Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Kocham cię, tato!

Tata na medal

Tata na medal Kocham cię, tato!

Wszyscy mówią o tym, jakie to ważne być dobrym ojcem. Dają setki rad, jak się takim stać i straszą, co to będzie, jeżeli się do tych rad nie zastosujemy. No to się staramy, my faceci. I bardzo się nawet przykładamy do tego zadania i z coraz lepszym skutkiem. Super. Ale chyba zapomnieliśmy o kimś! O najważniejszym tacie - naszym własnym. I od tego trzeba zacząć.

Tagi: ojciec , dziecko , ojcostwo , rodzina , syn , córka , dojrzałość

Tata na medal Kocham cię, tato!

Wciąż zastanawiamy się, jakimi jesteśmy ojcami. Szukamy odpowiedzi i pomocy w książkach, programach telewizyjnych, na portalach, w gabinetach psychologów. A często w tej gonitwie za ojcostwem doskonałym zapominamy o czymś niezwykle ważnym – jakimi my sami jesteśmy synami. Wiele rzeczy mogło pójść nie tak, trudne są czasem nasze relacje ze „starym”. A przecież to, jak go traktujemy, kim dla nas jest, określa nas samych jako ojców. Może czas na to, aby powiedzieć ojcu „kocham cię, tato” i przywitać „staruszka” na nowo w swoim dorosłym życiu.

Duży widzi więcej

Niemal każdy z nas, gdy był małym dzieckiem, skoczyłyby za swojego ojca w ogień. I tak już jest, to jest ten wiek, gdy nie zastanawiamy się, czy kochamy tatę, czy nie, to się rozumie samo przez się. Oczywiście kochamy mamę, jest źródłem miłości, jak słońce źródłem światła, ale ona nie pokaże nam, jak być mężczyzną. Tego nauczy nas tylko ojciec. To jego rola. To on pokazuje nam świat, on nas uczy tego świata. A przynajmniej powinien. I tu pojawia się problem, bo gdy dorastamy i bierzemy się z tym światem za bary, to szybko widzimy, czego nas kochany tatuś nauczył i przed czym przestrzegł, a czego nie pokazał i nie przekazał. I już jako dorośli mamy do niego w głębi duszy o wiele rzeczy pretensje. Bardzo często niestety słuszne. I oddalamy się od naszego kochanego tatusia, który na spacerach brał nas na barana, a gdy uczyliśmy się jeździć na rowerze, biegł z tyłu trzymając za wystający z bagażnika kołek, żebyśmy się nie przewrócili.

Dorastanie to oddalanie się od rodziców, a w szczególności od ojca. Jest to o tyle łatwiejsze, że między ojcem a synem nie ma tej rozbudowanej celebracji czułości, tych przytuleń, tych całusów i tych zapewnień o miłości. Te rzeczy przysługują matce. Jeszcze jako szkraby przytulamy się do ojca bez wstydu. Potem to zanika. Nierzadko zresztą za przyczyną samego taty, który uczy nas, jak być powściągliwym w emocjach wobec przedstawicieli swojej własnej płci.

Drugi powód sztywnych relacji z własnym ojcem to wspomniany wcześniej żal o to, czego ojciec nam nie dał, nie nauczył. Już jako dorośli faceci widzimy z okrutną ostrością wszystkie błędy wychowawcze, jakie popełnił nasz ojciec na nas samych. I to „uwiera”, doskwiera, boli. Szczególnie krytyczni jesteśmy tuż po wkroczeniu w dorosłość, bo młody mężczyzna jest bezkompromisowy. I wtedy właśnie zaczynamy zaniedbywać relację z ojcem. Gdzieś się ona gubi, zapodziewa. Czasem zrywa zupełnie…

Czas nas uczy pokory

Wieszcz Adam pisał: „Wiek męski, wiek klęski”. I miał rację. Gdy stajemy się mężczyzną po 40., to już znamy te smaki: gorycz porażki, mdły kompromis, słone łzy. I wtedy inaczej oceniamy swoją przeszłość, a tym samym i osoby z naszej przeszłości. Wtedy właśnie – bywa, że po raz pierwszy - przypominamy sobie z rozrzewnieniem ojca, gdy był młodym tatą, naszym tatą. I wiele rzeczy nagle pojawia się przed naszymi oczami w zupełnie innym świetle.

Okazuje się, że to, czego nie zrobił, czego nam nie dał, nie zapewnił, nie pokazał, nie powiedział, ma swoją głęboką i konkretną przyczynę. My to dopiero teraz widzimy. Bo sami jesteśmy na jego miejscu. I wiemy, że to wszystko nie jest takie

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty