Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Origin – recenzja

Książka, film

Serwisy streamingowe powoli zajmują miejsce tradycyjnej telewizji. Nie ma w tym nic dziwnego, przede wszystkim dlatego, że pozwalają widzom samodzielnie skomponować program. Oglądasz tylko to, co chcesz i kiedy chcesz, bez sztywnego planu, który wynika z natury klasycznej telewizji. Na ten rynek - prawie w całości zajęty dziś przez Netflixa i HBO GO, postanowił też wejść światowy gigant - Google, który przez swój serwis YouTube Originals zaproponował widzom coś zupełnie nowego: "Origin" - pełnoprawny (i wysokobudżetowy) serial science-fiction. Sprawdziliśmy, czy warto tę produkcję zobaczyć.

Tagi: recenzja , serial , film sf , film dla faceta po 40. , serial sf , seriale

Książka, film Origin – recenzja

Dla prawdziwych fanów S-F serial ten, który premierę miał w listopadzie 2018, a w Polsce praktycznie nie przebił się do medialnego recenzenckiego mainstreamu, wydaje się pozycją naprawdę godną obejrzenia, dlatego warto o nim przypomnieć. Pomysł na fabułę, choć nie jest jakoś specjalnie odkrywczy ani oryginalny (bazuje bowiem wprost na motywach i technikach narracyjnych znanych chociażby z takich produkcji jak "Obcy" czy "Lost"), okazał się - przynajmniej w moim przypadku - zadziwiająco wciągający.

Co do samej fabuły, jest dość klasyczna: grupa ludzi nagle budzi się z hibernacji na opustoszałym statku kosmicznym. Szybko okazuje się, że nic nie wygląda tak jak powinno: na wielkim statku ma załogi ani też żadnych innych współpasażerów, a kapsuły ratunkowe są wystrzelone. Jakby tego było mało, po pierwszym szoku, wynikającym ze znalezienia się w sytuacji właściwie bez wyjścia, do świeżo wybudzonych dociera jeszcze jedna zatrważająca informacja - prawdopodobnie nie są na tym statku jedyną chcącą przetrwać za wszelką cenę formą życia...

Niby ograne, a jednak mocno wciąga. Przyznam, że ja bardzo lubię wszystko, co dzieje się w kosmosie. Statki kosmiczne, odkrycia, groźni choć tajemniczy kosmici plus niepokój związany z tym, jak to się wszystko zakończy. Mnie to zawsze przyciąga przed ekran. W tym serialu to wszystko jak najbardziej jest i wbrew pozorom nie brakuje ciekawych zaskoczeń i zwrotów akcji.

Origin felton

Oczywiście "Origin", zwłaszcza pod kątem scenariuszowym, nie jest dziełem wybitnym. Zdarzają się tu (w mojej ocenie nawet trochę za często) poważne wpadki logiczne, bardzo naiwne, czasem wręcz wprawiające widza w zakłopotanie, dialogi. Mimo sporej dawki błędów i dziur po każdym odcinku, miałem jednak silne poczucie, że chcę to oglądać dalej, poznać przyszłość i motywacje bohaterów (które, nawiasem mówiąc, w miarę rozkręcania się serialu okazują się być w paru przypadkach naprawdę interesujące). Mimo wszystko moim zdaniem "Origin" naprawdę warto obejrzeć. Choć serial korzysta z ogranych metod narracyjnych, sięgając po znane z innych produkcji retrospekcje czy bardzo tanie chwyty horrorów, jak np. jump scares, wnosi jednak sporo nowego, a sama historia i jej zakończenie są po prostu ciekawe.

Origin

W ogóle - taka refleksja generalna - po obejrzeniu "Origin" i kilku innych seriali tego typu z ostatnich miesięcy mam wrażenie, że wśród twórców scenariuszy, a zwłaszcza ich części dialogowej panuje coś w rodzaju ograniczonego kontaktu z rzeczywistością. Zdarza się, że pytania, które zadają bohaterowie, to, jak i o czym mówią, jest naprawdę krańcowo oderwane od logicznej przecież rzeczywistości. Kiedy jako widz masz świadomość, że ktoś pisząc takie drażniące dialogi zgarnął za to ogromne pieniądze, złość robi się jeszcze większa ;-) Wracając do produkcji... Bardzo miła dla oka jest też warstwa wizualna kolejnych odcinków. Ładna, dopracowana scenografia, sposób filmowania postaci, wszystko to idealnie pasuje do klimatu tej produkcji. W ogóle - przynajmniej dla mnie - warstwa wizualna jest jednym z największych atutów tego serialu.

Jeśli natomiast chodzi o aktorów, producentom udało się przyciągnąć kilka znanych nazwisk - choćby Toma Feltona (znanego z roli Draco Malfoya z serii o Harrym Potterze), czy też Natalię Tenę (wystąpiła w Grze o Tron a także w Harrym Potterze). Jednak na mnie największe wrażenie wywarł debiutujący na ekranie Sen Mitsuji, Australijczyk z korzeniami japońskimi, dotąd sprawdzał się w modelingu a nie aktorstwie, a jednak w "Origin" był w stanie wykreować postać wyrazistą i, co najważniejsze, wzbudzającą sympatię (co nie wszystkim się tam udało). Dobrych aktorów nie brakuje też w retrospekcjach. W jednym z epizodów pojawia się na przykład znana irlandzka aktorka Fionnula Flanagan (znana z roli np. w horrorze "Inni", gdzie wystąpiła obok Nicole Kidman).

Origin mitsuji

Podsumowując, jest to całkiem przyzwoity, wciągający serial, jednak zdecydowanie nie jest to arcydzieło. Jeśli ktoś liczy na to, że produkcja ta odmieni jego życie, może się zawieść. Jeśli jednak szukasz interesującej i wciągającej rozrywki na kilka wieczorów to zdecydowanie polecam, by po tę produkcję sięgnąć. Bo na końcu nie wszystko jest takie, jak się wydawało po pierwszym odcinku.

Tomasz Sławiński

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook