Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

„Finch” – Sci-Fi z Tomem Hanksem już dostępne. Apokaliptyczny wędrowiec [RECENZJA]

Książka, film
|
06.11.2021

Film „Finch” z Tomem Hanksem w roli głównej – postapokaliptyczne Sci-Fi od Apple TV+ – to ciekawa wariacja na temat popularnych kiedyś filmów drogi. Jednak czy taka formuła jest w stanie sprostać oczekiwaniom współczesnego widza?

Tagi: film , film sf , film dla faceta po 40. , science fiction

„Finch” - kadr z filmu
Trójka podróżników z filmu „Finch”

O filmie „Finch” słyszeliśmy już w zeszłym roku, gdy o jego zamówieniu poinformowało Universal Pictures. Za film odpowiedzialny miał być reżyser znany między innymi z „Gry o tron” – Miguel Sapochnik. Kiedy ogłoszono, że w produkcji główną rolę zagra Tom Hanks, a będzie ona dziełem z gatunku Sci-Fi, wielu serce zabiło szybciej. Kilka miesięcy później, dość nieoczekiwanie, poinformowano, iż wytwórnia zrezygnowała z projektu. Szczęśliwie zainteresowało się nim Apple i zdecydowało się odkupić prawa do filmu „Finch” (w pierwszej wersji zatytułowano go „BIOS”).

Tym sposobem ciekawie zapowiadające się dzieło Sci-Fi nie trafiło do kin, tylko bezpośrednio na platformę Apple TV+, która dostępna jest w wielu krajach świata – również w Polsce. Premiera filmu miała miejsce 5 listopada. Niżej podpisany szybko sięgnął po tę produkcję, ponieważ wiązał z nią spore nadzieje. Czy oczekiwania zostały spełnione?

„Finch” – o czym opowiada?

Akcja filmu  przenosi nas do świata, który pogrążony jest w chaosie wywołanym przez ogromną katastrofę klimatyczną. Główny bohater imieniem Finch jest inżynierem robotyki i jednym z niewielu ocalałych. Wraz ze swoim psem żyje w specjalnie przygotowanym schronie.

Świadom zagrożenia i upływającego czasu, Finch decyduje się zbudować robota. Jeff – bo tak go nazwał – będzie miał za zadanie opiekowanie się psem po śmierci Fincha. Ostatecznie w trójkę wybierają się w podróż po Stanach Zjednoczonych. Finch postanawia pokazać Jeffowi, jak kiedyś wyglądało życie i że wciąż można czerpać z niego radość.

Imponująca prezentacja

Ponieważ to film Sci-Fi, w którym efekty specjalne i scenografia są niezwykle ważne, postanowiłem rozpocząć analizę od warstwy wizualnej. Widać, że budżet filmu „Finch” był wysoki, ponieważ ten został przygotowany z dużym rozmachem i precyzją. Zarówno pomieszczenia (na przykład bunkier), jak i sam robot czy świat zniszczony przez apokalipsę wyglądają naprawdę dobrze. Specjaliści od efektów, ale i scenografowie wykonali wspaniałą robotę. W obecnych czasach uzyskanie podobnego efektu jest oczywiście na wyciągnięcie ręki, ale wiele zależy od możliwości finansowych twórców, a także wybranych specjalistów. W wypadku „Fincha” postawiono na najlepsze dostępne rozwiązania i to zwyczajnie widać. Doceniłem to, oglądając film na dużym telewizorze, ale momentami żałowałem, że nie mogłem zobaczyć go w kinie – tam wypadłby jeszcze bardziej imponująco!

Film drogi i jednego aktora

Scenariusz „Fincha” został tak napisany, że wykazać się w nim może jedynie główny bohater. W międzyczasie na ekranie migną na minutę lub dwie inne postaci, ale to przede wszystkim opowieść o jednym człowieku, jego psie i robocie. Dlatego właśnie wiele zależało od aktorskiej formy odtwórcy Fincha. Postawienie na Toma Hanksa, to chyba zawsze pewny strzał, było dobrym wyborem. Aktor w otoczeniu swoich przyjaciół, gdy jest przewodnikiem i mówcą, radzi sobie doskonale. Trudniejsze sceny odgrywa po mistrzowsku, jest naturalny i przekonujący. Ale Hanks nas już do tego dawno przyzwyczaił. „Finch” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników amerykańskiego aktora. Można odnieść wrażenie, że on jest jak wino...

Jeśli natomiast chodzi o samą historię, to jest ona momentami wzruszająca, momentami dynamiczna, a innym razem urzekająco monotonna. „Finch” nie jest żadnym wielkim filmowym odkryciem. W takiej czy innej formie już to wszystko widzieliśmy, ale na pewno trzeba mu oddać, że nie nudzi i podczas seansu daje wiele satysfakcji. Wpływa na to wiele czynników – od Hanksa, poprzez świetne efekty specjalne, a na spójnej i ciekawej historii kończąc. To bardzo dobrze zważona mieszanka powagi i humoru – przeciwwagą dla nieco momentami zbyt poważnego Fincha jest Jeff. Nieoczekiwany duet stworzony naukowca oraz robota okazał się naprawdę dobry i ciekawy, jakże inny od wszystkich znanych filmowych par. Filmy drogi nie są obecnie tak popularne jak dawniej, ale na pewno takie odświeżenie znanej formuły okazało się dobrym pomysłem. Miłośnicy klasycznego kina również odnajdą w „Finchu” coś dla siebie.

Solidne i godne polecenia kino

Kończąc seans, pomyślałem sobie, że to dobrze, że Apple odkupiło i postanowiło pokazać światu „Fincha”. Nie dlatego, że to film, który cokolwiek zmieni w światowej kinematografii, ale dlatego, że zwyczajnie to dobrze, świetnie zrealizowane i wciągające kino. Fani Sci-Fi szybko zauważą podobieństwa do chociażby „Jestem legendą”, ale na żadnym etapie to nie przeszkadza. No a zobaczenie Toma Hanksa w akcji to zawsze duża przyjemność, z której pewnie wielu widzów nie zrezygnuje. I nie będą rozczarowani, bo aktor daje z siebie wszystko, a „Finch” to produkcja, której zwyczajnie warto poświęcić te niespełna dwie godziny.

Michał Grzybowski

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie