainteresowanie, 100% naszej uważności i to, że wybieramy obcowanie właśnie z nim, a nie wiele innych, potencjalnie atrakcyjnych aktywności. Najważniejsza jest sama zaangażowana obecność, a nie ambicja, aby dziecku zapewnić jakąś wyjątkową atrakcję. Nota bene, postawa rodzica, który uważa, że musi coś bardzo atrakcyjnego z dzieckiem robić (kiedy już w końcu ma czas!), ponieważ zwykłe „bycie” z nim nie wystarczy, świadczy o… niczym innym jak niskim poczuciu wartości samego rodzica.

Nie muszę już chyba dodawać, jakie znaczenie dla poczucia własnej wartości dziecka ma porzucenie przez rodzica. Zarówno całkowite odejście jak i porzucenie emocjonalne. Czyli bez ogródek mówiąc, stan taki, jaki mamy obecnie na skalę masową – rodzice zajęci zmaganiem z rzeczywistością, własnymi kłopotami i problemami, oboje mocno zaangażowani zawodowo, często emocjonalnie bliżej pracy niż własnych dzieci. Wiele wskazuje na to, że porzucenie emocjonalne, brak kontaktu i uważności przy formalnym istnieniu rodziny i rodziców, wyrządza dziecku jeszcze większą szkodę, ponieważ ono czuje, że rodzic mógłby z nim być, ale tego nie chce. Świadomie wybiera coś innego, co stanowi dla niego większą wartość. Zupełnie katastrofalny wpływ ma całkowite odejście rodzica i zaniechanie lub drastyczne ograniczenie kontaktów z dzieckiem. Dziecku łatwiej pogodzić się ze śmiercią rodzica niż z faktem, że rodzic jest, ale NIE CHCE poświęcać mu czasu. W takim przypadku trauma jest jeszcze silniejsza, a kręgosłup emocjonalny może zostać po prostu złamany.

Dla budowania poczucia własnej wartości ważna jest też oczywiście komunikacja werbalna, choć świadomie nie piszę o niej w pierwszej kolejności. W sposobie w jaki zwracamy się do dziecka – w kontekście budowania poczucia własnej wartości – istotą jest pokazanie naszej uwagi, obecności, tego, że dziecko zauważamy. Że widzimy co zrobiło. Wystarczy powiedzieć „Widzę, że zbudowałeś samochód z klocków”. Można dodać „Podoba mi się”. Warto zapytać o zdanie samego autora: „A czy tobie też się podoba ?” Wszystko to są sygnały naszego zainteresowania, a to, czy jest ono szczere, w warstwie emocjonalnej przekazu również zostanie przez dziecko bezbłędnie odczytane. Za zrobienie czegoś dla nas lepszą odpowiedzią może być serdeczne „dziękuję” i przytulenie lub ucałowanie pociechy, niż nazwanie jej „cudownym”, lub „wspaniałym/grzecznym/dobrym” dzieckiem. Jeszcze więcej ryzykujemy mówiąc dziecku, że zrobiło coś „najlepiej” lub „lepiej od innych”. W ten sposób wprowadzamy je w świat ocen, rywalizacji i pokazujemy, że nasze uznanie dostaje za zrobienie czegoś „lepiej od innych”. A to początek równi pochyłej w drodze do wyścigu po uznanie świata właśnie za osiągnięcia, a nie za fakt samego istnienia.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ:
alt
Jakimi jesteśmy ojcami? Raport z badań

Ulegamy zachciankom swoich dzieci i chcemy spędzać z nimi więcej czasu nawet kosztem pracy. A gdy już mamy czas dla nich to... rozmawiamy. A... więcej

Zamknij
facebook
raporty
Raporty