Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Czesław Lang: „Uwielbiam dawać ludziom radość”

Rowery

Mówi się o nim „człowiek – instytucja” i nie ma w tym cienia przesady. Był pierwszym polskim kolarzem z zawodowym kontraktem za granicą, gdzie nie osiadł, by wieść spokojne życie, ale wrócił do Polski, by swoimi doświadczeniami i kontaktami wspierać polski sport. I robi to ze znakomitymi rezultatami już od ponad ćwierć wieku. Zajmuje się nie tylko organizacją naszego narodowego touru i wielu innych kolarskich imprez. Próbował też swoich sił jako restaurator, a będąc zwolennikiem aktywnego i zdrowego trybu życia, prowadzi na Kaszubach ekologiczne gospodarstwo rolne.

Tagi: sport , velo 40+ , kolarstwo szosowe , rower dla faceta po 40. , Tour de Pologne

Czesław Lang, organizator Tour de Pologne oraz Rafał Pruchnicki
Partnerstwo Tissot z Tour de Pologne zostało przypieczętowane, fot. Monika Szałek

Czesława Langa jako sportowca i organizatora Tour de Pologne znamy niemal wszyscy. Nas interesowała nie tylko sportowa kariera „Cesare”, ale również to, jak sobie radzi w sytuacjach, które czasem spotykają każdego z nas. Dlatego naszą rozmowę rozpoczęliśmy dość nietypowo…

Mariusz Czykier: Pamięta pan moment decyzji o tym, że pora odwiesić rower na hak i kończyć karierę? Trudno się było zmierzyć z tym wyzwaniem?

Czesław Lang: W moim przypadku w miarę łatwo i podjąłem taką decyzję, choć miałem jeszcze podpisany kontrakt na dwa lata. Dobry kontrakt, z którym mogłem się ścigać, ale akurat w tym czasie zebrał się świetny zespół, w którym był Zenon Jaskuła, Joachim Halupczok, Marek Kulas, Lech Piasecki i Marek Szerszyński a jeden ze sponsorów – Animex – szukał możliwości promocji. Porozmawiałem z ludźmi w Polsce, porozmawiałem z Włochami i pojawił się wtedy pomysł, żeby zbudować polsko-włoską grupę zawodową, która będzie się nazywała Diana-Colnago-Animex. Pomyślałem sobie wtedy, że jest to szansa na to, żeby jakoś łagodnie wyjść z roli zawodnika i zostać menedżerem. Dostałem taką propozycję, dopiąłem ten kontrakt do końca, powstała fajna grupa. Zrobiliśmy prezentację w Marriotcie, wszystko z dużą pompą, po polskiej stronie był Piasecki, Halupczok, Jaskuła, Kulas, Szerszyński, a ze strony Włochów Giuseppe Saronni, Oscar Pellicioli…

MC: Całkiem mocna ekipa…

CL: Ówczesny top topów! Byłem menedżerem tej grupy przez trzy lata, chociaż szczerze mówiąc nie była to dla mnie wymarzona rola. Wtedy bycie menedżerem polegało tylko na tym, żeby kolarzy zawozić na start, później przywozić, załatwiać hotele… Wtedy jeszcze nie było GPS-ów, więc proszę sobie wyobrazić, że jest pan w Belgii, nie zna belgijskiego, po angielsku trudno się dogadać, a start jest na jakiejś ulicy, do której nie wiadomo jak dojechać. Mówię chłopakom, że zbiórka o siódmej, a Saronni jeszcze dopija kawę i mówi „nieee, Cesare, po co się tak spieszyć?”. Wyjeżdżamy 20 minut później i ja krążę, szukając tej ulicy, a oni wszyscy jadą za mną. I zaprowadź ich teraz na ten start, a spróbuj nie zdążyć! To był jeden wielki stres. Dziś się śmieję z tego, ale to na pewno było dla mnie wielkie przeżycie.

Ale generalnie byłem zadowolony, bo powstała ta grupa, pierwszy raz polsko-włoska, a ja mogłem do tego doprowadzić i to też było dla mnie wielkie wyzwanie. Poznanie tego wszystkiego, zrozumienie jak działają te wszystkie mechanizmy, no i danie tym chłopakom możliwości bycia kolarzami zawodowymi, już na takich warunkach, na jakich jeździli choćby Włosi. To wszystko było dla mnie cenne.

Czesław Lang, organizator wyścigu Tour de Pologne

Czesław Lang, dyrektor generalny firmy Lang Team oraz największego sportowego wydarzenia w Polsce, wyścigu Tour de Pologne. Fot. Monika Szałek

MC: Czyli ominął pana taki trudny moment przejścia od sytuacji, w której całe życie jest zorganizowane przez zespół, do tego, że człowiek jest zdany tylko na siebie?

CL: Rzeczywiście nie było takiego trudnego przejścia, chociaż później odnalezienie się w tej całej administracji, fakturach, kontraktach to była też nauka. To też nie było takie proste zsiąść z roweru i hop-siup: reszta działa. Jak jest się zawodowcem na rowerze, to pięć – sześć godzin dziennie jest tylko rower, rower, wyścigi, rower i tak w kółko, tylko na tym skoncentrowany. Później nie jest tak łatwo stać się nagle kimś innym. Ale przeżyłem to bardzo spokojnie i szybko się tego wszystkiego nauczyłem, jak to działa, jak funkcjonuje.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty