Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Polacy pokonali Szwedów w „Kotle Czarownic”. Mamy mundial!

Hobby
|
30.03.2022

Wtorkowe spotkanie na Stadionie Śląskim w Chorzowie było najważniejszym, jakie polska kadra miała rozegrać w tym roku. W przypadku porażki reprezentacja traciła jakiekolwiek szanse na awans na Mistrzostwa Świata 2022 w Katarze.

Tagi: piłka nożna

Polska - Szwecja. Zdjęcie
Biało-Czerwoni po udanym meczu ze Szwedami

Wszyscy przed pierwszym gwizdkiem zdawaliśmy sobie sprawę z wagi spotkania ze Szwedami. Jeden mecz, który miał zadecydować o mundialowym być albo nie być kadry prowadzonej przez Czesława Michniewicza. Najmniejszy błąd lub słabszy dzień u kilku czołowych piłkarzy mógł przekreślić cały trud walki eliminacyjnej w wykonaniu naszych piłkarzy. W podobnej sytuacji byli oczywiście Szwedzi, którzy dodatkowo czuli w nogach mecz z Czechami, który wygrali ostatecznie po dogrywce. Musieli również zmierzyć się z naszą reprezentacją na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Tak historycznie ważnym dla Biało-Czerwonych.

Obie drużyny miały więc swoje problemy. Bukmacherzy przed meczem nie potrafili wskazać wyraźnego faworyta. Bo faktycznie, obie drużyny prezentują zbliżony poziom piłkarski, dlatego optymizm wśród kibiców często przeplatał się z pesymizmem. Szczególnie że poprzednie spotkanie kadry – ze Szkocją – nie przyniosło zbyt wielu pozytywnych informacji. Trudno nawet było powiedzieć, co od strony taktycznej zaprezentuje Czesław Michniewicz, bo nie miał za bardzo okazji na eksperymenty. Mogło to się skończyć wielką katastrofą...

Polska – Szwecja: składy, przebieg meczu, statystyki

Polska 2-0 Szwecja
Robert Lewandowski 49 (k), Piotr Zieliński 72

Polska: 1. Wojciech Szczęsny - 2. Matty Cash, 15. Kamil Glik, 5. Jan Bednarek, 18. Bartosz Bereszyński - 20. Piotr Zieliński (89, 7. Adam Buksa), 16. Krystian Bielik, 6. Jacek Góralski (46, 10. Grzegorz Krychowiak), 8. Jakub Moder, 17. Sebastian Szymański - 9. Robert Lewandowski.

Szwecja: 1. Robin Olsen - 2. Emil Krafth, 3. Victor Lindelöf, 4. Marcus Danielson (79, 11. Zlatan Ibrahimović), 6. Ludwig Augustinsson - 21. Dejan Kulusevski, 20. Kristoffer Olsson (80, 16. Jesper Karlsson), 13. Jesper Karlström (67, 19. Mattias Svanberg), 22. Robin Quaison (66, 17. Anthony Elanga), 10. Emil Forsberg - 9. Alexander Isak.

Pierwsza połowa rozpoczęła się chaotyczną grą z obu stron. Jedni i drudzy wyglądali na nieco zbyt zmotywowanych, co przekładało się na rwaną i niepotrzebnie agresywną grę. Po kwadransie sytuacja nieco się uspokoiła, a do głosu zaczęli dochodzić Szwedzi. Jakby spokojniejsi i bardziej poukładani, zaczęli konstruować składniejsze akcje ofensywne. Polacy próbowali kontrować, ale ani jedna, ani druga strona nie zdołała zdobyć bramki. Sytuacje były – najpierw dla Szwedów (świetna parada Szczęsnego po strzale Forsberga w 19’), a następnie Polaków (akcja ze skrzydła i strzał Casha w 25’). W drugiej części połowy optyczną przewagę mieli przyjezdni, ale kilku składnych akcji nie potrafili przekuć na gola. W 38’ niebezpieczny faul Góralskiego mógł skończyć się dla niego czerwoną kartką, ale sędzia, mimo protestów Szwedów, zdecydował się pokazać żółtą. Do przerwy remis ze wskazaniem na gości.

Od pierwszej minuty drugiej połowy zmotywowani Szwedzi ruszyli agresywnie do przodu. Polska obrona, nie bez problemów, przetrwała ten atak. Jeden z kontrataków, w którym brał udział ustawiony w polu karnym Krychowiak (wszedł po przerwie za Góralskiego) zakończył się podyktowaniem rzutu karnego. Nasz pomocnik mądrze zastawił się w jedenastce Szwedów, gdzie bezpardonowo zaatakował go obrońca. W 50’ karnego na gola zamienił niezawodny Lewandowski. Podrażnieni Szwedzi ruszyli do przodu, ale nie potrafili zdominować mądrze grających Polaków. Trener gości wprowadzał kolejne zmiany, które miały wzmocnić siłę ognia jego drużyny. W 72’ błąd Danielsona wykorzystał Zieliński. Polski pomocnik odebrał piłkę, która odskoczyła defensorowi i popędził na bramkę Olsena. Bez kłopotu wykorzystał sytuację sam na sam. Szwedzi byli w szoku i nie potrafili pozbierać się po drugim ciosie. Polacy natomiast nie przestawali atakować i tylko niesamowite parady bramkarza Szwedów sprawiły, że wynik nie był jeszcze bardziej okazały. Do końca meczu nie uległ jednak zmianie.

Polska - Szwecja. Statystyki
Polska – Szwecja: statystyki pomeczowe (źrodło: Flashscore.pl)

Brawo panie Czesławie!

Ktoś kiedyś powiedział, że Czesław Michniewicz to tak zwany trener-zadaniowiec. Lepiej radzi sobie pod presją, gdy ma osiągnąć określony wynik, niż podczas wielomiesięcznych przygotowań, analiz, treningów. Wygląda na to, że to prawda, bo wrzucony na głęboką wodę selekcjoner wykonał przed meczem ze Szwedami tytaniczną pracę. Poustawiał polskich zawodników tak, żeby jak najbardziej zniwelować potencjał ofensywny przeciwnika. Oczywiście – zwłaszcza w pierwszej połowie – nie działało to idealnie. Wtedy jednak uruchamiał się Szczęsny, który zagrał jeden z najlepszych meczów w kadrze od wielu miesięcy. Podobnie jak doświadczony Glik, który – choć na klubowym poziomie nie zachwyca – zakładając koszulkę z Orłem na piersi, staje się ścianą, której nie jest w stanie przejść żaden napastnik.

Zresztą pozytywów po wczorajszym meczu, jeśli chodzi o polskich piłkarzy, jest więcej. Robert Lewandowski jak zwykle dwoił się i troił, prowokował, walczył, biegał – wszystko, żeby jak najbardziej wyprowadzić z równowagi szwedzkich defensorów. Udało mu się. Świetnie spisali się również Góralski (do żółtej kartki), Krychowiak, Szymański, Moder czy Cash. Bramkę zdobył Piotr Zieliński, który przez większość spotkania był niewidoczny, ale wystarczyła jedna akcja, żeby stał się bohaterem Stadiony Śląskiego. Przede wszystkim należy pozytywnie ocenić grę polskich zawodników jako kolektywu. Widać było, że wiedzą co mają zrobić i mają motywacje, żeby wykonywać polecenia selekcjonera. Nikt nie odpuszczał, robiąc co w jego mocy, żeby osiągnąć cel. To zaprocentowało.

Spotkanie ze Szwedami na pewno zbuduje pewność siebie wśród zawodników i sztabu szkoleniowego. Polscy kibice są obecnie w ekstazie, co nie powinno dziwić, ale bądźmy realistami – dopiero zaczynamy drogę do mundialu, który tym razem wyjątkowo odbędzie się w listopadzie. Jeszcze wiele meczów, sparingów i długa selekcja. We wczorajszym meczu było widać mankamenty naszej kadry, o których wiemy od lat, i Michniewicz ich nie wyeliminował. Sprawił jedynie, że nie były tak widoczne na tle mocnego przeciwnika. To dobry prognostyk na przyszłość, ale warto pamiętać, żeby nie robić z nas już teraz mistrzów świata. Nie nasze progi, choć nadzieja przecież umiera ostatnia...

Michał Grzybowski

Wejdź na FORUM!
Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie