Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Intruderami na Bałkany 2014 - sorry, taki mamy klimat

O facecie Intruderami na Bałkany 2014 - sorry, taki mamy klimat

Chorwacja w deszczu, mokry asfalt, gleba, brak paliwa i gościnni ludzie.

O facecie Intruderami na Bałkany 2014 - sorry, taki mamy klimat

Plan trasy: Czechy Austria Słowenia Chorwacja: Zjazd wybrzeżem od Rijeki do Splitu, przez Zadar i Trogir, nastepnie do Dubrovnika, potem do Czarnogóry, a tam Bar, św Stefan, Kotor i inne po trasie. wjazd do Bośni do Medjugorie i do Mostar... i do domku. Jak do każdego naszego wyjazdu, tak i do tego należało się solidnie przygotować. Zawsze największą zagwozdką jest głębokie spojrzenie w oczy mojej teściowej kilka tygodni przed wyjazdem i słodkie zapytanie, czy przygarnie ona radosną gromadkę trójki swoich wnucząt a naszych dzieci, na czas naszej nieobecności. Zawsze się udaje. Bo to dobra kobieta jest. Dzieciaki tylko zacierają rączki, bo z babcią jest raju!

Dzień 1

Tegoroczny wyjazd na Bałkany był dla mnie 16 wjazdem do Chorwacji. Wraz z moja żoną Małgosią postanowiliśmy pokazać naszym wspólnym znajomym z forum Intruder Polska – Wojtkowi z Renatą i Grzesiowi z Agą, Chorwację, Bośnię i Czarnogórę z siodła motocykla.

Prognozy sprawdzane w internecie były takie sobie. Wyjechaliśmy około godziny 7.30 z Bielska-Białej. Grześ z Agą przyjechali do nas na ten wyjazd aż z Elbląga. Ruszyliśmy rano, niestety w deszczu. Przeciwdeszczówki założone, nastroje bojowe, lecz chmury zakrywające całe niebo mimo wszystko wkurzały nas, jak każdego zdrowego motocyklistę. Mieliśmy jednak w głowach to, że lecieliśmy przecież do Chorwacji, co bardzo nas motywowało.

Po drodze, na 30 kilometrze dołączyli do nas Wojtek z Renatą. Wszyscy dosiadaliśmy ciężkich cruiserów ze stajni Suzuki: jednego VL'a 1500 oraz dwóch sztuk VZR 1800. Ciężkim sprzętem na śliskiej nawierzchni średnio się manewruje, jednak byliśmy wystarczająco zdeterminowani, aby tego samego dnia wieczorem, wylądować na chorwackim wybrzeżu. Przed nami było 860 km do pierwszego noclegu, który zarezerwowałem wcześniej u zaprzyjaźnionego chorwackiego motocyklisty Roberto. Trasa mijała nam nijak. Deszcz przestał padać w połowie drogi przez Czechy. Rozebraliśmy się z przeciwdeszczówek, jednak po kolejnych 200 km musieliśmy je znowu założyć. Wojtek z Renią rozbawili nas wkładając swoje przeciwdeszczowe mundury. Wyglądały one na kształt skafandrów dla dużych skrzatów. Nie mniej jednak, przynajmniej chroniły solidnie ich kurtki przed deszczem.

Minęliśmy Austrię, Słowenię i za Ljubljaną w Postojnej skręciliśmy w końcu z autostrady na spokojną drogę. Muszę przyznać, że na autostradach sporym utrudnieniem dla Grzegorza była paliwożerność jego motocykla, co wymagało częstego tankowania - co około 140 km przymusowy postój dla rozprostowania kości. Cóż – gaźnik. Przez całą trasę nasze niezawodne Suzuki sprawowały się bardzo dobrze. Na miejsce noclegowe z Crikvenicy, lekko wychłodzeni dotarliśmy około godziny 20. Czekała już na nas kolacja oraz napoje rozgrzewające. 860 km w takich warunkach to dobry wynik, jak na jeden dzień!

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

TO TEŻ MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook