Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Problemy klasy średniej w Polsce

Wolne myśli

Gdyby zapytać przeciętnego Polaka, do jakiej klasy społecznej należy, bez wahania odpowie, że do średniej. Tymczasem gorzka prawda jest taka, że w 38-milionowej Polsce zaledwie około miliona osób tak naprawdę spełnia uznane na świecie warunki przynależności do tej grupy. Czy jest z nami jako społeczeństwem i ludźmi aż tak źle, że przez prawie 30 lat nieprzerwanego rozwoju nie potrafiliśmy stworzyć licznej warstwy ludzi samodzielnych i niezależnych?

Tagi: pieniądze , finanse , przyszłość

Klasa średnia w Polsce
Klasa średnia w Polsce

Na to pytanie zdecydowanie nie ma łatwej odpowiedzi. Ale zanim spróbuję jej udzielić, warto w ogóle zrozumieć, czym tak naprawdę w ogóle jest ta mityczna klasa średnia, do której większość z nas aspiruje.

W Polsce klasa średnia to tak naprawdę wąska elita

Wbrew pozorom przynależność do "średniaków" nie jest determinowana wyłącznie przez dochody, choć oczywiście mają one spore znaczenie, jednak jako efekt, a nie przyczyna. Polska cały czas jest dość biednym krajem na dorobku, zatem nawet zarabianie średniej krajowej w żadnym wypadku nie oznacza - wbrew potocznemu rozumieniu - bycia realną klasą średnią.

W rzeczywistości jest to ta grupa ludzi, która nakreśla ramy życia codziennego wszystkich pozostałych, chociażby poprzez tworzenie miejsc pracy we własnych (niewielkich najczęściej) firmach, zaangażowanie w różnorodne społeczne inicjatywy, udział w życiu politycznym i społecznym. Klasa średnia to ta część społeczeństwa, która po pierwsze nakreśla - swoimi potrzebami - główne trendy rynkowe i ekonomiczne, po drugie odgrywa, poprzez własną, niezależną działalność finansową (wolne zawody, biznes, kultura) kluczową rolę w gospodarce.

Najszersza definicja mówi, że tę grupę społeczną tworzą po prostu przedsiębiorcy, ludzie wolnych zawodów, specjaliści z kluczowych dziedzin, urzędnicy wysokiego szczebla, artyści, utytułowani sportowcy oraz naukowcy.

Aktywni zawodowo, aktywni społecznie

W większości krajów rozwiniętych to właśnie klasa średnia wyznacza wszelkie trendy, zarówno rynkowe jak i społeczne. To jej potrzeby decydują o tym, co jest dostarczane na rynek, to do niej kierowane są największe kampanie reklamowe, a wszystko dlatego, że to właśnie ta grupa ludzi konsumuje najwięcej, a dzięki stabilności dochodów i zgromadzonym oszczędnościom może sobie na to pozwolić.

Tymczasem w Polsce jest inaczej. Nie dość, że "klasa średnia" nie stanowi - tak jak na Zachodzie - głównej części społeczeństwa, tylko wąską (i nieliczną właściwie) elitę, to nie jest ona ani tak aktywna, ani samodzielna, jak ma to miejsce w krajach rozwiniętych. Według jednej z definicji do klasy średniej należy w naszym kraju ten, kto zarabia więcej niż 7 tys. zł brutto, takich osób w Polsce w tej chwili jest trochę ponad milion, głównie 40-50 latków. Dla porównania w Niemczech osoby o dochodach pozwalających je zaliczyć do klasy średniej to ponad 50% społeczeństwa. Ta ogromna różnica nie tylko zadziwia, ale pokazuje też rzadko dostrzeganą prawdę na temat stanu przemian społecznych, w których się dziś znajdujemy i jak wielki dystans dzieli nas jeszcze pod tym względem od krajów "starej Europy" oraz USA.

Źródło rozwoju gospodarczego

To, że polska klasa średnia jest tak nieliczna, ma wiele konsekwencji, także dla niej samej. Z jednej strony, napędza ona polski wzrost gospodarczy, który bez jej udziału - jak szacują ekonomiści - byłby znacznie niższy, z drugiej, sama nie może rozwijać się (i bogacić) tak szybko, jakbyśmy wszyscy oczekiwali. W krajach Zachodu "średniacy" stymulują potrzeby rynkowe całego społeczeństwa, u nas osoby o średnich dochodach mają tak naprawdę znacznie niższe aspiracje i możliwości, więc pozostają w cieniu. Tworzy to taki paradoks, że choć z jednej strony grupa ta ma pieniądze, ze względu na swoją nieliczność nie zdobyła aż tak silnego wpływu na rzeczywistość i trendy społeczne jak w innych, bogatszych krajach.

Konsekwencje takiego stanu są bardzo ciekawe. Istnieje na przykład zjawisko "osiadania na laurach". Bardzo niewielu przedsiębiorców, którzy osiągnęli lokalny sukces, stara się dalej rozwijać swoje przedsiębiorstwa, gdyż często nie wierzy w możliwość sukcesu, dlatego istnieje potężna dysproporcja między licznymi średnimi i małymi podmiotami, i praktycznym brakiem firm dużych. Wśród 10 największych firm w Polsce zaledwie jedna (Cinkciarz.pl) to konsorcjum w pełni prywatne. Oczywiście nie jest też tak, że przedsiębiorcy nie chcą się dalej rozwijać wyłącznie z własnej woli. Nieliczność klasy średniej, czyli tej grupy społecznej, która jako jedyna ma realne pieniądze, powoduje, że tak naprawdę bardzo niewielki jest rynek zbytu, na który mogą kierować swoje produkty i usługi. Koło się zamyka.

Średnie perspektywy wzrostu

Polska klasa średnia rozwija się bardzo wolno, a według niektórych analityków wręcz się kurczy. Przyczyn tego zjawiska jest wiele. Przede wszystkim dochody grup aspirujących do wejścia w jej szeregi rosną bardzo powoli i są coraz mniej stabilne. Młodzi, często wykształceni ludzie nie mają szans na stały przychód na odpowiednim poziomie, do tego obciążenie drogimi kredytami hipotecznymi robi swoje (a posiadanie oszczędności to wymóg konieczny, bo tylko one gwarantują stabilność). 40-50-latkowie też nie mają lepiej, gdyż rynek pracy - jeśli chodzi o wykwalifikowanych specjalistów - jest daleki od ideału i coraz bardziej wymagający. Największe koncerny nie interesują się długofalowym rozwojem kraju, toteż wolą zatrudniać młodych i niedoświadczonych, ale tańszych pracowników.

Gdyby za podstawę do ustalenia zasięgu polskiej klasy średniej przyjąć metodologię niemiecką, gdzie mediana "średnich" wynagrodzeń jest czterokrotnie wyższa niż polski próg przynależności do tej grupy, to okazałoby się, że w kraju w ogóle jej nie mamy. Natomiast jeśli za wyznacznik przyjąć posiadanie oszczędności, także okazałoby się, że w Polsce klasa średnia praktycznie nie istnieje, gdyż w jednej z definicji mówi się, że konieczne jest posiadanie odłożonych środków pozwalających przynajmniej rok funkcjonować bez dochodów w sytuacji awaryjnej, a w takim komforcie żyje obecnie mniej niż 2% obywateli Polski.

Zjawisko "nieoszczędzania" nie wynika tylko i wyłącznie z braku środków. Wśród ludzi, nawet zamożnych, nie ma po prostu nawyku gromadzenia oszczędności. Po dekadach szarzyzny i pustych półek w okresie PRL, chcemy konsumować dużo, zazwyczaj ponad stan, toteż wolimy wydawać wszystko co mamy i mieć przynajmniej złudzenie "bogactwa", niż odpowiedzialnie oszczędzać na cięższe czasy. Przyczynia się do tego także polityka informacyjna wszystkich kolejnych ekip rządzących Polską. W końcu z ekranów TV ciągle słyszymy, że w jakimś tam bliżej nie określonym czasie dogonimy "Zachód" pod względem zarobków, co sprawia iż błędnie myślimy, że na oszczędzanie czas przyjdzie później.

Startowaliśmy od zera

Przyczyn wątłości klasy średniej w Polsce trzeba szukać właściwie w początkach transformacji ustrojowej. Hiperinflacja początku lat 90. praktycznie zlikwidowała oszczędności - i tak bardzo wątłe - z czasów PRL, co spowodowało, że praktycznie wszyscy musieli zaczynać od zera (co miało zresztą swoje inne atuty). Na znaczeniu stracił też wówczas stosunkowo zamożny przed 1989 rokiem prywatny sektor drobnych usług (którego istnienie było jedyną dopuszczalną wtedy formą prywatnej przedsiębiorczości).

Oznacza to, że w odróżnieniu od krajów bogatych, w których rodziny i całe społeczności miały setki lat na gromadzenie zasobów i kształtowanie właściwych postaw, my zaczęliśmy budowę klasy średniej niecałe 30 lat temu, czyli trochę ponad jedno pokolenie. Jest to czas zdecydowanie zbyt krótki by nadrobić wiele dekad totalnego zastoju i zaniedbań.

Państwo musi wspierać ambitnych

Swoją rolę do odegrania w stymulowaniu wzrostu i rozwoju klasy średniej ma też państwo. Nie wystarczy bowiem jedynie bierna obserwacja rynku, zwłaszcza, jeśli chcielibyśmy proces wzrostu przyspieszyć. Konieczne jest takie kształtowanie postaw, przepisów i regulacji tak, by z jednej strony zapewnić stały wzrost płac, z drugiej nie nakładać na rozwijające się firmy zbyt wielkich obciążeń fiskalnych. Jest to trudne, ambitne, ale wykonalne zadanie. Musi ono zostać podjęte, gdyż wzrost liczby ludzi o średnich i wyższych dochodach to tak naprawdę jedyny realny wyznacznik bogacenia się kraju.

Bez stworzenia możliwości rozwojowych przeciętnym Polakom nigdy nie osiągniemy poziomu rozwoju krajów zachodnich. Powiększanie się klasy średniej to nie tylko zmiana statystyczna, to przede wszystkim zwiększenie szans na prowadzenie udanej działalności gospodarczej dla wszystkich operujących tu podmiotów. Zwiększenie siły nabywczej społeczeństwa to większe obroty firm, większy rynek zbytu i jeszcze szybszy rozwój.

By tak się stało należy też pokonać liczne uprzedzenia rodem z PRL, które do dziś pokutują w głowach wielu ludzi. Zwłaszcza uprzedzenia, jakie dotykają osoby bogacące się, które najczęściej są zupełnie niesprawiedliwe. Społeczeństwo jako całość dość podejrzliwie patrzy na tych, którzy starają się do czegoś dojść, tymczasem w krajach rozwiniętych wygląda to zupełnie inaczej. Tam ludzi sukcesu się podziwia, dzieciom pokazuje jako przykład, do którego powinny dążyć. My jesteśmy dopiero na początku tej drogi, ale jest to cel konieczny i nieunikniony.

Tomasz Sławiński

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook