Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Stanley Ketchel. „Zabójca z Michigan” o polskich korzeniach

Oni nas inspirują
|
12.06.2020

Na długo przed tym, jak Andrzej Gołota walczył z Riddickiem Bowe, zanim Dariusz Michalczewski próbował pobić rekord Rocky’ego Marciano, a nawet o wiele wcześniej niż Jerzy Kulej zdobył olimpijskie złoto świat przekonał się, co potrafią pięściarze rodem z Polski. Stanley Ketchel żył co prawda dość krótko, ale nie przeszkodziło mu to zapisać się w annałach światowego boksu.

Tagi: sport , historia , boks

Stanley Ketchel podczas jednej z walk z Billym Papke
Stanley Ketchel posyła na deski Billy'ego Papke

Chociaż świat pamięta go jako Stanleya Ketchela, to jego rodzice byli polskimi imigrantami. Jan i Julia Kiecelowie pochodzili ze wsi Sulmierzyce w ówczesnej guberni piotrkowskiej, a urodzonemu już za oceanem (konkretnie 14 września 1886 roku w Grand Rapids w Michigan) dali na imię Stanisław. Chłopak nie zagrzał zbyt długo miejsca w domu rodzinnym – już w wieku 12 lat wyruszył w świat w poszukiwaniu lepszego życia. Odwiedził między innymi Chicago, przez jakiś czas przebywał w Kanadzie, aż dotarł do Butte w Montanie. Wędrowny tryb życia i imanie się przeróżnych zajęć (był między innymi robotnikiem rolnym, pomagał także różnym rzemieślnikom) skutkowały częstymi bójkami. Podczas jednej z nich Kiecala zauważył Maurice Thompson – były bokser. Stwierdził, że młody chłopak ma potencjał (przejawiający się nie tylko w sile i szybkości, ale także niezwykłej zaciekłości), więc zaproponował mu przystąpienie do miejscowego klubu bokserskiego. Staszek przystał na propozycję, a Thompson został jego pierwszym trenerem i sparingpartnerem.

Obiecujące początki

Swoją pierwszą walkę Ketchel (nie wiadomo, w którym momencie życia nastąpiła zmiana imienia i nazwiska, ale wiemy, że to zasługa jednego z jego doradców, który nie potrafił zapisać oryginalnego nazwiska) stoczył w wieku 17 lat – jego przeciwnikiem był niejaki Kid Tracy, a Stanley znokautował go już w pierwszej rundzie. Była to dobra zapowiedź stylu, z jakiego Ketchel miał zostać zapamiętany. Jego walki miały podobny przebieg – rzucał się na przeciwników natychmiast po wybrzmieniu pierwszego gongu. W latach 1904-1906 Ketchel stoczył w Montanie 40 walk – 35 z nich wygrał przez nokaut, dwie zremisował, jedna była pokazówką, a w dwóch musiał uznać wyższość przeciwnika. Co ciekawe, tego samego przeciwnika, doskonale sobie znanego – był to bowiem wspomniany Maurice Thompson, który nie ustawał w próbach uczynienia Ketchela lepszym pięściarzem.

„Zabójca z Michigan”

Ketchel swój przydomek zawdzięcza drugiej (pierwsza zakończyła się remisem) walce z Joe Thomasem, nazywanym „Chlubą Kalifornii). Pojedynek odbył się 2 września 1907 roku i został zakontraktowany na szokujące z dzisiejszej perspektywy 45 rund. W dwudziestej dziewiątej z nich Stanley niemal przegrał, ale już w trzydziestej drugiej odzyskał inicjatywę posłał rywala na deski. Walkę reklamowano jako pojedynek o tytuł (był to efekt wycofania się z boksu urzędującego mistrza, Tommy’ego Ryana), ale Ketchel oficjalnie go nie otrzymał.

Stanley Ketchel jest przez wielu uważany za najlepszego boksera wagi średniej w historii

Niekwestionowanym mistrzem został po pojedynkach z braćmi Sullivan. Pochodzący z Irlandii bliźniacy musieli uznać wyższość Stanleya – najpierw (23 lutego 1908 roku) znokautowany w pierwszej rundzie został Mike. Kilka miesięcy później (9 maja 1908 roku) pomścić go próbował Jack – i choć poradził sobie lepiej, bo dotrwał do 20. rundy, to ostatecznie nie dał rady „Zabójcy z Michigan”. Ketchel został mistrzem świata wagi średniej, ale utrzymanie tego tytułu kosztowało go wiele wysiłku.

Przeciwnikiem, który niedługo po pojedynkach z braćmi Sullivan solidnie dał się Ketchelowi we znaki, był urodzony w Illinois Billy Papke – bokser niemieckiego pochodzenia. Pierwszy mecz pomiędzy nimi był towarzyski, jednak obaj pięściarze podeszli do niego na serio i nie szczędzili mocnych ciosów – ostatecznie Ketchel wygrał na punkty. Stawką w drugiej walce był tytuł mistrza świata i nie było w nim mowy o kurtuazji – i to dosłownie. Zwyczajem był wówczas pewien rytuał – już po pierwszym gongu bokserzy witali się na ringu, lekko trącając rękawicami. Papke wykorzystał ten moment, aby zadać Ketchelowi dwa mocne ciosy w głowę. Zaskoczony Stanley odczuł je silnie i nie był w stanie walczyć „po swojemu” i walkę spędził głównie na obronie. Udało mu się wytrwać do dwunastej rundy, w której został znokautowany przez Papkego. Należy dodać, że karygodne zachowanie pochodzącego z Niemiec boksera nie było wówczas zabronione z punktu widzenia przepisów.

Ketchel rzecz jasna pragnął odzyskać stracony tytuł i zażądał rewanżu, na który Papke chętnie przystał. Już po niespełna trzech miesiącach panowie znów stanęli w ringu, jednak tym razem obeszło się bez kontrowersji. Ketchel nieustannie atakował Papkego, który nie dotrwał do końca zakontraktowanego na dwadzieścia rund pojedynku – ten zakończył się nokautem w jedenastej rundzie (była to jedyna porażka przez nokaut w karierze Papkego). Kilka miesięcy później doszło do czwartej, najzacieklejszej walki pomiędzy Ketchelem i Papke – obaj pięściarze dosłownie połamali w niej ręce (Papke złamał jedną z kości lewej dłoni, a Ketchel prawej oraz kciuka). Żadnemu z rywali nie udało się jednak znokautować drugiego i walka została roztrzygnięta dzięki punktom. Wygrał Ketchel. Dodajmy, że walki miały ogromny wpływ na Papkego – znamienny jest fakt, że bokser ten, który po ogólnoświatowym kryzysie popadł w głęboką depresję odebrał sobie życie 26 listopada 1936 roku, a więc w rocznicę swojej najbardziej dotkliwej porażki w karierze.

Dawid kontra Goliat

16 października 1906 roku doszło do walki, która z obecnej perspektywy wydaje się równie kuriozalna, co zakontraktowanie pojedynku na 45 rund. Przeciwnikiem Ketchela był bowiem Jack Johnson – czarnoskóry bokser, uważany wówczas za najlepszego w swoim fachu na świecie. Problem polegał na tym, że był od Stanleya wyższy o 13,5 centymetra i cięższy o około 15 kilogramów. Pomysł na walkę zrodził się w głowie słynnego wówczas impresario Jima Coffortha, który liczył na duży rozgłos, a co za tym idzie – zarobek. Johnsonowi zaproponowano wysokie jak na tamte czasy honorarium (25 tysięcy dolarów), ale wymuszono na nim obietnicę – ze względu na przewagę fizyczną miał nie dążyć do znokautowania przeciwnika. Walkę, której stawką był tytuł mistrza świata, zakontraktowano na 25 rund w formule no decision. Oznaczało to, że jeśli nie dojdzie do nokautu, zwycięzca nie zostanie wyłoniony na punkty. Johnson mógł więc być praktycznie pewny, że tytułu nie straci – był pięściarzem znanym ze znakomitej defensywy, więc wystarczyło tylko nie dać się znokautować o wiele mniejszemu i lżejszemu rywalowi.

Okazało się jednak, że Ketchel bynajmniej nie ma zamiaru składać broni w tym nierównym pojedynku. Swoim zwyczajem agresywnie atakował Johnsona, który z czasem miał coraz większe problemy. W dwunastej rundzie Ketchel trafił przeciwnika potężnym ciosem, po którym mistrz upadł na deski i był liczony przez sędziego. Wtedy musiał się zorientować, że jeśli nie odwdzięczy się Ketchelowi pięknym za nadobne, to może nie dotrwać do końca walki. Wstał więc i zrewanżował się Stanleyowi ciosem, po którym bokser polskiego pochodzenia padł nieprzytomny na ring. Pojedynek poskutkował nie tylko straconymi zębami (dwa z nich utkwiiły w rękawicy Johnsona), ale też kilkumiesięcznym odpoczynkiem od boksu, podczas którego bohater niniejszego tekstu zasmakował w opium. Bo trzeba dodać, że życie pozaringowe Ketchela wcale nie było mniej interesujące od ringowego.

Poza ringiem

Po ponad stu latach trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, które z anegdot o Ketchelu są w stu procentach zgodne z prawdą, a które zostały podkoloryzowane, ale nie ma to większego znaczenia. Jedną z nich przytoczył Nat Fleischer (pisarz, wieloletni redaktor naczelny magazynu „The Ring”), który spotkał Ketchela, stojącego z kartką w hotelowym lobby. Fleischer wiedział, że Stanley nie potrafi pisać, więc zaoferował swoją pomoc. Ketchel chciał nadać telegram do swojego ojca, w którym informował go o wygranej walce z Jackiem O’Brienem. Nat zauważył, że pojedynek ma się odbyć dopiero za kilka godzin, na co Stanley odpowiedział „A co to za różnica? Przecież wiem, jak się skończy”. I rzeczywiście, nie mylił się.

Wybuchowy charakter oraz zamiłowanie do broni palnej były przyczyną niebezpiecznych sytuacji. Pewnego dnia Ketchel, który sypiał z rewolwerem pod poduszką, został obudzony przez swojego trenera, Pete’a Stone’a. Odruchowo sięgnął po broń i strzelił, ale na szczęście trafił trenera tylko w nogę. Ketchel miał też opinię człowieka, który nie wzbrania się przed korzystaniem z życiowych przyjemności. Fama kobieciarza z pewnością dodawała kolorytu jego postaci, ale w pewnym sensie przyczyniła się do tragicznego zakończenia jego życia.

W 1910 roku Ketchel postanowił nieco wyhamować i toczyć walki rzadziej, niż do tej pory. W październiku postanowił skorzystać z propozycji przyjaciela jego matki, Pete’a Dickersona, i dał się zaprosić do jego posiadłości w Conway w stanie Missouri. Chciał się rozejrzeć w okolicy i ewentualnie kupić ziemię. Na miejcu poznał ludzi, którzy pracowali w rezydencji Dickersona – między innymi Waltera Dipleya, który zajmował się między innymi oporządzaniem zwierząt i drobnymi naprawami.

Nie do końca wiadomo, co poprzedziło tragiczne wydarzenie z 15 października 1910 roku. Tego dnia Ketchel jadł śniadanie w jednym z pomieszczeń rezydencji, gdy nagle do środka wszedł Dipley i strzelił bokserowi w plecy. Następnie opróżnił kieszenie Ketchela i uciekł. Został schwytany po kilku dniach. Pytany o powód morderstwa powiedział, że była to zemsta – Ketchel miał zgwałcić kucharkę Goldie Smith, która była partnerką Dipleya. Sąd nie dał wiary tym tłumaczeniom i uznał, że prawdziwym motywem była chęć dokonania rabunku – jedyną osobą, która była w domu oprócz Ketchela i Dipleya była właśnie Smith. Oboje zostali uznani winnymi i skazano ich na dożywocie. Goldie opuściła więzienie już po kilkunastu miesiącach, natomiast Walter odsiedział 23 lata, zanim został zwolniony.

Ketchel nie umarł na miejscu – Dickerson zorganizował specjalny pociąg, którym przetransportowano ciężko rannego boksera do szpitala w Springfield, jednak ostatecznie lekarzom nie udało się go uratować. Zmarł 15 października 1910 roku, mając zaledwie 24 lata. Gdy o wydarzeniu dowiedział się jego menadżer Wilson Mizner, miał powiedzieć: „Policzcie do dziesięciu. Na pewno wstanie”.

W 2003 roku magazyn „The Ring” umieścił Stanleya Ketchela na szóstym miejscu najlepszych pięściarzy w historii.

Michał Miernik

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy