Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Półka kolekcjonera: Ozzy Osbourne – „Blizzard of Ozz”

Muzyka
|
18.10.2021

Gdy Ozzy Osbourne opuścił Black Sabbath i zdecydował się na karierę solową, projekt ten mógł być albo wielkim sukcesem, albo sromotną porażką. Wokalista otoczył się jednak zdolnymi instrumentalistami i swoim solowym debiutem potwierdził muzyczną klasę. Dowiódł, że istnieje życie bez Tony’ego Iommiego.

Okładka płyty „Blizzard of Ozz”
Okładka „Blizzard of Ozz” miała oczywiście szokować

Już w 1977 roku wiadomym było, że Ozzy Osbourne chce spróbować swoich sił poza Black Sabbath. Odszedł wówczas z formacji, żeby jeszcze na chwilę do niej powrócić. Rok później pojawił się kiepsko przyjęty album „Never Say Die!” i stało się jasne, że wokalista pójdzie własną drogą. Drogą solowej kariery, o której wspominał od dłuższego czasu. Opuścił szeregi zespołu w 1979 roku, choć – to już oczywiście wiemy – nie ostatecznie, żeby kilkukrotnie do niego powracać.

Nas interesuje jednak końcówka lat 70., gdy rozpoczęła się solowa kariera sympatycznego wokalisty. Wielu było sceptycznych sugerując, że braki warsztatowe od samego początku Ozzy nadrabiał charyzmą, a o sile i popularności Black Sabbath stanowili kompozytorzy z niesamowitym Tonym Iommim na czele. Wokalista niewiele sobie z tych opinii robił i w marcu 1980 rozpoczął przygotowanie swojej pierwszej solowej płyty. Zanim jednak to się stało, musiał zgromadzić muzyków, którzy go w tym przedsięwzięciu wesprą. Trzeba przyznać z perspektywy czasu, że dokonał świetnych wyborów!

Ozzy Osbourne - zdjęcie
Ozzy Osbourne na początku lat 80.

Ciężka praca i dragi, czyli Ozzy w akcji

W mieszczącym się w Rusper Ridge Farm Studio Ozzy Osbourne pojawił się 22 marca. Razem z nim weszli tam gitarzysta Randy Rhoads, basista Bob Daisley, perkusista Lee Kerslake oraz klawiszowiec Don Airey (występ gościnny). Wybuchowa mieszanka młodości i doświadczenia. Inżynierem dźwięku w czasie prac był Max Norman, natomiast produkcją solowej płyty byłego wówczas wokalisty Black Sabbath zajęli się wszyscy wcześniej wymienieni muzycy (bez Aireya). Na przygotowanie dziesięciu utworów potrzebowali oni stosunkowo mało czasu, ponieważ prace zakończyły się 19 kwietnia 1980 roku.

Autoramiu utworów – zarówno muzyki, jak i tekstów – byli Osbourne, Rhoads oraz Daisley. Tylko przy jednym – „No Bone Movies” – pomagał im Kerslake. Choć, jak wspomniałem, przygotowali oni dziesięć piosenek, wydawnictwo musiało mieć poniżej 40 minut, dlatego znalazło się na nim dziewięć z nich. Ozzy zdecydował się odrzucić „You Lookin' at Me Lookin' at You”, które światło dzienne ujrzało dopiero na wznowieniu z 2002 roku. Z relacji muzyków wynika, że prace nad płytą „Blizzard of Ozz” przebiegały bez zakłóceń, choć wspominane są epizody, w których Osbourne przesadzał z używkami. Tylko czy po tym, co działo się w Black Sabbath, kogokolwiek to jeszcze dziwiło?

Ziścić amerykański sen

Płyta „Blizzard of Ozz” ukazała się 15 września 1980 roku w Wielkiej Brytanii i dopiero 27 marca 1981 roku w Stanach Zjednoczonych. Ten rozstrzał spowodowany był zobowiązaniami kontraktowymi, które Ozzy Osbourne podpisał z wytwórnią Jet. Co ciekawe, solowy debiut wokalisty spotkał się ze znacznie większym zainteresowaniem za Oceanem, niż w rodzimej Anglii. Na Wyspach płyta pokryła się srebrem i sprzedała w nakładzie przekraczającym 60 tysięcy egzemplarzy. Ameryka kochała jednak Ozzy’ego, co przełożyło się na... 5 milionów sprzedanych płyt, a co za tym idzie – pięciokrotną platynę! Nawet w Australii (100 tysięcy) kupiono więcej egzemplarzy „Blizzard of Ozz”, niż w Wielkiej Brytanii. Oceniając całościowo wokalista mógł świętować ogromny sukces.

Również recenzenci byli przychylni solowemu wydawnictwu Ozzy’ego. Otrzymało ono bardzo dobre oceny (między innymi od „Rolling Stone”, BBC Music czy „Uncut”). Wszystko to sprawiło, że wokalista wiedział, iż podjął dobrą decyzję opuszczając Black Sabbath. Warto w tym miejscu wspomnieć, że na „Blizzard of Ozz” doszło do złagodzenia brzmienia. Melodie były bardziej harmonijne i wpadające w ucho, tematyka tekstów również nie była aż tak poważna, jak to miało miejsce podczas współpracy z Iommim i spółką. Ozzy podążył własną ścieżką, co dało ciekawy efekt. Wielu specjalistów było ponadto pod wrażeniem gry gitarzysty, Randy’ego Rhoadsa. Zaledwie 24-latek, który rozwijał się w zespole Quiet Riot, zachwycał niesamowitą techniką i zdolnościami kompozytorskimi. Jego gwiazda rozbłysła, żeby... szybko zgasnąć. Zmarł w wypadku lotniczym zaledwie dwa lata po wydaniu płyty „Blizzard of Ozz”.

Kontrowersje...

Z debiutem Ozzy’ego związane są dwie kontrowersje. Pierwsza dotyczy utworu „Suicide Solution”, który miał rzekomo doprowadzić do samobójstwa walczącego z depresją 14-letniego Johna McColluma, fana twórczości wokalisty Black Sabbath. Rodzicie chłopaka w 1984 roku oskarżyli Ozzy’ego o „zachęcanie do samo-destrukcyjnego zachowania wśród młodych osób”. Przed sądem Ozzy zeznał, że tekst utworu był refleksją nad przedwczesną śmiercią Bona Scotta z AC/DC. W procesie wziął udział również Bob Daisley, który – jak twierdził – był autorem większości tekstu wspomnianego utworu i opisywał w nim autodestrukcyjne zachowanie... Ozzy’ego Osbourne’a, który przesadzał z używkami. Sąd odrzucił skargę rodziny McCollumów odwołując się do Pierwszej Poprawki, która chroni prawo twórców do artystycznej ekspresji.

Kilka lat po wydaniu płyty kolejna związana z nią sprawa trafiła do sądu. Poszło tym razem o tantiemy, które – zdaniem Daisleya i Kerslake’a – były rozdzielane niezgodnie z umową. Sprawa ciągnęła się dość długo, co wpłynęło na wydaną w 2002 roku reedycję „Blizzard of Ozz”. Usunięto z niej ścieżki nagrane przez wspomnianych muzyków i zastąpiono nowymi, które przygotowali ówcześni współpracownicy Ozzy’ego – Robert Trujillo i Mike Bordin. Fani byli wściekli i zapowiedzieli, że nie kupią wznowienia w takiej formie. Sprzedaż faktycznie była przeciętna. Rehabilitacja nastąpiła dopiero w 2011 roku, gdy na kolejnej reedycji albumu przywrócono oryginalne brzmienie sekcji rytmicznej. Na wydawnictwie znalazły się ponadto dwa rarytasy: nowy miks piosenki „Goodbye To Romance” oraz 70-sekundowy, nieznany fragment gry na gitarze w wykonaniu Rhoadsa.

Michał Grzybowski

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie