Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Najpotężniejsze rodzaje broni w historii

Nowe hobby

Ludzie od zawsze uwielbiali trudne wyzwania. Budowa coraz to większych i potężniejszych konstrukcji oraz machin była spełnieniem marzeń wielu pokoleń, pokrzepieniem ego samych konstruktorów i wykonawców, ale miała też poważny walor praktyczny, widoczny zwłaszcza w rzemiośle wojennym, w którym przewaga psychologiczna, jaką daje posiadanie w arsenale najsilniejszej lub największej broni jest nawet większa od rzeczywistej siły militarnej. Nic zatem dziwnego, że od wieków staramy się zaskoczyć przeciwnika nieprzeciętnymi rozwiązaniami, które mają go zastraszyć lub przynajmniej onieśmielić. Oto 5 przykładów broni, które samym swoim rozmachem lub pomysłowością miały zniszczyć wolę walki u wroga.

Tagi: historia , wojna , broń , wojsko , militaria

Dora - niemieckie superdziało
Dora - niemieckie działo kolejowe

1. Największy pancernik w historii

Prym w budowaniu wielkich okrętów wojennych wiodła Japonia, kraj, którego elita rządząca marzyła o przekształceniu go z odległej, egzotycznej "ciekawostki" w pierwszoplanową potęgę gospodarczą i militarną. Temu przedsięwzięciu miała służyć między innymi budowa silnej floty. Początkowo Kraj Kwitnącej Wiśni ograniczały międzynarodowe traktaty ustanawiające limity wyporności poszczególnych okrętów, ale wkrótce zostały one zarzucone i już od lat 30. rozpoczęto projektowanie marynarki na miarę imperialnych ambicji. Urzeczywistnieniem siły kraju miała się stać nowa linia superpancerników klasy Yamato – największych okrętów wojennych tej klasy w historii. Ukończono zaledwie 3 egzemplarze (przy czym ostatni przebudowano na lotniskowiec).

Pancernik Yamato
Japoński pancernik Yamato

Pierwszy okręt, któremu nadano imię właśnie Yamato, wszedł do służby 16 grudnia 1941, drugi – Musashi w czerwcu 1942. Były to absolutne kolosy. Ich pełna wyporność wynosiła prawie 73 tys. ton, miały długość 263 metrów, szerokość 36,9 m a zanurzenie ok. 10 metrów. Ich uzbrojenie było równie imponujące, składało się na nie (na początku) 9 potężnych dział 460 mm, 12 dział 155 mm, kolejnych 12 uniwersalnych dział 127 mm oraz 24 działka przeciwlotnicze 25 mm i 4 wielkokalibrowe, ciężkie karabiny maszynowe. Pancerz stanowiło stalowe poszycie o grubości maksymalnej 410 mm, jednak jego odchylenie o 20 stopni jeszcze zwiększało odporność na pociski wroga. Na każdym z tych pancerników stacjonowały też specjalne wodnosamoloty (po 4 sztuki), które opuszczone na taflę wody mogły startować i lądować z jej powierzchni. Załoga każdego takiego kolosa to ponad 2800 marynarzy i oficerów.

Yamato i Musashi
Yamato i Musashi

O tym, jak potężne były to jednostki, świadczy fakt, jak wiele ciosów musiały otrzymać, by zatonąć. Na przykład Musashi otrzymał 20 trafień torpedami lotniczymi, uszkodziło go 17 bomb upadających bezpośrednio na kadłub oraz kolejnych 18 wybuchających w pobliżu. Mimo tak potężnego ostrzału okręt utrzymywał się na powierzchni jeszcze wiele godzin po pierwszym uderzeniu. I choć te jednostki okazały się w gruncie rzeczy mało przydatne w bezpośredniej walce z wrogiem, do samego końca imponowały przeciwnikom Japonii.

2. Największe działo wszech czasów

Adolf Hitler, wódz i kanclerz Rzeszy jeszcze przed wybuchem II wojny światowej planował, w jaki sposób podbije zachodnią Europę. Największą przeszkodą wydawała mu się wtedy francuska Linia Maginota, która będąc najlepiej ufortyfikowanym pasem na świecie miała być nie do zdobycia dla klasycznej artylerii i lotnictwa. Dlatego zlecił zakładom Kruppa pracę nad superdziałem, które mogłoby dokonać wyłomów w żelbetowych pancerzach francuskich bunkrów i umocnień. Zamierzenia były ambitne: w efekcie badań i testów miała powstać "armata" zdolna do zachowania celności przy strzelaniu nawet na odległość do 45 kilometrów, a jej pociski o gigantycznym kalibrze 800 mm miały rozbijać zapory żelbetowe o grubości do 7 metrów, a stalowe do 1 metra. Pierwotnie projekt działa nazwano mianem Maginot-Linien-Bezwinger. Prace studyjne i projektowe przedłużały się jednak i nie udało się ich ukończyć na kampanię we Francji w 1940 roku. Pierwszy (i jak się potem okazało jedyny) egzemplarz był gotowy dopiero w 1942 i został przez zakłady Gustava Grupa przekazany Wehrmachtowi jako prezent fabryki dla samego Adolfa Hitlera.

Dora - niemieckie superdziało
Dora - niemieckie superdziało

Działo to Hitler na cześć twórcy kazał nazwać "Gustavem", ale nazwa ta nie przyjęła się wśród żołnierzy, którzy nazywali je po prostu "Dora". Konstrukcja działa była skomplikowana i gigantyczna. Na czas transportu było rozkładane na mniejsze części, a samo składanie zajmowało inżynierom i wojskowym ok. 6 tygodni. Zaprojektowane jako działo kolejowe (usadowione na specjalnych szynach) wymagało aż 4 równoległych torów (2 dla samego działa i 2 dla dźwigów do montażu i pocisków). Ekipa montażowa liczyła aż 1400 osób, a osłonę bojową stanowił cały pułk artylerii przeciwlotniczej. Każdy pocisk do działa, o kalibrze dokładnie 802 mm, ważył ponad 7 ton, a jego załadowanie trwało 20-30 minut.

Pocisk do działa "Dora"
Pocisk do działa "Dora"

Pierwszy raz działa użyto pod Sewastopolem, latem 1942 roku. Wystrzelony przez nie pocisk przebił 10-metrową osłonę z ziemi i żelbetu niszcząc w efekcie podziemny radziecki skład amunicji. Później wystrzelono jeszcze 19 pocisków w ciągu 2 tygodni, jednak dowództwo nie było zbyt zadowolone z efektów, na co wpływ miał głównie większy niż się spodziewano rozrzut wystrzeliwanych pocisków. Pod koniec wojny Niemcy sami zniszczyli działo nie chcąc, by trafiło w ręce wroga. Planowano więcej egzemplarzy, ale żaden poza pierwszym nie został ukończony.

3. Najcięższy czołg świata

Niemcy w czasie II wojny światowej stworzyli całą serię widowiskowych "Wunderwaffe", czyli cudownych broni, które w swoim zamierzeniu miały odmienić losy konfliktu na korzyść Rzeszy. Tworzono konstrukcje czasem dziwne, a czasem gigantyczne, mające siać postrach lub przynajmniej zamieszanie wśród żołnierzy wroga na polu walki.

Z tego typu konstrukcji z pewnością wywodził się czołg Panzer VIII Maus (czyli dość przewrotnie "Mysz"). Była to najcięższa jednostka pancerna jaką kiedykolwiek zbudowano, przy czym prawie w pełni sfinalizowano tylko 1 prototyp (i kilka kadłubów bez wież strzelniczych). Monstrum gotowe do walki ważyło 188 ton (dla porównania współczesne czołgi ważą ok. 50 ton), osiągało prędkość 20 km/h i miało zasięg ok. 190 km (przy jeździe po drogach, w terenie 1/3 tego). Kolos – a właściwie jego silnik, wyprodukowany w koncernie Daimler-Benz ¬– o mocy 1200 koni mechanicznych zużywał aż 1400 litrów paliwa na 100 km.

Panzer VIII "Maus"
Panzer VIII "Maus"

Uzbrojenie czołgu stanowiła armata kalibru 128 mm, mniejsze, sprzężone z większym działko 75 mm oraz karabin maszynowy kalibru 7,92 mm z zapasem 1000 pocisków. Podstawowa armata miała siłę ognia zdolną do przebicia czołowego pancerza takich czołgów jak Sherman, Cromwell, Churchill, T-34/85 czy IS-2 nawet z odległości 3500 metrów, co jak na tamte czasy było wynikiem rewelacyjnym.

Taka konstrukcja miała jednak poważne wady. "Mysz" była tak ciężka, że nie była w stanie pokonać niemal żadnego mostu, gdyż ani jedna ówczesna konstrukcja nie miała odpowiednio dużej wytrzymałości. Inżynierowie zaprojektowali co prawda specjalne, doczepiane kominy wentylacyjne, które miały pozwalać pokonywać rzeki wpław, po ich dnie, ale w warunkach bojowych było to praktycznie niewykonalne (zwłaszcza, że konieczna była asysta drugiego takiego samego czołgu). Realnie maszyna ta nigdy nie wyszła poza fazę projektową i nie wzięła udziału w rzeczywistej walce.

4. Najpotężniejsza bomba w historii

Pierwszym krajem na świecie, który zyskał dostęp do bomby atomowej były Stany Zjednoczone. Państwo to także jako jedyne w dziejach użyło tej broni w warunkach bojowych, zrzucając ładunki na japońską Hiroszimę i Nagasaki. Z tego powodu rywalizujący z USA ZSRR zawsze odczuwał swoisty kompleks na tym polu, stąd później starano się na każdym kroku przypominać własne sukcesy, konstruując coraz silniejsze ładunki, przewyższające wszystko, czym w tych samych czasach dysponował arsenał USA. Jednym z takich pomysłów była skonstruowana wyłącznie w celach propagandowych, na osobiste polecenie Nikity Chruszczowa tzw. Car-bomba, trójstopniowy ładunek termojądrowy o największej dotychczas uzyskanej mocy.

Sama, ważąca 27 ton i długa na 8 metrów bomba będąca ładunkiem wodorowym o nominalnej sile wybuchu wynoszącym 50 megaton (wywiad USA twierdzi że 58 megaton), otrzymała kod AN602. Zdetonowano ją 30 października 1961 roku w archipelagu wysp Nowej Ziemi na północy ZSRR używając do tego specjalnie przebudowanego bombowca Tupolew Tu-95W. Sam spadochron, na którym została zrzucona, ważył prawie tonę, a detonacja nastąpiła w momencie, gdy ładunek znajdował się na wysokości 4 km nad ziemią.

Efekty eksplozji zaskoczyły nawet samych projektantów ładunku. W momencie wybuchu powstała kula ognia o średnicy ponad 8000 metrów (która dotarłszy do ziemi spowodowała wyparowanie okolicznych skalistych wysepek). Wybuch zarejestrowały urządzenia pomiarowe na całym globie, przy czym fizycznie wstrząs był odczuwalny nawet kilka tysięcy kilometrów od "strefy zero". Fala sejsmiczna obiegła Ziemię aż 3 razy a sam wybuch (grzyb atomowy miał 60 km wysokości i 40 km średnicy) był widoczny z odległości 900 km. Siła wybuchu była tak wielka, że w promieniu 30 km od eksplozji wszystko uległo całkowitemu zniszczeniu, natomiast fala cieplna była w stanie zadawać oparzenia III stopnia nawet 100 km od epicentrum. Warto przy okazji wspomnieć, że moc eksplozji tej jednej bomby była blisko 10 razy większa niż energia wszystkich ładunków wybuchowych użytych w czasie trwającej ponad 5 lat II wojny światowej i 1500 razy większa od siły bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę!

Wybuch Car-bomby
Wybuch Car-bomby

Co ciekawe, pierwotnie Car-bomba miała być dwukrotnie silniejsza, jednak władze Związku Radzieckiego zaleciły ograniczenie jej mocy ze względu na potencjalnie duże skażenie radioaktywne. Mimo to eksplozja miała moc równą ok. 1% tego, co na swojej powierzchni w takim samym czasie reakcji nuklearnej wydziela Słońce. Gdyby bomba o takiej samej sile spadła na centrum Warszawy, całe Śródmieście, Praga, Wola, Żoliborz i Mokotów wyparowałyby w kuli ognia, natomiast strefa całkowitego zniszczenia sięgnęłaby Grodziska Mazowieckiego na zachodzie i Mińska mazowieckiego na wschodzie zupełnie niszcząc zamieszkany przez kilka milionów ludzi obszar.

5. Najnowocześniejszy samolot II wojny światowej

Kiedy wykonany w technologii latającego skrzydła futurystyczny, niewykrywalny dla radarów i ekstremalnie drogi amerykański bombowiec B2 po raz pierwszy dokonywał oblotu w 1989 roku, wzbudził powszechną sensację i zachwyt obserwatorów. Wydawał się ultranowoczesny i niepowtarzalny. Mało kto natomiast wie, że samolot ten miał swojego dużo wcześniejszego krewnego, wyprodukowanego dla lotnictwa III Rzeszy jeszcze w 1945 roku. Mowa o wyprzedzającym swoje czasy niemieckim szturmowym myśliwcu Horten Ho 229.

Horten Ho 229 był jednym z ostatnich dzieł niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Oblot wykonano w na przełomie 1944/45 roku, w sumie do końca wojny wykonano prawdopodobnie zaledwie 3 egzemplarze tej fascynującej maszyny. Zastosowano w niej technologie będące w tamtym czasie dużą nowością – silniki odrzutowe pozwalające mu rozwijać prędkość ok. 977 km/h, konstrukcję latającego skrzydła (widoczną w specyficznym, kosmicznym wręcz kształcie maszyny) oraz częściową niewykrywalność dla radaru (potwierdzoną zresztą testami wykonanymi na dokładnej replice w latach 2008-2009 w USA).

Horten Ho 229 - niemiecki myśliwiec szturmowy
Horten Ho 229 - niemiecki myśliwiec szturmowy 

Teoretycznie samolot ten przewyższał swoimi możliwościami wszystkie alianckie maszyny znajdujące się w służbie wojsk sprzymierzonych, dlatego zaraz po wojnie stał się łakomym kąskiem dla amerykańskiego wywiadu. Znalezione samoloty (w tym prototypy) wywieziono po wojnie za ocean. Niewątpliwie była to konstrukcja o dekady wyprzedzająca swoją pomysłowością ówczesne standardy przemysłu lotniczego, a i dziś kolejne repliki budzą zdziwienie i zachwyt oglądających je w muzeach ludzi.

Tomasz Sławiński

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook