Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Półka kolekcjonera: The Rolling Stones – „Sticky Fingers”

Muzyka
|
30.08.2021

W opinii wielu „Sticky Fingers” to najlepszy album w dorobku zespołu The Rolling Stones. Był bez wątpienia przełomem w latach 70., ale również teraz można znaleźć w nim wiele muzycznej wartości. Ta ponadczasowość sprawiła, że trafił właśnie na naszą półkę kolekcjonera.

Okładka płyty „Sticky Fingers”
Okładkę „Sticky Fingers” stworzył sam Andy Warhol

Pod koniec lat 60. XX wieku The Rolling Stones osiągnęli twórczy szczyt. Istniejąca od 1962 roku grupa miała wówczas spore już doświadczenie, ale nadal zaskakiwała młodzieńczą energią, entuzjazmem i pomysłowością. Nieśmiertelną i uznawaną obecnie za kultową trylogię formacja wydała w latach 1968-1971. Ukazały się wówczas kolejno „Beggars Banquet” (1968), „Let It Bleed” (1969) oraz bohater naszego tekstu – „Sticky Fingers” (1971). Choć pomiędzy wydaniem pierwszej i drugiej płyty doszło do zmiany na stanowisku gitarzysty (zmarłego Briana Jonesa zastąpił Mick Taylor), nic nie było w stanie powstrzymać zapędów aranżacyjnych i twórczych muzyków z The Rolling Stones.

To właśnie na „Sticky Fingers” formacja osiągnęła – przynajmniej zdaniem niżej podpisanego – perfekcję. Stworzyli album, który nie tylko wpasował się w swoją epokę, ale również wyznaczył standardy na kolejne lata. Wydawnictwo, które z wielką radością słuchane jest nawet teraz, czyli ponad pół wieku od jego wydania! To domena płyt wyjątkowych. A co takiego niezwykłego wydarzyło się podczas nagrywania „Sticky Fingers”? Działo się naprawdę dużo...

"Sticky Fingers" - sesja The Rolling Stones
Zespół The Rolling Stones w sesji promującej album „Sticky Fingers”

Dragi ich muzą

Choć obecnie twórcy, nawet jeśli tworzą na wspomagaczach, zbyt chętnie o tym nie mówią, w latach 60. czy 70. nikt się specjalnie tego tematu nie wstydził. A że Stonesi lubili sięgnąć po twarde narkotyki i popić je alkoholem wiedział każdy, kto interesował się ich twórczością. Pisały o tym gazety, ale i chętnie opowiadali o tym sami zainteresowani. Nie jest to miejsce do ganienia takich zachowań, dlatego skupię się jedynie na tym, jaki wpływ imprezowanie i zażywanie różnego rodzaju substancji miały na członków brytyjskiego zespołu. A tak się złożyło, że – przynajmniej jeśli chodzi o twórczość – miały zbawienny. Bo warto nadmienić, że jeśli chodzi o zdrowie psychiczne i fizyczne, a także szeroko rozumiane kontakty międzyludzkie, to w The Rolling Stones nie działo się wówczas najlepiej. No ale płyty nagrywali znakomite...

Po świetnych „Beggars Banquet” oraz „Let It Bleed” przyszedł czas na ponowne wejście do studia nagraniowego. Oczekiwania wobec muzyków były ogromne, ponieważ na wspomnianych albumach pokazali muzyczne mistrzostwo. Zespół podchodził do nagrywania premierowego materiału kilkukrotnie, dzieląc proces na etapy i przeplatając trasami koncertowymi oraz imprezowaniem (chociaż czy impreza w ogóle była wtedy przerywana?). Ostatecznie utwory na „Sticky Fingers” powstawały od 22 do 31 marca i od 2 do 4 grudnia 1969 roku, a także pomiędzy 17 lutego a 31 października 1970 roku. Zespół tworzył w trzech studiach: Muscle Shoals Sound, Olympic and Trident oraz Stargroves. Dla jednych ten chaos byłby nie do zaakceptowania, ale Stonesom to nie przeszkadzało. A nawet – patrząc na to, co ostatecznie przygotowali – pomagało.

Jeśli chodzi o warstwę instrumentalną, to The Rolling Stones poszli na całość. Na etapie finalnych nagrań w studiu obok Jaggera, Richardsa, Taylora i Wattsa pojawiło się... jedenastu muzyków wspierających. Wśród nich chociażby słynny klawiszowiec Nicky Hopkins, trębacz Jim Price czy saksofonista Bobby Keys. I to instrumentalne rozpasanie jest słyszalne we wszystkich utworach, które pojawiły się na płycie. Dodaje im to dodatkowego smaczku i głębi, o której na początku lat 70. wielu wykonawców zapominało. Dodatkowo album pełen jest muzycznych inspiracji innymi gatunkami – słychać na nim dźwięki charakterystyczne dla bluesa („I Got The Blues”), rock ‘n’ rolla („Bitch”), jazz-rocka („Can’t You Hear Me Knocking”) czy nawet country („Dead Flowers”). Zmiana stylu była diametralna i zauważalna, ale muzycy odnaleźli się w nowej sytuacji znakomicie.

Nie można nie powiedzieć kilku słów o teksach utworów, które w dużej mierze były dziełem Micka Jaggera (muzykę skomponował Keith Richards). Wokalista pisał o przyjemnościach życia codziennego – kobietach do towarzystwa (kontrowersyjny, zakazany w niektórych krajach utwór „Bitch”) i seksie, narkotykach (chociażby „Sister Morphine”, który współtworzyła Marianne Faithful). Teksty były dosłowne, niekiedy wulgarne i wyprane z poetyckości. Jagger walił prosto z mostu. Jeden z recenzentów „Sticky Fingers” napisał kiedyś: Wystarczy polizać płytę, by odjechać do końca tygodnia. To chyba najlepiej oddaje jej charakter...

Istne szaleństwo!

Album „Sticky Fingers” ukazał się 23 kwietnia 1971 roku. Recenzenci, czego nie mają w zwyczaju, gremialnie za nim oszaleli. Nie ma zbyt wielu wydawnictw w historii, które zebrałyby najwyższe oceny od takich magazynów jak „Q”, „Pitchfork”, „Rolling Stone”, „Uncut” czy „Record Collector”. Fani również oszaleli na punkcie nowej muzyki od The Rolling Stones. Ostatecznie w samych Stanach Zjednoczonych rozeszło się ponad 3 miliony egzemplarzy, co przełożyło się na potrójną platynę. Choć już popularni w 1971 roku Stonesi, po wydaniu „Sticky Fingers” stali się bożyszczami tłumów. Wyprzedawali koncerty na pniu i podróżowali po całym świecie dobrze się bawiąc i promując swoją twórczość.

Teraz, 50 lat później, The Rolling Stones nadal nagrywają i koncertują. Niestety w sierpniu 2021 roku zmarł wieloletni perkusista formacji, Charlie Watts, który przegrał walkę z chorobą. Zgodnie z życzeniem zmarłego, muzycy ruszyli w kolejną trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych.

"Sticky Fingers" - wznowienie
Obszerne wznowienie „Sticky Fingers” z 2015 roku

Michał Grzybowski

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie