Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Bohaterowie II Wojny Światowej, o których mało się mówi

Wolne myśli

Gdy słyszymy o wojnie obronnej 1939 r., od razu nasuwają się na myśl wielcy bohaterowie z Westerplatte, którzy przez kilka dni odpierali przeważające siły niemieckie, obrońcy Warszawy, Lwowa, uczestnicy wielkich bitew – nad Bzurą, pod Tomaszowem Lubelskim. Tymczasem w polskim wojsku bohaterstwa i heroizmu było znacznie więcej, często w wykonaniu ludzi nieznanych dziś z nazwiska większości z nas. Warto sobie przypomnieć losy tych nieco zapomnianych choć wielkich i brawurowych bojowników.

Tagi: historia , bohater , wojna

torpedowiec ORP Mazur
ORP Mazur (ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego)

1. Stanisław Skalski

Stanisław Skalski

Pilot polskiego myśliwca P-11c. W momencie agresji Niemiec na Polskę był dowódcą klucza 142 eskadry myśliwskiej III Dywizjonu Myśliwskiego 4 Pułku Lotniczego z Torunia. Choć w powszechnej świadomości lotnictwo polskie nie odegrało większej roli w czasie kampanii wrześniowej, Skalski to najlepszy dowód na to, że było zupełnie inaczej. Już w początkowych godzinach wojny zestrzelił (wraz z innym pilotem Marianem Pisarkiem) swój pierwszy niemiecki samolot (Henschela Hs-126). To, co się stało później, pokazuje prawdziwą rycerskość tego człowieka ¬¬– po zestrzeleniu niemieckiej maszyny wylądował obok niej, opatrzył 2 rannych członków załogi i uchronił ich przed linczem, który chciała im zgotować miejscowa ludność.

Szybko jednak wrócił za stery swojej maszyny i już 2 września odniósł kolejny, olśniewający wręcz sukces – sam i to podczas jednego lotu zestrzelił aż 2 niemieckie bombowce Dornier Do-17. W kolejne dni wraz z zespołem zestrzelił jeszcze 2 kolejne Henschele Hs-126, bombowiec Dornier Do-17 oraz Junkers Ju-87 Stuka. Skalski stał się pierwszym polskim i alianckim asem II Wojny Światowej.

Po kampanii w Polsce przez Rumunię dotarł do Wielkiej Brytanii, gdzie z wielkimi sukcesami latał dalej. Już pierwszego dnia służby w 501 dywizjonie myśliwskim Royal Air Force zestrzelił swój pierwszy niemiecki samolot – bombowiec He 111, w kolejne dni odniósł jeszcze kilka podobnych podniebnych zwycięstw, co sprawiło, że bardzo szybko stał się żywą legendą lotnictwa.

Po wojnie Anglicy proponowali mu nawet obywatelstwo i możliwość uczenia młodych pilotów, jednak Skalski postanowił wrócić do Polski. Gdy przybył do kraju, został początkowo życzliwie przyjęty przez władze, które powierzyły mu nawet stanowisko inspektora do spraw techniki pilotażu w Wojsku Polskim. Rok po przybyciu do Polski Ludowej Skalski został jednak aresztowany pod całkowicie fałszywym zarzutem szpiegostwa na rzecz "imperialistów", w czasie śledztwa brutalnie torturowany, w 1950 r., po groteskowym procesie skazano Skalskiego na karę śmierci, wyrok jednak na wniosek matki ułaskawiającą decyzją Bolesława Bieruta zamieniono na dożywocie. Niekwestionowany bohater lotnictwa wyszedł z więzienia dopiero na fali gomułkowskiej "odwilży" po 1956 roku.

2. Jacenty Dehnel

Syn legionisty i posła na sejm II RP Mariana Dehnela. Zastępca dowódcy okrętu szkolnego ORP "Mazur". W momencie ataku wojsk niemieckich na Polskę okręt ten stał w porcie wojennym na Oksywiu. Już w pierwszych godzinach kampanii lotnictwo niemieckie przypuściło atak na cały port, zadając siłom polskim znaczne straty. Jedna z bomb uderzyła w molo tuż przy burcie zacumowanego "Mazura", co wywołało panikę wśród sporej części załogi, która w efekcie uciekła z okrętu. I wtedy właśnie Dehnel wykazał się prawdziwym bohaterstwem – niezrażony obrotem spraw sam rzucił się do 40-milimetrowego przeciwlotniczego działka Vickers na burcie okrętu i zaczął strzelać do niemieckich bombowców. W międzyczasie ORP "Mazur", trafiony odłamkami z wybuchających bomb zaczął tonąć, fakt ten jednak w ogóle nie zachwiał Dehnelem, który jeszcze stojąc w wodzie po kolana dalej ostrzeliwał samoloty nieprzyjaciela. Ogień z działka ustał dopiero wtedy, gdy już fizycznie, z powodu wdzierającej się wody nie było możliwe strzelanie, a sam podporucznik Dehnel zszedł z pokładu jako ostatni.

Jacenty Dehnel przeżył wojnę, po zatonięciu "Mazura" zasilił szeregi obrońców półwyspu helskiego z którymi wytrwał aż do 2 października 1939 r., czyli do dnia kapitulacji tamtejszych sił. Jego heroizm dostrzeżono jeszcze podczas wojny – został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari, a także i po wojnie, kiedy otrzymał kolejne najwyższe odznaczenie Wojska Polskiego.

Po wojnie Dehnel nadal służył w marynarce. Był zastępcą dowódcy okrętu podwodnego „Sęp”, przez pewien czas wykładał w Oficerskiej Szkole Marynarki Wojennej, później był dowódcą dywizjonu i flotylli trałowców, następnie przeszedł do pracy w sztabie. Służbę w marynarce wojennej zakończył w stopniu komandora porucznika.

3. Stefan Karaszewski

Stefan Karaszewski

Urodzony w Harbinie (w Chinach) Polak, którego rodzina po I wojnie zdecydowała się wrócić do kraju, w 1939 r. żołnierz 85 Pułku Strzelców Wileńskich. W kampanii wrześniowej jego jednostka została włączona do Armii "Prusy", czyli odwodu naczelnego wodza. Zadaniem tych oddziałów było powstrzymanie niemieckiego natarcia na Warszawę, które już w pierwszych dniach września przebiło sobie drogę ku stolicy na styku armii "Łódź" i "Kraków". Gdy sytuacja stała się beznadziejna, dowództwo zarządziło odwrót.

5 września we wsi Kosów, ok. 10 km na północ od Piotrkowa Trybunalskiego, pułk plutonowego Karaszewskiego znalazł się w obrębie ciężkich walk. Sam Karaszewski, choć ranny, postanowił pozostać na stanowisku, by umożliwić osłonę ewakuacji swojego oddziału. Gdy Niemcy podeszli w pobliże miejsca, gdzie się okopał, ten samotnie dawał im odpór przez kilka godzin – zadając bardzo dotkliwe straty.

Kolumna niemieckich pojazdów pancernych nadjechała w pobliże pozycji Karaszewskiego ok. 14.30 z kierunku szosy Piotrków-Łódź i liczyła ok. 60 czołgów. Niemcy wjechali na teren wsi bardzo pewnie, nie spodziewając się tam żadnego oporu. Gdy pierwsze maszyny wroga wpadły na wcześniej przygotowane pole minowe, Stefan natychmiast je zaatakował. Choć dziś brzmi to prawie jak fantastyka, hitlerowcy w tej krańcowo nierównej walce stracili aż kilkanaście (w tym 6 przy samej pozycji plutonowego) czołgów. Heroiczny bój trwał ok. 2 godzin, zginęło w nim 11 Niemców. Gdy Karaszewski został okrążony, odbezpieczył granat i wysadził się, nie chcąc trafić do niewoli.

4. Mikołaj Bołtuć

Mikołaj Bołtuć

Generał brygady, dowódca Grupy Operacyjnej "Wschód" przy Armii "Pomorze". Już od pierwszych dni września wykazywał się znakomitymi umiejętnościami organizacyjno-dowódczymi. Odpierał ataki przeważających sił niemieckich, wkroczył nawet na krótko do Prus Wschodnich. Wykazywał się odwagą i bohaterstwem praktycznie wszędzie, gdzie się znalazł. Gdy zagrożona rozbiciem po przegranej bitwie w Borach Tucholskich Armia "Pomorze" zaczęła się wycofywać w kierunku południowo-wschodnim, Bołtuć, w odróżnieniu od dowódcy armii, gen. Bortnowskiego, zachował zimną krew i nie uległ atmosferze klęski. Jego oddziały odegrały ważną rolę w bitwie nad Bzurą, gdzie brały udział w natarciach na Łowicz.

Po zakończeniu największej bitwy wojny obronnej Polski oddziały Bołtucia zaczęły się wycofywać w kierunku wschodnim. Początkowo chciał dołączyć do załogi twierdzy Modlin, ale gdy ta zaoferowała – z powodu przeludnienia – przyjęcie jedynie oficerów, zdecydował o samodzielnym przebiciu się do odpierającej niemieckie ataki Warszawy.

Na czele improwizowanej grupy wojska, liczącej ok. 5 tys. żołnierzy, najpierw uczestniczył w ostrych walkach obronnych, a od 17 września – odwrotowych w kierunku stolicy. 22 września podczas próby przedostania się do Warszawy z terenu Puszczy Kampinoskiej wywiązała się krwawa bitwa pod Łomiankami. Natarcie polskie załamało się głównie z powodu braku amunicji, a sam gen. Mikołaj Bołtuć zginął od ognia niemieckich snajperów, osobiście prowadząc żołnierzy do ataku na bagnety.

5. Władysław Raginis

Władysław Raginis

To, czego dokonał kapitan Raginis, do dziś brzmi nierealnie. Jego "zadaniem bojowym" było utrzymanie wraz ze słabo uzbrojonym oddziałem złożonym z kilkuset ludzi 9-kilometrowego odcinka schronów i umocnień obrony pod Wizną, do czasu nadejścia odsieczy złożonej z sił Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Narew", dowodzonej przez gen. Czesława Młot-Fijałkowskiego. Prawie mu się to udało (wojska te dotarły na miejsce dzień po upadku Wizny).

W rejonie zaplanowanym do obrony część bunkrów w ogóle nie była uzbrojona. Niektóre schrony nie posiadały kopuł strzelniczych ani wentylacji. Gdy bitwa rozgorzała, okazało się jednak, że Niemcy, by przejść przez pozycje Polaków, muszą zdobywać schron po schronie, stanowisko ogniowe po stanowisku, a i tak nie mogą być pewni zwycięstwa.

Z kilkuset polskich obrońców Wizny dowodzonych przez Raginisa większość zginęła na polu bitwy. Zaledwie około czterdziestu żołnierzy dostało się do niewoli. Grupka, która zdołała wyrwać się z okrążenia, podjęła próbę przebicia się do innych walczących polskich jednostek.

Warto mieć świadomość rozmiarów dysproporcji sił. Trzydniowe, zaciekłe walki pod Wizną opóźniły marsz całego niemieckiego korpusu pancernego dowodzonego przez samego gen. Heinza Guderiana (autora koncepcji blitzkriegu), złożonego z 4 dużych jednostek (3 dywizji i 1 brygady) z ok. 42 tys. żołnierzy, 350 czołgów, 657 moździerzy i dział, floty powietrznej Luftwaffe.

Na koniec Raginis (w południe 10 września), ciężko już ranny polecił ostatnim będącym jeszcze przy życiu obrońcom złożyć broń lub przebijać się za pozycje wroga. Sam zdecydował odebrać sobie życie.

Chwała Bohaterom!

Tomasz Sławiński

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (1) / skomentuj / zobacz wszystkie

obserwator
17 października 2019 o 19:39
Odpowiedz

A Hubal ?

~obserwator

17.10.2019 19:39
1

Gorące tematy

facebook