Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Kobiety i czekolada (Jacek Sikora)

Na luzie

Na luzie Kobiety i czekolada (Jacek Sikora)

O cudach Bretanii, najmniejszej fabryce czekolady i tajemnicy, która budzi uwielbienie w oczach kobiety.
Tekst nadesłany przez użytkownika.

Tagi: podróże , czekolada , motor , alkohol

Na luzie Kobiety i czekolada (Jacek Sikora)

Z Vannes wyruszyliśmy po dziesiątej. Christophe pewnie prowadził swojego Peugeota 607 jadąc na północ mało uczęszczaną drogą D767. Duże auto, które jeździ na gaz… Serce się kraje, no ale przecież nie każdy jest motoryzacyjnym maniakiem i twierdzenie, że gaz nadaje się do kuchenki, a diesel do koparki dziś już chyba nie jest tak aktualne jak jeszcze kilka lat temu, ale to przecież zdarzyło się przed siedmioma laty. Zresztą nie ma to żadnego znaczenia dla tej historii, bo nie chcę opowiadać o motoryzacji a o czekoladzie, najbardziej magicznym pokarmie świata i niech się schowają wszystkie ostrygi, perliczki, fois gras, szampany i kawy kopi luwak. Wszystkie one zasługują na osobny rozdział w historii kulinarnej świata, a nawet na osobny tom encyklopedii, gdyby taka istniała i zestawienie ich z czekoladą może wydawać się trywialne i nie na miejscu, no ale dziś nie mam zamiaru rozpływać się nad subtelnością smaku, dziś - zupełnie jak czekolada w ustach - rozpłynę się nad moim pierwszym czarodziejskim spotkaniem z prawdziwą czekoladą. Czy uda mi się obronić tezę, że czekolada zasługuje na miano najbardziej magicznego pokarmu świata?...

Zdążamy na północ mijając po drodze Colpo i Locminé niewielkie i urokliwe miejscowości tak typowe dla mojej ulubionej Bretanii. Christophe zapowiedział, że dziś pokaże mi coś niezwykłego, a że w ciągu ostatnich tygodni pokazał mi rzeczy niezwykłe, dziś mój apetyt kłuł w dołku w sposób bardziej dotkliwy niż zwykle. Widziałem cukiernie i piekarnie, restauracyjki pachnące ogniem z kominka (ciekawe, że w żadnej restauracji nie pachniało kuchnią…) i hoteliki jakby stworzone by spędzić tam miesiąc miodowy. Przez ostatnie tygodnie poznawałem bretońską kuchnię i coraz bardziej lubiłem ich solone masło, które każdemu produktowi nadawało niespotykany nigdzie indziej smak. I pomyśleć, że do tej pory solone masło kojarzyło mi się ze stanem wojennym i czymś niegodnym dobrej kuchni. Cóż za fatalna pomyłka! Tutaj nawet zwykłe kruche ciasteczka – galettes bretonne smakują hmm… są wyśmienite, i na zawsze już pozostaną w mojej pamięci jako najsubtelniejszy akcent słodkiego - tu kłaniam się nisko pani Gessler za jej „Słodki Słony”… Gallettes bretonne, po ich spróbowaniu wydaje się, że brak soli pozbawiłby je całej wyrazistości i charakteru, a tego ostatniego tu, w Bretanii naprawdę nie brakuje.

Wjeżdżamy do Pontivy. Miasteczko urokliwe jak żadne inne i jak każde tutaj. Dość wspomnieć wąskie uliczki Vannes, w którym mieszkam od kilu tygodni, czy Pont-Aven kuszące na zatracenie swym urokiem Paula Gaugaina i wielu innych artystów. Coś jak nasz Kazimierz nad Wisłą, tyle że chyba jednak mniej pretensjonalne. Jak w nich wszystkich i tu znajduję domy z pruskiego muru… Cholera, skąd ta krzywdząca nazwa, jakby Prusy w jakikolwiek sposób przyczyniły się do powstania tych pereł architektury? To, co Celtowie potrafią wyczarować z drewna nie ma odpowiednika, i myślę, że nazwa,

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty