Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

9 krajów w 9 dni

Motocykle

Motocykle 9 krajów w 9 dni

Dziewięć dni, dziewięć państw i dokładnie 3109 km. Tak w największym skrócie można by było opisać naszą podróż. Dla nas jednak było to coś dużo więcej. Podjęcie decyzji było proste ponieważ motory, czy raczej jak mówią motocykliści sprzęty są wielką pasją naszych mężów.

Info:

Wyprawa motocyklowa 9 krajów

Tagi: motocykl , konkurs , motocyklista , wyprawy motocyklowe , wyprawa motocyklowa

Motocykle 9 krajów w 9 dni

Nasza wspólna przygoda z motocyklami rozpoczęła się w 2013 r. Wtedy to kupiliśmy pierwszy motocykl i mogliśmy wreszcie dołączyć do naszych przyjaciół Macieja i Moniki. Początkowo nasze wyprawy ograniczały się do jedno, dwudniowych „podróży” po Polsce. Jednak szybko przestało nam to wystarczać. Poznawanie nowych miejsc na sprzętach ma w sobie coś magicznego. Nie można go porównać z żadną inną formą podróżowania. Dlatego bardzo szybko zrodził się w naszych głowach pomysł przejechania na naszych maszynach większej liczby kilometrów.

Mózgiem wszystkich naszych wypraw jest Monika. To ona opracowuje dokładny plan, wyznacza trasę, rezerwuje noclegi i organizuje czas w taki sposób aby jak najwięcej można było zobaczyć oraz uwiecznia wszystko na zdjęciach. Tak było i tym razem.

MONIKA

Wyruszyliśmy z naszego ukochanego Pleszewa, małego miasta w południowej Wielkopolsce, dokładnie 30 maja 2015 r.

GOTOWI DO WYJAZDU

Pierwszy nocleg mieliśmy zaplanowany w Mariborze w Słowenii. Ponieważ była to największa liczba kilometrów jaką wyznaczyliśmy sobie do przejechania w ciągu jednego dnia nie mieliśmy pewności, że nasz cel zostanie osiągnięty. Jednak chcieć to móc, a my byliśmy tak zdeterminowani, że jak się okazało nie było to wcale takie trudne jak na początku nam się wydawało. Udało się przejechać ponad 800 km. Jednak droga do osiągnięcia naszego pierwszego celu wcale nie była łatwa. Po przejechaniu trasy w Polsce i Czechach, można powiedzieć , że tradycji stało się zadość, bo w Austrii, za Wiedniem złapał nas deszcz i tak już było do samego Mariboru. Zjechaliśmy więc na najbliższy parking i ubraliśmy się w nasze ulubione stroje, czyli kombinezony przeciwdeszczowe, w których wyglądamy niczym cztery urocze teletubisie. Szkoda, że są czarne, a nie kolorowe, bo wtedy to porównanie z pewnością byłoby trafne.

Deszcz i seksowne kombinezony to nie koniec. Zaraz po dotarciu na miejsce naszego pierwszego noclegu, zsiadając z motocykla, zrobiłam to tak zgrabnie, że złamałam mężowi prawe lusterko. Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Generalnie sama sytuacja była śmieszna, ale dalsza podróż była trochę utrudniona. Towarzystwo się śmiało, ja byłam wściekła na swoją niezdarność, a mój mąż miał wyraz twarzy , którego nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Jednak zgodnie z tym co śpiewała „Ordonka” o miłości, która wszystko wybaczy, szybko ochłonął i wieczorem wybraliśmy się na kolację do pobliskiej knajpki.

Po całym dniu spędzonym na motorze nasze apetyty były ogromne, jak się później okazało nie tak ogromne jak porcje, które przyniosła nam kelnerka. Zamówiliśmy pizzę, każdy inną, sałatki, a na przystawkę Maciej dodatkowo zamówił sobie bruschettę. Jakież było nasze zdziwienie gdy na stół wjechały pizze wielkości sombrerro, niewiele mniejsze sałatki i gwóźdź wieczoru czyli bruschetta, a raczej pizza bruschetta, bo swoją wielkością odpowiadała właśnie zamówionym przez nas pizzom. Podejrzewam, że nawet gdybyśmy siedzieli w tej knajpce do rana to i tak nie udałoby nam się zjeść wszystkiego co z taką łatwością wybraliśmy i zamówiliśmy.

I tym optymistycznym akcentem zakończyliśmy pierwszy dzień naszej podróży. Tak nam się wydawało dopóki nie dotarliśmy do naszego hotelu i nie wyszliśmy na balkony, żeby schować wysuszone buty i rękawice. Buty i rękawice były, ale okazało się, że nad balkonami, na których je suszyliśmy nie było zadaszenia, a deszcz przecież cały czas padał. W związku z powyższym wykręciliśmy rękawice, wylaliśmy wodę z butów i na wszelki wypadek położyliśmy się spać, bo więcej niespodzianek by nas chyba zabiło. Było ich bardzo dużo jak na cztery osoby i pierwszy dzień „wyprawy naszego życia”.

MARIBOR-bez lusterka ale cel osiągnięty

PIERWSZA KOLACJA

Drugi dzień rozpoczęliśmy od pysznego śniadanka, podczas którego na szczęście nic się nie wydarzyło i ruszyliśmy w dalszą drogę. Początkowo nadal w naszych „teletubisiach”, ale z upływem kilometrów deszcz osłabł i w końcu całkowicie przestało padać. Im bliżej Chorwacji tym było cieplej i ładniej. Naszym celem był Trogir, ale po drodze mieliśmy jeszcze zaplanowany spacer po Zadarze.

ZMĘCZONE ALE ZADOWOLONE – my PLECACZKI

DWA ŁYSE „DRAJWERY”

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (4) / skomentuj / zobacz wszystkie

Paula
17 maja 2016 o 14:49
Odpowiedz

Super:) bardzo ciekawe i zdecydowanie zachęcające. Pozdrawiam z Pleszewa:)

~Paula

17.05.2016 14:49
ma13
10 kwietnia 2016 o 22:01
Odpowiedz

Wow! Brakuje tylko fotograficznej dokumentacji menu z tych wszystkich śniadanek i obiadków. Aż mi ciśnienie skoczyło po przeczytaniu tej relacji. Nie wiedziałam że tyle przygód można przeżyć jednorazowo. A na poważnie to trochę siara bo ludzie naprawdę podróżują po całym świecie w trudnych warunkach a tu wygrywa wycieczka do Ciechocinka

~ma13

10.04.2016 22:01
Piotrek
07 kwietnia 2016 o 23:16
Odpowiedz

Śniadanka na balkonikach :),...wow!

~Piotrek

07.04.2016 23:16
yahu
03 kwietnia 2016 o 21:52
Odpowiedz

faceci przemierzają Syberię, Saharę, Amerykę Południową, robią spektakularne przejazdy w ekstremalnych warunkach a i tak zamiast z przyjemnością czytać o męskich wyprawach, to na pierwszym planie facetapo40 babska opowieść o osiągniętym celu żeby zdążyć do hotelu, seksownie wyglądać w kombinezonie, wrzucić rytualne zdjęcie nad posiłkiem i ten stres w Budapeszcie bo noclegu nie było. Chyba nie zasnę z tych emocji

~yahu

03.04.2016 21:52
1

Gorące tematy

facebook