Strona używa cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na używanie cookies, zawsze możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce internetowej. Polityka Cookies Akceptuję

Forum

Dodaj temat

Związek

życie po rozwodzie

Rozpoczęte przez ~arion, 05 lut 2018
  • ~Pat
    ~Pat
    Napisane 11 maja 2019 - 19:19
    On wkłada i wyjmuje ze zmywarki sam z siebie.

    Mamy sytuację patową.
    Chyba rozwiodłam się na razie mentalnie, bo od pół roku mieszkamy w osobnych pokojach.
    On wychodzi kiedy chce, ja też. Nie mam nikogo, bo nie chcę mieć. A on przeżywa drugą młodość, co chwila ma inną.
    Ja tak nie chcę, nie potrzebuję przygód.

    Czy go kocham? Dzisiaj już nie, ale jeszcze pół roku temu tak, kochałam go. Dzisiaj nie.

    Gdy pewnego dnia na pytanie: Przytulisz mnie? powiedział mi "Nie mam ochoty, znajdź sobie kogoś do kochania" myślałam, że żartuje. Porozmawialiśmy i stwierdziliśmy, że dla dobra dzieci powinniśmy przez pewien czas mieszkać razem.

    Wiem co powinnam zrobić, ale oddalam ten temat. Gdy myślę o sądzie jest mi niedobrze. Nie chcę opowiadać obcym ludziom o nas i nie potrafię zakończyć tego związku formalnie. Cały czas mamy wspólne finanse, ale to nie z tego powodu mieszkamy razem i stać nas na życie osobno.

    Zastanawiam się czy rozwód jest mi do czegokolwiek potrzebny?
    Czy to nie jest tylko papier?

    A może para rozwodzi się etapami?

    Jak Wy to przeżyliście?
    Mamy nastoletnie dzieci, córka jest w ojcu zakochana.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~ciconia
    ~ciconia
    Napisane 12 maja 2019 - 12:37
    ~Pat napisał:

    (...)
    Mamy sytuację patową.
    (...)
    Porozmawialiśmy i stwierdziliśmy, że dla dobra dzieci powinniśmy przez pewien czas mieszkać razem.
    (...)
    Wiem co powinnam zrobić, ale oddalam ten temat.
    (...)
    Zastanawiam się czy rozwód jest mi do czegokolwiek potrzebny?
    (...)

    Pat,
    Czy Twoje życie obecnie nie jest "poczekalnią"?
    Ustaliliście razem by jakiś czas "dla dobra dzieci" trwać dzielnie obok siebie, ale Ty wiesz, że powinnaś coś zrobić. On pewnie wie to samo.
    To wspólna decyzja nie wychodzenia poza strefę komfortu. Takie życie może trwać latami.
    Z jakiejś przyczyny nie potrafisz zrobić kolejnego kroku, może musisz do tego dojrzeć, a może nie dojrzejesz nigdy.
    Cóż Ci mamy poradzić?
    Nikt nie powie Ci tutaj co masz zrobić, bo to Twoje życie i Ty znasz siebie najlepiej (powinnaś znać).

    Wiedz jednak, że osoby w sądzie to tylko urzędnicy, nie musisz im niczego opowiadać ze szczegółami.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 31 maja 2019 - 20:24
    @Robercie,
    pisałeś na FORUM, że poszedłeś na studia..
    ja,
    zapytałam się Ciebie, swego czasu,
    co by było, gdyby również ex, sobie poszła..

    nie odpowiedziałeś mi wtedy,
    ale, gdy czytam Ciebie,
    skoro uważasz, że to już obcy człowiek,
    to, co Cię to może obchodzić, i skoro nie odpisałeś, to pewnie Cię nie obchodzi..

    zauważ jednak, że póki macie oboje, równe prawa rodzicielskie, nieważne z kim dzieci mieszkają,
    nieważne na czyje życzenie, nie razem z rodzicami,
    takie rzeczy powinno się uzgadniać,
    zarówno w trakcie małżeństwa, jak i po jego zakończeniu..
    dlaczego?
    z prostej przyczyny,
    póki dzieci są niepełnoletnie,
    nikt, ani ojciec, ani matka, nie może sobie robić co chce,
    musi się dostosować do dzieci, oboje z rodziców..

    nie może jeden z nich, drugiemu zakomunikować, że nie ma go w weekendy, że nie ma czasu..
    oboje, póki one nie dorosną, powinniście mieć następującą kolejność priorytetów:
    1. dzieci i ich potrzeby,
    2. moje potrzeby,

    myślę, że oboje, postawiliście na swoje własne potrzeby,
    i tym samym, oskarżacie jedno, drugiego..

    piszę to jako egoistka, do potęgi,
    czekałam, aż mój syn stanie się pełnoletni,
    by zacząć żyć tak jak sobie chciałam..
    nigdy niczego, nie zrobiłam wbrew własnemu dziecku, bez uzgodnienia tego z jego ojcem, czy przed, czy po rozwodzie..

    i myślę, że tu jest pies pogrzebany..

    hej

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Robert1971
    ~Robert1971
    Napisane 31 maja 2019 - 20:48
    Alutka sprawa studiów była uzgadniana i nie widzę potrzeby żeby się z tego na Forum tłumaczyć . Skoro jednak temat poruszasz i go ciągniesz to komunikuje że tak 1 st studiów był uzgodniony jak i drugi był zaaprobowany
    Wyjaśniam przy tym że dokąd ja muszę zdobywać środki na ułożenie na dzieci a ona zgarnie całą pulę to niestety muszę mieć możliwość rozwoju to jest dla mnie oczywista rzecz
    Proponowałem jej zamianę ról i nie chciała związku z tym musi być jak jest .

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Rafał35
    ~Rafał35
    Napisane 31 maja 2019 - 20:51
    alutka - ciekawy punkt widzenia, co do zasady się zgadzam.
    Czy sądzisz, że rozwód z powodu braku miłości do współmałżonka (przy jednoczesnym braku patologii i nienawiści w związku) jest działaniem przeciwko własnemu dziecku?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 31 maja 2019 - 21:27
    ~Robert1971 napisał:
    Alutka sprawa studiów była uzgadniana i nie widzę potrzeby żeby się z tego na Forum tłumaczyć . Skoro jednak temat poruszasz i go ciągniesz to komunikuje że tak 1 st studiów był uzgodniony jak i drugi był zaaprobowany
    Wyjaśniam przy tym że dokąd ja muszę zdobywać środki na ułożenie na dzieci a ona zgarnie całą pulę to niestety muszę mieć możliwość rozwoju to jest dla mnie oczywista rzecz
    Proponowałem jej zamianę ról i nie chciała związku z tym musi być jak jest .


    @Robercie,
    my chyba na forum, się nie tłumaczymy?:)
    nic nie pisałeś, że to było uzgodnione..
    a tak na marginesie, a gdybyś nie uzyskał aprobaty?
    tak sobie, grzebie dziurę, pewnie, gdzie jej nie ma.. :D

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 31 maja 2019 - 21:35
    ~Rafał35 napisał:
    alutka - ciekawy punkt widzenia, co do zasady się zgadzam.
    Czy sądzisz, że rozwód z powodu braku miłości do współmałżonka (przy jednoczesnym braku patologii i nienawiści w związku) jest działaniem przeciwko własnemu dziecku?


    tak sama to odbierałam,
    nie mogłam im tego zrobić, im, mężowi i synowi..
    nie wyglądali na nieszczęśliwych,
    a syn był bardzo szczęśliwy..
    przechodziłam katusze,
    musiałam wybierać, przed niewybieralnym..

    dziś uważam, że im mniejsze dziecko, tym większa szansa, dla wszystkich, kiedy syn miał naście lat, rozumiał dużo, widział jeszcze więcej, a mimo tego, nie był partnerem do rozmowy dla mnie.. nie zrozumiałby niczego, a potępiłby mnie..
    poczekałam na właściwy moment,
    a raczej, to życie i los był łaskawy dla mnie,
    zakochałam się w odpowiednim momencie,
    dla mnie i moich mężczyzn..
    wszystkich :)

    póki był,
    między mały, a większy,
    nie byłam w stanie odejść..

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Rafał35
    ~Rafał35
    Napisane 01 czerwca 2019 - 09:37
    Alutka - jak długo męczyłaś się w ten sposób?
    Czy z perspektywy czasu nie żałujesz straconych lat?
    Czy gdybyś znajdowała się w takim położeniu obecnie rozegrałabyś to inaczej?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 01 czerwca 2019 - 10:10
    ~Rafał35 napisał:
    Alutka - jak długo męczyłaś się w ten sposób?
    Czy z perspektywy czasu nie żałujesz straconych lat?
    Czy gdybyś znajdowała się w takim położeniu obecnie rozegrałabyś to inaczej?


    Ja, @Rafale, nigdy się nie męczyłam, nie gryzło mnie to nigdy, tak jak Ciebie obecnie..
    ja, żyłam sobie na 80%, tak, jakbym była sama,
    brakowało mi owych 20% tak równolegle, byłam szczęśliwa, tak jak może być przecież, szczęśliwy człowiek bez ręki..
    i kiedy, w różnych momentach mojego życia pojawiały się chwile kiedy myślałam, że chciałabym jednak mieć tą drugą rękę, cierpiałam, że nie dość, że mam jedną, to jeszcze związaną,

    nie mogłam sama o sobie decydować i to mnie wpędzało w czarną rozpacz,
    ale
    nigdy nie żałowałam straconych lat, bo nigdy one, nie były dla mnie stracone,

    w takim samym położeniu, obecnie?
    to chyba źle postawione pytanie, obecnie ten scenariusz nie ma racji bytu, no ale, gdyby tak czas cofnąć,
    to
    niczego bym nie zmieniła,
    ale nie zapominaj, że znam zakończenie tej historii,
    dobre zakończenie..

    a katusze przechodziłam, kiedy miałam powiedzieć, że odchodzę, nie wiedziałam, jak to zrobić, pamiętam każdą godzinę z tego okresu..

    ale wracając, do Twojej sytuacji, to wiedz, że lepiej w ogóle nie odchodzić, niż podjąć nieudaną próbę,
    gdy odejdziesz, a później ulegniesz presji i wrócisz pod wpływem lamentu,
    dosłownie usłyszysz szczęk, zamykanego włazu nad głową,

    mnie romans, uratował..

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Rafał35
    ~Rafał35
    Napisane 04 czerwca 2019 - 14:00
    Alutka - jak szybko zdałaś sobie sprawę z tego, że nie kochasz męża? To był proces czy raczej objawienie?
    Mąż wiedział o tym, że go nie kochasz czy powiedziałaś mu o tym przy okazji rozmowy o odejściu?
    Czy syn zrozumiał Twój punkt widzenia, kiedy dowiedział się o Twojej decyzji?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 04 czerwca 2019 - 17:52
    ~Rafał35 napisał:
    Alutka - jak szybko zdałaś sobie sprawę z tego, że nie kochasz męża? To był proces czy raczej objawienie?
    Mąż wiedział o tym, że go nie kochasz czy powiedziałaś mu o tym przy okazji rozmowy o odejściu?
    Czy syn zrozumiał Twój punkt widzenia, kiedy dowiedział się o Twojej decyzji?


    Drogi @Rafale,
    nie doszukuj się analogii do własnej sytuacji, w historii innych ludzi..dlaczego? bo, to inni ludzie.. nie można nigdy, powielić cudzego losu, to się nigdy, nie zdarza dwa razy..
    ale jeśli,
    w czymkolwiek Tobie to pomoże,
    to oczywiście, już odpowiadam:

    -to był i proces i krótkie objawienia - no, i jak tu babę zrozumieć :D- ja, nie miałam czasu tego zauważyć, to nie były jakieś lata w niekochaniu, ja kochałam swoje życie, żyłam w pełni na 80%, mój mąż był dla mnie tłem, zapleczem, które dawało mi absolutną swobodę, byłam szczęśliwa, bo nie zabraniał mi tego, od czasu do czasu, zderzałam się z tym, czego mi brakuje..
    by zaraz, znów o tym zapomnieć..
    chyba, najgorszą rzeczą jaką robiłam w tym czasie ,było wykrzykiwanie, wśród znajomych, na imprezach u nas, w obecności mojego męża, -ludzie!, jak ja bym chciała jeszcze się zakochać! dopiero po rozwodzie, sobie to przypomniałam, wtedy, w ogóle nie zwracałam na niego uwagi:(

    - mąż wiedział, takie rzeczy zawsze się wie.. ale, kochał mnie, był szczęśliwy, bo ja byłam, mimo, że sama ze sobą..
    w jakimś sensie, byliśmy na siebie skazani.. rozstanie było dla nas obojga szokiem, zawalczył przez moment, by jeszcze szybciej zrozumieć, że to moja decyzja nieodwracalna..
    pomógł mi bardzo, dlatego ja pomogłam jemu..

    -syn, no tak.. o niego martwiłam się najbardziej, ale zanim z nim porozmawiałam, wszystko uzgodniliśmy wspólnie z mężem,
    to była wspólna rozmowa, naszej trójki..
    nigdy u nas nie padło: mamusia nas zostawia!
    ale -postanowiliśmy się rozstać!
    zawsze byliśmy MY kontra syn, i to nigdy się nie zmieniło..
    -tak, syn mnie zrozumiał, chociaż miał 17 lat..
    -wszyscy byliśmy, z całą rodziną na kolacji gdy kończył lat 18,
    mimo, że pozew rozwodowy już złożyłam, nigdy nie musiał wybierać, między ojcem a matką..zawsze miał, i będzie miał oboje..

    dziś, to dorosły facet :) 28 lat, ale zapewniam Cię, że nie ma żadnej traumy rozwodowej.. zawsze mówi, że cieszy się, że oboje jesteśmy szczęśliwi..
    może, nie myślał wtedy tylko o sobie, a jednak troszeczkę, o swoich starych :D

    mam nadzieję, że w czymś Ci pomogłam..
    hej

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~(L)
    ~(L)
    Napisane 22 czerwca 2019 - 23:25
    A co jeżeli ja mam dobrą żonę,która mnie kocha,mamy dwójkę dzieci bez których nie wyobrażam sobie życia i wogóle jak ktoś patrzy na nas z boku to ma nad za cudowną rodzinę i nawet troche zazdrości,mało tego,żona też uważa,że jesteśmy super dobrani i stanowimy super rodzinę...a ja po prostu umieram w tym związku,nie czuje już kompletnie nic do mojej żony,(zaznacze ze nie mam żadnej innej kobiety na boku,nic z tych rzeczy,nie mógłbym spojrzec dzieciom w oczy...) ta miłość z mojej strony sie niestety skonczyla i nic juz nie jest w stanie tego naprawić.Wiem ze inni chcieliby byc na moim miejscu,mieć takie problemy itd,ale to jest naprawde wykanczające. Wyobraźcie sobie sytuacje,kiedy caly dzien macie świetny humor,tryskacie uśmiechem i takie tam inne pierdoły i przychodzi czas kiedy ona wraca z pracy i koniec!...to nie jest zależne od was,po prostu,konczy sie dobry humor,sielanka itd,chcecie tylko doczekac do nastepnego dnia....a najgorsze jest to,że ta kobieta wogole na to nie zasługuje bo jest wspaniała...co z tym wszystkim zrobić,ciągnąc dalej i wykanczac sie psychicznie czy zniszczyc życie naszej rodziny...?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 23 czerwca 2019 - 07:59
    ~(L) napisał:
    A co jeżeli ja mam dobrą żonę,która mnie kocha,mamy dwójkę dzieci bez których nie wyobrażam sobie życia i wogóle jak ktoś patrzy na nas z boku to ma nad za cudowną rodzinę i nawet troche zazdrości,mało tego,żona też uważa,że jesteśmy super dobrani i stanowimy super rodzinę...a ja po prostu umieram w tym związku,nie czuje już kompletnie nic do mojej żony,(zaznacze ze nie mam żadnej innej kobiety na boku,nic z tych rzeczy,nie mógłbym spojrzec dzieciom w oczy...) ta miłość z mojej strony sie niestety skonczyla i nic juz nie jest w stanie tego naprawić.Wiem ze inni chcieliby byc na moim miejscu,mieć takie problemy itd,ale to jest naprawde wykanczające. Wyobraźcie sobie sytuacje,kiedy caly dzien macie świetny humor,tryskacie uśmiechem i takie tam inne pierdoły i przychodzi czas kiedy ona wraca z pracy i koniec!...to nie jest zależne od was,po prostu,konczy sie dobry humor,sielanka itd,chcecie tylko doczekac do nastepnego dnia....a najgorsze jest to,że ta kobieta wogole na to nie zasługuje bo jest wspaniała...co z tym wszystkim zrobić,ciągnąc dalej i wykanczac sie psychicznie czy zniszczyc życie naszej rodziny...?


    To jak teraz, patrzysz dzieciom w oczy?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek, który niby wyszedł :-)
    ~Aniołek, który niby wyszedł :-)
    Napisane 23 czerwca 2019 - 13:05
    ~(L) napisał:
    A co jeżeli ja mam dobrą żonę,która mnie kocha,mamy dwójkę dzieci bez których nie wyobrażam sobie życia (...)
    żona też uważa,że jesteśmy super dobrani i stanowimy super rodzinę...a ja po prostu umieram w tym związku,nie czuje już kompletnie nic do mojej żony,(zaznacze ze nie mam żadnej innej kobiety na boku,nic z tych rzeczy,nie mógłbym spojrzec dzieciom w oczy...) ta miłość z mojej strony sie niestety skonczyla (...)
    Wyobraźcie sobie sytuacje,kiedy caly dzien macie świetny humor,tryskacie uśmiechem i takie tam inne pierdoły i przychodzi czas kiedy ona wraca z pracy i koniec!
    (...)
    co z tym wszystkim zrobić,ciągnąc dalej i wykanczac sie psychicznie czy zniszczyc życie naszej rodziny...?

    Żona uważa, że jesteście super dobrani, bo jest nieświadoma tego co się z Tobą dzieje.
    Myślę, że jest jakaś przyczyna Twojego stanu, coś co zapoczątkowało koniec miłości.
    Piszesz, że nic nie możesz na to poradzić...dlaczego tak uważasz?
    Czy Ty też uważasz, że stanowicie super rodzinę?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 25 czerwca 2019 - 16:59
    @Aniołku,
    żona, to nie rodzina!

    hej

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek, nadal obecny :-)
    ~Aniołek, nadal obecny :-)
    Napisane 25 czerwca 2019 - 23:14
    ~alutka napisał:
    @Aniołku,
    żona, to nie rodzina!
    hej

    Tak, tak Alutko, żona to właściwie
    OBCA ;-) Oj Ty masz ogromną awersję do instytucji małżeństwa.

    A tak już całkiem poważnie.
    Gdy widzę pytanie co robić czy niszczyć życie rodziny czy ciągnąć to dalej to muszę Wam powiedzieć, że mnie ten dylemat zastanawia. Na tak postawione pytanie nikt nie odpowie przecież: tak, należy zniszczyć życie rodziny.

    Ciągnąć dalej?
    Hmmmmmm, ja nie chciałabym fikcji.
    Jeśli ktoś pisze cyt. moja żona jest wspaniała, a równocześnie nie mówi jej prawdy o całej sytuacji, o tym że mu źle, że się męczy to jak nazwać taką postawę?
    Spotkałam się ze stwierdzeniem cyt:
    Nie mówię żonie, bo ją kocham i nie chcę jej martwić, nie chcę zaburzyć spokoju ogniska domowego. Ona na to nie zasługuje.
    Taka postawa pt. wybieram fikcję.
    Zastanówmy się, ona jest wspaniała, więc zasługuje na fikcję.
    Nie chciałabym zasługiwać na fikcję a Wy?

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 26 czerwca 2019 - 20:06
    "@Aniołku,
    żona, to nie rodzina!
    hej

    Tak, tak Alutko, żona to właściwie
    OBCA ;-) Oj Ty masz ogromną awersję do instytucji małżeństwa."

    nie widzę związku,
    awersję do małżeństw mam, i owszem,
    ale
    tu prawimy o rodzinie,
    żona/mąż, to nie rodzina,
    ktoś, kiedyś wymyślił małżeństwo i obca osoba "wchodzi" do rodziny, to wszystko,
    to REZYDENT, ze względu na zamieszkanie i takie tam.. :D
    jak weszła/wszedł,
    to może i wyjść..

    rodzina, to coś zupełnie innego,
    powinowactwo,
    wyrzec się nie sposób,
    żon, można mieć kilka, a matkę tylko jedną.

    hej

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek nadal obecny :-)
    ~Aniołek nadal obecny :-)
    Napisane 26 czerwca 2019 - 20:55
    Alutko,
    Ty nie widzisz związku a ja widzę :-)
    Uważasz, że żona/ mąż to nie rodzina?
    A partner i partnerka?
    A samotna matka z dzieckiem?
    A samotny ojciec z adoptowaną dwójką maluchów?
    A babcia wychowująca wnuki po śmierci rodziców?
    A bezdzietna para?
    Rodzina przecież to czasami osoby w ogóle ze sobą niespowinowacone.

    Matka jest jedna jak i ojciec jest jeden.
    A czasami macocha czy ojczym są lepszymi rodzicami niż rodzice biologiczni.

    Jesteśmy dziećmi naszych rodziców, po latach gdy nie mieszkamy razem pod jednym dachem (czasami mieszkamy jak w rodzinach wielopokoleniowych), gdy wyprowadzamy się na inny kontynent to przecież nadal jesteśmy rodziną.
    A po rozwodzie? Ona/On mają nowych partnerów, ale my nadal mamy kontakt, jednoczymy się w słusznej sprawie dla dzieci.
    Jesteśmy rodziną?
    Gdy siadamy przy jednym stole, gdy dobrze czujemy się w swoim towarzystwie, gdy nadal możemy na siebie liczyć? Gdy jesteśmy jak siostra lub brat?

    Jest tyle kombinacji rodzinnych ilu ludzi.
    :-)

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~alutka
    ~alutka
    Napisane 26 czerwca 2019 - 22:37
    ~Aniołek napisał:
    Alutko,
    Ty nie widzisz związku a ja widzę :-)
    Uważasz, że żona/ mąż to nie rodzina?
    A partner i partnerka?
    A samotna matka z dzieckiem?
    A samotny ojciec z adoptowaną dwójką maluchów?
    A babcia wychowująca wnuki po śmierci rodziców?
    A

    Rodzina przecież to czasami osoby w ogóle ze sobą niespowinowacone.

    Matka jest jedna jak i ojciec jest jeden.
    A czasami macocha czy ojczym są lepszymi rodzicami niż rodzice biologiczni.

    Jesteśmy dziećmi naszych rodziców, po latach gdy nie mieszkamy razem pod jednym dachem (czasami mieszkamy jak w rodzinach wielopokoleniowych), gdy wyprowadzamy się na inny kontynent to przecież nadal jesteśmy rodziną.
    A po rozwodzie? Ona/On mają nowych partnerów, ale my nadal mamy kontakt, jednoczymy się w słusznej sprawie dla dzieci.
    Jesteśmy rodziną?
    Gdy siadamy przy jednym stole, gdy dobrze czujemy się w swoim towarzystwie, gdy nadal możemy na siebie liczyć? Gdy jesteśmy jak siostra lub brat?

    Jest tyle kombinacji rodzinnych ilu ludzi.
    :-)


    Rodzina?
    - partner i partnerka? NIE
    -samotna matka z dzieckiem? TAK
    -samotny ojciec z adoptowaną dwójką maluchów? TAK
    -babcia wychowująca wnuki po śmierci rodziców? TAK
    - bezdzietna para? NIE

    osoby, ze sobą niespowinowacone,
    to nie rodzina..
    ale, mogą zastępować rodzinę,
    mogą nam dawać więcej niż rodzina,
    ale nią nie są, nie są naszą rodziną.
    Gdy jesteśmy, jak siostra i brat,
    to jesteśmy, jak...
    ale nie jesteśmy..

    rodzina, w sensie najmniejszej komórki,

    to ja i mój syn, moi rodzice i moje rodzeństwo + ojciec dziecka,
    to mój ex i syn, jego rodzice i jego rodzeństwo + ja,
    to mój syn + rodzice, i jego rodzeństwo.

    rodzinę tworzymy, rodziną nie jesteśmy..
    rodziną dla mojego syna, jestem ja i jego ojciec,
    dziadkowie i rodzeństwo,

    dla mnie,
    tylko mój syn, rodzeństwo i rodzice..
    żona i mąż, to nie rodzina,
    ale mogą przynależeć, na czas jakiś..

    po rozwodzie,
    śmiało można powiedzieć, że do rodziny już nie należą..
    no, bo do której?
    hej

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

  • ~Aniołek nadal obecny :-)
    ~Aniołek nadal obecny :-)
    Napisane 27 czerwca 2019 - 22:26
    A to ciekawe co napisałaś Alutko :-)
    Skoro Twoim zdaniem osoby niespowinowacone to nie rodzina, to ojciec z dwójką adoptowanych dzieci też nie powinien być rodziną, a stwierdzasz że JEST :-)
    Skąd ten wyjątek? Nie wiem

    Dobrze, napiszę tak...oficjalnie, w statystykach po rozwodzie rodziną z ex się nie jest.
    Poza tym z reguły on zakłada nową rodzinę i ona zakłada nową, jednak wspólnie mogą jednoczyć się oboje dla dzieci i dla nich właśnie nadal być rodziną.

    Tak, zgadzam się ze stwierdzeniem, że rodzinę tworzymy. Mamy wpływ na to z kim ją stworzymy. Mamy przecież wybór.
    A na to w jakiej rodzinie przyszliśmy na świat żadnego wpływu nie mamy.
    Więzy krwi to czasami za mało by czuć się z najbliższymi jak w rodzinie.

    Czasami obcy jest bliższy niż brat.

    Gdy słyszę, że komuś jest ciężko bo pochodzi z takiej, a nie innej rodziny to mówię mu to nie usprawiedliwia bezczynności.
    Możesz zmienić wszystko, zrobić wiele, możesz wyprowadzić się, zacząć żyć tak jak chciałbyś żyć.
    Według mojej definicji rodziny bezdzietne małżeństwo czy długoletni partnerzy są RODZINĄ z wyboru.

    Udostępnij  |  Dodaj wpis |  Cytuj |  Link bezpośredni |  Zgłoś naruszenie

» odpowiedz » do góry

Gorące tematy

facebook