Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

„Obłoki śmierci – Bolimów 1915”. Ocalić od zapomnienia... [RECENZJA]

Książka, film
|
28.03.2022

Fabularyzowany film dokumentalny Ireneusza Skruczaja opowiada o tragicznych i niestety zapomnianych wydarzeniach z Bolimowa, do których doszło podczas I wojny światowej. Reżyser przypomina trudną historię i zadaje poważne pytania dotyczące ataków gazowych. Nie tylko tych sprzed ponad wieku...

Tagi: film dla faceta po 40.

„Obłoki śmierci – Bolimów 1915” - grafika
„Obłoki śmierci – Bolimów 1915” – trudno przejść obok filmu obojętnie...

O atakach gazowych, do których doszło w 1915 roku nad Rawką i Bzurą, mówi się albo niewiele, albo wcale. Podręczniki do historii zwykle na temat tych tragicznych wydarzeń milczą. Nie przebiły się one do świadomości większości ludzi, jak chociażby najważniejsze bitwy z okresu II wojny światowej. To źle. Zdaniem historyków, ale również reżysera i współscenarzysty filmu „Obłoki śmierci – Bolimów 1915” – Ireneusza Skruczaja. Produkcja swoją premierę miała co prawda 1 sierpnia 2020 roku na Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, ale właśnie teraz ukazała się na DVD i w serwisach VOD.

Dla miłośników historii I wojny światowej to bez wątpienia pozycja obowiązkowa, ale zainteresować nią powinni się również ci, którzy mają na uwadze przełomowe wydarzenia związane z naszym krajem. Niewielu bowiem wie, że w 1915 roku w samym centrum współczesnej Polski – właśnie pod Bolimowem – doszło do pierwszego w historii masowego ataku bronią chemiczną. W jego efekcie i podczas późniejszych walk zginęło blisko 80 tysięcy żołnierzy walczących dla Imperium Rosyjskiego i Cesarstwa Niemieckiego.

„Obłoki śmierci – Bolimów 1915” - plakat
Plakat filmu „Obłoki śmierci – Bolimów 1915”

Krytyka w duchu historycznego uniwersalizmu

Ireneusz Skruczaj postanowił w filmie „Obłoki śmierci – Bolimów 1915” opowiedzieć nie tylko o samych wydarzeniach z I wojny światowej, ale również podejść do sprawy bardziej uniwersalnie. We wstępie swojego filmu zaprezentował nie początek bitwy bolimowskiej, ale... ujęcia sprzed kilkunastu miesięcy, na których widzimy wojnę w Syrii. Wojnę, podczas której użyto broni chemicznej, której stosowanie jest zakazane traktatem od lat 90. XX wieku.

Po tym nieoczekiwanym wstępie następuje cięcie, a narrator – w tej roli stonowany i niezwykle sugestywny Mirosław Zbrojewicz – rozpoczyna opowieść o bitwie z 1915 roku. Od początku widać, że Skruczaj podszedł do swojego zadania bardzo skrupulatnie. Korzysta ze źródeł naukowych, grzebie w przepastnych archiwach, przepytuje specjalistów. Zaprosił do współpracy wiele autorytetów związanych z wydarzeniami z I wojny światowej i chętnie oddaje im głos. Przytacza fragmenty „Łazarza” André Malrauxa, który pisał właśnie na temat Bolimowa. Reżyser daje nam cenną lekcję historii. Bo ma świadomość, że duża część odbiorców nie zna większości szczegółów związanych z wydarzeniami z 1915 roku.

Dużo miejsca w filmie „Obłoki śmierci – Bolimów 1915” poświęcono Fritzowi Haberowi – niemieckiemu chemikowi, zdobywcy nagrody Nobla i pomysłodawcy wykorzystania gazów bojowych na froncie. Gdy jego sylwetka zostaje przybliżona, na ekranie coraz częściej obok różnego rodzaju wypowiedzi pojawiają się sceny fabularyzowane, rekonstrukcje fragmentów bitwy, ujęcia z drona. Dokument fabularyzowany z minuty na minutę staje się bardziej tym drugim, niż tym pierwszym. Sekwencje batalistyczne momentami są naprawdę imponujące, ale nie można powiedzieć, że całościowo robią równie duże wrażenie. Niekiedy widać, że reżyser był ograniczony przez budżet, a sceny walk zwyczajnie nie spełniają współczesnych standardów. Cały czas słyszymy uroczystą muzykę, z którą współgrają podniosłe monologi Zbrojewicza. Momentami trochę zbyt podniosłe.

Kadr z filmu „Obłoki śmierci – Bolimów 1915”
Scena z filmu „Obłoki śmierci – Bolimów 1915”

Film spięty zostaje klamrą. Ostatnie ujęcie to ponownie Syria i sceny z ataku na Dumę pod Damaszkiem. Zginęły tam wówczas dziesiątki kobiet, mężczyzn i dzieci. Zginęli od ataku chemicznego, do którego w ogóle nie powinno dojść. Skruczaj sugeruje wyraźnie, że gdyby pamiętano o wydarzeniach z Bolimowa, do podobnych scen – zaledwie trzy lata temu – mogłoby nie dojść. „Warto pamiętać o tamtej wojnie, jako pramatce wszystkiego, co najgorsze w XX wieku” – słowa, które padają w filmie „Obłoki śmierci – Bolimów 1915” są w tych okolicznościach boleśnie prawdziwe.

Ważny film

Nie powiem, że to najlepszy dokument fabularyzowany jaki widziałem. Momentami dzieło Skruczaja jest zbyt patetyczne, a innym razem boleśnie niedofinansowane. Odbija się to na prezentowanych wizualizacjach walk spod Bolimowa. Oczywiście nie wszystkich, bo niektóre sekwencje wyszły imponująco, jakby stworzono je w samym Hollywood. Tylko, że w „Obłoki śmierci – Bolimów 1915” nie do końca chodzi o formę przekazu, a raczej o sam przekaz. Twórcy chcą nam opowiedzieć ważną i zapomnianą historię. Sugerują nam, że to właśnie w 1915 roku w Polsce rozpoczęło się coś, co w ogóle nigdy nie powinno mieć miejsca.

Że gazy bojowe używane w czasie bitwy to najzwyklejsze bestialstwo. Że działania Habera najpierw sprawiły, że dziesiątki tysięcy ludzi umarły pod Bolimowem, a niedługo później doprowadziły do powstania cyklonu B, którego używali hitlerowcy w komorach gazowych. Że – w końcu – tragiczna historia niczego nas nie nauczyła i, mimo zakazów, wciąż w użytku jest broń, która nigdy nie powinna opuścić ścian laboratorium. Choć prezentacja i forma „Obłoków śmierci – Bolimów 1915” może budzić momentami mieszane uczucia, film jako lekcja historii spełnia swoją rolę doskonale. Uczy, przeraża i daje do myślenia. Taki miał być zapewne w założeniu wydźwięk tego filmu i to się twórcom udało.

Film do obejrzenia tutaj

Michał Grzybowski

 

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie