Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Winyle, czyli magia muzyki z gramofonu

Hi-Tec

Na początku lat 90. wydawało się, że słuchanie muzyki z płyt winylowych nieodwracalnie odchodzi do przeszłości. Rynek wydawniczy był stopniowo podbijany przez coraz popularniejsze płyty CD, które reklamowano zresztą wówczas jako jakościowo bliskie ideałowi. To rzeczywiście był technologiczny przełom: nowe cyfrowe odtwarzacze wydawały się cudem techniki, piórko gramofonu - wynalazek sprzed ponad 100 lat, zastępował odczytujący cyfrowy zapis laser, a cała konstrukcja wyglądająca niczym konsola statku kosmicznego rodem z filmów science-fiction, sprawiała doskonałe wrażenie. Użytkownicy starych adapterów stawali się kimś w rodzaju niszy, skansenu, pięknych choć już na zawsze minionych czasów. I kiedy wydawało się, że dla "winyli" nie ma już ratunku, coś się zmieniło. Zamiast na zawsze wypaść z rynku, zaczęły one na nowo zyskiwać sympatię i uwielbienie słuchaczy. Dlaczego?

Tagi: muzyka , hobby faceta po 40. , hi-fi , słuchanie , sprzęt elektroniczny

Gramofon
Gramofon przeżywa dziś swój renesans

Historia winyla

Pierwsza płyta winylowa zadebiutowała w 1946 roku, kiedy amerykańska wytwórnia RCA Victor wypuściła debiutancki album na takim właśnie nośniku. Wcześniejsze płyty gramofonowe, choć wyglądały niemal identycznie, były wykonane z szelaku lub ebonitu, materiału o znacznie gorszych właściwościach "muzycznych", z charakterystycznymi trzaskami i syczeniem.

Przełom był tym większy, że nowe "winyle", prócz tego, że oferowały znacznie czystsze brzmienie, pozwalały na zapis o wiele dłuższych ścieżek dźwiękowych - dzięki możliwemu tłoczeniu gęściej upakowanych rowków, później także mniejszej prędkości obrotowej (spadek z 78 do 33,33 obrotów na minutę).

Zaledwie 2 lata później, inna wytwórnia, Columbia Records, wydała pierwszy w historii longplay zawierający po 23 minuty nagrania na każdej ze stron krążka (wcześniej maksymalna długość ścieżki to były zaledwie 4 minuty).

Lata późniejsze to już czas rozkwitu i całkowitej dominacji "winyli". Oczywiście, pojawiały się i inne technologie, takie jak taśma magnetyczna i zyskujące w pewnym momencie uznanie magnetofony szpulowe, później także poręczne magnetofony kasetowe, jednak aż do połowy lat 80. panowanie płyt winylowych było niepodzielne.

Dopiero wynalezienie płyty CD pod koniec lat 70. i jej rynkowy debiut na przełomie 1982/1983 roku namieszały na zastygłym rynku.

Audio-Technica
Audio-Technica

Era CD

Płyty CD nie przyjęły się od razu. Pełne opanowanie rynku wydawniczego zajęło im blisko 10 lat. Gdy debiutowały, przedstawiano je jako wielki postęp techniki i skok jakościowy. Po pierwsze, miały oferować znacznie czystszy, de facto studyjny dźwięk. Po drugie, na jednej płycie znów można było zmieścić o wiele więcej utworów niż dotychczas. Po trzecie, można było je odtwarzać także na coraz popularniejszych już wówczas komputerach wyposażonych w karty dźwiękowe i stacje dysków CD.

W pierwszych latach promocji marketingowcy zwracali też uwagę na ich "praktyczną fizyczną niezniszczalność", co dziś zresztą brzmi mocno ironicznie i, jak zapewne pamiętasz z własnego doświadczenia, nie było zbyt bliskie prawdy. Wtedy jednak wszystko to, co mówiono o nośnikach cyfrowych, robiło wrażenie.

Nowe odtwarzacze płyt CD wyposażone były zwykle w diodowe wyświetlacze i ergonomiczne dotykowe panele sterowania, które w porównaniu do starych, pełnych pokręteł adapterów nadawały całości nimb ultranowoczesności. To był postęp, któremu wielu - w tym i piszący te słowa - dało się zwieść.

Gramofon Pro-Ject
Pro-Ject

Winylowy renesans

Lata 90. i początek 2000 to czas, kiedy starych płyt winylowych używali już chyba tylko najbardziej wierni fani i prawdziwi audiofile. Cała reszta nie wyobrażała sobie życia bez płyt CD, które zresztą przez wszystkie lata produkcji były stopniowo poprawiane, ulepszane, a ich ceny spadały.

I wtedy właśnie, gdy śmierć starych płyt analogowych wydawała się nieuchronna - coś drgnęło. Najpierw w audiofilskich, trochę niszowych środowiskach wielkich miłośników muzyki, a potem także u bardziej masowego odbiorcy. Zaczęło się objawiać coś na kształt nostalgii, a wkrótce też pogoni za niebanalnym dźwiękiem i perfekcyjnym brzemieniem.

Linki artykułu
Kopiuj link:
Skopiowano do schowka

Wklej link na stronę:
Skopiowano do schowka

 

Komentarze (0) / skomentuj / zobacz wszystkie

Gorące tematy

facebook
raporty
Raporty