Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Kryzys przyszłości. W jakim świecie będą żyły nasze dzieci?

Wolne myśli

Brytyjski historyk i archeolog Ian Morris od lat przekonuje, że XXI wiek będzie czasem największej rewolucji społeczno-technologicznej w całej historii ludzkości. To, o czym wiemy z kart historii oraz własnych obserwacji, jest według tego uczonego niczym w porównaniu ze zmianami i wyzwaniami, jakie nas czekają w kolejnych dekadach. Szybkość przemian będzie tak wielka, że wielu z nas po prostu nie będzie w stanie przystosować się do nowych realiów. Świat, jaki znamy obecnie, z jego geopolityką, podziałami społecznymi, zasadami moralnymi i poglądami zwyczajnie odejdzie do przeszłości. Jego miejsce zajmie coś nowego, coś o kształcie, jakiego dziś nie potrafimy sobie nawet wyobrazić.

Tagi: biznes , przyszłość dziecka , roboty , zmiany

świat za 50 lat
Jak będzie wyglądał świat za 20 lat?

Przeszłość

Spróbujmy wrócić pamięcią do lat 80., kiedy w Polsce panował marazm ostatniej dekady PRL: puste półki i kolejki w sklepach, powszechna szarzyzna, rzucający się w oczy brak perspektyw i społeczna apatia. Wszystko wydawało się zabetonowane i właściwie nic nie wskazywało na to, że za kilka lat sytuacja społeczno-polityczna zmieni się i to aż tak bardzo.

A jednak... Wracam do tego okresu nieprzypadkowo, gdyż u progu podobnej zmiany, tylko prawdopodobnie na znacznie większą skalę, znajdujemy się obecnie. Niby jesteśmy świadomi, że wszystko się zmienia, ale nie wiemy, kiedy dokładnie, jak i czy w ogóle skutki tych fundamentalnych przemian, o których ciągle mówią media, dotkną akurat nas. Nikt też tak naprawdę chyba nie wie, czy będą to "zmiany na lepsze".

O ile pod koniec lat 80. mogliśmy chociaż marzyć, że brzydotę realnego socjalizmu zastąpi kolorowy świat Zachodu, oglądany w amerykańskich filmach lub na popularnych wtedy na saksach, tak teraz o przyszłości, która nas czeka, nie wiemy praktycznie nic, abo bardzo niewiele.

Wracając do przywoływanego we wstępie Iana Morrisa i jego fundamentalnej pracy „Dlaczego Zachód rządzi – na razie”, zastanówmy się przez chwilę nad tym, w jakim faktycznie świecie dotychczas żyliśmy.

Chociaż wiele się w ostatnich latach mówi o zaletach wielokulturowości, to jednak podstawą naszego myślenia, nawet jeśli uważamy się za kosmopolitów, jest ukształtowany dawno temu i tylko na Zachodzie etos wolności, własności i samostanowienia. Cywilizacja zachodnia jest nim po prostu do szpiku przesiąknięta i to, jak dziś postrzegamy siebie oraz resztę globu, z niego właśnie wynika.

Nieważne, czy jesteśmy ateistami zakochanymi w osiągnięciach oświecenia, czy gorliwymi wyznawcami jednej z wielkich religii, łączą nas cechy i sposób myślenia charakterystyczny dla tego właśnie regionu na mapie świata.

Dodatkowo, tak się - z wielu powodów - złożyło, że od czasów boomu przemysłowego obszar ten górował nad pozostałymi pod względem rozwoju społecznego, cywilizacyjnego i ekonomicznego, a w pewnym momencie nawet przez bezwzględną eksploatację kolonii "rządził resztą globu".

Większość z nas wyrastała zatem w atmosferze i przekonaniu, że żyje w najzamożniejszej i najpotężniejszej części Ziemi. Od XVII wieku każde kolejne pokolenie Europejczyków żyło w coraz większym dostatku i na coraz wyższym poziomie.

My, tu w Polsce, chociaż przez 4 i pół dekady za żelazną kurtyną, nigdy nie przestaliśmy się czuć częścią tak rozumianego Zachodu, dlatego po przełomie 1989 roku niemal wszystkim wydawało się, że stały dobrobyt oraz nieustanny rozwój staną się nieodłączną częścią także i naszego życia.

Teraźniejszość

Tymczasem rzeczywistość zdaje się zmierzać w zupełnie innym kierunku. Świat zachodni się bezpowrotnie zmienił i nie jest już taki, jak w naszych wyobrażeniach. Dominujące od rewolucji przemysłowej Europa i USA wyraźnie utraciły dynamikę rozwojową, a pierwsze skrzypce w światowej gospodarce zaczynają odgrywać potęgi azjatyckie. Najpierw Japonia, a dziś rosnące bardzo szybko Chiny, które - jak nikt inny wcześniej - wykorzystały szansę, jaką dała im rewolucja technologiczno-przemysłowa XX wieku.

Gospodarka Chin, według PKB liczonego metodą parytetu siły nabywczej, już dziś jest większa od gospodarki amerykańskiej, a ze względu na różnice potencjałów ludnościowych ta przewaga będzie się jeszcze zwiększać.

O ile jednak Japonia i pomniejsze azjatyckie tygrysy jeszcze w latach 50. czy 60. intensywnie asymilowały zachodnią kulturę, tak Państwo Środka od początku się przed tym broni i na żadnym etapie nie miało takiego zamiaru. Bardzo chętnie przyswajane są tam zachodnie licencje technologiczne, natomiast nie ma tam nadal miejsca na nasze rozumienie wolności i poszanowanie praw jednostki.

Jak to się ma do naszej przyszłości? Rozwija się tu potężna korelacja:

Po pierwsze, minione 30 lat pokazało, że azjatycki model rozwoju, który de facto odrzuca znany nam indywidualizm, może dawać znacznie lepsze efekty makroekonomiczne niż tutejsze, oparte na poszanowaniu jednostki "welfare state". Chiny, mimo braku demokracji i wolności obywatelskich rozwijały się znacznie szybciej niż my i nawet dziś, kiedy ów rozwój zwolnił do poziomu niższego niż rekordowy, to jednak nadal wyprzedzają nas i cały nasz region pod tym względem.

Kiedyś zachodnim analitykom i politologom wydawało się, że bogacenie się społeczeństw jest wstępem do rozwoju zachowań i tradycji prodemokratycznych, dziś już wiadomo (zresztą na przykładach płynących z samego Zachodu), że tak wcale być nie musi.

Po drugie, i z naszego punktu widzenia znacznie ważniejsze, odejście od fundamentalnej zasady poszanowania wolności i demokracji - a Zachód, chcąc dorównać rosnącym potęgom azjatyckim będzie musiał podjąć ich wyzwanie, choć teraz nie wiadomo jeszcze w jakiej formie - na dłuższą metę może się okazać zgubne dla naszego obecnego stylu życia. Zagrożenie tym, iż pokusa szybszego wzrostu gospodarczego w zamian za rezygnację z przynajmniej części swobód i nabytych wcześniej praw obywatelskich okaże się dla wielu państw i rządów silna, wydaje mi się niezwykle niepokojące.

Już dziś, kiedy prawdziwa rewolucja technologiczna XXI wieku jeszcze się nie na dobre nawet nie rozpoczęła, na całym Zachodzie pojawiły się zjawiska społeczne dotychczas tu szerzej nieznane, choćby takie jak prekariat (klasa społeczna o niestabilnej formie zatrudnienia) czy powiększające się obszary wykluczenia oraz biedy.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty