Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

XXI wiek to czas moralnego upadku ludzkości?

Wolne myśli

Upadek moralny - to zjawisko, o którym słyszymy od wielu lat. Według wielu ma to być jeden z głównych wyznaczników czasów, w których obecnie żyjemy. Depczemy tradycje ukształtowane przez naszych wybitnych przodków, źle wychowujemy dzieci - zamiast dyscypliny wpajamy im egoizm, demoralizujemy młodzież pozwalając jej na zbyt wczesne poznanie seksu, szkoła niczego wartościowego już nie uczy, a potężna i zachwycająca przed wiekami kultura schodzi nieodwracalnie na psy. Ale zastanówmy się przez chwilę, czy tak jest naprawdę? Czy rzeczywiście żyjemy w najmniej moralnych czasach w zapisanej historii człowieka?

Tagi: podsumowanie , czas , społeczeństwo

Degrengolada i upadek moralności w XXI wieku? Niekoniecznie.
Czy rzeczywiście żyjemy w najgorszych moralnie czasach?

Aby spróbować odpowiedzieć na to pytanie, należy zajrzeć do naszej przeszłości. Czy naprawdę minione czasy były lepsze od obecnych pod względem moralności?

Pierwszym okresem, jaki zamierzam tu wziąć pod rozwagę, jest starożytność, która bywa dziś pokazywana i idealizowana - w kontraście do późniejszego średniowiecza - jako okres rozkwitu sztuk, nauki i cywilizacyjnego postępu. Ale czy np. starożytni Rzymianie byli bardziej moralni od nas? Oto kilka przykładów na to, jak rozumiano wtedy wysokie standardy moralne.

Postępowa starożytność

Zdecydowanie najważniejszym przymiotem Rzymianina z czasów Republiki była virtus, czyli cnota. Oznaczała ona zachowanie godne prawdziwego mężczyzny, postępowanie według reguł prawa i honoru, oraz umiejętność odróżnienia dobra od zła. Brzmi pięknie, ale co to tak naprawdę wtedy oznaczało? To, że ojciec, który miał całkowitą władzę nad swoją rodziną, mógł nawet sprzedać w niewolę własne dzieci. Tymczasowo lub na zawsze.

W ogóle pozycja ojca rodziny w starożytnym Rzymie była bardzo wysoka i szanowana. Miała też szereg niezbywalnych i świętych praw. Jednym z nich było właśnie prawo do sprzedawania swoich dzieci w niewolę. Gdy dziecko powracało z takiego czasowego niewolnictwa, ojciec mógł podjąć decyzję o tym, by je na nowo sprzedać. Prawo przewidywało, że taką - niewyobrażalną z naszego punktu widzenia - procedurę można wykonywać nawet do 3 razy...

Bardzo ciekawe "moralnie" regulacje dotyczyły także zdrady małżeńskiej. Jeśli rzymski mężczyzna przyłapał żonę z kochankiem, zgodnie z obowiązującymi zasadami powinien natychmiast zamknąć ich w domu oraz wezwać wszystkich sąsiadów, tak aby byli naocznymi świadkami tej zdrady. Gdy już cudzołóstwo zostało stwierdzone, możliwy był szybki rozwód.

Na tym jednak nie koniec - w sytuacji, gdy kochanek żony miał niższy status społeczny od zdradzonego męża, ten miał prawo go na miejscu zabić. Drakońskie, prawda? Cała obłuda systemu polegała na tym, że jeśli to sam mąż zdradzał, nic mu nie można było zrobić, bowiem zarówno w świetle prawa jak i moralności pozostawał praktycznie niewinny i nietykalny, zwłaszcza, jeśli zdradzał żonę z zawodową prostytutką. Był tylko jeden mały warunek: kobieta lekkich obyczajów musiała mieć włosy ufarbowane na rudo lub blond - czyli kolor czupryn kobiet z dzikich plemion północy. Podobnie skomplikowanych zasad w kulturach starożytnych było zresztą bardzo wiele i dotyczyły różnych sfer życia.

Słowo o Juliuszu Cezarze. Wielki wódz, zdobył dla Rzymu wiele nowych terenów i de facto ustanowił cesarstwo. Ze szkół pamiętamy, że był wybitnym władcą, ale został zamordowany 15 marca 44 p.n.e przez niechętnych mu senatorów. Mało kto wie natomiast, że był krwawy niczym Adolf Hitler i wręcz się tym wielkim okrucieństwem szczycił. Sam, w klasycznym dziele "O wojnie galijskiej" (które przetrwało zresztą do dziś) chwalił się - używając pięknego, literackiego języka, że podczas zajmowania terenów, na których dziś znajdują się Francja i Belgia, jego oddziały z zimną krwią zamordowały ponad 2 miliony Galów. Nikogo to wtedy nie szokowało, wręcz przeciwnie - budziło zachwyt i uwielbienie.

Wynikało to z całkowicie odmiennego niż dzisiejszy stosunku do ludzkiego życia i całkowicie innego pojmowania moralności. Wtedy nie szanowano tego tak, jak my to robimy dziś. O ile choćby zabicie rodziców było jedną z najcięższych zbrodni, karanej zresztą utopieniem w worku ze skóry nieczystego zwierzęcia, tak na przykład zabicie niewolnika czy kogoś spoza własnego plemienia było podobne do wyrzucenia śmieci. Nie budziło niczyjego zgorszenia ani nawet zainteresowania. Ktoś mógł najwyżej pukać się w głowę, że właściciel zabija konia pociągowego, zamiast czerpać zyski z jego ciężkiej pracy, ale o współczuciu dla ofiary nie mogło być mowy.

Generalnie zresztą, starożytne społeczeństwa były zdecydowanie brutalniejsze, niż dziś się nam wydaje. My zostaliśmy wychowani na hollywoodzkich superprodukcjach, w których skupiano się na bogactwie i przepychu u warstw rządzących, nie znamy natomiast zupełnie rozterek moralnych i sposobu myślenia, jaki charakteryzował ówczesnych zwykłych ludzi, a te zdecydowanie różniły się od współczesnych.

Noc średniowiecza?

Z kolei następna wielka epoka historyczna jaką jest Średniowiecze kojarzy się nam dziś z żelazną wręcz, przesadną - zakutą w łańcuchy i pasy cnoty - moralnością. Rządy arystokracji i kościoła w powszechnej świadomości są czasem wymuszonych często batem i mieczem, ale jednak cnót i czystości. Okazuje się, że także obłudy, gdyż przez setki lat w wielu dziedzinach stosowano podwójne standardy. Z jednej strony był to czas, w którym życie i zdrowie ludzkie miało wartość większą niż w wiekach dawniejszych, z drugiej - w pewnych sytuacjach pozwalano sobie na bardzo ekstremalne rozwiązywanie problemów.

Średniowiecze to także czas skrajności. Chrześcijaństwo odcinając się od „rozpusty” starożytności wprowadziło kult seksualnej czystości, który czasem prowadził nawet do tego, że żony wstrzymywały się od współżycia z własnymi mężami. Idealnym przykładem niech będzie tu małżeństwo św. Kingi i Bolesława Wstydliwego. Królowa tak ceniła swoje dziewictwo, że zmusiła męża do złożenia - na początku tylko na jakiś czas - ślubów czystości. Pomimo wielu lat małżeństwa, nie zostało ono nigdy skonsumowane, w efekcie upadła jedna z ważniejszych linii Piastów.

Wracając jednak do ekstremalnego rozwiązywania problemów... W czasach, gdy Europę nawiedzały zarazy, potrafiono bez skrupułów i zacięcie mordować całe społeczności - wsie a nawet miasta, jeśli tylko wierzono, że to one są one siedliskiem choroby. Nie przeszkadzały wtedy ani surowe nakazy wiary, ani wysoka moralność czy szlachetność. Liczył się tylko skutek, którym miało być zatrzymanie epidemii. Oczywiście tworzono wtedy jakieś chwilowe usprawiedliwienia, ale były one - z dzisiejszego punktu widzenia - zdecydowanie nie do przyjęcia. Dziś oczywiście jesteśmy sobie w stanie wyobrazić coś podobnego do kwarantanny, czy izolacji chorych, ale masowe zabijanie? Przy wszystkich naszych słabościach i "upadku", chyba jednak nie.

Średniowiecze to także okres niespotykanego nigdy wcześniej ani nigdy później nasilenia wszelkiego rodzaju spisków i zamachów na władzę. Niby ta pochodziła z boskiego nadania, ale nie przeszkadzało to ani szlachcie, ani klerowi spiskować przeciwko swoim władcom. Królów truto, zabijano, oszukiwano. Nakazy moralne, nawet te średniowieczne, nie hamowały bowiem silnej żądzy władzy, a ta rosła wraz z bogaceniem się społeczeństw. Była to zresztą jedna z przyczyn rozwijania się chemii, gdyż jakoś te wszystkie straszne trucizny trzeba było w końcu - najczęściej metodą prób i błędów - wynajdować.

Przykładów średniowiecznej obłudy w sprawach moralności jest oczywiście więcej. Zalicza się też do nich występujące, zwłaszcza we Francji i na obszarze dzisiejszych Włoch "prawo pierwszej nocy". Mimo tego, że w chrześcijaństwie cudzołóstwo jest jedną z najgorszych przewin, tamtejsi władcy przyznawali sobie prawo do spędzenia pierwszej nocy ze świeżo poślubionymi żonami swoich wasali, a nawet służących czy poddanych. W pewnym momencie obyczaj ten zaczęto nawet traktować jako źródło dochodów do skarbca, gdyż za odpowiednią opłatą można się było od niego wykupić!

W Polsce też mamy oczywiście wiele śladów tego, jak działała średniowieczna moralność. Choćby w przypadku znanej wszystkim postaci króla Kazimierza III, później nazwanego - i słusznie - Wielkim. Wszyscy wiemy, że "zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną", ale prawie nikt poza historykami nie słyszał, że ów wspaniały, potężny i szanowany władca miał wiele kochanek, przynajmniej 3 nieślubnych synów oraz dopuścił się… bigamii.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty