Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Podnieść się po rozwodzie

Rozwód

Jak przetrwać, gdy przechodzisz rozwód? Ile czasu trwa dochodzenie do siebie po takich przeżyciach? Poznaj historię Michała, który opisał, jak radzi sobie z nową sytuacją i co pomaga mu przez nią przejść.
Tekst nadesłany przez użytkownika.

Tagi: rozwód , emocje , rozstanie , separacja , jak przeżyć rozwód , radzenie sobie z problemami

Rozwód Podnieść się po rozwodzie

Moja żona postanowiła zakończyć nasze małżeństwo dość gwałtownie. Nie było prób naprawy, długich rozmów czy terapii, po prostu pewnego dnia oświadczyła, że jest ktoś inny, że z nim chce układać sobie przyszłe życie i że złożyła pozew o rozwód.

Minęło od tego dnia 8 długich miesięcy. Kiedy myślałem, że jest już znacznie lepiej, nagle uderzyło we mnie tsunami rozpaczy. Dlaczego? Słońce wciąż świeci, dziś spędzam popołudnie z dzieciakami, mieszkam w nowym mieszkaniu. Znowu jestem śpiący. Rozwód już prawie się skończył. Powoli brnę do przodu. Dobra pogoda na bieganie. Co jest ze mną nie tak?

Dochodzenie do siebie po rozwodzie nie jest proste. Przychodzi falami, u każdego wygląda inaczej i bywa kompletnie nieprzewidywalne. O ile trudno się z tym pogodzić, pomaga to zrozumieć pewne sytuacje – możesz przygotować się na „nawroty” i uznać, że to nie będzie trwało wiecznie, ale nie jesteś w stanie w żaden sposób wymusić poprawy, tak jak nie możesz wymusić kontynuacji małżeństwa, jeśli ta druga strona tego nie chce. Dochodzenie do siebie po rozwodzie wymaga czasu. Ile? Nikt tego nie wie, ale niektórzy specjaliści twierdzą, że po rozstaniu trzeba dać sobie dwa lata na stanięcie na nogi. Jeśli to zdarzenie naprawdę tobą wstrząsnęło, proces ten może potrwać jeszcze dłużej.

To więcej, niż większość z nas się spodziewa. I znacznie więcej, niż ja sam spodziewałem się po sobie. Dwa lata. Czuję się lepiej, ale i gorzej. Mam za sobą tylko osiem miesięcy i nie jestem nawet w połowie drogi. Pierwsze dni są najtrudniejsze. To było najbardziej stresujące, bolesne, emocjonalnie i fizycznie wykańczające doświadczenie w moim życiu, jako jednostki i jako ojca.

Nie wiem, czy dłuższy staż małżeński i posiadanie dzieci sprawiają, że dochodzenie do siebie trwa dłużej, może tak. Myślę także, że trudne małżeńskie przejścia również sprawiają, że potrzeba nam więcej czasu. Gdyby tylko matematyka działała w przypadku ludzi i gdyby dało się ustalić wskaźniki zmiany w oparciu o dowiedzione prawa... Ale nie. Ludzie są bardziej skomplikowani. Rozpaczają i dochodzą do siebie we własnym rytmie. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że długość i złożoność związku ma na niego wpływ, podobnie jak intensywność uczuć w małżeństwie i sposób, w jaki się zakończyło.

Wiem, jak było ze mną. Koniec był niespodziewany, w związku z czym pewnie będę wychodził z tego dłużej. Byliśmy razem przez siedemnaście lat, kawał życia. Myślałem, że to na zawsze. Mamy dwóch synów, trzynasto- i dziesięcioletniego. Kilka razy wspólnie się przeprowadzaliśmy, podróżowaliśmy, przeszliśmy przez chorobę, utratę pracy i całe wspólne lata. Mamy wspólną historię. Pamięć mięśniową. To nie zniknie „tak po prostu”.

Rozwód nie tylko zmienił mój rytm (choćby związany z tym, że dzieci teraz spędzają popołudnia i weekendy na zmianę ze mną i z nią), moją sytuację finansową i to, jak spędzam wolny czas. Dotknął mnie także głęboko, choć na początku tego nie dostrzegłem. Po kilku miesiącach separacji budziłem się i nie wiedziałam, że jestem w łóżku sam – spałem z żoną przez tyle lat. Zaczęły pojawiać się dziwne, niepokojące sny, w których podświadomość podsuwała przerażające obrazy. A kiedy się budziłem, zdanie sobie sprawy z tego, że moja rzeczywistość wygląda teraz zupełnie inaczej wymagało dłuższej chwili.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (4) / skomentuj / zobacz wszystkie

T.
30 października 2018 o 16:48
Odpowiedz

Pogubiony ..
Mam to samo, rozwiodłem się po 20 latach, wydawało mi się ze z żoną nic mnie nie łączy,
stopniowo miesiąc po miesićcu zacząłem wycofywać się z życia małżeńskiego, wspólne wyjścia, znajomi , sylwester i w końcu wspólne wakacjie.
Poznałem dziewczynę dla której się rozwiodłem , ciepła , młodsza, piękniejsza, doceniała mnie , jednym słowem to czego mi zawsze brakowało. Ponieważ nie jest Polką spotykaliśmy się od dwóch lat gdzieś na wyjazdach, wielokrotnie do niej jeżdziłem na dwa trzy tygodnie , wszystko świetnie , rozwiodłem się , obiecałem małżeństwo, przyjechała , znalazła pracę, firmę która załatwiła dla niej wszytkie papiery do zatrudnienia, tyle że w innym mieście, ja w tym czasie kończyłem budowę domu, zostało tylko wyposażenie, więc zwlekałem z wyprowadzką ze wspólnego mieszkania. Kiedy się wyprowadziłem, poczułem to wszystko , że życi mi się zmienia, nowa kobieta zaczęła cisnąć na małżeństwo jak obiecałem, przecież dla mnie tu przyjechała , a mnie sparalizowało , włączył się mechanizm obronny, spradły na mnie wszytkie jej pretensje i wina za to że jest tutaj a ja niezdolny do małżeństwa., A byłem taki tego pewien, i nawet to czułem że chcę, nikt mnie wtedy nie przymuszał. Zaczeły się też pertraktacje powrotu do byłej żony , nie raz nie dwa, kiedy już miałem wracać w głowie znowu mi się przewracało i dochodziłem do wniosku że to nie to , że poczekam jeszcze że to minie i dawaj nazad do nowej kobiety odkręcać ...jak odkręciłem to za chwilę przyszła znów fala , pełnia księzyca i włączyła się tęskonta za rodziną za byłą żoną. znowu pertraktacje , rozmowy , zostawiła mi otwarte drzwi, a powinna dać mi kopa tak żebym mógł sobie życie z nową kobietą układać. Zraniłem i ranie bardzo tą dziewczynę, próbowałem zerwać tą znajomość ale emocje po jej stronie były tak duże że widziałem że sobie nie poradzi z tym, a może to był szantaż emocjonany z jej strony ..ze cos sobie zrobi, w każdym razie zrzucila na mnie odpwiedzialnosc za sytuacje i czuje sie winny. Stan ten trwa już około 10 miesięcy i w zawieszeniu jestem, ani nie potrafię wrócić , ani rozpocząć nowego związku z trzecią ani się ożenić jak obiecałem, mieszkam sam i cierpię z powodu samotności. Nie życzę nikomu takiej chuśtawki emocjonalnej, takiej niepewnośći, nie wiem kiedy to minie, chyba czekam az ktoś za mnie podejmie decyzję bo sam nie jestem do tego zdolny. tak czy owak zapłacę za to. Ja również przepraszam za chaos , ale chaos mam w głowie.

~T.

30.10.2018 16:48
ppr
25 sierpnia 2018 o 14:14
Odpowiedz

Ja jestem w trakcie rozwodu. Jakiś koszmar... żona mnie zdradzała latami po odkryciu - już jakieś 3 lata temu poszedłem na terapię (sam) żeby jej wybaczyć, ona nie chciała iść ze mną na terapię małżeńską... twierdziła, że jest stroną. Byłem załamany totalnie i rozbity - płacz, wycie, apatia, brak chęci do czegokolwiek. Tłumaczyła zdradę że czuła się niedowartościowana i tamten jej dawał to, że czuła się doceniona itp. Po terapii było lepiej niby - ale tkwiło we mnie to cały czas gdzieś...miały spadki nastroju, płacz itp. Żona mnie jakiś czas wspierała, ale nie dawałem rady... Ona zresztą też nie dawała rady, więc facebook i koledzy z pracy jej pomagali...w sensie flirty z innymi, wysyłanie zdjęć, prezenty itp. 12 lat pożycia w tym 9 lat w małżeństwie i dwie córki... W 2017 oddzielne wakacje ja tydzień dziećmi ona tydzień dziećmi. Gdy byłem z dziećmi na wakacjach miała złożyć pozew - wybłagałem żeby tego nie robiła. Po powrocie jeszcze walczyliśmy o to małżeństwo. Ja już widziałem kobietę, której mogą na nowo zaufać, widziałem metę tych moich męk (a raczej choroby - nawracająca depresja). Niestety kiedy stałem się dla niej partnerem jakiego sobie życzyła (odbieranie dzieci ze szkoły i przedszkola), kupno auta dla niej, wychodne na imprezy firmowe i z koleżankami, obiady czekające na nią (kończy pracę później), zakupy spożywcze, bieżące itp. ... Nie pomogło - poczekała jak się wyraziła, że wyjdę z choroby i ...złożyła pozew. Dwa dni po mojej wyprowadzce już miała 4 adoratorów na facebooku...Sama do nich 3 w nocy pisała...ze mną nie miała czasu wieczorem porozmawiać bo była zmęczona i do pracy idzie rano. Po prostu jak powiedziała odeszła ode mnie nie dla innego..... Tyle, że jest z innym z pracy....kiedy ja z dziećmi byliśmy 2 tygodnie na wakacjach - ona z kochankiem pojechała do Sopotu (a wcześniej obiecała im tam wakacje). Ten facet i w trakcie małżeństwa kupował jej prezenty, przetwory własnej roboty od mamusi, odwoził do domu z wigilii firmowej itp. Koleś uczy już moje dzieci jeździć na rolkach. Jestem totalnie załamany....nie dała mi szansy....tak naprawdę od początku jej nie miałem... Z cynizmem mnie wykorzystała. Oszukiwała mnie, kiedy o niego pytałem...jestem głupi i naiwny. A mimo to tęsknię za nią i za dziećmi.... Wszystkie demony wróciły...przed zdradą byłem samcem alfa, zawsze uśmiechniętym i pozytywnie nastawionym do życia - optymistą byłem. Teraz....łamaga, mazgaj, galareta...nie facet....
Ona ma wszystko co chciała...wymusiła sprzedaż mieszkania (kredyt we frankach...) wynajęła nowe większe mieszkanie, sąd zasądził mi zabezpieczenie alimentów - że nie stać mnie na wynajem mieszkania, mieszkam pokątnie u rodziców..., ma nowego faceta - jest szczęśliwa. Zbudowała swoje szczęście na mojej traumie...
Setki smsów i maili wysłałem, żebyśmy spróbowali jeszcze raz - niestety dostałem za każdym razem odmowę.
Nie daję sobie rady - rozmawiałem z kolegą, który też to przechodził - sport, ruch i inne też mu nie pomagały. Jedynie jak się wyraził klin-klinem - szukał kobiety nowej. Dziś można powiedzieć, że jest szczęśliwy - druga żona, dwójka dzieci (i dwójka z poprzedniego małżeństwa).
Ja nie wiem, czy jestem jeszcze gotów na nowy związek....chyba nie, cały czas myślę o żonie (śni mi się, mam wizje co robi z nowym kochankiem, myślę cały dzień o niej, o dzieciach, co przeżywają....masakra), mając świadomość, że kocha się z innym i szykuje nowego wujka dla moich dzieci....
Czuję się bezradny, załamany, bez chęci do czegokolwiek. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Chyba pójdę na terapię do psychologa, Zrobiła mi sieczkę z mózgu - najpierw terapia żeby jej wybaczyć i zrozumieć jej punkt widzenia odnośnie zdrady.....a teraz terapia, żeby wyjść po traumie z powodu rozwodu, rozłąki z dziećmi....
I weź tu Panie zaufaj kobiecie...

~ppr

25.08.2018 14:14
Pogubiony ...
22 maja 2018 o 20:32
Odpowiedz

Kurcze nie wiem jak to nazwać ale czytając ten artykuł wróciły emocje. Rozwód 8 miesięcy temu . Wcześniej separacja i próby. Niestety było za późno. Rozstanie to dłuższy proces, nie ostatnie dwa lata, to błędy, które popełniamy przez całe życie. Problemy, które zamiata się pod dywan. Z perspektywy czasu teraz mogę powiedzieć, że to musiało się stać. I nie ma tu winy jednej osoby. Tu zawiniły dwie kochające się osoby niestety bardzo pogubione.
Inicjatywa wyszła od żony ale spodziewałem się tego. Chyba nie miałem siły by walczyć nie miałem pomysłu co dalej- odpuściłem...
Gdy zdałem sobie sprawę co się dzieje wpadłem w panikę i rozpacz. Siedziałem sam w wynajętym mieszkaniu i gadałem do siebie na przemian płacząc i za chwilę wyrzucając z siebie wszystkie przekleństwa jakie znam.
W końcu rozwód! Minęło pół roku od decyzji i wydawało się, że już jest ok. Zgodni we wszystkim, cały czas w dobrych relacjach i stałym kontakcie. 16 minut i 22 lata małżeństwa przestały istnieć. Był to rok kiedy nasz syn kończył liceum i wybierał się na studia. Dużo się działo. Skupiłem się na synu i pracy i myślałem, że już mam najgorsze za sobą.
Szybko związałem się ze wspaniałą dziewczyną. Potrzebowalem poczuć znowu , ze kocham , ze ktos mnie kocha ...To, że była młodsza nie miało znaczenia-wtedy tak myślałem. Teraz już wiem, że nie jest to bez znaczenia to nie takie proste. Inne oczekiwania inny bagaż ze sobą ciągniemy.
Ja owszem potrzebowałem bliskości nie wyobrażam sobie życia w samotności. Jednak po roku okazało się, że to zaczęło mnie przerastać. Gdy zaczęło się robić tak cudownie, że padła propozycja zamieszkania razem , planowanie, że będzie ślub... Nagle jak rażony piorunem zacząłem się wycofywać. Robiłem coś czego nie potrafiłem wytłumaczyć. Dlaczego jestem dla niej taki niedobry,? dlaczego nie okazuję jej uczuć tak jak kiedyś ? Dlaczego szukam konfliktów? Włączył mi się tryb obronny. Ja się zwyczajnie zacząłem bać związku , poważnego związku. O małżeństwie to nawet nie chciałem słyszeć. Dzisiaj jesteśmy po kolejnej nie zliczę, której rozmowie. Ja jak jakiś otumaniony robię wszystko by zakończyć ten związek. Sprawia, że osoba , która dała mi tyle szczęścia jest nagle nieszczęśliwa.
Już sam nie wiem czy to był błąd? Czy za szybko związalem się z inną kobietą? Czy to czyjaś wina jest, że się zakochaliśmy w sobie? Czy ja jestem skończonym idiotą, że rezygnuję z tego bo się czegoś boję, a może jestem tchórzem?
Znowu sobie zafundowałeś extremalną huśtawkę uczuć. Nie wiem jak to się skończy... Ja chcę być tylko szczęśliwy a nie umiem jak narazie tego wdrożyć w życie.
Matko ale się rozpisałem- wybaczcie za ten chaos ale widocznie tak właśnie mam teraz w głowie-znowu!

Pozdrawiam

~Pogubiony ...

22.05.2018 20:32
Pio
12 września 2017 o 19:38
Odpowiedz

U mnie było podobnie ... 18 lat razem 13 lat małżeństwa... z dnia na dzień koniec. Dwie dziewczynki 7 i 11 lat. Przejście tych książkowych etapów po rozwodzie jest najtrudniejsze ...
1. Szok / niedowierzanie
2. Próba wznowienia małżeństwa
3. Letarg i ból
4. Odrzucenie
5. Nienawiść i chęć zemsty
6. Pogodzenie się z tym ze to już koniec
7. Odnalezienie się i próba zdefiniowanaia co dalej
8. Teraz jestem w tym miejscu i czekam na to co przyniesie przyszłość ... zobaczymy ... Panowie głowa do góry... i jak to mówią czas leczy rany.

Powodzenia

~Pio

12.09.2017 19:38
1

Gorące tematy

facebook