Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Czterdziestolatek na szosie. Prolog

Rowery

Rowery Czterdziestolatek na szosie. Prolog

Codziennie czytasz nowe porady, jak być sprawniejszym, szczuplejszym, atrakcyjniejszym i jak usprawnić swoje czterdziestoletnie ciało i głowę. Próbujesz to wszystko ogarnąć i nie zwariować. Nie ułatwię ci zadania – dołożę jeszcze jeden pomysł. Z tą różnicą, że ten dostarczy ci czegoś więcej: niesamowitej radości. Zatem: wsiądź na rower. Ale nie po to, żeby sobie pojeździć. Wsiądź na „szosę” i pognaj przed siebie.

Tagi: sport dla faceta po 40. , rower dla faceta , velo 40+ , kolarstwo szosowe

Rowery Czterdziestolatek na szosie. Prolog

Dwa razy w swoim życiu dostałem rower szosowy: na Pierwszą Komunię i na 40. urodziny.

Za pierwszym razem była to czysta frajda i niczym nie ograniczona wolność. Każdą wolną chwilę po szkole poświęcałem na to, by przebrać się w żółtą koszulkę i na 20-calowym Romecie zjeździć wzdłuż i wszerz okoliczne uliczki i pagórki. Byłem Olafem Ludwigiem, Lechem Piaseckim, Andrzejem Mierzejewskim, byłem kim tylko chciałem. Najważniejszym miesiącem w roku był maj, a najlepiej znaną melodią – hymn Wyścigu Pokoju. Byłem jeszcze za młody, by interesować się dziewczynami, epoka gier video miała nadejść za jakiś czas, gdzieś tam w dalekim świecie dopiero niedawno wymyślono ZX Spectrum, więc mój juniorski Romet nie miał praktycznie żadnej konkurencji. I jeszcze jedno: przejeżdżające obok samochody można było policzyć na palcach jednej ręki. Największym zagrożeniem dla młodego rowerzysty w prowincjonalnym miasteczku było kilka miejskich autobusów.

Trzydzieści lat i dwa razy tyle kilogramów później sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W codziennej bieganinie zwyczajnie nie ma czasu na to, by wsiąść na rower, kiedy tylko przyjdzie na to ochota. Jeszcze trudniej przebić się przez miasto, którego każdą wolną przestrzeń wypełniają samochody. No i kiedy człowiek ma już ponad 40 lat, nie wypada mu udawać kogoś, kim nie jest, więc powiedzmy sobie jasno: nie jesteśmy (i już raczej nie będziemy) Contadorami, Kwiatkowskimi, lub Majkami i znacznie częściej zdarza nam się myśleć o kolejnej diecie i obietnicy zabrania się za siebie, niż o poczuciu niczym nie ograniczonej wolności na rowerowej drodze.

I dlatego właśnie teraz, gdy na rower wsiadam nie tyle po coś, ile raczej na przekór wszystkiemu (a często najbardziej na przekór sobie), sprawia mi to największą przyjemność. Kiedy więc za sprawą mojej nieocenionej partnerki i przy dużym wsparciu kolegów z pracy, stałem się szczęśliwym posiadaczem dwóch wąskich kółek i charakterystycznie zakrzywionej kierownicy, rozpocząłem zupełnie nowe życie. Nawiasem mówiąc: życie po 40. ;) Prezentowi towarzyszyła najcenniejsza z rad, jaką podzieliła się ze światem kolarska legenda, Eddy Merckx: Ride as much or as little, or as long, or as short as you feel. But ride. To te słowa dały mi napęd do pierwszej jazdy. A później… było już z górki.

Chciałbym się podzielić z wami swoją pasją. Niewiele będzie tutaj porad dla zawodowców, bo patrzę na kolarstwo okiem zapalonego amatora. Spróbuję wam podpowiedzieć, jak zacząć, aż sami odkryjecie, po co i dokąd chcecie jechać.

Rower, czyli niezbędny początek

Pytającym mnie o wybór roweru (choć zwykle zaznaczam, że nie jestem tutaj żadną wyrocznią) podpowiadam zazwyczaj dwa rozwiązania:

Jeśli chcesz sobie sprawić przyjemność i stać cię na większy wydatek – zdeponuj w salonie spory budżet i wybierz najlepszy sprzęt, jaki oferuje ci sprzedawca. W większości wypadków nie będziesz rozczarowany – wybór jest ogromny, a wyraźnych różnic w sprzęcie z wyższej półki prawdopodobnie i tak nie będziesz w stanie zauważyć. Najczęściej dotyczą one konstrukcji ramy, profili, geometrii – tych wszystkich rzeczy, z których początkujący kolarz na ogół nie zdoła uczynić pożytku. Tu jest zupełnie inaczej, niż w motoryzacji: pojemność i moc to ty. Kupujesz tak naprawdę ramę i układ przeniesienia napędu, które mają ci pomóc zamienić twoją moc w pokonane kilometry.

Jeśli bardziej racjonalnie gospodarujesz swoim budżetem, będziesz musiał sobie najpierw odpowiedzieć na kilka pytań. Od fundamentalnych: jak często planujesz jeździć, w jak długie trasy i w jakim terenie? Po z pozoru prozaiczne: gdzie będziesz przechowywał rower, w jakim stanie możesz go transportować itp. Nie chodzi wyłącznie o zabezpieczenie na wypadek kradzieży (choć to ważny i – niestety – wciąż powszechny problem), ale również o kwestie wydawałoby się mało istotne, ale w istocie kluczowe dla twojego bezpieczeństwa. Mało kto zdaje sobie sprawę, że rama z włókna węglowego, choć z pozoru bardziej elastyczna od aluminiowej, jest jednocześnie bardziej krucha i wrażliwa na uderzenia.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook