Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Długa droga do 11 listopada. Dlaczego akurat tego dnia obchodzimy święto niepodległości?

Wolne myśli
|
08.11.2021

Choć dziś dla niemal wszystkich jest w zasadzie jasne, że Polska odzyskała niepodległość 11 listopada 1918 roku, a ten dzień jest najważniejszym świętem w kalendarzu uroczystości państwowych, to warto mieć świadomość, iż był to w rzeczywistości proces trwający kilka lat i obfitujący w zmienne, czasem zaskakujące i przez nikogo nieprzewidywane wydarzenia. Sam wybór daty był poprzedzony wieloletnimi dyskusjami polityków i historyków, w których zresztą wcale dzień kojarzony dziś przez nas z wolną Polską nie dominował. Jak to zatem w rzeczywistości było?

Tagi: historia

Józef Piłsudski wraz z rządem Jędrzeja Moraczewskiego 1918
Józef Piłsudski wraz z rządem Jędrzeja Moraczewskiego w 1918. Zdj. Wikimedia

Proces odzyskiwania niepodległości przez Polskę, wbrew znanemu nam wszystkim i hucznie obchodzonemu dniu, był ciągiem wypełnionych komplikacjami wydarzeń, mających miejsce na przestrzeni co najmniej kilku lat. Czy z szeregu faktów, które doprowadziły do powrotu Polski na mapę Europy można bowiem wykluczyć narodowe, chociaż zakończone klęskami, powstania: listopadowe i styczniowe? Oczywiście nie, gdyż choć w ich efekcie nie odzyskaliśmy suwerennego bytu państwowego, to przetrwał polski duch, który pozwolił później wykiełkować narodowym i wolnościowym ideom.

Taka konstatacja dotyczy zwłaszcza powstania styczniowego, po którym elity narodowe uświadomiły sobie, że muszą wiele trudu i pracy włożyć w przekonanie mas do samej idei niepodległej państwowości – to dekady takiego wysiłku „pracy u podstaw” sprawiły, że gdy nadszedł czas, byli ludzie chętni do podjęcia nawet najbardziej ryzykownych działań właśnie w imię odzyskania suwerenności. Takich wydarzeń i ich późniejszych następstw było zresztą o wiele więcej.

Ale wracając do rzeczy – kiedy w ogóle zaczęły się zinstytucjonalizowane próby działania na rzecz odzyskania niepodległości? Okazuje się, że zrobili to sami zaborcy…

Akt 5 listopada

W historii jest wiele dat zapomnianych, a niezwykle ważnych. Jedną z nich jest właśnie dzień 5 listopada 1916. Dziś nikomu nie kojarzy się z odzyskaniem niepodległości, ale zapoczątkowane wówczas procesy miały ogromny wkład w to, co się w ciągu następnych kilku lat wydarzyło. To właśnie w tym dniu władze Cesarstwa Niemieckiego i Austro-Węgier wydały akt gwarantujący powstanie (w niesprecyzowanych jeszcze granicach) „samodzielnego” Królestwa Polskiego.

Oczywiście działanie zaborców nie wynikało z troski o Polaków – miało charakter czysto propagandowy, a celem było po prostu pozyskanie rekruta (i stworzenie do tego prawnych ram) z okupowanego przez państwa centralne Królestwa Kongresowego. Na mocy tego aktu powołano na przykład formację militarną o nazwie Polskiej Siły Zbrojnej, czyli  Polnische Wehrmacht, „tymczasowo” włączonej w struktury armii niemieckiej.

Akt 5 listopada

Plakat z odezwą niemieckich władz okupacyjnych zawierający treść proklamacji Aktu. Zdj. Wikimedia

Polacy oczywiście zdawali sobie sprawę z charakteru tych działań i niezbyt licznie zgłaszali się na front, jednak deklaracja Niemców i Austriaków pozwoliła stworzyć instytucje będące namiastką polskiej administracji – pierwszą z nich była Tymczasowa Rada Stanu w Królestwie Polskim, której inauguracja odbyła się 14 stycznia 1917 na Zamku Królewskim w Warszawie. Miał to być organ doradczy przy niemieckich i austriackich władzach okupacyjnych, a jej przewodniczącym był  Marszałek Koronny, którym został Wacław Niemojowski.

Ciało to od samego początku wzbudzało liczne kontrowersje – część środowisk narodowych uważała udział w nim za kolaborację z wrogiem. Roman Dmowski nazwał to nawet „piorunem z jasnego nieba” mającym uderzyć w nieprzygotowane do odpowiedniej reakcji państwa Ententy, jednak finalnie doprowadziło to do aktywizacji działaczy politycznych w kraju i uruchomienia wpływów ważnych osobistości polonijnych, chociażby Henryka Sienkiewicza czy Ignacego Jana Paderewskiego, których głos wzywający do uznania praw Polaków do własnego państwa stawał się przez to bardziej słyszalny.

Akt 5 listopada
Karykatura pokazująca, co Polacy myślą o Akcie 5 listopada. Zdj. Wikimedia

Rada Regencyjna

Jeszcze tego samego roku (27 października) na obszarze pod okupacją niemiecką i austro-węgierską powołano Radę Regencyjną (mającą zastępować monarchę do czasu jego wyboru po wojnie), która TRSKP zastąpiła. Działalność Rady była bardzo szeroka, powołała ona chociażby pierwszy od czasów powstań polski rząd z Janem Kucharzewskim na czele, i to ona – 7 października 1918 roku ogłosiła jednostronnie powstanie niepodległego państwa polskiego.

Rada Regencyjna
Rada Regencyjna ogłasza niepodległość Polski. Fot. Wikimedia

Spuścizna Rady Regencyjnej jest ogromna, choć jest to dziś ciało niemal zupełnie zapomniane. To ona, prócz formalnego ogłoszenia niepodległości zapoczątkowała wydawanie Dziennika Ustaw oraz Monitora Polskiego, w których są publikowane ustawy i rozporządzenia do czasów współczesnych, stworzyła podwaliny prawa i samorządu terytorialnego, rozpoczęła budowę polskiej dyplomacji, ustanawiając nasze pierwsze przedstawicielstwa za granicą, wprowadziła do przestrzeni publicznej narodowe godło i flagę, a nawet zapoczątkowała tworzenie służb statystycznych, już 13 lipca 1918 powołując GUS.

Rada Regencyjna
Pieczęć Rady Regencyjnej. Fot. Wikimedia

Reakcja carskiej Rosji i Aliantów

Znaczenie Aktu 5 listopada jest jednak jeszcze większe niż samo stworzenie instytucji będących podwalinami administracji późniejszej II Rzeczpospolitej, bowiem, o ile była to arbitralna decyzja Niemiec i Austrii, to zmusiła do podobnej reakcji carską Rosję. Ta już 15 listopada 1916 roku ogłosiła „uroczyste przyrzeczenie”, że po zwycięskiej wojnie odbudowana zostanie Polska złożona ze swoich wszystkich etnicznych ziem, także tych z zaboru pruskiego i austriackiego, która, jak to określono „po zakończeniu wojny będzie miała prawo z całą swobodą samodzielnie urządzić swoje życie narodowe, kulturalne i gospodarcze”, oczywiście pod berłem cara. W podobnym tonie pisał sam car Mikołaj II, który w rozkazie do żołnierzy z 25 grudnia 1916, w którym uznawał za konieczne powstanie Polski „złożonej z wszystkich trzech części, dotąd rozdzielonych, z własnymi izbami ustawodawczymi i wojskiem”.

Od tego momentu, przynajmniej na poziomie deklaracji międzynarodowych, stało się jasne, że Polska w jakiejś formie odrodzi się – był to klucz i jednocześnie preludium do dalszych wydarzeń. Proklamacje płynące z Rosji poparły Anglia i Francja, później także Stany Zjednoczone. Parlament Włoch już w grudniu 1916 wyraził poparcie dla polskiej niepodległości.

Lawina ruszyła i choć w 1917 roku, gdy państwa centralne zaczęły odnosić sporo militarnych sukcesów, a ich postawa wobec Polaków znacznie się usztywniła, mogło się wydawać, że kwestia niepodległości schodzi na plan dalszy, nic takiego się jednak nie stało. Sytuację doskonale rozumiał Józef Piłsudski, który odmówił wówczas złożenia wiernopoddańczej przysięgi Niemcom i zaapelował o to samo do wszystkich legionistów walczących w armiach państw centralnych. Przypłacił to zresztą aresztowaniem i wywiezieniem 22 lipca 1917 do twierdzy w Magdeburgu.

XIV Punktów Wilsona
Karykatura amerykańska przedstawiająca XIV punktów prezydenta Woodrowa Wilsona - punkt XIII przewidywał konieczność utworzenia państwa polskiego. Zdj. Wikimedia

Rola Legionów w odzyskaniu niepodległości była zresztą kluczowa. Z początku stanowiły oddzielną formację armii Austro-Węgier i skupiały w swoich szeregach członków wielu organizacji paramilitarnych – od Związku Strzeleckiego “Strzelec”, przez Armię Polską po Polskie Drużyny Strzeleckie. Nigdy nie były bardzo liczne, w październiku 1915 roku wszystkie trzy brygady liczyły niecałe 17 tys. ludzi. Był to jednak kadrowy trzon późniejszych polskich sił zbrojnych, i to tam wielu wojskowych oraz polityków późniejszej niepodległej Polski zdobywało swoje doświadczenia i szlify.

Listopad 1918

Cały ten miesiąc wręcz obfitował w wydarzenia, które mogłyby konkurować o miano tego dnia, w którym „zaczęło się” niepodległe państwo polskie. Żeby wymienić tylko przyjazd Piłsudskiego z Magdeburga do Warszawy, co miało miejsce 10 listopada i zapoczątkowało rozbrajanie stacjonujących w mieście żołnierzy niemieckich, wcześniej, bo już w nocy z 6 na 7 listopada powołany został Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej w Lublinie, pod przewodnictwem Ignacego Daszyńskiego, utworzony przez lewicowych działaczy niepodległościowych. Takich lokalnych, narodowych „rządów” i było zresztą więcej – chociażby Republika Radomska.

Republika Radomska
Proklamacja "Republiki Radomskiej" z balkonu Pałacu Sandomierskiego w Radomiu, 2.11.1918. Fot. Wikimedia

11 listopada 1918 w godzinach rannych Rada Regencyjna przekazała Piłsudskiemu władzę wojskową na obszarze będącym pod jej jurysdykcją, co uczyniło z komendanta Legionów faktycznego zwierzchnika całości polskich sił zbrojnych. Sama Rada rozwiązała się już 14 listopada, jednocześnie przekazując w ręce Piłsudskiego posiadane kompetencje władzy wykonawczej. Od tego momentu Piłsudski stawał się głową odradzającego się państwa i choć jego stanowisko nie miało jeszcze nawet nazwy, z miejsca zyskało niemal powszechny autorytet i podporządkowały mu się inne organizacje niepodległościowe, w tym wspomniany wcześniej rząd Daszyńskiego.

22 listopada 1918 z terenów nowopowstającej „Republiki Polskiej” zaczęli się wycofywać Niemcy. Był to efekt prowadzonych przez Komendanta negocjacji z niemieckim dowództwem, zamkniętym już wcześniej w twierdzy w Modlinie. Kontynuowane było równocześnie oddolne rozbrajanie Niemców na ulicach miast.

11 listopada 1918 – oficjalne święto państwowe

Dzień 11 listopada ustanowiono oficjalnym świętem państwowym dopiero ustawą sejmową z 23 kwietnia 1937 roku. Datę tę wybrano, ponieważ z jednej strony z oczywistych względów nie można się było opierać o wydarzenia, na które decydujący wpływ mieli nasi zaborcy i stworzone przez nich – w ich zamierzeniu marionetkowe, choć, jak się później okazało, niesłusznie – instytucje, z drugiej zdecydowało zakończenie Wielkiej Wojny, bez której sprawa polska prawdopodobnie w ogóle nie mogłaby się urzeczywistnić. Przed wybuchem II Wojny Światowej państwowe uroczystości z tej okazji udało się zorganizować zaledwie dwa razy – w 1937 i 1938 roku.

Plac Saski 1938
Ostatnie obchody Święta Niepodległości w II Rzeczpospolitej. Plac Saski 11.11.1938 Fot. Wikimedia

Po wojnie komuniści ustanowili swoje święto 22 lipca, gdyż za moment proklamacji Polski Ludowej, jak ją nazywali, uznawali datę publikacji manifestu PKWN z 1944 – zresztą zmyśloną, gdyż całość została opublikowana z podpisem Stalina w Moskwie już dwa dni wcześniej. Do upadku komunizmu święto 11 listopada było obchodzone wyłącznie przez organizacje opozycyjne i choć nie było nigdy formalnego zakazu, odbywające się w tym dniu manifestacje były brutalnie rozpędzane przez milicję i jej zmechanizowane oddziały.

Tradycję II RP przejęła dopiero III Rzeczpospolita, choć formalnie ustawę o przywróceniu święta przyjął jeszcze ostatni Sejm PRL 15 lutego 1989, pod nazwą „Narodowe Święto Niepodległości”. Od tego czasu organizowane są liczne centralne i lokalne uroczystości. W 2018 roku obchodziliśmy hucznie 100. rocznicę tego wydarzenia. Warto jednak pamiętać, że wybór tej daty był arbitralny – miał uhonorować nie tylko sam fakt wskrzeszenia państwa, ale uhonorować wpływ na to Józefa Piłsudskiego, który właśnie w listopadowych wydarzeniach odegrał kluczową rolę.

Tomasz Sławiński

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie