Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Bar, dym z papierosów i niezobowiązujący seks

Książka, film

Książka, film Bar, dym z papierosów i niezobowiązujący seks

Autor książek „Kryminał tango”, „Brudne historie” i „Chiński ekspres” słynie z ciętego języka, celnych ripost i łamania tematów tabu. Pisarz undergroundu, którego proza wielu przeraża, niekiedy wzbudza podziw a już na pewno doprowadza do palpitacji serca. O seksie, przemocy i literaturze „bez ograniczeń” rozmawiamy z K.S.Rutkowskim.

Tagi: książki , relaks , wywiad , kryminał

Książka, film Bar, dym z papierosów i niezobowiązujący seks

Facetpo40.pl: Piszesz o seksie, brutalności i ogólnie o ciemnej stronie życia. Masz świadomość, że to literatura niszowa bez perspektyw na zaistnienie wśród większej grypy czytelników? Po za tym zawsze będziesz wrogiem nr 1 „obrońców polszczyzny i literatury pięknej”… 

K.S. Rutkowski: Przyzwyczaiłem się do bycia literackim wyrzutkiem i nie rusza mnie już krytyka wszelkiej maści obrońców polszczyzny, moralności, katolicyzmu itp... Zresztą j już nawet krytyki nie ma, gdzieś się ulotniła wraz z publikacją „Chińskiego ekspresu”. Ta książka, mimo całej swej prostoty językowej, odbiega znacznie od moich poprzednich dokonań. Nie pojechałem w niej tak grubo, jak mogłem i potrafię - to w sumie bardzo grzeczna książka. „Dojrzalsza” jak gdzieś kiedyś przeczytałem o niej w Internecie. Poprzednim tytułom bardziej się dostało. A poza tym mówienie o mnie „wróg nr 1” jest mówieniem na wyrost. Aby na to zasłużyć, musiałbym być znanym pisarzem. 

 W opowiadaniu „Brudne historie” główny bohater – próbujący swoich sił początkujący pisarz – spotyka się z wydawcą, który nie pozostawia strzępków z jego prozy. Mam wrażenie, że historia powstała na faktach i tylko trochę ją ubarwiłeś…

Tak, trochę podkolorowałem ... Bawiąc się w pisarza, napotkałem na swej drodze kilku ludzi, z których potem zlepiłem wydawcę, bohatera tego opowiadania. Mówili do mnie różnie, ale finał zawsze był jeden – zabieraj te swoje śmieci i spierdalaj. Nigdy dosłownie, ale ich miny mówiły wszystko. Żadna moja książka u żadnego z nich nigdy nie dostała szansy, więc zacząłem wydawać je sam. I patrząc z perspektywy czasu i miejsca w którym jestem - wciąż ledwie parę kroków za linią startu - to nie był najlepszy pomysł.

Masz świetny styl, ale jak sam to ująłeś w wymienionym powyżej opowiadaniu (a właściwie jeden z Twoich bohaterów) – za często stawiasz słowo „fiut” koło słowa Bóg…Czy trafiałeś na ludzi: znajomych, pisarzy, wydawców, którzy nakłaniali cię do zmiany tematyki?

Co do stylu - jest niedbały, ma gdzieś wszelkie literackie reguły gry i może w tym dla niektórych tkwi jego urok. W moim pisaniu nie ma żadnego tabu, więc nie jest nim również Bóg. Ale tak po prawdzie, to nie jego czasem atakuje - bo jest wartością, która dla ludzi wiele znaczy i wiara w niego autentycznie pomaga w życiu. Atakuję kler, który wypacza jego nauki i który uważam za pasożyta żerującego na społeczeństwie. To księża mnie wkurwiają za wielką hipokryzje, chciwość i obłudę. W przeciwieństwie do większości naszego bogobojnego narodu, nie darzę ich najmniejszym szacunkiem. A mówię to jako osoba wychowana w katolickiej rodzinie. Osobiście jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się dość szybko za sprawą własnych przemyśleń, wyjść z tego religijnego otępienia, jakim Kościół w Polsce od początku poddaje młode umysły. Zacząłem oddychać pełną piersią, powietrzem wolnym od zapachu kadzidła. Bo kto wie jak bym skończył, chłonąc z rozdziawioną gębą co niedziela kazania płynące z ambony. Może zasłaniając własną piersią krzyż na Krakowskim Przedmieściu lub biegając za podpisami w celu wyniesienia na ołtarze Anny Walentynowicz. Co do tego, czy ktoś nakłaniał mnie do zmiany tematyki, to raczej nie. Wielu radziło mi zupełnie skończyć z pisaniem. I to właśnie takim ludziom dedykowane jest opowiadanie „Brudne historie”.

Twój „Kryminał tango” porównywano do „Murów Hebronu” Stasiuka. Zbiór opowiadań otrzymał tytuł Koszalińskiej Książki Roku 1999. Potem słuch o Rutkowskim zaginął…

Od porównań do „Murów Hebronu” Stasiuka nie da się w naszym kraju uciec żadnej książce traktującej o więzieniu. Każdy, kto ma zamiar zmierzyć się z tą tematyką, musi się z tym pogodzić. Stasiuk napisał o pudle naprawdę dobrą książkę i ciężko go będzie przebić. Jak na razie nikomu się to jeszcze chyba nie udało, w każdym razie nie mnie. Tytuł, który12 lat temu otrzymałem za „Kryminał tango” w moim rodzinnym mieście, był jaskółką, która dość szybko zakończyła swój lot. Nic nie zmienił w moim życiu, nie otworzył mojej książce drzwi do żadnych księgarń, w ogóle nie wpłynął na moją karierę. Zupełnie więc nie ma o czym mówić.

Historie więzienne, które ująłeś w tej książce to często zasłyszane opowieści z twojej miejscowości, dzielnicy… Czy można stwierdzić, że „Kryminał tango” to książka napisana przez życie?

Można w sumie powiedzieć, że tę książkę napisała moja ulica, lub że nawet pisała się na niej sama. Ta ulica była pełna mieszkańców z „kracianym” życiorysem i wielu z nich było moimi bliskimi znajomymi. Opowieści, które często snuli, w każdym razie spora ich część, nie uleciała w próżnię, bo potrafiłem je jakoś spożytkować. I tak powstał „Kryminał tango”. Jest w niej też trochę mojego życia, ponieważ zrobiłem kiedyś w życiu kilka głupich posunięć, które pozwoliły mi przez krótki czas własnym doświadczeniem weryfikować zasłyszane opowieści bandytów z mojej dzielnicy, przez co ta książka przestała być tylko czystą fikcją. Dostała duszę. Bezcenną rzecz dla każdej książki!

Duża doza seksu w Twoich książkach z pewnością zainteresuje męską część czytelników. Czy miałeś sygnały, że kobiety czytają twoją prozę? A może chcą się przekonać się osobiście, czy autor jest podobny do bohaterów swoich książek…

Czasem mam wrażenie, że po moje książki sięgają głownie kobiety, bo to przeważnie one do mnie piszą emalie, w których dzielą się wrażeniami po lekturze i głównie im wysyłam książki w sprzedaży wysyłkowej. Kiedyś mnie to trochę dziwiło, bo uważałem że piszę głównie z myślą o facetach. To jednak babki są autorkami najlepszych spostrzeżeń, najcelniejszych i najinteligentniejszych uwag i konstruktywnych krytyk dotyczących mojej pisaniny. To one od początku najbardziej mi sprzyjały, popychały do przodu. I to naprawdę różne kobiety, od zwykłych kur domowych, po wykładowców na wyższych uczelniach. Pełen przekrój społeczny. A na ostatnią część Twojego pytania, jako żonaty koleś, muszę odpowiedzieć bardzo dyplomatycznie, jeśli nie chce potem znaleźć pod drzwiami spakowanych walizek... Uznajmy, że Czytelniczki, które chciałyby się osobiście przekonać, jaki faktycznie jestem, doznałyby zawodu...

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (1) / skomentuj / zobacz wszystkie

Konrad
04 czerwca 2011 o 14:06
Odpowiedz

Autor w sieci: http://www.ksrutkowski.pl

Konrad

04.06.2011 14:06
1

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty