Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

10 świetnych rockowych utworów z kiepskich albumów

Muzyka
|
08.01.2022

Nie brakuje sytuacji, gdy na relatywnie słabej płycie znajduje się jedna wspaniała kompozycja, o której – w przeciwieństwie do samego wydawnictwa – pamiętamy do dziś. Postanowiliśmy wskazać dziesięć takich przypadków.

Metallica - zdjęcie zespołu
Metallica również ma na koncie słabsze płyty

O okolicznościach powstawania słabych płyt powiedziano i napisano już chyba wszystko. Raz to problemy kadrowe, innym razem z używkami, a jeszcze innym presja ze strony wydawcy, który naciska na muzyków, żeby ci nagrali coś najszybciej, jak to możliwe. Nawet największym z największych – Metallice, Black Sabbath czy Iron Maiden – przytrafiło się nagranie płyty, z której nie są obecnie zbyt dumni. To naturalna rzecz, że w dyskografii, w której bywa nawet ponad dwadzieścia pozycji, znajdą się dwie czy trzy słabsze.

Co jednak ciekawe, często na takich zapomnianych i „zjechanych” przez recenzentów wydawnictwach znajdowały się prawdziwe perełki. Utwory, które prezentowały dużo wyższy poziom, niż pozostałe kompozycje na płycie. Postanowiliśmy wskazać dziesięć przypadków, gdy na kiepskim albumie znalazł się świetny utwór, o którym pamiętam do dziś:

Black Sabbath – „Never Say Die” (album „Never Say Die”)

Ostatni album przed odejściem Ozzy’ego był już agonią Black Sabbath. Muzycy nie mieli pomysłu i chęci, żeby go nagrywać. To słuchać, ale trzeba oddać Iommiemu, że solówka z tytułowego utworu to jedno z jego czołowych osiągnięć. Szkoda, że zabrakło pomysłu na pozostałe osiem utworów.

The Clash – „This Is England” (album „Cut the Crap”)

W połowie lat 80. The Clash wydali jeden ze swoich najsłabszych albumów. Strummer i Rhodes nie potrafili nawiązać do poprzednich osiągnięć. No, prawie, ponieważ kawałek „This Is England” naprawdę im się udał. Ale to niestety tyle, jeśli chodzi o „Cut the Crap”.

Deep Purple – „Woman From Tokyo” (album „Who Do We Think We Are”)

W 1972 roku Deep Purple wydali ostatni (aż do 1984) album w składzie „Mark II”. Zespół nie miał pomysłu na ten krążek i to niestety słychać. Starczyło kompozytorskiego geniuszu jedynie na utwór „Woman From Tokyo”. Naprawdę świetny i wspominany do dziś.

Iron Maiden – „The Clansman” (album „Virtual XI”)

Albumy Iron Maiden z Blaze’em Bayleyem nie zebrały dobrych recenzji. Szczególnie drugi, „Virtual XI”. Ale trzeba przyznać, że pojawił się tam przebłysk geniuszu, czyli kompozycja „The Clansman”. Warto wspomnieć, że zespół wykonuje ją na żywo nawet teraz, z Dickinsonem przy mikrofonie.

Metallica – „The Unnamed Feeling” (album „St. Anger”)

„St. Anger” to zdecydowanie najmniej interesujący album w doroku Metalliki. Jeśli chodzi o brzmienie i teksty. Trzeba jednak przyznać, że utwór „The Unnamed Feeling” naprawdę się Amerykanom udał. Szkoda, że kiepskie recenzje i niewielkie zainteresowanie płytą sprawiły, że nieco o nim zapomniano.

Pearl Jam – „Sirens” (album „Lightning Bolt”)

„Lightning Bolt” z 2013 roku to album co najwyżej średni. Zespół nie pokazał na nim tego, czym zachwycał w poprzednich dekadach. Mocno promowana kompozycja „Sirens” okazała się najmocniejszym punktem na całym krążku. Warto do niej raz na jakiś czas wrócić.

Queen feat. David Bowie – „Under Pressure” (album „Hot Space”)

Nagrany zupełnie przypadkowo utwór „Under Pressure” okazał się największym hitem Queen od czasów „Bohemian Rhapsody”. Dobrze, że Bowie spotkał się w studiu z Freddiem oraz spółką i nagrali tę kompozycję, ponieważ o „Hot Space” bardzo szybko byśmy zapomnieli. A tak – mamy po co do tej płyty wracać.

Radiohead – „Creep” (album „Pablo Honey”)

Debiut Radiohead nie zachwycał. Późniejsze, bardziej dojrzałe płyty zespołu, spotkały się z dużo większym zainteresowaniem. Jednak nie byłoby ich, gdyby nie kompozycja „Creep”, która była pierwszym – nazwijmy to najprościej – przebojem formacji. Więcej dobrego na „Pablo Honey” ze świecą szukać.

Van Halen – „Fire in the Hole” (album „Van Halen III”)

Jedenasty album Van Halen z 1998 roku miał być ukłonem w stronę klasycznych wydawnictw zespołu, ale niestety coś nie wyszło. Płyta zebrała kiepskie recenzje i szybko by o niej zapomniano, gdyby nie świetny kawałek zatytułowany „Fire in the Hole”.

Yes – „Owner of a Lonely Heart” (album „90125”)

W 1983 roku zespół Yes postanowił zrobić ukłon w stronę muzyki popowej. Fanom progresywnego rocka to się nie spodobało. I słusznie, bo „90125” to po prostu kiepski album. Pozostaje jednak w świadomości miłośników rocka dzięki utworowi „Owner of a Lonely Heart”, który uznawany jest za jeden z największych przebojów Yes.

Michał Grzybowski

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (1) / skomentuj / zobacz wszystkie

Zetor
08 stycznia 2022 o 19:35
Odpowiedz

Nagłówek powinien brzmieć: "10 kiepskich utworów ze świetnych albumów."

~Zetor

08.01.2022 19:35
1