Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

W starym kinie, czyli przygoda z klasyką

Książka, film

Dzisiejsze kino – chociaż jeszcze na początku lat 90., w szczycie popularności telewizji, magnetowidów oraz kaset VHS wieszczono mu rychły upadek – ma się naprawdę dobrze. Do multipleksów wchodzą co raz to nowe blockbustery, w których aż roi się od generowanych komputerowo efektów specjalnych, potworów z kosmosu i superbohaterów. Tymczasem kiedyś Hollywood było inne – aktorzy grali emocjami, opowiadano historie prawdziwe, poruszające najskrytsze zakamarki ludzkiej duszy. Oto subiektywny przegląd 8 doskonałych filmów „złotej ery Hollywood” – filmów, które kształtowały kulturę i wrażliwość kilku pokoleń.

Tagi: film , czas wolny , hobby faceta po 40. , film dla faceta po 40. , czas dla siebie

Okno na podwórze
Klasyka kina: Okno na podwórze

1. Casablanca (1942)

Ten w zasadzie zwyczajny film o spotkaniu dwojga ludzi gdzieś na krańcu pogrążonego w wojnie świata przez wielu krytyków uznawany jest za najwybitniejsze dzieło w historii kina. Dlaczego? Przewrotnie, może właśnie dlatego, że nie miał być „hitem”. Choć grający główne role Ingrid Bergman i Humphrey Bogart już w trakcie kręcenia filmu mieli status gwiazd, to nikt się nie spodziewał, że obraz na widzach wywrze aż tak wielkie wrażenie.

Casablanca

Osią fabuły jest konflikt wewnętrzny głównego bohatera, który musi wybrać między kobietą, miłością swego życia, a uratowaniem jej męża, członka ruchu oporu przeciw hitlerowcom. Film ten jest genialny na wielu płaszczyznach: piękna Ilsa (Bergman), męski Rick (Bogart), doskonały scenariusz, reżyseria i zapadająca w pamięć muzyka Maxa Steinera, która do dziś zresztą żyje własnym życiem – jako standard kultury amerykańskiej.

2. Bulwar Zachodzącego Słońca (1950)

Jest to bodaj najlepszy przedstawiciel gatunku filmów „noir”, czyli zrealizowanych w swoistym posępnym, ciemnym klimacie, w którym tak do końca nie wiadomo, kto jest dobry, a kto naprawdę zły. Tu oś fabuły stanowi relacja między początkującym, młodym scenarzystą bez grosza przy duszy (William Holden), a zapomnianą, choć niegdyś wielką gwiazdą kina niemego (w tej roli znakomita Gloria Swanson, prawdziwa legenda filmu niemego), która za wszelką cenę pragnie wrócić na ekran.

Bulwar Zachodzącego Słońca

Film ten – łączący w sobie elementy dramatu, farsy a nawet horroru – pokazuje Hollywoood (od którego jednej z głównych ulic bierze swój tytuł), trochę od podszewki. Pokazuje, jak ciężko się przebić i jak wiele trzeba poświęcić, by znaleźć się na szczycie. I tak naprawdę do końca nie wiadomo, kto tu kogo wykorzystuje, kto ma „złe” intencje, a kto jest ofiarą i poszkodowanym.

3. Wszystko o Ewie (1950)

To arcydzieło warto obejrzeć choćby tylko dla zjawiskowej Bette Davis, ikony kina amerykańskiego lat 40. i 50. W ogóle siłą tego filmu jest przede wszystkim wspaniałe aktorstwo – aż pięcioro odtwórców głównych ról dostało nominacje do Oscara. Film ten, podobnie jak „Bulwar Zachodzącego Słońca” opowiada o tym, jak podły i niszczący potrafi być show-biznes. Osią fabuły jest relacja dwóch aktorek teatralnych – wielkiej, choć powoli przemijającej gwiazdy Margo Channing (Bette Davis) i jej młodej fanki Ewy Harrington (Anne Baxter), która przez przypadek szybko wkrada się w łaski całego środowiska.

Wszystko o Ewie

Reżyserowi Josephowi L. Mankiewiczowi udało się w tym dziele pokazać niemal wszystkie słabości „branży” – intrygi, zawiść, zazdrość, ale też ambicję i determinację w dążeniu do celu. Ostatecznie z aż 14 nominacji do Oscara film zdobył 6 nagród. Smaczku filmowi dodaje fakt, iż w jednej z ról drugoplanowych wystąpiła nieznana jeszcze wtedy szerszej publiczności Marilyn Monroe.

4. Obywatel Kane (1941)

Obraz ten wielu znawców kinematografii uważa za najlepszy, obok Casablanki, w historii srebrnego ekranu. I nie ma się czemu dziwić, w końcu to jeden z tych filmów, które (a wyreżyserował go sam Orson Welles) dokonały przełomu i wytyczyły szlaki dla wielu produkcji na kolejne kilkadziesiąt lat. Oglądając dawne filmy widzowie, którzy nie znają produkcji z poprzednich epok kinematografii, często mówią „ale to już było”. Dzieje się tak, ponieważ widzieli wiele współczesnych dzieł, które garściami czerpały pomysły z tych starych filmów, jednak widz nie ma tego świadomości.

Obywatel Kane

Tak jest właśnie z Obywatelem Kane, filmem z którego motywy, sposób narracji, gry aktorskiej, budowania napięcia, rozwijania akcji wykorzystywano przez następne dekady w setkach innych produkcji. I choć dziś mogą się wydawać zużyte, a wręcz archaiczne, to wtedy, gdy film trafił na ekrany kin, były absolutnie przełomowe. Ta przełomowość w 1941 roku spowodowała, że nie spodobał się widzom, którzy nie zrozumieli nowatorskich „chwytów” użytych przez reżysera do budowania napięcia. Chwytów, które dziś są standardem i bez których kino nie mogłoby funkcjonować.

5. Okno na podwórze (1954)

Klasyczny thriller w reżyserii Alfreda Hitchcocka. Opowiada historię fotografa (w tej roli James Stewart), który z powodu wypadku i złamania nogi ląduje unieruchomiony w swoim własnym mieszkaniu. Po pewnym czasie, z nudów jego głównym zajęciem staje się podglądanie życia sąsiadów przez tytułowe okno. Gdy wydaje się, że już nic ciekawego się nie wydarzy, w kolejnym dniu obserwacji jego oczom ukazuje się jednak cos naprawdę szokującego – wszystko wskazuje na to, że jego sąsiad morduje własną żonę. Jako że sam nie jest w stanie sprawdzić żadnego ze swoich podejrzeń, w sprawę miesza dziewczynę Lisę (piękna Grace Kelly) oraz pielęgniarkę Stellę (Thelma Ritter), które przychodzą się nim opiekować.

Okno na podwórze

Hitchcockowi reżyseria tego genialnego filmu przyniosła nominację do Oscara, wielki sukces kasowy oraz uwielbienie publiczności.

6. Pół żartem pół serio (1959)

Świetna, pełna humoru komedia w reżyserii Billego Wildera (zrealizował też Bulwar Zachodzącego Słońca). Akcja filmu dzieje się w 1929 roku w USA (w czasie obowiązywania prohibicji). Dwóch muzyków, przyjaciół (Tony Curtis oraz Jack Lemmon) pracuje w nielegalnym lokalu (działającym pod przykrywką zakładu pogrzebowego), w którym serwuje się zakazany alkohol. Zbieg okoliczności sprawia, że do przybytku wpada policja, a oni, uciekając w popłochu, tracą pracę na dzień przed wypłatą. Jakby tego mało, przypadkowo znajdują się w miejscu porachunków mafijnych, w efekcie których gangsterzy chcą ich zabić. Bez grosza przy duszy, ścigani przez bandytów, w kobiecym przebraniu podejmują pracę w… żeńskim zespole muzycznym, w którym poznają piękną Sugar Kowalczyk (w tej roli znajdująca się wówczas u szczytu sławy Marilyn Monroe).

Pół żartem pół serio

Film ten jest kwintesencją tego, co najbardziej lubię w Hollywood – doskonała historia, świetnie zagrane role, zjawiskowa i piękna gwiazda. To naprawdę śmieszna, ponadczasowa komedia. Nic dziwnego, że zyskała zarówno pochwały krytyków jak i uznanie publiczności. Ciekawostką pozostaje fakt, że film był dość trudny w produkcji – głownie ze względu na kaprysy samej Monroe, która potrafiła spóźniać się kilka godzin na plan (albo nie pojawiać się na nim wcale), zdarzało się jej też zapominać kwestii, co świadczy o tym, że już wówczas zmagała się z poważnymi życiowymi problemami. Na ekranie jednak tego nie widać, a film ogląda się świetnie.

7. Czarnoksiężnik z krainy Oz (1939)

Skoro piszemy o złotej erze Hollywood, nie można przy tej okazji nie wspomnieć o bijących w tamtym czasie rekordy popularności, potem przez całe dekady zapomnianych, a dziś znów wracających do łask musicalach. Pierwszym z wielkich był z pewnością „Czarnoksiężnik z krainy Oz” w reżyserii Victora Fleminga. Jest to kino familijne, które spokojnie można oglądać z małymi dziećmi. Nie ma w nim przemocy, jest za to wzruszająca historia o przyjaźni i miłości. Fabuła filmu jest adaptacją książki o tym samym tytule, opowiada o przygodach 12-letniej Dorotki Gale (w tej roli nowa wówczas młodzieńcza gwiazda, bardzo utalentowana Judy Garland), która w wyniku splotu różnych okoliczności została przeniesiona z rodzinnego Kansas do bajkowej krainy Oz.

Czarnoksiężnik z krainy Oz

Dzieło to jest pod wieloma względami bardzo nowatorskie. Część scen jest czarno-biała, ale większość filmu jest w kolorze (Technicolor), dlatego do oglądania polecam zwłaszcza wersję cyfrowo zrastrowaną, która, mimo iż film ma już 80 lat, po prostu wbija w fotel jakością i soczystością barw. Warto też zwrócić uwagę, że nie było wtedy CGI – cała scenografia jest wykonana ręcznie, co przy okazji czyni z filmu jeden z najdroższych w historii (po uwzględnieniu inflacji). Z filmu pochodzi bardzo znana i dziś piosenka „Over the rainbow”, która w wielu zestawieniach fanów i krytyków uchodzi za najlepszy utwór kinowy w historii.

8. Co się zdarzyło Baby Jane (1962)

Dramat w reżyserii Roberta Aldricha to klasyka filmu grozy. Oś fabuły stanowi konflikt między dwiema siostrami. Pierwsza z nich, Baby Jane (Bette Davis), jako małe cudowne dziecko osiągała olśniewające sukcesy. Jako śpiewaczka występowała przed wiwatującą publicznością, ku zachwytowi rodziców i zazdrości siostry. Jednak gdy dorosła, triumfy się skończyły, a sława nieodwracalnie przeminęła. Później role się odwróciły. Dojrzałą karierę w Hollywood rozpoczęła wcześniej pogardzana i traktowana z góry druga z sióstr – Blanche (Joan Crawford). Na „stare lata” los jednak obu spłatał figla i sprawił, że po tajemniczym wypadku Blanche straciła fizyczną sprawność a Jane musiała się nią zaopiekować. Problem polegał jednak na tym, że obie siostry się po prostu nienawidziły…

Co się zdarzyło Baby Jane

Produkcja ta została owiana legendą zanim jeszcze weszła do kin. Wszyscy w Ameryce wiedzieli, że obie aktorki mające odgrywać w tym filmie swoje główne role, naprawdę są jak te dwie siostry i faktycznie się nie znoszą. Była to jedna z największych i najgłośniejszych rywalizacji dwóch gwiazd w historii Fabryki Snów, ciągnąca się jeszcze od lat 40. Ponoć rywalizacja przeniosła się też i na plan filmowy, gdzie obie aktorki robiły wszystko, by sobie utrudnić współpracę. Jeśli na ekranie widać niechęć, to jest ona do szpiku prawdziwa, co jeszcze dodatkowo wzmacnia wydźwięk dzieła.

Najlepsze już było

Złota era Hollywood bezpowrotnie minęła. I choć dzisiejsze filmy mają zdecydowanie większy rozmach, są pełne zachwycających efektów specjalnych, zwrotów akcji, wybuchów, to moim zdaniem nie mają już tego zachwycającego klimatu, które miało w sobie kino lat 40. i 50. I choć dzisiejsi aktorzy i aktorki zarabiają nieporównanie więcej niż wtedy, z pewnością najlepsi z nich nie mają statusu takich gwiazd jak królowe i królowie kina połowy XX wieku. Ówczesne wielkie wytwórnie, zawierając z aktorami wieloletnie kontrakty, bardzo dbały, by zapadli oni widzom w pamięć odpowiednimi rolami. Miało to też oczywiście i drugą stronę – wyczerpanie psychiczne, uzależnienia, samobójstwa, zazdrość i intrygi, które dziś oczywiście także mają miejsce, ale w tamtych czasach były wręcz zinstytucjonalizowane.

Dlaczego w ogóle warto oglądać stare filmy? Bo to najlepszy obraz dawno już minionego świata, ale też swoisty przegląd ponadczasowych wartości. Choć my się zmieniliśmy – jako społeczeństwa i jako ludzie, to pewne wartości i zasady pozostały niezmienne. Nadal kluczową rolę odgrywa miłość, nienawiść, wszelkiego rodzaju pasje, uczucia i emocje. Stare filmy to coś w rodzaju lustra, w którym możemy zobaczyć samych siebie, ale bez wszechobecnej techniki, bez dzisiejszych mód, bez politycznej poprawności.

Tomasz Sławiński

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (1) / skomentuj / zobacz wszystkie

Feniks
02 sierpnia 2019 o 09:42
Odpowiedz

Bardzo zacne zestawienie. Warto oglądać stare filmy - to uwrażliwia na mnóstwo rzeczy, a i pokazuje facetów z prawdziwą klasą. Moim ulubionym aktorem z tamtego czasu jest William Holden - w młodości "złoty chłopiec" Hollywood, w późniejszym wieku wspaniały egzemplarz twardziela ("Most na rzece Kwai", "Dzika banda", "Stalag 17") i mężczyzny z klasą ("Płonący wieżowiec", "Sieć") nieustępujący Jamesowi Stewartowi. Przyjaźnił się bardzo blisko (tak to ujmijmy) z samą Audrey Hepburn, co już samo w sobie jest godne pozazdroszczenia. Zmarł niestety w tragiczny i do dziś niewyjaśniony sposób.

Do filmów - choć wybór jest bardzo interesujący - dorzuciłbym drugi film Wellsa "Dotyk zła", poza tym "Skarb Sierra Madre" Johna Hustona z życiową kreacją Bogarta, no i dwa filmy Elii Kazana z Marlonem Brando - "Na nabrzeżach" i "Tramwaj zwany pożądaniem".

Ale oczywiście takich zestawień mogłyby być dziesiątki - i każde inne :-)

~Feniks

02.08.2019 09:42
1

Gorące tematy

facebook