Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Kto naprawdę był pierwszym człowiekiem w kosmosie?

Wolne myśli

Choć prawie każde dziecko na świecie sądzi, że pierwszym człowiekiem w kosmosie był Jurij Gagarin, to my dziś wcale nie możemy być tego tacy pewni. Prócz popularnych teorii spiskowych mówiących, że wszystkie programy kosmiczne to jedna wielka mistyfikacja, pojawiają się też inne doniesienia – najciekawsze są te, według których przed Gagarinem byli inni, być może nawet kilkanaście osób.

Tagi: technologie , historia , nauka

Jurij Gagarin
Jurij Gagarin mógł wcale nie być pierwszy.

Wersja oficjalna

Wersja oficjalna jest taka: o poranku 12 kwietnia 1961 rozpoczął się historyczny lot syna – jakże by inaczej - robotnika i kołchoźnicy. W niewielkim module załogowym zespolonym z potężną rakietą Wostok 8K72K (wysokość rakiety to prawie 31 metrów) jest bardzo ciasno, ale chwila jest podniosła, więc Gagarin nie narzeka.

Radziecka rakieta startuje o 6.07 i ma się wznieść na wysokość 270 km nad Ziemię (granica przestrzeni kosmicznej to 100 km nad powierzchnią globu). Następuje jednak usterka układu sterowania i pojazd Gagarina osiąga wysokość aż 327 km – co oznacza, że już na samym początku cała wyprawa stała się zagrożona, gdyż powrót z takiej wysokości był trudniejszy i bardziej nieprzewidywalny. Wszystko się jednak udało (powrót na Ziemię o 7.55), choć przy lądowaniu radziecki kosmonauta musiał się katapultować, co ZSRR na początku zresztą skrzętnie ukrywał, obawiając się, iż Międzynarodowa Federacja Lotnicza nie uzna przez to historycznego „rekordu”.

Rakieta Wostok
Rakieta Wostok

Sami Rosjanie byli bardzo pewni swego. Radio Moskwa informację o locie podało już w niecałą godzinę po starcie, o 7 rano, a potem na bieżąco – co nie było wówczas normalną praktyką radzieckich mediów – uzupełniano informacje. Po latach spowodowało to zresztą pojawienie się teorii spiskowych, według których prawdziwa data startu Gagarina była wcześniejsza, a to, co ujawniono opinii publicznej, było jedynie rekonstrukcją na potrzeby propagandowe.

Sam Gagarin – młody, zawsze uśmiechnięty, doskonale się prezentujący mężczyzna zdobył gigantyczną popularność i już wkrótce odbył światowe tourne, odwiedził nawet USA, gdzie także był przyjmowany z honorami i aplauzem tłumów. Związek Radziecki zajął upragnione 1 miejsce w światowym wyścigu kosmicznym.

A co wydarzyło się naprawdę?

Dziś możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa postawić tezę, że Gagarin jako pierwszy wrócił z kosmosu (choć to też nie jest pewne), ale raczej na pewno nie był pierwszym człowiekiem w przestrzeni kosmicznej. Jedną z najbardziej rozpowszechnionych historii jest ta, która mówi, że pierwszym „udanym” kosmonautą był Władimir Iljuszyn, pilot i syn znanego radzieckiego konstruktora samolotów. Jego lot miał się odbyć kilka dni przed misją Gagarina, 7 kwietnia 1961, jednak podczas lądowania doszło do poważnej awarii i w efekcie rozbicia lądownika, który rzekomo spadł na terytorium Chin. Sam Iljuszyn przeżył, ale miał zostać bardzo ciężko ranny i zatrzymany przez Chińczyków. W efekcie władze ZSRR, nie chcąc się przyznać do częściowej porażki i przy okazji zaogniać i tak złych ówcześnie stosunków z Państwem Środka, postanowiły sprawę zatuszować. Oficjalnie podano tylko, że Iljuszyn miał ciężki wypadek samochodowy, ze skutków którego przez 2 lata wychodził… w Chinach.

Iljuszyn też nie był pierwszy

Współcześni historycy sądzą, że przed Iljuszynem ZSRR mógł wysłać w kosmos jeszcze 11 innych kosmonautów, jednak nie ma o nich wzmianek w oficjalnych publikacjach, gdyż ich misje zakończyły się katastrofami, a uczestniczący w nich ludzie po prostu zginęli. Ówczesna polityka propagandowa Związku Radzieckiego była taka, że ustrój komunistyczny jest idealny pod każdym względem, także w dziedzinie konstrukcji kosmicznych, dlatego żadne awarie nie są możliwe. W tej sytuacji przyznawanie się na arenie międzynarodowej do jakiejkolwiek porażki nie wchodziło w grę, nawet jeśli ludzie, którzy byli na pokładach straconych misji, rzeczywiście znaleźli się w kosmosie. Blokada informacyjna nie była jednak szczelna, bowiem informacje o katastrofach pojawiały się w zachodniej prasie na długo przed lotem Gagarina. Tylko w 1960 miało dojść do dwóch dużych katastrof z udziałem ludzi, o których pisała amerykańska prasa.

Kobieta w kosmosie

Bardzo dużą rolę w szerzeniu informacji o „ukrytym” radzieckim programie kosmicznym odegrało włoskie rodzeństwo, bracia Achilles i Giano Judica-Cordiglia, którzy jako radiowcy amatorzy mieli znaleźć częstotliwość radiową, na której korespondowała z kosmonautami radziecka kontrola lotów i przez kilka lat podsłuchiwać, co dzieje się „w kosmosie”. Obydwaj bracia szybko zdobyli popularność i mocno tę sławę eksploatowali tworząc nawet coś w rodzaju „centrum kosmicznego” w opuszczonym bunkrze pod Turynem, gdzie chętnie wpuszczali prasę. 19 maja 1961 roku mieli się nawet natknąć na rozmowę radzieckiej wieży z kobietą-kosmonautką, która według ich relacji miała bardzo dramatyczny przebieg i zakończyła się śmiercią pilotki w momencie, gdy jej statek spłonął w atmosferze.

Bracia Achilles i Giano Judica-Cordiglia
Bracia Achilles i Giano Judica-Cordiglia

Po latach pojawiło się jednak sporo analiz kwestionujących prawdziwość odkryć włoskiego rodzeństwa. Główny zarzut dotyczył sprzętu, na jakim pracowali, a który w dużej mierze pochodził jeszcze z czasów II wojny światowej, co według ekspertów miało wykluczać jego zdolność do nasłuchu kosmicznej korespondencji. Eksperci poddali też w wątpliwość słownictwo, jakiego używali rzekomo podsłuchani i nagrani kosmonauci – jako mało profesjonalne i zawierające błędy językowe. Sami bracia twierdzili, że w końcu przerwali nasłuch, gdyż zaczęła się nimi interesować CIA i KGB.

Relacja Rudenki

Inna relacja pochodzi natomiast od rzekomego byłego inżyniera pracującego przy radzieckim programie kosmicznym – Michaiła Rudenki, który już po upadku ZSRR twierdził, że przed Gagarinem w kosmos wysłano co najmniej 3 ludzi. Podawał on nawet ich nazwiska – mieli to być Aleksiej Ledowski (lot w już w 1957), Serentyj Shiborin i Andriej Mitkow, ale tu o szczegółach misji niewiele wiadomo poza tym, że zakończyły się one katastrofami i śmiercią uczestników.

Tajemnicze eksperymenty III Rzeszy

Okazuje się, że nawet kosmonauci z „ukrytego” radzieckiego programu kosmicznego nie musieli być pierwszymi, którzy osiągnęli stratosferę. Po II wojnie światowej natrafiono bowiem na dokumenty kierowane do szefa SS Heinricha Himmlera, w których relacjonowane są mu postępy zbrodniczych eksperymentów dokonywanych na więźniach obozu koncentracyjnego Dachau. „Badania” te miały dotyczyć wytrzymałości ludzkiego organizmu na loty kosmiczne, a wytypowano do nich aż 200 więźniów obozu.

W odnalezionych papierach znajduje się między innymi raport, iż "krzepnięcie krwi nie występuje jeszcze na wysokości 21 kilometrów”, oraz że „w samolocie zaopatrzonym w kabinę ciśnieniową nie istnieje teoretycznie dla człowieka żadna granica w osiąganiu dowolnej wysokości wzniesień". Oznacza to, że Niemcy wystrzeliwali samoloty z ludźmi na pokładzie na przynajmniej taką wysokość i choć dziś nie znamy nazwisk ofiar ich eksperymentów, zasługują oni na miano pierwszych astronautów.

Wyniki „badań” prowadzonych przez SS wykorzystywał w swoich pracach niemiecki lekarz, prekursor astromedycyny prof. Hubertus Strughold. Były one na tyle ciekawe, że zainteresowały wywiad amerykański, a sam profesor został wywieziony do USA już w 1947 roku. Najpierw zatrudniono go tam w Ośrodku Medycznym US Airforce, a potem przeniesiono do NASA, gdzie przez lata brał udział w tamtejszym programie kosmicznym – między innymi przygotowywał astronautów do lotów księżycowych w programie Apollo. Sukcesy przyniosły mu sławę i miano „ojca medycyny kosmicznej”, a amerykańskie władze dbały o to, by nazistowska przeszłość i źródła wiedzy naukowca nie ujrzały światła dziennego.

prof. Strughold (pierwszy z lewej)
prof. Strughold (pierwszy z lewej)

Zmianę przyniósł dopiero opublikowany w 1996 roku film pokazujący, skąd „inspirację” brał profesor, który zresztą sam twierdził, że nigdy nie był w Dachau. Mimo to w 2006 roku jego nazwisko zostało usunięte z Międzynarodowej Komnaty Chwały Zdobywców Kosmosu w Muzeum Historii Kosmosu w Alamagordo, w Nowym Meksyku. Nie tylko zresztą Amerykanie korzystali z doświadczeń nazistów, którzy swoje zbrodnicze eksperymenty prowadzili bez żadnych oporów moralnych. Podobną praktykę stosowali też Rosjanie, którzy masowo wywozili do ZSRR naukowców z opanowanej przez siebie podczas wojny części Niemiec.

Czekamy na odtajnienie archiwów

Choć dziś i tak wiemy na temat początków lotów kosmicznych znacznie więcej niż jeszcze kilkanaście lat temu, wiele spraw do teraz pozostaje mocno skrywaną przez rządy tajemnicą. Oprócz tego, kto był pierwszy w kosmosie, jest jeszcze szereg dyskutowanych i czekających na wyjaśnienie tematów – chociażby bardzo silna, zwłaszcza w USA, teoria spiskowa, według której po przerwaniu oficjalnego programu Apollo w 1972 (i wielu odbytych lotach, z czego 6 zakończyło się lądowaniem na Księżycu) nastąpiły jeszcze 3 „tajne” lądowania na Srebrnym Globie, w czasie których miano wykonywać tajemnicze eksperymenty, a nawet – jak przez lata twierdził uczestnik legendarnej, pierwszej udanej misji na Księżyc, Buzz Aldrin – doszło tam do kontaktu z „obcymi”.

Niezależnie od tego jak było i czy rzeczywiście teorie spiskowe mają pokrycie w faktach, wielu rzeczy ciągle nie wiemy. Zmieni się to dopiero gdy rządy – zarówno amerykański jak i rosyjski odtajnią swoje archiwa, na co się jednak w najbliższej przyszłości nie zanosi.

Pomnik Gagarina w Moskwie
Pomnik Gagarina w Moskwie

Tomasz Sławiński

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
?>