Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Nie ojciec i syn, a syn i ojciec, czyli o znaczeniu pojednania

Wolne myśli

Wolne myśli Nie ojciec i syn, a syn i ojciec, czyli o znaczeniu pojednania

Czy warto próbować rozmawiać z ojcem o oczekiwaniach, jakich nie spełnił i jakich nie spełniłeś ty? O bólu, jaki sobie sprawiliście? Wydaje się, że do tego, co się działo kiedyś, już nie ma sensu wracać. Jednak zranione serce nigdy nie będzie w stanie otworzyć się na innych - dlatego warto próbować, jeśli nie dla siebie, to dla własnych dzieci.

Tagi: ojciec , syn , pojednanie z ojcem , relacje z ojcem , jak wybaczyć ojcu , dorosły syn

Wolne myśli Nie ojciec i syn, a syn i ojciec, czyli o znaczeniu pojednania

Chciałbym spojrzeć na relację ojca i syna z przeciwnej niż zazwyczaj strony. Coraz więcej - na całe szczęście - zaczyna się mówić o wpływie i znaczeniu ojcostwa w wychowaniu dzieci. Zazwyczaj mamy do czynienia z ujęciem tematu właśnie z pozycji ojca – jego ogromnego i wielopoziomowego wpływu na losy swojego potomstwa. Jest to o tyle zrozumiałe, że do ojca, jako osoby dorosłej, powołującej do życia nowego człowieka, należy odpowiedzialność przede wszystkim za kształtowanie, a później – przynajmniej częściowo - utrzymywanie relacji ze swoim dzieckiem. Wiadomo jednak, że nie zawsze tak jest, co oznacza, że ciążąca na ojcu odpowiedzialność nie przekłada się na dobrze funkcjonującą więź.

Wzajemne oddalenie będące skutkiem złożenia błędów wychowawczych oraz skomplikowanych ludzkich historii, wraz z upływem lat powiększa się, kumulując wiele trudnych i nieprzyjemnych emocji zarówno u dziecka, jak i jego rodzica. Często, niestety, bywa tak, że sytuacja jest patowa. Jeśli relacja nie funkcjonuje, a powodów mogą być setki, obie strony – skupię się już teraz na ojcu i synu – czekają na ewentualny ruch drugiej strony. Ten ruch, sam z siebie może jednak nigdy nie nastąpić. To prawda, że inicjatywa powinna należeć do ojca. Choćby dlatego, że będąc nauczycielem mógłby pokazać synowi jak należy rozwiązywać trudne sytuacje. Lub przynajmniej próbować to zrobić. Co jednak, kiedy tak się nie dzieje?

Wiecie – czytający ten tekst, dorośli synowie – nam z tej jednej, jedynej strony jest łatwiej. Mamy dostęp do wiedzy, przemyśleń, doświadczeń innych ludzi i przynajmniej „na głowę”, choć emocjonalnie jest to o wiele trudniejsze, możemy dowiadywać się, co jest nam w życiu potrzebne i próbować swoją sytuację zmieniać. Nasi ojcowie byli pod tym względem w gorszej sytuacji i najczęściej musieli liczyć tylko na siebie. Wiem, to tylko usprawiedliwienie, bo przecież wielu, nawet bez Internetu, świetnie wywiązało się z roli ojca. Jednak bez próby nowego spojrzenia na trudną lub właśnie patową sytuację, nic się w niej zapewne nie zmieni.

Czy w ogóle warto coś zmieniać w relacji: ojciec i syn?

Czy w ogóle warto w tym układzie - ojciec i syn – cokolwiek zmieniać? Często spotykam się z taką sytuacją, w której więzi zostały dawno zerwane, relacja ojca i syna albo zupełnie nie istnieje, albo została zamrożona na poziomie zdawkowych wymian informacji o pogodzie i sytuacji politycznej, przy okazji nielicznych, rodzinnych spotkań.

Tymczasem bywa tak, że w obu mężczyznach, na różnych poziomach choć najczęściej gdzieś głęboko pod powierzchnią, zalegają te najtrudniejsze emocje. Ze strony syna to często poczucie krzywdy, żal za stracony czas, za to co mogło się wydarzyć a nigdy się nie wydarzyło. Tęsknota za ciepłym i obecnym ojcem, z którym chciałem poznawać świat, czuć uścisk jego wielkiej, męskiej dłoni i wsparcie pozwalające przeżyć trudne chwile.

A bywa jeszcze trudniej - mogły w nas pozostać już tylko gniew i złość, na przykład za przemoc i bicie - mnie, matki, rodzeństwa, za alkohol i wszechogarniające upokorzenie, jakim bywało czasami dzieciństwo. W takiej skrajnej sytuacji, jedyne co mogło pozostać, to nienawiść i postanowienie, aby być jak najczystszym zaprzeczeniem własnego ojca.

Ze strony ojca, jest niezwykle prawdopodobne, choć o tym najtrudniej się dowiedzieć, że cały czas żywe, jedynie jeszcze głębiej niż u nas zakopane jest poczucie krzywdy za swoje, niespełnione dzieciństwo i życie, okraszone później niezrozumieniem, brakiem wdzięczności i szacunku właśnie ze strony dzieci (bez względu na to, czy uzasadnione, czy nie) oraz bardzo często przytłaczającym poczuciem samotności.

Czy jest to stan, który należy rozmrażać? Bardzo często słyszę opowieści o tym, jak wiele wysiłku zostało włożone, aby te wymienione powyżej lub inne emocje przyschły i straciły na swojej mocy. Taka postawa z reguły była kiedyś absolutnie konieczna do przetrwania, ponieważ w każdej innej sytuacji można byłoby dostać obłędu. W związku z tym, być może, nie ma żadnego sensu, aby do przeszłości wracać i odświeżać emocje, które potrafią tak mocno boleć?

Innym, często wysuwanym argumentem przeciwko wszelkim powrotom jest założenie, że „ojciec i tak się nie zmieni” (to samo dotyczy oczywiście i matki, ale dziś zostajemy tylko przy ojcu). Trudno z takim argumentem polemizować z tego prostego powodu, że tak po prostu może się stać – pomimo gestów i wysiłku z naszej strony, w postawie ojca może się nic nie zmienić. A przynajmniej – co uważam za bardziej prawdopodobne - ojciec nic nie da po sobie poznać. Nie o to jednak w tym wszystkim chodzi.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook