Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Diego. Ikona, oszust, łajdak, bóg

Oni nas inspirują

O Diego Maradonie słyszał każdy. Obok Pele to zdecydowanie najlepszy piłkarz w XX wieku, ze sławą, której dziś równać się może chyba tylko ta Cristiano Ronaldo. Prawdziwy "bóg futbolu", jak sam nieskromnie zwykł o sobie mawiać. Czy jego kariera i liczne upadki mogą być dla nas nauką, czego nie należy robić z własnym sukcesem?

Tagi: piłka nożna , piłkarz , piłkarze , inspiracje , film dla faceta po 40. , film dokumentalny , portrety

Diego Maradona
Diego Maradona

Barwne życie "geniusza piłki" to materiał na melodramat, film akcji i horror w jednym. Na ekranach festiwalu filmowego w Cannes pokazano 19 maja film, który odtwarza fragment życia piłkarza z burzliwych czasów jego gry we włoskiej lidze. Życie Maradony to dziś bowiem wielka, ponadczasowa przestroga dla wszystkich tych, którzy stykają się z wielką popularnością. Niesie ona bowiem więcej zagrożeń, niż się powszechnie sądzi, a szczyt - jak pokazuje życie, jest zaraz tuż obok piekła.

"Jestem biały albo czarny, szary nie będę nigdy w życiu"

Diego Armando Maradona urodził się w w 1960 roku na zubożałych przedmieściach stolicy Argentyny, Buenos Aires. Był piątym z ośmiorga rodzeństwa. Ojciec - robotnik - zapewniał rodzinie byt, ale zdecydowanie nie można powiedzieć, że w domu panował dostatek. Sama okolica była bardzo nędzna, a wyjątkowo liczna rodzina jeszcze mocniej nadwyrężała skromny rodzinny budżet. Tłem narodzin i dorastania Maradony są zresztą bardzo burzliwe zmiany społeczne w ówczesnej Argentynie, która na skutek kolejnych przewrotów wojskowych, rządów junt i międzynarodowych sporów staczała się z pozycji jednego z najbogatszych, do co najwyżej średnio zamożnego kraju.

Talent piłkarski Diego ujawnił się bardzo wcześnie. Swoją pierwszą piłkę otrzymał od kuzyna Beto na trzecie urodziny. Znane są historie o tym, że jako dziecko zabawiał publiczność swoimi dryblingami między znacznie starszymi kolegami. Już jako młodociana lokalna gwiazda został zauważony i zasilił kadry lokalnego zespołu Argentinos Juniors. Być może właśnie to uwielbienie dla popisów zaważyło na jego całym późniejszym życiu, jak się bowiem szybko okazało, Maradona doskonale czuł się odgrywając kolejne, coraz bardziej skomplikowane życiowe role.

Właściwie do dziś nierozstrzygnięty pozostaje spór o to, kto był lepszym piłkarzem. Brazylijczyk Pele, czy właśnie Maradona. W oficjalnej sondzie FIFA mającej wskazać najlepszego zawodnika XX wieku uzyskał aż 53% głosów, ale już w głosowaniu specjalistów i prenumeratorów magazynu Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej był dopiero trzeci. Wątpliwości z pewnością nie ma sam Maradona, który zawsze uważał się za najlepszego. Do historii przeszła scena z jego audiencji u papieża Jana Pawła II, kiedy wyraził niezadowolenie z faktu, iż on, wielki Diego, dostał od głowy Kościoła taki sam prezent jak będąca wtedy w Watykanie razem z nim jego matka.

Maradona zawsze czuł się lepszy, wręcz natchniony. Był naprawdę przekonany, że z racji tego, co osiągnął, należy mu się królewskie traktowanie. I to poczucie się spełniało. Mógł na taki "boski" aplauz liczyć zarówno w rodzinnej Argentynie, jak i europejskich klubach, w których grał.

Maradona słynie z bezpośredniości. Właściwie nigdy nie potrafił trzymać języka za zębami. Rąk zresztą też nie. Słynne są sceny, kiedy Diego, wściekły z jakiegoś powodu na dziennikarzy, łapał się przed nimi za genitalia, wykrzykiwał też bardzo niecenzuralne słowa. Raz nawet FIFA ukarała go za to zakazem wstępu na losowanie grup finałowych mundialu, już w czasie - bardzo burzliwej zresztą - trenerskiej kariery. Podobnie było też w największych czasach osobistego triumfu. Na przykład w 1986 roku, kiedy podczas mundialu w Meksyku wraz z drużyną swojego kraju sięgnął po mistrzostwo świata. "Złapała go" wówczas kamera jednej z telewizji w szatni, z pucharem w ręku wykrzykującego do swoich wrogów: "wam to dedykuję, wam, których k..wa na świat wydała". Znane są także liczne przypadki szturchnięć czy napadów złości na fanów, którzy chcieli dotknąć swojego idola, czy to na ulicy, czy na szalejących z radości stadionach.

"Ręka boga"

Maradona jest przykładem sukcesu totalnego. Nam na zimnej północy trudno sobie nawet wyobrazić, jak wygląda popularność doskonałego piłkarza w krajach, gdzie piłka nożna urasta do rangi narodowej religii. A wielkości temu zawodnikowi odmówić nie można. Wspomniany wcześniej Pele miał więcej sukcesów drużynowych, ale i reprezentacja Brazylii miała wówczas znacznie więcej świetnych zawodników. Tymczasem sukcesy Argentyny to w dużej mierze zasługa samego Diego, który dzięki fantastycznym umiejętnościom potrafił wyratować swój zespół z największych tarapatów. W połączeniu z realną charyzmą wyniosło go to na szczyty popularności.

W Argentynie był dosłownie noszony na rękach. Powstało nawet coś na kształt parareligii z Maradoną jako jej świętym i prorokiem. Choć brzmi to dość groteskowo, to jednak ponad 40 tys. osób co roku do dziś spotyka się w pubach i kawiarniach 30 października, w dniu urodzin piłkarza, by oddać hołd idolowi wygłaszając skomponowaną na ten cel specjalną "modlitwę". Zresztą nie wzięło się to znikąd. Gdy w pamiętnych ćwierćfinałach w 1986 r. Maradona strzelił kontrowersyjnego gola, w którym sędzia nie dostrzegł wyraźnie widocznego zagrania ręką, sam piłkarz z w wrodzoną sobie skromnością całą sytuację spuentował nazywając to nieprzepisowe zagranie "ręką boga".

Popularność Maradony nie ustała nawet po zakończeniu kariery piłkarskiej. W 1994 r. debiutował jako trener, nie zaniedbywał też swojej sławy jako celebryta: miał swoje programy w argentyńskiej TV, wystartował nawet we włoskiej edycji show "Taniec z Gwiazdami", jednak szybko się znudził i już po trzecim odcinku zrezygnował. Kariera trenerska też nie przynosiła zbyt imponujących efektów. Ze swoją pierwszą drużyną - Deportivo Corrientes dotarł do zaledwie 13 miejsca w argentyńskiej lidze, z kolejną - Racing Club było już lepiej, ale tylko o jedną pozycję. Bardziej niż umiejętności trenerskie o zatrudnieniu Maradony w kolejnych, później zresztą coraz to bardziej egzotycznych klubach, decydowała wciąż wielka sława oraz magia nazwiska - symbolu piłki nożnej.

„On nie jest Argentyńczykiem. On jest Argentyną!“

Niestety, w odróżnieniu od swojego głównego konkurenta Pele, który po zakończeniu kariery stał się bohaterem - ale w poważnym tego słowa znaczeniu - angażującym się zarówno w dochodowe jak i filantropijne czy edukacyjne przedsięwzięcia, Maradona wyraźnie nie udźwignął ciężaru sławy. Skoro obwołano go bogiem, to on zachowywał się jak "bóg", bardziej skupiając na sobie uwagę kronik towarzyskich, a nawet kryminalnych niż sportowych. Oddał się zbytkowi i nałogom. Co jakiś czas Argentyną wstrząsały kolejne skandale - a to otarcie się piłkarza o śmierć z powodu nadużywania kokainy, a to z powodu pozwów o ustalenie ojcostwa wytaczanych przez liczne kochanki. Argentyńczycy przez całe lata żyli kolejnymi wzrostami wagi i dietami swojego idola, operacjami serca a nawet zabiegiem zmniejszenia żołądka - który miał być ostatnią szansą na wyjście z, jak to nazwały tamtejsze media, "obżarstwa".

Pierwsze objawy tego, że Maradona nie radzi sobie z ciśnieniem, jakie na nim spoczywało, pojawiły się jednak już wcześniej, bo w 1994 roku, kiedy został wyrzucony z mistrzostw świata w atmosferze skandalu dopingowego. Jak po latach sam przyznał, skorzystał ze "wspomagaczy", gdyż nie mógł się pogodzić z tym, że na boisku są już zawodnicy znacznie szybsi od niego.

W miarę upływu czasu i kolejnych odwyków, skandali zamiast ubywać, przybywało. Nagle okazało się, że boski Diego ma kilkadziesiąt milionów euro długu we Włoszech, gdzie zalega z podatkami jeszcze z czasów, gdy grał w tamtejszej lidze. Bywały już nawet takie momenty, w których jedynym ratunkiem dla piłkarza było leczenie w zamkniętych klinikach psychiatrycznych. I on poddawał się wszelkim terapiom, ale po wyjściu z nich kompletnie nic się nie zmieniało.

Kulminacyjna scena upadku miała miejsce podczas ostatniego mundialu, który odbywał się w Rosji, podczas meczu z Argentyny z Nigerią. Kamery skierowane na lożę byłego mistrza świata pokazywały niewiarygodne wydarzenia. Najpierw - a wszystko na tle szklanej barierki wybrudzonej białym proszkiem przypominającym kokainę - boski Diego, niczym w religijnym transie wznosił ręce i oczy ku niebu, wyglądając, jakby przeprowadzał osobistą rozmowę z Najwyższym. Później z kolei widać było jak śpi, by wreszcie pod koniec meczu w geście nienawiści, ledwo łapiąc równowagę wymachiwać środkowym palcem w kierunku afrykańskich rywali. Loży nie opuścił o własnych siłach, zasłabł. Choć przyjaciele i tym razem próbowali bagatelizować sprawę, w piłkarskim światku zawrzało. Z mistrzem było i jest coś nie tak - mówiono.

"Tu nie ma tajemnicy. Dam z siebie wszystko, jak zawsze. W ten sposób udowadniam ludziom, którzy mnie zatrudnili, i tym, którzy mnie wspierają, ile to znaczy"

Postać Diego Maradony, który jest żyjącą legendą piłki nożnej, powinna być przestrogą dla tych, którzy pragną sławy ponad wszystko. Jego życie - pełne olśniewających sukcesów, ale też i drastycznych upadków pokazuje ponad wszelką wątpliwość, jak groźna jest nieokiełznana sława i boska wręcz, ale zupełnie niekontrolowana popularność. Prosty chłopak z argentyńskich slumsów stał się bożyszczem milionów ludzi na całym świecie, gdyż do perfekcji opanował grę w futbol. Nie potrafił jednak tej sławy zagospodarować we własnym umyśle. Przekuł ją w finansowy sukces, ale przypłacił to utratą zdrowia, licznymi niszczącymi uzależnieniami, utratą czci i zawirowaniami w życiu prywatnym.

Mimo tych wszystkich przestróg warto jednak zauważyć i docenić fakt, że po każdym upadku Maradona, choć na jakiś czas, nawet na krótko, podnosił się z zapaści i szedł dalej, odbudowywał to co mógł - przyjaźnie, relacje rodzinne. Diego okazał się znacznie mocniejszy, niż wielu z jego wrogów sądziło. Kiedy w 2010 r. Argentyńczycy powierzali mu fotel trenera reprezentacji narodowej, tak naprawdę była to bardziej osobista nagroda za wyjście z kolejnego kryzysu, za poradzenie sobie z życiowymi przeciwnościami, niż realna wiara w to, że Diego dokona rewolucji. Tymczasem on - mimo wielu bardzo kontrowersyjnych decyzji kadrowych - doszedł z tą reprezentacją do ćwierćfinału Mistrzostw Świata.

Oczywiście ćwierćfinał mundialu dla utytułowanej Argentyny to nie to samo co dla nas, ale poprzednie lata były w argentyńskim futbolu dość słabe, więc można to było uznać za względny sukces. Pojawiła się nawet propozycja przedłużenia kontraktu trenerskiego na następne lata, jednak odrzucił ją sam Maradona, gdyż warunkiem było to, że wymieni wszystkich swoich współpracowników. Tymczasem on lojalnie stwierdził, że nie pozbędzie się przyjaciół i ludzi, którym ufa.

Dziś, po wielu przygodach z trenowaniem zespołów między innymi w Zatoce Perskiej, Maradona jest trenerem drugoligowej drużyny Dorados de Sinaloa z Meksyku. I nic nie wskazuje na to, by jego kariera miała się szybko zakończyć.

Tomasz Sławiński

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook