Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Jak niewiele potrzeba

Książka, film

Poszukiwania

To był mój drugi grzech - ciekawość.

Przyznam, że na początku chciałem tylko zobaczyć czy faktycznie Seniorzy znów popadli w jakieś grupowe szaleństwo - tak jak przed rokiem, gdy wyszło na jaw, że jeden z nich zhackował serwery Netroida, żeby dać swojej postaci w Space Angels dodatkowe boosty. Przy okazji okazało się, że wszyscy oni ugrzęźli w Virtualnym Massive Multiplayer Online i prześcigali się w tym kto ma wyższy level, więcej itemków i tak dalej. Dla tych, którzy w strukturach Corpu osiągnęli już niemal wszystko walka o status w wirtualnej rzeczywistości stała się nowym celem.

Przyznaję, że też w to grałem - zanim wybuchła ta cała afera z kradzieżą skryptów odpowiadających za ekwipunek awatarów. Chciałem wtedy sprawdzić jakie rozrywki mają SNRzy i co ich tak w tym podnieca. Nie płaciłem abonamentu, grałem tylko w wersję darmową, więc część tego szaleństwa mnie ominęła. Co prawda czasem coś kupiłem dla mojej postaci w Virtualu, ale generalnie było mi żal coina na fikcyjne zabawki - zbierałem wtedy na nowe oczy. Kiedy więc pierwszy raz usłyszałem o Ostatniej Karczmie, myślałem, że to po prostu jakieś nowe MMO fantasy, co najwyżej z dodatkowo płatnym stymulatorem zmysłów. Takim, co to niby daje cyborgom prawie realne możliwości odczuwania tego samego co postać w grze. Słyszałem, że branża Erosu zaczęła wypuszczać już Holo ze stymulatorami zwiększającymi doznania w Virtualu. Trzeba było jednak mieć pełną elektrokorę mózgową i rdzeń synaptyczny by w pełni odczuć to, co bohaterowie gry.

Byłem wręcz przekonany, że o to musiało chodzić. Wiedziałem, że po tych wszystkich Holo i Virtualach, po całej tej grupowej zabawie w sztucznym świecie Seniorzy szukają czegoś innego, czegoś o bardziej realnych, lepszych doznaniach - a więc dla mnie, z racji moich ograniczeń, po prostu niedostępnych.

Kiedy sprawdzałem za pomocą Klęcznika ich wyciągi faktycznie natrafiłem na sporadyczne sumy przelewane pozasystemowo - gdzieś do układu Antega, na niezarejestrowane do tej pory konto. Część przelewów szła na różne numery, ale odbiorca był de facto zawsze ten sam - konto Syndykatu Bankowego o numerze seryjnym: #684LastInnBeta. Żadnej nazwy ani danych właściciela.

Tak samo tytuły przelewów i kwoty były różne. Wyglądało na to, że program ruszył jakieś 6 czy 7 miesięcy wcześniej i początkowo nie cieszył się popularnością. Ale kiedy sprawdziłem ostatnie operacje Seniorów część z nich płaciła już stałe abonamenty, a reszta przelewała spore sumki na program w nieregularnych odstępach czasu. Trochę mnie to zaciekawiło. Nie miałem jednak czasu zgłębić tego na służbie; postanowiłem pogrzebać w sieci z domu. Gdy tylko wróciłem do swojego kubika włączyłem mój Virtual. Ciało przeszło do kuchni by odebrać z syntetyzatora papkę węglowodanową, umysł natomiast błądził bo sieci, której ścieżki wyświetlały mi się bezpośrednio na siatkówce oka. Proste wyszukanie po nazwie nic nie dało. Ani "Ostatnia Karczma", ani "LastInn" nie figurowały w żadnym oficjalnym spisie stron czy pojęć Unipedii. Zaskoczyło mnie to. Zazwyczaj nawet beta testy programów i gier przeznaczonych dla szerokiego grona odbiorców były mocno reklamowane. Oznaczało to, że program musiał być w jakiś sposób zelitaryzowany. Zacząłem więc przeszukiwać fora. W tym samym czasem moje ciało mechanicznie unosiło łyżeczkę do ust stojąc przy zlewie w kuchni. Wiem, że wielu ludzi tak ma - zapomina o ciele dryfując w sieci, ale ja chyba jestem szczególnym przypadkiem. Czasem tak głęboko zatracam się, że, gdy wreszcie wracam do reala to, na przykład znajduję swoją dłoń w zimnej zupie z obgryzionymi do krwi paznokciami. Raz nawet ocknąłem się pod stołem cały upaćkany papką proteinową. Tak samo było i w tym przypadku - poszukiwania pochłonęły mnie bez reszty, a najgorsze, że Ostatnia Karczma wydawała się nie istnieć - raz za razem wyniki wyszukiwania równały się zeru. Dopiero na jakiś forach cyberrozrywkowych natrafiłem na wzmianki o czymś nowym, fantastycznym, niesamowicie wręcz realnym. Jednak wpisy były zaraz kasowane przez obsługę. Nigdzie też nie było jasno powiedziane, że na pewno chodziło o to czego szukałem.

Po godzinie bezowocnych poszukiwań wyłączyłem sieć i spojrzałem na resztkę "obiadu", który właśnie rozkładał się na plastikowym talerzyku w protokleik o niezdrowym szarym zabarwieniu. Odsunąłem od siebie talerz i zwiesiłem głowę. Wiedziałem, że ta sprawa już nie da mi spokoju. Że będę o tym myślał czy to w czasie pracy, czy odpoczynku. To zresztą to dociekliwość i dokładność zrobiła ze mnie Admina Drugiej Kategorii. Postanowiłem więc następnego dnia pogrzebać w firmie. Istniała bowiem możliwość, że LastInn był programem wewnętrznym stworzonym przez Corp i testowanym przez Seniorów. To by wyjaśniało brak informacji na zewnątrz. Chroniły ją prawa autorskie i patenty firmy. Jednak jeśli była to zabawka dla SNRów, czemu kazano im za to płacić i to na obce konta? Czemu po prosty nie strącano im tego jako świadczenia z pensji, tak jak innych licznych benefitów? Zagryzając wargi stwierdziłem, że mam więcej pytań niż na początku poszukiwań. I to mnie podniecało.

Reguły gry

Osiem godzin pracy, osiem godzin wypoczynku i znów osiem godzin pracy - tym rytmem toczyło się życie na Cartago Nova. Wynikało ono z szybkich obrotów księżyca wokół własnej osi. Zazwyczaj oznaczało to, że Petro Burke spał po sześć godzin, dwie spędzając na drodze do i z pracy, szybkich posiłkach i krótkich chwilach rozrywki na Virtualu. Wystarczało to by zachować optimum koncentracji w pracy. Jednak po odkryciu Ostatniej Karczmy Admin ledwo mógł spać z podniecenia. Ostatecznie w Corpie zjawił się godzinę wcześniej, by rozpocząć swoje śledztwo w firmowym intranecie.

Stracił na tym 40 minut. Nie znalazł nic prócz odnośnika do prywatnego subforum dla Seniorów, w którym zawarte były słowa klucze #Last i #Inn. Nie mógł jednak sprawdzić postów ani nawet głównego wątku, bo forum było dla niego zablokowane. Zaczynał tracić cierpliwość, ale w głowie zaświtała mu pewna myśl. Zrobił szybkie zestawienie płatników Karczmy i wyłuskał kilka znajomych mu nazwisk. Następnie z listy wyciągnął tylko tych, którzy płacili stały abonament. Było ich troje.

Przejrzał ich rachunki pod kątem ostatnich płatności i wyszczerzył się jak dzieciak na widok Stymcuksa. Metard Crome - jego stary wykładowca z akademii, recenzent pracy dyplomowej i jedyny z SNRów, który od czasu do czasu zamieniał z nim kilka słów na chacie (zamiast tylko rzucać polecenia). Była nadzieja, że uda się z niego coś wyciągnąć, szczególnie że kilka razy załatwiał dane, które leżały poza oficjalna jurysdykcją starego Seniora.

Trzeba było tylko poczekać na kolejny przelew z rachunku Crome'a na #684LastInnBeta. Znając zaś jego pedantyczne podejście do wszystkich spraw, starzec zapłaci abonament dokładnie po miesiącu od ostatniego transferu. Czyli jutro. Burke potarł podbródek i otworzył kartę zmian pracowniczych. Ostatnio brał zmianę chorego Mitela, a że chłopak jeszcze nie wrócił, ktoś na pewno musiał go zastępować.

- Mam dziś fart - mruknął Petro widząc nazwisko osoby zastępującej chorego Admina - Adi Aggia. Włączył aplikację telefoniczną i wystukał na pulpicie numer.

- Adi, przepraszam, że Cie budzę, ale jest sprawa...

- No co tam szefie? - spytała dziewczyna ledwo tłumiąc ziewnięcie.

- Potrzebuje trochę coina - mogę wziąć za Ciebie jutrzejszą dobę Mitela?

- Petro znowu chcesz ciągnąć Klęcznik przez 16 godzin? - zmartwiła się Adminka

- Proszę Cię. Strasznie mi zależy. Namierzyłem promocje na syntżołądki i potrzebuje szybko zebrać fundusze. - kłamstwo zbyt gładko przeszło mu przez gardło

- Ok. Ale wisisz mi przysługę.

- Jasne. Dzięki. Jesteś najlepsza.

- Chciałabym... - Petro rozłączył się, w podnieceniu nie zwracając uwagi na smutek w głosie koleżanki.

Pierwsza doba pracy minęła mu w miarę spokojnie. Zwykłe transfery, przelewy, rejestracja śmierci 15 górników. Dzień jak co dzień. Jednak po swoich ośmiu godzinach, gdy zaczął drugą zmianę, Petro zaczął się niecierpliwić. Co rusz podglądał konto Metarda wyczekując na przelew abonamentu Karczmy. Kiedy jednak po czterech kolejnych godzinach na koncie Seniora nic się nie działo, Burke zaczął wątpić w swój plan.

Przetarł oczy, na chwilę wygaszając dane wyświetlane na siatkówce; gdy ponownie uruchomił robocze aplikacje aż potrząsnął głową ze zdziwienia. Jakby w odpowiedzi na jego wątpliwości konto Crome'a zalśniło zleconym transferem pieniężnym. Sprawdził dane przelewu, żeby się upewnić. Odbiorca: #684LastInnBeta48-14230-8884-990. Tytuł: Ab.mies.343M.C.Vau . Burke wstrzymał operację, od razu podając transakcje jako: "potencjalnie podejrzaną - do weryfikacji" i wykręcił numer Metrda.

- Tu Senior Admin Crome. Witaj Adminie Burke. W czym mogę ci pomóc? - modulowany głos starca odezwał się na linii otwartej przez Petra - Witaj Metardzie. To właściwie ja dzwonię, by spytać czy mogę ci służyć pomocą - Och? Nie mam aktualnie żadnych potrzeb Petro. Dziękuję za troskę. - W głosie mężczyzny dało się wyczuć zaskoczenie.

- Proszę. Chciałem jednak prosić cię o potwierdzenie pewnej operacji gotówkowej z Twojego konta.

- Tak? - zapytał podejrzliwie Senior.

Petro podał datę, dane i kwotę przelewu, następnie poprosił o weryfikacje.

- Tak, wszystko się zgadza . - Zdawało się, że w głosie Seniora słuchać było irytację - Co jest z tym nie w porządku?

- Wybacz Metardzie, po prostu to obce konto bez specyfikacji odbiorcy, chciałem się tylko upewnić, że przelew jest Twój i nikt nie naruszył twojego konta. Mogę spytać o przyczynę transferu? Muszę wpisać krótką notkę wyjaśniającą, by autoryzować wstrzymaną operację.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty