Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Zakupoholizm coraz częściej dotyka mężczyzn. Tracą fortuny, popełniają samobójstwa

Uzależnienia

Zakupoholizm – a więc kompulsywne kupowanie – nie jest tylko wymysłem filmowców i twórców internetowych memów. To poważna choroba, która dotyka coraz więcej mężczyzn oraz nastolatków. Skutki bywają poważne: zakupoholicy tracą fortuny, zmagają się z depresją, a nawet popełniają samobójstwa.

Tagi: uzależnienie , uzależnienia , zakupy , męska psychologia

Zakupoholizm to uzależnienie od kupowania
Zakupoholizm - na czym polega?

Według najnowszych badań opublikowanych przez CBOS na temat uzależnień behawioralnych, kompulsywne kupowanie to problem, który dotyka już 2 proc. mężczyzn w naszym kraju, z czego z chorobą najczęściej zmagają się najmłodsi (poniżej 18 roku życia) oraz panowie w przedziale wiekowym 35-44 lata. Nie jest to uzależnienie, które dotyka wyłącznie ludzi zamożnych, ponieważ mężczyźni, którzy przyznali się do kompulsywnych zakupów najczęściej – jako poziom zarobków – wskazywali przedział 1451-2000 złotych.

O zakupoholizm spytaliśmy terapeutkę Magdalenę Smaś-Myszczyszyn. Sprawdź, na co powinieneś zwrócić uwagę, by rozpoznać problem u siebie, partnerki lub dziecka.

Czym jest zakupoholizm?

– To przymus kupowania, w którym nie jest najważniejsze samo kupienie danej rzeczy, ale uczucie ulgi przychodzące po kupieniu. Bardzo często zakupione rzeczy są nieużywane, a nawet nierozpakowywane.

Jakie są pierwsze sygnały, które mogą świadczyć o tym, że chorujemy na zakupoholizm?

– Przede wszystkim zaczynamy tracić kontrolę nad liczbą, częstotliwością zakupów – mamy poczucie, że zakupy stają się nieprzemyślane. Często robimy je pod wpływem impulsu i zaczynamy odczuwać konsekwencje z nimi związane.

To znaczy?

– Na przykład brak pieniędzy do końca miesiąca czy na zapłatę mieszkania, spłatę raty kredytu.

Zakupoholicy kupują tylko dobra materialne czy wydają również więcej niż mogą np. na wakacje, którymi można pochwalić się na Facebooku?

– Zakupione rzeczy są najczęściej nikomu nie pokazywane, więc dobra kupione z myślą o chwaleniu się nie mieszczą się w definicji zakupoholizmu. Ta choroba różni się w przypadku kobiet i mężczyzn.

Co to są za różnice?

– W przypadku kobiety to potrzeba kupienia czegokolwiek: świeczki, ubrania, kosmetyku. Oczywiście najczęściej kupowane są ubrania i buty, które później leżą w torbach z metkami. U mężczyzn ubrania zdarzają się rzadziej, co nie znaczy, że w ogóle. Leczę teraz pana, który kupuje głównie ciuchy, w ten sposób budując swoją wartość. Są to rzeczy markowe – inni ludzie tego nie widzą, ale jemu wystarczy, że on sam o tym wie. Pochodzi z niezamożnej rodziny, więc rozprawia się z pewnymi kompleksami.

Co jeszcze jest charakterystyczne w tej chorobie u mężczyzn?

– Panowie najczęściej kupują różnego rodzaju gadżety: telefony, zegarki, komputery, aparaty fotograficzne. Tych gadżetów robi się tyle, że sami nie zdają sobie sprawy z faktu ich posiadania. Kupują więc kolejne.

Jak długo rozwija się ta choroba?

– Nawet wiele lat! Poważne kłopoty zaczynają się, gdy ludzie stają się samodzielni i mają dostęp do własnych pieniędzy. Główną teorią dotyczącą zakupoholizmu jest teoria obiektów zastępczych, która dotyczy dzieci mniej więcej między trzecim a szóstym rokiem życia. Dzieci zaczynają się usamodzielniać: idą do przedszkola, rodzice do pracy. Dziecko ma wtedy jakąś swoją ulubioną zabawkę, pluszaka, kocyk. Czasami może to być część ciała, którą upodobało sobie w dotykaniu, np. ucho. Przedmioty czy czynności służą do uspokajania się. Jeżeli te obiekty przejściowe zostały nam zbyt wcześnie zabrane, to w momencie już dorosłego życia nabywamy mnóstwo przedmiotów właśnie po to, żeby się uspokoić. Żeby doznać tej chwilowej ulgi, wyciszyć się.

Możemy więc zaryzykować stwierdzenie, że im człowiek zamożniejszy, tym bardziej jest narażony na tę chorobę?

– Nie. Myślę, że od zamożności zależy fakt, jak drogie są to rzeczy. Mężczyźni kupują bardziej wartościowe gadżety, więc później zauważają skalę problemu. Jest też mnóstwo osób, które nie zarabiają specjalnie dużo, ale i tak potrafią przeznaczyć całą wypłatę na niepotrzebne zakupy.

To może środowisko determinuje tę chorobę? Korporacja, wyścig szczurów, potrzeba dowartościowania się...

– Jeśli osoba nie nauczyła się uspokajać, to miejsce pracy może być wyzwalaczem, bo w momencie wkroczenia w ten tzw. wyścig szczurów będzie musiała znaleźć sposób na radzenie sobie z emocjami. Wtedy łatwiej o jakiekolwiek uzależnienie, nie tylko zakupoholizm. Z tym, że inne uzależnienia – na przykład kompulsywna masturbacja – budują wstyd. A zakupy dodają prestiżu. Podobnie jest z pracoholizmem, bo w naszej kulturze praca jest ogromną wartością. Jeśli chcemy kogoś skomplementować, to mówimy mu przecież, że jest pracowity, a nie że jest leniem.

Dużo mężczyzn chorych na zakupoholizm zgłasza się do pani?

– Ta choroba najczęściej wychodzi w trakcie terapii, a oni zgłaszają się z innymi problemami. Zgłaszają się z trudnościami seksualnymi lub nadużywaniem alkoholu. Jest bardzo mała świadomość społeczna na temat zakupoholizmu. Wszystkim się wydaje, że jeśli dana osoba kupi sobie kolejną parę butów czy nowy zegarek to się jej powodzi. Mało kto zdaje sobie sprawę, że zakupy są substytutem bliskości z drugim człowiekiem. Nas przecież uspokaja bliskość! Należy również wspomnieć, że zakupoholicy częściej niż hazardziści dopuszczają się malwersacji finansowych, kradzieży.

Samobójstwa się zdarzają?

– Kiedy długi stają się ogromne – owszem. Zwłaszcza w przypadku mężczyzn po 40. roku życia, kiedy robią bilans tego, co się wydarzyło, co osiągnęli. Długi są bardzo duże, brak innych umiejętności oraz wsparcia, nieumiejętność radzenia sobie z emocjami... Doświadczane poczucie klęski może prowadzić do prób samobójczych.

Znam mężczyznę zakupoholika, który stracił w ten sposób kilkaset tysięcy złotych. Często słyszy pani takie historie?

– Pamiętam sytuację sprzed dziesięciu lat, pracowałam jeszcze wówczas w szpitalu psychiatrycznym. Zgłosił się do nas mężczyzna uzależniony od zakupów, który wziął kredyt po to, żeby spłacić inne kredyty zaciągnięte na robienie zakupów. Idąc spłacić te mniejsze pożyczki wstąpił do centrum handlowego. Wszystkie pieniądze wydał, podwajając swój dług w ciągu jednego dnia.

Co nas powinno zaalarmować, kiedy podejrzewamy, że bliska osoba ma problem z zakupami?

– Na pewno to, że pojawia się coraz więcej rzeczy i że są one ukrywane przed innymi. Z osobą chorą na zakupoholizm bardzo często trudno rozmawia się na temat pieniędzy, bo reaguje w nerwowy sposób. Powinny nas alarmować pojawiające się długi.

Wtedy najlepiej rozmawiać z taką osobą czy od razu wysłać do specjalisty?

– Myślę sobie, że najlepiej porozmawiać, zapytać, co się dzieje. Ale jeśli w dyskusji okaże się, że dany człowiek ma problem z emocjami i dlatego kupuje te wszystkie rzeczy, to bliscy nie są w stanie pomóc – są zaangażowani emocjonalne, a to nie pozwala na obiektywny ogląd sytuacji. Zakupoholicy ponadto potrafią być bardzo przekonujący, a my – jeśli jesteśmy związani z chorym – bardzo chcemy wierzyć, że wszystko jest w porządku, bo łatwiej pomyśleć, że jestem nadgorliwa ze sprawdzaniem męża, niż że mąż jest uzależniony od zakupów.

Podobno najgorsze co można zrobić, to spłacić długi chorej osoby.

– Spłacenie długów sprawi, że chory nie poniesie konsekwencji, więc nie będzie miał motywacji do zmiany. Przez chwilę pojawi się spokój, poczucie wdzięczności, ale później znowu zaczną się problemy, nierzadko dużo poważniejsze. Choremu należy za to odebrać dostępy do banku, zniszczyć karty kredytowe, zabierać dowód osobisty, by nie zaciągał kolejnych pożyczek. Pozwalajmy mu ponosić konsekwencje, ale bądźmy z nim, wspierajmy, bo przecież zakupoholik przez długi czas nie będzie mógł sam wyjść do sklepu.

Czego życzyłaby pani sobie od państwa jeśli chodzi o walkę z zakupoholizmem?

– Pieniądze na walkę są, ale brakuje kampanii społecznych. Trzeba informować dorosłych. Wie pan od czego tak naprawdę zaczyna się zakupoholizm? Od tego, że rodzica nie ma w domu – jedzie np. na delegację – i wracając, żeby wynagrodzić swoją nieobecność, przywozi jakąś zabawkę dla dziecka. Potem się okazuje, że dorośli nie umieją spędzać czasu ze swoimi dziećmi – idą najwyżej do kina czy na zakupy.

Będzie coraz gorzej?

– Zakupoholizm będzie występował coraz częściej, bo małe dzieci uczy się tego, że przedmioty są czymś, co uspokoi. Jeśli ci smutno – kup sobie coś, będzie ci lepiej. Zbliża się plaga zakupoholizmu i trzeba zrobić wszystko, żeby do niej nie dopuścić.

Z terapeutką Magdaleną Smaś-Myszczyszyn rozmawiał Jakub Dobroszek

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook