Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Podnieść się po rozwodzie

Rozwód
|
25.08.2021

Jak przetrwać, gdy przechodzisz rozwód? Ile czasu trwa dochodzenie do siebie po takich przeżyciach? Poznaj historię Michała, który opisał, jak radzi sobie z nową sytuacją i co pomaga mu przez nią przejść. Być może znajdziesz w tej opowieści inspirację, by samemu pozbierać się po rozwodzie.
Tekst nadesłany przez użytkownika.

Tagi: rozwód , rozstanie , separacja , radzenie sobie z problemami , męska depresja

Jak pozbierać się po rozwodzie
Jak się odnaleźć po rozwodzie?

Moja żona postanowiła zakończyć nasze małżeństwo dość gwałtownie. Nie było prób naprawy, długich rozmów czy terapii, po prostu pewnego dnia oświadczyła, że jest ktoś inny, że z nim chce układać sobie przyszłe życie i że złożyła pozew o rozwód.

Minęło od tego dnia 8 długich miesięcy. Kiedy myślałem, że jest już znacznie lepiej, nagle uderzyło we mnie tsunami rozpaczy. Dlaczego? Słońce wciąż świeci, dziś spędzam popołudnie z dzieciakami, mieszkam w nowym mieszkaniu. Znowu jestem śpiący. Rozwód już prawie się skończył. Powoli brnę do przodu. Dobra pogoda na bieganie. Co jest ze mną nie tak?

Dochodzenie do siebie po rozwodzie nie jest proste. Przychodzi falami, u każdego wygląda inaczej i bywa kompletnie nieprzewidywalne. O ile trudno się z tym pogodzić, pomaga to zrozumieć pewne sytuacje – możesz przygotować się na „nawroty” i uznać, że to nie będzie trwało wiecznie, ale nie jesteś w stanie w żaden sposób wymusić poprawy, tak jak nie możesz wymusić kontynuacji małżeństwa, jeśli ta druga strona tego nie chce. Dochodzenie do siebie po rozwodzie wymaga czasu. Ile? Nikt tego nie wie, ale niektórzy specjaliści twierdzą, że po rozstaniu trzeba dać sobie dwa lata na stanięcie na nogi. Jeśli to zdarzenie naprawdę tobą wstrząsnęło, proces ten może potrwać jeszcze dłużej.

To więcej, niż większość z nas się spodziewa. I znacznie więcej, niż ja sam spodziewałem się po sobie. Dwa lata. Czuję się lepiej, ale i gorzej. Mam za sobą tylko osiem miesięcy i nie jestem nawet w połowie drogi. Pierwsze dni są najtrudniejsze. To było najbardziej stresujące, bolesne, emocjonalnie i fizycznie wykańczające doświadczenie w moim życiu, jako jednostki i jako ojca.

Nie wiem, czy dłuższy staż małżeński i posiadanie dzieci sprawiają, że dochodzenie do siebie trwa dłużej, może tak. Myślę także, że trudne małżeńskie przejścia również sprawiają, że potrzeba nam więcej czasu. Gdyby tylko matematyka działała w przypadku ludzi i gdyby dało się ustalić wskaźniki zmiany w oparciu o dowiedzione prawa... Ale nie. Ludzie są bardziej skomplikowani. Rozpaczają i dochodzą do siebie we własnym rytmie. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że długość i złożoność związku ma na niego wpływ, podobnie jak intensywność uczuć w małżeństwie i sposób, w jaki się zakończyło.

Wiem, jak było ze mną. Koniec był niespodziewany, w związku z czym pewnie będę wychodził z tego dłużej. Byliśmy razem przez siedemnaście lat, kawał życia. Myślałem, że to na zawsze. Mamy dwóch synów, trzynasto- i dziesięcioletniego. Kilka razy wspólnie się przeprowadzaliśmy, podróżowaliśmy, przeszliśmy przez chorobę, utratę pracy i całe wspólne lata. Mamy wspólną historię. Pamięć mięśniową. To nie zniknie „tak po prostu”.

Rozwód nie tylko zmienił mój rytm (choćby związany z tym, że dzieci teraz spędzają popołudnia i weekendy na zmianę ze mną i z nią), moją sytuację finansową i to, jak spędzam wolny czas. Dotknął mnie także głęboko, choć na początku tego nie dostrzegłem. Po kilku miesiącach separacji budziłem się i nie wiedziałam, że jestem w łóżku sam – spałem z żoną przez tyle lat. Zaczęły pojawiać się dziwne, niepokojące sny, w których podświadomość podsuwała przerażające obrazy. A kiedy się budziłem, zdanie sobie sprawy z tego, że moja rzeczywistość wygląda teraz zupełnie inaczej wymagało dłuższej chwili.

Dla mnie ten okres dochodzenia do siebie jest czymś w rodzaju kryzysu tożsamości. Tak, jestem wytrącony z równowagi, boję się i nie mogę skoncentrować – to proces, który opisują eksperci – stadium rozpaczy i utraty. Równocześnie czuję, że muszę iść naprzód i że muszę swoją drogę nakreślić na nowo – daje mi to poczucie ekscytacji, ale i strachu.

Zdaniem psychologów to są naturalne reakcje. Dochodzenie do siebie po rozwodzie to dwa nakładające się na siebie procesy. Po pierwsze musisz poradzić sobie z żałobą i przejść przez jej stadia. Potem następuje dłuższy proces odbudowy. Jeśli spodziewałeś się straty – na przykład to ty byłeś stroną inicjującą rozwód – jesteś do przodu w stosunku do osoby, która została porzucona. Osoba, która nie zdecydowała o rozstaniu, musi dużo więcej przemyśleć. Musi przeanalizować to, co jej się przytrafiło.

Tu właśnie jestem. Stoję przed ścianą, nie wiem, dokąd zmierzam, jestem zagubiony, rozglądam się niepewnie zastanawiając się nad tym, co się stało. Jak mam się upewnić, że to się nie powtórzy? Dokąd teraz iść? Kiedy wreszcie przestanę czuć żal? Wiem, że w końcu dojdę do siebie i będzie w porządku. Teraz czas na odpoczynek, zajęcie się sobą, poukładanie na nowo świata dzieciom, odbudowanie życia. Mogę czuć się przytłoczony – w końcu to jest przytłaczające. A czasem czuję się dobrze i tak też przecież mam prawo się czuć.

A żeby łatwiej było mi przejść przez to wszystko, mogę zrobić jeszcze kilka rzeczy.

Pierwszą jest ciągłe powtarzanie sobie, że to się skończy i nie przerażanie się przytłaczającymi emocjami.

Tak naprawdę pozwolenie, by emocje znalazły ujście, było wyzwalające. Często boimy się i smucimy. Wydaje się, że jeśli pozwolimy sobie na smutek czy strach, to on nigdy nie minie. To nieprawda. To może potrwać dziesięć, dwadzieścia minut, cały dzień, a nawet kilka dni, ale się skończy. Miej przy sobie wspierających przyjaciół i rodzinę i nie czuj się zobowiązany do przyjmowania zaproszeń towarzyskich. Jeśli potrzebujesz towarzystwa, oni mogą przyjść do ciebie. Krótki spacer z przyjacielem może sprawić, że poczujesz się lepiej. Wyjście do głośnej restauracji – niekoniecznie. Pomyśl o tym, czego potrzebujesz. Twoi przyjaciele zrozumieją i pomogą. Jeśli nie, nie martw się nimi. Masz wystarczająco dużo problemów.

Zacząłem na nowo.

Mimo że zwykle doradza się nieprzeprowadzanie dużych zmian w krytycznych momentach życia, wyprowadziłam się z domu i to pomogło. Opuściłem dawne mieszkanie razem z niektórymi złymi wspomnieniami. W nowym miejscu, skoro już się urządziłem, mogę zacząć od nowa. To tyle, jeśli chodzi o zmiany. Doradzano mi, bym kogoś sobie poszukał. Nie mogę w tej chwili wyobrazić sobie niczego na co miałbym mniejszą ochotę niż nowy związek. Każdy decyduje się na to we własnym tempie, chociaż mnie wydaje się, że ten czas prędko nie nadejdzie.

Co prowadzi mnie do mojego kolejnego, najbardziej pomocnego wsparcia: terapeuty.

Nie widzę nic złego w tym, by szukać pomocy psychologa w trudnych chwilach. Kiedy sam ich doświadczyłem, znalazłem terapeutę, który pomaga mi poradzić sobie z tymi wszystkimi emocjami. Muszę popracować nad kilkoma rzeczami. Mam na głowie siebie, swoje psychiczne, fizyczne i emocjonalne samopoczucie, moich synów i ich emocjonalne problemy, a także konieczność dostosowania się do wielkiej życiowej zmiany, przeprogramowania życia i znalezienia nowej drogi.

Zmierzyłem się z jedną z siedmiu najbardziej stresujących życiowych zmian. Dam sobie z tym radę, ale tylko z cierpliwością, wsparciem i mnóstwem czasu. Chcę mieć go tyle, ile potrzebuję.

Michał B.

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (75) / skomentuj / zobacz wszystkie

Arti
30 listopada 2021 o 19:59
Odpowiedz

Justyna nie tłum teraz emocji jeżeli musisz to krzycz, wrzeszcz, płacz tyle ile tylko potrzebujesz... Nie pozostawaj z tym sama - rozmawiaj z przyjaciółmi, znajomymi, rodziną - na bieżąco wyrzucaj z siebie te emocje!
Nie wolno Ci ich tłumić w środku pod żadnym pozorem...
Zostawiam do siebie maila:
Artiii@poczta.fm
Jeżeli bedziesz potrzebowała pomocy, jestem do Twojej dyspozycji...
Pozdrawiam i pamiętaj główka do góry!!!
Mogę Cię zapewnić, że kiedyś przyjdą lepsze dni, pomijając fakt, że teraz na pewno cięzko Ci w to uwierzyć...

~Arti

30.11.2021 19:59
Justyna
29 listopada 2021 o 07:51
Odpowiedz

Witam, mnie właśnie po 24 latach małżeństwa ( i 28 latach razem ) mąż zostawił dla mojej bratowej. Nie wiem jak sobie poradzić, wbili mi podwójny nóż w plecy. Jak odkryłam ich romans, to wyrzuciłam go z domu, a on po 4 dniach razem z nią wynajął mieszkanie i jej dziećmi - patologia, przecież jesteśmy rodziną !!! Mamy troje dzieci i wspólną firmę - nie wiem jak to ogarnąć, może ktoś podtrzyma mnie na duchu, bo jestem na skraju załamania nerwowego.

~Justyna

29.11.2021 07:51
I dalej wierzę w lepsze jutro..
28 listopada 2021 o 13:16
Odpowiedz

Mam 43 lata i niezły bagaż doświadczeń
Przeszłam wiele ale i też wiele zyskałam
Chciałam dać Wam tylko nadzieję, że nie zależnie od sytuacji w której się znajdujecie - nadejdzie lepszy czas
Zdradzona/ y ułoży sobie życie mimo, iż teraz wydaje się to końcem życia
Samotni ,zranieni - jak nie znajdą odwagi aby zaufać lub obdarzyć miłością - odnajdą siebie
Zdążają się powroty - ale to ciężka praca i droga - najważniejsze, żeby tego chciały dwie osoby - gdyż życie w ciągłej niepewności jest straszne
Trzeba się pogodzić, że ktoś nas nie kocha, że ułożył sobie życie z kimś innym mimo iż tęsknimy, iż nie możemy znieść tego, że to nie znami - ale to właśnie jest miłość - chcieć szczęścia kogoś - wbrew własnemu
Życzę Wam i sobie siły, w pokonywaniu trudności, odnalezienia sensu życia, pogodzenia się z tym czego nie da się zmienić i wiary w lepsze jutro.. .

~I dalej wierzę w lepsze jutro..

28.11.2021 13:16
Arti
20 listopada 2021 o 11:35
Odpowiedz

Nigdy nie rozumiałem osób, które próbują się dorobić na nieszczęściu innych - tak podłych i wrednych osób powinni izolować od normalnego społeczeństwa!!!
Pozdrawiam i uważajcie na siebie, bo jak widzicie takich nie brakuje...
Dużo zdrówka :)

~Arti

20.11.2021 11:35
A.
22 października 2021 o 23:51
Odpowiedz

Witajcie,
Sporo z Was pisze o porzuceniu, samotności, o tym że świat się zawalił bez tej drugiej osoby. Smutna prawda jest taka, że sami sobie gotujemy taki los uzależniając nasze szczęście i/lub dobre samopoczucie od drugiej osoby. Problem nie jest w odejściu takiej osoby (ludzie są wolni, mają prawo do zmiany zdania/decyzji) tylko w nas, że nie potrafimy sobie z tym poradzić. Otóż niestety nic w życiu nie ma na stałe,. I nic tego nie zmieni - miłość, przysięgi, obietnice w kościele, certyfikaty, nasze starania, nic. Trzeba nam wielkiego odprogramowania się od myślenia o tym że ktoś nam pomoże, ocali, zapewni szczęście. Myślenie takie to pułapka i przy takim myśleniu wchodzenie w jakikolwiek związek narażone jest na dramatyczną końcówką. Bo każdy kiedyś odchodzi - mąż od żony i odwrotnie, dziewczyna od chłopaka, przyjaciel od przyjaciela, przez rozstanie, odkochanie, zmianę w sobie czy wreszcie, najzwyczajniej, przez śmierć.
Ja akurat nie mam jazdy z tym, że rozwaliło mi się małżeństwo i nie mam już żony. Już to przepracowałem, może został zwykły żal, że "klocki mi się rozsypały", a przecież zbudowałem taką piękną budowlę. I tak się starałem, ja, biedny miś... Aktualnie cierpię jak nie mam u siebie dzieci, wtedy plan dnia mi się rozjeżdża, nie mam co robić z wolnym czasem. Jak są, jest rutyna, która pozwala mi zapomnieć o swoim, hmmm... braku pomysłu na siebie. Ale tak sobie myślę że to też objaw tego samego co z rozpaczą po byłej żonie/mężu. Nie umiem - jeszcze - być sam ze sobą. Ale się uczę. I już wiem, że w kochaniu i szczęściu mogę liczyć tylko na siebie. Delegowanie tego na innych prędzej czy później skończy się cierpieniem. Moim cierpieniem.
Pozdrawiam Was kochani, siły życzę w szukaniu prawdy o sobie :)

~A.

22.10.2021 23:51
Kobieta34
22 października 2021 o 00:10
Odpowiedz

Chciałabym być już na Pani etapie. Czuć siłę w samej sobie. A tak cały czas podnoszę się i upadam. Mam wrażenie, że to tsunami cały czas wraca. Mój Mąż również odszedł po 17 latach nagle. Zostawił mnie z dwójką dzieci. Nie ma nawet odwagi przyznać się, że powodem jest nowa miłość. Czuje się jak stare zepsute krzesło, które bez emocji można od tak wyrzucić. Czytam tu komentarze tylu mężczyzn, są tak niezwykle poruszające, dojrzałe. Wierzyłam w miłość na całe życie. Jestem bardzo oddaną osobą, wierną nigdy nie zdradziłam męża. On okazał się manipulatorem, egoistą i oszustem. Też skutecznie spadły mi klapki z oczu. Zastanawia mnie czy wogole jest możliwe by uczciwa kobieta spotkała mężczyznę z zasadami i na odwrót. Bo jak widzę oddane kobiety trafiają na drani, a porządni mężczyźni na zołzy. Czasami myślę, na swoim przykładzie, że uczciwej oddanej partnerki się nie szanuje, jest za nudna. Ściskam wszystkich i życzę sobie i Wam wytrwałości by móc kiedyś jeszcze się uśmiechnąć.

~Kobieta34

22.10.2021 00:10
Kobieta34
21 października 2021 o 23:20
Odpowiedz

Bardzo chciałabym Pana mentalnie przytulić. Tak doskonale rozumiem o czym Pan pisze. Sama znalazłam się w identycznej sytuacji po 17 latach zwiazku i niespodziewanym odejściu męża. Pana Żona miała przynajmniej odwagę cywilną przyznać się do powodu odejścia. Mój mąż niestety nie.

~Kobieta34

21.10.2021 23:20
Nazakręcie
13 października 2021 o 19:22
Odpowiedz

Sasasa, myślę, że za bardzo utożsamiasz swoje szczęście ze swoją żoną. Piszesz że miała Cię uchronić przed światem, a Cię zabiła? Co przez to rozumiesz? Spore oczekiwania miałaś wobec małżonki, być może przerosła ją ta rola? Wiem na pewno, że pięknie wyglądają związki dwojga, gdzie jedno nie może żyć bez drugiego, lecz czy to zdrowe podejście i jak sobie poradzić, gdy nie trafimy na drugą połówkę...Jak rozglądam się wokół, to widzę masę związków, które nie składają się z dwóch idealnie dobranych partnerów, prawdziwą rzadkość stanowią te, gdzie totalne oddanie i zaufanie jest obustronne. Dlatego totalne zatracenie siebie i powierzenie swojego losu drugiej osobie może okazać się niezwykle bolesne i w sytuacji rozstania można mieć poczucie, że nic oprócz tego nie ma.

~Nazakręcie

13.10.2021 19:22
sasasa
10 października 2021 o 21:08
Odpowiedz

wszędzie powtarza się zeby wyjść do ludzi, przyjaciół itd. A co mam zrobić gdy nie mam przyjaciół? gdy mam beznadziejną prace ale przynajmniej moge płacic alimenty. Gdy zostałem sam w tym wszystkim, cierpi moja rodzina, moja mama która jest chora na raka, dość sie juz martwi nie chce martwic jej dodatkowo sobą. Minał rok nie daje sobie juz rady. Nic mnie nie cieszy, powoli trace siłe robic cokolwiek co mnie wczesmiej cieszyło. Chciałbym byc pełnym energii przy spotkaniach z córka ale mam jej coraz mniej. Nie potrafie sobie juz poradzić.
Moja żona która miała mnie uratować przed tym światem własnie mnie zabiła

~sasasa

10.10.2021 21:08
EM
07 października 2021 o 13:04
Odpowiedz

Gratuluję dojrzałości w podejściu. Wspaniale się to czyta, o mężczyźnie (jestem kobietą).
Zajęcie się sobą, droga samorozwoju to droga, która dla mnie jest najlepszym, co można sobie zafundować po rozstaniu. Oczywiście, że fajnie by było być z kimś, ale ja na przykład zwyczajnie się boję teraz...czego, straty siebie, siebie samej, którą odzyskuję po odejściu męża. Jest to moja porażka życiowa, boli bardzo nadal (2 lata), ale dużo dostałam w zamian. Puste miejsce po dało mi przestrzeń na szukanie mnie samej, naukę życia samej i doceniania życia. Nauka tego, że ja wystarczę, a druga osoba ma być moim towarzyszem w życiu, a nie wypełnieniem/uzupełnieniem. Pozdrawiam Was dzielni Panowie

~EM

07.10.2021 13:04