Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

„Kobieta w oknie” – recenzujemy najnowszy hit platformy Netflix

Książka, film
|
23.05.2021

14 maja na popularnej w Polsce platformie Netflix zadebiutował film „Kobieta w oknie” (ang. „The Woman in the Window”) oparty na powieści o tym samym tytule. Z produkcją wiązano bardzo duże oczekiwania. Czy zostały one spełnione?

„Kobieta w oknie”. Kadr z filmu
Amy Adams jako tytułowa „Kobieta w oknie”

Książka A.J. Finn pt. „Kobieta w oknie” była jednym z największych bestsellerów 2018 roku. Dzieło spotkało się z ogromnym zainteresowaniem i zebrało bardzo dobre recenzje, co zwykle oznacza tylko jedno – wcześniej czy później zostanie przeniesione na ekran. Tak też się stało, a za realizację filmu o tym samym tytule zabrali się Tracy Letts (scenariusz) oraz Joe Wright (reżyseria). Na marginesie powiem, że znając książkowe zakończenie oglądanie filmowej interpretacji nieco mija się z celem, ale zważywszy na poziom światowego czytelnictwa, wielu raczej pozna zakończenie dopiero podczas seansu na Netflix.

Pierwsze doniesienia dotyczące filmowej interpretacji „Kobiety w oknie” napawały optymizmem. W główną rolę miała wcielić się Amy Adams znana ze świetnych „Ostrych przedmiotów”, a partnerować mieli jej znakomici Julianne Moore oraz Gary Oldman. Plany dotyczące obsady zostały zrealizowane zgodnie z zapowiedzią. Mniej optymistycznie zrobiło się, gdy twórcy poinformowali, że zrezygnowali z wejścia do kin, a produkcja będzie miała swoją premierę na Netflix. To oznacza albo, że film wypadł słabiej, niż zakładano, albo że ponownie zwyciężyła pandemia COVID-19.

Ostatecznie „Kobieta w oknie” zadebiutowała na platformie 14 maja 2021 roku.

"Kobieta w oknie". Plakat
Polski plakat filmy „Kobieta w oknie”

„Kobieta w oknie” – o czym opowiada?

Fabuła skupia się na postaci Anny Fox, psycholog dziecięcej cierpiącej na lęk przestrzeni (agorafobię). Kobieta zażywa mocne leki i całe dnie spędza w swoim mieszkaniu, ponieważ obawia się świata zewnętrznego. Jak się później dowiadujemy, powodem złego stanu jej zdrowia jest tragedia rodzinna, z którą musiała się kiedyś zmierzyć. Jej jednym zajęciem jest obserwowanie sąsiadów ze swojego mieszkania na Manhattanie i walka z chorobą, która momentami niebezpiecznie się zaostrza.

Życie Anny zmienia się, gdy po drugiej stronie ulicy wprowadza się rodzina Russellów. Bohaterka poznaję kobietę imieniem Jane oraz jej syna Ethana. Szybko dostrzega niepokojące zachowanie dziecka. Jako psycholog dziecięca rozpoznaje je natychmiast – stwierdza, że jego ojciec, Alistair, jest tyranem, który terroryzuje rodzinę. Niedługo później Anna z okna własnego mieszkania widzi, jak u Russellów dochodzi do morderstwa. Jane znika bez śladu. Choć bohaterka zgłasza sprawę na policję, nikt jej nie wierzy, ponieważ niedługo później w miejsce zamordowanej pojawia się inna kobieta.

Całe to zajście negatywnie wpływa na Annę, która zaczyna tracić zmysły, zatraca się w psychozie. Jaka była prawda? Ktoś zabił Jane, czy główna bohaterka miała halucynacje wywołane przez leki?

Realizacja nie zachwyca

Niestandardowo zacznę od obsady. Uważam, że Amy Adams spisała się świetnie. Aktora zwyczajnie pasuje do tego typu ról – zdezorientowanych, roztrzęsionych, ale zdeterminowanych i gotowych do działania postaci. Julianne Moore to klasa sama w sobie i również należy docenić jej rolę. Nie można mieć zastrzeżeń do Gary’ego Oldmana, ale trzeba je mieć do scenarzysty, który dał mu zwyczajnie za mało kwestii i ten nie miał szansy za bardzo się wykazać. Problem polega jednak na tym, że można odnieść wrażenie, iż spora część niemałego budżetu poszła na gaże dla aktorów, ponieważ sama produkcja w aspektach czystko realizatorskich i technicznych zwyczajnie zawodzi.

"Kobieta w oknie". Na pierwszym planie Amy Adams
„Kobieta w oknie” – kadr z filmu

Efekty specjalne nie robią większego wrażenia, muzyka skomponowana ostatecznie przez Danny’ego Elfmana nie zostaje w pamięci (szkoda, że z projektu odeszli Trent Reznor i Atticus Ross). Całość wydaje się zrealizowana dość powierzchownie. Oglądając „Kobietę w oknie” momentami można odnieść wrażenie, że to film co najwyżej średniobudżetowy, a nie głośna produkcja rodem z Hollywood.

Fabularne zamieszanie

Przechodząc jednak do sedna, czyli fabuły, muszę powiedzieć, że są w filmie momenty, która potrafią zaintrygować. Są chwile, że ogląda się „Kobietę w oknie” z zapartym tchem. Problem polega jednak na tym, że są to zaledwie „momenty” i „chwile”, a od filmu z tego gatunku wymaga się jednak znacznie więcej. Niekiedy siadało napięcie, czasem tempo. Nie powiem, że w czasie seansu się nudziłem, bo byłoby to spore nadużycie, ale na pewno film nie wzbudzał we mnie większych emocji. Nie było poczucia strachu, niepewności. Co najwyżej ciekawość, co oczywiście jest czymś pozytywnym, ale dla osoby, która nie czytała książki, domyślenie się zakończenia wcale nie było aż tak trudne.

Jak wspomniałem, Amy Adams spisała się w swojej roli bardzo dobrze, ale w mojej ocenie sama grana przez nią postać została źle napisana. Bohaterka w wielu scenach zachowuje się dokładnie tak samo, co w pewnym momencie zwyczajnie nudzi. Wszystko staje się strasznie schematyczne. Problemem jest również narracyjny chaos. Twórcy przeskakują z dnia na dzień. Co prawda o tym informują, ale w pewnym momencie łatwo się w tym wszystkim pogubić.

Podsumowując

„Kobieta w oknie” w mojej ocenie nie spełniła oczekiwań. Przyznaje się, że książki nie czytałem, ale jak wspomniałem na wstępie – przynajmniej mogłem dać się zaskoczyć (choć o wielkim zaskoczeniu nie może być mowy) w finale. Obsada i zapowiedzi robiły ogromne wrażenie, ale ostatecznie potencjał drzemiący w historii – może niezbyt oryginalnej, ale ciekawej – został zaprzepaszczony. Film ma lepsze momenty, ale ogólnie nie jest thrillerem, który wywołuje szybsze bicie serca. Nie wywołuje szybszego oddechu czy zaciskania rąk na podłokietnikach kino... domowego fotela.

Filmowi w reżyserii Joe Wrighta można dać szansę, bo przecież każdy ma inne oczekiwania od filmu i niekoniecznie musi się ze mną zgadzać. W mojej ocenie jednak „Kobieta w oknie” nie pozostanie w niczyjej pamięci na dłużej, bo zwyczajnie nie wywołuje zbyt dużych emocji. Przeciętnie zrealizowana produkcja z przyzwoitą historią to jednak trochę zbyt mało, żeby zaprzątać sobie nią głowę na dłużej. Do obejrzenia (bo nie ma w czasie pandemii z czego wybierać) i zapomnienia.

Michał Grzybowski

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie