Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Wartość Misiowa

Na luzie

Dzisiaj z żywymi nigdzie się nie chodzi. Kto żyw, siedzi domu. W zasadzie fakt, że kogoś się długo nie widziało, świadczy jedynie o jego dobrym zdrowiu i korzystaniu przezeń z życia. A może z e-życia?
Diabli wiedzą… Staruchy takie jak ja, oparte na DNA i RNA, zasilane kaszanką i żurkiem są jak V-ósemki - na wymarciu. Dziś życie oparte jest o LTE i Wi-Fi a działa dzięki RedBullowo-bezglutenowym kulkom mocy.
Tekst nadesłany przez czytelnika.

Tagi: muzyka , rock , faceci do piór , winyle , hit

Love Over Gold
"Love Over Gold" Dire Straits, wyd. w 1982 r.

Co by nie mówić, pisanie z uznaniem o starociach od zawsze było oznaką starzenia się i tetryczenia. Bez dwóch zdań. Bo niby, kto normalny, będąc w tzw. wieku produkcyjnym, wraca do czasów minionych miast skoncentrować się na tym wszystkim, co oferuje otaczający go świat. Wszak:

Trzeba z żywymi naprzód iść
Po życie sięgać nowe
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę.

No niby tak… Ale gdzie mam kurde iść? Jak się chwilę zastanowić, to nigdzie nie muszę, bo wszystko mogę mieć i wszystko mogę zobaczyć nie ruszając się z domu. Co potrzeba? Film? Proszę bardzo! HBO, Canal+, CDA. Spokój, własna kanapa, bez kolesi siorbiących przez słomę z butów colę z litrowych wiader. Książkę? S'il vous plâit! Empik.pl albo inny Merlin.pl. Bez kolejek, szukania po półkach i do tego taniej. Najnowsza płyta KogośTam? Voila! I-Tunes, Spotify, Deezer. Wszystko na MP3 i sruu do smartfona! Płyta CD to przeżytek, miejsce tylko zajmuje, wkładać, wyjmować.. Komu by się chciało… A pomyśleć, że kiedyś trzeba było żonglować winylem ze strony A na stronę B. To może kolacyjka z dziewczyną? No problem! Pyszne.pl, Pizza.pl. Klik! I jest pizza czy inne sushi, bez strachu o rezerwacje, że może padać, że kelner szuja i jak winko chce się wypić, to taryfy nie trzeba brać… O zwykłych pogaduchach nie wspominam, bo od tego już od lat jest Facebook. Nie trzeba nikomu w oczy patrzeć i spokojnie można być szczerze nieszczerym…

Dzisiaj z żywymi nigdzie się nie chodzi. Kto żyw, siedzi domu. W zasadzie fakt, że kogoś się długo nie widziało, świadczy jedynie o jego dobrym zdrowiu i korzystaniu przezeń z życia. A może z e-życia? Diabli wiedzą… Staruchy takie jak ja, oparte na DNA i RNA, zasilane kaszanką i żurkiem są jak V-ósemki - na wymarciu. Dziś życie oparte jest o LTE i Wi-Fi a działa dzięki RedBullowo-bezglutenowym kulkom mocy.

Skoro tak, to może jednak nie jest ze mną tak źle? Może to moje grzebanie w starociach to przejaw życia w starym, dobrym znaczeniu tego słowa? Życia, do którego potrzeba głowy, rąk, nóg, pięciu zmysłów i dziecięciu palców, a nie tylko kciuka do przesuwania obrazków po ekranie? No i wina… Tak, z pewnością do życia potrzeba dobrego Carmenere.

A co w takim razie z młodymi? Tą siłą napędową każdej z epok? Dla młodych, wiadomo, starzy żadnym przykładem nie są. Rzekłbym, częściej są anty-przykładem. Co więc z nimi? Wrosną dupami w kanapę, jak krzywo przycięte paznokcie w palec? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Choć może jednak nie, może nie wszystko stracone. Otóż, jechałem sobie czas jakiś temu z najmłodszą córką samochodem. Na ulicy Kobierzyńskiej w Krakowie, od dekad „ozdobionej” setkami badziewnych reklam, bilboardów i odrapanych tablic w stylu Art déco-mmerce Polonais: „Import Export Hurt Detal Parking Strzeżony Myjnia Ręczna Skład Węgla Usługi Księgowe i Dentystyczne Itepe Itede”, córka zapytała:

- Tatusiu, a co to znaczy sentymentalna?
No i masz babo placek…
- A tobie skąd to do głowy przyszło robaczku?
- Na tamtej tablicy było napisane.

Tablicę przeoczyłem, ale co tam. Bardziej martwiło mnie, że wytłumaczenie siedmiolatce, cóż to za cholera ten sentyment, może nie być takie łatwe. Ale wiadomo, ojciec wie wszystko:

- Widzisz córeczko, rzeczy mają wartość nie tylko taką, ile kosztują, ale także ile dla nas znaczą.
- Czyli co?
- Czyli, jeśli masz na ten przykład starego misia, który z tej starości nie ma już jednego uszka, oczko mu wypadło, futerko się przetarło i nie jest wart ani złotówki, ale ty wciąż go lubisz i nie zamienisz go na nowego, to on ma właśnie dla ciebie wartość sentymentalną.
- Czyli to jest taka Wartość Misiowa?
- Tak, kotku, to taka Wartość Misiowa….

O prostoto dziecięcych skojarzeń! Dziękuję! Otóż to, moi drodzy! Otóż to! Tego właśnie proponuje się wam trzymać. Wartości Misiowej. Tylko ona, w tym oceanie chłamu i plastikowej pseudo doskonałości, ma jakiś sens. Tylko ona sprawia, że na widok jakiegoś zakurzonego klamota na pchlim targu zagra nam w duszy lub w sercu nas ściśnie. I tylko ona skłania mnie od tylu lat do jeżdżenia wbrew zdrowemu rozsądkowi starym, przeciekającym Land Roverem.

I na tę właśnie okoliczność postanowiłem przypomnieć wam pewną płytę. To „LOVE OVER GOLD” z 1982 roku. Już sam tytuł wskazuje na wysoką Wartość Misiową, jednak nie tytuł jest tutaj najważniejszy. Dlaczego?

Love over gold Dire Straits

Po pierwsze, dlatego, że to płyta Dire Straits, wspaniałego zespołu, założonego przez jednego z moich ulubieńców, niejakiego Marka Knopflera. Genialnego gitarzystę o niepowtarzalnym brzmieniu, który między innymi tym różni się od dzisiejszych artystów, że zanim wyszedł na scenę, wiele lat komponował do tzw. „szuflady”. Z jakiego powodu? Jak sam stwierdził w jednym z wywiadów, bo się bał, że nie jest dość dobry, by występować przed ludźmi. Czujecie, ludzie? Lata grania i facet się boi, że nie jest dość dobry? No wariat! Dziś „artyści” wydają płyty, brzdąkając góra trzema akordami i z miejsca oczekują na status gwiazdy. Coś jak ten mój sąsiad, który po jednym telefonie do MPO czekał na szambiarkę, a z nim w stresie cała ulica. Tyle, że on gwiazdą ulicy w końcu został, nie powiem…

Po drugie, dlatego, że styl Knopflera jest niepodrabialny - to mańkut, z niewiadomych przyczyn grający „prawilnie”, do tego w klasycznym stylu - palcami, bez kostki. I to wszystko na Fenderowych elektrykach Stratocasterowych – dziwoląg jeden.

Po trzecie, dlatego, że to płyta prawdziwa, niedoskonała, jak stary miś. Jest krótka - trwa niecałe czterdzieści jeden minut, mieści tylko pięć kawałków i wg mnie jest dziwnie nagrana: ciut za cicho i „śjakoś takoś” nierówno.

Po czwarte, dlatego, że jest tam „Telegraph Road”. Utwór wprost genialny a przy okazji najdłuższy, jaki nagrali (prawie 15 minut!), którego mogę słuchać tygodniami. I „Private Investigation” klimatyczny jak noc pod gwiazdami gdzieś w interiorze. I „It Never Rains” – rozbrajający melodyjnością, wbrew swojej treści…

I wreszcie dlatego, że ile razy jej słucham, oczami wyobraźni widzę migające diody mojego starego misia, upsss wróóóć! Mojego starego Decka M8047 Unitra i czerwoną źrenicę Radioodbiornika Ze Wzmacniaczem „Zodiak”. Kojarzy ktoś? Tak? To wszystko jasne! Tak naprawdę tylko przypadek sprawił, że miałem ten sprzęt. Pod pretekstem galopującej inflacji przekonałem rodziców, by środki z książeczki PKO, zamiast na lodówkę Mińsk czy półkotapczan „Krystyna”, przeznaczyć na wymarzony rower męski z przerzutkami marki Romet Wagant. Istny cud PRL-owskiej techniki cyklistycznej. Objechałem więc wszystkie okoliczne GS-y - tam najprędzej można było kupić coś sensownego. Romety były, owszem, ale wyłącznie Gazele, czyli… damskie. A ja prędzej chodziłbym w Relaxach w lecie, niż jeździł „damką” po osiedlu. Na szczęście ojciec mnie zrozumiał i tak nabyłem sprzęt grający. Moją pierwszą osobistą ucieczkę przed utratą wartości pieniądza w czasie. A przy okazji moją bramę do świata muzyki. Do tego w stereo!

I dobrze! Bo o czym bym dzisiaj pisał? O przerzutkach?

Jak tej płyty słuchać ? Tu nie ma żadnych dylematów. Znasz czy nie znasz, lecisz od początku! Bo na początku czeka „Telegraph Road”… Tum, tum, tum….

DJ Classic

tekst ukazał się w Magazynie Off Roadowym Landlife

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook