Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Korea Północna - kraj piękny i straszny

Podróże

Choć przywykliśmy do przekonania, że zimna wojna skończyła się wraz z upadkiem Związku Radzieckiego, tak naprawdę jest na świecie miejsce, gdzie trwa ona w najlepsze przez cały czas. I choć w ostatnich latach doszło na Półwyspie Koreańskim - bo o nim mowa - do pewnego rozluźnienia relacji, nadal nie ma mowy o zakończeniu kilkudziesięcioletniego okresu skrajnej wręcz wrogości.

Tagi: podróże , podróż życia

Pjongjang
Stolicę Korei Pn. zamieszkują tylko najwyżsi dygnitarze i oddani reżimowi obywatele

Dwie Koree. Przepaść nie do przebycia

W północnej części półwyspu, w niemal kompletnej izolacji od świata zewnętrznego funkcjonuje krwawy i bezwzględny reżim, który swą brutalnością przewyższa wszystko to, co znamy z historii. Natomiast na południu, oddzielone linią demarkacyjną i najpilniej strzeżoną granicą globu, rozwinęło się w tym samym czasie jedno z najbardziej innowacyjnych technologicznie państw świata.

Koreańska linia demarkacyjna oddziela od siebie dwa światy: Koreę Południową, która od zakończenia wojny na półwyspie jest aktywnym członkiem międzynarodowej społeczności i ważnym sojusznikiem USA oraz Zachodu, oraz izolującą się od świata, niepodzielnie rządzoną przez rodzinę Kimów, dyskretnie wspieraną przez Chiny Koreę Północną. Obie części kraju jeszcze przed wybuchem konfliktu koreańskiego znajdowały się na podobnie niskim poziomie rozwoju, dziś dzieli je niewyobrażalna wręcz przepaść w każdej dziedzinie.

Korea Południowa to kraj, który dokonał gigantycznego skoku technologicznego i cywilizacyjnego. W ciągu ostatnich 40 lat, z poziomu niższego niż ówczesna Polska, Południe awansowało do grona kilku najpotężniejszych gospodarczo regionów globu.

Południowokoreańskie firmy, kiedyś traktowane jako producenci taniej tandety, współcześnie urosły - na przykład na rynku producentów elektroniki użytkowej i multimediów - do roli światowych potentatów, a najpotężniejsza z nich, Samsung - produkująca poszukiwane produkty nie tylko pod marką własną, ale i podzespoły dla takich firm jak np. dla Apple - stała się wręcz hegemonem branży elektronicznej.

Zmiany dotknęły także południowokoreańską kulturę, która - choć oczywiście zachowała lokalna specyfikę - upodobniła się do wzorców zachodnich.

Północ. Skansen nie z tej ziemi

W tym samym czasie Korea Północna - na której chcę się tu skupić - która jeszcze w latach 70. wyprzedzała Południową nie tylko pod względem stopnia rozwoju gospodarczego, ale nawet poziomu życia, pogrążała się w coraz większym kryzysie i izolacji. Warunki zwykłego, codziennego bytu na przestrzeni ostatnich dekad stawały się tam coraz trudniejsze. Upadek wspomagającego Koreę Północną komunistycznego bloku wschodniego, kolejne katastrofalne susze, kryzysy w przestarzałym rolnictwie i rządzący państwem fanatyczny i zamknięty na świat, skostniały i bardzo brutalny reżim jednej rodziny, doprowadziły do sytuacji, w której (zdaniem wielu zachodnich analityków) nad krajem zawisło widmo ruiny gospodarczej, a nawet głodu. Żywność jest racjonowana i reglamentowana, a przydziały jedzenia są bardzo niewielkie i zróżnicowane w zależności od tego, jak obywatel demonstruje oddanie systemowi. Pierwszeństwo mają działacze partyjni i urzędnicy państwowi.

Pjongjang
Pjongjang

W swoistym letargu utrzymywana była też koreańska kultura i język, który przez kilkadziesiąt lat izolacji zaczął się mocno różnić od tego z południa, w którym - dzięki otwarciu na świat - pojawiło się wiele naleciałości z angielskiego i innych zachodnich języków.

Bezwzględny reżim, szalejąca propaganda

Jeszcze gorsze, niż wynikałoby to wyłącznie z zapóźnienia ekonomicznego, jest położenie tamtejszej ludności. Dla mieszkańca Polski, a tym bardziej dostatniej Europy zachodniej to, jak wygląda tam życie codzienne, jest wręcz niewyobrażalne. Po pierwsze jest to krwawa dyktatura, gdzie niemal o wszystkim, co się dzieje w kraju, decyduje jeden człowiek – Kim Dzong Un. Ten mający zaledwie 34 lata syn poprzedniego władcy, Kim Dzong Ila i wnuk założyciela komunistycznej, Korei Kim Ir Sena, sprawuje swój urząd – mimo młodego wieku - równie bezwzględnie, co ojciec i dziadek, nie wahając się przez zamykaniem, a nawet zabijaniem prawdziwych i urojonych przeciwników politycznych.

Po drugie, w kraju funkcjonują obozy koncentracyjne i reedukacyjne, do których można trafić za szereg wykroczeń przeciwko porządkowi publicznemu, nawet za taki drobiazg, jak oglądanie zagranicznych filmów wideo czy nielegalne posiadanie telefonu komórkowego. Prawo jest drakońskie i nie zostawia obywatelom żadnego marginesu swobody. Mieszkańcy są też poddawani stałemu nadzorowi, niezliczona sieć donosicieli oraz agentów przekazuje władzom informacje o każdej ich aktywności. Prywatność nie istnieje, donoszenie na siebie, nawet wewnątrz rodzin jest wręcz wskazane. Panuje tam coś, co można by nazwać szpiegomanią.

Wszyscy mieszkańcy Północy są przez cały czas poddawani systematycznemu „praniu mózgów”, nie tylko przez reżimową telewizję i radio, która nie nadaje zresztą programu w naszym rozumieniu tego słowa, a jedynie produkcje propagandowe i „wychowawcze”, ale też przez szkołę, gdzie prócz nauki czytania i pisania dzieci obowiązkowo uczestniczą w przedmiotach, których treścią jest wpojenie im odpowiednio spreparowanych życiorysów i epokowych osiągnięć liderów państwowych. Maluchom (które od najmłodszych lat zabierane są rodzicom i wychowywane „przy szkole”) wkłada się do głów takie brednie jak to, że obecny lider państwa nauczył się prowadzić samochód wieku 3 lat, oraz to, iż w wieku lat 9 wygrał bohatersko międzynarodowe regaty wioślarskie dla dorosłych.

Kim wynalazł leki na AIDS, Ebolę oraz… kaca

Oficjalna propaganda Korei Północnej nie przedstawia zresztą swoich liderów wyłącznie jako kompetentnych i odpowiedzialnych, kreuje ich na omnipotentnych specjalistów w każdej dziedzinie – od kuchni, przez rolnictwo, przemysł, na medycynie i programie kosmicznym kończąc. Gdy Kim składa wizytę w fabryce butów, państwowa telewizja pokazuje, jak instruuje on dyrekcję co do metod usprawniających wytwarzanie obuwia, z kolei w fabryce żywności zdradza jej pracownikom sekret, jak wytwarzać produkty smaczne i zdrowe. Jakiś czas temu tamtejsze gazety donosiły, że młody Kim osobiście wpadł na pomysł, jak leczyć AIDS, a nawet wynalazł alkohol, który nie powoduje kaca. Lider zna się na wszystkim i wie wszystko.

W całym państwie panuje wszechogarniający, rozdmuchany do granic czarnej groteski kult obecnego wodza, jego ojca i dziadka. Obywatele muszą aktywnie oddawać hołd władzom. Nie wystarczy jedynie bierność i cicha akceptacja, gdyż może się ona dla innych wydać podejrzana i stać się w efekcie podstawą donosu. Pożądana jest afirmacja i zachwyt. Każdy Koreańczyk musi publicznie wyrażać uwielbienie dla władz i oddanie sprawom państwa. Takie seanse adoracji są urządzane wszędzie, w szkołach a nawet w zakładach pracy, gdzie codziennie odbywają się specjalne apele, na których każdy pracownik kolejno deklaruje, za co jest wdzięczny „wspaniałemu, najwyższemu przywódcy”.

Do Europy przebijają się jedynie obrazki z uroczystości państwowych, choćby takich jak pogrzeb poprzedniego przywódcy Korei, podczas których tłumy Koreańczyków zwijały się w żałobnych spazmach. Dla wielu z nas sceny te musiały się wydawać groteskowe, tymczasem tam to codzienność. Ktoś, kto wtedy publicznie nie płakał, od razu stawał się celem dochodzenia, a karą za „brak należytego szacunku” mogło być więzienie lub nawet obóz pracy.

Pjongjang. Stolica na pokaz

Specyficzna forma dyktatorskich rządów, czegoś w rodzaju dziedzicznej satrapii, która wykształciła się przez ostatnie kilkadziesiąt lat na Północy sprawiła, że region ten, będący szczelnie odciętym od reszty kawałkiem Ziemi, jest dziś ciekawym skansenem przeszłości w jej najbardziej anachronicznej, wręcz obskuranckiej formie. Kraj w większości wygląda jak żywcem przeniesiony z dawno minionych epok: często bez dróg, prądu i jakiejkolwiek nowoczesnej infrastruktury. Z jednym wyjątkiem - zbudowaną na pokaz stolicą.

Choć oczywiście dla mieszkańców naszej części świata wszystko, co się tam dzieje, może się wydawać szokujące i niezrozumiałe, to jednak Korea Północna pozostaje zjawiskiem - przynajmniej dla mnie - fascynującym. Dlaczego? Jest to miejsce wielkich i bardzo interesujących kontrastów. Z jednej strony mamy Pjongjang (po II wojnie światowej nazywaną Phenianem), stolicę kraju, która przez reżim traktowana była i jest jako wizytówka i jedno z nielicznych miejsc, do których wpuszczani są zagraniczni turyści i wybrani dziennikarze. Z drugiej - właściwie średniowieczną prowincję.

Przez swój uprzywilejowany status miasto stołeczne odróżnia się - także wizualnie - od reszty dramatycznie zacofanego kraju. Na wpuszczanych tam turystach "dewizowych" może to robić i robi nawet dość pozytywne wrażenie - wielka, prawie 3,5 milionowa metropolia wybudowana jest bowiem z bardzo dużym rozmachem i ma do zaoferowania kilka swoistych cudów.

Najbardziej rzuca się w oczy 105-piętrowy "hotel Ryugyŏng", który niczym szklana, 330-metrowa piramida dominuje nad całą okolicą. W zasadzie niewiele o nim wiadomo, poza tym, że nadal - choć budowa rozpoczęła się jeszcze w latach 80., pozostaje nieukończony.

Zresztą o całej Korei Północnej wiemy tak naprawdę bardzo mało, gdyż poza oficjalnymi materiałami propagandowymi i relacjami nielicznych turystów nie ma stamtąd żadnych w 100% pewnych i potwierdzonych informacji. Kilka rzeczy w relacjach ludzi, którzy zostali tam wpuszczeni jako turyści lub dyplomaci (nota bene Polska, jako jedno z nielicznych państw europejskich, ma swoją ambasadę w Pjongjangu) jednak się powtarza, więc z dużą dozą pewności mogę je tu przedstawić.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook