Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Tutaj będzie o ciemności, będzie o strachu i o szaleństwie

Książka, film

Książka, film Tutaj będzie o ciemności, będzie o strachu i o szaleństwie

Wywiad z Bernardem Minierem, autorem bestsellerowej powieści „Bielszy odcień śmierci”, której kontynuacja „Krąg” podbija właśnie świat.

Tagi: thriller , powieść kryminalna , książki faceta po 40. , książki dla facetów , Bernard Minier

Książka, film Tutaj będzie o ciemności, będzie o strachu i o szaleństwie

Co dała Panu publikacja Pańskiej pierwszej książki „Bielszy odcień śmierci”?

Tak wiele w tak krótkim czasie, że aż trudno to opisać. W kilku zdaniach: natychmiastowe zainteresowanie czytelników we Francji i za granicą, podróże i spotkania autorskie w kraju i na świecie – w Hiszpanii, w Argentynie, niedługo w Niemczech i w Polsce. Od chwili wydania „Bielszego odcienia ...” spędziłem w samolotach i w hotelach więcej czasu niż przez całe swoje dotychczasowe życie! A poza tym: spotkania z innymi pisarzami, zmianę mojej pasji w pracę i niespotykaną, wielką ochotę, aby podążać tą drogą jak najdłużej.

W „Bielszym odcieniu śmierci” jedną z głównych ról grają Pireneje, w „Kręgu” – południowo-zachodnia część Francji. Wydaje się, że w Pańskich powieściach krajobrazy mają swoje specjalne znaczenie. Skąd się u Pana wzięło to zamiłowanie do pejzaży?

Nie wiem, naprawdę nie wiem. Mogę tylko potwierdzić, że rzeczywiście tak jest. Myślę, że są dwa powody. Po pierwsze – zawsze lubiłem książki zaczynające się od mapy, tak jak w przypadku legendarnej mapy z Władcy Pierścieni. Lubię książki, gdzie krajobrazy i miejsca grają jakąś rolę. Być może wzięło się to z czytanych w dzieciństwie Juliusza Verne'a, Jacka Londona i Wyspy Skarbów. Opisywany przeze mnie region Francji wydaje się jednocześnie prawdziwy i wymyślony, prawie tak bardzo jak niezrównane Śródziemie Tolkiena. Miasteczko Marsac nie istnieje, nie ma czegoś takiego jak „Cambridge południowego zachodu”, choć wspomnienia mojego krótkiego życia studenckiego brały przecież udział w jego budowie. Drugim powodem mojej miłości do pejzaży może być fakt, że dorastałem w opisywanym w książkach regionie Francji, a dokładniej w jego południowej części. I tak jak wszyscy moi koledzy, już w dzieciństwie zyskałem pewne wyczucie krajobrazu. Może dlatego, że on tam po prostu był, wszechobecny, rozciągający się przed naszymi oczami. Od południa wyrastała nieprzebyta ściana Pirenejów, od północy widzieliśmy kolejne zielone doliny, po których hasaliśmy na rowerach. Wiedzieliśmy, że gdybyśmy odpowiednio wytrwale pedałowali na zachód, w końcu zatrzymałby nas Atlantyk. Gdybyśmy jechali cały czas na wschód, natknęlibyśmy się zaś na Morze Śródziemne. To było terytorium doskonale określone, nasze, poza którym nie istniało nic.

Podchodzi Pan z niezwykłą pieczołowitością także do scen otwierających Pańskie powieści. Jakie jest znaczenie pierwszej sceny „Kręgu”?

Pierwsza scena stanowi taką rozgrzewkę, zupełnie jak w sporcie. Piszę swoje książki w sposób liniowy, strona po stronie. Dlatego też ta scena początkowa, czy może raczej te sceny początkowe, opisane w pierwszych rozdziałach książki, oprócz swojego pierwotnego celu, wprowadzenia czytelnika do fabuły, mają też drugi cel. Stanowią dla mnie rodzaj rozgrzewki, pozwalają nabrać rozpędu, popychają mnie we właściwym kierunku. Jeżeli pierwsza scena jest udana, jeżeli działa, jeżeli wciąga czytelnika od razu, a ja wszak też jestem swoim własnym czytelnikiem, wtedy daje mi ona energię niezbędną, aby dokończyć książkę. Nie wiem, czy pierwsza scena „Kręgu” ilustruje książkę lepiej niż sceny, które po niej następują, ale to ona nadaje całości ton, to ona mówi: „Tutaj będzie o ciemności, będzie o strachu i o szaleństwie. Nie liczcie jednak na to, że coś Wam wyjaśnię”.

Może nam Pan opowiedzieć o tym, jak powstawał „Krąg”?

Sam nie wiem czemu, ale od pewnego czasu chodził mi po głowie pomysł umieszczenia intrygi w środowisku uniwersyteckim, w tym mikrokosmosie nauczycieli i uczniów (rzecz dotyczy tzw. „khâgne”, klasy przygotowawczej o profilu humanistycznym w jednym z prestiżowych francuskich liceów). Od tego się zaczęło. Taki zabieg

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty